Skip to main content
Internet Archive's 25th Anniversary Logo

Full text of "Dziele Sowiaszczyzny pónocno-zachodniej do poowy 13 w"

See other formats


ifo^^ 


DZIEJE 


SŁOWIAŃSZCZYZNY 


PÓŁNOCNO-ZACHODNIEJ 


DO  PO-tOWY  XIII  W. 


WILHELMA  BOGUSŁAWSKIEGO. 


DZIEŁU    UWIEŃCZONE   NA   KONKURSIE 

TOWARZYSTWA  PRZYJACIÓŁ  NAUK  W  POZNANIU. 

Nagroda   pieniężna  wyznaczona  z  funduszu  ś,  p.  Bretkrajcza. 


TOM    III. 

(Z  mapą,) 


« 


^■j  I-II  i^Hąll^ 


POZNAŃ. 

Z   DRUKARNI   DZIENNIKA    POZNAŃSKIEGO. 


.i^ 


MICROFILMED  BY 
UNIYERSITY  OF  TORONTO 


I    T''^'"5  Anv/-     .  J'  /^^  r^r^  J  *> 


^i^ 


/V7 
3 


(^V/ 


t 


TREŚĆ. 

KSIĘGA  III. 

SŁOWIAŃSZCZYZNA  PÓŁNOCNO-ZACHODNIA 

od  VI  do  połowy  XIII  wieku. 

DZIAŁ  I. 

Dzieje  polityczne  i  stosunki  zewnętrzne 
od  początku  VI    w.   aż   do    upadku  Wielkiej    Morawy  r.  907. 

§  29. 
Słowiańszczyzna  Pomorska. 

Strona 

1.  Wycieczki  morskie.     Osady  słowiańskie  na  ziemiach  Jutów i 

2.  Sagi  północne  o  zajściach  pomiędzy  Danami  a  Słowianami 4 

3.  Podania  pol-^kie 9 

4.  Osady  Weletów  w  Bntanii  i  Batawii      • u 

5.  Napór  Saksów.     Wywyższenie  Wągrów.     Przewaga  Obodrytów    ....       15 

^   30. 

Słowiańszczyzna  nad-dunajska  w  VI — VIII   w. 

1.  Stan  kraju    w  VI  w.    Najazdy  Lougobardów   i  Awarów x6 

2.  Zmowa    Alboina    z    Bajanem    przeciw    Słowakom.     Wyjście   Longobardów 

do  Italii  (r.   568)  .     , 10 

3.  Zwierzchnictwo  Awarów   w  Slowiańszczyinie.     Powstanie    Słowian.     Samo 

kłól  słowiański  (t,  627) 20 

4.  Walka   Słowian    z  Frankami   (r.  630).     Derwan   serbski.     Radulf  wielko- 
rzt-idzca    Turyngii    sprzymierza    się   ze    Słowianami   (r.  64 1 j.     Zgon  Samona 

i  upadek  jego  państwa  (r.  662).     Przesvaga  Franków 21 


IV 


§  31. 
Zagrożenie  niepodległości  Słowian  przez  Karola  W.  ^^^^^^ 

1.  Najazdy  Karola  W.  na  ziemie  słowiańskie  nad  Łabą  r.  780.  Napad  Ser- 
bów na  Turyngiję  r.  782.  Wyprawa  Karola  W.  przeciw  Weletom  r.  789. 
AVyprawa  Obodrytów  przeciw  Nordludom  r.  798 27 

2.  Podniesienie  idei  cesarstwa  rzymskiego.  Związek  Karola  W.  z  papieżem. 
Drażko  król  Obodrytów  otrzymuje  od  Karola  W.  Nordalbingiję  r.  804  ,     .       32 

3.  Wyprawy  Franków  przeciw  Czechom  i  Serbom  (805 — 806).  Obwarowanie 
Czartowa  i  Halle.     Umocowanie  granicy  Franków  ze  Słowianami      ...       33 

§    32. 

Polityka  Karola  W.  względem  Danów  i  Słowian. 

1.  Napad  Di.nów  wspólnie  z  AYeletami  na  ziemie  Obodrytów.  Wahanie  się 
Karola  W.     Drażko    obodrycki    godzi   się    z  Danami  i  wojuje  z  Weletami.       37 

2.  Założenie  przez  Karola  W.  Hamburga  i  Ezesfeldu  r.  810.  Umocowanie 
granicy  Nordalbingii  i  przyłączenie  jej  do  cesarstwa 4fi 

3.  Wyprawa  Franków  przeciw  Linianom  i  Byteńcom.  Odbudowanie  twierdzy 
Hochbuki  nad  Łabą  i  ostateczne  ujarzmienie  Słowian  lewego   brzegu  Łaby 

w  r.  811.    Założenie  Starej  Marki 42 

Waśnie  pomiędzy  książętami  słowiańskimi  ułatwiają  cesarstwu 
zhołdowanie  Słowiańszczyzny  zaodrzańskiej. 

1.  Zwierchniclwo  Ludwika  Pobożnego  nad  Słowianami  dolnej  Laby  i  Ser- 
bami      45 

2.  Książęta  Obodrytów  Sławomir  i  Czedrag  sami  wywołują  wmieszanie  się 
Ludwika  Pobożnego  w  ich  sprawy 46 

3.  Książęta  Weletów  Miłogost  i  Czeledrag,  tudzież  Czedrag  Obodrycki  i  Tungło 
serbski  na  dworze  cesarskim  załatwiaju  sprawy  domowe,  Demoralizacya 
książąt 40 

§    34. 

Osłabienie  przewagi  cesarstwa  nad  Słowianami. 

1.  Niepowodzenie  Franków  w  bojach  z  Chorwatami  zniewala  Ludwika  Pobo- 
żnego do  oględnego  postępowania  z  Serbami,  Czechami,  Obodrytami  i  We- 
letami    - , 

al 

2.  Założenie  biskupstwa  Hamburgskiego  r,  834.    Ansgar  apostoł   Pólnccy  .     .       52 

3.  Nienawiść  do  chcześciaństwa  sprzymierza  pogan  północnych  ze  Słowianami 
przeciw  cesarswu.     Opamiętanie  Słowian 53 


§  35. 
Słowianie  nie  korzystają  z  rozpadnięcia  cesarstwa. 

Strona 
Zaburzenie    w  Niemczech    po    śmierci    Ludwika    Pobożnego.     Odpadniecie 
Niemiec  od   cesarstwa  r.  843 55 

2.  Słowianie  nie  korzystają    z  rozdarcia  cesarstwa.     Obodryci  burzą  Hamburg,       57 

3,  Bezskuteczna  wyprawa  Ludwika  Niemieckiego  przeciw  Obodrytom  r.  844. 
Hamburg  powtórnie  zniszczony  r.  8)5.  Metropolia  z  Hamburga  do  Bremy 
przeniesiona  r.  847 59 

^    36. 

Usiłowania  Ludwika  Niemieckiego  do  panowania  nad  Słowianami. 

1.  Wzrost  potęgi  Moimorowlczów  w  Morawach,  Wygnany  z  kraju  Prybina 
przyjmuje  chrzest  u  Franków  i  za  dozwoleniem  króla  Ludwika  zakłada 
księstsvo  Blatneńskie  r.  840    .     .     .     , 61 

2.  Wyprawa  króla  Ludwika  przeciw  Morawianom  r,  848,  Niepomyślny  po- 
wrót jego  przez  Czechy,  Powtórna  wojna  Ludwika  z  Czechami  i  Serbami. 
Zwyciezlwo  Czechów  r,  850 63 

3.  Walka"  króla  Ludwika  z  Rościslawem  r.  855.  Slawitah  pan  na  Witoraźu 
podaje  powód  do  zatargów  Rościslawa  z  Ludwikiem  i  Serbami  r,  856. 
Takulf  przedłuża  najazdy  na  Serbów •     .     .       66 

§    37. 

Wojny  Ludwika  Niemieckiego  ze  Słowianami  p.  858—869. 

1.  Słowianie  nadłabscy  wspólnie  z  Normanami  działają.  Walka  po  całej 
wschodniej  granicy  Niemiec  858 — 860.  Śmierć  Pribiny  r.  860.  Wojna 
króla   Ludwika  z  Obodrytami  r.  862 67 

2.  Syn  Ludwika  Karloman  wchodzi  w  zmowę  z  Rościsławem.  Ludwik  za- 
wiera przymierze  z  Bółgarami  r.  864.  rzuca  się  na  Morawy.     Kocieł  książę 

w  związku  z  Niemcami , /u 

3.  Rościsław  z  Morawianami  i  Czechami  na  Bawaryę  napada.  Ludwik,  pogo- 
dziwszy się  z  synami,  przyciska  Morawy  r,  869.  Niepomyślny  koniec 
wyprawy 72 

^    38. 

Apostolstwo  śś.  Cyryla  i  Metodego  (r.  863  —  870). 

1.  Niechęć  Słowian  do  chrześciaństwa  przez  Niemców  opowiadanego      ...        73 

2.  Przybycie  apostołów  do  Morawii  (r,  863).  Powodzenie  ich  i  podróż  do 
Rzymu  (r.  867),     Pobyt  w  Rzymie.     Zgon  Cyryla  r.  869 7'- 

3.  Papież  Adryan  II  mianuje  Metodego  arcybiskupem  paonońskim  r.  869. 
Oburzenie  biskupów  bawarskich.  Sąd  nad  Melodym  i  uwięzienie  go  w  Szwa- 
bach (870—873) ,...,., 94 


VI 


§  39. 

Walka  Morawianów  za  niepodległość,  a  Metodego  w  obronie 

kościoła  narodowego  (870—882). 

strona 

1,  Upadek  Rcścislawa.  Świętopełk  do  Bawaryi  uprowadzony.  Powstanie  Mo- 
rawianów pod  Sławomirem.  Świętopełk,  wyzwoliwszy  się  z  niewoli,  zwy- 
cięża wrogów.     Przymierze  w  Forhejmie  r.  874 loi 

2,  Metody  w  więzieniu  niemieckiem.  Papież  Jan  VIII  broni  go  i  wyzwala. 
Błogie  skutki  nauki  apostoła  słowiańskiego.    Ochrzczenie  księcia  Borzywoja 

i  żony  jego  Ludmiły 107 

3,  Intrygi  przeciw  Metodemu  i  powtórne  wezwanie  go  do  Rzymu  r.  879. 
Usprawiedliwienie.  Wiching,  biskup  nitrański,  fałszuje  pismo  Jana  VIII. 
List  papiezki  r.  881  wykrywa  zbrodnię.  Śmierć  Jana  VIII  r.  882.  Me- 
tody karci  Wichinga 115 

§    40. 

Państwo  Wielkiej  Morawii  i  los  kościoła  słowiańskiego 
w  latach  882-894. 

1.  Wpływ  potęgi  morawskiej  na  losy  Słowian  nadłabskich,  pomorskich  i  cze- 
skich  122 

2.  Napad  Świętopełka  na  Markę  Wschodnia  r.  882.  Wojna  jego  z  Arnulfem 
r.  884.  Przymierze  w  Konigstetten  i  przyłączenie  Pannonii  do  Morawii 
r.  884.  Wygnanie  z  Wiślicy  księcia  Wyszewita  (884 — 5).  Wzrost  pań- 
stwa „Wielkiej  Morawy" • 124 

3.  Ostatnie  lata  pasterstwa  Metodego.  Śmierć  jego  r.  885.  Wiching  intryguje 
znowu.  Papież  Stefan  VI  zabrania  liturgiję  słowiańską.  Upadek  obrzędu 
słowiańskiego 129 

4.  Arnulf  w  zgodzie  z  Świętopełkiem.  Wyprawa  Arnulfa  przeciw  Obodry- 
ton^  r.  889.  Zjazd  w  Omuntesburgu  r.  890.  Arnulf  wzywa  na  pomoc  Wę- 
grów, —  wojuje  ze  Świętopełkiem  r.  892—894.    Wiching  ucieka  z  Morawii 

r.  893.     Zgon  Świętopełka i^r 

§   41. 

Upadek  państwa  Morawskiego  (894—907). 

1.  Synowie  Świętopełka.  Pokój  z  Niemcami  r.  894.  Najazd  Węgrów  r.  894. 
Oderwanie  się  Czechów  r.  895.  Zwada  pomiędzy  Moimirem  II  a  Święto- 
pełkiem młodszym.  Odpadnięcie  Słowian  nadłabskich.  Intrygi  Arnulfa. 
Najazd  Niemców  i  Czechów  na  Morawy  r.  897—899.     Węgry  w  Pannonii 

r.  900.     Pokój  z  Niemcami  w  Regensburgu    r.  901 1^3 

2.  Papież  Jan  IX  wznawia  udzielno.ść  kościoła  morawsldego.  Oburzenie  z  tego 
powodu  duchowieństwa  niemieckiego  r,  900 i,,n 


VII 

strona 

3.  Przymierze  Moimira  II  z  Niemcami  w  Regensburgu  r.  901.  Naja/.dy  Wę- 
grów w  r.  902  i  903.  Zamordowanie  posłów  węgierskich  przez  Niemców 
r.  904  .............. 157 

§   42. 

Wpływ  apostolstwa  śś.  Cyryla  i  Metodego  na  oywilizaoyję  Słowian. 

1.  Pogląd  ogólny 163 

2.  Grafika  starożytna 167 

3.  Pismo  głosowe I74 

4.  O  języku  ksiąg  liturgicznych  słowiańskich '  ...  188 


DZIAŁ  II. 
Dzieje  polityczne  i  stosunki  zewnętrzne  w  X  w. 

§  43. 
Zmiany   polityczne  i  etnograficzne  w  początku  X  w. 

1.  Osiedlenie  sie  Madjarów  nad  Dunajem 193 

2.  Usposobienie  Słowian   naddunajskich  w  początku  X  w 200 

3.  Zgoda  ze  Słowianami  ułatwia  Madjarom  najazdy  na  Niemce 203 

4.  Wpływ  Madjarów  na  przyszłość  Słowiańszczyzny 209 


§ 


44. 


Państwo  Czeskie. 

1.  Stan  Czech  po  upadku  Wielkiej  Morawii.    Polityka  książąt.    Zaburzenia  .     .     217 

2.  Podwyższenie  władzy  książęcej 225 

3.  Stosunki  kościelne 229 

§   45. 

Upadek  Serbów  i  Hobolanów  928—936. 

1.  Stan  Słowian  nadlabskich  w  początku  X  w 235 

2.  Przygotowania  Henryka  Ptasznika  do  walki  ze  Słowianami 238 

3.  Napady  Henryka  Ptasznika.    Zdobycie    Branibora  r.  928.    Ujarzmienie  Ser- 
ów r.  928.    Bitwa  pod   Lączynem  r.  929.    Walka  z  Madjarami  r.  933  .     .  240 
twierdzenie  sie  Niemców  w  Serbii  miedzy  Solawą  a  Łabą 246 


46. 


Ujarzmienie  Weletów  i  Obodrytów  przez  króla  Ottona  I  (936—951). 


1.  Założenie  w  Magdeburgu  rezydencyi  królewskiej 248 

2.  Pograniczne   legacyje   Hermana  Billinga  i   Gerona 250 


VIII 

strona 

3.  Wojna  Ottona  I  z  Czechami.  Najazdy  Madjarów  na  Saksonije  (r.  937—938)- 
Powstanie  Słowian  r.  939 252 

§   47. 

Zaburzenia  w  krajach  Obodrytów  1  Lutyków  (r.  954-960). 

1.  Powstanie  Wkranów  r.  954.  Najazd  Billinga  na  Obodrytów  r.  954,  w  od- 
wet za  najazd  na  Saksonije.     Powstanie  Słowian  r,  955,  klęska  ich    .     .     .     256 

2.  Powstanie  Ratarów  (957  —  960) 261 

§   4S. 

Początek  monarchii  polskiej, 

1,  Czasy  przedhistoryczne 263 

2.  Dynastyja   Piastów ,     268 

3  ■  Rządy  Mieszka  I  (960 — 962).     Starcie  się   z  Wichmaneni.     Gero  ujarzmia 

Lużyczanów  (963).     Mieszko   wassal    cesarstwa 271 

4.  Usunięcie  sie  od  rządów  Gerona  (r.  963).  Podział  wielkorządztwa  jego  na 
marlci.  Zelibor  wagrslii  kłóci  się  z  Mściwojem  obodryckim,  Wichman  po- 
większa zaburzenie,  Ucieka,  podburza  Wolinianów  przeciw  Mieszkowi,  gi- 
nie  r,  967 276 

§  49- 
Wprowadzenie  chrześciaństwa  obrzędu  rzymskiego. 

1.  Ustanowienie    biskupstw:    Hawelbergskiego    (r.  946)    i    BrandenburgskicJO 

(r.  94^^) j 281 

2.  Ustanowienie  metropolii  Magdeburgskiej.  Biskupstwa:  Merzeburgskie,  Ży- 
czańskie  i  Misznieńskie  (r.  968).     Biskupstwo  Aldenburgskie 286 

3.  Zadanie    urządzonego    dla    Słowian   kościoła.     Marne   sliutki  usiłowań  jego.  292 

4.  Organizacya  kościoła  w  Czechach,  Bisliupstwo  Prażskie  (r.  973).  Granice 
jego.     Stosunek  liościelny   Morawii  do  Czech.     Pierwsi  biskupi      ....  295 

5.  Wprowadzenie   chrześciaństwa   w  Polsce,     Początek  organizacyi  kościelnej.  306 

§    50. 

Stosunek  Mieszka  I  do  cesarstwa  i  sąsiadów. 

1.  Przezorność    w    polityce    Mieszka  I 31^ 

2.  Bitwa  Mieszka  I    pr/.y    Cednie   (r,  972),     Zjazd   w  Kwedlinburgu   (r.  973).     317 

3.  Zachowanie   się  Mieszka  za  panowania  Ottona  II   (973 — 983)     .....     320 

§    51. 

Powstanie  Słowian  zaodrzańskich  w  r.  983.    Niepodlegt^ość. 

I,    Wielkorządzcy  Słowian  nadłabskich  (980 — 982),     Sprawa  Iłłskupa  Wagona 

z  księciem  Mściwojem   obodrycldm 322 


IX 

strona 

2.  Powstanie  Słowian  w  r.  983 325 

3.  Bitwa  nad   r.  Tongerą  (983)   i  skutki  jej 328 

§    52. 

Obodryci  i  Lutycy  bronią  niepodległości  swej  do  końca  w.  X. 
Niemcy  trzymają  się  w  Misznie. 

1.  Usiłowania  Niemców    do  odzyskania    straconśj  Słowiańszczyzny.     Zdobycie 
przez  Czechów   Miszna    (r.  985)    i   ustąpienie  go  Niemcom 33^ 

2.  Zwada  pomiędzy  książętami  Bolesławem  II  a  Mieszkiem  I  r.  990.    Tymcza- 
sem Niemcy  ujarzmiają  Milczanów •     •     333 

3.  Walka   o   Branibor   (991—993}.     Wyprawy   Ottona   III    (995—997)-     Sło- 
wianie w  odwet  do  Saksonii  wpadają  (998 — 1000) 337 


§  53- 
Ostatnie  wysiłki  Serbów  w  obronie  niepodległości  swej. 

1.  Odzyskanie  swobody  (r,  983).     Strata  jej  (985) 34^ 

2.  Legendy  o  bojach  Milczanów  z  Niemcami.  Zwierzchnik  Krescencius.  Osta- 
tnia stolica  zwierzchników  milczańskich.  Ostatni  przytułek  ich  w  błotach 
dolnej  Sprewi ' 3ł3 


DZIAŁ  III. 

Czasy  przewagi  polskiej  w  Słowiańszczy źnie 
Pótnocno-Zachodniej  (999  —1034). 

§  54. 
Zmiana  stosunku  Polski  do  Niemiec,  Czech  i  Słowian  zaodrzańskich. 

1.  Stan  Słowiańszczyzny  północno-zachodniej  w  końcu  X  w.  Polska  przygo- 
towuje  się   do   obrony  Zaodrzańców 347 

2.  Podróż  Ottona  III  do  Polski.  Umowa  jego  z  Bolesławem  Chrobrym  r.  looo. 
Niezależność  kościoła  polskiego.  Arcybiskupstwo  Gnieźnieńskie  z  trzema 
suffraganiami 352 

3.  Bolesław    Chrobry    najeżdża    Łużyce    i    zrywa    stosunki    z    Henryl^iem    II 

r.   1002 355 

4.  Zaburzenie  w  Czechach:  książęta  Bolesław  Rudy  i  Władybój.  Bolesław 
Chrobry  zajmuje  Czechy  (1003) 35^ 

5.  Przeniewierstwo  Lutyków  względem  reszty  Słowian.    Henryk  II,  zawarłszy 

z  nimi  przymierze,  śmielej  przeciw  Bolesławowi  występuje 361 


X 


§  55. 
Pierwsza  wojna  Bolesława  Chrobrego  z  Niemcami  (1003—1005).  ^^^^^^ 

I.    Henryk  II  ściga  stronników  Bolesława  w  Niemczech.    Bolesław  opanowuje 

Miszno    (1003)    i    do   Bawaryi    wpada   (1004);     Henryk  II  zagraża   Milsliu.     363 

3.    Najazd  Henryka  II  na  Czechy.    Bolesław  opuszcza  Pragę  (r.  1004).    Szturm 

Budyszyna  z  którego  załoga  polska  ustępuje      * 3^5 

3.    Wyprawa    Henryka    II    do    Polski,     Lutycy    posiłkują    Niemców.     Henryk 

w  Międzyrzeczu.     Pokój  poznański  r,  lonj , 3^9 

§    56. 

Druga  wojna  Bolesława  Chrobrego  z  Niemcami  (1007 — 1013). 

1.  Henryk  II  przygotowuje  nową  wyprawę  do  Polski.  Bolesław,  uprzedzając 
go,  gwałtownie  rzuca  się  za  Odrę,  aż  pod  Magdeburg;  odzyskuje  Luźyce 
i  Milsko  roku  1007.  Zamiast  Guncelina  margrafem  misznieńskim  zostaje 
Herman 372 

2.  Nowa  wyprawa  Henryka  II  r.  1010.  Choroba  i  powrót  z  Jaryna.  Niemcy 
z  Jaromirem  posuwają  się  pod  Głogów  bezskutecznie.  Przymierze  merze- 
burgskie  loio,  Henryk  II  obwarowuje  Lubuszę  (lOu),  zamyśla  nową  wy- 
prawę.    Bolesław  burzy  Lubuszę  r.   1012 37^ 

3.  Zamieszanie  w  C/echach  i  łatwowierność  Lutyków  Henryk  II  wyzyskuje 
na  swą  korzyść  (1012),  Bolesław  i  Henryk  traktują  o  pokój.  Zjazd  w  Mer- 
zeburgu.     Drugi  pokój  merzeburgski  r,  1013 383 

§    57. 

Trzecia  wojna  Bolesława  Chrobrego  z  Niemcami  (r.  1015 — 1018). 

1.  Pokój  merzeburgski  nie  zadowalnia  przeciwników,  Bolesław  wzywa  do 
awiązku  Czechów  i  podburza  przeciw  Henrykowi  II  Włochów  (1014).  OI- 
drzyk  więzi  Mieszka.  Czesi  i  Lutycy  stają  po  stronie  Henryka,  Bolesław 
gotuje   się   do  wojny  (1015) 389 

2.  Nowa  wyprawa  Henryka  I[  do  Polski  (r,  1015).  Klęska  w  ziemi  Diedo- 
szów.  Henryk  II  ucieka  do  Merzeburga.  Mieszko  w  ślad  za  nim  napada 
Miszno.     Zawieszenie   broni , ^QA 

3.  Ostatnia  wyprawa  Henryka  II  do  Polski  r;  1017,  Szturm  Niemczy.  Po- 
lacy  gromią   Niemców,   Czechów  i  Lutyków.     Pokój    budyszyński  r.   1018,     402 

4.  Pogląd  na  rządy  Bolesława  Chr.  za  Odrą.  Zarząd  duchowny  i  świecki. 
Dyecezyje.     Grody  warowne.    Urzędnicy.    Załogi  wojskowe 412 

§    58. 

Upadek  przewagi  polskiej  w  Słowiańszczyżnie  północno-zachodniej. 

I.  Koronacyja  Mieczysława  II  oburza  Niemców.  Zmowa  przeciw  niemu.  Mie- 
czysław II  pustoszy  pograniczną  Saksoniję  (1028).  ■  Wyprawa  Konrada  II 
do  Węgier   i   Polski    (1029).     Odwet  Mieczysława  II   z   Lutykami    (1030).     418 


I 


XI 

strona 

2.  Oderwanie  od  Polski  Morawii  (r.  I029)  i  Słowaczyzny.  Najazd  Brze- 
tyslawa  wspólnie  z  Konradem  II  na  Węgry  (1030).  Emeryk  ksiaże  Ruzii 
(-}-  1031).  Jarosław  zabiera  grody  czerwieńskie  (1031).  Konrad  II  wkra- 
cza do  Lużyc.     Mieczysław  II  ustępuje  Łużyce  Ditrychowi   (1031)     .     .     .     437 

3.  Napad  Bezbraima  (1031).  Ustąpienie  z  kraju  Mieczysława  II.  Zaburzenie. 
Ucieczka  Ryksy.  Zamordowanie  Bezbraima  (1032).  Nowe  ustępstwa  ce- 
sarzowi. Śmierć  Mieczysława  II  (1034).  Oderwanie  Łużyc  i  Milska  od 
Polsłci 432 

4.  Wygnanie  z  Polski  i  Kazimirza  (1036).  Bezkrólewie.  Zaburzenie.  Masław 
wojewoda , 436 

§   59. 

Obodryci  i  Lutycy  w  epoce  rządów  polskich  między  Odrą  a  Łabą 

(1002—1034). 

1.  Zachowanie    się    Lutyków    i   Obodrytów    względem    Bolesława    Chrobrego 

w  r.   1003 438 

2.  Stosunki  Obodrytów  do  Niemców  i  Lutyków .     440 

3.  Zatargi  Lutyków   z  Niemcami  (1029 — 1036) 446 


DZIAŁ  IV. 

Dzieje   polityczne   i  stosunki   zewnętrzne  od  po- 
łowy XI  w.  aż  do  upadku   niepodległości  Słowian 
zaodrzańskich  (1036 — 1171). 

§.  60. 
Spółzawodnictwo  Polski  z  Czechami  w  XI  w. 

1.  Brak  między  Sławianami  jedności  i  zgody -.     450 

2.  Najazd  Brzetysława  I  na  Polskę  (r.  1038 — 1039).  Interwencya  Henryka  III 
na  korzyść  Kazimirza  I.  Powrót  Kazimirza  I  do  Polski  (1039).  Brzety- 
slaw  upokorzony,  lennilc  cesarski 453 

3.  Zaburzenie  w  Węgrzech.  Kazimirz  I  przywraca  pokój  w  Polsce  (1040  do 
1047).  Sprawy  węgierslcie  różnią  Kazimirza  I  z  Henrykiem  III  i  Brzety- 
sławem  I.  Sląslt  powraca  do  Polski  (1054).  Seniorat  w  Czechach  usta- 
nowiony (r.   1053).     Zgon  Brzetysława  I  r.   1055,  Kazimirza  I  r.   1058   .     .     459 

4.  Bolesław  Śmiały  podnosi  potęgę  Polski;  wprowadza  Bele  do  Węgier  (1061). 
Wratystaw  II  z  Niemcami  popiera  w  Węgrzech  Salomona,  Bolesław  sy- 
nów Beli  (1063 — 4).  Zatargi  Bolesława  z  Wratyslawem  II  (1068).  Hen- 
ryk IV  wzywa  ich  do  Miszna  r.  107 1.  Bolesław  nie  przyjmuje  pośre- 
dnictwa  464 

5.  Henryk  IV  zamierza  wojnę  z  Bolesławem  (r.  1073).  W  Węgrzech  Hen- 
ryk pomaga  Salomonowi,  Bolesław  Gejzie.  Salomon  wygnahy.  Gejza  królem 
(1073).     Henryk  ustępuje  Wratyslawowi  Łużyce   (1075).    Bolesław  porożu- 


Strona 
miewa  sie  z  Sasami  przeciw  Henrykowi,  wojuje  z  Czechami,  przy  posiłkach 
ruskich  (1076),  tworzy  koalicyę,  koronuje  się  (r.  1076),  przywraca  Izaslawa 
do   władzy   (1077) 471 

6.  Powikłanie  stosunków  międzynarodowych  (1077—1080).  Upadek  Bole- 
sława Śmiałego  (r,  1080).  Wywyższenie  Wratysława  II.  Niedołężność  po- 
lityki polskiej  i  czeskiej  w  końcu  XI  w.  Zatargi  książąt  czeskich  pomię- 
dzy sobą.     Zniszczenie  senioratu  w  Czechach 480 

7.  Bolesław  Krzywousty  zawiera  przymierze  z  Kolomanem  węgierskim  (r  1 107) 
przeciw  Henrykowi  V  i  Czechom.  Wojna  r.  1 108.  Wymordowanie  Wrszow- 
ców  (1108).  Wyprawa  Henryka  V  ze  Świętopełkiem  do  Polski.  Zamor- 
dowanie Świętopełka,  klęska  Henryka  V  r.  1109.  Wyprawy  Bolesława  do 
Czech  r.  ino.     Zgoda  z  książętami  czeskimi  r.   1115 493 

§   61. 

Słowiańszczyzna  bałwochwalcza   po  upadku  władzy  polskiej  nad 

Ł.abą  aż  do  nawrócenia  Pomorza  przez  Bolesława  Krzywoustego 

(r.  1034-1127). 

1.  Rozosobnienie  ludów   zaodrzańskich  i  pomorskich 5*^^! 

2.  Obodryci.  Napady  Danów  (1043  — 1044).  Gotszalk  wprowadza  chrze- 
ściaństwo;  zabiły  r.  1066.  Powstanie  poganów.  Błus  zamordowany  (1066). 
Kruk  księciem.    Budy wój  zamordowany  (1071)    Kruk  także  (i  105).    Henryk 

syn  Gotszalka  królem 5^4 

3.  Lutycy  bija  Niemców  pod  Przecławą  (r.  1056J.  Wojna  domowa  (1037 
do  1060).  Zburzenie  świątyni  Radogosta  (1069).  Czrezpienianie  i  Chy- 
źanie  poddają  się  Gotszalkowi.  Niemoc  podczas  wojny  domowej  w  Niem- 
czech (1073 — 1075).     Brandenburg  zdobywają  Niemcy  r.  iioi  i  wnet  tracą 

(i  106).     Henryk  Gotszalkowicz  podbija  Brzeżanów  r.   1107 5'7 

4.  Powstanie  poganów  nad  Labą  i  Solawą  (r.  Ilio).  Henryk  obodrycki 
wdziera  się  na  wyspę  Ranę  (r.  1 113).  Zaburzenia  w  Niemczech  (r.  1115). 
Walka  Niemców  z  poganami  serbskimi  (1115  —  1118).  Henryk  wojuje  z  Da- 
nami  o  spadek  po  matce 5-4 

5.  Pomorze  między  Wisłą  a  Odrą  w  XI  w.  Zależność  od  Polski.  Bole- 
sław Krzywousty  sprzymierza  się  z  Nielsem,  zdobywa  Szczecin  r.  1121. 
Lotar  wojuje  Lutyków  1121.  Niels  zbliżył  się  pod  Wolin  1121.  Bolesław 
zabiera  Lutyków  do  r.  Pieny   i  Moryclłiego  jeziora 5^9 

6.  Wprowadzenie  chrześciaństwa  na  Pomorzu.  Apostolstwo  ś.  Ottona  (1124 
do  1125),  Biskupstwo  Pomorskie.  Reakcyja  pogańska  fi  126 — 1127).  Po- 
wtórne apostolstwo   ś.  Ottona   (1127) 536 

§    62. 

Wdzieranie  się  Danów  i  Niemców  do  Słowiańszczyzny  zaodrzańskiej 
i  obrona  Pomorza  przez  Bolesława  Krzywoustego. 

I.  Rozprzężenie  państwa  Henrylia  Gotszalkowicza  (■\-  1126)  i  wygaśnienie 
rodu  jego  (1127 — 1129).  Kanut  Laward  (f  1131).  Przybysław  i  Niklot 
książęta.     Sasi  budują  warownie  Sigeberg    ..,,.,,,,,,.     55 1 


Xlii 


Stosunek  Niemiec,  Danii  i  Polbki  do  Słowian  ^aodrzańskich.  Ąlbrecłit 
Niedźwiedź  wojuje  Brzeżanów  i  Hawelberg  zdobywa  (1134).  Bolesław  Krzy- 
wousty składa  Lotarowi  liold  z  Pomorza  (r.  1135).  Ratibor  pomorski  zdo- 
bywa Kongłiele  (1135).  ź^gon  Wartyslawa  (1136),  Bolesława  Krzywo- 
ustego (1138) 558 

Walka  Albrechta    Niedźwiedzia   z    Henrykiem    Pysznym  o  księstwo    Saskie 
(i  138 — 1139).     Przybysław  wagrski  burzy  Sigeberg   1138.     Holzaci  zdoby- 
wają   ziemie  Wągrów   (1139).     Graf  Adolf  sprowadza   kolonistów  i  buduje 
Lubekę  (1143).     Słowianie  na  brzeg  morza  wyparci 568 


li    4. 


§    63. 

Wyprawa  krzyżowa  na  Pomorze  zaodrzańskie  (r.  1147). 

Zamysł    wyprawy    przeciw    Słowianom   pomorskim.     Papież    Eugeniusz  III 
dozwrda   ją    warunkowo.     Sasi  gotują   sie    do  wyprawy  wspólnie  z  Danami     572 
Niktot,   uprzedzając    wrogów,    zbroi   sie,    pali  okręty  niemieckie  w  Lubece, 

niszczy  kolonistów  w  ziemi  Wągrów 576 

Najazd  krzyżowców  na  Lutyków  i  Obodrytów  (r.  1147).  Oblężenie  Dą- 
bina  i  Dymina.     Klęska  Danów.     Napad  na  Szczecin.    Niefortunny  koniec 

wyprawy 579 

Po  wojnie.  Nędza  i  głód  w  ziemi  Wągrów,  Kanut  duński  zburzył  Sige- 
berg. Wznowienie  biskupstw :  Starogardzkiego,  Raciborskiego  i  Meklen- 
burgskiego  (1148).  Niezgoda  grafa  Adolfa  z  biskupem  Wicelinem.  Nikłot 
musi   ulegać   księciu  saskiemu 585 


§    64. 

Polska  i  Czechy  podczas  upadku  Słowian  zaodrzańskich 
1139- 1172. 


Stan  Polski  i  Czech  go  śmierci  Bolesława  Krzywoustego  (f  1138)  i  Sobie- 
sława I   (•{•    1 140),     Wyprawa    Niemców    z   Czechami    do   Polski   r.    1146. 

Zamachy  Albrechta  Niedźwiedzia 588 

Zabiegi  Albrechta  Niedźwiedzia  o  zdobycze  w  Słowiańszczyźnie.  Opano- 
wanie Brandenburga  (11 51).    Jaksa  kopanicki  odbiera  Brandenburi: 

Albrecht  wypędza  go  (1157)  i  zakłada  Markę  Brandenburgską 592 

Niesworność  książąt  czeskich  wywołuje  wmieszanie  się  Fryderyka  I  w  ich 
sprawy.  Zatargi  książąt  niemieckich  o  Bawaryję.  Podniesienie  Austryi  na 
księstwo  dziedziczne  (1156).  Przymierze  Czechów  z  Niemcami  przeciw  Pol- 
sce. Wyprawa  do  Polski  (1157).  Pokój  kryszkowski  ,..»...  598 
Podniesienie  Władysława  czeskiego  na  króla  (1158).  Zasługiwanie  się  jego 
cesarzowi.     Niewdzięczność  Fryderyka  I.     Pozbawienie  Władysława   tytułu 

królewskiego  (u 74) .     ; Chi; 

Niemoc  Polski  po  r.  1157.  Wydzielenie  Śląska  synom  Władysława  IF 
(1163).  Wyprawa  Bolesława  Kędzierzawef^o  do  l^rus  (i  167}.  Niedolcztwr' 
rządów   jego 613 


Xiv 

§65. 
Upadek  Obodrytów. 

1.  Nikłot  w  zależności  od  Niemców.  Zdzierstwa  Henryka  Lwa  i  margrabiego 
Adolfa.  Piraci  słowiańscy.  Henryk  Lew  biskupów  stanowi.  Proskrypcyja 
Słowian.     Wojna.     Śmierć   Nikłota   (1160).     Danowie    pomagają  Niemcom     618 

2.  W  zdobytym  kraju  Henryk  Lew  osadza  różnych  grafów  i  wyznacza  udziały 
synom  Nikłota  (1160).  Nowe  rządy.  AVojna  r.  1163.  Uwięzienie  Warty- 
sława.  Powstanie  Słowian  r,  1 164.  Zniszczenie  kolonistów.  Oblężenie  Dy- 
mina.     Upadek  Przybysława 630 

3.  Wojna  książąt  niemieckich  z  Henrykiem  Lwem.  Przybyslaw  odzyskuje 
kraj  Obodrytów  (1167),  staje  sie  lennikiem  cesarskim,  wchodzi  do  składu 
rzeszy  Niemieckiej  r.  1170 640 

§   66. 

Upadek  Ranów. 

1.  Zatargi  Ranów  z  Danami.    Wyprawy  Waldemara  przeciw  Ranom  r,  1159, 

1 160,  1 165    i   na   Pomorze   r.  1162,  1166 643 

2.  Oblężenie  Arkony,  kapitulacyja  jej.  Poddanie  sie  Korenicy.  Waldemar 
opanowuje  całą  Ranę,  wprowadza  chrześciaństwo  (^1168).  Niezadowolnienie 
książąt  pomorskich 65 1 

3.  Zatargi  o  posiadanie  Rany  (1169).  Wojna  Henryka  Lwa  z  Waldemarem 
(1170 — 1 171).    Przymierze  między  nimi.     Rana  posiadłością  duńską  zostaje     657 

Zakończenie 662 

Wskaźnik  abecadłowy. 

I.    Imiona  i  nazwy  osób,  ludów,  plemion  i  bóstw  mitycznych 665 

IL  Nazwy  miejscowe,  podziałów  politycznych,  administracyjnych  i  kościelnych, 
klasztorów  chrześciańskich,  świątyń  pogańskich,  grodów,  zamków,  waro- 
wni, gór,  rzek,  jezior  i  t.  d 677 

III.    Rzeczy 688 

Omyłki 690 

Mapa  Słowiańszczyzny  Północno-Zachodnićj  w  XI  w. 


tj  w  a  g  a.     Dodatki  do  tomu  III  dołączotie  będą  do  tomu  IV. 


KSIĘGA  III. 

Słowiańszczyzna  Północno  -Zacliodnia 

od  TT  do  potowy  XnT  w. 


DZIAŁ    I. 

Dzieje  polityczne  i  stosunki -ze w^nętrzne 

od  początku  VI  w.  aż  do  upadku  Wielkiej   Morawy  r.  coy. 


§  29. 
Słowiańszczyzna  Pomorska. 

I.  Wycieczki  morskie.  Osady  słowiańskie  na  ziemiach  Jutów. 
Słowianie,  osiadłszy  na  Pomorzu  baltyckiem,  gdzie  uprawa 
roli  na  nizinach,  w  starożytności  bardziej  niż  teraz  podmokłych, 
nie  zapewniała  dostatku,  zmuszeni  byli  korzystać  z  darów  przy- 
rody, bawić  sie  rybołówstwem,  myśliwstwem,  pasterstwem,  stać 
się  przemysłowcami,  żeglarzami,  do  czego  miejscowość  nadzwy- 
czaj sprzyjała.  Trzy  wielkie  rzeki  słowiańskie:  Łaba,  Odra  i  Wi- 
sła ściągały  do  brzegów  morskich  wszystko,  co  tylko  ówczesny 
przemysł  mógł  wytworzyć  na  obszernej  lechickiej  równinie.  Kora- 
bie słowiańskie  już  w  I  w,  przed  Chr.  po  morzu  Baltyckiem  krą- 
żyły.';    Za  imperatora  Augusta  flota  rzymska  r.   5.   zawinęła    do 


')     o  Wiiulach,  burzą  z  morza  Wjndskicjio   na  brzegi  (icrmanii  wyrzncnnycli, 
wzmiankuje  Knrnclius  Ncpos.     Wyżćj,  t.  II.  s.  3. 

Tom  III.  I 


ujścia  Łaby,  g"dzie  się  połączyła  z  siłami  Tiberiusza.-)  W  kilka 
lat  później,  z  polecenia  tegoż  Augusta,  okręty  rzymskie,  opłynąw- 
szy  półwysep  Cymbryjski,  zwiedzały  pobrzeża  morza  Windskiego 
(Bałtyckiego),  przed  r.  14.'')  —  Inni  żeglarze  spieszyli  poznać 
bliżej  mieszkańców  wzmiankowanych  pobrzeży,^)  Pomorzanie, 
korzystając  z  odwiedzin  cudzoziemców,  znajomili  się  z  cywilizo- 
wanym światem  a  do  śmiałycłi  przedsięwzięć  nie  lorakow^ało  im 
ducłia.  Ujście  Łaby  otwierało  Słowianom  drogę  na  morze  Pół- 
nocne, do  Hollandyi,  Gallii,  Brytanii,  ale  swobodę  w  tym  kie- 
runku żeglugi  poczęli  już  w  II  w.  ścieśniać  Saksoni/')  Za  to  uj- 
ścia wpadającycti  do  morza  Bałtyckiego  rzek :  Wisły,  Łeby,  Gra- 
bowy, Parsanty,  Regi,  Odry,  Rokitnicy,  Warnawy,  Trawny, 
Swantiny,  Szlei  z  przyległemi  wyspami  Słowianie  w  swej  władzy 
wyłącznie  utrzymywali.  Szczególną  dogodnością  celowało  ujście 
Odry.  Potężna  rzeką,  zacłiwyciwszy  po  drodze  od  Karpatów  do 
Bałtyku  massę  silnycti  dopływów,  przed  samem  ujściem  formo- 
wała duży  zalew,  do  którego  dostęp  z  morza  zamykały  dwie  wy- 
spy :  Uznoim  i  Wolin,  a  za  niemi,  dalej  na  zacliód,  wielkie  ostro- 
wisko,  poprzedzielane  przesmykami,  tworzyło  archipelag  wysp, 
pomiędzy  któremi  królowała  Rana.  Brzegi  Rany,  jej  półwyspów, 
sąsiednich  wysp  i  lądu,  oraz  brzegi  ujść  Odry  i  pobrzeży  na  za- 
chód aż  do  ujścia  Szlei,  napełnione  massa  zalewów  morskich, 
przesmyków,  odnóg  i  załomów,  przedstawiały  miejscowość  wy- 
borną do  pierwotnej  żeglugi  na  małych  statkach,  do  rybołówstwa 
i  •my śliwstwa  wodnego,  do  kupiectwa  i  schronienia  od  burzy,  lub 
napadu  piratów,  których  w  dawne  wieki  nigdzie  nie  brakowało. 
Z  przytoczonych  powodów  ujścia  Odry,  archipelag  Rany  i  na 
zachód  od  niego  całe  pobrzeże  bałtyckie  aż  do  r.  Szlei   były   za- 


'^)     Wyżej,  tom  I.  s.   194. 

^)  Plinius.  Historia  Naturalis  II.  67.;  Lelewel.  Narody  na  ziemiach  sło- 
wiańskich III,  3.,  IV.  2. 

*)  O  zwiedzeniu  Rany  i  ujścia  Odry  przez  Etika  Istrijanina  (r.  500),  wyżej 
tom  II.  sr.  933. 

■"■')  Porów,  ro  jiowicdziano  o  zajęciu  przez  Saksów  krainy  Hadeln.  Wyżej, 
tom  I.   s.    i8r). 


ludnione  7a  czasów  Chrystusa,  a  pewno  i  wcześniej,  jednym 
i  tymże  ludem  słowiańskim,  który  na  tych  brzegach  mnożył  się, 
wzrastał  w  siłę  i  dostatek,  rozwinął  wcześnie  ochotę  do  żeglugi, . 
do  wypraw  morskich,  w  których  spotykając  się  z  Danami,  Sa- 
ksami i  Skandynawami,  zaprawiał  się  do  boju,  do  grabieży  mor- 
skich i  śmiało  po  zdobycz  na  cudze  brzegi  się  wdzierał. 

Do  takich  wdzierstw  prawdopodobnie  należy  odnieść  osie- 
dlenie Słowian  w  ziemi  Jutów,  na  samej  północy  Cymbryjskiego 
półwyspu,  w  starożytności  zwanej  W  a  e  n  d  1  e  s  y  s  a  e  1 ,  teraz 
Wendsysel,  t.  j.  osiadłości  Wendów.")  W  tej  ziemi  leżały 
osady :  Waendelfolkhaeret  i  Winaebiorghaeret, 
mieszkańcy  których  zwali  sięWendelboer,  u  łacińskich  pi- 
sarzy Wandali.  A  że  osady  słowiańskie  leżały  po  samym 
brzegu  morskim,  aż  do  najbardziej  wysuniętego  na  północ  przy- 
lądka Cymbryjskiego,  ztąd,  u  islandskich  poetów,  zachodnia 
strona  tego  przylądka  zwala  sią  V  e  n  d  i  1  -  S  c  a  g  a.")  Do  ja- 
kiego by  czasu  odnieść  wypadało  osiedlenie  Słowian  w  ziemi  Ju- 
tów, —  nie  wiemy,  trudno  jednak  dopuścić,  aby  Słowianie,  po- 
siadający własnej  ziemi  podostatek,  zechcieli  siedlić  się  pod  wła- 
dzą Danów.  Czy  nie  wypada  raczej  zgodzić  się  na  to,  że  Sło- 
wianie wdarli  się  mocą  do  mało  zaludnionej  krainy  Jutów  wprzód, 
nim  Dani  wzmogli  się  w  siły  dla  zdobycia  Jutlandyi  i  ujarzmie- 
nia osiadłych  w  Wendsysel  Słowian  ?  Sagi  duńskie,  jak  zobaczy- 
my niżej,  zdają  się  potwierdzać  powyższe  przypuszczenie.  Wresz- 
cie Słowianie,  w  późniejszym  nawet  czasie,  kiedy  Dania  była  już 
królewstwem  chrześciańskiem,    w  epoce  X — XII,  wdzierali  się  na 


•*)  Sysie  vel  Sysel  signińcat  parłem  regionis.  In  Jutis  tam  meridionali,  quam 
septemtrionali  erant  15  Sysler.  Waendlesysel  hodie  Wendsysel,  unde  incola  Wen- 
delboer.  i,  e.  habitatores  Yendiliae.  Langebek.  Script.  rerum  danicarum.  T.  Ylf. 
P.  554- 

•)  A.  Thiodolfo,  poeta  Norwego  seculi  IX  vocatur  Yendli,  et  ab  aiuiquis 
Islandis  YcndiI -Scaga,  qund  nomen  pcrciirialitcr  promoiilorio  comperit.  Langebck. 
VII.  554. 

I* 


—     4     — 

mniejsze  wyspy  duńskie  i  tam  ślady  długiego  pobytu  w  nazwach 
miejscowych  zostawili.*^) 

Rozwój  teutońskiego  szczepu  ze  Skandynawii  ku  południowi 
już  w  pierwszych  wiekach  naszej  ery  zatargnał  Słowian.  Ró- 
żnoplemienne  ludy  nie  mogły  pogodzić  się  na  wspólnem  mo- 
rzu, spotykały  sie  po  nieprzyjacielsku,  a  kto  był  w^dziercą  do 
cudzycli  posiadłości,  możemy  to  dopatrywać  tylko  w  podaniach, 
bo  historyja  milczy  aż  do  końca  VIII  wieku. 

2.   Sagi  północne  o  zajściach  pomiędzy  Danami  a  Słowianami. 

Sagi  północne,  pokaleczone  późniejszemi  przeróbkami,  zaclio- 
wały  jednak  massę  dawnych  podań  o  stosunkach  Danów  ze  Sło- 
wianami. Według  tych  sag,  jednocześnie  prawie  z  przybyciem 
Odina  i  Assów  do  Skandynawii,^)  kiedy  jeszcze  żył  znakomity 
w  mitologii  skandynawskiej  Balder  syn  Odina,  słowiański  król 
(rex)  Skalk  wojował  z  morskim  królem  Danów  Helgo,  który  zwy- 
ciężywszy w  pojedynku  przeciwnika,  nałożył  daninę  na  Słow^ian.^^) 
Była  inna  większa  wojna,  o  której  sagi  rozpowiadają  w  nastę- 
pny sposób.  Kiedy  po  śmierci  potężnego  króla  duńskiego  Ho- 
tera,  dannicy  jego  Szwedzi  i  Kuroni  stali  się  niepodległymi,  Sło- 
wianie także  zamyślili  oswobodzić  się  od  Danów.  Wtedy  król 
Rórik,  zebrawszy  ze  swego  państwa  wojowników,  zachęcał  ich 
do  męztwa  i  odznaczenia  się  świetnością  czynów.  Słowianie,  po- 
jąwszy,  że  nie  wypada  wojować  bez  wodza,  wybrali  sobie  króla, 
któryby  kierował  ich  działaniem.  Sformowawszy  w  otwartem 
polu  część  wojska,  Słowianie  postawili    w  zasadzce  dwa  oddziały 


«)  Na  wyspie  Laland:  Heritz,  Binitz,  Tilitze,  Naskow,  Windebye, 
na  wyspie  Falster:  Koselize;    na  wyspie  Aroe:    Oldau,   AYindebale. 

")  Mit  o  przybyciu  Odina  i  Assów  do  Skandynawii  badacze  znajdują  w  związ- 
ku z  rzeczywistością  i  nawet  mniemają,  że  to  mogło  stać  sie  około  II  w.  po  Chry- 
stusie. Szafarzyk.  Star,  SI.  §  8,  ii.  str.  I62;  Hilferding.  IIcTop.  Baji.  Ciannin..  56. 
Geyer  w  tłómaczeniu  francuzkiem:  Histoire  de  Suede.  1839.  p.  13;  Antiquites  Russes. 
T.  I.  p.  244—8. 

'*•)  Saso  Grammaticns  Historine  Dnnicae  libri  XVr.  ed.  164^.  lib.  II.  p.  28; 
Langebek.  Scriptores  rerum  danicarum  medii  aevi.  T.  I.  p.   80. 


wojowników,  lecz  im  nie  udało  sie  oszukać  nieprzyjaciół,  a  przeci- 
wnie sami  wpadli  w  sidła,  albowiem  Dani,  okrążywszy  tych  co  byli 
w  zasadzce,  wymordowali  ich,  a  ci  Słowianie,  którzy  stali  w  otwar- 
tem  polu,  nie  wiedząc  nic  o  tem  co  zaszło  z  ich  towarzyszami, 
bili  sie  długo  —  aż  do  upadku  sił.  Wtedy  jeden  z  nich,  wy- 
szedłszy naprzód,  wzywał  Danów  na  pojedynek.  Był  to  kapłan, 
czy  czarownik  (magus),  odznaczający  sie  wzrostem  i  budowa 
ciała.  Na  pojedynek  zgodzono  się  z  warunkiem,  że  za  zwycie- 
ztwo  Słowianina  —  nastąpi  oswobodzenie  Słowian  od  daniny, 
a  za  porażkę  —  danina  po  dawnemu.  Na  spotkanie  Słowianina 
wyskoczył  młodzieniec  mężny,  lecz  nie  silny.  Słowianin  jednym 
ciosem  zabił  go.  Radość  wielka  między  Słowianami  zapanowała, 
lecz  gdy  warunki  pokoju  nie  były  dopełnione,  zwycięzca  zjawił  się 
następnego  dnia,  znowu  wzywając  do  boju.  Był  on  przepełniony 
nadzieja,  a  Rorik  strachem  i  zwątpieniem,  patrząc  jak  Słowianie 
z  pogarda  spozierali  na  tych,  których  dawniej  słuchali  —  i  nie 
widząc  między  Danami  nikogo,  ktoby  mógł  dorównać  w  boju 
Słowianinowi.  Nakoniec  wystąpił  Ubbo  silnej  budowy  i  znający 
czary.  Na  brzegu  morza,  w  obec  króla  siedzącego  na  okręcie, 
odmierzono  miejsce,  które  okrążył  tłum  widzów.  Wśród  głuchego 
szmeru  głosów  i  zaciekawionej  uwagi  tłumu,  bojownicy  rzucili 
się  do  walki.  Oba  silni,  zadali  jeden  drugiemu  takie  ciosy,  że 
wnet  oba  padli  trupem.  To  podziałało  na  Słowian  tak  mocno, 
że  postanowili  pojednać  się  z  Rorikiem  i  po  dawnemu  płacić 
daninę.  ^^) 

W  innym  czasie  zjawił  się  u  Danów  jeden  z  najdzielniej- 
szych królów  Froto.  Podczas  gdy  on  zwyciężał  Norwegów,  Sło- 
wianie na  siedmiu  okrętach  napadli  na  Daniję,  lecz  wysłany 
przez  Frotona  Erik,  wszystkich  pobił,  oprócz  40,  do  niewoli  upro- 
wadzonych. Poczem  Froto  zebrawszy  ogromne  wojsko,  szedł  na 
Słowian,  poruczając  Erikowi  prowadzić  wojsko  do  Słowiańszczyzny 
przez  Jutlandiję.     Główne   siły  przeprawiały  się   przez  morze  na 


'*)     Saxo  lib.  111.  [!.  40 — 47. 


okrętach,  których  było  takie  mnóstwo,  że  w  portach  pomieścić 
sie  nie  mogły,  lądowe  zaś  wojsko  tak  liczne  wystąpiło,  że  nie 
mieszcząc  sie  po  drogach,  znosiło  góry,  zasypywało  błota,  budo- 
wało olbrzymie  mosty.  Król  słowiański  Strumiko,  w  zaszłym  boju 
padł  z  najlepszymi  wojownikami.'-)  Słowianie  poddali  sie  Da- 
nom.  Potem  Froto  zamierzając  oczyścić  kraj  słowiański  od  złych 
ludzi  ogłosił,  że  ci  wszyscy,  którzy  rozbijali  i  grabili,  otrzymają 
od  niego  nagrodę.  Mnóstwo  ludzi  wystąpiło  naprzód.  Wtedy 
Froto  oznajmił  Słowianom,  że  wypada  pozbyć  się  zepsutej  tłuszczy 
i  l<:azał  ich  wszystkich  powiesić.  Tym  sposobem,  wedle  podania 
sagi,  Froto  wyniszczył  znaczną  część  Słowian,  a  innych  tak  do 
siebie  przywiązał,  że  nie  jako  poddani,  lecz  jako  sprzymierzeńcy 
pomagali  mu  przeciw  wszystkim  nieprzyjaciołom. '=')  W  później- 
szym czasie  był  inny  król,  wnuk  wzmiankowanego  Frotona,  także 
Froto.  Z  nim  połączył  się  przesławny  bohatyr  duński  Straketer, 
który  świetnością  czynów  nie  ustępował  Herkulesowi,  a  żył  nie- 
'zmiernie  długo.  Bohatyr  ten  wojował  ze  wszystkiemi  wschod- 
nimi ludami:  Kuronami,  Sembami  (Prusami)  i  innymi,  a  wszę- 
dzie mu  pomagał  słowiański  król  Wind.^^)  Wracając  z  dalekich 
stron,  Straketer  przybył  do  Polski  i  w  pojedynku  zwyciężył  olbrzy- 
ma, którego  Dani  zwali  Walce,  a  Teutoni,  przez  zmianę  wyma- 
wiania, Wilze.'-^) 

W  jakimby  czasie  podobne  zajścia  między  Słowianami  a  Da- 
nami  mogły  mieć  miejsce,    nawet   przez  przybliżenie  określić  nie 


'-)  Według  Suhma  Sagenchionologie  opartej,  na  domysłach,  bez  podstawy, 
miało  to  zajść  r.  569  podczas  panowania  PYoto  VIII,  Barthold.  Gesch.  Riig,  uud 
Pom.   I.  20 !. 

1'')     Langebek.    Scrip.  rer.  danie.  I.  87. 

")  Straketerus  cum  Wino  (Windo?)  princeps  Sclavorum  mittitur  a  Frothonę 
contra  orientales  populos...  Petri  Olai  Chroń.  Danorum,  apiid  Langeb.  Scrip,  rer. 
Dan.  I.  92;  Saxo  Gramm.  lib.  IV.  p.  105. 

^'>)  Strakatherns  Poloniae  partes  aggressus,  athletam,  quem  nostri  Walce, 
Teutones  vero  diverso  literarum  schemate,  Wilze  nominant,  duelli  certamine  supera- 
vjt.    Saxo  Gramm.  1.  VI.  p.   105. 


można.  Sa  to  wspomnienia  bardzo  dawnych  podań, ^*')  wskazu- 
jące, że  od  niepamiętnych  wieków  południowy  brzeg  morza  Bał- 
tyckiego osiedlony  był  przez  Słowian,  których  posady  w  głąb 
Cymbryjskiego  półwyspu  sięgały  i  że  wojowniczy  DaTii  wdzie- 
rali sie  do  posiadłości  słowiańskich.  Być  może  nawet  imiona 
królów  są  wymysłem  fantazyi,  jak  postać  Straketera  oczywiście 
jest  utworem  poetycznej  wyobraźni  sag,  jak  imię  króla  Wind  jest 
uosobieniem  całego  ludu  słowiańskiego,  Windów,  jak  imię  olbrzy- 
ma Wilce  jest  uosobieniem  całego  ludu  Wilków. 

Pewniejsze  są  nieco  podania  o  wyprawach  króla  Haralda 
Hildetanda  przeciw  Słowianom,  których  on  miał  nawet  zwycię- 
żyć, ale  szanując  męztwo  królów  słowiańskich  Duki  i  Dala,  nie 
chciał  ich  pozbawić  życia,  trzymał  tylko  w  niewoli,  a  potem  do 
orszaku  swych  wojowników  przyjął.  Harald  był  znakomitym  kró- 
lem. Do  swego  państwa,  złożonego  z  wysp,  przyłączył  Jutlan- 
dyję,  gdzie,  według  sag,  miał  założyć  sławne  królewstwo  Reidgo- 
tiję  '')  i  podbił  niektóre  ludy  słowiańskie,  lecz  pod  koniec  pano- 


'")  Jeśliby  było  prawda,  że  Słowianie  dopiero  w  VI  wieku  osiedli  Pomo- 
rze Bałtyckie,  w  takim  razie  wypadałoby  podania  duńskie  odnieść  do  VI  i  VII  w., 
ale  to  niemożebne,  ponieważ  o  zajściacli  ze  Słowianami  sagi  duńskie  poczynają  mó- 
wić od  czasu  Odina,  przybycie  którego  do  Skandynawii  erudyci  dopuszczają  nie 
później,  jak  w  II  w.,  a  zatem  podania  o  słowianach  sa  wcześniejsze  niż  z  VI  wieku. 

^')  Gdzie  była  Reidgotija?  Najprzód  wypisujemy  wzmianki  dawnycli  podań. 
Tunc  temporis  Reidgothia  appellata  fuit,  nunc  Jociji  dicuntur  (Antiquites  Russes  I. 
68),  Reidgotland  omnes  insulae  Eygotoland  dicebantur,  quod  nunc  (w  XIII  w,) 
imperium  Danorum  et  Suionum  vocatur  (Antiq,  Rus.  I.  64).  Vinlandia  quae  prOxi- 
ma  Reidgothim  jacet  (Hervarsagaj  w  Antiq.  Rus.  174).  Reidgothia  et  Hunnia  ho- 
die  Germania  appelari  dicuntur  (Antiq.  Rus.  208).  Reidgothia  Połoniae  ab  oriente 
adjacens  occurit.  —  Reidgothia  vero  contines  Daniae  sive  Jotia  (Jótland)  significata 
sit  (Scrip  historica  Islandorum.  Tom  XII.  str  488).  Ztąd  badacze  Reidgotiję  upa- 
trują w  Jutlandyi,  mniemając,  że  tam  niegdyś  siedzieli  Goty,  od  których  nazwa  kraju 
została.  Barthold  nazwę  Reidgotji  widzi  w  Reith-Gothland,  co  oznaczało  stały  lad, 
w  odróżnienie  od  wysp  pobrzeży  skandynawskich  i  z  czasem  przez  Normanów  prze- 
niesione zostało  na  Jutlandyję  (Gesch.  Riigen  u.  Pommern  I,  198).  Depping  znaj- 
duje Reidgotiję  przy  ujściu  Wisły  (Histoire  des  expeditions  maritimes  des  Nor- 
mandes  32).  Szajnocha,  przypomniawszy  pieśń  podróżnika  anglosaskiego,  gdzie  mowa 
o  lired-Gotach  nad  Wisłą,  mniema  „iż  okolice  przy  ujściu  Wisły  i  dalej  na  wschód 
leżące,  miały  niegdyś  nazwę  Rgidgothyi,"    Nazwa  Reidgothia,  złożona  je»t  z  na/-\vy 


wania  poniósł  straszna  kieskę  w  bitwie  przy  Brilwale  ze  Szwedami 
i  Norwegami.  Słowianie  pomagali  Danom.  Dziewica  słowiańska 
Wisna,  surowa  i  przyzwyczajona  do  wojny,  prowadziła  cały  pólk 
Słowian,  odróżniającycłi  sie  od  reszty  wojska  zbroją  i  orężem. 
Słowianie  mieli  tarcze  miedzianej  barwy  i  długie  miecze.  Wal- 
cząc, zarzucali  tarcze  na  plecy,  albo  oddawali  je  pacłiołkom  i  z  od- 
krytemi  piersiami  rzucali  sie  na  wrogów,  wystawując  na  ciosy 
obnażone  ciało.  Słowianie  bili  sie  zapamiętale,  Wisna  niosła  cho- 
rągiew wojska  duńskiego,  bitwa  była  mordercza,  lecz  w  końcu 
nieprzyjaciel  zwyciężył  i  Harald  poległ  (około  r.  715).^^)  Wkrótce 
potem  poczęła  się  wojna  Danów  ze  Słowianami,  którzy  po  dro- 
bnych utarczkach,  przedsięwzięli  wielką  wyprawę  do  Jutlandyi, 
lecz  bez  jednego  ogólnego  wodza,  bez  spoistości  działań,  niczego 
dopiąć  nie  mogli.  Doświadczenie  zniewoliło  ich  wybrać  sobie 
wodza  i  wtedy  dopiero  nastąpiło  ogromne  powodzenie.  Odtąd 
nic  już  nie  mogło    wstrzymać   potoku   sił  słowiańskich.     W  Jut- 


Golów  używanej  wielokrotnie  o  Danach  i  przymiotnika  celer,  vclox  =  szybki,  rączy, 
w  północnych  narzeczach  reid,  albo  hred.  Był  to  ulubiony  przydomek  ludzi  bzla- 
chctnych  i  walecznych.  Ztąd  pod  Reidgothia  rozumie  sie  niejako  druga  Dania,  czyli 
kraj  szybkich  Danów,  Hread-Gotów  przy  ujściu  Wisły  (Lechicki  początek  rolski. 
Część  druga  III.  str.  139,  140  Tomu  IV).  Ililferding  Reidgosti  szukał  w  Rado- 
goszczu  głównym  grodzie  Lutyków,  mniemając,  że  mógł  być  czas  liróllciego  pano- 
wania Danów  nad  Słowianami,  a  kiedy  Słowianie  zostali  niepodległymi,  zapomniano 
o  panowaniu  Danów  i  o  tern  co  się  zwało  Reidgotią,  „lecz  pamiętając,  że  Jutlan- 
dyja  należała  do  Danii,  nazwę  Reidgotii  na  nią  przeniesiono  i  dopiero  poczęto  wspo- 
minać Gotów,  których  w  Jutlandyi  nigdy  nie  było  (IIcT.  EaJl.  Cjiau.  60,  61).  Że 
nazwa  Radogoszcza  w  mowie  sliandynawskićj  mogła  się  zmienić  w  Reidgotią,  to 
możebne,  ale  żeby  Dani  panowali  w  Radogoszczu  i  to  jeszcze  w  VII[  w.,  pozoru 
na  to  niema.  Bitwa  Briiwalska  (około  r.  715)  zaszła  wtedy,  kiedy  Lutycy  byli  silni 
i  bezwątpienia  nie  pozwolilil:)y  Danom  wśród  liłot,  jeziorni  lasów  dojść  aż  do  świę- 
tego grodu  Radogos/.c/a. 

^^)  O  bitwie  Briiwalskiej,  oprócz  Sa.\ona  Gramm.  lib.  VIII.  p.  143,  podania 
w  Antiquites  Russes  I.  yi- — 83. 

O  czasie  zajścia  tej  bitwy  różne  były  zdania.  Powszechnie  naznaczano  r.  735 
(Barlhold.  Gesch.  Rug.  u,  Pom.  I.  203),  ale  według  uwagi  Krusego,  w  takim  razie 
Harald  Hiłdetand  podczas  Briiwalskiej  bitwy  miałby  135  lat.  Kruse  mniema,  że 
rok  tej  bitwy  nic  może  być  późniejszym  nad  r.  715.  Yerbesserungen  zu  der  Stamm- 
taffel  des  Russischen  Grossfiirsten  Rurik,  w  Memoire  de  la  societe  royale  des  anti- 
<iuaires  du   Nonl    1845  — 1849.     Copenhague,  p.   79. 


landyi  Dani' pobici,  ciaśnina  Beltu  nie  wstrzymała  zapędu  rozju- 
szonych tłumów.  Słowianie  wpadłszy  na  wyspę  Fijonije,  gromili 
Danów.  Syn  Siwarda  Jarmerilś:  ujęty  w  niewole  króla  Słowian 
Ismara.  Dani  zmuszeni  zostali  do  płacenia  Słowianom^  daniny. 
Ale  Jarmerik,  zdrada  zabiwszy  Ismara  (Wyszemira?),  uciekł  do 
swej  ojczyzny  i  oswobodził  ja.'"-') 

3.    Podania  polskie. 

O  wielkim  napadzie  Słowian  na  Danije  podania  wiadome 
były  i  polskim  kronikarzom.  Przyjmując  polskich  lechów  za  je- 
dno z  lechami  pomorskimi,  mistrz  Wincenty  o  świetnych  czy- 
nach przodków  swych  wyraził  sie  następnie:  „W  poczet  swycli 
zwycieztw  zaliczyli  także  kraje  zamorskich  narodów.  Nie  tylko 
bowiem  wszystkie  z  tej  strony  morza  mieszkające  ludy,  lecz  także 
duńskie  wyspy  pod  swoje  panowanie  podbili;  potężne  ich  woj- 
ska najprzód  w  morskich  potyczkach  zniszczyli,  potem  wdarłszy 
się  na  wyspy  nad  wszystkimi  rozpostarli  władzę  i  króla  ich  Ka- 
nuta  do  więzienia  wtrącili.  Pokonanym  dano  do  wyboru,  albo 
żeby  na  zawsze  zobowiązali  się  daninę  płacić,  albo  strój  niewieści 
przybrali,  obyczajem  niewiast  włosy  zapuścili,  na  znak  ich  nie- 
wieściego niedołęstwa."  -f*)  Mamy  więc  dwóch  narodów  podania, 
od  których  odrzuciwszy  ubarwienia  kronikarskie  i  króla  Kanuta, 
zostanie  fakt  niezaprzeczony  zwycięzkiej  wyprawy  Słowian  po- 
morskich   przeciw  Danom.-'j     Nastąpiło   to   prawdopodobnie  po 


'9)  Saxo  Gram.  lib.  VIII.  154;  JarmeridLs  filius  Sivardi,  qui  Ismarum  regem 
Slavorum  interfecit  et  terram  vastavit.  Petri  Olai  Chronica,  apud  Langeb.  Scrip. 
rer.  dan.  I.    I03. 

-**)  Hi  etiam  transhnitimorum  fines  suae  titulis  victoriae  asculpserunt.  Non 
solum  enim  cismarinas  undiąue  nationes  sed  eciam  Danoraarchiacas  insulas  suae 
conjecerant  ditioni.  Quarum  non  invalidas  legiones  prius  navalibus  fudere  proeliis, 
deinde  intimis  insularum  praecordiis  infusi  omnem  clientulorum  subiiciunt  natio- 
nem.  lege  quoque  ipsorum  Canuto  in  vincula  conjecto. . . .  Mistrz.  Wincenty  I.  2, 
Bielowskiego  M.  P.  II.   252—253. 

2')  Jeszcze  w  r.  1809  Lelewel  zauważał,  źe  to  podanie  jest  powieścią  po- 
morską  i    2e  „chyba  Pomorzanie   Lachowie   z  Danami    walczyli  i  to  nit-  z  Kanutem, 


lO       

bitwie  Brawalskiej  (około  r,  715)  t.  j.  w  począlku  VIII  w,,  bo 
wkrótce  potem  około  połowy  VIII  w.  według  sag,  znakomity 
król  duński  Ragnar  Lodbrok  przywrócił  swa  władze  nad  Sło- 
wianami i  miał  nawet  panować  nad  Reidgotija  i  Windlandija.--) 
Ale  takie  podanie  sag  nie  znajduje  poparcia  w  dziejach,  J\Iogłi 
Dani  pograniczne  z  nimi  okolice  słowiańskie  zmusić  do  płacenia 
daniny,  mogły  zajść  boje,  w  którycti  Ragnar  Lodbrok  trymfował 
nad  Słowianami,  ale  do  panowania  jego  nad  Słowiańszczyzna  nie 
przyszło.  Pograniczni  z  Danami  Słowianie  (Wągry)  w  połowie 
VIII  w.  należeli  do  związku  Obodrytów,  którzy  w  tym  czasie 
występują,  jako  lud  niepodległy,  silny,  mający  liczne  wojsko  wy- 
ćwiczone w  bojacli  z  Danami  i  Saksami,  a  zatem  o  panowaniu 
Danów  w  VIII  w^  nad  Słowianami,  zamieszkałymi  na  południe 
od  r.  Szlei,  mowy  być  nie  może.-'^) 


a  z  Sywardem  i  synem  jego  Jarmerykiem  (Pol.  W.  Sr.  I.  II.  i6  str.  184).  Pó- 
źniej Bielowski  zauważał,  że  imię  Kanuta  jest  wtrętem  XIV  w.,  ale  że  pierwotnie 
było  imię  Aminty  II,  króla  macedońskiego.     Mon.  Pol.  I[.  str.  253. 

-'^)  Podanie  to  niepewne,  według  uwagi  Hilferdinga,  może  l^yć  prędzej  po- 
wtórzeniem sag  o  Haraldzie  Hildetandzie,  aniżeli  rzeczy  wistem  podaniem  ludowem 
(IIcT.  BujI.  CjIUB.  64).  Tymczasem  niektórzy  dziejopisowie  chcieliby  coś  na  tern 
podaniu  fundować.  Tak  Szajnocha  mniemał,  że  jeden  ze  zdobywców  skandyna- 
wskicli,  jak  znakomity  Ragnar  Lodbrok,  około  połowy  VIII  w.  panował  od  zatoki 
Finlandzkiej,  wzdłuż  całego  Bałtyku,  aż  po  Jutlandyję  (Lechicki  początek  Polski 
w  dziełach  Szajnochy  T.  IV.  s.  139).  Podobne  przypuszczenie  żadnego  poparcia 
w  dziejacla  nie  znajduje,  bo  między  Odra  a  Labą  w  VIII  w.  Dani  najpewniej  nie 
panowali. 

"•'')  Co  do  panowania  Danów  w  Reidgotii,  litórej  niewiadomo  gdzie  szukać, 
można  zrobić  następną  uwagę.  Podboje  królów  szwedzkich  i  duńskich  skierowane 
były  na  zachód,  ale  Harald  Hildetand  i  Ragnar  Lodbrok  czynili  zabory  w  pań- 
stwie wschodnim  (Osterwiig  albo  Osterrike),  co  w  owe  wieki  oznaczało  kraje  leżące 
za  morzem  Baltyckiem.  Saga  Ynglinga  przypominała  Skandynawom  kraj  im  niegdyś 
wiadomy,  z  którego  wyszedł  Odin.  To  dało  powód  wychodźstwa  do  kraju  Wannów, 
z  czasem  i  Rurika  do  Nowgorodu.  Geyer.  Histoire  de  Suede,  przekład  francuzki, 
1839,  s.  16,  17.  Nie  czyniąc  dalszych  wniosliów,  zaznaczam,  że  w  XIII  w.  Now- 
gorod  Wielki  zawierał  traktaty  „z  Rigoju  i  Gotskim  beregom."  A  jakby  oddawna 
brzegi  bałtyckie  koło  Rygi  zwały  się  gotskimi,  objaśnienia  nie  znajduję.  Niekonie- 
cznie więc  Reidgotia  była  w  Jutłandyi  na  zachód  od  Danii,  mogła  być  i  na  wscho- 
dzie. Podobne  przypuszczenie  zdaje  się  potwierdzać  podanie  wieków  średnich:  „ab 
orientali  Poloniae  parte  Reidgotia  et  Hunnia."  Annotations  Geographiąues,  tirees 
du  livre  de  Hauk  Erlendson.  w  Antiquites  Russes,    Tom  II.   1852.  p.  438. 


1 1 


4.     Osady  Wefetów  w  Brytanii  i  Batawii. 

Podczas,  gdy  Dani  napierali  na  Słowian  pomorskich  z  pół- 
nocy, Saksy  wyrządzali  im  psoty  przy  ujściach  Laby.-*)  Ale  żą- 
dza grabieży  pociągała  Saksów  dalej  na  zachód,  bo  tam  można 
było  więcej  zdobyć  łupów  niż  w  ubogiej  Słowiańszczyznie.  Aż 
nareszcie,  upatrzywszy  dogodną  porę  do  grabieży  pięknie  przez 
Rzymian  zagospodarowanej  Brytanii,  Saksy  z  Anglami,  pod  wo- 
dzą Hengista  i  Horsy  przedsięwzięli  wyprawę  do  tej  krainy 
(449 — 455).  Zachowało  się  podanie,  że  wspólnie  z  Saksami  i  An- 
glami,* w  wyprawie  do  Brytanii  uczestniczyli  i  Welety,-'^)  pobyt 
których  w  południowej  części  wzmiankowanej  krainy,  poświad- 
czają nazwy  Wiitsaeten,  później  hrabstwo  Wiltunschi- 
re,  tudzież  miasta  Wiltun,  teraz  Wilton,  mieszkańcy  którego 
zwali  się  W  i  1 1  u  n  i ,  W  i  1 1  u  n  i  c  i.-")  Wreszcie  w  dawnej  mo- 
wie anglo- saskiej  plątały  się  wyrazy  słowiańskie,  wskazujące,  że 
w  mieszaninie  różnoplemiennej  ludności  Anglii,  nie  brakowało 
i  słowiańskiego  żywiołu.-") 

Pewniejsze  wiadomości  znajdujemy  o  Weletach  w  Batawii 
osiadłych.  Tam,  według  zapewnienia  Bedy  (735),  na  urządzenie 
biskupiej  stolicy,  mianowanemu  w  r.  6g6  arcybiskupem  Fryzów 
Wilibrordowi,  Pepin  Heristalski  przeznaczył  „swój  sławny  zamek, 
który  u  tych  ludów  po  dawnemu    zwie   się  W  i  1 1  a  b  u  r  g  ,    t.  j. 


I 


-*)     o  Przybyciu  Saksów  do  krainy  Hadeln,  porów,  wyżej  t.  I.  s.    i8l. 

-'')  Chronica  de  Trajecto  et  ejus  episcopat-i,  in  Matthaei.  Yeteris  aevi  ana- 
lecta,  ed.  1738  tom  V  p.  305,  ed.  1709  tom  IX.  Obszerniej  o  tej  kronice  powiem 
niżej. 

2*')  Według  wzmiankowanej  wyżej  kroniki  utrechtskiej  (Traiecto),  z  XV  w. 
Juliusz  Cezar  wojował  z  Weletami  -  Słowianami  w  Brytanii  i  zabił  ich  wodza  Bra- 
bana.  Potem  imperator  Klaudiusz  wojował  „cum  Slavis"  et  Wilten,  aż  nareszcie  ci 
Wilty  napadli  na  Batawije  i,  opanowawszy  ja  w  I  w.,  zbudowali  castellum  Wilten- 
burch.  Czerpiąc  w  XV  w.  z  podań  ludowych,  a  zapewno  i  z  jakichś  zapisków,  kro- 
nikarz naplótł  tyle  bajek,  że  z  opowiadania  jego  nic  wiarogodnego  o  osiedleniu  AVe- 
letów  w  Batawii  wyciągnąć  nie  możemy.  Badacze  mniemają,  że  prędzej  Welcty 
mogli  dostać  sie  z  Batawii  do  Brytanii,  niż  na  odwrót. 

-')     Szafarzyk.     Staroż.  Słowniań.     §  44  s,   593. 


12       

grodem  W  i  1 1  ó  w,  a  w  mowie  gallskiej  Traiectum.''-*)  A  cho- 
ciaż Beda  pomieszał  dwa  różne  miasta,  bo  Wiltaburg  leżał  po 
lewej  stronie  Renu  w  oddaleniu  od  Traiectum,  z  prawej  strony 
rzeki  tej  położonego,-'-')  podana  jednak  przez  niego  wiadomość 
o  Weletacli  osiadły  cli  nad  Renem  nie  ulega  wątpliwości.^'')  W  ja- 
kim że  czasie  staćby  się  to  mogło?  Jeśliby  dać  wiarę  kronikarzowi 
utrecłitskiemu,  wypadałoby  osiedlenie  Weletów  w  Batawii  od- 
nieść do  I  w.  naszej  ery,  ale  ten  kronikarz  opowiadanie  swe  w  tak 
wątpliwej  formie  przedstawił,  że  wszystko,  co  o  Weletach  po- 
wiedział podobne  raczej  do  bajki,  niż  do  prawdy.^')  Według 
niego,  Słowianie  Welety  byli  bardzo  mężni,  żyli  jednak  w  zgo- 
dzie z  sąsiednimi  Fryzami  i  Saksami,  wspólnie  z  nimi  wybierali 
wodza,  stanowiąc  związek,  centrem  którego  był  Wiltaburg  już 
w  III  w.  Później  te  trzy  ludy  współnie  walczyły  przeciw  królom 
Franków  Klotaryuszowi  i  Dagobertowi,  aż  do  podbicia  icłi 
przez  ostatniego.  A  gdy  już  Fryzia  i  Slawia  stały  sie  Francyą, 
Oryentalna,  arcybiskup  Wilibrord,  za  czasów  Pepina,  poświecił 
kościół  w  starożytnym  grodzie  Slawenburgu,  później  prze- 
zwanym VI  a  erd  i  n  ge  n.'^-)     Mamy  wiec  jeszcze  drugi  staroży- 


*•*)  In  castello  suo  illustri,  quod  aiitiquo  gentium  vocabulo  Yiltaburg,  id  fbt 
oppidum  Wiltorum,  lingua  autem  gallica  Traiectum  vocatur.  Beda  Yenerabilis.  Hi- 
storia ecclesiastica  gentis  Anglorum.     ed.   1644.  lib.  V  cap.   12  p.  410, 

^^)  Omyłkę  Bedy  dawno  już  zauważano;  położenie  Wiltaburga  dokładnie 
oznaczono  na  mapacłi  Hollandyi,  w  Altinga,     Descriptio  agri  Batavi  et  Frisii.    1697, 

^^)  Przynależność  batawskicłi  Weletów  do  Słowian,  próbował  zaprzeczyć 
w  XVII  w.  Alting,  w  Descriptio  agri  Batavi  1697,  p.  205 — 207,  ale  rozumowanie 
jego  odparł  już  zwyciezko  Seger  w  Acta  Societatis  Jablonovianae.      1772,  s.   170  —  2. 

*^)  An.  65.  Slavi  et  Vilti  Anthonłam  vastaverant. ;  an,  86  congregati  sunt 
Vilti  hoc  est,  illi  de  aąuilonari  Hollandia  et  Slavi  potenti  raanu,  et  obsiderunt  Au- 
honiam  et  vastaveraut  eam,  et  construxerunt  ibidem...  castellum .  . .  Yiltenbiirch,  et 
habitaverant  ibi,  w  Matthaei.  Yeteris  aevi  analecta.  1738.  Y  p.  305.  Według 
kroniki  Gerarda  Lacerv'a  (Gouda  1478),  rzymski  rycerz  Antonius  w  r.  65,  zbudował 
miasto  Utrecli,  które  Wilty  zdobywszy  Wiltenburgłem  nazwali.  Yan-Kampen. 
Geschichte  der  Niederlande.     Hamburg   1831,  tom  I.  sl  58. 

^^)  Yilibrordus  dedicavit  ecclesiam  apud  antiąuam  Slavenburch,  quae 
nunc  Yleerdingen  est;  in  Matthaei.  Yet.  aevi  anal.  Y  310.  Do  tego  Yan-Kampen 
zrobił  uwagę:  die  Sagę,  dass  das  alte  Ylaardingen  an  der  Miindung  der  Maas  von 
Slaven  erbaut  sein  und  den  Namen  Slavenburg  gefiihrt  haben  soli,  "kómmt  uns  sehr 
yerdiichtig  vor,    Das  jedoch  ein  Slavischer  Stamm  die   Wilten  oder  Wiltzen  in  Siid- 


—      13     — 

tny  gród  słowiański  w  Hollandyi,  gdy  tymczasem  o  grodach  Fry- 
zów i  Saksów  nad  dolnym  Renem  w  VII  w.  nigdzie  ani  wzmianki. 
I  nic  w  tem  dziwnego  nie  ma,  albowiem  za  czasów  pogaństwa 
Teutoni  własnych  miast  nie  mieli,  a  Słowńanie  zawsze  byli  budo- 
wniczymi gordów,  bez  których  żadne  społeczno-polityczne  zje- 
dnoczenie obejść  sie  nie  mogło.  Jakby  na  ukończenie  sprawy 
o  Weletech  w  Hollandyi,  kronikarz  utrechtski  pod  r.  752  zapisał,  że 
Św.  Bonifacy  apostoł  Niemiec,  posłał  30  missionarzy  do  S 1  a  w  i  i 
(we  Fryzyi)  i  sam  dla  nawrócenia  niewiernych  pospieszył,  lecz 
ci  go  zamordowali.  Inne  źródła  zamordowanie  św.  Bonifacego 
przypisują  Fryzom.  Któż  błąd  popełnił,  czy  latopisiec  utrechtski, 
czy  inni  pisarze  pomieszawszy  Słowian  z  Fryzami?  Dla  nas  zo- 
staje fakt  o  kilkuwiekowym  pobycie  w  Hollandyi  Słowian  Wele- 
tów,  jako  osobnej  od  Fryzów  narodowości,  co  poświadczają  nazwy 
miejscowe,^"^)  jak  równie  w  dawnej,  holenderskiej  mowie  wy- 
razy słowiańskie.^^) 

Osiedlenie  Weletów  w  Batawii,  według  mniemania  badaczy, 
mogło  stać  sie  w  IV  lub  V  w.,  posunięciem  się  ich  od  dolnej 
Ł^by  na  zachód,-'^)  albo  wyprawą  morską  ku  ujściom  Renu, 
gdzie  w  celach  kupieckich  zbudowali  Wiltenburg  i  w  nim  osie- 
dli.-"*)    Nie  mając  do  objaśnienia  w  tej  kestyi  żadnych  wskazówek. 


hoUand  oder  Utrecht  gewohnt  liabe,  beruht  auf  mehreren  Zeugnissen  und  Ortsnamen. 
Man  hat  noch  ein  W  i  1  t  s  w  e  e  n  in  der  Prowinz  Holland  ....  Gescliichte  der 
Niederlande  I  s.  58. 

*'')  W  objaśnieniach  do  kroniki  ulrechtskiej.  wydawca  przytoczył  dokument 
r.  1 169,  z  którego  dowiadujemy  sie,  że  obok  Wiltenburga  leżały  w  ów  czas  osady: 
W  o  d  e  n  i  e  c  i  L  e  p  i  c  a.  (Matthaei  Vetr.  aevi  anal.  V  307).  W  dokumencie 
1144  r.  wzmiankują  się  Wiltsween,  Wilta,  "W  a  1  s  u  m  u  Dinstlacena;  w  in- 
nych źródłach:  Slota  w  pobliżu  Amsterdamu  nad  zatoką,  "W  i  s  p  e  i  Hudna 
nad  Wechtem,  Horna  na  północ  od  Amsterdamu,  przy  zatoce;  Nardina  na 
wschód  od  Amsterdamu  przy  zatoce;  wyspa  Witle  raczej  Wilta  przy  ujściu  Mo- 
zeli  (Alting.  Descriptio  agri  Balavi  307);  Seger  przytacza  jeszcze  nazwy,  jalco  sło- 
wiańskie: Sueta,  Zwoła,  Horsta,  Hun  na,  Wał  eh  aria,  W  e  n  d  e  1- 
d  yk  i  t.  d.     Acta  Socict.  Jablonov.   1772  p.   172. 

^*)     Szafarzyk.     Star.  Slow.     §  44  s.   592. 

■'•'^)     Tamże.     593. 

««j     Hilferding.     IIcT.  Ea.T.  C.i;iB.  68. 


—     14     — 

przytaczamy  następna  konjekture.  Na  niewielkiej  przestrzeni 
między  dolnym  Renem  a  Wezerą,  znajdujemy  w  kilku  miejscach 
ślady  pobytu  Słowian.  Naprzód  w  Batawii  Weletów,  o  których 
rzecz  idzie,  potem  okolicę,  słowiańską  przy  m.  Paderborn,  mie- 
szkańcy której  dotąd  zowią  się  U  e  k  e  r  -  W  a  1  e  n  ,  dalej  po  dro- 
dze z  Limburga  do  Siegen  okolicę  Hiekengrund,  mieszkańcy 
której  używają  dotąd  niezrozumiałej  Niemcom  mowy,  nakoniec 
w  księstwie  Lipę,  nad  rzeką  Bega,  miasta  L  e  m  g  o  całkiem  nie- 
gdyś przez  Słowian  zamieszkałe.-'')  Wreszcie  nazwy  miejscowe 
w  tej  stronie'*'^)  wyraźnie  wskazują,  że  między  Wezerą  a  dolnym 
Renem,  żywioł  słowiański  szerzył  się  w  starożytności.  Ale  tam 
już  za  czasów  Chrystusa  siedzieli  Teutoni!  Gdy  jednak  przypo- 
mnimy to,  co  powiedzieliśmy  wyżej  o  ciągłym  napływie  Teuto- 
nów  ze  Skandynawii  do  Germanii"^)  wypadnie  przyznać,  że  albo 
Słowianie  wcześniej  je.szcze  siedlili  się  w  tych  stronach,  albo  że 
w  niezaludnionym  kraju  było  dość  miejsca  dla  osadnictwa  dwóch 
narodów,  pierwotne  stosunki  których  między  sobą  głęboka  taje- 
mnica pokrywa.  A  gdy,  ze  wzrostem  monarchii  Franków  w  VI 
w.,  Saksy  nie  mogli  już  szerzyć  swych  zdobyczy  nad  Renem,  żą- 
dza grabieży  podniecała  ich  do  wdzierstw  na  ziemie  słowiańskie 
nad  dolną  Łabą.  Sprzymierzywszy  się  więc  z  Frankami  w  r.  530 
Saksy  zniszczyli  państwo  Durzyńców  i  zabrali  ich    ziemie    aż    do 


'')     O  tych  miejscowościach  powiedziano  wyżej,  tom   II  s.  568. 

^*)  Rzeka  W  a  r  m  e  nowa  stanowiła  południowa  granica  „Starożytnej  ziemi 
Saksów,"  (wyżej,  tom  II  s.  270).  —  Do  Renu,  wpadające  rzeki:  Weschniz,  Lahn 
(dawniej  Loyna),  z  dopływami  Biber  i  Wiera;  Wipper  (Wiepr),  Lippe  (Li- 
pia).  Do  Fuldy  Eder,  dawniej  Adorna.  Do  Molianu:  Nida  z  poboczną  Nid- 
der,  Kinzig:  z  dopływami  Salzaha,  Steinaha.  Brachtaha,  Orbaha  i  t.  d. 
(wyżej  tom  II  160,  168).  Oprócz  tego:  Wilcesburg  r.  782  w  Kasselskim  obwo- 
dzie (Wenk,  Hessische  Landesgescli,  N  9)  i  za  Renem:  Wilcenburg  w  Trewir- 
skim  obwodzie  i  Wilzenberg  pod  Birkenfeld.  Według  niemiecliich  badaczy  Wil- 
cesburg r.  782  poprawniej  ma  być  Wilbberg  i  pochodzić  albo  od  walde,  silva,  vildi 
silvaticus,  albo  od  imienia  osoby  (Arnold.  Ansiedelungen.  334).  Etymologia  wido- 
cznie naciągnięta.  Być  może  powyższe  Wilcesburgi  VIII  w.,  kiedy  u  Niemców 
miast  jeszcze  nie  było,  okażą  się  słowiańskimi  grodami,  ale  obecnie,  nie  mając  pe- 
wnych dowodów,  twierdzić  tego  nie  mamy  podstawy. 
•'")     Szcy.ególy,   wyżćj  lom    I  s.    176 — 182. 


__     15     _ 

rzek  Unstruty  i  Ory,  przez  co  wzmocnili  swe  stanowisko  na  za- 
chód od  ujścia  Łaby.^")  Zostawało  im  dokonać  to  samo  z  pół- 
nocnej strony  tej  rzeki. 

5.    Napór  Saksów.    Wywyższenie  Wągrów.     Przewaga  Obodrytów. 

Kraj  położony  miedzy  dolną  Łabą  a  Szleją  później  Nordal- 
bingią  zwany,  najwięcej  był  wystawiony  na  napady  nieprzyjaciół. 
Saksy  starali  się  coraz  więcej  ziemi  zachwycić:  Słowianie  swej 
własności  bronili.  Wojna  podjazdowa,  grabież,  uprowadzenie  lu- 
dzi w  niewolę,  wreszcie  nałożenie  daniny  na  pokonanego,  zapa- 
lały oba  narody  do  nowych  przedsięwzięć,  do  odwetu.  Adam 
Bremeński  w  XI  w.  opisując  dawną  granicę  Nordalbingów  od 
Słowian,  zatrzymał  uwagę  nad  jeziorkiem  Agrimisvindil,  teraz 
Stoeksee.  Przy  tem  jeziorku,  powiada  Adam,  bił  się  niegdyś 
Burwido  ze  Słowianinem,  w  pojedynku  zabił  go  i  na  tem  miej- 
scu położono  kamień  na  pamiątkę.^')  Takich  zajść  między 
Słowianami  i  Saksami  musiało  być  dużo,  jak  podobnie  bywa 
u  ludów  żyjących  w  pierwotnej  prostocie.  Ztąd  rosły  podania 
i  bohatyrowie,  którzy  naśladowców  znajdywali,  krew  bowiem 
w  obronie  ojczystej  ziemi  przelana  wywoływała  u  Słowian  zawsze 
i  wszędzie  nowe  poświęcenie  się,  podniecała  nowe  pokolenia  do 
odwetu  za  krzywdy  praojców. 

Wysunięci  najwięcej  na  zachód  Wągry  musieli  dźwigać 
cały  ciężar  wojny  z  Saksami  i  Danami.  Opanowanie  przez  Sak- 
sów ujścia  Łaby,  a  przez  Danów  okolic  r.  Szlei  wskazuje,  że 
w  pierwsze  czasy  starcia  się  z  nieprzyjaciółmi,  Wągry  nie  umieli 
bronić  się  i  to  potwierdzają  sagi,  mówiąc,  że  Słowianie  walczyli 
■bez  naczelników  i  bez  związku  ich  działań.  Długa  wojna  i  kie- 
pski nauczyły  Wągrów,  jak  wojnę  prowadzić  wypadało.  Poczęli, 
[według  sag,   wybierać    sobie  wodzów  i  wtedy  dopiero  lepiej  po- 


40j     Wyżćj,  tom  I.  s.  231. 

^')  Adam  II,  15.  Aj^rimessindil .  . .  ubi  et  Biirvi(lo  fecit  diiellum  contra 
campionem  Sclarorum  interfec^tcine  enm  et  laj  is  in  eodem  loco  positus  cst  iii  me- 
moriam. 


—      i6     — 

szło.  A  że  tak  było  w  istocie,  świadczą  następne  słowa  Hel- 
molda.  ,.Kraj  Wągrów  był  niegdyś  zamieszkały  przez  najdziel- 
niejszycłi  mężów,  znajdując  się  bowiem  na  przodzie  całej  Sło- 
wiańszczyzny, miał  za  sąsiedztwo  duńskie  lub  saskie  ludy  i  wszyst- 
kie wojenne  napady  lub  sam  najprzód  czynił,  lab  od  innych  je 
wytrzymywać  musiał.""*-)  Wojna  więc  rozbudziła  życie  u  Wą- 
grów, natclmęła  koniecznością  ustanowienia  władzy  i  ..tacy  by- 
wali u  nicli  niekiedy  królowie,  że  panowali  nad  całym  krajem 
Obodrytów,  Chyżanów  i  nawet  tycli  Słowian,  którzy  jeszcze  bar- 
dziej odległymi  byli."^^)  Musiało  to  być  jednak  bardzo  dawno, 
albowiem  w  VIII  w.  Obodryci  nie  tylko  nie  zależeli  od  Wągrów, 
lecz  owszem  sami,  stanąwszy  na  czele  związku  łudów,  rządzili 
i  krainą  Wągrów,  o  których  dzieje  milczą  aż  do  XII  w.  Jakim 
sposobem  Obodryci  wzięli  przewagę  nad  Wągrami  —  wiadomo- 
ści znikąd  niema,  lecz  zapewno  nie  obeszło  się  bez  przemocy  orę- 
żnej, bez  wpływu  stronnictwa  księcia,  który  w  YIII  w.  występuje 
jako  przewódzca  sił  związku  obodryckiego  i  wcześnie  wchodzi 
w  przyjazne  stosunki  z  Frankami. 

§  30. 

Słowiańszczyzna  nad-dunajska  w  VI — VIII  w. 

I.    Stan  kraju  w  VI  w.    Najazdy   Longobardów  i  Awarów. 

Po  upadku  władzy  rzymskiej  i  opanowaniu  przez  Niemców 
bogatych  miast  rzymskich  w  Noryku  i  nad  górnym  Dunajem  aż 
do  Pasowa,  w  końcu  V  w.,  a  wkrótce  potem,  po  podbiciu  Durzyń- 
ców  przez  Franków  i  Saksów  r.  531,  Słowiańszczyzna  straciła 
obszerną  terrytoryję,  na  której  teraz  mieszczą  się  Bawarya  i  Tu- 
ryngia, Królowie  Franków,  umocowawszy  się  nad  Menem  i  Win- 
dą (Unstrutem),  podbijali  powoli  drobnych  książąt  niemieckich 
nad  górnym  Dunajem  i  Renem,  szerząc   tym  sposobem  panowa- 


<■-)     Ilclmoia,  I,   12. 
■•■')     Ibid. 


—     17     — 

nie  swoje  na  ziemiach  słowiańskich,  aż  do  Czeskiego  lasu  i  wierz- 
chowin Sola  wy. 

Nad  środkowym  Dunajem  od  czasu  Atyli  nie  było  spokoju. 
Rzadko  znajdywał  sie  gdziekolwiek  kraj  tak  mocno  opustoszony 
jak  Pannonija,  w  której  Goty,  trzymając  stanowiska,  łupieżyli  są- 
siadów, aż  nim  nie  przyszło  im  do  głowy  opuścić  zniszczona 
Pannonije  i  wynieść  sie  do  Italii  (r.  486).  Lecz  na  ich  miejsce 
zjawili  zie  Longobardy.  Wałęsając  sie  długi  czas  po  niewiado- 
mych szlakach,  Longobardy  w  końcu  V  wieku  ukazali  sie  nad 
Dunajem,  gdzie  pobiwszy  Herulów  (r.  497),  osiedli  r.  526  na  zie- 
miach Rakusów,  w  tak  zwanym  Rugilandzie,^)  przez  namowę 
imperatora  Justiniana,-')  dla  powściągania  Słowaków,  których 
wzrastająca  od  czasów  Atyli  potęga,  zagrażała  granicom  cesar- 
stwa Wschodniego.  Nad  Słowakami  (Gepidami),-'')  po  śmierci 
Turizenda,  panował  Kunimund,*)  pałający  żądzą  odwetu  Longo- 
bardom  za  doznane  od  nich  krzywdy.  Wódz  Longobardów  Al- 
boin,  także  nienawidząc  Kunimunda,  szukał  zręczności  do  napadu 
na  niego,  ale  Słowacy  byli  silni,  zaczepiać  ich  było  niebezpie- 
cznie.   Alboin  szukał  sprzymierzeńców. 

Tymczasem,  w  podbitej  przez  Franków  i  Saksów,  Słowian- 
szczyźnie  działy  sie  okropne  rzeczy.  Saksy  mordowali  lechów, 
ujarzmiali  ludinów  (litów),  wyzuwali  ludność  miejscową  z  posia- 
dłości ziemskiej.  Franki  nie  mieli  wprawdzie  potrzeby  chwytać 
się  podobnych  środków,  bo  ziemi  dla  osiedlenia  się  znajdowali 
podostatek  w  Gallii,  a  w  ludziach  swego  rodu  czuli  potrzebę 
dla  wzmocnienia    swych    stanowisk  nad  Renem.     Nie  było  więc 


')  O  pochodzeniu  Longobardów  wyżej  i<  8,  VI.  O  Rugilandzie  Ł;  8,  III,  ą, 
f  także  tom  II,  s.   104. 

^)  An.  549  Justinianus  urbem  Noricum  ac  Pannoniae  munitiones  alicjiie  loca 
;Longobardis  donavit.     Procop  de  bello  Goth  . . .    u  Striltera.     Dacica  §  21. 

')  Zamiast  nazwy  Gepidów,  używam;  Słowaków.  Porów,  dzieła  tego  Tom 
^11,  s.  92. 

■*)  Niekoniecznie  Kunimund  ma  być  imieniem  nicmiecliiem,  jak  sie  wiciu 
zdaje.  U  Litwinów:  Narymund,  Skirmund.  Jamnnd,  Alimund  i  wiele  innych  podo- 
bnych imion  wiatlomc  Ijyly  od  dawna. 

Tom  m.  2 


powodu  Frankom  rugować  ludność  miejscową  ż  ziemi,  lub  mof' 
dować  ją,  ale  pozbawienie  praw  obywatelskich,  poddanie  ludu 
miejscowego  pod  absolutne  rządy  grafów,  były  następstwem  pod- 
boju, w  skutek  którego  tylko  zwycięzcy  liczyli  się  pełnoprawymi 
obywatelami  kraju,  a  zwyciężeni  zostawali  na  łasce  zwycięzcy.  Mu- 
sieli jednak  Durzyńcy,  w  dzielnicy  frankskiej,  czuć  mocno  utratę 
niepodległości,  gdy  podczas  powstania  Saksów  przeciw  Klota- 
riuszowi  (r.  555),  ludini  (liti),  nie  zważając  na  nienawiść  do  Sa- 
ksów, przyjęli  udział  w  powstaniu,  za  co  Klotariusz  spustoszył 
Durzyńsko.'"')  Później  Saksy,  odmówiwszy  Klotariuszowi  trybutu, 
wywołali  nową  wojnę  z  rożnem  szczęściem  prowadzoną  i  aż  do 
Renu  szerzyli  łupieże,")   ale   wrogami    Słowian  być  nie  przestali. 

Był  to  czas  bardzo  nieszczęśliwy  dla  Słowian  zachodnich. 
Durzyńcy  stękali  pod  przemocą  i  uciskiem  Saksów.  Słowianie 
z  nad  Menu  i  wierzchowin  Dunaju  musieli  znosić  absolutne  rządy 
grafów  frankskich  i  drobnych  książąt  niemieckich.  Słowianie 
w  Noryku  i  Recyi  byli  gnieceni  nawałą  Niemców,  którym  za- 
chciało się  moczary  i  piaski  północnej  Germanii  zamienić  na 
siedliska  w  Alpach,  a  tu  jeszcze  włóczęgi  I.ongobardy  spokój 
W  Rakusach  zakłócili.  Nie  dość  tego!  Horda  Awarów  z  20,000 
złożona,  uchodząc  od  tureckiego  pogromu,  ze  wschodu  na  zie- 
mie słowiańskie  przybyła  około  r.  530.  Łupieżąc  w  okolicach 
Karpatów,  Awarowie  po  niewiadomych  drogach  dobiegli  daleko 
na.  zachód  i  w  r.  561,  po  śmierci  Klotariusza,  napadli  na  Turyn- 
giję,  którą  Lotariusz  ledwo  co  przed  tern,  jako  buntowniczy  kraj 
spustoszył.     Następca   Klotariusza    Sigbert,    według  zapewnienia 


•^)  Saxonum  et  Francorum  amicitia  post  obitum  Thiedorici  (Tierrego)  forte 
non  diuturna  fuit,  si  quidem  jam  anno  556  lites  in  bello  erupere,  cui  etiarti  non 
sine  insigni  clade  immitisti  Thuringi,  Aimoinus,  II,  27.  O  temże  Marcellinus  Co- 
mes  r.  556  pisał  pod  r.  553:  Hlolarius  ipse  Saxones  rebellantes  juxta  Yeseram  flu- 
vium  magna  cedae  domuit  et  Thuringiam  pervasam  devastavit.    Chronić. 

Gregorius  Turonensis  1.  IV,  c.  10  także  świadczy,  że  Klotariusz,  idąc  na 
poskromienie  Saksów,  spustoszył  Turyngiję  za  pomoc  okazaną  Saksom,  ale  o  litach 
nie  Wzmiankuje.     Zdarzenie  to   wydawcy  Grzegorza  odnoszą   do  r.   555« 

"^     Gregor.  Tur.  IV,  c.   14,   16.  Marcellinus  Comes.    Chronić,  pod  r.  555,  556. 


—     19     — 

kronikarzy,  pobił  Awarów  nad  Łabą  r.  562,")  ale  cóż  znaczy  wy- 
maganie Bajana,  aby  Sigbert  dostarczył  żywności  Awarom,  po 
otrzymaniu  której  dopiero  Bajan  ustąpił.^)  W  kilka  lat- później 
Awarowie  znowu  napadli  na  Turyngije,  pobili  i  do  niewoli  ujęli 
Sigberta  (r.  567),  którego  Bajan  uwolnił  po  otrzymaniu  znacznego 
wykupu.    Poczem  Bajan  i  Sigbert  żyli  w  zgodzie.^) 

2.    Zmowa  Alboina  z  Bajanem  przeciw  Słowakom.    Wyjście  Longobardów 

do  Italii  (r.  568). 

Świetne  powodzenie  Bajana  stawiło  go  wysoko  w  oczach 
takiegoż  jak  on  łupieżnika  Alboina.  Dwaj  włóczęgi,  szukający 
łupów,  przytułku  i  sławy,  prędko  się  porozumieli  i  weszli  w  zmo- 
wę przeciw  Słowakom,  z  tem,  że  w  razie  pokonania  Słowaków 
(Gepidów),  Alboin  połowę  zdobyczy  i  cały  kraj  słowacki  ustąpi 
Bajanowi.  Przerażony  tą  zmową  Kunimund  szukał  wsparcia 
u  imperatora  wschodniego,  obiecując  ustąpić  mu  Śrem  (Syrmiję), 
i  cały  kraj  na  południe  od  Drawy,'**)  lecz  gdy  ten  ociągał  sie 
z  nadesłaniem  posiłków,  Alboin  napadł  na  Kunimunda,  zabił  go, 
z  czaszki  jego  kazał  zrobić  sobie  czaszę  do  napoju,  a  pozostałą 
po  nim  córkę  jedynaczkę  Rozamundę  za  małżonkę  pojął.  ^')  Ta- 
kim sposobem  państwo  Słowaków  (Gepidów),  wzniesione  usiło- 
waniem Ardaryka  w  r.  454,  padło  w  r.  568  i  odtąd  Słowacy  nie 
mieli  już  swych  królów.  Awary  zajęli  Pocisie  t.  j.  porzecze  Cissy 
od  Karpat  do  Śremu. 

Zagrzany  powodzeniem  Alboin  umyślił  zrobić  wyprawę  do 
Italii,  aby  tam  panowanie  swoje  założyć.  Ustąpił  więc  Awarom 
Pannoniję,   w  której    Longobardy  42  lat  siedzieli,    z   warunkiem, 


')     Gregor.  Turonen.   IV.    23,  jako   dziejopis    Franków  może    i    ubarwił  zwy- 
cieztwo  niepewne. 

"1     Menander,  excerpta.  23. 

")     Gregor.  Turon.  IV.  29. 

'*)     Menander,   excerpta.   24,  25,  26. 

")     Chronicon    Gothanum,    w    Origo   gentis  Longobardorum.    U  Pertza.   Mon. 
Ger.  T.  IV.  p.  644. 

3* 


20       

Że  jeśliby  kiedy  Longobardom  wypadło  powrócić,  Awarowie 
ustąpią  im  ten  kraj  bez  boju.^-)  Los  sprzyjał  Alboinowi  w  Italii, 
umocował  się  tam  i  zawsze  zostawał  w  przyjacielskich  stosun- 
kach z  Bajanem,  wspólnie  trzymając  się  przeciw  cesarstwu  Wscho- 
dniemu i  Frankom. 

3.    Zwierzchnictwo    Awarów    w  Słowiańszczyżnie.     Powstanie    Słowian. 
Samo.  król  słowiański  (r.  627). 

Zająwszy  Pannoniję,  Awarowie  trzymali  w  swych  rękach 
Dunaj  od  granic  bawarskich  aż  do  Śremu  (Syrmi),  a  umoco- 
wawszy się  w  swych  obozach,  hringach,  nad  Dunajem,  rozkazy- 
wali ludom  na  południe  od  Karpatów  zamieszkałym.  Z  tych  obo- 
zów trzęśli  oni  potęgą  cesarstwa  Wschodniego  i  mocno  napierali 
na  Turyngiję,  do  której  wodzowie  Bajana  skuteczne  przedsiębrali 
wyprawy  i  jeszcze  w  r.  596  otrzymali  opłatę  od  Franków.^'') 
Oczywiście  garstka  Awarów  nie  mogłaby  nigdy  nic  podobnego 
dokonać,  gdyby  nie  znajdywała  poparcia  w  ludności  miejscowej, 
gdyby  Słowianie  nie  stawali  ochoczo  do  ich  szeregów.  Łatwy 
wzrost  potęgi  awarskiej  tłómaczy  się  spokojnem  względem  nich 
zachowaniem  się  Słowian,  zagrożonych  wdzierstwami  Franków 
i  Niemców.  Los  ujarzmionych  Durzyńców,  naddunajskich  Ku- 
banów  i  innych  w  Bawarii  ludów  słowiańskich,  nie  mógł  być 
obojętny  Serbom,  Czechom,  Morawjanom,  Rakusom.  Przebiegi 
Awarów,  wymożenie  daniny,  nawet  złupieżenie  okolicy  niczem 
były  w  porównaniu  z  jarzmem  franko-niemieckiem,  z  pozbawie- 
niem krajowców  własności  ziemskiej,  a  niekiedy  i  osobistej  wol- 
ności. W  obec  tego  Słowianie  godzili  się  z  A  warami  i  do  ich 
szeregów  stawali.  Upojeni  wyższością  wojenną  nad  Słowianami, 
Awarowie  do  boju  stawiali  ich  w  przednich  szeregach,  przez  szy- 
derstwo nazywając    ludem    dwojego   wsparcia  (befulci),    dla  tego 


*2)     Chronicoii  Gothanum  jak  wyżej.     M.  G.  IV.  p.  644. 

'■')     Pauli    Warnefridi,    diaconi.     De    Geslis    Longobardorum.    ed.    Hamburgi 
161 1,  lib.   IV.  cap.   12. 


21       

niby,  że  ci  Słowianie  nie  mogli  zejść  z  placu,  mając  w  tyle  Awa- 
rów, którzy  w  razie  niepowodzenia,  w  ostatniej  potrzebie  pomoc 
nieśli.  Zarozumiałość  Awarów  i  gwałty  przez  nich  czynione  żo- 
nom i  córkom  słowiańskim,  nieprzyjaźnie  usposabiały  ku  nim 
ludność  miejscową.  Według  powieści  współczesnego  mniclia  Fre- 
degara,  synowie  Awarów  z  niewiast  słowiańskicli  zrodzeni,  nie 
mogąc  znieść  uciążliwego  postępowania  xA.warów,  odmówili  im 
posłuszeństwa  i  rozpoczęli  powstanie.  Przybyły  w  tym  czasie  do 
kraju  Słow^ian,  w  celach  handlowych  kupiec  Samo  z  towarzy- 
szami,^*) przyłączył  się  do  powstańców,  walecznością  swą  wzbu- 
dził ogólne  podziwienie  i  pomógł  do  zwyciężenia  Awarów.  Sło- 
wianie przez  wdzięczność  wybrali  go  swym  królem  ^^)  r.  627. 

4.    Walka  Słowian  z  Frankami  (r.  630).     Derwan  serbski.     Radulf  wiel- 
korządca Turyngii  sprzymierza  się  ze  Słowianami  (r.  641).    Zgon  Samona 
i  upadek  jego  państwa  (r.  662).    Przewaga  Franków. 

Dzieje  nie  wspominają  gdzie  było  ognisko  państwa  Samo- 
wego,  domysłowo  tylko,  z  niektórych  napomknień  wnieść  można, 
że  Morawy  i  Czechy  były  jądrem  jego  królestwa,*^)  atoli  rzecz 
pewna,  że  jak  Morawianie,  Czechowie,  tak  równie  i  Słowianie 
illyryjscy.  Łużyczanie,  Slęzanie,  Serby,  Pomohanie,  Poradnicza- 
nie,  prawdopodobnie  aż  do  Durzyńskiego  lasu  ze  swoimi  lechami 
i  zwierzchnikami  w  krótkim  czasie  weszli  do  składu  nowo  za- 
wiązanego państwa.  Ale  państwo  to,  w  kolebce  swej  miało  już 
gotowego  wroga  we  Frankach,  którzy,  jak  się  zdaje,  szukali 
powodu    do    wojny.     Powód    podali    sami   Słowianie    ograbiwszy 


^^)  z  Sennonagus  pagus,  który  według  objaśnienia  Dom-Ruinarta,  w  wie- 
kach średnich  zwał  sie  Sonegi,  Sennonegia.  Ślady  tej  nazwy  przechowują  sie  dotąd 
w  nazwie  lasu  Soigne  i  miasta  Soignies  015  kilometrów  na  północ-zachód  od  Mons 
w  Belgii.  Chronique  de  Fredegaire,  przekład  Gizot'a  r.  1861.  T.  II.  str.  471.  Pe- 
wniej jednak,  według  uwagi  Palackifigo,  Samo  pochodził  z  Weletów,  w  Batawii  za- 
mieszkałych. 

''•)     Fredegar.    Chronicon  48;  Lelewel.    Narody  YIII,  27. 

'«)  Bielowski.  Wstęp  krytyczny  do  dziejów  Pol.  r.  1850,  str.  470.  —  S/a- 
farzyk.    St.  Sł.  §  39.  2. 


22       

i  pozabijawszy  kupców  frankskich.  Poseł  Dagoberta,  króla  Au- 
strazyi,  Sichar  długo  nie  mogąc  zyskać  posłuchania  u  Samona, 
przebrał  się  w  strój  narodowy  słowiański  i  niespodzianie  przed 
nim  stanął.  Na  zaniesiona  przez  niego  skargę  Samo  .oświadczył, 
że  gotów  jest  wymierzyć  sprawiedliwość,  atoli  wprzód  chce  wie- 
dzieć, jak  dalece  w  zajściach  z  Frankami  wina  była  po  stronie 
Słowian,  lub  Franków?  Sichar  poczytując  to  za  obrazę  swego 
monarchy,  zawołał:  ,,i  ziemia  ta  i  lud  ten  poddane  być  winny 
panu  memu."  Z  godnością-  rzekł  Samo:  „ziemia  ta  i  lud  ten 
uznawać  może  pana  twego  o  tyle,  o  ileby  go  przyjaźń  ze  mn^ 
łączyła."  Ale  Sichar  z  zapalczywością  rzekł:  „Niepodobieństwo, 
aby  chrześcianie  i  słudzy  boży  w  przyjaźń  z  psami  wchodzili." 
„Jeśli  jesteście  sługami  bożymi,  a  my  psami  bożemi,  zawołał  Sa- 
mo, wolno  nam  jest  kąsać  was,  ilekroć  przeciw  woli  bożej  dzia- 
łacie," —  poczem  wypędził  posła.  Dowiedziawszy  się  o  tem,  Da- 
gobert uniósł  się  dumą  i  powołał  całą  Austrazyję  przeciw  Sa- 
monowi  i  Słowianom.  Wojsko  Franków  trzema  kolumnami  cią- 
gnęło do  krajów  słowiańskich.  Longobardy  także  na  wezwanie 
wystąpili  ze  swych  stanowisk  w  Italii,  lecz  Słowianie  gotowali 
się  do  statecznego  oporu.  Jakiś  oddział  Alemannów,  pod  wodzą 
Kradoberta  odniósł  zwycięztwo,  Longobardy  także  zwycięzko  po- 
stępowali i  mnóstwo  jeńców  chwytali,  ale  Austrazyanie  okrąży- 
wszy Wogastisburg,  ^ '^)  gdzie  w  znacznej  liczbie  zamknęli  się  naj- 
waleczniejsi  Słowianie,  po  trzydniowym  boju  zupełnie  rozbici 
zostali;  niedobitki  ich  ratowały  się  ucieczką,  rzuciwszy  obóz 
i  rynsztunki  wojenne  r.  630,  W  pogoni  za  Frankami,  Słowianie 
zniszczywszy  mnogie  okolice  w  Turyngii  i  sąsiednich  krajach, 
wpadli  do  państwa  Franków.  Wtedy  Derwan  zwierzchnik  Ser- 
bów, niegdyś  podległych  Frankom,  z  ludem  swym  poddał  się 
pod  władzę  Samona. ^^) 

W  dziejach  nie  objaśniono  gdzieby  mianowicie  były  posady 

*")     Gdzie  dziś  Domażilice  w  Czechach,  a  według  innych  nad  Dunajem  w  Ba- 
■waryi  niedaleko  Ingolstadu,  patrz  mapę  w  dziele  Szembery.     Zapadni  Slovane. 
^*)     Fredegar.     Chroń 68. 


—     23     — 

Serbów,  którym  Derwan  przewodził.  Badacze,  nie  mając  innych 
w  tym  względzie  świadectw,  szukają  wsparcia  u  pisarza  VI  wieku 
Yibiusa  Seąuestra,  według  którego  Łaba  dzieliła  Swewów  od 
Serbów, *'*)  Z  tego  badacze  wnioskują,  że  niegdyś  Swewy  mie- 
szkali na  zachód  od  Laby,  a  na  wschód  o  tej  rzeki  Serby  i  że 
z  ustąpieniem  w  V  wieku  Swewów  na  zachód,  Serby  napłynęli 
do  krainy  miedzy  Labą  a  Solawą.-") 

My  tego  domysłu  przyjąć  nie  możemy,  przesiedlania  się 
Swewów  i  Serbów  niedopuszczamy,  będąc  przekonani,  że  już  za 
czasów  Strabona  i  Tacyta,  Serby  między  Solawą  a  Labą,  dali  się 
poznać  pod  nazwiskami  drobnych  plemion:  Mogilanów  i  Sibinów  — 
(Serbinów? ).  Yibiusowi  wdzięczni  jesteśmy  za  wczesne  wymówienie 
nazwy  Serbów  nadłabskich  (Cervetiis),  ale  na  zapisku  jego  nic 
opierać  nie  ważymy  się. 

Serby  byli  częścią  Swewów,  do  których  mnóstwo  innych 
ludów,  aż  do  morza  Bałtyckiego  i  Wisły  należało,  a  z  któregoby 
brzegu  Laby  Serby  siedzieli,  Vibius  niepowiedział  i  dla  tego  z  za- 
pisku jego  nic  wyciągnąć  nie  możemy."-')  Późniejsze  wiadomo- 
ści wskazują  na  krainę  między  Labą  i  Solawą,  jako  na  ojczyznę 
Serbów,  tak  zwane  Serbsko  i  niema  wątpliwości,  że  z  tej  wła- 
śnie krainy,  pogranicznej  z  Frankami  (w  Turyngii),  Derwan  hołd 
Samonowi  złożył.  ^^) 

Ledwo  rok  upłynął  po  bitwie  Domażlickiej  (Wogastisburg), 
a  już  Słowianie  powtórnie  łupieżyli  w  Durzyńsku  (632)  i  dla  ich 


I 


'*')  Albis  Germaniae  Suevos  a  Servitus  (w  innych  Cervetiis)  dłvidit,  mergitur 
in  Oceanum. 

*0)     Szafarzyk.  Star.  Słów.  §  9,   4,  {5  43,  3. 

2')  Zapisek  Yibiusa  Sequestra,  przez  niego  dla  syna  przeznaczony,  nie  celuje 
znajomością  geografii.  Łatanina  na  jaką  zdobywali  sie  ludzie  starożytni,  pozbawieni 
możności  zebrania  pewnych  wiadomości  geograficznych,  czyż  może  służyć  za  podsta- 
wę badań.     Niektórzy  (Lelewel)  myślą,  że  Yibius  pisał  w  III  w. 

--)  Powątpiewając,  aby  u  Słowian  istniało  imię  Derwan,  Szafarzyk  domyśla 
ie,  że  może  nazwa  ta  omyłkowo  napisana,  zamiast  książę  Drewanow,  gałęzi  Serbów 
ałabskich;  podobnie  jak  u  Chorwatów  był  Chorwat,  u  Lechów  Lech,  u  Czediów 
Czech.  §  43,  3.  Ależ  Fredegar  wyraźnie  powiada:  Dervanus  dux  gcntium  Surbio- 
rum,  qui  ex  gencre  Sclavotum  erant.     Jasno  i  bez  komentarza! 


—       24      — 

powściągTiienia,  Dagobert,  zebrawszy  wojsko  w  Mecu,  sam  sta- 
nął na  czele,  przez  Ardeny  spieszył  nad  Ren,  by  dokonać  prze- 
prawę pod  Moguncyą.  Wyborowi  wojownicy  Neustryi  i  Bur- 
gundyi  ze  swymi  grafami,  połączyli  sie  z  posiłkami  od  Saksów, 
którzy  za  przyrzeczenie  walczyć  energicznie  ze  Słowianami,  oswo- 
bodzeni zostali  od  corocznej  daniny  władzcom  Franków  500  krów, 
do  czego  zobowiązani  byli  jeszcze  za  Klotariusza.  Z  niewiado- 
mych jednak  powodów  wyprawa  ta  niedoszła  do  skutku,  a  w  na- 
stępnym r.  633  Słowianie,  pod  przewodnictwem  Samona,  opa- 
nowawszy całe  Durzyńsko,  ogromne  spustoszenie  w  państwie 
Franków  sprawili.  Dagobert  zamiast  spiesznego  pochodu  dla 
wstrzymania  nieprzyjaciela,  wrócił  do  Mecu,  gdzie  za  poradą  bi- 
skupów, syna  swego  Sigberta  mianował  królem  Austrazyi,  ale 
wkrótce  potem  wielkorządzcą  Durzyńska  naznaczył  Radulfa.  Ten 
dał  odpór  Słowianom,  lecz  późnićj  porozumiawszy  się  z  nimi,  po- 
wstał przeciw  Sigbertowi,  wojska  jego  pokonał  i  w  taką  wzbił  się 
pychę,  że  się  królem  Turyngii  uważał,  a  dla  utrzymania  zajętego 
stanowiska  zawarł  związek  ze  Słowianami^'')  r.  641. 

Związane  naprędce  potężną  wolą  i  genialną  przezornością 
Samona,  państwo  słowiańskie  ze  śmiercią  swego  twórcy  r.  662 
rozpadło  się.-'*)     Czechowie,    Morawianie,  Serby,    Milczanie  i  inni 


"'')     Fredegar.     Chroń.  74.  87. 

-*)  Chociaż,  według  Fredegara,  Samo  był  natione  Francus,  ale  badacze  /.wa- 
żając  na  jego  imię  słowiańskie,  mniemają,  że  mógł  być  Słowianinem,  z  towarzyszami 
zbiegłym  z  Itrajów  zostających  pod  panowaniem  Franków,  dla  niesienia  pomocy  spół- 
rodaliom  w  powstaniu  przeciw  Awarom.  Palacki  mniemał,  że  Samo  pochodził  ze 
słowiańskicli  Weletów  w  Batawii,  którzy  długo  opierając  się  Frankom  i  Fryzom' 
za  Dagoberta  poddać  się  musieli.  Szafarzyli  zauważał,  że  w  dawne  wieki  tak  zwani 
goście,  kupcy,  razem  bywali  i  bojownikami,  a  w  czasie  wojny  często  całym  pół- 
kom przewodniczyli.  Szafarzyk,  przyjmując  na  uwagę  przyjazne  przez  Słowian 
przyjęcie  Samona,  jego  nienawiść  względem  Franków,  widzi  w  nim  Słowianina, 
przybyłego  z  pod  władania  Franków,  nad  Labą.  Szafarzyk.  Star.  Słów.  §  39.  j. 
s.  435. 

Niektórzy  badacze,  niezrozumiawszy  Fredegara,  mylnie  twierdzili,  jakoby  Samo 
był  poddanym  Dagoberta.     Leutsch.     Margraf  Gero.  222. 

Wszakże  Fredegar  nigdzie  nie  powiedział  o  tern,  a  wyrażenie  jego  natione 
Francus,  wypada  tłómaczyć,  według  pojęć  VII  w.,  że    Samo  pochodził    z  państwa 


—     25     — 

okoliczni  Słowianie  wrócili  do  swej  dawnej  udzielności,  Z  wiel- 
kiego dzieła  Samowego  śladu  nie  zost^o.  Oczywiście  ludy  sło- 
wiańskie w  owej  epoce  nie  dorosły  jeszcze  do  pojęcia  konie- 
czności wyrzeczenia  sie  swej  udzielności  plemiennej  na  korzyść 
państwa.  W  innym  czasie  i  miejscu  powolne  rozwijanie  sie  lu- 
dów, na  zasadzie  ich  rodowego  bytu,  mogło  było  przygotować 
żywioły  dla  stworzenia  silnej  społeczności,  ale  tu  niebezpiecznie 
było  zostawać  dalej  w  plemiennym  bycie,  bo  za  Solawą  stały  zor- 
ganizowane siły  Franków,  gotowe  do  najazdów  i  zaborów.  Z  lu- 
dów niemieckich:  Fryzy, ^Alemanny  i  Szwaby  stali  już  pod  roz- 
kazami królów  Franków,  a  ich  duki  z  drużynami  orężników,  opa- 
nowawszy słowiańskie  ziemie  w  Durzyńsku,  Bawaryi  i  Rakusach, 
przez  związki  pokrewieństwa  i  jedność  religijną  z  Frankami,  po- 
czuwali sie  do  solidarności  w  obec  szeroko  rozsiadłych  ludów 
słowiańskich.  Wreszcie  energia  królów  Franków,  wspierana 
wpływem  duchowieństwa  i  ideą  monarchii,  mającej  zastąpić  da- 
wne cesarstwo  Rzymskie,  przygotowywały  wzrost  potęgi,  z  którą 
Słowianom  liczyć  się  wypadało.  Z  ludów  niemieckich  jedni  Saksy 
zostawali  jeszcze  w  plemiennym  bycie  i  niepodległości,  ale  nowy 
porządek  rzeczy,  który  owionął  zachodnią  Europę,  niedługo  po- 
zwolił Saksom  używać  dawnej  swobody.  Niepojmowali  tego  Sło- 
wianie i  wyżej  stawiać  swe  pograniczne  spory  z  Saksami,  niż 
ogólne  niebezpieczeństwo,  sami  pomagali  do  ich  ujarzmienia. 
W  dziejach  zapisano,  że  gdy  major  domus  Pepin  Krótki,  ciągnął 
przez  Durzy ńsko  w  okolice  Mansfeldu  dla  poskromienia  swego 
brata  Gryfa,  który  będąc  niezadowolonym  z  wyznaczonej  mu 
dzielnicy,  poruszył  przeciw  Pepinowi  Saksów,  na  spotkanie  wojsk 
Pepina  wyszli  zwierzchnicy  surowych  ludów  słowiańskich,  gotowi 
mu  pomagać  ze  stutysiącami  wojowników.  Zagrożeni  potęgą  Fran- 
ków i  Słowian,  Saksy  prosili  o  pokój  i  upokorzyli  się  przed  Pepi- 


Franków,  w  którym  oprócz  Franków  i  Niemców,  pełno  było  Słowian  w  Turyngii, 
nad  Menem,  górnym  Dunajem  i  w  Batawii  przy  ujściacli  Renu.  Nazwa  Samo,  jak 
uważa  Szafarzyk  (Star.  Słów.  §  39  s.  436)  właściwa  Słowianom.  Dodamy,  że  i  te- 
raz u  Rusinów,  często  się  zdarzają  nazwiska:  Samuś,  Samson. 


—       20       — 

nem^*^)  r.  748,  Byli  to  bezwątpienia  Obodryci  i  pograniczni  Ser- 
bowie, którzy  w  tym  czasie  stanowili  związek  z  Polanami  przeciw 
Czechom  i  ich  przyjaciołom  Lutykom 

Odwieczne  spory  graniczne  miedzy  Obodrytami  i  Weletami 
pobudzały  ich  do  szukania  postronnej  pomocy.  Czesi  oświadczyli 
się  przyjaciółmi  Weletów  i  wspólnie  z  nimi  trzymali.  Serbowie 
trzymali  stronę  Obodrytów  i  zgodnie  z  ich  widokami  działali, 
wzmagając  swa  siłę  związkiem  z  Łużyczanami  i  Polanami.  Duch 
niezgody,  powaśniwszy  północno-zachodnie  Słowiany,  ustępy  wał 
czasem  pod  wpływem  okoliczności,  ale  w  gruncie  przetrwał  długo 
i  dawał  się  czuć  jeszcze  w  XI  wieku. 

Między  Serbami  i  Saksami  toczyły  się  drobne,  pograniczne 
spory,  na  większe  jednak  między  nimi  zajścia  dzieje  nie  wskazują. 
Saksy  mieli  więcój  do  czynienia  ze  Słowianami  dolnej  Laby,  Obo- 
drytami i  ich  sąsiadami ;  przytem  niebezpieczeństwo  groziło  im 
ciągle  ze  strony  Franków,  tam  więc  swą  baczność  zwracać  mu- 
sieli. Frankowie  zaś,  zajęci  organizacyą  ogromnego  państwa  z  ró- 
żnych burzliwych  żywiołów  złożonego,  nie  mieli  potrzeby  i  ochoty 
zaczepiać  Słowian,  w  których  nawet  sprzymierzeńców  przeciw 
Saksom  znajdywali.  Od  ostatnich  więc  rozpraw  z  Frankami  za 
Samona  w  VII  wieku,  lat  sto  z  górą  używali  Słowianie  pokoju 
i  aż  do  końca  prawie  VIII  wieku  utrzymali  się  w  posadach,  ja- 
kie po  podbiciu  Durzyńców  r.  531  w  ich  mocy  zostały.  Ale  oto 
pod  koniec  VIII  wieku  kończą  się  czasy  pomyślne.  Burza  nad- 
ciągająca z  Zachodu,  zastała  ludy  słowiańskie  poróżnione  między 
sobą,  nie  mające  ani  centru,  ani  władzy,  około  których  mogłyby 
się  skupić  ogromne  ich  siły,  dla  wspólnej  obrony.  Było  ludu 
mężnego  i  gotowego  do  wszelkich  ofiar  wiele,  było.  środków  ma- 
teryalnych  podostatek,    była  umiejętność  prowadzenia  wojny,    ale 


-^)  Annales  Mettenses  s.  a.  748.  —  Eginhard  annales  a.  748  nie  wspomina 
o  przybyciu  zwierzchników  słowiańskich,  a  tylko  wzmiankuje,  że  Grifon  z  Saksona- 
mi  obozował  nad  r.  Oker  w  Orheim,  a  Pepin  Krótki,  idąc  przeciw  niemu  z  Turyngii, 
zatrzymał  się  nad  r,  Meissaha  (teraz  Meissau)  w  miejscu  Skahningen,  teraz  Schoningen 
w  Brunświckicm,  niedaleko  granicy  Altmark. 


—     27     — 

brakowało  wodza  wyższego  umysłu,  któryby  na  wzór  Samona 
umiał  połączyć  tłumy,  ująć  je  w  karby  posłuszeństwa  i  dać  do 
pojęcia,  że  sprawa  narodowa,  była  wyższą  nad  wszelkie  spory 
plemienne. 

Wśród  takiego  położenia  nadłabskiej  Słowiańszczyzny,  roz- 
poczęła sie  33letnia  wojna  (772  —  804)  Karola  W.  z  Saksami, 
w  celu  ich  ochrzczenia  i  wcielenia  do  cesarstwa.  Wojna  ta  mo- 
gła oświecić  nadłabskie  Słowiany,  że  najazd  Franków  nie  ogra- 
niczał się  czemkolwiek,  a  dążył  do  zupełnego  podboju  tych 
ziem,  które  mu  się  po  drodze  nawinęły,  że  wobec  groźnej  potęgi 
•Karola  W.,  ich  domowe  waśnie  mogły  podać  powód  wtrące- 
nia się  do  ich  spraw  wewnętrznych,  lecz  Słowianie  nie  pojmując 
tego,  podnosili  swe  spory  domowe  wyżej  nad  ogólne  niebezpie- 
czeństwo. To  też  kiedy  hufce  Karola  W.  w  zaborczym  zapędzie 
dotarły  do  Łaby,  Słowianie  zamiast  połączenia  się  dla  wspólnej 
obrony,  niezaprzestali  swych  sporów;  Obodryci  nawet  oświadczy- 
wszy się  z  przyjaźnią  dla  Franków,  drogę  Karolowi  W.  na  Po- 
morze wskazali, 

§  31. 

Zagrożenie  niepodległości  Słowian  przez  Karola  W. 

I.     Najazdy  Karola  W.  na  ziemie  słowiańskie  nad  Łabę   r.   780.     Napad 

Serbów  na  Turyngiję  r.  782.     Wyprawa    Karola    W.    przeciw    Weletom 

r.  789.     Wyprawa  Obodrytów  przeciw  Nordludom  r.  798. 

Ścigając  niepokornych  Saksów,  wojsko  Karola  W.  dotarło 
do  rzeki  Owakry  (Oker)'),  nad  którą  łeżały  siedziby  wschodnich 
Saksów,  potem  posunęło  się  ku  Łabie  i  tam,  przy  ujściu  r.  Ory, 
Karol  W.,  rozwinąwszy  swój  obóz,  regulował  sprawy  Saksów 
z  nad  r.  Owakry  ze  Słowianami  z  nad  Łaby  r.  780.-')  Były  to 
^^^  pierwsze  odwiedziny  ziemi  słowiańskiej  przez  Karola  W.  i  pier- 
I^Bwsze  wdanie  się  w  sprawy  Słowian,  widocznie  spokojne,  ale  o  co 

^^K  *)     Wpadająca  z  lewej  strony  do  r.  Aller. 

^^H  ^)    Eginhard,     Annales.  a,  780.     U  poety  Saxona  rzeka  nazywa  sie  Hora, 

I 


—       28       — 

by  tu  chodziło  nie  wiemy.  Domyślać  sie  tylko  możemy,  że  nie- 
porozumienia miedzy  Obodrytami  i  Weletami  podały  powód  Icró- 
lowi  Franlców  do  podtrzymywania  swych  przyjaciół  Obodrytów, 
przeciw  Weletom  przyjaciołom  Saksów. 

Dwóch  lat  nie  upłynęło  jeszcze  po  odejściu  Karola  W,  z  nad 
Łaby,  a  już  dochodziły  do  niego  wieści  o  napadzie  Serbów  na 
Durzyńsko  i  na  pograniczną  Saksonię,  gdzie  ogromne  spustosze- 
nie sprawili.*^)  Rozkazał  on  Frankom  wschodnim  i  Saksom  po- 
skromić łupieżników,  ale  niespodziewane  powstanie  Witykinda, 
zmusiło  Franków  zwrócić  oręż  przeciw  zbuntowanym  Saksom, 
którzy  okropną  klęskę  Frankom  zadali.  Zniewolony  był  więc 
Karol  W.  osobiście  spie.'zyć  dla  poskromienia  Saksów,  a  dowie- 
dziawszy się,  że  sprawca  powstania  Witykind  uciekł  do  Norma- 
nów, postanowił  surowo  ukarać  buntowników  i  dla  tego  4500 
Saksów,  oskarżonych  o  udział  w  buncie,  kazał  stracić  w  Werden 
nad  r.  AUer.  Potem  ścigał  Saksów  niepokornych,  mordował 
tysiącami  i  w  ciągu  dwóch  łat  (783 — 784)  siedziby  ich  niszczył, 
palił  i  zdobył  Szeningen,*)  w  kraju  wschodnich  Saksów.  Z  tego 
powodu  zamierzona  przeciw  Serbom  wyprawa  spełzła  na  niczem. 

Tymczasem  Welety,  odwieczni  nieprzyjaciele  Franków, 
o  czem  wiedziano  na  dworze  Karola  W.,  dopuszczali  się  gwałtów 
przeciw  wszystkim  sąsiadom,  którzy  tylko  byli  przyjaciółmi 
Franków,  szczególnie  przeciw  Obodrytom,  tak  że  i  napomnienia 
królewskie  w  tej  mierze  do  niczego  nie  posłużyły.^) 

Postanowiwszy  więc  powściągnąć  Weletów,  Karol  W.  przy- 
prowadził wojsko  nad  Łabę  i  na  niej  dwa  mosty  zbudował. 
Z  nich  jeden,  obwarowawszy  okopami,  osadził  załogą  i  dopiero 
potem  szedł  do  kraju  Weletów  r.  789,**)    połączywszy  się  w  dro- 


•'')  Eginhard  wyraźnie  mówi,  że  napadli  Serby  z  kraju  między  Labą  i  Solawą, 
a  później   dodaje,    że  byli  sąsiadami   Saksów.     Annales.  a.  782. 

*)  Schoningen  2  mile  połud.  od  Helmszted  w  Brunświckiem  na  wschód 
od  r.  Oker. 

»)     Eginhard,     Vita  Caroli  Magni  XII. 

"*)     Eginhard.     Annal.   a.  789;  Annal.  Petaviani  a.   789. 


—       29       — 

dze  z  Obodrytami  pod  wodza  Wilczana.")  W  jakim  by  miejscu 
odbyła  sie  przeprawa  Franków  —  nie  wiadomo,  ale  najpewniej 
że  gdzieś  nad  dolna  Łaba,  w  sąsiedztwie  Obodrytów,  aby  mieć 
pod  ręka  pomoc  swych  sprzymierzeńców,  co  łatwo  wnioskować 
można  z  ostrożności,  jakie  przedsiębrał  Karol  W.  dla  zapewnie- 
nia odwrotu. 

Welety  stawili  nadzwyczaj  mężny  opór,  wyprowadzili  w  pole 
liczne  wojsko,^)  lecz  nie  mogli  wstrzymać  naporu  wojsk  króle- 
wskicłi,  które  wdarłszy  sie  w  sam  środek  kraju,  aż  do  r.  Pieny^), 
zbliżały  sie  do  stolicy  Dragowita,  ze  znakomitości  pochodzenia 
i  podeszłego  wieku  używającego  największej  powagi  miedzy  wo- 
dzami Weletów.  Dragowit,  niechcąc  dalej  prowadzić  w-ojny,  wy- 
szedł ze  swym  synem  i  przybocznymi  na  spotkanie  Karola  W., 
dał  zakładników^  i  przysięgą  zobowiązał  sie  do  posłuszeństwa 
królowi  Franków.  Inni  książęta  i  wodzowie  Weletów,  idąc  za 
przykładem  Dragowita,  także  poddali  sie,  poczem  Karol  W,  po- 
powracał  ku  Łabie  po  tej  samej  drodze,  po  której  przyszedł,  prze- 
był rzekę  po  moście,  a  urządziwszy  sprawy  Saksów,  powrócił  do 
Francy  i  r.  789.^") 

W  kilka  lat  później  Saksy,  tyle  razy  poskromieni,  znowu 
okazali  nieposłuszeństwo  Frankom,  a  załabscy  Saksy,  zwani  Nord- 
albingami  i  Nordludami,  słyszeć  nawet  nie  chcieli  o  jakiej  bądź 
zależności  od  Franków.  Rozpoczęła  sie  wiec  nowa  przeciw  Sak- 
som wyprawa,  pod  wodzą  samego  Karola  W.,  którego  wojska 
doszły  aż  do  Bardengau,^^)  niedaleko  Łaby.  Tam  w  Bardewik 
Karol  W.  oczekiwał  przybycia  posiłków  od  Obodrytów,  których 
książę  Wilczan    spieszył    na    połączenie  się  z  Frankami,    lecz  na 


^        '■j     Chronić.  Moissiacensis,  w  Pertz'a  Monum.  Germ.  I.  302. 

*)     Annal.   Fuldenses.  M.  G.  I.  350  magnis  eos  proeliis  domuit. 

*)  Annal.  Chesnii  M.  G.  I  34  et  fuit  usque  ad  Panam  fluvium.  —  Plena, 
przechodząc  przez  środek  ziemi  Weletów,  wpada  do  morza  niedaleko  miasta  Wolgast. 

^<>)  Carolus  rex  iterum  per  Sa\oniam  pervenłt  usque  ad  t;clavos  qui  dicuntur 
Willi,  et  venerunt  reges  terrae  illius  cum  rege  eorum  Tragovito.  Annal.  Laurisheim. 
a.  789.     Także  Eginhard,  Annal.  a.  789  i  poeta  Saxo  w  Annales.  Caroli  Magni. 

")     We  wschodniej  części  królewstwa  Haiinowerskiego. 


—     ^ó     — 

przeprawie  pfzez  Łabę,  wpadłszy  w  zasadzkę  przez  KordludóvV 
postawioną,  zginął  r.  795.^-)  Śmierć  tego  wassala  Franlców*'*) 
i  sprzymierzeńca  Karola  W.,  napełniła  ostatniego  żalem  i  we- 
dług wyrażenia  sie  spółczesnego  pisarza,  dodała  mu  energii  do 
ukarania  Saksów,  lewego  brzegu  Łaby,  za  icłi  zmowę  z  Nordlu- 
dami.  Ponawiane  pustoszenie  siedlisk  Saksów  lat  kilka  ciągnęło 
się,  lecz  Nordludów  ukarać  jeszcze  nie  było  możności.  Na  ten 
raz  dość  było  roboty  z  lewej  strony  Łaby,  gdzie  po  trzyletniem 
mordowaniu  i  uprowadzaniu  z  kraju  ludności,  udało  się  spokój 
przywrócić.  Ze  zniszczeniem  do  szczętu  prawie  kraju  między 
Wezerą  a  Łabą,  nietrudno  było  zaglądnąć  Frankom  do  kraju 
Nordludów,  ale  Karol  W.  postępował  nadzwyczaj  ostrożnie  i  za- 
miast zbrojnej  wyprawy,  umyślił  drogą  układów  skłonić  Nord- 
ludów do  uległości  i  cłirześciaństwa.  Nordludy  jednak  posłów 
pozabijali,  innycli  uwięzili,  domagając  się  wykupu,  nawet  po- 
wracającego z  Danii  posła  Franków  Godszalka  zamordowali. 
Karol  W.  zbierał  ogromne  siły  nad  Wezerą,  przy  Minden,  lecz 
i  tym  razem  nie  poszedł  za  Łabę,  ukaranie  zaś  Nordludów  po- 
ruczył  swym  wiernym  sprzymierzeńcom  Obodrytom,  do  którycti 
wyprawił  posłów  z  poruczeniem  poruszyć  wszystkie  siły  słowiań- 
skie.^*) Nim  wyprawa  przygotowywała  się,  Karol  W.  zbliżył  się 
do  granic  Słowian  i  w  miejscu  Bardenwik  (Partunwicłi)  sądził 
icłi  sprawy. '^^) 

Po  zgonie  Wilczana,  w  ziemi  Obodrytów  najwyższą  władzę 
objął  Drażko,  zapewno  nie  bez  wpływu  Karola  W.  Posłuszny 
rozkazom  królewskim  Drażko  wnet  wystąpił  z  całą  swą  siłą  prze- 


^-)     Eginhard.  Annal.  a.  795, 

i»)  Wassum  domini  regis  "Wizzin  regem  Abotridarum.  Annal.  Laurisheim. 
Mo.  Ger.  I.  36.     Wigger.   Meklenburgische  Annalen.  s.  4. 

^*)     Eginh.  Annal.  a.  796. 

>*)  W  Annales  Geulferbytani  (Mo.  Ger.  s.  45)  pod  r.  798  zapisano:  perre- 
xit  in  antea  in  Saxonia  usque  in  Partunwich,  inde  in  linem  Winidis,  et  ibi  plaidavit, 
sicut  ipse  voluit;  et  tulit  obsides  multos  de  Saxones,  et  pervenit  ad  Aquas.  Sądzę, 
i.e  Partunwich  jest  uszkodzoną  nazwą  Bardenwik.  Toż  samo  w  Chronicon  Moissia- 
censis.  a.  798. 


ciw  Kordludom,  którzy  na  spotkanie  jego  dążyli.  Oba  wojska 
zeszły  sie  w  miejscu  Swentana  (Swinden)^'^),  na  pograniczu  po- 
siadłości dwóch  spierających  się  narodów.  Drażko  osobiście  ob- 
jął główne  dowództwo,  a  prawe  skrzydło  prowadził  do  boju  przy- 
słany przez  Karola  W.  wódz  Eberwin.  Bitwa  zaszła  bardzo  za- 
cięta. Słowianie  odnieśli  zupełne  zwycięztwo,  o  czem  Eberwin 
donosząc  swemu  monarsze,  dodał,  że  w  boju  4000  Saksów  legło, 
a  w  pogoni  za  uciekającymi  mnóstwo  wybito,  inni  do  domu  ode- 
szli w  opłakanym  stanie.^')  Drażko  ze  znakomitszymi  wodzami 
pospieszył  oświadczyć  Karolowi  W.  swój  hołd  w  Turyngii,  gdzie 
był  przyjmowany  t  nadzwyczajnemi  honorami.^**) 

Będąc  zajęty  ważniejszemi  sprawami  państwa,  Karol  W. 
polecił  synowi  swemu  Karolowi  udać  się  nad  Labę  dla  załatwie- 
nia spraw  miejscowych.  Na  wieść  o  zbliżaniu  się  królewicza, 
Welety  i  Obodryci  pospieszyli  do  niego,  jako  do  sędziego,  dla 
rozstrzygnienia  ich  sporów.  Królewicz  wysłuchiwał  skargi,  sta- 
nowił wyroki,  a  tymczasem  wszedł  w  stosunki  z  Nordalbingami, 
którzy  pod  wrażeniem  niedawnej  klęski  w  miejscu  Swentana  po- 
niesionej, oświadczyli  się  z  uległością  r.  799.'**) 

Takimi  sposobami,  z  pomocą  Słowian,  Karol  W.  przełamał 
opór  Nordalbingów  i  trzymał  w  posłuszeństwie  Saksów  lewego 
brzegu  Łaby,  przygotowując  zupełne  ich  wcielenie  do  cesarstwa. 
Z  innej  strony  Saksy  służyli  Karolowi  W.  doskonałym  środ- 
kiem do  powściągania  pogranicznych  Słowian,  ilekroć  zechcieliby 
przeczyć  woli  królewskiej.  Nadzwyczaj  zręczna  polityka  Ka- 
rola W.  oddawała    w   jego    ręce   obszerne   kraje  nad  Łabą,    bez 


'*}  Teraz  Bornhowed  na  potud.- zachód  od  jeziora  PłuńskiegO.  U  poety 
Saxona  pisze  się  Swentana.     Niektórzy  rozumieją  pod  tern  „Święte  pole." 

*")  Eginh.  Annal.  a.  798;  Annal.  Laurisheim.  a.  798  (M.  G.  I.  37)  liczy  po- 
ległych Saksów  2901.     Chronić.  Moissiacen.  liczy  2800  (M.  G.  I.  303). 

'*)  Annal.  Laurisheim.  a.  798  „et  in  Norlh-Thuringas  ibi  pervenerunt  ipsi 
Sclavi  ad  dominum  regem,  et  honora\it  eos  dominu*  rex,  ut  digni  erant  riiirińce," 

**)     Eginhard.    Annal.  a.  799. 


—     32     — 

szczególnego  wysilenia.  Tymczasem  na  zachodzie  Europy  goto- 
wały sie  wypadki,  wpływ  których  miał  niebawem  dosięgnąć 
i  nad  Łabę. 

2.  Podniesienie  idei  cesarstwa  rzymskiego.  Związek  Karola  W.  z  papie- 
żem.    Drażko    król    Obodrytów   otrzymuje    od    Karola  W.  Nordalbingiję 

r.  804. 

W  dzień  Bożego  Nai^odzenia  r.  8oo  papież  Leon  w  bazy- 
lice Św.  Piotra  włożył  na  głowę  Karola  W.  koronę  cesarską, 
a  lud  rzymski  okrzyknął  go  Augustem,  imperatorem  Rzymian.-*^) 
Papież  tym  sposobem  zaskarbił  przyjaźń  i  współdziałanie  wido- 
kom kościoła  najpotężniejszego  w  tym  czasie  monarchy.  Po- 
mazaniec papieski  rozumiał,  że  podejmując  tytuł  cesarski,  przy- 
chodzi panować  światu  w  imię  praw  należących  niegdyś  Rzy- 
mowi. Poszli  wiec  naprzód:  jeden  z  krzyżem,  drugi  z  mie- 
czem. Co  kościół  podbił  nauką  Chrystusa,  to  cesarz  zaraz  przy- 
łączył pod  swoje  panowanie,  co  cesarz  zawojował  mieczem,  to 
papież  zaraz  przyciągnął  pod  władze  kościoła.  Cesarz  widział 
w  religii  środek  do  połączenia  podbitych  narodów  w  karby  po- 
słuszeństwa cesarskiej  woli,  —  papież  miał  nadzieję  panować 
światu  przez  oręż  cesarski.  Bałwochwalcza  Słowiańszczyzna  przed- 
stawiała wyborne  pole  dla  celów  cesarza  i  kościoła;  dość  było 
ludu  do  przysporzenia  trzody  kościelnej,  dość  ziemi  do  powię- 
kszenia majestatu  cesarskiego.  Ale  pogańskie  bóstwa  i  dawna 
swoboda  znajdywały  u  Słowian  zamiłowanie  bez  granic:  misyo- 
narze  kościoła  rzymskiego  nie  śmieli  zaglądać  za  Solawe  i  Ła- 
bę, —  oręż  cesarski  miał  otworzyć  im  drogę. 

Podjęcie  tytułu  cesarskiego  otoczyło  świetnością  majestat 
Karola  W.,  wsławionego  już  ujarzmieniem  tylu  krajów  i  ludów. 
Przybywające  do  niego  w  r.  802  poselstwa  od  imperatorowej 
wschodniej  Ireny,  króla  perskiego  z  bogatemi  darami,  miast  wło- 
skich z  oświadczeniem  hołdu  zatrzymywały  cesarza  w  Akwisgra- 


^;     1-ginhard.     Annal.  a.  8oi. 


nie,  xkąd  dla  rozrywki  niekiedy  wyjeżdżał  w  góry  Ardeńskie  na 
polowanie,  a  tymczasem  wodzowie  jego  niszczyli  kraj  Transal- 
bingów.  W  następnym  roku  cesarz  przesiadywał  w  zamku  Seltz*^) 
niedaleko  Solawy,  gdzie  regulował  sprawy  pogranicznych  kra- 
jów, a  na  zimę  wracał  do  Akwisgranu.  Dopiero  na  wiosnę 
r.  803  prowadził  wojsko  do  Wigmodii,--)  zkąd  ludność  saską 
przesiedlał  do  Francyi,  rozstrzygał  spory  międz}^  książętami  sło- 
wiańskimi, a  Drażkę,  wiernego  sługę,  wywyższył  nad  innycli 
zwierzcłiników  obodryckich,  mianując  go,  według  wyrażenia  Egin- 
łiarda,  królem,  poczem  kazał  ludność  Nordalbingów  z  żonami 
i  dziećmi  wysiedlić  w  głąb  państwa,  a  kraj  ich,  zachodnią  część 
teraźniejszej  Holsztynii,  oddał  swym  wiernym  sługom  Obodry- 
tom.'-")  Czynem  tym  cesarz  osięgnął  podwójny  rezultat:  zapewnił 
północną  granicę  przeciw  napadom  Danów  i  Weletów,  albowiem 
Obodryci  jeszcze  więcej  zainteresowani  zostali  w  utrzymaniu 
spraw  in  statu  quo  i  oprócz  tego  ostatecznie  poróżnił  ludy  sło- 
wiańskie między  sobą.  Teraz  więc  mógł  on  śmiało  obrócić  oręż 
przeciw  niepokornym  Serbom  i  Czechom,  do  czego  powodów 
nie  brakowało. 

3.  Wyprawy  Franków  przeciw  Czechom  i  Serbom  (805—806).  Obwa- 
rowanie Czartowa  i  Halle.     Umocowanie  granicy  Franków  ze  Słowianami. 

Chagan  awarski,  dociskany  przez  Słowian,  ochrzcił  się,  przy- 
jął imię  Teodora  i  oddał  się  pod  opiekę  Karola  W.,  z  woli  któ- 
rego  zajął    stanowisko    nad    Dunajem    między    grodami    Sarwar 

-•)     Teraz  Konigshofen. 

--)     Kraina  między  Bremą  a  Łabą.     Eginh.  Annal.   a.  804. 

■-■*)  Saxones  trans.ilbinos  cum  mulieribus  et  infantibus  transtulit  in  Franciam, 
et  p.-igos  transalbinos  Abodritis  dedit.     Eginhard.  a.  804. 

Missisąue  inde  exercitibus  suis  per  dłversas  partes  Saxoiiiae,  tam  pertidos  illos 
ad  quos  ultra  Albiam  transierat.  quam  illos  qui  in  Yłgmoti  manebant  et  frequenti- 
bus  maleficiis  populum  .Saxonum  a  via  veritatis  averterant,  cum  mulieribus  et  infan- 
tibus, Deo  auxiliante,  sapientissima  dispositione  de  Saxonia  per  diversas  vias  diri- 
gens,  funditus  exterminavit,  et  per  Gallias  caeterasąue  regiones  regni  sui  sine  uUa  lae- 
sione  exercilus  sui  dispersit.  Pagos  transalbinos  Abodritis  dedit.  Annal.  LaurLsheim. 
a.  804.  M.  G.  I.  191,  W  Translatio  S.  Alexandri  wzmiankuje  się,  że  Karol  AV. 
z  obu  brzegów  Łaby  io.ckk)  Saksów  z  żonami  i  dziećmi  do  Germanii  i  Galii  wy- 
siedlił.   Wigger.  Mekl.  Annal.  s.  6. 

Tom  ra.  ^ 


—     34     — 

i  Haimburg.^*)    Sąsiedni  Słowianie,  pod  wodzą  Lecha,-"^)  zniszczyli 
terrytoriję  Awarów  i  tern  podali  powód  cesarzowi  do  wojny. 

W  r.  805  cesarzewicz  Karol  prowadził  trzy  wojska.  Z  nich 
jedno,  okrążywszy  góry  Harcu,  przez  Solawe  wpadło  do  kraju 
Głomaczów,  zwierzchnika  których  Semila  upokorzywszy,  wtar- 
gnęło z  północy  do  Czech,  gdzie  połączywszy  się  z  innemi  woj- 
skami Franków,  grasowało  w  krajach  Litomierzyckim,  Zateckim 
i  Rakownickim.  Czechowie  w  otwartem  polu  wystąpić  z  całą 
siłą  nie  ważyli  się,  —  wojna  toczyła  się  podjazdowa  i  w  jednój 
potyczce  padł  znakomity  Lech.  Franki  szturmowali  do  grodu 
Kadane  (Kanburg)  napróżno  i  niczego  nie  dopiąwszy  ustąpili  po 
40  dniach  łupieżenia.'-")  Inny  oddział  Franków  zajął  z  pod  Ma- 
gdeburga okolicę  Genewara,  zapewno  dla  tego,  aby  posiłków  od 
Weletów  nie  dopuścić.-')  Niepomyślność  wyprawy  r.  805  na- 
tchnęła Karola  W.  myślą  przedsięwziąć  środki  dla  pewniejszego 
pokonania  Słowian.  Zabronił  więc  swym  kupcom  sprzedawać 
Słowianom,  nie  wyłączywszy  nawet  Obodrytów,  oręż  i  broń  pod 
karą  konfiskaty  zabronionego  towaru.  ^^)    Tymczasem  wojsko  ścią- 


gi) Boczek.  Codcx  diplomat.  Moraviae  N.  7  „inter  Sabariam  et  Carnuntum." 
Pawar  przy  zbiegu  rzek  Guntz  i  Raab  w  węgierskim  komitacie  Eisenberg,  a  Haim- 
burg  9  mil  na  zachód  od  Wiednia. 

-'>)  Rękopism  Eginharda  X  wieku  ma  „Bechonem"  i  w  klamry  ujęty  wa- 
riant „Lechonem",  a  że  ostatni  jest  prawdziwym,  wskazują  na  to  roczniki:  Meteński 
„ducem  eorum  Lechonem,"  ale  u  Pertza  M.  G.  „Bechonem."  W  annal.  Fuld.  także 
czytamy  :  regem  eorum  nomine  Lechonem  occidit.  Wszystko  to,  jak  zauważał  Ma- 
ciejowski, przekonywa,  że  czytanie  Lechonem  jest  starsze  od  Bechonem.  Ob.  Ro- 
czniki i  Kroniki  r.  1850,  s.  71,  72.  Szafarzyk  utrzymał  nazwę  Bech.  Star.  SI. 
§  39,  4.  Tomek  wyraża  się:  lech  czeski  imieniem  Hech.  Deje  kralowstwi  (jeskeho. 
1850,  s.  26.    Wigger  także  czyta  Lechonem.    Meklenb.   Annal,  7. 

26)  Eginh.  Annal.  a.  805.  Chr.  Moissiacen.  a.  805  (Semela)  Annal.  Fuld. 
a.  805.    Wigger.  Mekl.  Annal.  7. 

-')  Położenie  miejscowości  Genewara  niewiadome,  ale  pewno,  że  z  prawej 
strony  Łaby  szukać  wypada.     Szafarzyk.  Star.  Sł.  §  43,  4. 

-*)     Capitulare  Caroli  Magni   a.  805.     De  negotiatoribus  qui  partibus  Sclavo- 

rum  et  Ayarorum  pergunt et  ut  arma  et  brunias  non  ducant  ad  venundandum. 

Quod  si  inventi  fuerint  portantes,  omnis  subatanlia  eorum  auferatur  ab  eis,  dimi- 
dia  ąuidem  pars  partibus  palatii,  alia  vero  medietas  inter  missum  et  inventorem  divi- 
dalur.  Erben.  Kegesta  1-iohemiae.  7.  Tu  broń,  wyraz  słowiański,  a  według  nie- 
którycli  badaczy  gotslci,  użyty  zamiast  lorica. 


—     35     — 

g-nięte  przy  Waldaha  w  Turyngii,-")  rozdzieliwszy  sie  na  trzy 
korpusy,  ruszyło  do  kraju  Słowian.  Jeden  korpus  przy  ujściu- 
Solawy  przebył  Łabę,  drugi  pod  wod/a  cesarzewicza  Karola 
wpadł  do  serbskiej  ziemi  nad  Łabą,  niszczył  ja  mieczem  i  głow- 
nią, stoczył  morderczą  bitwę  z  potężnym  i  wyniosłym  (super- 
bus)  władzcą  serbskim  Miliduchem  w  miejscu  Hwernafeldo,''''') 
gdzie  Miliduch  po  zaciętej  obronie  zginął  r.  806/'^)  Po  czem 
wojsko  cesarskie,  oświecając  drogę  najazdu  szeroką  łuną  palą- 
cych się  osad  serbskich,  przeszło  Łabę,  wpadło  do  państwa  Mi- 
liduchowego  i  do  szczętu  zburzyło  odwieczny  gród  milczański  na 
grodziszczu  niedaleko  Żidowa.  Ziemie  po  obu  stronach  Łaby 
uległy  ogromnemu  zniszczeniu,  najsławniejszy  i  najpotężniejszy 
zwierzchnik  padł  w  obronie  ojczyzny,  a  inni  zwierzchnicy,  sprzy- 
mierzeńcy Miliducha,  musieli  się  upokorzyć  i  wydać  swych  sy- 
nów, jako  zakładników  niezłomnego  posłuszeństwa  bogobojnemu 
imperatorowi."^)    W  dziejach    nie    zapisano  jakby  się  zwał  gród 


-")  Chroń.  Moissiac.  Super  Duringam,  qui  Yocatur  „Walacla."  Pertz  upa- 
trywał: Yalada  prope  Scheningen,  co  odrzucił  Luden.  Gescliichte,  V.  519,  nota  22. 
Łedebur  (Archiw  VII.  39)  przyjmował  za  Waldase,  Icoło  Bernburga  nad  Solawą. 

'<*)  Gdzie  było  Hwernafełdo  i  jalc  sie  po  Słowiańsku  zwało  —  niewiadomo. 
Ledebur  szulcał  go  nad  r.  Werra  w  Turyngii  (Archiw  VI,  35,  39).  Ale  temu 
przeczy  Chroń.  Moissiac,  litóra  opiewa:  Carolus  movit  exercitum  suum  ultra  Salam  su- 
per Guerchaueldo.  Et  tunc  fuit  interfectus  Misito  (Milito)  rex  superbus,  qui  regnabat  in 
Suirbis.  Et  postea  remeavit  Albiam  et  vastaavit  regiones  illas.  Et  caeteri  regis  isto- 
rum  venerunt  ad  eum,  et  promiserunt  se  servituros  pi  o  imperator  i.  s.  a.  806  M.  (J. 
I,  308,  II,  258.  Zatem  Hwernafełdo  niezawodnie  leżało  miedzy  Soławą  i  'Lahą, 
w  Serłisku,  a  najprawdopodobniejszy  domysł  Jencza,  że  pod  tem  nazwiskiem  wy- 
pada rozumieć  okolice  teraźniejszego  miasta  Gera  nad  Halsztrowem,  w  X.  Reuss- 
Szleitz.     Pow.  o  Serb.  królach,   w  Cz.  Ma.  Ser.   1849 — 50,  I,  s.  32. 

•■")  Carolus  iunior  cum  e.\ercitu  a  patre  missus  in  Sorabos  super  Albim 
fłuviam  habitantes,  depopulata  Słavorum  terra,  ducem  eorum  Moliduch  interfecit. 
Annal.  Fuld.  M.  G.  I,  3,  także  Eginhard  Annal.  a.  806.  Nazwy  Miliduch  i  Mil- 
sko mają  jeden  korzeń,  lecz  wzajemnego  ich  stosunku  wjtłómaczyć  nie  umiem.  Pe- 
wno jednak,  że  nazwa  kraju  Milsko  nie  poszła  od  imienia  zwierzchnika,  prędzej 
ostatni  nosił  imię  kraj  przypominające.  Tego  zwierzchnika  Naruszewicz  zwał  Mity- 
duch  (Hist,  Nar.  Pol.  III,  41),  ale  sądzę,  że  wypada  trzymać  się  brzmienia  mowy 
serłiskiej  i  zgodnie  z  nią  pisać  Miliduch. 

''")  Wyrażenie  kronikarskie  „pio  imperatnri",  w  Cbmn.  M(ii>>.  poniw.  wy- 
żej   w   przypisku  30. 

3* 


-     36     - 

przez  Franków  zburzony,  ale  sterczące  przez  kilka  wieków  ruiny, 
niedaleko  Żidowa,  przedmieścia  Budy  szyna,  wskazują,  że  gród 
ten  leżał  w  kraju  ludu,  przez  starożytnych  zwanego  Batiny  t.  j. 
Budyszanie.'^'^)  Możemy  wiec  domyślać  się,  że  zamiast  zniszczo- 
nego przez  Franków  starego  Budyszyna,  Milczanie  później  wznie- 
śli nowy  gród  nad  Sprewją  —  teraźniejszy  Budyszyn/'^) 

Gdy  się  to  działo  w  Serbsku  i  Milsku,  korpus  wojsk 
z  Franków,  Alemannów  i  Burgundów  złożony,  wpadłszy  do  Czecli, 
wielką  część  kraju  zniszczył,  ale  nic  ważnego  nie  dopiął  i  ledwo 
ujść  zdołał,^'"')  Niepowodzenie  w  Czechacti  i  zacięty  opór  Ser- 
bÓAV  przekonały  Karola  W.,  że  tu  trudniejsza  była  sprawa,  niż 
na  Pomorzu,  bo  tu  Słowianie  wspólnie  stawali  przeciw  nieprzy- 
ciołom.  a  nie  pomagali  im  przeciw  pobratymcom,  jak  się  to 
działo  między  Obodrytami  i  Weletami.  Zrozumiał  to  Karol  W. 
i  dla  bezpieczeństwa  cesarstwa  granice  jego  umacniał.  Naj- 
przód, z  jego  rozkazu,  zbudowano  dwie  twierdze:  jedne  nad  Łabą 
w  Czartowie  przeciw  Dziewina  (Magdeburga),  drugą  nad  Sola- 
wą  w  Dobroliorze,  nazwaną  Halle,^")  poczem  dopiero  cesarzewicz 
Karol  rozpoczął  odwrót  do  Francii''')  r.  806.  Dwie  twierdze  wy- 
dały się  jednak  cesarzowi  niedostateczne  dla  wstrzymania  napadu 
masy  ludów  między  Łabą  a  Wisłą,  wzburzonycłi  jego  wdzier- 
stwami  na  Pomorze,  do  Serbska  i  Czecli.  Postanowił  więc  urzą- 
dzić pogranicza  wojenne  (marki)  t,  j.  osady  wojenne,  najwięcej 
przez   Saksów  osiedlone    i    pod    rozkazy    markgrafa  postawione, 


'»)     Ob.  wyżej  tom  I.  s.  58. 

«4j  Według  Jencza  Budyszyn  ma  być  założony  po  zniszczeniu  dawnego 
grodu  niedaleko  Żidowa  (Pow.  o  Serb.  król.  C.  M.  S.  1840 — 50,  I,  33).  Ale  już 
w  II  wieku  Ptolemeusz  znał  Batinów,  w  tem  właśnie  miejscu,  gdzie  teraz  Budy- 
szyn, —  najprawdopodobniej  więc,  że  u  tych  Batinów  już  w  II  wieku  byl  gród 
Budyszyn,  bo  u  Słowian  żaden  lud  nie  mógł  obejść  sie  bez  grodu. 

*'■')  Według  wyrażenia  się  Eginharda:  „wojsko  ustąpiło  bez  znacznej  straty." 
Annal.  a.  806. 

"'"j  I\!andavit  rex  Carolus  aedificare  civitates  duas,  unam  ad  aquilonem  partem 
Albiae  contra  Magadaburg,  alteram  vero  in  orientalem  partem  Sala,  ad  locum,  qui 
Yocatur  Halla.    Deinde  reversus  est  in  Francia.    Chr.  Moissiac.   M.  (5.  I.  308. 

*')     Eginhard.    Annal.  s.  a.  806. 


rSm  ' 


ó7 

1  obowiązkiem  być  na  pogotowiu  do  wystąpienia  w  pole  ilekroć 
niebezpieczeństwo  państwa  tego  wymagać  będzie.  Prawo  z  r.  807 
stanowiło,  że  w  razie  napadu  ze  strony  Czechów  dwie  trzecie  wo- 
jowników powinni  wystąpić  w  pole,  a  w  razie  napadu  ze  jitrony 
Serbów  —  wszyscy  ogólnie.'^**) 

§32. 

Polityka  Karola  W.  względem  Danów  i  Słowian. 

I.    Najazd  Danów  wspólnie  z  Weletami  na  ziemie  Obodrytów.     Wahanie 
się  Karola  W.     Drażko   obodrycki  godzi   się  z  Danami  i  wojuje  z  We- 
letami. 

Od  dawnego  już  czasu  niemile  patrzyli  Duńczycy  na  ugnie- 
cenie  przez  Karola  W.  ich  pobratymców  Saksów.  Królowie 
duńscy  Sigfryd  i  Gotfryd  podtrzymywali  ducha  niepodległości 
w  Saksach,  dawali  przytułek  ich  zbiegom  i  sam  nawet  prze- 
wódzca  powstańców  Witykind  znajdywał  w  Danii  gościnne  przy- 
jęcie, Duńczycy  gotowi  byli  orężem  wesprzeć  Saksów,  ale  urok 
potęgi  cesarskiej  wstrzymywał  ich  od  nieprzyjaznych  kroków 
nie  tylko  przeciw  Frankom,  lecz  nawet  przeciw  ich  sprzymie- 
rzeńcom Obodrytom.  Wszakże  wypędzenie  Saksów  od  ujścia 
Łaby  i  oddania  ich  siedlisk  Obodrytom,  wywołały  takie  oburze- 
nie w  Danii,  że  hamowana  dotąd  nieprzyjaźń  do  cesarstwa  stała 
się  jawną.  Król  Gotfryd,  nie  zdoławszy  drogą  układów  z  Ka- 
rolem W.  załatwić  sprawę  Saksów,  zryzykował  się  mieczem  zgru- 
chotać  przynajmniej  panowanie  Obodrytów  przy  ujściu  Łaby.  Nie 
trudno  mu  było  znaleźć  sprzymierzeńców  w  Weletach,  nie  dla 
tego,  aby  byli  przyjaciółmi  Danów,  lecz  w  skutek  odwiecznej 
nienawiści  do  Obodrytów.  Udało  się  także  Gotfrydowi  do  związ- 
ku wciągnąć  obodryckie  ludy  Smolanów  i  Linianów,  którym  nie 
podobało    się    zostawać  pod  zwierzchnictwem  Drążki,    przez  Ka- 


•^®)  Capitulare.  a.  807.  Si  partibus  Beheim  fuerit  necesse  solatium  ferre,  duo 
tertium  praeparent.  Si  vero  circa  Sorab;s  patria  (lefen<lcncla  necessitas  fuerit,  tunc 
omnes  (de  Saxonibus)  generaliter  veniant.     Erben.   Reg.  lioh.  7. 


-     38     - 

rola  W,  wywyższonego  nad  innych  zwierzchników  związku  obo- 
dryckiego. 

Po  dokonaniu  zmowy,  Gotfryd  z  flota  swa  popłynął  do 
brzegów  obodryckich  r.  808.  Welety,  ruszywszy  na  jego  spot- 
kanie, połączyli  sie  z  Danami  i  wspólnie  z  nimi  kilka  grodów 
nieprzyjacielskich  opanowali.  Gotfryd  zdobył  ważny  port,  przez 
Danów  zwany  Rerik,  który  po  słowiańsku  prawdopodobnie  zwać 
sie  musiał  Rarog,^)  Port  ten  leżał,  jak  sie  zdaje,  niedaleko  te- 
raźniejszego Wismaru.  Zagrożony  nie  tylko  zewnątrz,  ale  i  do- 
mowymi wrogami,  Drażko  w  początku  wOjny  znikł,  zapewno  do 
Franków  zemknął,  a  brat  jego  Godolub  ujęty  w  niewolę,  powie- 
szony został.  Wśród  takich  nieszczęśliwych  okoliczności  Obo- 
dryci  nie  upadli  na  duchu:  walczyli  zapamiętale,  przyczyniwszy 
wrogom  ogromne  w  wojownikach  straty.  Brat  Gotfryda  Rein- 
gold,  przy  wzięciu  jakiegoś  grodu,  poległ  z  wielu  towarzyszami, 
(jodfryd  zdobył  i  do  płacenia  daniny  zmusił  dwie  trzecie  kraju, 
ale  ciężkie  straty  pozbawiły  go  możności  dalszago  prowadzenia 
wojny.  Tymczasem  Karol  W.  nie  spieszył  z  odsieczą  Obodry- 
tom.  Posłał  on  wprawdzie  wojsko  złożone  z  Franków  i  Saksów 
pod  wodzą  syna  swego  Karola,  któremu  poruczył  siłą  odeprzeć 
Gotfryda,  jeśliby  zamierzał  na  Saksoniję  napaść,-)  ale  o  swych 
wiernych  sługach  Obodrytach  ani  wspomniał.  Przybywszy  nad 
Łabę,  cesarzewicz  kazał  rzucić  przez  tę  rzekę  most,  po  którym 
przeprowadziwszy  wojska  do  kraju  Linianów  i  Smolanów,-')  znisz- 
czył go  zupełnie,  ale  poniósłszy  ogromne  straty,  spiesznie  napo- 
wrót  uchodzić  musiał."*)    Gotfryd  po  ogromnych  wysileniach,  nie 

^)  Wyżej  w  tomie  U,  ij  15,  wskazałem,  że  Obodryci  zwali  sie  także  Raro- 
gami.  Gród  zdobyty  przez  Ciodfryda,  według  Eginliarda  „lingua  Danorum  Reric 
dicebatur,"  i  jeśli  ta  nazwa  nie  jest  omyłkową,  w  takim  razie  nie  inaczej  jak  Ra- 
róg  wytłómaczyć  ją  wypada. 

-)     Eginh.  annal.  a.  808. 

^)  U  Eginharda  Linones  et  Smeldingos,  są  to  Linianie  przez  niektórych 
Glinianami  zwani,  drudzy  Smolanie.    O  ich  posadach  wyżćj  w  tomie  II,  §  15,  s.  37. 

*)  Carolus,  filius  imperatoris  Caroli,  perrexit  cum  exercitu  Francorum  in  Vi- 
nidos,  ultra  llumen  Albia,  sed  tamen  eo  tempore  non  prosperatus  est  transitus  eius, 
sed  et  plurimi  Francorum  occisi  sunt.     Annal.  Laurisheim.  a.  808.    M.  G.  I,   121. 


—     39     — 

mogąc  pokonać  Obodrytów,  także  był  zmuszony  opuścić  ich  zie- 
mie. Przed  odejściem  zburzył  on  port  liandlowy  Rerik,  nie  zwa- 
żając na  korzyść,  jaką  miał  skarb  duński  z  docłiodów  od  handlu 
z  tym  portem,  a  zachwyciwszy  wszystkich  zostających  tam  kup- 
ców, wsadził  ich  na  okręty  i  odpłynął  do  Szleztorp.  Prawdopo- 
dobnie, że  uwięzieni  z  Reriku  kupcy  osiedleni  zostali  w  Szleztorp, 
dla  rozwinięcia  handlu  w  tej  miejscowości  na  niekorzyść  Sło- 
wian. Dla  zabezpieczenia  się  ze  strony  Nordalbingii  kazał  Got- 
fryd okopami  okrążyć  granice  swego  państwa  ze  strony  Sakso- 
nii w  taki  sposób,  ażeby  od  morza  Wschodniego,  Ostarsalt,  aż 
do  Zachodniego,  północny  brzeg  r.  Ejder  był  oprowadzony  wa- 
łem z  jedną  tylko  bramą. -^j  Około  tego  czasu  dawna  wieś  Szlej- 
ska  (Szleztorp)  zamieniła  sie  w  miasto  Szlez-wik. 

W  ciągu  tych  wypadków  czynność  Karola  W.  ograniczyła 
sie  tem,  że  kazał  nad  Łabą  zbudować  jeszcze  dwie  warownie 
dla  powstrzymania  napadów  Słowian.  Gotfryd  jednak  zmiarko- 
wawszy, że  jego  wdzierstwa  nie  podobały  się  cesarzowi,  starał 
się  usprawiedliwić  swe  postępowanie,  całą  winę  na  Obodrytów 
zwalając,  a  dla  załatwienia  sprawy,  prosił,  aby  cesarz  zgodził  się 
na  zjazd  delegacyi  obojga  stron  nad  granicą  duńską.  Jakoż  za 
zgodą  Karola  W.  rozpoczęły  się  układy  w  Badenflut,  które 
wreszcie  do  niczego  nie  doprowadziły.  Tymczasem  Drażko  wró- 
ciwszy do  kraju  i  myśląc  więcej  o  odwecie  Weletom,  niż  o  nie- 
podległości ojczyzny,  oddał  Gotfrydowi  syna  swego  jako  zakład- 
nika, byleby  zabezpieczyć  sobie  pokój  ze  strony  Danii,  dla  zwró- 
cenia sił  swych  przeciw  Weletom.  Wezwał  on  na  pomoc  Saksów 
i  wspólnie  z  nimi  plądrował  po  ziemi  Weletów,  a  powróciwszy 
do  domu  ze  znacznymi  łupami,  wezwał  jeszcze  większe  posiłki 
Saksów,  z  którymi  obiegł  warowną  stolicę  Smolanów,  zdobył  ją 
i  z  ziemią  zrównał. **)    Gród  ten  współcześni  Niemcy  zwali  Conno- 


«)     Eginh.  an.  808, 

")  Eginhard  nie  podaje  nazwiska  lego  grodu.  Annal.  a.  81)9.  W  Chronić. 
Moissiacen.  pod  r.  809  zapisano:  „Saxones  yencrunt  ultra  Albiam  et  fregerunt  iinam 
civitatem que    appellatur    Semeldinc-connoburg."      Eckhard    sądził    (De    rebus 


—     40     — 

burg,  a  teraźniejsi  uczeni  znajdują  w  nazwie  wsi  Konow  blisko 
miasta  Domitz,  w  południowej  części  Meklenburgii,  Prawdopo- 
dobnie słowiańską  nazwę  Koniew  Niemcy  przekręcili  w  Con- 
noburg, 

Zwycięztwo  nad  Smolanami  przywróciło  zwierzchnictwo 
Drążki  nad  ludami  do  związku  obodryckiego  należącymi,  ale 
Opatrzność  niedługo  pozwoliła  mu  cieszyć  się  z  upokorzenia  wro- 
gów: podesłani  przez  Gotfryda  zabójcy  zdradą  pozbawili  go  ży- 
cia r.  809/)  wybawiwszy  tym  sposobem  od  znoszenia  większych 
nad  wszystko  goryczy,  jakie  mu  gotowała  niewdzięczność  Ka- 
rola W. 

2.    Założenie   przez   Karola  W.  Hamburga    i   Ezesfeldu   r.  810.     Umoco- 
wanie granicy  Nordalbingii  i  przyłączenie  jej  do  cesarstwa. 

Poniżenie  Obodrytów  przez  Gotfryda  i  obawa  dalszych 
wdzierstw  jego,  podniecały  Karola  W.  do  umocowania  stanowi- 
ska na  północnym  brzegu  Łaby.  Z  jego  rozkazu  założoną  zo- 
stała nad  Labą  twierdza,  nazwiska  której  nie  podali  kronikarze, 
ale  z  okoliczności  i  późniejszych  źródeł  przekonywamy  się,  że  tą 
warownią  był  Hamburg.  Około  r.  810  Karol  W.  wezwał  bi- 
skupa z  Triru  do  założenia  biskupstwa  za  Łabą  w  celu  nawró- 
cenia Duńczyków  i  Słowian,**)  lecz  wśród  wrzawy  wojennej  do- 
konać się  to  nie  dało  i  dopiero  później  stolicą  biskupstwa  stał 
się  Hamburg.  Na  ten  raz  nagliła  potrzeba  organizacyi  wojen- 
nych stanowisk.  W  tym  celu  zebrane  w  Gallii  i  Germanii  woj- 
sko, opatrzone  we  wszelkie  rynsztunki  i  zasoby  niezbędne  dla 
nowej  osady,  z  Flandrii  na  okrętach  przeprawiło  się  do  ujścia 
Łaby.  Naczelnik  wyprawy  graf  Ekbert,  stosownie  do  wskaza- 
nego mu  planu,  z  grafami  saskimi  w  Marcu  r.  810  przystąpił  do 


Fr.  II,  53),  że  wypada  czytać  Camoburg,  dawne  nazwisko  Hamburga,  Lecz  grodu 
rzeczonego  wypada  szukać  dalej  na  wschód  w  Meklenburgii,  gdzie  Gross- Schmolen 
i  Klein -Schmolen  dotąd  Smolno  przypominają. 

')     Eginhard.    Annal.  a.  809. 

*)  Widać  to  z  dyplomatu  Ludwika  Pobożnego  15  Maja  834  r.,  danego  ko- 
ściołowi Hamburgskiemu.    Hasselbach,    Codex  Pomeraniae,  dyplomat  N.  2. 


—     41     — 

założenia  nad  r.  Styr  (Stiiria,  Stor)  wpadającej  do  Łaby  przy 
samem  jej  ujściu,  twierdzy  Esesfeld,**!  teraz  Itzehoe.  Ta  franko- 
saska  osada  wzmacniała  sie  ludnością  Saksów,  którzy  po  zg^nie- 
ceniu  ich  niepodległości,  prędko  pogodzili  sie  z  Frankami.  Wę- 
zły pokrewieństwa  przemówiły  do  uczucia  głębiej,  niż  dawne 
stosunki  polityczne.  Bratali  się  u"ięc  miejscowi  Saksy  z  przyby- 
szami Frankami,  wzrastali  w  siły  pod  opieka  wojennej  organi- 
zacyi  cesarstwa  i  śmielej,  niż  dawniej,  mogli  występywać  prze- 
ciw Słowianom.  Takim  sposobem  Saksy,  pozbawieni  ujścia  Łaby 
w  r.  804,  stali  się  zupełnymi  panami  tej  miejscowości  w  r.  810, 
z  ta  tylko  różnicą,  że  zamiast  dawnego  rozdrobienia  w  plemien- 
nym bycie,  teraz  pod  rządem  grafów  naznaczanycli  z  woli  cesar- 
skiej, z  organizacyą  wojskową,  pod  opieką  twierdz  i  siły  całego 
cesarstwa,  stali  się  groźną  potęgą  dla  Słowian,  marniejących 
w  domowych  sporach  i  rozdrobieniu. 

Osadzenie  garnizonów  cesarskich  w  Nordalbingii  nie  podo- 
bało się  Gotfrydowi,  czyhającemu  na  zdobycie  tej  krainy.  Prze- 
chwalał się  on,  że  w  otwartem  polu  potrafi  dać  bój  Karolowi  W,, 
a  tymczasem  przygotowywał  wyprawę  morską  skrycie,  tak  że 
o  przybyciu  do  brzegów  Fryzyi  dwóchset  statków  Normanów, 
Karol  W.  dowiedział  się  wtedy  dopiero,  gdy  nieprzyjaciel,  po- 
konawszy Fryzów,  kraj  ich  pustoszył  i  daninę  wybierał.  Zamie- 
rzając odwet  Gotfrydowi,  Karol  W.  ściągnął  silne  wojsko  przy 
Werden,  niedaleko  ujścia  r.  Aller  do  Wezery.  Tam  do  niego 
przybyli  posłowie  obodryccy  z  prośbą  o  potwierdzenie  nowego 
księcia,  zamiast  Drążki,  Słowomira,^";  wyniesionego  na  tę  god- 
ność pomimo  Czedraga  syna  Drążki.  Cesarz  potwierdził  wy- 
bór   księcia")    r.    810,    ale    z    wyprawą    nie    spieszył,    albowiem 


I 


•)     Eginhard.     Annal.  8io. 

'**)  Widać  to  z  roczników  Eginharda,  któty  pod  r.  817  zapisał:  regiam  po- 
testatem,  quam  Sclaomir  eatenus  post  mortem  Thrasconi^  śolns  >uper  Abodritos  te- 
nebat.     Eginhard.    Annal.  a.  817. 

*•)  Carolus  imperator  cum  esercitu  Francorum  perrexu  in  Saxonia,  et  ibi 
placitum  habuit  in  Fereda,  et  ibi  Venedi  venerunt,  et  dedit  illis  regem.  Annal. 
St.  Amandi,  a.  810. 


—     42     — 

układy  z  cesarstwem  Wschodniem  i  kalifatem  arabskim  w  Hi- 
szpanii uwagę  jego  w  inne  strony  zwracały.  Sprzymierzeńcy  je- 
dnak Gotfryda  Welety,  nie  tracąc  czasu,  zdobyli  nad  Łabą  wa- 
rownie Hochbuki,^-)  która  miała  załogę  saską  pod  wodzą  cesar- 
skiego porucznika  Odona.  Zdawało  sie,  że  Karol  W,  nie  prze- 
puści tej  swawoli  Weletów  i  wojna  rozpali  sie  na  prawdę,  lecz 
nieprzewidziana  śmierć  Gotfryda,  zabitego  przez  własnego  żołnie- 
rza, zmieniła  stan  rzeczy.  Następca  jego  Hemming,  porozumiawszy 
się  z  Karolem  W.,  wyjednał  zjazd  delegowanych,  po  12  mężów 
z  obojga  stron,  nad  r.  Egdorą,  gdzie  ułożono  warunki  pokoju, 
przyjętego  przez  cesarza.^'*)  Warunki  tego  pokoju  do  nas  nie 
doszły,  ale  niezawodnie  musiano  traktować  szeroko  o  Słowia- 
nach, ziemie  których  były  głównym  powodem  do  nieporozumień 
miedzy  Frankami  i  Duńczykami.  Z  późniejszych  tylko  wypad- 
ków dostrzegamy,  że  Nordalbingija  została  przy  cesarstwie  i  że 
Słowianie  pomagający  Duńczykom  nic  nie  wskórali,  równie  jak 
i  Obodryci,  o  których  Karol  W.  nie  troszczył  się  zupełnie.  Przy- 
mierze z  Duńczykami  rozwiązało  mu  ręce  i  dozwoliło  całą  swą 
siłę  zwrócić  przeciw  tym  Słowianom,  którzy  się  przed  nim  upo- 
korzyć nie  chcieli. 

3.   Wyprawa  Franków  przeciw  Linianom  i  Byteńcom.    Odbudowanie  twier- 
dzy Hochbuki  nad  Łabą  i  ostateczne   ujarzmienie  Słowian  lewego  brzegu 
Łaby  w  r.  811.     Założenie  Starej  Marki. 

Na  wiosnę  r.  811,  gdy  już  drogi  oschły,  wojsko  Karola  W. 
poszło  nad  Dunaj  dlazałatwienia  zajść  między  Słowianami  i  Awa- 
rami,  którzy  będąc  już  ochrzceni  znajdywali  u  Franków  opiekę 
przeciw  wzmagającym  się  Słowianom,  Inne  wojsko,  zdążywszy 
nad  Łabę,  odbudowało  Hochbuki  w  roku  przeszłym  przez  We- 
letów zniszczone,    a  także  zajęło  się  spustoszeniem  krajów  Łinia- 


^-)     Hobek  blisko  (iartowa,    według   innych   Boberg  nad  r.  Biele,  wpadającą 
do  Łaby  z  północy   niżej   Hamburga, 
^"j     Eginhard.    Annal,  a.  8io, 


—     43     — 

nów^*)  i  Byteńców  ^*)  za  ich  wspólne  działanie  z  Weletami,  któ- 
rych na  nowo  zobowiązano  do  uległości  cesarstvvu.  W  roku  na- 
stępnym 812  powtórzono  przeciw  nim  wyprawę  i  wzięto  za- 
kładników.'*) 

Tu  sie  kończą  dzieje  niepodległości  Słowian  lewego  brzegu 
Solawy  i  Łaby.  Przypomnijmy  sobie,  jak  Saksy  w  zmowie  z  Fran- 
kami podbili  Durzyńców  w  r,  531  i  wtedy  posady  swe  rozsze- 
rzyli z  północy  aż  do  r.  Unstruty  i  na  wschód  nad  rzekami  Oker 
i  A  ller,  ale  do  rzeki  Łaby  dosięgnąć  nie  zdołali  Z  lewej  strony 
tej  rzeki  bytowali  swobodnie  Drewanie,  Chełmianie,  Łączanie 
i  Brdanie,  aż  do  Karola  W,  Pierwsze  uderzenie  na  nich,  gdy 
Karol  W.  obozował  przy  ujściu  rzeki  Ory  do  Łaby  r.  780,  nie 
wywracało  jeszcze  ich  niepodległości.  W  następne  lata,  w  miarę 
podboju  Saksów,  znikała  niepodległość  załabskich  Słowian,  ale 
ostateczny  cios  zadany  im  został  w  r.  811.  Odtąd  ludy  te  już 
nie  powstały  i  dla  Słowiańszczyzny  przepadły  na  zawsze. 

Wypadki  r.  808  i  809  przekonały  Karola  W.,  że  Słowianie 
należący  do  związku  Weletów,  mianowicie  Smolanie,  Linianie,  By- 
teńcy  gotowi  byli  w  każdej  porze  walczyć  o  niepodległość.  Przyłą- 
czając wiec  do  cesarstwa  ziemie  aż  do  Łaby,  cesarz  dla  ich  utrzy- 
mania w  spokoju  i  dla  powstrzymania  napadów  z  przeciwnego 
brzegu  tej  rzeki,  kazał  zbudować  warownie  Hochbuki  nad  Łabą 
przeciw  grodu  Łączyna  (Łenzen)  w  ziemi  Smolanów.  Gród  ten, 
jak  wspohmieliśmy  wyżej,  zniszczony  przez  Weletów  w  r.  810 
i  odbudowany  w  r.  811,  stał  sie  najpółnocniejszym  punktem  po- 
granicza wojennego,   osadzonego    przez  Saksów,   wiadomego  pod 


^^1  Eginhard.  Annal.  a.  8ll,  nie  mówi  za  co  burzono  osady  Linianów,  ale 
wiemy,  że  sprzymierzywszy  się  z  Weletami,  działali  przeciw  Obodrytom,  do  związku 
których  należeli.     Annal.  Fuld.  a.  811.    M.  6.  I,  355. 

15)  Missit  Carolus  imperator  exercitum  Francorum  et  Sasonorum  ultra  Albiam 
ad  illos  Sclavos,  qui  nominantur  Linai  et  Bethenzer,  et  vastaverunt  regiones  illas  et 
aedificaverunt  castellum  in  loco  qui  dicitur  Abochi  (Hochbuki).  Chroń.  Moissiacen. 
a,  811.  —  O  Byteńcach   patrz  wyżej  tom  II  w  dziale  Etnograficznym  §  15,  I. 

'•*)  Vilti  dextras  dederunt  et  obsides  obtulerunt  et  promiserunt  se  dare  par- 
tibus  impcratoris.     Chroń.  Moissiacen.  an.  812.     Eginhard.    Annal.  a.  812. 


—     44     — 

nazwą  Starej  Marki  (Alt-Mark),    z  której  wyłoniło  sie  później  za- 
borcze państwo  Brandenburgskie. 

Stara  ]\Iarka,  jak  ją  na  dawnych  krajobrazach  widzimy,''') 
rozległa  sie  na  ziemiach  Słowiańskich,  które  uniknąwszy  podboju 
Franków  i  Saksów  r.  531,  straciły  niepodległość  dopiero  za  Ka- 
rola W.  Patrząc  wiec  na  położenie  Starej  Marki,  zyskujemy  wy- 
obrażenie w  jakiem  położeniu  zostawały  granice  załabskich  Sło- 
wian do  r,  810,  Od  południa  marka  ta  przytykała  do  księstwa 
Magdeburskiego,  powstałego  z  zaboru  ziem  słowiańskich  r.  806. 
Stara  Marka,  w  połączeniu  z  księstwem  Magdeburskiem,  otrzy- 
mawszy kolonizacye  niemiecką  i  opierając  sie  z  północy  na  wa- 
rownię Hochbuki,  a  z  południa  na  Magdeburg  i  grafstwo  Mans- 
feldskie,  zdaje  się  jeszcze  w  r.  531  zdobyte  przez  Saksów,  służyły 
nie  tylko  do  powstrzymywania  napadów  Słowian  z  prawego 
brzegu  Łaby  na  ziemie  cesarskie,  lecz  i  zupełnie  odcinały  Durzyń- 
ców  i  Serbów  od  ich  pobratymców  Drewianów,  Chełmianów,  Łą- 
czanów  i  Brdanów.  Cztery  ostatnie  ludy,  straciwszy  niepodległość 
r.  811,  weszły  do  składu  księstwa  Luneburgskiego  i  etnograficznie 
przetrwały  aż  do  XVIII  wieku,  gdy  tymczasem  sąsiedzi  i  pobra- 
tymcy ich  przy  ujściu  Ory  i  nad  Łabą  aż  do  ujścia  Solawy,  pod- 
padłszy pod  zarząd  wojskowy  Marki,  ustanowionej  w  r.  807,  przy- 
gnieceni  osadami  napływających  Saksów,  wcześnie  zniknęli  etno- 
graficznie, tylko  liczne  w  tej  stronie  nazwy  słowiańskie  poświad- 
czają dotąd  ich  pobytJ**) 


^')  Według  dawnych  krajobra/ów,  Stara  Marka  z  zachodu  oddzielała  sie  r. 
Ora  od  dawnych  posiadłości  Saskich,  a  ze  wschodu  r.  Łabą  od  Słowian  niepodle- 
głych. Z  północy  sucha  granica  szła  od  wierzchowin  r.  Ory,  aź  do  Laby,  tak  że 
Wustrów  (Ostrów)  leżał  po  za  północną  granicą  marki,  w  ziemi  Drewianów,  Z  po- 
łudnia sucha  granica,  od  powrotu  ku  wschodowi  r.  Ory,  zwracała  jeszcze  bardziej  ku 
wschodowi  dobiegając  Laby  przy  ujściu  r.  Alajid.  Kraj  po  nad  dolną  Ora  wszedł 
do  księstwa  Magdeburgskiego  prawdopodobnie  r.  806,  w  czasie  założenia  warowni 
w  Magdeburgu  i  Czartowie,  bo  gdy  w  r,  780  Karol  W.  obozował  przy  ujściu  Ory, 
kraj  ten  należał  jeszcze  do  Słowian. 

'**)  W  Starej  Marce  na  zachód  od  Laby  dotąd  zachowała  sie  masa  nazw 
miejscowych  słowiańskich,  wymownie  świadczących,  że  kraj  ten  całkiem  byt  przez 
Słowian  zasiedlony. 


—     45     — 

§  33. 

Waśnie  pomiędzy  książętami  słowiańskimi  ułatwiają 
cesarstwu   zhołdowanie    Słowiańszczyzny    zaodrzań- 

skiej. 

I.   Zwierzchnictwo  Ludwika  Pobożnego  nad  Słowianami  dolnej  Łaby 

i  Serbami. 

Ludwik,  Pobożnym  zwany  (814 — 843),  nie  posiadając  ani  ener- 
gii, ani  organizacyjnych  zdolności  ojca  swego  Karola  W.,  nie 
zdołał  w  uległości  utrzymać  różne  w  państwie  jego  burzliwe  ży- 
wioły. W  samym  początku  panowania  nabawiły  go  kłopotu 
napady  Normanów  na  pobrzeża  Niemiec  i  Francyi,  oraz  sprawy 
duńskie,  wynikłe  ze  sporu  dwócli  gałęzi  królewskiego  domu 
o  tron  po  zmarłym  (r.  813)  Hemmingu,  przyjacielu  Franków. 
Synowie  dawniejszego  króla  Gotfrj^da  Oław  i  Eryk,  wypędzili 
z  kraju  braci  Hemminga,  z  których  starszy  Harald  umknął  do 
Obodrytów,  a  potem  do  cesarza.^)  Z  rozkazu  Ludwika  Saksy 
i  Obodryci  przeszedłszy  pograniczną  rzekę  Egdore,  wstąpili  do 
Sinlandyi,  południowej  części  Jutlandyi  i  dotarli  do  pobrzeży  bał- 
tyckich. Flota  duńska  z  200  okrętów  stała  niedaleko  przy  ja- 
kiejś wyspie  (Aland?)  i  panowała  na  morzu.  Lądowe  wojsko 
Słowian  i  Niemców,  nie  mogąc  nic  przedsięwziąć,  pustoszyło 
tylko  okolicę  i  bez  skutku  z  Haraldem  powróciło  do  domu.  Lud- 
wik przyjmował  w  Paderborn  Haralda  i  posłów  słowiańskich, 
ale  będąc  zajęty  ważniejszemi  sprawami  w  Italii,  dalszego  popie- 
rania sprawy  Haralda,  na  ten  raz,  zaniechał.-) 

W  następnym  r.  816  Saksy  i  Franki  posłani  zostali  przeciw 
Serbom,  którzy  posłuszeństwa  cesarzowi  odmówili.  Wyprawa 
trwała  krótko  i,  według  dziejopisa  cesarskiego,  bez  szczególnych 
wypadków  skończyła  się  powściągnieniem  niepokornych.-')    Zdaje 


')  Eginhard.  Annal.  a.  815. 
-)  Eginhard.  Annal.  a.  815. 
^)     Eginhard.     Annal.  a.  816. 


—     46     — 

się  jednak,    że  do  skończenia,    raczej  przerwania  zajścia  z  Serba- 
mi, posłużyły  wypadki  gotujące  sie  u  Obodrytów, 

2.   Książęta  Obodrytów   Sławomir  i  Czedrag    sami    wywołują    wmieszanie 
się  Ludwika  Pobożnego  w  ich  spory. 

Iskra  wojny  domowej  u  Obodrytów  trwała  oddawna  między 
stronnikami  Sławomira  i  synem  Drążka,  Czedragiem,  pozbawio- 
nym władzy  po  ojcu  na  korzyść  Sławomira.  Dopóki  silna  pra- 
wica Karola  W.  trzymała  ster  państwa,  domowym  waśniom  nie 
było  miejsca,  ale  po  jego  śmierci,  pretendenci  do  tronu  duńskie- 
go, synowie  Gotfryda,  podburzali  Obodrytów  przeciw  Ludwikowi. 
Ten  przyjmował  posłów  obodryckich  w  Compiegne  i  tam,  jak  się 
zdaje,  postanowił,  aby  Sławomir  władzę  podzielił  z  Czedragiem. 
Wyrok  cesarski  wywołał  otwarte  wystąpienie  stronnictw,  Sła- 
womir zaklinał  się,  że  nie  przekroczy  więcej  Łaby  i  nigdy  nie 
zjawi  się  na  dworze  cesarskim,  a  uważając  siebie  za  uwolnionego 
od  dawnych  hołdowniczycli  stosunków,  począł  otwarcie  działać 
przeciw  cesarstwu.  Obodryci  niegdyś  najwierniejsi  słudzy  cesar- 
stwa i  zacięci  nieprzyjaciele  Duńczyków,  teraz  łączą  się  z  nimi 
przeciw  cesarstwu  i  wspólnie  wyprawę  przygotowują.  I  gdy  siły 
Obodrytów  rzuciły  się  na  główną  warownię  Franko  -  Saksów  — 
Ezesfeld,  synowie  Gotryda  jednocześnie  z  flotą  zawinąwszy  do 
ujścia  Łaby,  spustoszyli  osady  saskie  nad  r.  Styr,  ale  Glumi, 
graf  marki  Północnej,  spiesząc  z  wojskiem  na  pomoc  oblężonym, 
przybył  w  tym  samym  czasie,  kiedy  Obodryci  okrążyli  mury 
zamku.  Cesarscy  stawili  mocny  opór,  wskutek  którego  Obodryci 
zmuszeni  byli  od  oblężenia  Ezesfeldu.  odstąpić  r.  817*).  Powsta- 
nie w  Italii  króla  Berenharda,  różne  zamieszki,  a  potem  sąd  nad 
Berenhardem,  przeszkadzały  Ludwikowi  przedsięwziąć  kroki  prze- 
ciw Sławomirowi,  który  wtedy  sam  jeden  w  kraju  władał.  Do- 
piero w  rok  z  górą  później  (r.  819)  wojsko  z  Franków  i  Saksów 
ruszyło  nad  Łabę,  pod  wodzą  przełożonycłi  nad  marką  saską,  dla 
ukarania  przeniewierstwa  Sławomira.     B\ła  to  więcej    pogoń    za 

*]     Eginhard.     Annal.  a.   817. 


—     47     — 

opuszczonym  od  swoich  Sławomirem,  niż  wojna.  Schwytany  i  do 
Akwisgranu  odprowadzony,  Sławomir  stanął  przed  sądem,  na 
którym  rodacy  jego,  przybywszy  na  rozkaz  Niemców,  zarzucali 
mu  różne  winy.  Z  uczynionych  zarzutów  Sławomir,  według  wy- 
rażenia sie  dziejopisarza  ,.nie  był  w  stanie  usprawiedliwić  się  ro- 
zumnemi  dowodami."  Sąd  skazał  Sławomira  na  wygnanie, 
a  władztwo  nad  Obodrytami  oddano  Czedragowi,  którego  współ- 
cześni królem  zwali.'"')  Mógł  cesarz  spodziewać  sie,  że  Czedrag 
będzie  mu  wiernym  tak,  jak  niegdyś  ojciec  jego  Drażko  wiernym 
był  Karolowi  W.  Czedrag  także  mógł  życzyć  sobie  najlepszych 
stosunków  z  cesarzem,  ale  zmieniły  się  czasy:  otoczenie  jego  nie- 
pozwalało  na  to. 

Dopóki  Saksy  używając  niepodległości,  toczyli  pograniczne 
boje  z  Obodrytami,  dopóty  ci  ostatni  szukali  przymierza  z  Fran- 
kami przeciw  Saksom  i  ich  przyjaciołom  Duńczykom,  ale  po  wcie- 
leniu Saksów  do  cesarstwa,  Obodryci  nie  mogli  zostawać  dalej 
przyjaciółmi  Franków,  bo  w  takim  razie  musieliby  żyć  w  zgodzie 
ż  Saksami,  którzy  korzystając  z  sympatyi  ku  nim  Franków,  sta- 
wali się  groźniejszymi  niż  dawniej  wrogami  Słowian.  Zrozumia- 
wszy to  Obodryci,  zwrócili  uwagę  na  Daniję,  jako  na  natural- 
nego ich  sprzymierzeńca  przeciw  zamachom  cesarstwa.  Czedrag 
musiał  uledz  wpływowi  okoliczności  i  na  wzór  Sławomira  wejść 
w  porozumienie  z  synami  Gotfryda.  Z  tego  powodu  cesarz  pozwolił 
Sławomirowi  powrócić  do  kraju,  lecz  w  podróży  Sławomir,  przyją- 
wszy  chrzest,  umarł  r.  821.''*)  Czedrag  pozbył  się  niebezpiecznego 
rywala,  a  lud  obodrycki  nowego  zniszczenia  i  wojny  domowej. 

Cesarz  Ludwik,  będąc  zajęty  ciężką  wojną  z  Ludewitem 
Chorwackim,  która  się  już  trzy  lata  toczyła  (819 — 822),  nie  mógł 
zwrócić  całej  swej  siły  przeciw  Czedragowi;  rozkazał  jednak  Sak- 
som zbudować  zamek  nad  r.  Delbądą  (w  Lauenburgu)  i  wypędzi- 
wszy z  tej  miejscowości  Słowian,  załogą  swoją  osadzić,  dla  wstrzy- 
mania napadu  nieprzyjaciół.     Wszakże   to   nie  przeszkodziło  po- 

'')     Eginhard.     Annal.  a.  8iq. 
*)     Eginhard.     Annal.  a.  821. 


_    48    - 

słom  obodryckim  zjawić  się  przed  cesarzem  we  Frankfurcie,  dokąd 
także  przybyli  posłowie:  Serbów,  Weletów,  Czecłiów,  Morawów 
i  od  południowycli  Obodrytów.")  Był  to  zjazd  posłów  wszystkicłi 
pogranicznycli  z  cesarstwem  ludów  słowiańskich,  z  którycli  ka- 
żdy miał  swe  szczególne  sprawy  do  załatwienia. 

Nie  doszły  do  nas  wiadomości  czego  mianowicie  dobijali  się 
u  cesarza  posłowie  słowiańscy,  ale  zważając  na  wypadki  przed- 
stawiamy sobie  następne.  Obodryci  i  Walety  (Lutyki)  szukali 
rozstrzygnienia,  każdy  na  swą  korzyść  dawnycli  sporów,  dając 
tym  sposobem  cesarzowi  powód  mieszać  się  do  ich  spraw  domo- 
wych, waśnić  ich  między  sobą  jeszcze  więcćj,  aby  potem  łatwiej 
jednych  i  drugich  do  uległości  zmusić.  Serbowie  nadłabscy  mieli 
pograniczne  zajścia  z  markgrafami  i  zapewno  zażalenie  z  powodu 
niedawnego  (r.  820)  napadu  Franków,  przeciw  którym  walczył 
Ludewit,  jak  niektórzy  mniemają,  król  dolnołużycki.^)  Obodryci 
Wschodni,  sąsiedzi  Serbów,  z  nad  r.  Timoku  mogli  mieć  sprawę 
z  cesarstwem  z  powodu  Ludewita  chorwackiego,  który  po  niefor- 
tunnym trzyletnim  boju  z  Frankami,  znalazł  u  Serbów  przytułek. 
Czesi  z  Morawianami  składali  cesarzowi  podarki,  a  chociaż  cel  ich 
poselstw  niewiadomy,  nieomylimy  się  jednak  dopuszczając  niezado- 
wolenie ich  z  pogranicznych  grafów,  a  może  już  i  z  biskupów 
bawarskich,  wcześnie  bardzo  zamyślających  wybieranie  dziesię- 
ciny z  Czech  i  Morawy. 

Ludwik  Pobożny,  jak  utrzymują  dziejopisarze,  nie  lubiący 
wojny,  a  w  rzeczywistości  będąc  w  trudnych  okolicznościach  dla 
utrzymania  tego,  co  mu  się  dostało  po  ojcu,  nie  mógł  przedsię- 
brać' dalszych   zaborów.     Naturalnym    więc    celem   jego    polityki 


'^)  U  Eginharda  pod  r.  822  nazwani:  „Praedenecenti". —  Abodriti,  qui  vulgo 
Praedenecenti  vocatur  et  contermini  Eulgaris  Daciam  Danubio  adjacentem  incolunt 
(Eginh.  an.  824).  U  geografa  Bawarskiego  nazwani  Osterabtrezi  =  Wschodni  Obo- 
dryci, przedzieleni  od  niższej  Morawy  Timoczanami  z  nad  r.  Timok.  Lelewel,  Na- 
rody vni,  20. 

**)  Exercitum  suum  misit  (I^udovicus  imp.)  adversus  orientales  Sclavos,  quo- 
rum  dux  nominabatur  Liduit,  quem  in  fuga  verterunt  et  terram  illam  vastaverunt. 
Tbegan)us  sub  an.  820  apud  Pertz.  \I.  G.  II  596.  O  Ludewicie  w  Cz,  Ma.  Serb. 
1849—50.  s.  34. 


i 


—     49     — 

było  stanąć  jako  sędzia  i  rozjemca  sporów  nietylko  cesarstwa 
z  pogranicznymi  ludami,  ale  nawet  i  wewnętrznych  pomiędzy  osta- 
tnimi rozterek.  Świetność  majestatu  cesarskiego  wsławionego  po- 
wodzeniem oręża  i  wspieranego  powaga  kościoła,  jakże  w^ysoko 
panowała  nad  umysłami  masy  ludów  słowiańskich,  bytujących 
według  dawnego  obyczaju  w  prostocie  pogaństwa,  a  co  więcej 
powaśnionych  między  sobą  i  wyrzekających  się  zlania  w  większe 
ciała  społeczne,  z  obawy  stracema  swobody  plemiennej.  Blask 
tronu  cesarskiego  pociągał  Słowian  na  zjazdy  w  nadziei  uzyskania 
czegoś,  —  w  rzeczywistości  odchodzili  zaplątanymi  w  sidła  poli- 
tyki. Nad  Łabą  trwał  spokój,  wojna  na  lat  kilka  ustała.  Słowia- 
nie odpoczywali,  a  Franki  zajęci  powstaniem  Chorwatów  pod 
wodzą  Ludewita  (819 — 822)  i  w  obec  gotującego  się  jeszcze  sil- 
niejszego powstania  nad  Drawą  i  Sawą,'*)  zniewoleni  byli  zosta- 
wać w  zgodzie  z  nadłabskimi  Słowianami. 

3.   Książęta  Weletów  Miłogost  i  Czeledrag,    tudzież   Czedrag    obodrycki 

i    Tungło    serbski    na    dworze    cesarskim     załatwiają    sprawy     domowe. 

Demoralizaoya    książąt. 

Spokojni  ze  strony  cesarstwa,  Słowianie  zyskali  czas  do  urzą- 
dzenia się  w  domu,  ale  ich  przedewszystkiem  zajmywały  zamieszki 
wewnętrzne.  W  pierwszej  ćwierci  IX  w.  u  Weletów  panował  Luba 
razem  z  braćmi,  ale  że  był  starszym,  przy  nim  według  obyczaju, 
ze  stawała  i  władza  najwyższa.  W  zaszłej  między  Obodryta- 
mi  a  Weletami  wojnie  Luba  poległ,  zostawiwszy  dwóch  synów: 
Miłogosta  i  Czeledraga.  Walety  wybrali  na  ..króla"  starszego 
brata  ^lilogosta,  ale  przekonawszy  się,  że  on  nie  był  godzien 
tego  dostojeństwa,  stosownie  do  obyczaju,  wypędzili  go  z  kraju 
a  młodszego  brata  ogłosili  królem.  W  Maju  r.  823  bracia  Mi- 
łogost i  Czeledrag,  zjawiwszy  się  we  Frankfurcie,  przedstawili 
sprawę  swą   na    rozstrzygnienie    Ludwikowi.     Nie    zaniedbał    on 


•)     o  siedmioletniej    walce  Chorwatów  z  Frankami  (825  —  830)   za  panowania 

księcia   Poriny,    w   skutek   której  Chorwaci   wybili   się    na   wolność   i  zupełną  nie- 
podległość zyskali,  niżej  §  34. 

Tom  Ul.  4 


skorzystać  z  tak  doskonałej  okoliczności,  dla  utwierdzenia  swego 
wpływu  nad  Słowianami  i  dla  tego  rozkazał  dowiedzieć  się: 
któremu  mianowicie  z  braci  lud  daje  pierwszeństwo,  a  otrzyma- 
wszy zapewnienie,  że  lud  stoi  po  stronie  Czeledraga,  mianował 
go  księciem,  ale  i  Miłogosta  skrzywdzić  nie  chciał.  Obdarzył 
więc  cesarz  obu  braci  i  od  obydwóch  otrzymał  przysięgę  wier- 
ności.^^) Na  tymże  sejmie  oskarżonym  został  książę  Obodrytów 
Czedrag,  zapewno  przez  pogranicznych  grafów  saskich,  jakoby 
przeniewierzywszy  się  Frankom,  uciekał  się  do  różnych  wykrętów 
długi  czas,  aby  się  nie  zjawić  na  dworze  cesarskim.  Ludwik  po- 
słał komisarzy  do  Czedraga,  który  odprawiając  ich  napowrót,  po- 
słał z  nimi  kilku  dostojniejszych  mężów  dla  zapewnienia  cesarza, 
że  jeszcze  przed  nastąpieniem  zimy  on  osobiście  przed  cesarzem 
stanie.  Spełniając  przyrzeczenie,  Czedrag  jeszcze  w  tymże  roku, 
w  towarzystwie  obodryckich  dostojników,  przybył  do  Compiegne 
i  w  sposób  zadowalniający  wytłómaczył  powody,  które  mu  prze- 
szkadzały być  u  cesarza  „a  chociaż  w  niektórych  razach  zdawał 
się  być  winnym,  ze  względu  jednak  na  zasługi  przodków  wszy- 
stko mu  przebaczono,  pozwolono  wrócić  do  swego  państwa,  przy- 
czem  i  obdarzono  go  jeszcze"   r.  823.^^) 

W  Październiku  r,  826  na  sejm  w  Ingelheimie  zjawili  się:  Cze- 
drag książę  Obodrytów  i  Tungło  zwierzchnik  czy  książę  Serbów, 
oskarżeni  o  zdradę.  Cesarz  wziąwszy  w  zakładniki  synów  Tungła, 
pozwolił  mu  wrócić  do  domu,  a  Czedraga  zatrzymał,  wyprawiw- 
szy tymczasem  posłów  do  kraju  Obodrytów  dla  zbadania  opinii 
narodowej.  Po  powrocie  posłów,  doniesiono  cesarzowi,  że  chociaż 
między  Obodrytami  niema  jednomyślności,  ale  możni  zgadzają  się 
przyjąć  księcia  swego.  Wtedy  Ludwik  rozkazał  wziąć  od  Obodry- 
tów zalcladników,  a  Czedragowi  powrócić  władzę.^") 

Dopuszczamy,  że  obawa  o  utratę  władzy,  a  może  i  niepod- 
ległości kraju,    zmuszały  książąt    słowiańskich    korzyć    się    przed 


^0)  Eginhard.  Annales,  823. 
^1)  Eginhard.  Annal.  a.  823, 
^2)     Eginhard.     Annal.  a,  826, 


_     51     — 

cesarzem,  przesiadywać  na  jego  dworze,  dobijać  sie  zaufania, 
ale  jakże  wytłómaczyć  możnowładców  obodiyckich,  którzy 
udali  sie  do  cesarza  ze  skargą  na  księcia  Czedraga?  Cóż  pobu- 
dzało serbskich  dostojników,  niezadowolnionych  ze  swego  księcia 
Tungła,  podobnie  postąpić?  Widocznie  demoralizacyj a,  pod  wpły- 
wem cudzoziemskim,  wkradła  sie  głęboko  w  społeczność  ów^czes- 
nycłi  Słowian  nad  Łabą  i  podzieliła  ją  na  stronnictwa.  Stron- 
nictwa te  musiały  być  dość  silne,  jeśli  książęta  nie  mogąc  podo- 
łać im,  spieszą  dla  usprawiedliwienia  się  przed  cesarzem.  O  ileż 
w  pojęciu  Słowian  cesarz  stał  wyżej  od  icłi  własnycłi  książąt? 

§   34 

Osłabienie  przewagi  cesarstwa  nad  Słowianami. 

i.  Niepowodzenie  Franków  w  bojach  z  Chorwatami  zniewala  Ludwika 
Pobożnego  do  oględnego  postępowania  z  Serbami,  Czechami,    Obodryta- 

mi  i  Weletami. 

Podczas  gdy  Ludwik  Pobożny  na  dworze  swym  w  Com- 
piegne,  Ingolsztadzie  i  Frankfurcie  przyjmywał  książąt  i  posłów 
słowiańskich,  rozsądzał  ich  sprawy,  karcił  i  nagradzał,  nad  Dra;- 
wą  i  Sawa  kipiała  straszna,  barbarzyńska  wojna  Franków  z  Chor- 
watami. W  ciągu  siedmiu  lat  (825 — 830  r.)  Chorwaci  morze 
krwi  własnej  przelawszy,  stargali  wszelkie  usiłowania  Franków 
i  zmusili  cesarza  do  uznania  ich  niepodległości.  Wiedział  cesarz 
jak  liczne  jego  wojska,  z  Francyi  różnemi  drogami  doszedłszy 
nad  Drawę,  już  więcej  nie  wracały,  wiedział  jak  wódz  jego  Ko- 
cilin  (Gosselin?)  nie  szczędził  płci,  wieku  i  mienia,^)  a  jednak 
wszystko  napróżno.  Kocilin  uciekł,-)  wojska  jego  wyginęły, 
przewódzca  Chorwatów  Porina  tryumfował,  przyjął  chrzest,  zy- 
skawszy przez  to  silnego  zastępcę  w  papieżu,     Niedziw  więc,   że 


^)  Constan  Porphi.  de  Administ.  Imp.  cap.  30.  „Tanta  in  eos  crudelitate 
utebantur  Franci,  ut  lactentes  adhuc  eorum  pueros  occidentes  canibus  objicerent. 

2)  Kocilin  nie  byl  zubity,  jak  utrzymuje  Purpurorodny,  gdyż  później  jeszcze 
w  r.  834  zjawił  sie.     Szafarzyk.  Star.  Slow.  §  33  str.  302. 

4* 


-     52     — 

pobożny  cesarz  okazywał  się  pov^'oInym  względem  Słowiańszczyzny 
nadłabskiej,  przysłuchiwał  się  opinii  ludowej  i  przyj  mywał  stronę 
tego  księcia,  za  którego  stał  lud.  Cesarz  starał  się  nieobrażać 
uczuć  narodowych,  a  jego  margrafy  wstrzymali  swe  zapędy  do 
zaboru  ziem  słowiańskich.  Trwał  więc  pokój  stały  z  Czechami, 
Serbami  i  Pomorzanami.  Wszakże  wypadki  u  Słowian  chorwa- 
ckich niezostały  bez  wpływu  i  na  Słowiany  nad  Łabą.  Książęta 
Obodrytów  niegdyś  tak  posłuszni  Karolowi  W,,  teraz  unikają 
odwiedzin  cesarskiego  dworu,  porozumiewają  się  z  Duńczykami. 
Welety  wyłamali  się  zupełnie  od  wszelkich  obowiązków  wzglę- 
dem cesarstwa,  tak  że  spółcześni  pisarze  nie  znajdywali  nic  go- 
dnego zapisać  o  nich.  Czechowie  i  Morawjanie  cieszyli  się  zupełną 
niepodległością,  a  Serby  i  Łużyczanie,  nie  chcąc  wiedzieć  nawet 
o  jakiej  bądź  zależności  od  cesarstwa,  przyjaźń  dlań  księcia  swego 
Tungla  za  zdradę  poczytali.  Sławiańszczyzna  ożywiła  się  myślą 
swobody  narodowej  i  wyłamawszy  się  powoli  z  pod  jarzma  wło- 
żonego na  nią  przez  Karola  W.,  gotowała  się  porwać  ostatnie 
stosunki  przyjaźni  z  cesarstwem. 

2.  Założenie  biskupstwa  Hamburgskiego  r.  834.  Anskar  apostoł  Północy. 

Wśród  niepowodzeń  oręża  cesarz  Ludwik  oddawał  się  spra- 
wom pobożnym,  zamierzając  winnicę  Chrystusa  zasadzić  na  da- 
lekiej północy,  co  posłużyło  by  razem  i  do  powiększenia  maje- 
statu cesarskiego,  przez  podciągnienie  pod  jego  władzę  ochrzco- 
nych  ludów.  W  roku  823,  arcybiskup  reimski  Ebbo,  z  polece- 
nia cesarza  i  upoważnienia  stolicy  apostolskiej,  udawszy  się  do 
Danii  dla  opowiadania  ewangelii,  wielu  ludzi  nawrócił.^)  Cesarz 
darował  mu  majętność  Wełna,  albo  Welnau  w  Nordalbingii,  te- 
raz Miinsterdorf,  niedaleko  Esesfeldburga,  gdzieby  mógł  mieć 
przytułek  i  stanowisko  dla  stosunków  z  ludami  Północy.*)  W  tymże 
czasie  udało  się  cesarzowi    skłonić    pretendenta    duńskiego    Ha- 


")     Eginhard.  Annal.  a  823. 

*}     Rimberti.     Vita  S.  Anskarii  13.   14.  Pertz   M.  G.  II 


—     53 

ralda  do  przyjęcia  chrześciaństwa,  z  towarzyszami  swymi  w  Mo- 
guncyi  r.  826.^)  Z  powracającym  do  Danii  Haraldem,  cesarz  posłał 
mnicha  korbejskiego')  Anskara  dla  apostołki  na  Północy.  Szedł 
Anskar  do  Szwecyi,  znalazł  tam  prozelitów  i  w  nagrodę  miano- 
wany został  arcybiskupem  północnych  krajów  (r.  831),  Wtedy 
Ludwik  zamierzając  uskutecznić  zamiary  ojca,  ustanowił  arcybis- 
kupstwo  nad  Łabą  w  Hamburgu  (r.  834).  Była  to  metropofia  pół- 
nocna do  nawracania,  według  dokumentu  r.  835,  Danów,  Szwedów, 
Norwegów,  Farejców,  Grenlandów,  Islandów,  Finnów  i  Słowian') 
Anskar  został  prymasem  ludów  północy  i  wschodu,  zajął  się  wy- 
łącznie Skandynawami,  a  do  Słowian  niezaglądał  nawet.  Kupo- 
wał on  wreszcie  chłopców  słowiańskich,  i  na  naukę  oddawał  ich 
do  klasztoru  Turholt  we  Flandryi,^)  podarowanego  arcybiskupowi 
hamburgskiemu  dla  zwiększenia  jego  dochodów.  Z  tego  można 
Wnioskować  jak  mało  miał  Anskar  nadziei  na  powodzenie  chrze- 
ściaństwa wśród  Pomorzanów  i  uzyskania  od  nich  daniny  na 
utrzymanie  arcy biskupstwa.  Z  czasem  gdy  klasztor  Turholt  od- 
padł od  biskupstwa  hamburgskiego,  opat  tameczny  uczniów  swych 
w  poddanych  obrócił. 

3.    Nienawiść  do  chrześciaństwa  sprzymierza  pogan  północnych  ze    Sło- 
wianami przeciw  cesarstwu.     Opamiętanie  Słowian. 

Założenie  metropolii  chrześciańskiej  w  Hamburgu  trwogą 
napełniło  sąsiednie  słowiańskie  ludy  o  cześć  swych  bogów,  ró- 
wnie jak  i  Skandynawów  o  cześć  Odina  i  Walhali.  Zrozumieli 
poganie,  że  chrześciaństwo  przynoszone  przez  Niemców,  zwia- 
stuje   nowy    porządek    rzeczy,    niezgodny    z    ich   wyobrażeniami 


6)     Eginhard.     Annal.  a.  826. 

*)  Klasztor  Corbie  nad  r.  Somme,  w  pobliżu  Amien,  później  przez  Ludwika 
Pobożnego  przeniesiony,  pod  nazwa  Nowo  -  Korbejskiego,  do  kraju  Saksów,  nad 
Wezer. 

')  Hasselbach.  Codex  Pomeraniae,  dyplomat  pod  Nr.  3.  ma  być  zmyślonym 
przez  mnichów  korbejskich,  ale  w  każdym  razie  jest  bardzo  ważnym  dokumentem 
we  względzie  geografii  Pomorza, 

8)  Rimberti.  Vita  S.  Anskarii  Pertz.  M.  G.  IJ.  Porów.  Ranmer.  Regesta  s.  21]; 
Barihold    (Jeseh.  v.  Riigen  und  Pommern.  I  s.  220;  Wiger.  Mekl.  Annalen  s.  14,  131. 


—     54     — 

i  swobodą.  Hamburg  stanął  solą  w  oku  zarówno  Słowianom, 
jal<  i  Skandynawom.  Odtąd  dawne  boje  miedzy  Słowianami 
a  Skandynawami  ustają.  Północni  poganie  bratają  się  przeciw 
wspólnemu  nieprzyjacielowi  —  clirześciaństwu,  reprezentowanemu 
w  icłi  oczach  przez  Niemców.  Odtąd  Wikingi  normańscy  nie 
łupieżą  wiecój  słowiańskicli  grodów  pomorskicli,'')  a  całą  swą 
energia  zwracają  na  pobrzeża  krajów  clirześciańskich.  Obodryci 
zerwali  stosunki  z  Frankami  i  pierwszy  raz  wspólnie  z  Weletami 
występywali  w  latacłi  835  i  836  przeciw  wojskom  cesarskim, 
wyprawionym  dla  zmuszenia  icłi  do  uległości.  ^^)  Napad  ten  za- 
drasnął króla  duńskiego  Erika,  który  zaraz  począł  sie  domagać, 
aby  Ludwik  zrzekł  się  władzy  nad  Obodrytami  i  takową,  razem 
z  krainą  Fryzów,  oddał  Danom.")  Ludwik  odrzucił  takowe  do- 
maganie się:  wojna  ze  Słowianami  ciągnęła  się  bez  skutku,  cłio- 
ciaż  wodzowie  cesarscy,  wróciwszy  do  domu  chwalili  się  z  upoko- 
rzenia Słowian  (r.  838).  Kłamstwem  to  jednak  było,  ponieważ 
Słowianie  jeszcze  później,  wspólnie  z  Duńczykami  łupieży  li  po- 
granicza cesarstwa  i  oprócz  Obodrytów  z  Weletami,  do  boju  wy- 
stępywali  Chełmianie  i  Serbowie.  Wysłane  przez  Ludwika 
wojsko  saskie  przeciw  Koledyczam  w  okolicy  Lipska  bytującym, 
wpadło  do  tej  krainy  i  stoczyło  z  Serbami  pod  grodem,  przez 
Niemców  Kiesigesburg,  albo  Kozin esburg  zwanym ^^)  zaciętą  bi- 
twę, w  której  zwierzchnik  serbski  Czemisław  poległ,  a  gród  jego, 


9)  Napad  duńskich  "Wikingów  na  jakieś  miasto  słowiańskie  (jak  domyślają 
się  niektórzy  Wolin)  i  zlupieżenie  go  około  r.  836,  837,  było  czynem  hulaszczej 
drużyny,  ale  systematycznych  napadów,  jak  dawniej,  w  IX,  w.  już  nie  było. 

'")  Adalgarius  et  Egilo  comes  ad  Abodritos  et  Wilzos  a  fide  deficientes  du- 
dum  directi,  reversi  sunt,  adductis  securse  obsidibus  imperatori  deinceps  subditos 
fore  nunciantes.     Prudentii  Trecensis  an.  838.  M.  G.  I. 

*')  An.  838.  „Missi  Horich  .  ,  . .  piratarum  in  nostros  fmes  dudum  irruen- 
tium  maximos  a  se  ob  imperatoris  fidelitatem  captos  atque  interfici  iussos  retulerunt, 
petentes  insuper  sibi  dari  Frisianos  atque  Abodritos.  Cujus  petitio,  quanto  impera- 
tori indecens  sive  incongrua  visa  est,  lanto  vilius  spreta  et  pro  nihilo  ducta  est.  Pru- 
ducentii  Trecensis  an,  838. 

^2)  Według  niektórych  pisarzów  ma  być  Ouetz,  według  Jencza  Kothen.  Po- 
wieść o  Serb.  kr.  C.  M.  S.  1849 — 50.  I,  35.  Może  po  stowiańsku  zwał  sie  Kozi- 
gród,  Kozin? 


—     55     — 

tudzież  jedynaście  zamków  zwycięzcy  opanowali  r.  839 J")  Korzyści 
jednak  z  tego  zwycięstwa  cesarstwo  nieotrzymało.  Późniejsze  wy- 
padki dowodzą,  że  Serbowie  zachowali  niepodległość,  równie  jak 
i  sprzymierzeńcy  ich  Obodryci,  Welety  i  Chełmianie.^^)  By 6  może 
przypadła  w  tym  czasie  śmierć  Ludwika  Pobożnego  r.  840  od- 
wróciła ciosy  wymierzone  przeciw  Słowianom,  w  każdym  razie 
ze  zgonem  cesarza  Solawa  i  Łaba,  tak  samo  jak  i  podczas  zgonu 
Karola  W.,  dzieliły  Niemców  od  Słowian,  z  tą  tylko  różnicą,  że 
Słowianie  w  r.  814,  przygnieceni  moralnie,  starali  się  o  względy 
cesarskie,  poniekąd  byli  nawet  w  zależności  i  między  sobą  wa- 
śnili się,  a  teraz  nabrawszy  odwagi  i  rzuciwszy  domowe  zatargi, 
razem  stawali  do  odporu  nieprzyjaciela,  z  którym  nigdy  już  wię- 
cej godzić  się  nie  zamierzali.  Powrót  pojęć  i  usposobień  doko- 
nywał się  powoli,  po  ciężkich  stratach  i  doświadczeniach,  —  co- 
kolwiek zapóźno,  bo  dał  Niemcom  czas  utwierdzić  się  nad  Łabą, 
ale  za  to  był  stanowczy  i  na  dwa  wieki  przedłużył  niepodległość 
Słowian  prawego  brzegu  Łaby. 


§  35. 

Słowianie  nie  korzystają  z  rozpadnięcia  cesarstwa. 

I.    Zaburzenie  w  Niemczech  po  śmierci  Ludwika  Pobożnego.    Odpadnię- 
cie Niemiec  od  cesarstwa  r.  843. 

Trzej    synowie    Ludwika    Pobożnego,    nie   mogąc    pogodzić 
się  w  odziedziczeniu  spadku  po  ojcu,  chwycili  za  oręż,  aż  naresz- 


t 


^')  Saxones  contra  Sorabos,  qni  Colodici  vocantur  apud  Kesigesburch  dimi- 
cantes,    victoriam   adepti   sunt.   regeque  ipsorura   Cimusclo  interfecto   eandem   urbem 

;et  undecem  castella  ceperunt.     Prudent.  Trecen.  an,  839.  M.  G.  I  436. 

t  ^*)     W  tomie  I[   s.   144 — 5  niniejszego    dzieła   powiedziałem,    że    pod    nazwa 

Hluni,  Linones,  Linai  wypada  pójmy wać  Chlumian,  Chelmian, 
którzy  po  lewym  brzegu  Łaby  bytowali.  Dla  dokładniejszego  zaś  zrozumienia  polo- 
ani  geograficznego  i  nazwy  wzmiankowanego  ludu,  daje  tu  następne  objaśnienie. 
Wyprawy  Karola  W.,  Ludwika  Pobożnego  i  Ludwika  Niemieckiego  dotlcneły 
niejednokrotnie  ludek  zwany  Hluni,  Linones,  Linai.  I  tak:  R.  795. 
usque  ad  fluvium   Albim  pervenit   (rex)  ad  lo;um  qui  dicitur  Hliuni   (Eginhard); 


-     56     - 

cie  starszy  z  nich  Lotar,    rozbity  przez   młodszych  braci,   jał  sie 
ostatecznych  środków. 

W  Saksonii  znajdywało  się  podówczas  mnóstwo  burzliwych 
żywiołów,  gotowych  do  rokoszu  i  przywrócenia  porządku  takiego, 
jaki  istniał  przed  reformami  Karola  W.,  a  początkiem  swym  sięgał 
odległycli  czasów.  Wiadomo,  że  Saksy  byli  przybyszami  ze  Skan- 
dynawii, osiadłymi  powiększę]  części  na  ziemiach  słowiańskich  przy 
ujściach  Łaby  i  Wezery  w  niepamiętne  wieki.  Wiadomo  także, 
jak  w  połączeniu  z  Frankami  Saksy,  rozbiwszy  r.  531  Durzyńców, 
ziemie  ich  opanowali,  dawnych  mieszkańców  pozbawiwszy  własno- 
ści, częścią  wymordowali,  tych  zaś,  którzy  przy  życiu  zostali,  utrzy- 
mali jako  robotników  na  ziemiach  zdobytych.  Lud  ten  służebny 
zwał  się  łasi,')  w  ciągu  trzech  wieków  mieszając  się  z  Niem- 
cemi,  zniemczał,  ale  szczególnej  przyjaźni  dla  Saksów  szlachetnych 
(edelingów)  i  właścicieli  ziemskich    (frilingów),   "żywić    nie    mógł. 


R.  808  Karolus  Albiam  ponte  junxit,  et  CKercituai  cui  praeerat  in  L  i  n  o  n  e  s  et 
Smeldingos.  (Eginhard),  R.  808  in  Saksonia  ultra  Albiam  ad  illos  Sclavos, 
qui  Yocantur  L  i  n  ai.  (Chr.  Moissiac).  R.  811.  Missit  imperator  exercitum  ultra  Al- 
biam ad  illos  Sclavos,  qui  nominantur  Lanai  et  Bethenzer.  (Chr.  Moissiac), 
R.  839.  Contra  Abodritorum  et  qui  dicuntur  L  i  n  o  n  e  s.  (Prudentii.  Trecens.). 
R.  858  in  Abodritos  et  L  i  n  o  n  e  s.  (Rudolfii.  Fuld.  annal.).  R.  877  Sclavi,  qui 
yocantur  Linones  et  Siusli,  eorumque  vicini  defectionem  molientes  solitum 
dare  censum  renuunt.  (Annal.  Fuld.),  Z  tego  widać,  że  wzmiankowany  ludek  mie- 
szkał po  lewym  brzegu  Laby,  w  sąsiedztwie  Smolanów  i  Byteńców,  jak  na  mapie 
do  tomu  IT,  oznaczono.  A  co  sie  tyczy  nazwy,  to  wyrażenie  kronikarza  r.  795 
„locum  H  1  i  u  n  i"  oznacza  c  h  1  u  m  y,  c  h  e  1  m  y,  od  których  powziął  lud  nazwę 
Chlumian,  Chełmian,  przekręconych  przez  kronikarzy  w  Linonów,  Linów.  OJ  nich 
wypada  odróżniać  Lino  w,  (Lini),  którzy  mieszkając  po  prawej  stronie  Łaby,  wśród 
blót  i  lasów,  kolo  jeziora  Moryckiego,  składali  małą  włość,  nie  posiadającą  ani  siły 
ani  możności  z  przyczyny  oddalenia  od  Laby,  stawać  na  linii  bojowej  nad  Łabą  do 
walki  z  Niemcami.  Podobna  cześć  należy  Chelmianom  (I^inonom),  ujarzmionym  za 
Karola  W.,  a  później  na  wolność  wybijacącym  się.  Tem  się  daje  usprawiedliwić  wy- 
rażenie kronikarskie,  że  w  r.  877  L  i  n  o  n  y  (Cbełmianie)  S  u  s  ł  y  i  inni  sąsiedzi 
odmówili  płacenia  daniny,  (solitum  dare  censum  renuunt).  To  do  Chlumian  tylko  za- 
stosowane być  może,  bo  Liny,  z  okolicy  jeziora  Maryckiego,  do  boju  z  Niemcami 
w  IX  wieku  nie  występywali,  a  przeto  i  do  płacenia  im  daniny  zobowiązywani  być 
nie  mogli. 

')  Nidhard  opisując  urządzenia  Saksonii  przez  Karola  W.,  rozpowiada  o  po- 
dziale ludu  na:  edhilingi,  sunt  qui  frilingi,  sunt  qui  lazzi  illorum  lingua  dicentes, 
latina  vero  lingua  hoc  sunt:  nobiles,  ingenuiles  alque  servlles.  Historiarum  liber  IV 
Pertz.  Mon,  Ger.  II  667—668. 


I 


-     57     - 

choćby  z  ekonomicznych  przyczyn,  nie  mówiąc  o  tradycyi,  która 
im  lepsze  czasy  przypominała.  Lotar  wezwał  do  oręża  niższa 
klasę  ludu,  do  której  i  łasi  należeli,  obiecując  im  majątek  klas 
wyższych,  powrócenie  pogaństwa  i  dawnego  porządku  rzeczy. 
Lud  powstawszy  masami,  biegł  pod  sztandary  Lotara,  gromadził 
sie  pod  nazwą  S  t  e  1  li  n  g  a,  opanował  majątki  z  których  edelingi 
uciekali.-)  Spodziewano  sie,  że  i  Słowianie  połączywszy  sie  ze 
Stellingami,  pomogą  do  wywrócenia  porządku  przez  Karola  W. 
zaprowadzonego;  —  wezwano  i  Duńczyków,  obiecując  im  ustą- 
pić jakiś  kraj,  zapewne  Nordalbingije.  Ale  Lotar  nieumiał  prze- 
prowadzić ruchu,  przez  niego  wywołanego.  Udało  się  wiec 
Ludwikowi,  bez  szczególnych  wysileń,  przełamać  opór  Stellingi 
i  powstańcze  tłumy  poddać  pod  surowe  ustawy,  spychające  ro- 
botników do  stanu  niewolników^)  r,  842. 

Po  trzyletniem  zaburzeniu  stanęła  miedzy  braćmi  umowa 
w  Verdun  r.  843,  w  skutek  której  Niemcy  ostatecznie  oddzieliły 
sie  od  cesarstwa,  a  pierwszym  królem  Niemiec  został  syn  Lu- 
dwika Pobożnego,  Ludwik  Niemiecki. 

Odtąd  Słowianie  pozbyli  sie  na  zawsze  niebezpiecznych  od- 
wiedzin Franków,  ale  za  to  znaleźli  się  w  obec  Niemców  spojonych 
prawicą.  Karola  W.  w  jedno  państwo.  Nowy  sąsiad  gorszy  był 
od  poprzedniego:  więcej  dziki  i  bardziej  nienawistny  Słowianom. 

2.    Słowianie    nie    korzystają    z    rozdarcia    cesarstwa.     Obodryci    burzą 

Hamburg. 

Trzyletnie  zaburzenie  w  Niemczech  podawało  Słowianom 
dogodną  zręczność  upomnić  się  za  swych  braci  załabskich,  jeszcze 


*)  Hinc  eliam  in  Saxoniam  missit,  frilingis  lazzibusque,  quorum  infinita  mul- 
ttudo  est,  promittens..  si  secum  sentirent,  ut  legem  quam  antecessores  suł,  tempore 
quo  idolorum  cultores  eranl,  habuerant,  eamdem  illis  deinceps  habendam  concederet. 
Qua  supra  modum  cupidi,  nomen  novum  sibi,  id  est  Stellinga,  imposuerunt,  et  in 
unum  conglobati,  dominis  a  regno  pene  pulsis,  morę  antiąuo  qua  qoisque  volebat 
legę  vivebat.     Nitbardi.     Histor.  lib.  IV  M.  G.  II  669. 

^)  Porów.  Maciejowskiego.  Histor.  prawod.  slow.  T.  I  §  535.  Roczniki 
Kromki  str.  97.   Dopełnienia  doHist.  praw.  slow.  sir.  50.   Wigger.  Mekl.  Annal  s.  16. 


-     58     - 

przez  Karola  W.  ujarzmionych,  dla  czego  wypadało  wspólnemi  si- 
łami zdobyć  stanowiska  saskie  w  Magdeburgu,  Czartowie,  Hoch- 
bukach,  Hamburgu  i  Ezesfeldzie,  przywrócić  panowanie  swoje 
w  Nordalbingii,  jak  było  między  804 — 810  r.  i  opanować  ujście 
Łaby,  do  czego  wielka  pomoc  Słowianie  znajdywali  we  flocie 
duńskiej,  gotowej  w  każdej  chwili  do  działania  przeciw  Karlo- 
wingom.  Ale  Słowianie  w  tym  czasie  nie  dojrzeli  jeszcze  do 
pojmowania  interesu  narodowego,  a  tem  bardziśj  dalecy  byli  od 
przejrzenia  w  przyszłość.  Byli  gotowi  bronić  do  upadłego  swe 
siedziby,  każdy  z  osobna,  łączyć  się  nawet  niekiedy  do  wspólnej 
obrony,  ale  do  działania  wstępnym  bojem  przeciw  nieprzyjacie- 
lowi wtedy  gdy  ten  nie  napadał  na  nich,  —  nie  łatwo  im  było. 
Jedni  Obodryci,  zaprawieni  w  długich  walkach  z  Saksami,  Duń- 
czykami i  Frankami,  nauczyli  się  prowadzić  wojnę  zaczepna 
i  korzystać  z  dogodnej  pory.  Oni  jedni  ze  Słowian,  wśród  zabu- 
rzeń 841 — 842  r.,  ruszyli  się  przeciw  cesarstwu  i  wspólnie  z  Nor- 
manami napadli  na  Hamburg.  Napad  był  tak  gwałtowny,  że 
nawet  okoliczni  mieszkańcy  nie  zdążyli  na  pomoc  miastu.  Arcy- 
biskup Anskar  zamierzał  z  mieszczanami  i  przedmieściem  Ham- 
vik  bronić  się,  ale  nacisk  nieprzyjaciół  zmusił  go  do  ucieczki  tak 
spiesznćj,  iż  ledwo  zachwycił  z  sobą  relikwie  świętych,  płaszcza 
jednak  unieść  nie  zdążył.  Poganie  opanowawszy  miasto,  łupie- 
żyli  kilka  dni,  a  potem  zapaliwszy  domy  odeszli  r.  842.'')    Anskar 


*)  Zkąd  przybyli  ci  rozbójnicy,  kto  byli,  a  nawet  w  którym  roku  na  Ham- 
burg napadli  —  niewiadomo,  Adam  Bremeński  wypadek  ten  stosował  do  r.  840, 
ale  wcześniejszy  Nithard  o  zburzeniu  Hamwiku  wspomina  między  wypadkami  r.  842. 
Nithard  pod  r.  842  mówi:  Per  idem  tempus  Nortmanni  Contwig  depraedati  sunt 
inibiąue  niare  trajecto  Hamwig  et  Novdhumwig  similiter  depopulati  sunt.  Historia- 
rum  lib.  IV.  M.  Ger.  II,  669.  Późniejsze  legendy  wspominają  o  jakimś  księciu 
słowiańskim  Borucie,  który  wladal  na  pograniczu  z  Niemcami  i  jako  poganin  napa- 
dał na  chrześcian.  (Legenda  de  ss.  martyribus  interfectis  in  Hamburgh,  w  Leib- 
nica  Scriptores  rerum  Brunsvicen.  I,  184).  Przypomnić  wypada,  iż  w  owym  czasie 
Słowianie  pomorscy  wspólnie  ze  Skandynawami  działali  przeciw  Karlowingom,  a  za- 
tem nic  dziwnego,  jeśli  pod  nazwą  Normanów,  skrywa  się  w  tym  czasie  nazwa  Sło- 
wian, zapewne  Obodrytów,  którzy  łupieżyli  Hamburg,  tę  metropoliję  chrześciań- 
Stwa,  zarówno  nienawistną  dla  Słowian  jak  i  dla  Skandynawów. 


r 


—     59     — 


przesiadując  na  przeciwnym  brzegu  Łaby,  zwiedzał  pogorzelisko; 
wystawiony  jego  staraniem  kościół  „przedziwnej  roboty"  znikł 
w  płomieniacli,  a  niespokojne  czasy  nie  dozwalały  myślić  nawet 
o  wznowieniu  metropolii. 

3.    Bezskuteczna    wyprawa    Ludwika    Niemieckiego    przeciw    Obodrytom 

r.  844.    Hamburg  powtórnie  zniszczony  r.  845.    Metropolia  z  Hamburga 

do  Bremy  przeniesiona  r.  847. 

Tymczasem  Ludwik  Niemiecki,  uśmierzywszy  powstanie 
w  Saksonii,  przedsięwziął  w  roku  844  wyprawę  przeciw  Obo- 
drytom za  icli  napady,  jak  mówią  kronikarze,  na  Niemcy. 
W  zaszłym  boju  książę  obodrycki  Gostomysł  poległ,  a  inni 
zwierzclinicy  z  ludem  musieli  się  upokorzyć,^)  co  wszakże  nie 
przeszkodziło  im  wojować  znowu  w  roku  845  i  razem  z  Duń- 
czykami odbyć  wyprawę  nad  dolną  Łabą  przeciw  Niemcom. 
Flota  Normanów,  w  liczbie  600  okrętów  przez  króla  duńskiego 
Erika  wystawionych,  zawinąwszy  do  ujścia  Łaby,  napadła  na 
Hamburg,  warownia  którego  była  już  wzmocniona,  lecz  to  nie 
przeszkodziło  do  zlupieżenia  miasta,^)  w  czem  prawdopodobnie 
przyjmowali  udział  i  Słowianie.  Ludwik  pospieszył  z  wojskiem, 
pobił  Normanów  i  w  powrocie  potłukłszy  Słowian,  zajął  jakiś 
gród  ich  r.  845.^    Dla  traktowania  o  pokój  posłowie  Erika  udali 


^)  Rudolfi.  Annal.  Fuld.  an.  844,  Hludovicus  Abodritos  defectionem  molien- 
tes  bello  perdomuit,  occiso  rege  eorum  Gotzo  niuzli,  terramąue  illorum  et  populum 
sibi  divinitus  subiugatum  per  duces  ordinavit.  Podobne  przechwałki  w  Annales 
Bertinian.  i  Annales  Xantes  s,  a.  844. 

8)  Nordmanni  castellum  etiam  in  Saxonia  quod  vocatur  Hammaburg  popu- 
lati,  nec  inulti  reversi  sunt.     Rudolfi.   Fuld.  Annal.  845. 

')  Nortmannorum  rex  Oricus  sexcentas  naves  per  Albim  fluvium  in  Germa- 
niam  adversus  Hludowicum  dirigit;  quibus  Saxones  occurrentes,  commisso  proelio, 
domini  nostri  Jesu  Christi  auxilio  victores  efficiuntur.  Unde  digressi  Sclavorum 
ąuamdam  impetu  et  capiunt  civitatem.     Prudentii  Trecen.   an.  %5. 

Ludewicus  rex  congregato  exercitu  magno  iter  iniit  ad  Yinodos  Ouod  gentiles 
cum  cognovissent,  e  contra  legatos  direserunt  in  Saxoniam  et  miserunt  ei  munera  et 
obsides  et  petierunt  pacem.  At  ille,  concessa  pace,  rcversus  est  de  Saxonia, 
Annal,  Xantes  a.  845. 


—     6o     — 

sie  na  sejm  do  Paderbornu,  dokąd  i  Słowianie  przybyli.  Wojna 
z  Obodrytami  skończyła  się  niczem.^)  Ludwik  mimo  największej 
chęci  ujarzmienia  Obodrytów,  dopiąć  tego  nie  mógł,  albowiem 
spieszyć  musiał  nad  Dunaj,  gdzie  mu  groziło  daleko  większe  nie- 
bezpieczeństwo ze  strony  tamecznych  Słowian. **) 

Ciągły  niepokój  nad  dolną  Łabą  i  przewidywanie  nowych 
wojen  między  Słowianami  a  Niemcami,  przeszkadzały  do  wzno- 
wienia arcybiskupstwa  Hamburgskiego.  Król  Ludwik  naznaczył 
Anskara  biskupem  bremeńskim  r.  847  i  tym  sposobem  dwa  bi- 
skupstwa złączyły  się  w  jedno.  Arcybiskup  północny  Anskar 
miał  swą  stolicę  w  Bremen,  gdzie  przebywał  do  śmierci  r.  865. 
Podróżował  do  Danii,  ale  o  Słowianach  ani  on,  ani  jego  następcy 
nie  myśleli,  zapewno  i  nie  mogli,  bo  stosunek  Niemców  do  Sło- 
wian pomorskich  w  IX  wieku  był  jeden:  wojna  nieubłagana 
w  celu  opanowania  ziem  słowiańskich.  Nie  przeszkadzało  to  du- 
chowieństwu niemieckiemu  granice  biskupstwa  hamburgo-bre- 
meńskiego  rozciągać  aż  do  r.  Pieny,^*')  choć  tam  noga  żadnego 
apostoła  jeszcze  nie  postała. 


*)  Niektórzy  pisarze  dają  tej  wojnie  szerokie  znaczenie,  upatrują  nawet  zu- 
pełne poniżenie  Obodrytów  przez  zniesienie  u  nich  z  woli  Ludwika  władzy  wiel- 
kiego księcia  i  postawienie  kraju  w  hołdownictwo  królowi  niemieckiemu.  Tak  utrzy- 
muje i  p.  Pawiński  (IIoJia6cKie  CjiaMmie  s.  51).  Porównawszy  jednak  świadectwa 
annalistów,  —  na  podobny  wniosek  zgodzić  się  nie  możemy;  późniejsze  wypadki  obja- 
śniają zupełna  niepodległość  Obodrytów. 

*)  Porów,  niżej,  na  stronicy  63,  wojna  Ludwika  z  Morawianami  r.  846. 
^*)  Sfałszowany  przez  mnichów  korbejskich  dolcument  pod  r.  786  (Hasselbach. 
Codex  Pomeraniae  pod  N.  i)  wykazuje  pretensyje  Niemców  na  ziemie  słowiańskie. 
Głosi  ten  dokument:  terminos  autem  ejus  (diocesis)  circumscribi  precepimus;  id 
est . .  . .  Liam  fluvium  (teraz  Liihe),  qui  absorbetur  ab  Albia  fluvio,  de  hinc  trans 
Albiam,  ubi  Bilena  mergitur  in  Albiam,  dehinc  in  ortum  Bilene  (teraz  Bille),  inde 
ubi  Trauena  absorbetur  a  mari,  deinde  usque  quo  perveniatur,  ubi  Pene  fluvius  currit 
in  marę  barbarum.  Inde  in  ortum  eiusdem  fluminis.  Hinc  in  Eldam.  Dehinc  in 
Albiam.  Inde  in  rivum  Alend  (Aland?),  wpadająca  do  Laby  z  lewej  strony  blizko 
Sznakenburga  i  t.  d. 


—     6i      — 


^H  Usiłowania  Ludwika  Niemieckiego  do  panowania  nad 
^H  Słowianami. 

^m  bil 

^^  ja 


S  36. 


I.  Wzrost  potęgi  Moimipowiczów  w  Morawach.  Wygnany  z  kraju  Pry- 
bina  przyjmuje  chrzest  u  Franków  i  za  dozwoleniem  króla  Ludwika  za- 
kłada księstwo   Błatneńskie  r.  840. 


Po  rozpadnięciu  sie  państwa  Samona  r.  662,  nic  w  dzie- 
jach nie  słychać  półtora  wieku  o  tern,  coby  się  nad  r.  Morawa 
działo.  Tylko  z  okolicznych  zdarzeń  możemy  wnioskować,  że 
w  ciągu  tego  czasu  Morawy  tworzyły  osobne  państwo  pod  rzą- 
dem własnego  rodu  książąt,  którzy  bez  wątpienia  w  bojach  Fran- 
ków z  A  warami  (791 — 803")  przewodniczyli  Morawianom.^)  Zajęcie 
przez  Franków  stanowiska  nad  Dunajem,  po  wywróceniu  przez 
nich  panowania  Awarów,  zbliżyło  granice  cesarstwa  aż  do  posad 
Morawianów,  którzy  dla  uniknienia  wojny  z  potęgą  Karola  W. 
oświadczyli  mu  się  z  uległością,  może  i  daninę  płacili,  ale  przez  to 
niepodległości  nie  stracili.  Żaden  urzędnik  cesarski  nie  gospodaro- 
wał u  nich.-)  Książęta  morawscy  byli  zupełnymi  władcami  w  swym 
kraju  i  zapewne  nie  z  innego  powodu,  jak  z  przywiązania  ludu, 
panowali  jeden  po  drugim,  jakby  w  monarchii  dynastycznej,  co 
się  nie  zgadzało  z  obyczajem  słowiańskim.^)  Częste  boje  z  A  wa- 
rami, trzymającymi  stanowiska  w  Rakusach,  były  dla  Morawian 
szkołą  ćwiczenia  się  w  sztuce  wojennej  i  to  się  im  później  wielce 
przydało. 


')     Porównać  dzieła  tego  tom  II  s.  82. 

-)  Histor}cy  mniemają,  źe  Morawianie  będąc  postawieni  miedzy  Awarami 
a  Frankami  i  znalazłszy  się  w  konieczności  rozprawiać  się  orężem  z  jednymi  lub 
drugimi,  udali  się  pod  ochronę  Karola  W.  w  r.  8l  i  i  że  od  r.  817  zostali  danni- 
kami  cesarstwa  (Dudik.  Mahrens  Geschichte  I,  s.  109).  Szafarzyk  także  twierdzi 
o  zwierzchnictwie  Franków  nad  Morawianami,  mniemając,  że  w  skutek  tego  Mora- 
wianie nie  przyjęli  udziału  w  wojnie  Ludewita  chorwackiego  z  Frankami  r,  818 — 822 
i  nie  mieszali  się  do  zatargów  Franków  z  Bólgarami  r.  817 — 829  (Star.  Slow,  §  41,  3, 
str.  475).  Rozpatrywanie  lej  kwestyi  należy  do  specyalnej  historyi  morawskiej.  Tu 
tylko  wspomnimy,  źe  zależność  od  Franków  mogła  być  chyba  nominalną,  bo  w  rze- 
czywistości Franki  nie  wdawali  się  w  sprawy  Morawianów. 

i*}     Dudik.    Mahrens   Geschichte  I,  s.   121,   123. 


—      62       — 

Nazwa  Morawianów  zjawia  się  wdziejach  we  właściwej  for- 
mie^) pierwszy  raz  w  r,  822,  gdy  posłowie  icli  razem  z  posłami 
innycli  ludów^)  przybyli  do  Franl<furtu  z  darami,  dla  okazania 
tem  przyjaźni  Frankom  i  życzenia  żyć  z  nimi  w  zgodzie.  W  ośm 
lat  później  zjawia  się  pierwszy  po  imieniu  wiadomy  władzca 
morawski  Moimir,  zamierzający  połączyć  drobne  ludy  słowiań- 
skie między  górami  Czeskiemi,  Karpatami  i  jeziorem  Błatnem 
bytujące,  aby  powstrzymać  szerzące  się  zabory  Franków,  którzy 
już  od  r,  803  Morawy  zaliczywszy  do  dyecezyi  Passawskiej,  sze- 
rzyli clirześciaństwo  i  wpływ  cesarstwa  aż  do  Karpatów.")  Moi- 
mir zrozumiawszy  swe  położenie,  ocłirzcił  się  i  przez  to  wyrwał 
sąsiednim  margrafom  powód  do  najazdów  na  Morawy. 

Władający  pod  ówczas  w  Nitrze,  głównym  grodzie  Sło- 
waków, książę  Pribina,  poganin,  wdawszy  się  z  niewiadomycli 
powodów  w  wojnę  z  Moimirem  i  wygnany  przez  niego  z  kraju 
r.  830,  znalazł  przytułek  u  margrafa  Rad  bodą.  Potem  za  wsta- 
wieniem się  Radboda,  cesarz  Ludwik  Pobożny  przyjąwszy  ła- 
skawie Pribinę,  polecił  ochrzcić  go  biskupowi  salcburgskiemu, 
przez  co  Pribina  zyskał    względy  cesarskie  i  z  pomocą  margrafa 


*)  Dawniej  Morawianie  słynęli  pod  nazwa  Markomanów,  których  przez  nie- 
obaczność  za   Niemców  poczytano. 

*)     Eginhard.   Annal.  a,   822  Morvanorum  ....  legationes  audivit. 

8)  Pograniczne  z  Bawarya  kraje  słowiańskie  Karol  W.  zdobywszy  na  A  wa- 
rach, poddał  pod  władzę  dwóch  sąsiednich  biskupów:  sałcburgsliiego  i  passawskiego, 
w  ten  sposób  iż  Pannonia  przypadła  salcburgskiemu,  a  Rakusy  passawskiemu  bisku- 
powi. Początek  taldego  podziału  prawdopodobnie  sięga  r.  803,  kiedy  Karol  W.  do 
Bawaryi  zdążywszy,  urządzał  tam  sprawy  Pannonii.  (Eginhard.  Annales  a.  803).  Po- 
siadłości tych  biskupów  ciągnęły  się  do  r.  Raby,  ale  dopiero  w  r.  829  dokładniej 
oznaczone  zostały.  W  dokumencie  z  dnia  18  Listopada  829  r.  czytamy:  „ut  Re- 
ginharius,  episcopus  (Passaviensis)  habeat  ad  diocesim  suam  de  ista  occidentali 
parte  fluvii,  qui  vocatur  Spraza,  ubi  ipsa  exoritur  et  in  ałiam  Sprazam  cadit,  et  ipsa  in 
Rapam  fluit;  Adalramus  vero  Archiepiscopus  ex  occidentali  ripa  supradictarum  aqua- 
rum  in  orientali  et  australi  parte  ad  diocesim  Juvavensem,  et  ita  in  antea,  sicut  Arno 
antecessor  eius  habuit,  pleniter  habeat."  Erben,  Regesta  diplomatica.  T.  I,  N.  23. 
W  innych  odpisach  tego  dokumentu  rzeki  są  nazwane  Spiraza  i  Aribone;  w  Boczka, 
Cobex  dipl.  I,  N.  22.  Jakaby  rzeka  kryła  się  pod  nazwą  Spraza,  czy  Spiraza  — 
dotąd  nie  wyjaśniono  i  to  przeszkadza  historykom  do  wykreślenia  granic  rzeczonych 
biskupstw. 


-     63     - 

Radboda  powrócił  do  Nitry,  zajął  sie  szerzeniem  chrześciań- 
stwa,  wystawił  kościół  św.  Emmerama,  przez  biskupa  salcburg- 
skiego  Adalramma  jeszcze  przed  r.  836  poświęcony.  Przyjaźń 
z  Radbodem  trwała  niedługo:  Pribina  z  synem  swoim  Kociełem 
zemknął  do  Bółgarów,  a  potem  do  Cliorwatów,  którzy  pod  księ- 
ciem Ratimirem  gotowali  się  do  walki  z  Frankami  roku  838. 
Po  niefortunnej  dla  Chorwatów  wojnie,  Pribina  udał  się  do  grafa 
Krainy  Salacłia,  za  jego  wdaniem  się,  pogodził  się  z  Radbodem 
i  od  Ludwika  otrzymał  około  r.  840  w  len  krainę  nad  jeziorem 
Błatneńskiem,  gdzie  założywszy  gród  Błatno  (Mosburg)  przy  uj- 
ściu r.  Sali  do  jeziora,  pracował  nad  rozszerzeniem  cłirześciań- 
stwa,  jak  niegdyś  w  Nitrańsku.  Zbudował  w  swem  księstwie 
32  kościoły  i  aż  do  końca  życia  był  przyjacielem  Franków,  ale 
z  jMoimirem  pogodzić  się  nie  mógł.')  Tymczasem  Nitrańska  kraina 
została  pod  władzą  Moimira,  który  wzrósł  w  taką  potęgę,  jakiój 
pod  ówczas  w  zacliodniej  Słowiańszczyźnie  nie  było,  bo  od  gra- 
nic bawarskicli  aż  do  źródeł  Odry  i  Wisły,  a  za  Karpatami  aż 
do  rzek  Hronu  i  Dunaju  wszystkie  mu  ludy  podlegały. 

2.    Wyprawa  króla  Ludwika  przeciw  Morawianom   r.  846.     Niepomyślny 
powrót  jego  przez  Czechy.    Powtórna  wojna  Ludwika  z  Czecłiami  i  Ser- 
bami.    Zwycięztwc  Czechów  r.  850. 

Wzrost  potęgi  morawskiej  nie  podobał  się  królowi  Ludwi- 
kowi Niemieckiemu,  który  w  imię  idei  wszecliwładztwa,  przysłu- 
gującej niegdyś  Karolowi  W.  jako  cesarzowi  rzymskiemu,  uwa- 
żał siebie  za  spadkobiercę  tej  idei  względem  sąsiadów  państwa 
Niemieckiego  —  Słowian  i  do  panowania  nad  nimi  dążył.  Moimir 
nie  cłiciał  być  pokornym  sługą  niemieckim,  przez  co  ściągnął 
na  się  gniew  Ludwika,  który  wpadłszy  do  Morawy  w  Sierpniu 
r.  846,    synowca  Moimira  Rościł  awa,    przez   Franków    Rasticem 


')  De  conversione  Baiovariouin  et  Carantanorum  libellus.  Pertz.  M.  Germ. 
XI,  p,  II.  Jest  to  główne  źródło  wiadomości  o  Pribłaie.  Diimmler.  Geschichte  der 
Ostfriinkischen  Reichs.  II,  s.   174. 


-     64     — 

zwanego,  ustanowił  księciem  morawskim,**)  a  co  sie  z  Moimirem 
stało  —  nie  wiadomo. 

Dumny  z  powodzenia  król  Ludwik  taką  się  zarozumiałością 
uniósł,  że  powracając  do  domu  przez  Czechy  nie  zapytał  nawet 
o  pozwolenie,  jak  gdyby  Czecliy  do  niego  należały.  Rozjątrzeni 
tem  Czecłiowie  rzucili  się  na  wojsko  królewskie  i  zadali  mu  taką 
klęskę,  że  sam  Ludwik  o  mało  co  nie  został  schwytanym.")  Obra- 
żony na  Czechów  Ludwik  postanowił  odwetować  swą  porażkę. 
Czechowie  przepraszać  go  nie  myśleli.  Rościsław  morawski,  po- 
dobnie jak  i  Moimir,  nie  chciał  być  pokornym  sługą  niemieckim, 
ze  strony  zaś  Serbów  dawne  pograniczne  spory  z  Niemcami  —  nie 
ustawały.  Gotowała  się  tym  sposobem  wielka  wojna  między 
Niemcami  a  Słowianami. 

Jeszcze  za  Ludwika  Pobożnego,  dla  trzymania  w  uległości 
Czechów  i  Serbów,  ustanowione  zostały  dwie  Marki  turyngskie: 
Południowa  i  Północna,  w  których  główne  stanowiska  były  w  Er- 
furcie  na  północ  i  w  Hallsztadzie  na  południe  od  turyngskiego 
lasu.  To  kraiszcze  serbskie  od  r.  805  początek  wiodące,  zostawało 
najprzód  pod  zarządem  margrafa  Madalgauda.  Przeciw  Czechom 
stanowiska  wojskowe  Niemców  były  w  Forheimie,  Brembergu 
i  Regensburgu,  nad  którymi  początkowo  przełożonym  był  Au- 
dulf.^")  Gotując-  się  do  wojny,  Ludvvik  w  margraistwie  turyng- 
skiem  osadził  Takulfa  księcia  sorabskiej  granicy  „dux  sorabici 
limitis",   a  pograniczem   przeciw   Czechom    zarządzał   wtedy  graf 


®)  Aniial.  Fuld.  a.  846,  gdzie  Rastiz  nazwany  nepotem  Moimari,  co 
według  badaczy  najprawdopodobniej  oznacza  synowca. 

")  Annal.  Fuld.  a.  846,  Inde  per  Boemanos  cum  magna  difficultate  et  grandi 
damno  exercitus  sui  reversus  est. 

Annal.  Prudentii  Trecen.  a.  846.  Hludovicus,  rex  Germanorum,  adversus  Scla- 
vos  profectus,  tam  intestino  suorum  conflictu,  quam  hostium  victoria  conterritus,  re- 
versus  est.  Annal.  Xantes.  a.  846.  Ipse  vero  cum  exercitu  suo  contra  Boemanos 
perexit . , .  sed  periculose  valde. 

10)  Kapitularz  Karola  W.  r.  805:  Ad  Forcheim,  et  ad  Breemberga,  et  ad 
Regenisburg  praevideat  Audulfus.  Erben  Regesta  str.  7.  Ten  Adolf  byt  markgra- 
fem  805—819;   później  Ernest  829—861. 


—     65     - 

Ernest.  W  tymże  czasie,  jakby  dla  zapewnienia  przyjaźni  może 
i  pomocy  Pribiny,  Ludwik  ustąpił  mu  na  własność  księstwo 
Błatneńskie  r.  848.^^)  A  gdy  już  wszystko  do  wojny  gotowe  było, 
wojsko  niemieckie  pod  wodzą  księcia  Ernesta  i  grafa  Takulfa, 
przez  Cheb  uderzyło  na  Czechy.  Cłicąc  sprawę  załatwić  poko- 
jem, Czecłiowłe  wysłali  posłów,  lecz  nie  do  najwyższego  wodza 
Ernesta,  a  do  Takulfa,  mającego  wielką  wziętość  u  Słowian,  za 
to,  że  znał  ich  zwyczaje  i  mowc.^-)  Rozpoczęła  się  krwawa, 
czteroletnia  wojna,  w  której  Serbowie  pomagali  Czechom.  Król 
Ludwik  sam  wojsko  prowadził  w  głąb  kraju  serbskiego,  niszcząc 
wszystko  po  drodze,  ale  Czechowie  wpadłszy  do  kraju  nieprzyja- 
cielskiego, sławnem  zwycięztwem  upokorzyli  dumę  Ludwika,  zmu- 
sili go  prosić  o  pokój  i  wydać  liczne  rynsztunki  wojenne  r.  850.^=^) 
Zwycięztwo  Czechów  natchnęło  sąsiednie  Słowiany  nadzieją  uwol- 
nienia się  od  wdzierstw  niemieckich.  Serbowie  w  r.  851  wal- 
czyli jeszcze,  lecz  niepomyślnie,  a  Takulf,  dla  rozszerzenia  swego 
władztwa  usiłował  zhołdować  kraje  między  Solawą  a  Modłą  '*) 


'^)  De  conversione  Baioar.  Pertz.  M.  G.  Xr,  p,  13.  Actum  in  loco  publico 
in  Regenespurc  anno  Domini  848,  indictione  XI  sub  die  4  Idus  Octob.,  także  Mo- 
nnmenta  Boica  XI,  119. 

**)  Boemanni  per  legatos  ad  Thaculfum  directos,  cui  prae  ceteris  credebant 
quasi  scienti  leges  et  consuetudines  Sclavicae  gentis,  erat  ąuippe  ,.dux  sorabici  li- 
mitis".  Annal.  Fuld.  an.  849.  Urodzony  w  okolicy  Fuldy,  zapewno  z  rodziców 
słowiańskich,  Takulf  miał  dobra  w  prowincyi  „juxta  Bohsmiam,  Sarowe  (Serbsko) 
nuncupatam",  był  jednym  z  głośniejszych  mężów  swego  czasu  i  miał  jeszcze  tytuł : 
„de  Bohemia  comes".  Raumer.  Regesta,  an.  873;  Miilverstedt.  Regesta  Archi- 
episcopatus  Magdeburgensis.  T.  I,  p.  12.  Ten  Takulf  urząd  księcia  „sorabici  limi- 
tłs"  sprawował  od  r,  848  do  r.  873,  po  nim  Ratolf  r.  874 — 880,  Poppo  r.  880 — 892; 
Konrad  892,  a  po  nim  Burchard  do  r.  908.  O  Takulfie  szczegóły  w  Knochenbauera 
Geschichte  Thiiringens.   1863.  s.  23 — 27. 

>»)  Annal.  Fuld.  Rudolft.  Pertz.  M.  G.  I,  366—367;  Prudent.  Trecen,  M. 
G.  I,  444.  Annal.  Xantes.  Pertz.  II,  229.  Szafarzyk.  Star.  Sław.  §  39,  5,  s.  445 
§  43»  5.  s.  540;  Palacki.  Dejiny,  I,  ks.  II,  r.  IV,  s.   132. 

")     Annal.    Fuld.    an.  851.     Pertz,    I,   367;    Annal.   Xantes   an.  851.     Pertz, 
II,  229,   Scheltz.  Geschichte  der  Lausitz,  s.  18.    Teraz  Mulda;  w  dokumentach  Milda 
według  K.  Polana,  ma  sie  zwać  Modła.    Lużica    r.   1890.   X.   5,   s,  40, 
Tom  III 


—     66     — 

3.    Walka    króla    Ludwika  z  Rościsławem  r.  855.     Slawitah  pan  na  Wi- 

toraziu    podaje   powód    do   zatargów  Rościsława  z  Ludwikiem  I  Serbami 

r.  856.    Takulf  przedłuża  najazdy  na  Serbów. 

Tymczasem  w  Morawii  Rościsław  obmyślał  środki  dla  uzy- 
skania zupełnej  niezależności  od  Ludwika.  Próbował  on  droga 
układów  osiegnąć  zamierzonego  celu,  słał  do  Moguncyi  posel- 
stwo w  r.  852,  jednocześnie  z  poselstwem  Bółgarów,^'')  którycli 
starał  się  na  swą  stronę  przyciągnąć,  a  może  i  przymierze  z  nimi 
zawarł.'^) 

Gdy  układy  nie  doprowadziły  do  zgody,  Ludwik  wypra- 
wił się  w  r.  855  przeciw  Rościsławowi  i  obiegł  go  w  warownem 
stanowisku,  lecz  doświadczywszy  mężnego  oporu,  musiał  ustępy- 
wać  po  lewym  brzegu  Dunaju,  będąc  ściganym  przez  Rościsła- 
wa J'^)  Kronikarze  niemieccy  nie  zapisali  szczegółów  niepomyśl- 
nego dla  nicli  zdarzenia  i  dla  tego  rezultatów  wojny  nie  znamy, 
ale  z  ogólnego  biegu  zdarzeń  możemy  wnioskować,  że  Ludwik 
był  pobity, '*')  a  Rościsław  uważał  się  za  swobodnego  od  wszel- 
kicłi  zobowiązań,  daninę  przestał  płacić  i  zbiegów  królewskicłi 
przyj  my  wał  do  siebie. 

W  tymże  czasie  dwaj  synowie  Witorada,  czeskiego  pana  na 
Witoraziu,  kłócili  się  o  dziedzictwo  po  ojcu.'''')  Jeden  z  nich  Sla- 
witah, wygnany  przez  wojska  bawarskie  z  swych  posiadłości, 
szukał  u  Rościsława  pomocy.  Król  Ludwik  stanął  po  stronie 
drugiego  brata,  wspieranego  przez  serbskiego  zwierzchnika  Cze- 
ścibora  (r.  856),  mianował  wygnanego   Czecha   panem  na  Wito- 


^5)  Annal.  Fuld.  Pertz.  I,  367,  in  cWitate  Mogontia  . .  .  legatiooes  Bulgaro- 
rum  Slavorumque  audivit  et  absolvit.  Że  tu  pód  nazwa  Słowian  tnają  sie  rozuńiieć 
'Morawianie,  to  z  tekstu  kronikarza,  wypada. 

'<^)  Annal.,  Pruden.  Trecen.  Pertz.  I,  s.  448,  Bulgari,  sociatis  sibi  Sclayis,;et, 
ut  feitur,  a  nostris  muneribus  inyitati,  adve|^us  Hludovicum,  GennanJae  regem,  arci- 
ter  promoventur,   sed  domino  pugnante  vincuntur. 

i'^)     Annal.  Fuld.  an.  855.'    Prud.  Tieceną.  an.  855. 

'**)     Dudik.    Mahrens  Geschichte.  I,  s.   133. 

'")     Putri  wyżej  §  20,  tom  II,  sir.  386. 


I 


—     67     — 

raziu  i  słał  wojsko  przeciw  Rościsławowi,  ale  ten  dzielnie  wsparł 
Slawitaha  i  najecliał  wschodnicli  Serbów,  co  sprawiło  wielkie 
rozdrażnienie  między  Serbami  tak,  że  zwierzchnika  swego  Cześci- 
bora,  przycłiylnego  niemieckim  zamiarom,  zamordowali  r.  858.-^) 
Kronikarze  nie  oznaczyli  jakiej  potęgi  i  gdzie  było  państwo 
Cześcibora,  wspominają  tylko,  że  w  Landskronie,  koło  Zgorzelca 
miał  swój  gród  i  był  względny  dla  swych  nieprzyjaciół.  Bada- 
nia historyczne  udowodniają,  że  władztwo  Cześcibora  rozciągało 
się  na  milczańską  i  łużycką  ziemie.-^) 

Kiedy  król  Ludwik  działał  przeciw  Morawianom,  książę 
serbskiej  granicy  Takulf  wojował  z  silnym  serbskim  ludem  Gło- 
maczami  (r,  856),  a  dwa  lata  później,  z  polecenia  Ludwika,  wy- 
konał nową  wyprawę  przeciw  Serbom,  lecz  musiał  poprzestać  na 
korzyściach,  jakie  między  Solawą  a  Modłą  osięgnął.--)  Później- 
sze wypadki  i  to  mu  wydarły. 

§37. 

Wojny  Ludwika  Niemieckiego  ze  Słowianami 
r.  858—869. 

I.    Słowianie  nadłabscy  wspólnie  z  Normanami  działają.    Walka  po  całej 

wschodniej  granicy  Niemiec.    858 — 860.    Śmierć  Pribiny  r.  860.    Wojna 

króla  Ludwika  z  Obodrytami  r.  862. 

Ledwo  król  Ludwik  skończył  wojnę  z  Morawianami  i  po- 
zbył się  kłopotu  w  sprawie  Cześcibora  (856 — 858),  a  już  musiał 
spieszyć  do  obrony  północnych  granic  państwa,  zagrożonych 
przez  Normanów  i  Słowian.  Nie  obeszło  się  w "  tym  razie  bez 
podżegania    króla    Lotaryngii   Lotara  przeciw  bratu   Ludwikowi 


20)  Annal.  Fuld.  an.  858.  Nuntiatum  est  ei  (Ludovici),  in  oriente  rempu- 
blicam  Sorabici  limitis  esse  turbatum  eo  quod  Sorabi  duce  eius  Zistiboro  nomine 
sibi  fidelissimo  insidiose  perempto  defectionem  meditarentur,  Palacki.  Dejiny,  I,  IT, 
4.  s.   134- 

2')     Jencz.    Powieść  o  serb.  kroi.  C.  M.   S.   1849 — 50. 

")     Anna).  Fuld.   an.  856,  858. 

5* 


—     68     — 

Wikingów  normańskich  i  książąt  słowiańskich.  Znakomity  Wi- 
king Rorik,  usadowiwszy  się  przy  ujściu  r.  Ejdory  w  zachodnim 
Szlezwiku  r.  857,')  trzymał  w  strachu  Nordalbingię  i  prawdopo- 
dobnie poduszczał  Słowian  do  wspólnego  przeciw  Niemcom  dzia- 


1)  Harald  królewicz  duński  ochrzczony  i  obdarzony  posiadłością  we  Fran- 
cyi,  podejrzany  później  o  stosunki  z  piratami,  został  przez  Franków  zamordowa- 
nym. Brat  jego  Rorik,  pałając  żądzą  odwetu  za  brata  i  za  osobiste  krzywdy  od 
Franków,  którzy  go  więzili,  zebrał  piratów  i  opanował  cześć  Fłandryi  przy  ujściu 
Renu  r.  850.  Potem  zrobił  najazd  na  Jutlandyę,  w  której  stanowisko  zajął  przy 
ujściu  r.  Ejder  i  za  zgodą  króla  Erika  tam  osiadł  r,  857.  Annal.  Fuld.  an.  850, 
857.  Depping.  Histoire  des  expeditioDS  maritimes  des  Normandes,  lib.  II,  eh.  III, 
pag.  97. 

Kruze,  przyjąwszy  na  uwagę  roczniki  Rudolfa  fuldeńskiego  i  Hinkmara,  tu- 
dzież Adama  bremeńskiego,  przyszedł  do  przekonania,  iż  wzmiankowany  wyżej  Ro- 
rik jest  tym  samym  Rurykiem,  który  państwo  ruskie  w  Nowogrodzie  założył.  "We- 
dług Kruzego,  Rorik  chrzest  przyjął  pierwszy  raz  w  r.  826,  ale  w  r.  841  połączywszy 
się  z  poganami  napadł  na  chrześcian,  a  w  r.  850  powtórnie  chrzest  przyjął,  co  mu 
jednak  nie  przeszkadzało  z  przyjacielem  swym  Baldwinem  grafem  Fłandryi,  porozu- 
miewać się  z  rozbójnikami  normańskimi.  — '  W  r.  855,  za  zgodą  cesarza  Lotara  II 
i  króla  duńskiego  Erika  II,  Rorik  całą  Jutlandyję  posiadł.  Wkrótce  potem  zda- 
rzyła się  wyprawa  Waragów  na  Słowian  północnych,  według  Nestora  w  r.  859;  a  czy 
w  tej  wyprawie  uczestniczył  Rorik  —  nie  wiadomo.  Niewątpliwie  jednak,  iż  w  r  861, 
dnia  I  Septembra,  kiedy  jedni  z  Normanów  przyjęli  służbę  u  Franków,  drudzy 
u  Brytów  przeciw  Frankom,  a  inni  w  domu  pozostali,  o  Róriku  w  Germanii  nie 
słychać.  Ale  w  tym  właśnie  czasie,  według  Nestora,  Rurik  przybył  do  Słowian. 
Z  tego  Kruze  wnioskuje,  że  Rorik  w  r.  861  z  Frislandyi,  lub  Jutlandyi  udał  się  do 
Słowian,  a  w  r.  863  powrócił  do  Frislandyi,  otrzymał  napowrót  władztwo  swe  Do- 
rostat  i  królowi  Karolowi  przysięgę  na  wierność  złożył.  Wygnany  z  Frislandyi 
przed  r.  867,  jak  raz  w  tym  samym  czasie,  kiedy  według  Nikonowskiego  kodeksu 
latopisu  Nestora,  Rorik  ostatecznie  objął  rządy  w  Nowogrodzie,  w  skutek  czego 
masa  Nowogrodzianów  do  Kijowa  umknęła.  —  W  latach  870 — 879  wzmianki  o  Ru- 
riku  w  kronikach  ruskich  nie  ma,  a  tymczasem  w  Lotaryngii  i  Francyi  zjawia  się 
znowu  Rorik,  który  w  r.  870  zawarł  z  Karolem  Łysym  umowę  w  Niemwegen, 
a  w  r.  872  przyjmy  wał  go  Karol  po  przyjacielsku,  jako  wassala  swego.  W  r.  873 
Rorik  poddał  się  pod  władzę  króla  Ludwika.  Według  Nestora  Rurik  umarł  r.  879, 
a  śrnierć  Rorika  w  kronikach  niemieckich  nie  zanotowana,  lecz  niewątpliwie  w  r.  882 
on  już  nie  żył.  —  W  r.  1837  w  północnej  Jutlandyi  odkryto  kamień,  z  napisem 
runiczym,  w  mowie  skandynawskiej,  z  wyrazami:  Ruricus  sponsae  (uxori)  Ingridae, 
co  według  zdania  Kruzego  i  Finn  Magnussena,  wskazuje  żonę  Rurika,  który  w  r.  862, 
jako  pan  Jutlandyi  żonie  swej  pomnik  zrobić  rozkazał.  Syn  Rurika  ruskiego  Igor, 
•  u  Byzantyńców  lyyotp  (Ingor)  ma  imię  jednakowego  z  nazwą  Ingirdy  brzmienia,  co 
zdaje  się  potwierdzać  identyczność  Rorika  z  Rurykiem.  Schmaler.  Jahrbiicher  fiir 
Slawische  Literatur,  1852,  .=.  70 — 71.  Sioegren.  Bericht  iiber  das  Werk  des  Finn- 
Magiiusen  Runamo  og-Runerne.    Petersburg,    1842. 


—     69     — 

łania.  Obodryci  i  Chełmianie  ciągłemi  wycieczkami  dokuczali  po- 
granicznym Saksom,  a  Serbowie  ucierali  sie  z  margrafem  Ta- 
kulfem. 

W  r.  858  Ludwik  wyprawił  jedno  wojsko,  pod  wodza  syna 
swego  Ludwika,  przeciw  Obodrytom  i  Cliełmianom,  drugie  prze- 
ciw Serbom  nadłabskim,  trzecie  przeciw  Rościsławowi  morawskie- 
mu,-) a  sam  wystąpił  przeciw  bratu  Karolowi,  królowi  Francu- 
zów. Tymczasem  Normani,  prawdopodobnie  drużyna  Wikinga  R6- 
rika,  napadli  na  Nordalbingię  i  chociaż  Niemcy  chwalili  się,  że 
ich  przepędzili,^)  ale  wyprawa  przeciw  Obodrytom  nie  udała  się. 
Jeszcze  gorzej  powodziło  się  Niemcom  z  Serbami,  powstałymi  z  po- 
wodu sprawy  Cześcibora.  Poruszenie  się  ich  takie  groźne  rozmiary 
przyjęło,  że  Ludwik  znalazł  się  zmuszonym  opuścić  wojsko  wy- 
prawione przeciw  Francyi  i  spieszyć  na  wschód  r.  859.*)  Zapewno 
z  powodu  ogólnego  niepowodzenia  oręża  wstrzymaną  została  wy- 
prawa zamierzona  przeciw  Morawianom,  a  być  może  Ludwik  po- 
kłóciwszy się  z  synem  swym  Karlomanem,  wielkorządzcą  Ka- 
ryntyi  (Chorutanów),  nie  śmiał  w^ystąpić  przeciw  Rościsławowi, 
z  którym  Karloman  wszedł  w  przymierze.  Nieczynność  Ludwika 
zgubiła  wiernego  jego  sprzymierzeńca  Prybinę.  Korzystając  z  do- 
godnej pory,  Morawianie,  dawno  już  czyhający  na  ich  wroga 
Prybinę,  razem  z  Karlomanem  napadli  na  jego  państwo  i  same- 
go Prybinę  zabili  r.  860.  Syn  zabitego  Kocieł  objął  władzę 
w  księstwie  Błatneńskiem.'^)    Ludwik  nie  mógł   temu  zapobiedz, 


I 


2)  Rudolfi  Fuld.  an.  858.  Rex  decrevit  tres  exercitus  in  diversos  regni  sui 
terminos  esse  mittendos:  unum  quidem  —  in  Sclavos  Marahenses — alterum  vero  per 
Hludovicum  filium  suum  minorem,  in  Abodritos  et  Linones,  tertium  autem  in  Sora- 
bos.  W  Annal,  Fuld.  a.  858  —  tertium  per  Thachulfum  in  Sorabos,  a  o  Linonach 
nie  wspomniano.  Pertz.  I,  371.  —  Zamiast  Linonów,  pisze  tu  Chelmian,  o  czem  patrz 
wyżćj  str.  55,  56. 

"'')     Annal.  Bertinian.  a.  858. 

*)     Annal.  Fuld,  a.  858,  859. 

^)  De  conversione  Bogoar.  Pertz,  XI,  I4.  Anno  865  venerabilis  arohi- 
episcopus  Juvavensium  Adalvinus  nativitatem  Christi  celebravit  in  castio  Chesilonis 
(znaczy  25  grudnia  864  r.)  noviter  Mosapurc  vocato,  quod  illi  sucessit  moriente  pa- 
tro  suo  Privina,  quem  Moravi  occiderunt.     Z  dokumentu    pod    r.  860  w  Monumenta 


—     70     — 

bo  właśnie  w  tym  czasie  musiał  bronić  północne  granice.  W  ro- 
ku 862  sam  on  prowadził  wojsko  przeciw  księciu  Obodrytów  Do- 
bomyslowi,  ale  powiodło  mu  się  nieszczęśliwie:  wielu  znakomi- 
tych wojowników  zginęło,  —  król  musiał  ustępywać,  zadowol- 
niwszy  się  tem,  że  mu  dano  jakichś  zakładników.") 

2.    Syn   Ludwika   Karloman    wchodzi   w  zmowę  z  Rościsławem.     Ludwik 

zawiera  przymierze  z  Bółgarami  r.  864,    rzuca   się   na  Morawy.     Kocieł 

książę  błatneński  w  związku  z  Niemcami. 

Nie  pora  była  dłużej  u  Obodrytów  bawić.  Sprzymierzenie 
się  Karlomana  z  Rościsławem  ciągnęło  króla  do  Bawaryi,  dla 
urządzenia  spraw  Karyntyi,  którą  synowi  odjąć  postanowił,  oraz 
przygotować  się  do  wojny  z  Rościsławem,  dla  czego  zdążywszy 
do  Bawaryi,')  wszedł  w  zmowę  z  Bółgarami  i  z  ich  posłami  za- 
warł w  Tulln  przymierze  r.  864,^)  stale  dochowywane  aż  do 
końca  wieku,     Poczem  dopiero  Ludwik  przebywszy  Dunaj  z  li- 


Boica  XI,  119  widać,  że  wtedy  Pribina  żyl:  jeszcze,  ale  w  r  861  występuje  już 
Kocieł  na  sejmie  w  Regensburgu.  O  księstwie  Prybiny  rozprawa  w  „Svetozorze"  za 
rok   1859,  N.   16  i  następ. 

")  W  rocznikach  fuldeńskich  wyprawa  ta  zapisana  pod  r.  862  w  sposób 
przyjazny  Ludwikowi,  głosząc,  źe:  „Rex  ducto  in  Abodritos  exercitu,  ducem  eorum 
Tabomiuzlem  rebeliantem  dieto  obedire  et  fllium  suum  cum  aliis  obsidibus  dare 
coegit.  Tymczasem  roczniki  Bertiniańskie,  pisane  we  Francy]  przez  Hinkmara,  bi- 
skupa reimskiego,  pod  rokiem  862  opiewają,  że  król  Ludwik,  gotując  się  do  wojny 
ze  Słowianami,  prosił  o  pomoc  swego  krewnego  Lotara,  króla  Lotaryngii,  ale  ten 
chociaż  obiecał,  lecz  później  nię  przybył.  Hludovicus  autem,  relicto  in  patria  filio 
Carolo,  Hludowicum  fiłium  suum  secum  ducens  aggreditur  Winidos;  unde  amissis 
quibusdam  primoribus  et  nihil  prospere  gestis,  sub  obtentu  obsidum  ad  Francofurd 
revertitur.  Podobnież  w  Annales  Xantes,  pisanych  w  Lotaryngii  pod  r.  863.  Lu- 
dovicus  rex  primum  conventum  habuit  Yangioma  et  post  hac  Mogontia,  ibiąue  venit 
ad  eum  Lotharius,  hostem  machinantes  in  Sclavos,  quod  et  postea  fecerant,  sed  non 
profuit.  A  zatem  już  w  IX  wieku  łatopiscy  niemieccy  puszczali  się  na  tendencyjne 
drogi,  nie  zważając  na  prawdę,  byle  wysławić  czyny  swych  wojowników, 

"*)  Ludovicus  vfiro  totum  pene  annum  morabatur  in  Beioaria;  caute  agens 
contra  Margos  rebelles  et  contra  fiłium,     Annal,  Xantes  an.  864. 

*)  Quoniam  nuntias,  quod  fldelis  rex  (Ludovicus)  dipositum  habeat  venire 
Tullinam,  et  deinde  pacem  cum  rege  Yulgarorum  confirmare,  et  Rastitium,  aut  vol- 
lcndo  ąut  nojlęndo  sibi  pbedięntem  facere,     Erben,  Regesta  I,  i^^. 


—     71     — 

I^Pcznem  wojskiem,  nagle  rzucił  sie  na  Morawy  i  Rościsława  w  gro- 
dzie Dziewinie  •  obiegł.**)  Rościsław  widział  się  zmuszonym  wejść 
w  układy  z  Ludwikiem,  wydał  zakładników  i  przysiągł  na  wier- 
ność.^**) Niedługo  jednak  wypadło  mu  znosić  tę.  upokorzającą 
umowę.  Młodszy  syn  królewski,  Ludwik,  powstał  przeciw  ojcu 
i  za  przykładem  Karlomana,  udał  się  do  Rościsława  o  pomoc, 
sam  przybył  do  Morawy  i  zachęcał  do  odzyskania, niepodległości 
r.  866,  a  tymczasem  agentów  swych  słał  do  Turyngii  i  Sakso- 
nii, pobudzając  do  powstania. ^^)  Sprawy  tak  się  składały,  że 
wojna  między  Ludwikiem  a  Rościsławem  stała  się  konieczną. 
Jakoż  w  r.  868  dwaj  przeciwnicy  walczyli,  bez  skutku,  szukając 
sprzymierzeńców.  Ludwik  pogodził  się  z  synaini,  wciągnął  do 
swej  polityki  Bółgarów,  na  żądanie  których  niedawno,  roku  866 
w  Regensburgu  przez  poselstwo  objawione,  wysłał  im  księży  ła- 
cińskich dla  umocowania  w  chrześciaństwie  króla  Borysa  z  czę- 
ścią ludu  nawróconych. '2)  Rozścisław  mógł  liczyć  tylko  na  Cze- 
chów i  Serbów,  bo  sąsiedni  książę  błatneński  Kocieł  trzymał  się 
polityki  ojca  swego  i  żył  w  zgodzie  z  Niemcami,  chociaż  władz- 
two jego  uszczupliło  się  przez  odjęcie  na  pograniczu  Karyntyi, 
krainy  Dudleipa  zwanej.^-') 


i 


9)  Annal.  Fuld.  an.  864;  Annal.  Hildesheim.  an.  864.  —  Dziewin  niedaleko 
teraźniejszego  Hradiszcza,  podobno  Deben,  pewniej  Podiwin. 

10)  Annal.  Fuld.  a.  864.  Rastiz  .  . . .  cum  universis  optimatibus  suis  fidem 
se  cunctis  diebus  regi  servaturum  esse,  juramento  firmavit,  licet  illud  minime  ser- 
vaverit. 

")  Annal.  Fuld.  a.  864.  Nuntiis  per  universain  Thuringiam  et  Saxoniara 
missis    .     contra  regem  rebellare  disposuit. . . . 

12)  Annal.  Fuld.  a.  866 ., .  Hincmar  Remen.  an,  866.  Ermanrich  biskup 
passawski  z  księżmi  i  diakonami  przybywszy  do  Bólgaryi,  znalazł  tam  księży  łaciń- 
skich, wcześniej  przez  papieża  Mikołaja  I  wysłanych.  Musiał  wiec  Ermanrich  po- 
wrócić bez  spełnienia  swej  missyi. 

»»)  Szafarzyk.  Star.  Sł.  §  42,  2.  s.  514,  Żupa  Dudleipa  =  Dulęby  leżała 
w  stolicy  Saladskićj,  na  porzeczu  Kaniży  (Knesaha).  Ostatecznie  jednak  położenie 
tej   żupy  jeszcze  nie  wyjaśnione. 


—     72     — 

3.    Rościsław  z  Morawianami  i  Czechami   na   Bawaryę   napada.     Ludwik, 
pogodziwszy  się  z  synami,   przyciska  Morawy  r.  869.     Niepomyślny  ko- 
niec wyprawy. 

Z  nastąpieniem  r.  869  Rościsław  postanowił  wstępnym  bo- 
jem w  kraju  nieprzyjacielskim  odwrócić  przeciw  niemu  wymie- 
rzone zamachy  Ludwika.  Czechowie  wpadłszy  do  Bawaryi,  a  Ser- 
by  do  Turyngii,  pustoszyli  ogołocone  z  wojska  kraje.'*)  Synowiec 
Rościsława  Świętopełk,  wtedy  już  ksiaże  nitrański,  połączył  się 
z  Morawianami.'^)  Król  Ludwik,  stosując  się  do  działań  nie- 
przyjacielskich, podzielił  swoje  wojska  na  trzy  części.  Z  nich  je- 
dno prowadził  królewicz  Ludwik  przeciw  Serbom  i  Susłom,  zmu- 
sił ich  w  sierpniu  roku  869  do  odwrotu  i  miał  nawet  zniewolić 
mieszkańców  jakiejś  okolicy  do  uznania  swego  zwierzchnictwa.'*) 
Królewicz  Karloman  prowadził  Bawarów  przeciw  Świętopełkowi, 
a  trzecie  wojsko  z  Franków  i  Szwabów  sam  król  zamierzał  pro- 
wadzić przeciw  Rościsławowi,  lecz  zachorowawszy,  powierzył  je 
najmłodszemu  synowi  Karolowi,  który  wtargnąwszy  z  Rakus  do 
Morawy,  palił  osady,  lecz  głównego  grodu  AYelihradu,")  dosko- 
nale obwarowanego,  zdobyć  nie  mógł.  Tymczasem  Karloman 
z  Pannonii  wtargnąwszy  do  Nitrańska,  spalił  okolicę  i  pobił  za- 
stęp Morawianów,  zostający  pod  wodzą  Hundakara,  który  prze- 
niewierzywszy  się  suzerenowi  swemu  Karlomanowi,  wcześniej 
jeszcze  przeszedł  do  Morawianów,'^)  lecz  w  pierwszej  potyczce 
z  Karlomanem,  poległ.    Radość  z  tego  powodu  była  tak  wielka, 


^•')  Annal.  Fuld.  a.  869.  Sorabi  et  Siusli,  junctis  Bohemis  et  ceteris  vicinis, 
antiąuos  terminos  Thuriwgorum  transgredientes  (Solawę)  devastant. 

^'^)  Ze  Świętopełk  w  r.  869  władał  już  księstwem  Nitrańskiem,  to  można 
uważać  z  annalisty  fuldeńskiego  pod  r.  870,  patrz  niżej  §  39  cyt.   i. 

")     Annal.  Fuld.  a.  869. 

")  W  dokumencie  r.  1030.  Yieligrad  ad  flumenta  fluv.  Moravae.  Boczek. 
Codex  Diplom.  I,  113.  Stary  Wielehrad  zburzony  podczas  napadu  Węgrów,  Z  ruin 
powstało  teraźniejsze  Hradisztć  r.  1258.     Szafarzyk.   Star.  Sł.  §  41,  4,  s.  479. 

^*)  Morę  Catilino  dimicare  volens,  powiedziano  w  Annal.  Fuld.  a.  869.  Pertz, 
I,  381. 


—     7?,     — 

źe  król  Ludwik  rozkazał  we  wszystkich  kościołach  regensburg- 
skich  bić  we  dzwony.  —  Po  tern  Karloman  połączył  się  z  bratem 
Karolem,  z  czego  bracia  wielce  radowali  się  i  winszowali  so- 
bie zwycięztwa.^*)  Taki  opis  wyprawy  tej  podali  Niemcy,  tym- 
czasem według  Hinkmara,  biskupa  reimskiego,  bracia  królewi- 
cze, poniósłszy  wielkie  straty,  wracali  do  domu,  a  o  żadnem 
zwycięztwie  ani  słychać. 2*')  Przewaga  okazała  się  na  stronie 
Rościsława.  Ludwik  nie  mógł  dotrzymać  mu  pola  i  widział  się 
zmuszonym  do  zawarcia   pokoju   nie  zupełnie  dlań  dogodnego.^') 


§38. 

Apostolstwo  śś.  Cyryla  i  Metodego  (r.  863 — 870). 

I.   Niechęć  Słowian  do  chrześciaństwa  przez  Niemców  opowiadanego. 

Oręż  cesarski,  łamiąc  granice  Słowiańszczyzny  zachodniej, 
otwierał  misyonarzom  niemieckim  drogę  do  apostolstwa  wśród 
Słowian.  Biskupstwa  Salcburgskie,  Passawskie  i  Regensburg- 
skie,  rozszerzając  swe  dyecezye,  od  czasów  Karola  W.,  na  zie- 
miach słowiańskich,^)  starały  się  o  ubespieczenie  władzy  swej, 
urządzały  hierarchiję  duchowną,  wznosiły  kościoły,  hojnie  w  do- 
bra ziemskie   uposażone, ^j   dyecezye  jednak   nie   były   rozgrani- 


19)  Annal.  Fuld.  a.  869.    Pertz.  I,  381. 

20)  Hincmar  Remen.  an.  869.  mówi:  Królewicze  aut  nihil,  aut  parum  utili- 
tatis  egerunt,  sed  damnum  masimum  retulerunt. 

2*)  Hincmar  Remen.  an.  869.  Hludovicus  pacem  cum  quadam  conditione 
apud  Yinidos  obtinere  procuravit. 

1)     Wyżćj  §  36,  cyt.  6. 

')  Nawet  kościoły  w  Bawaryi  położone  freizyngeński  i  dolno- altaheński 
miały  uposażenie  na  ziemiach  słowiańskich.  (Erben.  Regesta  NN.  24  i  29).  Mię- 
dzy rzekami  Aista  a  Nardina  z  północy  do  Dunaju  wpadajacemi,  leżały  posiadłości 
regensburgskiego  kościoła.  (Erben.  Regesta  N.  27).  Klasztor  S.  Emmerama  w  Re- 
gensburgu  posiadał  dobra  w  Pannonii.  (Erben,  Reg.  N.  34).  Benedyktyni  Krems- 
miinsterscy  posiadali  dobra  w  Grunzviti  pagus  w  Marce  Wschodniej  (Austryi), 
nad  r.  Treismą,  w  pobliżu  granicy  morawskiej.  (Erben.  Regesta  N.  22).  Islad  taż 
rzeka  leżały  dobra  arcybiskupa  salcburgskiego. 


—     74     — 

czone  ściśle.  Każdy  z  biskupów  chciał  co  największy  obszar  za- 
garnąć. Wszczęły  się  pomiędz^y  nimi  intrygi  i  kłótnie,  które 
wreszcie  cesarz  Ludwik  Pobożny  rozstrzygnął  w  Regensburg-u- 
(r.  829)  w  ten  sposób,  że  ziemie  połóżoTife  na  wscłiód.od  Łysej- 
góry  (Kałileriberg),  a  rozdzielone  rzekami  Sprazą  i  Rabą,  mają 
należy ć  północną  i  wschodnią  częścią  do  Passawskiego,  a  pofu- 
dniową  i  zachodnią  do  Salcburgskiego  biskupstwa.^)  W  skutek 
tego  Morawia  zaliczoną  została  do  biskupstwa  Passawskiego, 
a  w  południowych  od  Dunaju  krajach,  równie  jak- w  księstwie 
Nitrańskiem  szerzyła  się  władza  arcybiskupa  salcburgskiego,  sta- 
raniem którego  wiele  kościołów  w  księstwie  Błatneńskiem  i  w  Ni- 
trawie  wzniesiono  około  r.  836."')  Czechy  zostawały  jeszcze  w  po- 
gaństwie i  niezależności  od  cesarstwa,  ale  chrzest  1 4  panów  cze- 
skich z  ich  czeladzią  w  Regensburgu  (r.  845),^)  podawał  bisku- 
pom regensburgskim  powód  do  rozciągania  swej  władzy  i  na 
Czechy,  co  aż  do  ustanowienia  biskupstwa  Prażskiego  (r.  973) 
trwało. 

Wszakże  usiłowania  biskupów  niemieckich  do  rozszerzenia 
chrześciaństwa  u  Słowian,  nie  osiągały  pożądanych  skutków.  Po- 
ganie, patrząc  na  bezustanne  napady  pogranicznych  grafów,  gra- 
bieże i  zniszczenie  ojczystych  posad  przez  Niemców,  nie  mogli 
spotykać  przyjaźnie  ich  misyonarzy  i  wierzyć  temu,  co  ci  opo- 
wiadali o  cnotach  i  miłości  bliźniego.  Wreszcie  wymaganie  dzie- 
sięciny i  odprawianie  nabożeństwa  w  języku  łacińskim  nie  uspo- 
sobiały  bynajmniej  ludu  słowiańskiego  do  przyjmowania  nauki 
obcej  wyobrażeniom  jego  i  niezrozumiałej.  Nie  dziw  więc,  że 
rozwój  nauki  Chrystusa  w  Czecliach,  Morawii  i  Pannonii  był 
bardzo    ograniczony,    chociaż    książę    Moimir    wyznawał    chrze- 


")  Wyżej  §  36,  cyt.  6,  s.  62.  O  waśniach  pomiędzy  biskupami.  Szafarzyk. 
St.  Słów.  §  41,  s.  486—8. 

'»)     Wyżej  §  36,  s.  63. 

'')  Annal.  Fuld.  an.  845.  Hludovicus  quatuordeciin  ęx  ducibus  BoemaniO- 
rum  cum"  hominibus  suis  christiaiiam  religionem  desiderantes  suscepit,  ei  i.n  o.ćtayis 
Theophaniae  baptisari  iussit.     Pertz.  M,  G.  I,  364. 


—     75     — 

ściaństwo,  a  ksiaże  Rościsław  troszczył  się  o  wytępienie  po- 
gaństwa.**) 

Z  większem  powodzeniem  nieco  zaprowadzał  w  księstwie 
Błatneńskiem  chrześciaństwo  Pribina,  wznosząc  liczne  kościoły 
i  pomagając  do  ustanowienia  hierarchii  duchownej  od  arcybiskupa 
salcburgskiego  zależnej.  Zależność  ta,  datująca  się  od  czasów  Ka- 
rola W.,  miała  na  celu  wznieść  powagę  arcybiskupa  i  dla  tego 
ustanowione  zostały  przepisy,  aby  żaden  ksiądz  postronny,  bez 
dozwolenia  zwierzchności  duchownej,  nie  mógł  dłużej  nad  trzy 
miesiące  swych  obowiązków  sprawować.')  Że  arcybiskupi  salc- 
burgscy  rościli  sobie  prawo  do  zarządu  duchownego  w  Pannonii 
i  byli  do  tego  upoważnieni  przez  cesarza  Ludwika,  to  niewątpli- 
wie, ale  ze  strony  stolicy  apostolskiej  potwierdzenia  podobnego 
prawa  nie  posiadali,  a  to  właśnie  stało  się  później,  jak  zobaczy- 
my, przyczyną  nadzwyczaj  przykrych  wypadków. 

Nie  śmiemy  twierdzić,  aby  już  wtedy  biskupi  niemieccy 
upatrywali  w  religii  środek  do  wynarodowienia  Słowian,  ale  że 
dążyli  do  zespolenia  ich  przez  kościół  z  cesarstwem,  to  wypływało 
z  pojęcia  o  uniwersalnej  władzy  cesarza  rzymskiego.  Wszak  od 
czasów  Karola  W.  wyrabiało  się  przekonanie  powszechne,  że  jak 
cesarz  jest  najwyższym  władzcą  wszystkich  ludów,  tak  papież  jest 
najwyższą  głową  kościoła,  —  że  jak  cesarzowi  i  władzom  przez  nie- 


*)  Quod  populus  suus  (Rastici)  ab  idolorum  ąuidam  cultura  recesserat,  et 
christianam  legem  observare  desiderabat.  —  Legenda  Italica,  tak  zwane  Translatio 
S.  Clementis,  cap.  7. 

')  W  zapisku  duchowieństwa  salcburgskiego:  de  conversione  Bagoariorum  et 
Carantanorum,  czytamy,  że  jes2xze  za  Karola  W.  ustanowiono :  quod  nullus  episco- 
pus  alicubi  veniens,  potestatem  habuit  ecclesiasticam  in  illo  confinio  nisi  Salzburgen- 
ses  rectorcs,  neque  presbyter  aliunde  veniens  plus  tribus  mensibus  ibi  suum  ausas 
est  colle  officium,  priusquam  suam  dimissoriam  episcopo  presentavit  epistolam.  A  da- 
lej w  tymże  zapisku  dodano:  hoc  enim  ibi  observatum  fuit  usque  dum  nova  orta 
est  doctrina  Methodii  philosophi.  Pertz.  M.  G.  I,  cap.  10.  Gdy  jednak  memoryał 
ten  przeznaczony  był  prawdopodobnie  dla  królu  Ludwika  Niemieckiego,  aby  mu  do- 
wieść prawa  biskupa  salcburgskiego  na  rozszerzenie  jego  juryzdykcyi  w  Pannonii, 
nie  możemy  go  brać  na  uwagę  inaczej  jak  w  porównaniu,  z  tem  co  wypowiedział 
papież  Jan  VIII  względem  usunięcia  praw  arcybiskupa  salcburgskiego  na  Panno- 
niję,  o  częm  niiej  powiemy. 


—    ye    — 

go  ustanowionym  należy  sie  posłuszeństwo,  tak  papieżowi  i  usta- 
nowionym przez  niego  biskupom  należy  sie  cześć  duchowna.  Ko- 
ściół miał  pojednać  poganów  z  chrześciaństwem,  zespolić  Słowian 
z  cesarstwem,  przez  załączenie  ich  do  biskupstw  niemieckich, 
zlać  z  Niemcami  w  jeden  naród.  Jeżeli  gmin  słowiański  nie  ro- 
zumiał tego,  niepodobne,  aby  książęta  słowiańscy  i  możniejsi  oby- 
watele, znając  jak  ich  pobratymcy  w  Bawaryi  i  Turyngii  z  przy- 
jęciem chrześciaństwa  wynarodowiali  sie,  nie  pojmywali  do  czego 
prowadziły  usiłowania  biskupów  niemieckich.  Wreszcie  przyłą- 
czenie Morawii  do  biskupstwa  Passawskiego  ubliżało  powadze 
księcia  Rościsława. 

Będąc  od  urodzenia  chrześcianinem  i  mając  przed  oczami 
ustrój  państw  chrześciańskich,  Rościsław  zrozumiał  ogromne  zna- 
czenie chrześciaństwa  w  organizacyi  państwowej.  Miał  on  do 
porównania  z  jednej  strony  ludy  słowiańskie,  zostające  w  pogań- 
skiej ciemnocie,  bez  oświaty,  bez  wszelkich  sposobów  do  zorga- 
nizowania się,  —  z  drugiej  monarchię  Franków,  zawdzięczającą 
swą  potęgę,  oświatę  i  znaczenie  —  jedynie  chrześciaństwu.  — 
Aby  uchronić  niezależność  Słowian  wypadało  koniecznie  połą- 
czyć ich  z  chrześciaństwem,  lecz  przy  takich  okolicznościach, 
w  jakich  Morawia  za  czasów  Rościsława  zostawała,  chrzest  ludu 
przez  misyonarzy  niemieckich  był  niebezpieczny,  pociągał  bowiem 
księcia  do  zależności  od  hierarchii  duchownej  niemieckiej,  a  przez 
to  samo  i  do  niejakiej  zależności  od  cesarstwa.  Unikając  podo- 
bnego wypadku  i  życząc  mieć  własny  kościół,  odpowiadający  po- 
trzebom ludu,  broniący  interesów  narodowych,  Rościsław  spo- 
dziewał się  kościół  taki  ustanowić  z  pomocą  księży  wschodnich 
do  czego  ówczesne  okoliczności  sprzyjały. 

2.     Przybycie  apostołów  do  Morawii  (r.  863).     Powodzenie  ich  i  podróż 
do  Rzymu  (r.  767).     Pobyt  w  Rzymie.     Zgon  Cyryla  r.  869. 

Kiedy  książę  Rościsław  zamierzał  w  państwie  swem  usta- 
nowić kościół  narodowy  i  na  ten  cel  wezwać  księży  ze  Wschodu, 
w  Bółgaryi    i    cesarstwie   AYschodniem    gotowały    się    wypadki, 


—   11   — 

mające  wywrzeć  wpływ  ogromny    na    przyszłość    całej    Słowiań- 
szczyzny. 

W  nadmorskiem,  handlowem  i  bogatem  mieście  Tesalonice, 
po  słowiańsku  Soluń  zwanem,  synowie  zamożnśj  rodziny  grec- 
kiej,*) starszy  Metody,  Młodszy  Konstanty,  później  Cyrylem 
mianowany,  otrzymawszy  staranne  wychowanie,  od  młodości  go- 
towali sie  do*  stanu  duchownego.  Spokojny,  łagodny,  zatopiony 
w  rozmyślaniu  o  wielkości  Boga,  Metody  wcześnie  udał  się  do 
klasztoru  na  górze  Olympie,  nie  tej,  która  niegdyś  słynęła  jako 
siedlisko  bogów  greckich,  a  na  półwyspie  Chalcydyjskim,  teraz 
Athos  zwanym.*)  Tam  on  przyjął  święcenie  kapłańskie.  Kon- 
stanty wcale  innego  był  usposobienia.  Nadzwyczaj  żywej  wyo- 
braźni, gorącego  serca,  rozległych  pomysłów  i  niepospolitej  ener- 
gii do  śmiałych  przedsięwzięć,  Konstanty  oddawszy  się  nau- 
kom, znalazł  przyjęcie  na  dworze  cesarskim  w  Konstantynopolu 
i  taką  mądrością  zasłynął,  że  go  powszechnie  filozofem  zwano. 
Otwierała  się  mu  droga  do  najwyższych  w  państwie  godności, 
ale  dusza  jego  napełniona  pobożnością  pragnęła  trudów,  poświę- 
cenia się  w  imię  chrześcieństwa  i  dobra  ludów.  Okolice  Salonik 
zasiedlone  były  masą  Słowian  w  pogańskiej  ciemnocie  zostają- 
cych. Konstanty  myślał  przedsięwziąć  kroki  do  ich  oświaty 
z  pomocą  chrześciaństwa,  a  znając  dokładnie  język  słowiański, 
starał  się  poznać,  zbadać  i  przysposobić  alfabet  pisma  słowiań- 
skiego. Wymagało  to  czasu  i  spokoju  do  pracy.  Tymczasem 
Konstanty  zamierzał,  udać  się  do  brata  Metodego  na  górze 
Olimpu  i  zapewno  zająć  się  nawróceniem  okolicznych  Słowian,'**) 


®)  Dawniej  profesor  moskiewski  Pogodin  i  inni,  a  w  nowsze  czasy  profesor  ode- 
ski  Uspienski  Fjodor  utrzymywali,  że  śś.  Cyryl  i  Metody  byli  Słowianami.  IIsBtCTia 
CiaBflHCKaro  E-iaroTBopHTeJŁHoro  06mecTBa.  Petersburg,  r.  1885.  Kwiecień,  s.  231. 

")  Dawniej  wszystkie  trzy  przylądki  półwyspu  Chalcydyjskiego,  przy  zatoce 
Thermejskićj,  zwały  się  górami  Olympijskiemi,  później  przylądek  wschodni  nazwano 
Athos,  a  nareszcie  wszystkie  trzy  przylądki  otrzymały  ogólną  nazwę  góry  Athos 
(Afon).  Bilbasow.  Kiipij.Łit  11  MeoG^iii  II  s.  38. 

^*>}  W  legendzie  soluńskiej  czytamy:  Bulgares  magna  me  laetitia  receptura 
Ravenium  in  urbem  prope  Bregalnitzam  flumen  duxcrunt.  Ego  illis  conscripsi  litte- 
ras  quinque   et   triginta,     Culgares   autem,    quamquam   ipse   eos   pauca   docui,    tamen 


—     78     — 

niespodziewana  jednak  okoliczność  rzuciła  go  w  inną  zupełnie 
stronę. 

Chazary  zażądali  od  dworu  Konstantynopolskiego  przysłania 
im  nauczycieli,  dla  oznajomienia  ich  z  chrześciaństwem.  Wypadało 
posłać  ludzi  biegłych  w  naukach,  krasomówców,  a  przytem  nie- 
ustraszonych i  gotowych  na  wszelkie  niebezpieństwa  w  tak  odle- 
głej i  trudnój  podróży.  Wybór  imperatora  Michała  III  padł  na 
Konstantego,  który  najprzód  sam,  a  potem  około  r.  858  razem 
z  bratem  Metodym  odbył  poselstwo  do  Chazarów.  Będąc  w  Cher- 
sonesie  tauryckim  Konstanty  pobudził  miejscowego  biskupa  do 
odszukania  na  wyspie  morskiej,  w  ruinach  kościoła,  zwłok  św. 
Klemensa  papieża,  zesłanego  z  Rzym.u  na  wygnanie  do  Cherso- 
nesu,  a  później  z  rozkazu  imperatora  Trajana,  za  szerzenie  chrze- 
ściaństwa  w  Taurydzie,  wrzuconego  do  morza,  za  szyję  do  ko- 
twicy przywiązanego,  około  r.  102.  Odkrycie  zwłok  tego  mę- 
czennika, około  r.  861,  otworzyło  braciom  drogę  do  najświetniej- 
szych czynów.^') 

multa  didicerunt;  deus  eos  fidem  Christianam  docuit  jamque  fides  orthodoxa  susci- 
piunt  deoquc,  quae  ejus  sunt,  trib\itum.  —  Podobnie  w  Obdormito  ś.  Kyrilli:  Post 
Bregalnitzam  profeelus  Sclavonios  nonnullos  jam  baptizatos  invenit.  Reliąuos  autem 
postquam  baptizavit,  ad  verum  fidem  duxit  librosque  litteris  Sclavicis  scriptis:  sunt 
autem  facti  per  eum  christiani  quatuor  milia  et  quinquaginta. 

1')  Głownem  źródłem  do  historyi  pochodzenia,  początków  życia,  poselstwa  do 
Chazarów,  wynalezienia  relikwii  ś.  Klemensa,  troskliwego  ich  zachowania  i  przeniesienia 
do  Rzymu,  jak  równie  apostolstwa  u  Słowian  braci  Konstantego  i  Metodego,  —  są  ży- 
woty ich,  pospolicie  legendami  zwane,  stosownie  do  miejscowości,  na  których  spi- 
sane zostały. 

Legendy    z  dodatkiem    urywków    z   ksiąg-   kościelnych,    najczęściej    w   języku 

słowiańskim  przechowanych,  — .  w  połączeniu  z  dokumentami  stanowią  ogromny  ma- 
teryał  do  historyi  apostolstwa  u  Słowian  braci  Konstantego  i  Metodego.  —  Kozbiór 
maleryalu  tego,  dotąd  jeszcze  nie  zbadanego  krytycznie,  —  należy  do  prac  specyal- 
nych.  Wszakże,  dla  dogodności  czytelników,  dokumenty  przytoczymy  w  końcu  tej 
księgi,  a  w  tem  miejscu  uczynimy  krótką  wzmiankę  o  starożytnych  legendach,  we- 
dług następnego  porządku.  "^    '\''" ' 

I.  Ż  y  w  o  t  y  K  o  n  s  t  a  n  t  e  g  6"  "i'  ."M  e  t  o  d  e  g  o  pannońslcimi  zwane,  dla 
tego,  że  w  Pannonii  zapewne  były  riapisanć, '  w  "końcu  IX  w.  po  słowiańska.  Da- 
wniej stawiono  je  w  szeregu  legend,  lecz  óbfecnie,  po  sprawdzeniu  wiarogodności 
wypadków  w  tych  żywt  tach  zapisanych,  zaliczamy  je  do  ważniejszych  źródeł: 

Żywot  Konstantego  według  rękopiśmu  monasteru  Rylskiego  r.  1479, 
zatytułowany :    Pa  mięt'  i  żytje  błażennaho   uczitela    naszeho    Kon- 


ip- 


79 


Pracując  oddawna  nad  ułożeniem  pisma  słowiańskiego,  Kon- 
stanty filozof,  po  odbyciu  poselstwa  do  Chazarów,  doskonalił  pi- 

stantinaFiłosofa  pr  b  w  awohonastawnikaslowjeńskujeziku, 
wydal  Szafarzyk  w  dziele  Pamatky  drewniho  piseninicvi  Jihoslovanow  185  r.  .Potem 
Miklosicz  w  Chrestomatia  Palaeoslovenica.  Wiedeń  1861.  Bodjanski,  według  rę- 
kopismu  moskiewskiego,  w  Cztjeniach  Obszczestwa  istorii  i  drewnostjej  rossijskich  r. 
1863  ks.  ir.  Później  z  tlómaczeniem  lacińskiem  i  objaśnieniami  wydali  Diin;mler 
i  Miklosicz  w  Denkschriften  der  Academie  der  Wissenschaften.  r.  1870,  tom  XIX 
s.  203 — 246. 

Ż  y  w  o  t  Metodego  zatytułowany :  Parnie  t'  i  żytje  blażennaho 
otca  naszeho  i  uczitela  Mefodija  archiepiskopa  morawbska, 
pierwszy  raz  ogłoszony  w  „Moskwitjaninia"  N.  6  r.  1843,  potem  z  rękopismu  XIV" 
w.  z  Moskwy  dostarczonego,  wydal  Szafarzyk  w  dziele  Pamatky  drewniho  pisemnictvi 
Jihoslowanow  r.  1851.  Wyciąg  Z  tego  Żywota  zamieszczony  byl  po  polsku  w  Dzien- 
niku literackim  Lwowskim  r.  1852.  Nr,  52,  i  po  niemiecku  przetlómaczony  w  Smo- 
lera  Jahrbiich  fur  Slayischeer  Literatur,  Kunst  \ind  AVissenschaften  1852  s.  89—94. 
Z  tego  wydania  tekst,  po  łacinie  przez  Mikloszicza  przetlómaczony,  Diimmler,  ze 
swemł  uwagami,  wydał  w  Archiv  fiir  Kunde  Oesterreicliischer  Geschichts-Ouellen 
r.  1854,  tom  XIII  pod  tytułem:  Die  Pannonische  Legendę  von  heiligen  Methodius. 
Powtórnie  tekst  łaciński  wydrukował  Ginzel,  w  Geschichte  der  Slavenapostel  Cyryli 
und  Method.  r.  1857,  Później  Bielowski,  uzupełniając  Szafarzykowe  wydanie  nota- 
tkami otrzymanemi  od  moskiewskiego  profesora  Bodjańskiego,  według  rękopismu 
XII  w.,  wydał  Żywot  Metodego  w  Monumenra  Poloniae  historica.  Tom  I  r.  1864 
po  słowiańsku,  z  przekładem  polskim  Wagilewicza.  AV  następnym  r.  1865  Żywot 
Metodego,  według  Kodeksu  XII  w.,  wydal  w  Moskwie  Bodjanski  w  Cztjenijach 
Obszczestwa  istorii  i  drewnostiej,  ks.  I  s.  1—96,  Jest  to  najdokładniejszy  tekst  Ży- 
wota Metodego,  przedrukowany  w  Ęilbasowa:  Kiryłl  i  Mefodij  r.   1871   s.  249 — 273. 

II.  Żywot  s.  Klemensa  biskupa  W  i  el  i  cy,  ucznia  śś.  Konstan- 
tego i  Metodego,  po  grecku.napisany. w  pierwszej  połowie  X  w.  Wiadomy  byt  już 
w  XVII  w.  Wydał  go  Mikloszicz:  Vitta  S.  Clementis  episcopi  Bulgarorum.  Edi- 
dit  F.  Miklosich.  Yindobonae  1^7.  Z  tekstu  Mikloszicza  wydany  z  tlómaczeniem 
rosyjskiem  w  Moskwie,  w  dziele:  Maiepis-ibi  xm  HCTopiii  niiCbMCUT.  (Materyały 
dla  historii  pismien.)  1855.  U  Ginzgla  po  łacinie  7  pierwszych  rozdziałów  r.  1857. 
Nareszcie  w  Bilbasowa  Kiryłli  Mefodij  r.  i87r.  Do  tej  kategoryi  wypada  odnieść 
„Uśniecie  s  Cyryla  (Obdormito  S.  Kyrilli),  z  rękopismu  serbskiego,  nabytego  przez 
Hilferdinga  w  Macedonii  w  r.  1857,  wydane  w  Izwiestijach  Akademii  Nauk  w  Pe- 
tersburgu r.  1858  s.  38 1 -—386,  później  w  Bilbasowa  Kirył  i  Mefodij  1871.  Chociaż 
tękopism  pochodzi  z  XV  lub  początku  XVI  w.,  —  dawnośc  tego  pomnika  niewąt- 
pliwa a  wyrażenia,  zgodne  z  tekstem  Żywota  ś.  Konstantego,  utwierdzają  badacza 
tej  sprawy  Bilbasowa  w  przekonaniu,  że  „Uśniecie  służyło  osnową  do  napisania 
Żywota".     Bilbasow.  1.  c.   s.  60     61 

III.  Legendy  6  przeniesieniu  zwłok  ś.  Klemensa.  Z  nich 
Legenda    Italie  ai,    sive    Vita    cum    translatiohe    S.    Clementis 

pa  pae  et  m  a  r  t  y  r  i  s,  przez  biskupa  z  Veletri  Gauderyka,  dedykowana  papieżowi 
Janowi  VIII  (r.  872— 8Ś2},  znajdująca  sfę  w  nieco  uszkodzonej  kopii  w  klasztorze 
Monte -Cassino,    drukowana  przez  Bb^a-idystów  w  Acta   Sanctorura   r.    1668,    Marlii 


—    8o     — 

smo  i  tłómaczył  księgi  duchowne  na  język  słowiański,^^)  Metody 
piastował  godność  archimandryty  monasteru  Polichron,  nad  mo- 
rzem Marmora,  w  pobliżu  miasta  Cyziku,  w  Azyi  mniejszej.'^) 

tom  II.  Jest  to  bezwatpienia  jeden  z  najdawniejszych  i  najwiarogodniejszych  pomni- 
ków o  czynach  braci  soluńskich.  —  Legendę  tę  przedrukował  Ginzel  w  Gesch,  d. 
SIavenapostel,  Cyrill  i  Method  und  der  Slavischen  Liturgie  r.  l86i,  —  Pogodin 
w  Kiryłło-Mefodijewskim  Sborniku  r.  1865,  s.  327 — 340;  Bilbasow,  w  dziele  Kirylt 
i  Mefodij,  r.  1871,  s.  220—227. 

Druga  Legenda  poczynająca  sie :  W  t  o  i  d  i  e  ń  (23  Januarii),  słowo  na 
priniesenje  moszczej  Preslawnaho  Klimentija,  z  kodeksu  mo- 
skiewskiej biblioteki  synodalnej,  wydana  w  Pogodina:  Kiryllo-Mefodiewskij  Sbor- 
nik  r.  1865,  s.  3r9 — 326,  a  według  Wiktorowa,  w  tymże  sborniku,  legenda  ta  napi- 
saną być  miała  przez  samego  ś.  Konstantego  po  grecku,  potem  dopiero  po  slowiau- 
sku  przetłómaczona.     Podobne  przypuszczenie  za  śmiałe  i  nieudowodnione. 

IV.  Legendy  późni  ej  sze.  Legenda  Serbie  a,  ałbo  serbskoje 
żytje  śś.  Kirylla  i  Mefodij  a,  z  prologu  pisanego  po  słowiańsku  nie  później 
jak  w  XIII  w.,  wydane  przez  Kałajdowcza,  w  dziele:  Joann  Ekzarch  bołgarskij. 
Moskwa.  1824.  s.  90.  Dobro wsky  Mahrische  Legendę,  von  Cyrill  und  Method. 
1826.  Bilbasow,  Kiryłł  i  Mefodiu  po  zapadnym  legendam  z  przekładem  łacińskim. 
1871.  s.  264 — 275. 

Legenda  Bohemica  de  s.  LudmHa  z  końca  XIII  w.  i  Legenda 
iMoravica  z  końca  XIV  w.,  wydane  przez  J.  Dobrowskiego,  Szafarzyka.  Ginzela, 
a  nareszcie  Bilbasowa  w  dziele  Kirylt  i  Metody  187 1.  CyryllietMetudii 
legenda  Cracoviensis  z  końca  XIII  lub  początku  XIV  w.,  wzięta  jest 
z  Translatio  s.  Clementis  przez  Gauderika  pisanćj  (jak  wzmiankowano  wyżćj),  wy- 
dana po  raz  pierwszy  przez  ks.  Ignacego  Polkowskiego,  w  dziele:  Cze-ć  śś.  Cyrylla 
i  Metodego  w  Polsce.     Kraków  1885. 

Legenda  grecka,  albo  Ochrydska  o  ś.  Klemensie,  znaleziona  przez 
Wikt.  Grygorowicza  w  Ochrydzie  (1844 — 5)  w  grecktm  rekopiśmie  i  wydana  w  Zur- 
nalu  ministerstwa  oświaty  w  Petersburgu  r.  1847.  Tom  LIII.  Z  innego  tekstu,  po- 
danego przez  profesora  Kurciusa  w  Pradze,  Szafarzyk  wydał  legendę  te  z  tłómacze- 
niem  łacińskiem  w:  Pamatky  hlaholskeho  pisemnictvi  r.  1853.  s,  LVII,  Z  tekstu 
Szafarzykowego  przedrukował  Bilbasow  w  dziele:  Kiryłł  i  Metodiu  r.  1871,  s.  128, 
301 — 306.  Legenda  Soluńska,  czyli  Słowo  Kiryła  słowenca  so- 
lunskaho,  fiłosofa  bugarskaho,  prawdopodobnie  tłómaczenie  serbskie 
z  dawniejszego  greckiego,  lub  łacińskiego  tekstu.  Wydana  w  czasopiśmie:  H  ł  a- 
snik  druźstwa  srbske  słowesnosti  r.  1856  zesz.  VIII.  Wiadomy  do- 
tąd jedyny  tej  legendy  rękopism,  zawiera  wierszy  drukowanych  28.  Z  tłómaczeniem 
łacińskiem  przedrukował  Bilbasow  w  dziele:  Kiryłł  i  Mefodij  r.  1871.  s.  217 — 219. 
Legenda  Macedońska,  grecka,  czyli  Żywot  ś.  Nauma,  ucznia  śś.  Kon- 
stantego i  Metodego,  wydana  przez  Hilferdinga  w  czasopiśmie  moskiewskiem  Ru- 
skaja  Biesieda  r.  1859  księga  XlV  s.  127  z  rekopismu  polowy  XVIII  w.  przedru- 
kowana w  Bilbasowa  Kiryłł  i  Mefodij  r.   1871  s.  307 — 310  po  greckn. 

V.  Do  starożytnych  pomników  słowiańskich  o  iś.  Konstantym  i  Metodym, 
wypada  dodać: 


Tymczasem  Rościsław,  porozumiawszy  sie  z  knęziami  moraw^ 
skimi  i  Świętopełkiem  księciem  nitrańskim,^*)  wyprawił  do  ce- 
sarza Michała  III  poselstwo,  o  przysłanie  mu  księży,  znających 
język  słowiański,  —  Postępkiem  tym  nadzwyczaj  w  polityce  zrę- 

i)  Czernoryzca  Chrabra.  O  pismeniech.  Tekst  Chrabra  po 
slowiańsku  wydal  Kalajdowicz  w  dziele:  Joann  Ekzarch  bolgarskij,  Moskwa,  1824. 
s.  189  —  192.  Szafarzyk.  O  Pismenech  slovanskych.  Praga  1851.  Nowsze  wydanie 
z  tJómaczeniem  niemieckiem  J.  Hanusza,  w  Archiw  fiir  Kunde  Oesterreichischer  Ge- 
schichts-Quellen  XXIII  r.   1860  s.  3 — 101. 

2)  Urywki  z  Żywotów  śś.  Kiryla  i  Metodego  w  wielu  dawnych  kode- 
ksach znajdujące  się,  tudzież  modlitwy,  tak  zwane  troparyikondaki,  w  któ- 
rych rozsiane  są  \yiadomości  takie  same,  jakie  w  Żywotach  i  legendach  znajdujemy.  — 
Spis  tego  rodzaju  pomników,  z  ksiąg  kościoła  prawosławnego  podał  J.  Tok  mak  o  w 
Bi!6.iiorpa<i)ii«iecKiii  yKaaaie.ib.  .IiiTepaiypa  o  cb.  KiipiLLit  11  Meoojit,  ci.  npii.10- 
jKeiiieMT,  nepeHHH  ncTopiiMecKjiX'L  Maiepia.ioBT..  xpaHaimixcii  bt.  IIpaBiiTcibCTBen 
iiuxT,  II    OóiiiecTBenHiJX'b  ApxiiBaxT>  II  Eii6.iioTeKax'L.     Moskwa.  1886  stronnic  28» 

VI.  Nowsze  opracowania  przedmiotu,  w  osobnych  książ- 
kach. Oprócz  prac  autorów  przestarzałych,  czeskich:  Stredowskiego,  Dobnera 
i  Bobrowskiego,  tudzież  niektórych  rosyjskich,  wzmiankowanych  w  Tokmakowa 
Bibliograficznym  Wskaźniku,  wyliczymy  nowsze: 

Szafarzyk.  Pamatky  drevniho  pisemnictvi  Jihoslovauov  r.  1S51,  powtór- 
nie w  r.  1873;  Pamatky  hlaholskeho  pisemnictvi  1853.  Ueber  den  Ursprung  und 
die  Heimath  des  Glagolitismus.  1 858.  Inne  prace  w  ogólnem  wydaniu  mniejszych 
prac  Szafarzyka.     Rozprawy  z  oboru  ved  slowanskych   1865. 

Sztulc  prałat.  Wypsani  żiyota  svatych  brati  Cyrilla  a  Metkoda.  Praga. 
1847.     Żivot  swatych  Cyrilla  a  Methodia.     Praga   1857. 

Biły.  Dejiny  svatych  Cyrilla  a  Methodia  apostolov  slowanskych,  w  Praze 
1863,  przetlómaczona  po  niemiecku  w   1863. 

Raczki    prałat.     Viek  i  djelovanie    sv.    Cyrilla    i    Methoda.     Zagreb    1859. 

Ginzel  J.  A.  Geschichte  der  Slawenapostel  Cyrill  und  Method,  und  de- 
slavischen  Liturgie.     Pierwsze  wydanie  r.   1857,  drugie   1861. 

F  i  1  a  r  e  t  biskup  ryźski.  Kiipii.i.n,  u  Meoojiii  ciaBaiiCKie  npocBtTiiTe.lil. 
Moskwa  r.  1846,  przedrukowano  w  Pogodina  sborniku   1865.     (Niżej.) 

Ł  a  w  r  o  w  s  k  i.  Kupuj.n,  11  Meoojiii  Kaio.  npaBoe.iaBiiue  nponoBtjiiiiKii  y 
3anajiiuX'i>  CiaBaiiTi.     Charków   1863. 

Pogodin  M.  liiip.i.io-MeoojieBCKiii  cóopiiiiKij  bt.  naMHTb  o  coBepmiiB- 
lueMca  TUca»ie.itTiii  c.iaBaiicKori  nncbMeniiocTii  11  xpiiCTiaHCTBa  b1)  Pocciii.  Moskwa 
1865.  W  nim  pomieszczone  są  prace:  Górskiego,  Filareta,  PogoJina,  Hilferdinga,  Gry- 
gorowicza,  Kazańskiego,  Wiklorowa,  Bezsonowa,  Busłajewa,  Aksakowa  i  Arsenijewa. 

Bodjanskij  O.  Kiipii.T.rL  ii  Mooojiii.  Coópaiiie  naMaTniiKOBi.  jo  jtarcib- 
nocTM  CB.  nepBoyiiiTe.itii  n  npotBtTiiTe.icii  c.iaBaHCKiiXT.  n.ieMcin.  oTHocauuixca.  Z  nich 
Żywot  Konstantego  w  Cztjenijach  Obszczestwa  Istorii  i  Drewnostjej  1863  i  1864. 
Żywot  Metodego,  tamże  r.  1865.  „Pochwalnoje  słowo  Kirylu  i  ^lefodiju"',  tamże  r. 
1865-^1866.     Żywot  Konstantego  z  innych  kodeksów,   także    w  Cztjenijach   r.    1873. 

B  i  I  b  3  s  o  w  W.  A.   liiipiu.rb  II  Meoojiii  no  aohyMeiiTa.ibiiUMb  iicTo-imiKaMb-. 

Tom  lii.  5 


—       82       — 

cznym,  Rościsław  nietylko  usuwał  wpływ  nieprzyjaznego  mu  du- 
chowieństwa niemieckiego,    lecz  jeszcze  jednał  sobie  przyjaźń  ce- 


Monumenta  diplomatica  r.  1868.  Kiipii/i.rb  11  Meoo;tiii  no  aanajiibiMT.  JiereiuaM-b. 
Codex  Legendarnm  1871. 

W  o  r  o  n  o  w  A.  TiiaBHtiimie  ncTO'imiKii  i.ifl  iiCTopin  Kiipii.ua  11  Meoojifl. 
Kijów  1876. 

Perwolf.  CjiOBtHCKiii  H3I.1KT.  H  ero  cyjŁCbi  y  napojom.  c.iobhhckhxt.. 
Warszawa  1 885.  M  e  0  o  ,x  i  e  B  c  ic i  ii  10  6  n  j1  e  ii  n  u  ii  C  6  o  p  u  n  k  t.  ,  wydany  przy 
uniwersytecie  warszawskim,  pod  redakcyą  Budylowicza  1885. 

J  a  g  i  c  z.  J.  W.  BonpocT.  o  Kupn^-ifc  11  Meoojit  bt,  CjiaBHHCKoii  <i>H.iOjiori». 
Petersburg  1885,  jako  dodatek  do  tomu  LI  zapisek  Akademii   Nauk. 

Inne  mniejsze  praee,  wzmiankuje  Wskaźnik  Tokmakowa,  także  w  Jagicza: 
Bonpoci.  o  KiipiLMl;  u  Meoojiu  1885. 

Rettel  Leonard.  Cyryl  i  Metody.  Streszczenie  najnowszych  poszukiwań. 
Paryż  1871  s.  216  i  8  minori, 

Gromnicki  Tadeusz.  Święci  Cyryl  i  Metody;  w  rozprawach  wydziału 
historyczno -filozoficznego  Akademii  Umiejętności,  w  Krakowie  r.  1879 — 1880.  Tomy 
X,  XI,  XII. 

Zieliński  Wlad.  Apostolstwo  śś.  Cyryla  i  Metodego,  oraz  początki  chrze- 
ściaństwa  w  Polsce.  —  Wenecya  1882  s,  79. 

C  Kotkowski.  Żywot  śś.  Cyryla  i  Metodego  Apostołów  słowiańskich. 
Kraków   1 885  s.  80. 

Kantecki  Antoni.  ŚŚ.  Cyryl  i  Metody.  Apostołowie  Słowiańszczyzny. 
Poznań  1885  s.  65.  Wydanie  popularne  z  powodu  Encykliki  Leona  XIII  z  dnia  13 
Września  1880  r. 

P  o  1  k  o  w  s  Ic  i  Ignacy,  kanonik.  Cześć  śś.  Cyrylla  i  Metodego  w  Polsce^ 
według  ksiąg  liturgicznych  od  Icońca  XIII  w.  Kraków   1885  str.  64.     Praca  źródłowa. 

Pruszyński  Ludomir.  Apostołowie  Słowian  śś.  Metodyusz  i  Cyryl.  War- 
szawa 1885  str,  81.  Wykład  popularny  i  dla  tego  pożyteczny  do  rozszerzenia  w  Polsce 
czci  śś.  Cyrylla  i  Metodego. 

Crncić  Iwan.  Rimslco-slovinska  służba  sv.  Kurillu  i  Metudu,  w  XIV  księdze 
„Starine",  s.  210 — 220. 

L  e  g  e  r  Louis.  Etude  historique  sur  la  conversion  des  Slaves  au  chri&tia- 
nisme.     Paris  1868  in  8  227. 

Martinof,  w  Revue  des  Questions  historiąues,  71  livraison.  Juillet.  Paris 
1884,  wydał  ,La  legendę  italique  de  SS.  Cyrille  et  Methode",  s.  iio — 166,  gdzie 
wysoko  podniósł  znaczenie  Legendy  Italica,  jako  jednego  z  najdawniejszych  pomni- 
ków o  śś.  Cyrylu  i  Metodym. 

We  włoskiej  literaturze  wiadoma  praca  Bartholini  Dominika.  Memorie 
storicho  critiche  archeologiche  dei  sancti  Cirillo  et  Methodio.  Rzym  188 1.  s.  254. 
O  niej  sprawozdanie  w  „Atheneum".    Warszawa  1882,  zesz.  VIII  378 — 383. 

Króllii  ten  wykaz  źródeł  i  opracowań  wslcazuje  jalt  jest  bogatą  liberatura  o  apo- 
stołach słowiańskich.  Podaję  wykaz  ten  dla  ułatwienia  oryentowania  się  w  cytatach, 
nie  zaś  jako  pracę  bibliograficzną,  nie  Avchodzącą  w  zakres  niniejszego  dzieła.  Do- 
kumenty podam  w  osobnym  D  o  d  a  t  k  t  u  w  końcu  tej  księgi.  Inne  źródła  wskażę 
we  właściwem  miejscu. 


-   s 


Ó 


sarza  wschodniego  dla  zrównoważenia  polityki  króla  Ludwika 
Niemieckiego,  który  w  celu  zhołdowania  Morawii,  starał  się  po- 
granicznych z  nią  Bółgarów  wciągnąć  do  związku  przeciw  Ro- 
ścisławowi.  Tym  sposobem  formowały  się  ligi:  morawsko  -  byzan- 
tyńska,  przeciw  niemiecko  -  bółgarskiej,  balansujące  ówczesna  po- 
litykę w  nad  -  dunajskich  krajach. 

Cesarz  Michał  uprzejmie  przyjął  poselstwo  morawskie,  a  zna- 
jąc biegłość  braci  soluńskich  w  sprawach  religijnych  i  w  piśmie 
slowiańskiem,^^)  przeznaczył  ich  na  apostołów  w  Morawii,  jeśliby 
jednak  dać  wiarę  legendzie,  prawie  współczesnej,  wypadałoby 
wyprawienie  Konstantego  do  Morawii,  przypisać  domaganiu  się 
Rościława,  który,  dowiedziawszy  się  o  sławnych  czynach  Kon- 
stantego w  poselstwie  do  Chazarów,  życzył,  aby  ten  mianowicie 
apostoł  do  Morawii  przybył.^") 

Bracia,  zabrawszy  z  sobą  księgi  dnchowne  wcześniej  już 
przetłómaczone  po  słowiańsku,'')  tudzież  relikwije  ś.  Klemensa,'*) 
puścili  się  w  podróż.  Matka  ich,  przeprowadzając  ukochanych 
synów,  ze  łzami  błagała,  aby  w  razie  śmierci  jednego  z  nich,  po- 


^-)     Szczegóły  niżej   §  42. 

1'^  In  Polichronio,  quod  est  in  Sigriana.  Vita  s.  Theophanis,  in  Ada  Snn- 
ctorum,  XII  Mart.  T.  II  13,  p.  220.  —  Est  autem  Sigriana  regio  montuosa  prope 
Cyzicum  in  Asia  Minori  et  Propontidis  littora,  ab  Olympena  Rhyndaco  tluvio  divisa. 
Ibid.  p.  213. 

")  W  Żywocie  Metodego  czytamy:  „Rostisław  knież  slowenieskt  s  Swiato- 
polkom  poslasta  iz  Morawy  k'  carju  Michaiłu,"  (rozd.  5),  ale  w  równie  dawnym, 
a  może  i  starszym  Żywocie  Konstantego  powiedziano  tylko:  „Rastislaw  bo,  mora- 
wbskyi  kneź,  sTjWJet  sTitwori  s  knezi  swoimi  i  s  Morawlijany-'  (rozd.  14),  a  o  ^'wię- 
topelku  ani  wzmianki.  Diłmmler,  w  Denkschriften  der  Akademie  der  Wissenschaf- 
ten  XIX  r.   1870. 

'*)  Skłaniając  braci  do  apostolstwa  cesarz  mówi!  do  nich:  „wy  bo  jesta  se- 
lunijanina,  da  seluuijanie  wsie  czisto  slowieński  besiedujut."  Pannoński  Żywot  Me- 
todego rozd.  5. 

'*)  Philosopho  autem  reverso  Constantinopolim,  audiens  Rostislaus  princeps 
Moraviae,  quod  factum  fuerat  a  Philosopho  in  provincia  Cazarorum,  ipsae  quoque 
genti  suae  consulens,  ad  praedictum  imperatbrem  nuntios  missit.  Legenda  Italica.  c.  7. 
Podobnie  w  legendach  Morawskiej,  cap.  4  i  Krakowskiej  cap.  4.  Polkowski.  Cześć 
śś.  Cyrylla  i  Metodego,  s.   15. 

'")     Żywot  Metodego   5. 

**)     Niżej  cytata  40. 

6* 


^     84     - 

zostały  przy  życiu  przywiózł  do  niej  ciało  zmarłego.^")  Bracia, 
dawszy  słowo  dotrzymać  świecie  prośbę  matlci,  pożegnali  sie 
z  nią  ostatni  raz,  ruszyli  w  podróż  do  Rościsława  i  do  stolicy 
jego  Welegradu  w  czerwcu  r,  863  przybyli.-")  Atoli  do  wiellciego 
dzieła  wnet  przystąpić  nie  mogli.  Był  to  bowiem  czas  burzliwy, 
czas  gotowania  sie  do  wojny  z  Niemcami.  —  Bracia,  osiadłszy 
w  Welegradzie,-')  pracowali  nad  wykształceniem  poruczonycłi 
im  przez  Rościsława  uczniów.--)  Niemiłem  olciem  patrzyło  na  to 
ducliowieństwo  niemieckie.  A  gdy,  po  niepomyślnej  dla  Mora- 
wian wojnie  r.  864,  biskupi  niemieccy  groźnie  przemawiać  po- 
częli, apostołowie  Konstanty  i  Metody,  pojmując  grożące  im  nie- 
bezpieczeństwo, unikali  miejsc  burzliwy  cli,  "a  przechodząc  z  kraju 
do  kraju  po  grodach  i  osadach  wiejskich, -•';  opowiadali  ludom 
słowiańskim  słowo  boże  w  zrozumiałej  im  mowie,  starając  się  wy- 
korzenić sprośne  obrzędy  pogańskie  i  wielożeństwo.-^) 

Jednocześnie  z  apostolstwem  u  Słowian  morawskich,  przy- 
padło wprowadzenie  chrześciaństwa  w  Bółgaryi.  Wiemy,  że 
wcześniej  jeszcze   Konstanty    filozof  pracował  nad   rozszerzeniem 


1")     Legenda  Italica  cap.   II. 

20)  Muralt  w  dziele:  Essai  de  Chronographie  byzantine  p.  439  pisze:  Ra- 
stislaf  avait  resiste  a  Louis  dans  Devina  en  864,  aupres  duquel  Methode  et  Cyrille 
se  trouvaient  depuis  Juin  863.  Opierając  sie  na  tern  historycy  czas  przybycia  aposto- 
łów do  Morawii  zwyczajnie  w  Czerwcu  naznac/.ają.  Dudik.  Gesch.  Miihrens  I.  s. 
159,  Inni  przyjmując  na  uwagę,  że  według  legendy  italskiej,  bracia  „mansuerunt 
ergo  in  Moravia  per  annos  quatuor  et  dimidium"  (cap.  7)  i  zważając,  że  bracia 
do  Ezymu  przybyli  w  końcu  r.  867,  obliczają,  że  bracia  do  Morawii  przybyli  na 
wiosnę   r.   863.     Bilbasow.    Kirylł  i  Mefodij  s.  30. 

-^)  R.  1030,  książę  Brzetysław  pisał:  juxta  Yueligrad,  ubi  caepit  christiani- 
tas.  Erben    Regesta  Bohemica  p.  40. 

22)  DostLdbszu  że  jemu  Morawy  s  welikoju  czbstiu  prijet  jeho  Ratislaw 
i  uczeniky  sobrawb  wdast  ich  ucziti.  Żywot  ś.  Konstantego,  rozd.  XV.  Denkschrif- 
ten  der  Academie  der  Wisscnschaften',     T.  XIX  p.   226. 

23)  Quotidie  (Constantinus)  cum  fratre  suo  Methodio  perlustrabat  civitates, 
vicos  et  oppida.  Leg.  Moravica.   c.  5. 

2^)  Można  to  uważać  z  listu  pai)ieża  Jana  VI [I  do  Kocieła:  Eos  qui  uxo- 
res  suas  dimiserunt,  vel  illis  ab  alias  viventibus  migraverunl  nuptias,  tam  diu  cum 
consentaneis  eorum  excommunicamus,  quousque  posterioribus  remotis,  priores  poeni- 
tendo  receperint.  Praecipue  cum  haec  pessima  consvetudo  ex  paganornm  morę  re- 
manserit.  Erben    s.   15    miedzy  r.  873  a  882. 


—     85     — 

nauki  Chrystusa,  a  może  i  nawracał  Słowian  macedońskich  w  oko- 
licach Tesaloniki,  na  porzeczu  Bregalnicy.^^)  Ale  w  którym  mia- 
nowicie roku  i  przez  kogo  ochrzconym  został  car  bółgarski  Borys, 
to  zagadką  zostaje.  Niewątpliwie  wszakże  wypadek  ten  stał  sie 
około  początków  apostolstwa  braci  soluńskich  w  Morawii  t.  j. 
miedzy  r.  86i  a  864,-")  a  według  nowszych  badań  car  Borys 
prawdopodobnie  ochrzczonym  został  w  r.  864  przez  ś.  Metodego, 
który  z  Morawii  do  Bółgaryi  w  tym  celu  zdążył,  gdy  tymczasem 
brat  jego  Konstanty  szerzył  chrześciaństwo  w  Morawii.-') 

Cztery  i  pół  lata  (863 — 867)  Konstanty  i  Metody  apostoło- 
wali w  Morawii  i  sąsiednich  krajach,  opowiadając  słowo  boże 
Morawianom,  Czechom,  Słowakom,  Polakom, ^'^)  Łużyczanom, 
zakładając  kościoły   i    kaplice.-'')  —  Zachowało    sie   podanie,    że 


I 


25j     Wyżej  cyt.    10. 

-^)  Według  legendy  [Morawskiej  Konstanty  z  bratem  Metodem,  dążąc  do 
Morawii,  po  drodze  zaszedł  do  Bólgarów  „quos  divina-  cooperatrice  gratia  sua  prae- 
dicatione  convertit  ad  lidem  (cap.  4).  Być  może  Konstanty  po  drodze  i  rozszerzał 
chrześciaństwo  w  Bółgaryi  (r-  863),  ale  kiedyż  był  ochrzczony  sam  car  Borys?  Opie- 
rając się  na  historykach  byzantyńskich,  dawniej  mniemano,  że  to  dokonał  Metody 
w  r.  861 — 862.     (Pałauzow,     BliKT.  Co.irapcKoro  uapa  CiiMoona  1852  str.  22. 

-")  Wypada  uwagę  zwrócić  na  Żywot  ś.  Klemensa,  biskupa  Wielickiego, 
autor  którego,  ze  znajomością  rzeczy,  opowiada  szczegółowo,  że  Metody,  w  czasie 
pobytu  w  Morawii,  starał  się  skłonić  do  chrześciaństwa  książąt  Kocieła  i  Borysa, 
„którego  oczarował  swem  krasomówstem  w  mowie  ojczystej",  dodawszy,  że  nawró- 
cenie Bółgarów  przypadło  w  r.  6377  t.  3.  869  (Vita  s.  Clementis,  po  grecku,  cap.  4) 
według  kodeksu  wydanego  przez  Miklosicza  1847  i  przedrukowanego  w  Moskwie 
f-  1^55'  —  ^  innym  Żywocie  ś,  Klemensa,  przez  Szafarzyka  wydanym  w  r.  1853, 
Metody  wzmiankuje  sie  także  jako  główny  oświeciciel  Bółgarów  i  cara  Borysa  (cap. 
11),  ale  czasu  nawrócenia  Bólgarów  nie  oznaczono.  Rok  zaś  8^9  podany  przez 
Łtarożytny  Żywot  ś.  K.lemensa,  nie  może  być  przyjęty  dla  tego,  że  w  tym  roku  Me- 
tody był  w  Rzymie,  a  z  porównania  zdarzeń  wypada  przyznać,  że  chrzest  Borysa 
przez  Metodego  mógł  być  dokonany  przed  zawarciem  przymierza  Niemców  z  Bół- 
garami  w  Tulln  r.  864.  Po  zawarciu  tego  przymierza  Niemcy  niedopuściliby  chrztu 
Borysa  przez  księży  słowiańskich. 

-**)  Poświadcza  to  wyprawa  Morawianów  przeciw  pogańskiemu  księciu  Wi- 
ślicy, który  „się  urągał  chrzcścianom"  (o  czem  niżej  ł^cdzie),  tudzież  chronograf  mo- 
skiewski XV  w,  według  którego  lilo/of  Konstanty  nauczał  Morawianów,  Lechów, 
(  zechów  i  inne  narody.     Bielowski,  M.  P.  I  90. 

-")  W  S  p  i  c  k  a  c  h  (Speitsch)  niedaleko  Kelcz,  okręg  ołomuniecki;  w  P  r  z  y- 
b  i  c  a  c  h  niedaleko  Hustopcow  ( Auspitz) ;  w  Ż  a  r  o  s  i  c  a  c  h ;  w  U  h  r  i  c  i  c  a  c  h 
blizko  Damborzyc:    w  S  w  i  t  a  w  i  e,    okręgu  Brncńskiego.     Tudzież  pod  wezwaniem 


—     86     — 

w  okolice  Zgorzelca  przychodził  sam  apostoł  Konstanty,  że  był 
na  górach:  Królewskim  gaju  (Konigshain)  i  Jaworniku,  i  że  tam, 
gdzie  teraz  IJainwald,  na  miejscu  chramu  pogańskiego  zbudował 
kościół.*^")  Podanie  to  nie  mogło  bez  powodu  powstać  i  choć 
w  części  potwierdza  się  dotąd  istniejącym  obyczajem.  Od  nie- 
pamiętnych czasów  bowiem  na  górze  Jawornickiój  stoi  krzyż, 
do  którego  w  dzień  ś.  Wacława,  króla  czeskiego,  wnuka  Borzy- 
woja  i  Ludmiły,  ochrzczonych  przez  Metodego  (około  r.  878), 
wędrowali  pobożni  pielgrzymi  z  dalekich  krajów,  najwięcej  z  Czech. 
Nawet  po  przyjęciu  nauki  Lutra,  Jaworzanie  protestanci  spoty- 
kali pielgrzymów  katolickich  z  chorągwiami  i  uczestniczyli  w  pro- 
cesyach  katolickich.  Nabożeństwo  odbywało  się  koło  krzyża, 
a  wszyscy]  przytomni,  klęcząc,  śpiewali  modlitwę  „Hospodynie 
pomiłuj  ny",  tę  samą,  która  do  teraźniejszego  czasu  u  Czechów, 
Morawian  i  Słowaków  pod  nazwą  modlitwy  ś.  Wojciecha  prze- 
chowała się.''^) 

I   radzi   byli    Słowianie    słuchać    nauki   o    wielkości    Boga, 


ś.  Klemensa,  kaplice:  koło  Oswetimanow,  okręgu  Hradisztskiego,  w  której  ko- 
ście świętego  leżał}',  podobnie  i  w  Lipowce  okręgu  Brneńskiego,  Dudik.  Gesch. 
Mahrens  I.  170.  Do  tego  dodamy  jeszcze  kaplice  ku  czci  ś.  Klemensa  poświęcona 
w  starożytnym  grodzie  R  a  k  u  s  y  (castrum  Rakouz)  teraz  Raabs  u  wierzchowin 
r.  Dyi.  Przy  tej  kaplicy,  według  podania,  mieszkał  apostoł  Metody,  dążąc  do  Czech. 
Szembera.  Zapadni  Slovane;  Pfidavky  s.  I.  Wreszcie  w  Ołomucu  kościół  ś.  Pio- 
tra, o  którym  dawno  zapisano:  an.  863  Rastiz  dux  tradidit  in  die  consecrationis 
ecclesiae  sancti  Petri  in  Olomutici  per  venerabilem  fratrem  Kyrillum  omnes  homines 
castelli  et  civitatis  (Olomucense),  ad  ripam  usque  Moraue  fluvii,  Eerben.  Regesta,  s.  14. 
Niezaprzeczając  samego  nadania  kościołowi  Ołomuckiemu,  nie  mamy  wszakże  udo- 
wodnienia, że  to  nastąpiło  w  863  a  nie  w  innym  roku. 

"**)  Czas  pobytu  ś.  Konstantego  w  okolicy  Zgorzelca  tylko  przez  prawdopo- 
dobieństwo określić  by  można.  I  tak:  Apostolstwo  jego  w  stronach  podkarpackieh 
ciągnęło  się  od  lata  r.  863  aż  do  jesieni  r.  867,  t.  j.  do  podróży  do  Rzymu,  zkąd 
on  już  nie  wrócił.  Przed  odejściem  do  Rzymu  bawił  on  u  księcia  Kociela  w  Bla- 
tnie,  nie  wcześniej  jak  w  r.  867,  a  zatem  pobyt  jego  na  Ślązku  mógł  przypaść 
w  latach  864—866. 

'')  O  wzmiankowanej  ceremonii  pisał  G.  Burghardi.  Iter  Sabaticum. 
Lipsk,  r.  1736.  Dzieła  tego  nigdzie  znaleźć  nie  mogłem.  Inne  szczegóły  w  pracy 
Izmaela  Srezniewskiego,  w  Żurnale  ministerstwa  oświaty,  Petersburg.  1844.  cześć 
XLIII,     Maj, 


I 


—  87  — 

we  własnej  mowie!^^)  ale  nie  radzi  z  tego  byli  biskupi  niemieccy, 
szczególnie  salcburgski  i  passawski,  którzy  z  rozwojem  nauki 
braci  soluńskich,  tracili  trzodę  słowiańska,  a  z  nia  dziesięciny, 
dobra  ziemskie  i  wpływ  polityczny.  Posądzali  biskupi  nowych 
apostołów  o  szerzenie  schyzmy,  o  chęć  oderwania  Słowian  od 
papieża,  znajdując  we  współczesnych  wypadkach  niejakie  uspra- 
wiedliwienie potwarzy,  miotanych  na  apostołów  słowiańskich. 
W  tym  samym  bowiem  czasie,  kiedy  bracia  pracowali  nad  zasa- 
dzeniem winnicy  Chrystusa  w  stronach  przykarpackich,  w  Kon- 
stantynopolu spory  duchowieństwa  z  kościołem  rzymskim  tak  się 
zaostrzyły,  że  patryarcha  Fociusz  poważył  się  papieża  Mikołaja  I 
za  kacerza  ogłosić  i  od  kościoła  odłączyć  (r.  867).  A  ponieważ 
Konstanty  filozof  od  młodości  zostawał  w  przyjaznych  stosunkach 
z  Fociuszem,  przeto  podejrzliwość  biskupów  niemieckich  mogła 
się  w  oczach  papieża  wydawać  nie  bez  podstawy.  Skargi  więc 
biskupów  w  Rzymie  na  apostołów  słowiańskich,  że  pod  pozorem 
nabożeństwa  słowiańskiego  wprowadzają  herezyę,  nie  mogły 
bez  skutku  pozostać.  Zapobiedz  złym  skutkom  walki  dwóch  ob- 
rządków w  jednym  kościele,  wyrozumieć  zasady  apostołów  sło- 
wiańskich, wreszcie  uspokoić  ludy  powaśnione  intrygą  biskupów 
niemieckich,  do  stolicy  papieskiej  należało.  Pojmując  to  wszy- 
stko papież  Mikołaj  wezwał  braci  apostołów  do  Rzymu.**') 

Chociaż  hierarchicznie  bracia  apostołowie  zależeli  od  patryar- 
chatu  Konstantynopolitańskiego,  ale  na  głos  papieża  spieszyli 
stawić  się  w  Rzymie.  Zabrawszy  więc  z  sobą  relikwije  ś.  Kle- 
mensa, aby  je  miastu  Rzymowi,  jako  ciało  papieża  zwrócić,  bra- 
cia przez  Pannonię  do  Rzymu  dążyli.   Po  drodze  odwiedzili  księ- 


'-)  Cognoscentes  loci  indigenae  (Morawianie)  adventum  illorum,  valde  gavisi 
sunt;  quia  et  relicjuias  b.  Clementis  secum  ferre  audierant,  et  Evangelium  in  eorum 
linguam  a  philosopho  praedicto  trauslatum.  Exeuntes  igitur  extra  civitatem  obviam, 
honorifice,  et  cum  ingenti  lactitia  receperunt  eos  . .  .  mówi  współczesny  biskap  Gau- 
derik.     Legenda  Italica,  cap.   7, 

"'')  His  omnibus  auditis,  papa  gloriosissimus  Nicolaus,  valde  laetus  super  his 
quae  sibi  ex  hoc  relata  fuerant  redditus,  mandavit  et  ad  se  venire  illos  litteris  Apo- 
śtolicis  invitavit.     Legenda  Italica.  8. 


cia  Kocieła,  który  nie  zadlugo  przed  tern  był  przyjacielem  arcybi- 
skupa salcburgskiego  Adalwina  i  z  nim  wspólnie  obchodził  Boże 
narodzenie,  w  Błatnie  r.  864, ■'^)  a  teraz  wzniósłszy  sie  nad  oso- 
biste widoki,  przystąpił  do  nauki  apostołów,  uczył  sie  u  nicli  pi- 
sma słowiańskiego  i  do  takiejże  nauki  50  mężów  przeznaczył,^^) 
Cticiał  on  braci  apostołów  zatrzymać  u  siebie  i  na  icłi  żądanie, 
według  legend,  miał  nawet  oswobodzić  wielu  cłirześcian  z  nie- 
woli,^*') lecz  bracia,  czując  konieczność  stawienia  sie  w  Rzymie, 
puścili  sie  w  podróż,  niosąc  z  sobą  relikwije  ś.  Klemensa.  W  We- 
necyi  księża  łacińscy,  podszczuwani  przez  arcybiskupa  salcburg- 
skiego, rzucili  się  na  apostołów  slowiańskicłi  ,.jak  kruki  na 
s  około  w,"-^")  a  urągając  im  wołali:  „jakie  to  stworzyli- 
ście Słowianom  księgi  i  nauczacie  icłi;  przecież  mowy  icłi 
nikt  wprzódy  nie  obrał,  ani  apostołowie,  ani  papież  rzymski,  ani 
teolog  Grzegorz,  ani  Hieronim,  ani  Augustyn."  —  „Bóg",  powia- 
dali, „trzy  tylko  wybrał  języki:  łiebrajski,  grecki  i  łaciński. "^^) 
Z  godnością  odparłszy  zarzuty  i  urągania,  wykonawcy  wielkiego 
dzieła  pokornie  szli  do  Rzymu,  do  którego  wiedli  z  sobą  miliony 

Wj     Wyżej  na  s.  69,  z  Conversione  Bajovariorum. 

^•')  „Koci.l  kneź  panońskyi . .  .  wzlubl  welmi  slowjeńsky  knigy,  naucziti  se 
im,  i  wda  do  H  (50)  uczenik  ucziti  se  im". . .  Żywot  ś.  Konstantego  rozd.  14. 
Denkschrift  der  Akademie  der  Wissenschaft.  1870.  Tom  XIX  sir.  226.  Atąue  in 
Pannoniam  profectus  a  Cozelo  Lecliorum  prin  cipę  bene  exceptus  est  et 
pobtea  quinqaginta  ibi  viros  lidem  v<.ram  literastpie  slavinicas  docuit.  Obdormitio  s. 
Kyrilli.  W  teksie  słowiańskim  czytamy:  „priet  jeho  (Konstantego)  K  H  e  3  l>  A  i,  m  K  Li  ii 
i  potom  priejet  50  uczenik  i  naucziw  icli  prawoslawniei  witrie  i  słoweńskim  Icni- 
gam."   ycnenie  CB,  KiipiLLia.w  Bilbasowa.  Kirylł  i   Mefodij.  s.  244 

^*^)  W  Żywocie  s.  Cyryla  wzmiankuje  się,  że  na  jego  prośbę  książęta  Rości- 
slaw  i  Kociel  oswobodzili  900  niewolników  w  r.  867:  I  ne  wzet  że  ni  ot  Rastisława, 
ni  od  Koćly  ni  zlata  ni  srebra,  ni  inoje  weszczi  ...  nb  tbcziju  plenbnik  isproszi,  ot 
oboju  f{  stb  (nonagenlos)  otpusti  ich"  (rozd.  14).  Denkschriften  d.  Akademie  s.  226. 
W  Obdormitio  s.  Cyrilli  czytamy:  „Philosophus  a  principe  nonaginta  christia- 
nos  captos  petit  et  liberavit."  Zważając,  że  wzmianka  ta  jest  powtórzeniem  tego 
co  legendy  mówią,  o  pomyślnem  zakończeniu  missyi  Konstantego  do  Cbazarów,  mia- 
nowicie o  oswobodzeniu  przez  hagana  chazarskiego  w  skutek  prośby  Konstantego, 
z  niewoli  chrześcian,  badacze  mniemają,  że  wiadomość  o  oswobodzeniu  przez  Ko- 
cieła 900  niewolników  wypada  odrzucić. 

'''')     „Sbrasze  se  nań  jepiskupi    i    popowe    i    czrnorizci,   jako    i   wrani   na    so- 
kola "     Żywot"  Konstantyna  rozd.   16.  Denkschrift  d.  Akademie  XIX,  s.  227. 
■''*)     Żywot  Konstantyna,  rozd.    16.  Denkschrift  der  Akad.   s.   227. 


-     89     — 

ochrzczonych  i  mających  być  ochrzczonymi  Słowian.  Pojmy- 
wała  to  stolica  apostolska  i  następca  Mikołaja  I,  Adryan  H,-^") 
sam  wyszedł  za  miasto  na  spotkanie  relikwii  ś.  Klemensa  i  apo- 
stołów słowiańskich,^")  w  uroczystem  ubraniu,  okrążony  ducho- 
wieństwem i  tłumami  ludu,  z  zapalonemi  w  rękach  świcami.^*) 
Wśród  śpiewów  pobożnych  tłumów,  z  największą  uroczystością 
relikwije  ś.  Klemensa  złożono  w  kościele,  pod  jego  wezwaniem 
zbudowanym  w  Rzymie  oddawna.*^)  Powrót  cudowny  wysoko 
czczonych  relikwii  męczennika  papieża  napełnił  serdca  Rzymian 
nieopisaną  radcścią,  zainteresowaniem  się  apostołami  słowiański- 
mi, którym  należała  cześć,  za  wyświadczenie  ówczesnemu  światu 
chrześciańskiemu  takiej  usługi  nieocenionej. 

Niebrakowało  jednak  w  samym  Rzymie  zgorszenia,  z  po- 
wodu wprowadzenia  języka  słowiańskiego  do  ksiąg  liturgicznych. 
„Nie  godzi  się,  powtarzano,  używać  innych  oprócz  wiadomych 
trzech  języków,  innego  jeszcze  do  służby  bożej  języka,"  ^•^)  Wszak- 
że papież  Adryan  II,  wysłuchawszy  apostołów  słowiańskich,    po- 


^9)  Mikołaj  I  umarł  13  Novembra  867.  Acta  SS.  55;  Adryan  II  został  pa- 
pieżem  14  grudnia  r.  867. 

^*>)  Adrianus  audiens  quod . . .  philosophus  corpus  b.  Clementis,  quod  stu- 
dio suo  repererat,  secum  deferret,  valde  nirais  ehilaratus  est,  et  extra  urbem  cum 
clero  et  populo  procedens  obviam  illis,  honorifice  satis  eos  recepit.  Leg.  Ital,  9. 
Żywot  Konstantego  lozd.   17.  Denkscłirift.  der  Akad.  XIX.  s,  228. 

*')     Leg.  Ital.  9. 

*')  Sepelierunt  autem  corpus  Sancti  in  ecclesia,  quae  in  ejus  nomine  diu 
antea  fuerat  constructa.  Leg.  Moravica.  6.  Corpus  sancti  Clementis  in  sua  ecclesia, 
quae  sibi  antea  multa  tempora  fuit  fabricata,  collocavit,  et  honorofice  sepelivit.  Leg. 
Cracoviensis.  cap.  6. 

*')  „Było  zaś  wielu  ludzi,  którzy  ganili  księgi  słowiańskie,  mówiąc:  „nie- 
godzi  sie  żadnemu  narodowi  mieć  pisma  swego,  prócz  Hebrejów,  Greków  i  Łacinni- 
ków,  według  słów  Piłata,  które  na  krzyżu  pańskim  napisał.  Tych  apostolik  piła- 
towcami  i  trójjezycznikami  nazwawszy  wyklął."  Żywot  Metodego  cap.  6.  W  le- 
gendach Morawskiej  (cap.  7)  i  Czeskiej  (cap.  4.)  wzmiankuje  sie  tylko  o  tłómacze- 
niu  sie  Konstantego  przed  stolicą  apostolską,  o  konieczności  używania  jeżyka  sło- 
wiańskiego w  nabożeństwie  dla  Słowian,  „At  illi  haec  audientes  et  admirantcs  tanti 
viri  industriam  et  fidem,  studiosa  deliberatione  praehabila,  statuerunt  supradirto  ser- 
monejn  illis  parlibus,  quas  b.  Cyrillus  Deo  acquisierat,  et  sicut  statuerat,  cano- 
nicas  horas  cum  missarum  solemniis  ita  debere  deinceps  celebrari  (Leg.  Mor.  7).  Do- 
bitniej pojaśnia  to  legenda  krakowska:  et  confirmaverunt  fclauonica  lingua  in  par- 
tibus  illis  missarum   solempnia  cttcrasque  canonicas  horas  decantare,  quod  usquc 


--     90     — 

chwalił  ich  pracę  i  jakby  w  oznakę  przyznania  liturgii  w  języku 
słowiańskim,  księgi  duchowne,  napisane  przez  braci  Konstantego 
i  Metodego,  poświęcił  i  złożył  na  ołtarzu  w  kościele  ś.  Piotra,**) 
Potem  polecił  biskupom  Formozowi  i  Gauderikowi  wyświęcić 
uczniów  słowiańskich  na  presbyterów,  diakonów  i  lektorów.*^) 
braci  zaś  Konstantego  i  Metodego  do  godności  biskupiej  podniósł.***) 
Tym  sposobem  wytwarzał  się  zawiązek  hierarchii  słowiańskiego 
kościoła,    pierwszymi  presby terami  i   diakonami   którego   zostali: 


ad    haec    tempora    in    partibus    Sclavonicis    observatur.      Leg, 
Cracovien.  cap.  6.     Polkowski  s.   17.  53. 

**)  Według  Żywota  Metodego,  papież  ewangeliję  słowiańska  położył  na  oł- 
tarzu ś.  Piotra  (rozd,  6),  a  według  Żywota  Konstantego,  rozd.  17,  (Denksclirift 
XIX  228),  na  ołtarzu  ś.  Maryi,  w  innych  legendacli  wzmianki  o  tern  nie  znajduje- 
my.    Porów.  Vita  s.  Clementis  (Bułgarica)  cap.   3, 

**)  Papa  jubente  nonnulli  pliilosoplii  discipuli  Moravienses  ae  Pannonici 
a  Formoso  et  Gendricho  episcopis  ritu  sołemni  in  ordinem  clericorum  recepti  sunt. 
Obdormitio  s.  Kyrilli.  Biłbasow  II  245.  Według  Żywota  Metodego,  wyświęcono 
trzecli  kapłanów,  a  dwócli  anagostów,  i.  j.  lektorów  (rozd.  6);  według  innych  legend 
liczba  kapłanów  i  diakonów  wyświęconych  talcźe  jest  pięć,  jalc  zobaczymy  niżej. 

■*")  Wiadomości  w  tym  względzie  są  sprzeczne.  W  Żywocie  Metodego  nie 
oznaczono  kiedy  on  mianowicie  został  biskupem.  W  legendach  Morawskiej  i  Cze- 
sliiej  o  mianowaniu  Konstantego  i  Metodego  biskupami  nie  wzmianlcuje  się.  Le- 
genda Krakowska  wie,  że  Konstanty  w  Rzymie  zrzekł  się  godności  biskupiej,  zo- 
stał mnichem,  a  na  jego  miejscu  w  Welegradzie  nastąpił  Metody.  Legenda  Bółgar- 
ska  (Vita  s.  Clementis)  stawi  na  pierwszem  miejscu  mianowanie  „wielkiego  Meto- 
dego biskupem  Morawii  Pannońskićj",  a  o  Konstantym  wyraża  się  nie  jasno,  podno- 
sząc jego  zasługi  i  wysoką  cześć,  okazaną  mu  przez  papieża  (rozd.  3).  Jedna  tylko 
legenda  Itałica  (cap.  3)  stanowczo  wyraża  się:  „multis  itaque  gratiarum  accionibus 
praefato  philosopho  pro  tanto  beneficio  redditus,  consecraverunt  ipsum  et  Methodium 
in  Episcopos,  nec  non  et  ceteros  eorum  discipulos  in  praesbyteros  et  diaconos." 
Jakże  nie  wierzyć  autorowi  tej  legendy  Gauderykowi,  który  sam  był  obecny  i  razem 
z  biskupem  Formozem  wyświęcał  księży  słowiańskich.  O  tym  przedmiocie  szeroko 
rozprawiali  Ginzel  i  Dudilc.  Pierwszy  w  Gesch.  der  Slawenapostel  edit  1861  s. 
46 — 47,  drugi  w  Gesch.  Mahrens  I  182 — 4.  Tymczasem  Jagicz  mniema,  że  Kon- 
stanty był  tylko  nauczycielem  Słowian,  a  nie  biskupem.  Bonpocb  o  KnpiUJlt  H 
Meoojit  1855  s  55  cyt.  92.  Inne  zdania  w  Pogodina  Kiipujuo-MeeoAieucKifł 
CóopilliKT.  1865.  Ale  najdokładniej  sprawę  tę,  zgodnie  z  legendą  Italską,  objaśnił 
Gromnicki,  w  Rozprawach  Alcademii  Umiejętności  Krakowskiej  r.  1879  T.  XI 
s.  135.  A  że  Metody  już  w  r.  869  mianowany  był  arcybiskupem,  poświadcza  to 
li.st  papieża  Jana  VIII  r.  879  do  Świętopełka.  Metliodius  vester  archiepiscopus  ab 
antecessorenostro  Adrian  o,  scilicet  papa  [-{-  872)  o  r  d  i  n  a  t  u  s,  Erben. 
N.  39  i  41. 


—     91     — 

Gorazd  Morawianin,  Klemens,  Naum,  Angelar  i  Sabba  Bółgaro- 
wie,  czy  Słoweńcy/') 

Zostawało  wprowadzić  nabożeństwo  słowiańskie  uroczyście, 
aby  świat  cały  wiedział,  że  w  powszechnym  kościele  chrześciań- 
skim,  obok  liturgii  łacińskiej  i  greckiej,  zajęła  jeszcze  miejsce 
liturgija  w  mowie  najliczniejszego  w  Europie  narodu,  który  miał 
cliwałę  bożą  po  niezmierzonych  przestrzeniach  rozszerzyć.  Poj- 
mując to,  stolica  apostolska  stosowne  rozporządzenia  uczyniła. 

Trzy  dni  odbywało  się  nabożeństwo  i  śpiewy  słowiańskie. 
Najprzód  w  kościele  apostołów  śś.  Piotra  i  Pawła,  następnego  dnia 
w  kościele  ś.  Petronelli  i  u  ś.  Andrzeja,  nakoniec  z  nadzwyczajną 
uroczystością  u  grobu  ś.  Pawła, ^^)  przy  uczestnictwie  biskupa 
Arseniusa  i  bibliotekarza  rzymskiego  Anastazego.*^)  Takim  spo- 
sobem u  grobu  pierwszych  apostołów  chrześciaństwa  dokony- 
wało się  zjednoczenie  ludów  w  imię  wspólnej  idei  religijnej,  bez 
różnicy  narodowości  i  mowy. 

Rok  z  górą  ciągnął  się  pobyt  apostołów  słowiańskich  w  Rzy- 
mie. Stolica  apostolska  znajomiła  się  z  zasadami  i  charakterem 
osobistym  nowych  apostołów.  Na  to  potrzebny  był  czas.  Star- 
szego z  braci,  Metodego,  papież  przeznaczył  na  metropolitę  ko- 
ścioła słowiańskiego,  młodszy.  Konstanty,  miał  być  biskupem 
i  pomocnikiem  brata.  Ale  Konstanty  zapadł  na  zdrowiu,  a  prze- 
czuwając zbliżający  się  koniec  żywota,  wstąpił  do  zakonu,  przy- 
brawszy imię  Cyryla.  Osłabiony  na  siłach  mąż  święty,  mówił 
do  Metodego:  ,,oto  bracie  byliśmy  sprzężajem,  jedną  brózdę  ora- 


I 


*')  Imiona  ich  wzmiankują  Obdormitio  s.  Kyrilli  (YcneHie  CB.  Klipu.I.ia)  i  Vila 
s.  Clementis  episcopi  (bulgarica),  z  ta  tylko  różnicą,  że  w  ostatniej  zamiast  Sabby, 
wzmiankuje  się  Laurenly  (rozd.  ii).  Do  porównania  slu/,y  legenda  Macedońska 
o  Żywocie  ś.  Nauma. 

**)  „Abie  piesze  liturgiju  w  cbrkwi  swetaho  apostola  Petra  sloweńskyim  je- 
żykom i  w  druhji  djeń  piesze  w  ctrkwi  swetyje  Petronily,  i  w  iretij  djeń  piesze 
w  Cbrkwi  swetaho  Andreje  i  ottudu  w  welikaho  uczitela  wselienskaho  Pawia  apo- 
stola." Żywot  Konstantyna  (rozdz.  17).  Denkschrift  der  Akademie  der  Wissęn- 
schaften,  XIX,  s.  22S. 

*»)     Ibid.    rozdz.   17,  s.  238. 


—     92      — 

cym,  ja  padam  na  lesze  i  kończę  dni  moje,  a  ty  bardzo  miłujesz 
górę,'^")  ale  nie  chciej  dla  góry  rzucać  apostolstwa,  wszakże  przez 
nie  możesz  być  zbawionym."*^')  Nakoniec,  po  50  dniach  choro- 
by, mąż  święty  umarł  w  Rzymie  14  Lutego  r,  869, •'^^)  mając 
lat  42  wieku. 


•'**')  Jest  to  reminisccncya  klasztoru  na  górze  Olympie,  który  Metody,  jako 
miejsce  spędzenia  mJodoici  swiij.  gorąco  miłował. 

^^)     Żywot  ś.  Metodego,  rozdz.  7. 

^-)  Constantin  est  mort  h  Romę  sous  le  nom  de  moine  Cyrille  868  le  13 
fevrier  ou  le  14.  Muralt.  Essai  de  Chronograph.  p,  449.  Niektórzy  badacze  chcie- 
liby sie  na  to  zgodzić.  Sprawa  ta  jednak  mocno  zawiła  i  dotąd  należycie  nie  obja- 
śniona. Z  dawnych  pomników  tylko  Żywot  Konstantyna  (rozdz.  18)  i  Obdormitio 
S.  Cyrilli  zgodnie  podają  datę  śmierci  ś.  Cyrylla  14  Februarii  r.  6377,  ^-  J-  ^'^9- 
W  legendzie  Italica,  najwięcej  na  uwagę  zasługującej,  data  oznaczona:  16  kalendas 
Martias,  co  według  ówczesnego  sposobu  liczenia  czasu,  oznaczało,  źe  do  nastąpienia 
kalendy,  t.  j.  I  Marca,  nie  dostawało  jeszcze  16  dni  (licząc  i  i  Marca),  a  zatem 
data  śmierci  przypadła  14  Februarii.  W  kalendarzu  Ostromira  pod  dniem  I4  Fe- 
bruarii zapisano:  pamieti, ...  Konstantina  filo.sofa,  naieczena  w  czrńczestwie  imenem 
Kiryłla.  (Kopitar,  LXVI),  Ale  ani  legenda  Italica,  ani  kalendarz  Ostromira,  ani 
inne  pomniki  roku  nie  oznaczają.  Z  tego  powodu  ani  dzień  4  Lutego,  przyjęty 
przez  Ginzcla,  ReUla,  Gromnickiego,  Polkowskiego  i  innych,  ani  rok  868,  przyjęty 
przez  Ginzela,  nie  znajdują  wiarogodnej  podstawy.  A\^zględem  roku,  nastręcza  się 
następna  uwaga.  Bracia  apostołowie  do  Rzymu  przybyli  po  14  Grudnia  r.  867, 
t.  j.  wtedy,  kiedy  już  papieżem  został  Adryan  II.  Kilka  dni  trwała  uroczystość  zło- 
żenia relikwii  ś.  Klemensa,  potem  wyświęcenie  księży  słowiańskich,  a  „po  wielu 
dniach",  jak  wzmiankuje  legenda,  ś.  Cyryl,  czując  sie  chorym,  wstąpił  do  zakonu, 
i  po  50  dniach  choroby  umarł.  Oczywiście,  że  wszystko  nie  mogło  stać  się  w  ciągu 
niespełna  dwóch  miesięcy,  a  zatem  żadnego  prawdopodobieństwa  nie  ma,  aby  śmierć 
ś.  Cyrylla  mogła  zajść  w  Lutym  r.  868,  Tymczasem  Ginzel,  mniemając,  że  konse- 
kracya  księży  słowiańskich  nastąpiła  wnet  po  przybyciu  ich  do  Rzymu  w  r.  867, 
wyobraził  sobie,  iż  w  tymże  czasie  zachorował  i  wstąpił  do  zalfonu,  a  wkrótce  po 
tem  mianowicie  4  Februarii  868  ś.  Cyryl  umarł.  Gesch.  der  Slawenapostel,  s.  49. 
Za  Ginzelem,  idąc  w  ślad  inni,  wprowadzili  do  nauki  błąd,  który  spostrzegłszy 
Diimmler,  wyrzekł,  iż  wypada  przyjąć  r,  869,  a  nie  868  „troz  den  schwachen  Ein- 
wendungen  Ginzels."  (Denkschriftcn  der  Akademie  d.  Wissenschaft,  XIX,  s.  212), 
Podobne  zarzuty  Ginzelowi  uczynił  i  Dudik  w  Miihrensgeschite  r.  1860,  tom  I, 
s.  182 — 184.  W  literaturze  polskiej  przedmiot  ten  oględnie  objaśnił  Gromnicki  (Roz- 
prawy Akademii,  X,  s.  129).  Szkoda  tylko,  że  poglądy  tych  dziejopisów  nie  wszyst- 
kim pisarzom  są  znane  i  że  dotąd  nie  usunięto  wątpliwości  daty  śmierci  pierwszego 
nauczyciela  Słowian,  która  oczywiście  przypadła  14  Februarii  r.  869  jak  o  tem  wy- 
raźnie mówi  współczesny  prawic  autor  Żywota  Konstantyna  (rozdz,  18)  w  Denk- 
schriftcn d.  Akademie,  XIX,  s.  229,  i  niemniej  starożytny  autor  Uśnięcia  (Obdor- 
mitio) ś.  Cyryla.  Datte  te  przyjęto  także  w  Encyklice  papieża  Leona  XIII  z  dnia 
30  Września  r.    1880, 


—     93     -* 

Po  śmierci  brata,  któremu  papież,  kazał  wyprawić  pogrzeb, 
z  taką  okazałością  jaka  tylko  samemu  papieżowi  należała.  Me- 
tody mówił  do  papieża:  „Ojcze  święty!  Gdyśmy  opuszczali  ro- 
dzinną ziemie,  aby  się  poświęcić  dziełu,  któreśmy  z  pomocii  bo- 
ską dokonali,  matka  nasza  zalewając  się  łzami,  błagała,  aby  w  razie 
śmierci  jednego  z  nas  na  obczyźnie,  pozostały  przy  życiu,  przy- 
wiózłby ciało  zmarłego  do  klasztoru,  dla  przyzwoitego  tam  po- 
grzebania go.  Niechże  wńęc  Twoja  świątobliwość  pozwoli  mnie 
wypełnić  mój  obowiązek,  aby  się  nie  wydało,  że  się  sprzeciwiam 
błaganiu  i  zaklinaniu  matki  !"^=')  Poruszony  taką  prośbą  i  ba- 
cząc na  doniosłość  znaczenia  jej,  papież  Adryan  II  zapytał  o  radę 
kardynałów,  biskupów  i  najdostojniejszych!  mężów.  Ducłiowień- 
stwo  jednak  i  nobile  rzymscy  przekładali  papieżowi,  iż  niegodzi 
się  pozbawiać  Rzymu  i  kościoła  relikwii  tak  znakomitego  męża, 
a  należy  z  wysoką  czcią  pogrześć  go  Rzymie.  Przychylając  się 
do  życzenia  obywateli  rzymskich,  papież  polecił  zwłoki  ś.  Cyryla 
pochować  w  kościele  ś.  Piotra,  w  przygotowanym  dla  siebie  grobie. 
Ale  iSIetody  prosił,  aby  złożono  je  w  kościele  ś.  Klemensa,  relikwije 
którego  ś.  Cyryl  z  wielką  troskliwością  do  Rzymu  przyniósł. 
Skłoniwszy  się  do  prośby  IMetodego  papież  polecił  zw^łoki  ś.  Cy- 
ryla, spoczywające  już  w  marmurowym  grobie,  pochować  w  ko- 
ściele ś.  Klemensa,  po  prawej  stronie  ołtarza.^*)  Pogrzeb  odbył 
się  w  asystencyi  duchowieństwa  rzymskiego  i  greckiego  ze  śpie- 
wem psalmów  i  hymnów,  z  zapalonemi  świcami,  kadzielnicami 
i  w  ogóle  z  taką  wspaniałą  uroczystością,  jaka  samemu  tylko 
papieżowi  należała.'') 


^^)     Legenda  Ilalica,  cap.   Ii. 

^*)  Annuit  hujusmodi  petilioni  Praesul  sanctissimus,  et  cOncurente  cleri  aC 
populi  maxima  freąuentia,  cum  ingenti  laetitia  et  reverentia  multa,  simul  cum  locello 
marmoreo,  in  quo  pridem  illum  praedictus  Papa  condiderat,  possuerunt  in  monumento 
ad  id  praeparato  in  basilica  ś.  Clementis  ad  desteram  partem  altaris  ipsius,  cum 
hymnis  et  laudibus,  masimas  gratis  agentes  Deo.  Leg.  Italica,  cap.  12.  Podobnie 
i  Żywot  Konstantego  (rozdz.  i8)  Denkschriften  der  Akademie  der  Wissenschaft, 
XIX,  s.   229. 

^^)  Praecepit  autem  sanctus  Aposlolicus,  ut  omnes  tara  Graeci  quam  Ro- 
mnni  cletici   a.l  exeqiiia<  cjus  accurrerent  cum  psalmis  et  canticis.  cum  cereis  et  thu- 


—     94     — 

Odtąd  przybrane  w  zakonie  imię  Cyryla  rozpowszechniło 
się  po  świecie  i  pod  tern  imieniem  wiekopomny  wynalazca  pi- 
sma   słowiańskiego    Konstanty  po  całej  Słowiańszczyźnie  słynie. 

3.    Papież  Adryan  ii  mianuje  Metodego  arcybiskupem  pannońskim  r.  869. 

Oburzenie    biskupów    bawarskich.     Sąd    nad    Metodym    i    uwięzienie    go 

w  Szwabach  (870—873). 

Po  śmierci  pierwszego  nauczyciela  Słowian,  ś.  Cyryla,  Me- 
tody sam  jeden  musiał  dźwigać  ciężar  rozpoczętego  wspólnie 
z  bratem  wielkiego  dzieła.  Pobyt  jego  w  Rzymie  zaciągnął  się 
długo.  Morawianie,  zajęci  ciężką  wojną  z  Niemcami  (868  — 86g), 
wytężali  siły  Icu  obronie  ojczyzny,  a  o  clirześciaństwie  i  nauce 
nie  pora  była  myślić,  kiedy  wróg  siedziby  icłi  palił. 

W  lepszycli  warunkacli  zostający  błatneński  książę  Kocieł 
udał  się  do  papieża  z  prośbą  o  pr/,ysłanie  mu  Metodego.  ,,Nie 
tobie  jednemu  tylko,  rzekł  papież  Adryan  II,  ale  wraz  wszyst- 
kim krajom  słowiańskim  szlę  go,  jako  nauczyciela  od  Boga  i  od 
świętego  apostoła  Piotra."  —  I  posłał  do  Rościsława,  Święto- 
pełka i  Kocieła  list  następny.  „Doszły  do  wiadomości  naszej  ta- 
kie względem  wiary  wasze  postępki,  którycłi  po  was  z  upragnie- 
niem i  modlitwą  wyglądaliśmy,  gwoli  waszego  zbawienia.  Na- 
tclinął  Bóg  serdca  wasze,  że  go  szukacie  i  pokazał  wam,  że  nie- 
tylko  wiarą,  ale  i  dobrymi  uczynkami  służyć  Bogu  należy.  Wiara 
bowiem  bez  uczynków  jest  martwą  i  odtrąca  Bóg  tycłi,  którzy 
Go  słowami  wyznają,  a  uczynkami  zapierają  się.  Prosiliście 
o  nauczyciela  nietylko  u  tej  biskupiej  stolicy,  ale  także  u  prawo- 
wiernego cesarza  Micłiała.  Owóż  posłał  wam  błogosławionego 
filozofa  Konstantego  z  bratem,  zanim  my  mogliśniy  to  uczynić. 
Oni  zaś,  dowiedziawszy  się,  że  kraje  wasze  do  stolicy  apostolskiej 
należą,  nie  chcieli  nic  przeciw  kanonom  czynić,  lecz  przyszli  do 
nas,  niosąc  relikwije  ś.  Klemensa.  My  tedy  troistą  radością  prze- 
jęci,   postanowiliśmy,   zbadawszy    Metodego,    wyświęcić   go  wraz 


ris  odoribus,  et  non.  aliter  ei.  quam  ipsi  quoque  Apostolico,  funeris  honorem  impen- 
derent.     Leg.  Ilalica,  c.   lo. 


wP 


—     9S     ^ 


z  uczniami,  jako  syna  naszego  i  posiać  w  kraje  wasze,  albowiem 
jest  to  maż  rozumny,  doskonały  i  prawowierny,  aby  was  nau- 
czał, jakoście  prosili,  układając  księgi  w  języku  waszym  do  wszel- 
kiego obrządku  kościelnego  w  zupełności,  do  mszy  czyli  siużby 
bożej  i  chrztu,  jako  zaczął  już  był  filozof  Konstantyn  za  łaską 
boską  i  ś.  Klemensa  modlitwą.  Jeśliby  zaś  i  kto  inny  mógł  was  na- 
leżycie i  praw-o wiernie  nauczać,  niecliaj  będzie  świętą  i  błogosła- 
wioną jego  nauka  przez  Boga  i  przez  nas  i  przez  wszystek  ka- 
tolicki i  apostolski  kościół;  abyście  z  łatwością  do  przykazań 
bożych  nawykli.  Ten  zaś  jedyny  zachowajcie  zwyczaj,  niechaj 
na  mszy  pierwej  czytają  apostoł  i  ewangeliję  po  łacinie,  a  po- 
tem po  słowiańsku.  Tak  się  spełnią  słowa  Pisma  świętego: 
„chwalcie  Pana  wszyscy  narodowie,"  a  w  innem  miejscu:  „wszyscy 
poczęli  mówić  wielmożne  sprawy  boże  rozlicznemi  języki,  jako 
im  Duch  święty  wymawiać  dawał."  Jeśliby  zaś  kto  z  przyby- 
łych do  was  nauczycieli  lub  ich  uczniów  od  prawdy  odwracając 
się,  a  wiodąc  w  błędy,  poważył  się  bałamucić  was  inaczej  ucząc, 
ganiąc  księgi  w  waszym  języku,  niech  będzie  wyłączon  i  oddany 
pod  sąd  kościoła,  dopóki  się  nie  poprawi.  Tacy  bowiem  są  nie 
owce,  ale  wilcy:  z  owoców  ich  poznacie  je  i  strzeżcie  się  ich. 
Wy  zaś,  kochane  dzieci,  poznajcie  naukę  bożą  i  przykazań  ko- 
ścielnych nie  odrzucajcie,  abyście  się  stali  prawdziwymi  czci- 
cielami bożymi,  Ojca  naszego  niebieskiego  i  w^szystkich  świę- 
tych." 5«) 

Listem  tym  Adryan  II,  przypominając,  że  kraje  słowiańskie 
Pannonia  i  Morawia  „do  stolicy  apostolski  ej  nale  żą." 


H 


5*)  List  ten  wyjęty  z  Pannońskiego  Żywota  Metodego,  ogłoszony  w  Moskwi- 
tjaninie  r.  1843,  tom  VI,  przedrukowany  przez  Szafarzyka  w  Pamatky  drevniho 
pisem.  1 85 1,  tudzież  w  Erbena  Regestrach  1855  P*^  słowiańsku  z  łacińskim  prze- 
kładem, potem  w  Bielowskiego  Monum.  Pol.  I,  r.  1864  po  słowiańsku  z  tlómaćze- 
tliem  polskiem;  w  Bilbasowa  Kiipii.Ln>  li  Meoojiił  r.  1871  z  tłómaczeniem  rosyj- 
skiem.  Faksymile  listu  tego  podług  kodeksu  słowiańskiego  z  XII  w.,  podał  w  wy- 
jątkach Bodianski  w  „CnHMKaxx",  dołączonych  do  dzieła  jego  O  BpeMeHH  nponcxo;K- 
jenia  c.iaBHHCKHNTj  nHCtMemi.  a  całkowity  list  umieścił  w  wydanym  przez  niego 
Żywocie  Molodego  w  Cztienijach  Obszczeslwa  istorii  i  drewno.' tiej  r.   1865. 


—     06      — 

Unieważniał  pretensye  biskupów  salcburgskiego  i  passawskiegfo, 
którzy,  korzystając  z  pogromu  Awarów  przez  Karola  W.  w  r,  796, 
rościli  sobie  prawo  przyłączenia  do  swych  dyecezyi  ziem  słowiań- 
skich, jedynie  na  mocy  zezwolenia  cesarskiego,'''')  lecz  bez  zgo- 
dy na  to  stolicy  apostolskiej.  Mogli  wiec,  w  skutek  wzmianko- 
wanego listu,  książęta  morawski  i  blatneński  legalnie  urządzać 
w  swych  dzielnicach  hierarchije  słowiańskiego  obrządku,  nie 
zważając  na  wdzierstwa  biskupów  bawarskich.  Rościsław  jednak 
całkiem  zajęty  walką  z  Niemcami  w  r.  868 — 86g.  nie  był  w  sta- 
nie skorzystać  wnet  z  usposobienia  papieża,  ale  Kocieł  nie  omie- 
szkał zaprosić  do  siebie  Metodego. 

Powracając  do  Morawii,  Metody  musiał  podróż  nie  inną 
drogą,  jak  przez  Pannoniję  odbywać,  tern  bardziej,  że  miał  tam 
zwolennika  w  osobie  Kocieła.  Dla  tego  podanie  o  przyjęciu  Me- 
todego z  wielką  czcią  przez  Kocieła, ^^)  wypada  uważać  za  wia- 
domość prawdziwą,  ale  żeby  apostoł  długo  bawił  w  Pannonii, 
to  wątpliwe.  Zwycięzkie  ukończenie  wojny  w  r.  869  uwolniło  Ro- 
ścisława  od  wszelkiej  zależności  od  cesarstwa.  Mógł  on  odtąd 
swobodnie  wykonywać  dawniejsze  zamiary  ustanowienia  kościoła 
narodowego,  nie  zważając  na  to,  co  powiedzą  biskupi  bawarscy. 
Otwierało  się  więc  i  Metodemu  daleko  obszerniejsze  pole  działa- 
nia w  swobodnej  Morawii,  niż  w  Pannonii  zależnej  od  Niemców, 
a  we  względzie  hierarchii  duchownej,  podlegającej  wdzierstwom 
arcybiskupa  salcburgskiego,  z  ręki  którego  prezbyter  Rychbald 
mieszkał  w  Pannonii  i  zarządzał  tamecznym  kościołem  aż  do  po- 
wrotu Metodego.  ^'') 


6")     Wyżej  na  str.  62,  cyt,  6. 

<**)  Przyjął  go  (Metodego)  Kociel  z  wielka  czcią  i  znowu  posiał  do  Aposto- 
lica  z  20  mężami  zacnymi,  aby  mu  go  wyświęcił  na  biskupstwo  w  Pannonii,  na  sto- 
licę ś.  Andronika  apostoła  jednego  z  siedmiudziesięciu.  Żywot  Metodego,  rozdz.  8. 
O  wyprawieniu  przez  Kociela  Metodego  do  Rzymu  z  20  uczniami,  jak  równie  i  o  pro- 
śbie wyświęcenia  go  na  biskupa,  —  wiadomość  nie  ma  podstawy,  albowiem  Metody 
już  byt  przed  tem  mianowany  biskupem  i  do  Rzymu  w  r.  869  nie  powracał. 

^^)  Adalvinus .  . .  Richbaldum  constituit  archipresbyterum,  qui  multum  tem- 
pore  ibi  commoratus  est,  exercens  suum  potestati%'e  ofticium  . . .  usque  dum  quidam 
Graecus,  Methodius. .  .  .     De  Conver.  Baioar.    Pertz.  M.   S.  XI,  p.    14. 


—     97     — 

Jako  arcybiskup  morawsko -pannoński  Metody,  z  polecenia 
Adryana  II,  przybywał  w  naddunajskie  kraje  dla  wznowienia 
od  dawna  upadłej  starożytnej  metropolii  Sremskiej  (syrmijskiej), 
na  której,  według  podania,  zasiadał  jeden  z  siedmiudziesięciu  apo- 
stołów ś.  Andronik."'')  Podobne  biskupstwo,  pod  rządem  pogań- 
skim Rzymian,  mogło  być  tylko  potajemne,  poważane  przez  chrze- 
ścian,  ale  urzędowie  —  nie  wiadome.  Dopiero  po  wprowadze- 
niu chrześciaństwa  w  cesarstwie  Rzymskiem  w  IV  w.  jako  religii 
państwowej,  zjawia  sie  w  Syrmii  biskupstwo  i  na  soborze  w  tem 
mieście  odbytym  r.  357,  w  liczbie  innych  zasiadał  biskup  syr- 
mijski  Germanius.  Potem  biskup  syrmijski  Anemius  zasiadał  na 
soborze  akwilejskim.^^)  Podczas  podziału  cesarstwa  za  impera- 
tora Teodozego  r.  595,  Syrmium  słynęło  jako  stolica  dyecezyi 
Illyryjskiej,  do  cesarstwa  Zachodniego  należącej.  Po  upadku  ce- 
sarstwa Zachodniego  r.  476,  władza  papiezka  rozciągała  się  na 
ziemie,  które  do  tego  cesarstwa  przedtem  należały,  a  dalej  ku 
wschodowi  położone  kraje  podlegały  patryarchatowi  Konstanty- 
nopolitańskiemu. Zdobycze  imperatorów  wschodnich  nati  Duna- 
jem podawały  powód  do  zaliczenia  dyecezyi  Syrmijskiej  do  pa- 
tryarchatu  Konstantynopolitańskiego,  ale  od  najazdu  Awarów 
i  oblężenia  r.  567,  a  nareszcie  zburzenia  Syrmii  przez  chagana 
awarskiego  r.  582,  biskupstwo  Sremskie  upadło.  I  nie  wcześniej 
aż  po  rozgromieniu  Awarów  r.  796,  Pepin,  syn  Karola  W.  obie 
Pannonije  poddał  pod  władzę  arcybiskupa  salcburgskiego,  a  w  ro- 
ku 803  postanowił,  aby  Pannonija  Niższa  do  Salcburgskiego,  Wyż- 


**<*)  Według  Żywota  Metodego  (rozdz.  8)  Kociel  prosił  papieża  o  mianowa- 
nie Metodego  biskupem  „w  Pannonii  na  stolicę  ś.  Andronika  apostoła."  —  Nestor 
wiedzłał  takie  o  ustanowieniu  przez  Kocieła  Metodego  biskupem  w  Pannonii  na 
stolicy  ś.  Andronika  apostoła  i  objaśnił,  „że  Andronik  apostoł  jest  nauczycielem  na- 
rodu słowiańskiego,  bo  do  Morawii  chodził,  i  że  Paweł  apostoł  zostawił  po  sobie 
biskupem  i  następcą  Andronika  słowiańskiemu  narodowi."  Latopis,  w  Bielowokiego 
M.  P,  I,  570 — 57r.  Źródłem  tych  podań  zdaje  się  być  biskup  Salony,  Hesychius, 
w  V  w.,  autor  Żywota  ś.  Klemensa.     Farlati.  Illyricum  Sacrum,  II,  83. 

*")  Episcopus  Sirmii  Germanius.  Sozea-.eni  Salaminii.  Histor  Ecclcs.  lib.  IV, 
cap.  14.  —  Na  soborze  akwilejskim  r.  381  zasiadał  Anemius  Sirminsosi-s.  Acta  Cou- 
cilior.  I,  p.  854. 

Tom  III.  7 


-    98    - 

sza  zaś  do  Passawskieg"o  biskupstwa  należały.**-)  Tym  sposobem 
dawne  biskupstwo  Syrmijskie  podlegało  administracyi  biskupów 
bawarskicli  w  ciągu  lat  75,  ale  stolica  apostolska,  zważając,  że 
prawa  kościoła,  przez  najazd  poganów  wstrzymane,  nie  ulegały 
przedawnieniu,  oczekiwała  zręczności  do  faktycznego  wznowienia 
ich.  Wyprawiając  wiec  Metodego  do  Morawii,  Adryan  II  przy- 
pomniał o  starodawnem  biskupstwie  ś.  Andronika  w  mieście 
Syrmii,  do  Pannonii  należącem,  ale  że  to  miasto  w  skutek  no- 
wych podziałów  Słowiańszczyzny  i  zamiarów  Metodego,  nie  mo- 
gło być  stolicą  biskupią,  Adryan  II,  mianując  Metodego  arcy- 
biskupem morawsko -pannońskim,  nie  oznaczył  bliżej  w  jakiem 
mianowicie  miejscu  miała  być  stolica  wskrzeszonego  biskupstwa. 
Zwycięzkie  stanowisko  Rościsława  w  r.  86g  i  widoki  na  jego 
szczerą  pomoc  do  rozszerzenia  chrześciaństwa  w  Morawii,  bez- 
wątpienia  pobudzały  Metodego  pospieszyć  do  Welegradu.  Le- 
dwo jednak  rozpoczął  swą  pracę,  nowe,  niespodziewane  wypadki 
pokój  zakłóciły.  Uprowadzenie  Rościsława  do  Bawaryi,  najazd 
na  Morawiję  grafów  Engelszalka  i  Wilheln^a  r.  870,  powstanie 
Sławomira,  zaburzenie  w  Morawii,  wojna,  o  czem  niżej  powiemy 
(§  39),  nie  sprzyjały  zamiarom  Metodego.  Musiał  więc  on  udać 
się  do  Kocieła,  a  osiadłszy  w  zamku  salawarskim,*-^)  nauczał  lud 
w  zrozumiałej  mu  mowie.  Tłumy  gromadziły  się  na  nabożeństwo 
słowiańskie,  a  kościoły  łacińskie  pustką  zostały.  Przerażony  świe- 
tnem  powodzeniem  Metodego,  a  niemniej  o  dochody  się  trwo- 
żąc, opat  salawarski,  arcyprezbiter  Rychbald  pospieszył  do  arcy- 
biskupa Adalwina  ze  skargą,  ,,że  jakiś  grek  Metody"  zbuntował 
mu  owieczki  i   wzbudził    w    nich    wstręt    do    mszy    łacińskiej.**^) 

®2)     Wyżej  na  str.  62,  cyt.  6. 

^^)  Przy  ujściu  r.  Sali  do  jeziora  Blatno  opactwo,  a  na  samym  brzegu  je- 
ziora wieś  Sala-war,  t.  j,  gród  nad  Sala,  także  Blatnem,  lub  Mosburgiem  zwany. 
Porów,   wyżej  str.  63. 

'*'^)  Quidam  Graecus  Methodius  nomine  noviter  inventis  Sclavinis  litteris  lin- 
guam  latinam  doctrinamąue  romanam  atque  litteras  auctorales  latinas  philosophicae 
superducens  vilescere  fecit  cuncto  populo  ex  parte,  missas  et  evangelia  ecclesiasti- 
cumque  ofticium  illarum  qui  hoc  latine  celebraverunt.  De  Conversione  Baioar.  M.  G. 
XI,  p.    14. 


—     99     — 

Adalwin  wnet  zaniósł  do  króla  Ludwika  zaskarżenie  o  znieważe- 
nie praw  arcybiskupich,  dowodząc,  że  w  ciag-u  75  lat  biskupi  salc- 
burgscy  niezaprzeczenie  wykonywali,  nadane  im  przez  monar- 
chów, prawa  w  Karyntyi  i  Pannonii,  a  teraz  te  prawa  narusza 
jakiś  grek  Metody,  wynalazca  pisma  słowiańskiego,  które  rozsze- 
rza miedzy  ludem  i  w  nabożeństwie,  zamiast  jeżyka  łacińskiego 
i  nauki  rzymskiej,  używa.  Skarga  ta,  wymierzona  nie  tyle  prze- 
ciw Metodemu,  ile  przeciw  rozporządzeniom  stolicy  apostolskiej, 
jasno  wskazuje,  że  Adalwinowi  głównie  szło  o  granice  dyecezyi 
jego.  Ale  z  papieżem  duchowieństwo  bawarskie  \valczyć  otwar- 
cie nie  śmiało,  a  Metodego  koniecznie  usunąć  z  Pannonii  żądało. 
Powołując  sie  więc  na  prawa  kościelne,  według  których  nie 
wolno  było  żadnemu  kapłanowi  sprawować  w  cudzej  dyecezyi 
obrzędów  duchownych,  nie  złożywszy  wprzód  miejscowemu  bi- 
skupowi pisma  rekomendacyjnego  od  swego  biskupa,  lub  przy- 
najmniej uwolnienia  od  obowiązków  swej  dyecezyi,  duchowień- 
stwo bawarskie  uważało  Metodego  jako  wdziercę  do  praw  dye- 
cezyi Salcburgskiej,  udając,  że  nic  nie  wie  o  mianowaniu  go  przez 
Adryana  II  arcybiskupem  morawsko -pannońskim. 

Najwięcej  ze  wszystkich  biskupów  zainteresowany,  arcybi- 
skup salcburgski  Adalwin  zwołał  synod,  żeby  zaś  nadać  większą 
powagę  synodowi  i  mieć  wnet  wykonawcę  wyroku,  zaprosił  króla 
Ludwika  Niemieckiego,  który  w  Październiku  r.  87 1  z  Frankfurtu 
do  Bawaryi  przybył.  °^) 

Nie  wiemy,  jakim  sposobem  Metody  stanął  przed  synodem: 
dobrowolnie  czy  gwałtem  dostawiony  został,  postępowanie  bo- 
wiem tego  synodu,  jak  zobaczymy  niżój,  pozwala  robić  najgorsze 
przypuszczenia.  Nie  wiemy  także  w  jakiem  mianowicie  miejscu 
synod  się  odbywał.  Celem  synodu  było  rozpoznanie  czynności  Me- 
todego, oskarżonego  o  nielegalne  nauczanie  w  dyecezyi  Salcburg- 
skiej, a  za  powód  do  powołania  go  przed  synod,  służyły  zarzuty 
wyłożone,  przez  anonymnego   pisarza,  w  memoryale  „de  conver- 


*)     Annal.  Fuld.  an.  871.    Dudik.    Miihr.  Gesch.  I,  215. 

7* 


—       lOO      — 

?ione  Bajoariorum  et  Carantanorum."  Zebrani  w  przytomności 
króla:  arcybiskup  salcburgski  Adalwin,  biskupi:  Hermarik  pas- 
sawski  i  Anno  frei/ingeński *"*)  pytali  Metodego:  „dla  czego 
w  naszym  udziale  nau.czasz?"  Na  to  im  odpowiedział:  „gdy- 
bym wiedział,  że  to  wasz  udział,  obchodziłbym  go  zdaleka,  ależ 
on  jest  udziałem  Piotra  świętego.  Zaprawdę,  jeśli  wy  dumą  i  ła- 
komstwem powodowani,  wbrew  kanonom  podziały  stare  prze- 
kraczacie, nauce  bożej  przeszkadzając,  strzeżcie  się,  iżbyście  ja- 
koby żelazną  górę,  czaszką  kościaną  przebić  usiłując,  mózgu  wa- 
szego nie  wylali."  Rzekli  więc  Niemcy:  „źle  mówisz,  na  złe  ci 
to  wyjdzie."  A  Metody  na  to:  „prawdę  mówić  i  przed  cesarzami 
nie.wzdrygam  się,  a  wy  róbcie  ze  mną  co  się  wam  podoba,  nie 
jestem  bowiem  lepszym  od  tych,  którzy  prawdę  mówiąc  różnemi 
mękami  żywot  zakończyli."  Takiemi  słowami  żywociaż  Metode- 
go maluje  dysputę  synodu,  dodawszy,  że  gdy  się  w  długą  roz- 
mowę zapuścili,  a  odpowiedziom  jego  sprostać  nie  mogli,  rzekł 
król  z  nienacka:"')  ,, Nie  trudźcie  mego  Metodego,  bo  się  już  jak 
przy  piecu  upocił."  „Tak  jest  władzco,  odpowiedział  Metody, 
iilozofa  spoconego  spotkawszy  raz  ludzie  zapytali:  „czego  się  po- 
cisz? On  im  na  to:  z  grubijanami  spierałem  się."    Sędziowie,  po- 


*"')  „Potem  zaś  stary  wróg,  zawistnik  dobra,  a  przeciwnik  prawdy  (Adalwin?), 
rozjątrzył  nań  serdce  wroga  morawskiego,  króla  (Ludwika),  ze  wszystkimi  bisku- 
pami."    Żywot  Metodego,  rozdz.  9. 

"')  W  Żywocie  Metodego  powiedziano:  pe'ie  Kopo.ib  iisTj  nima.  W  Bie- 
lowskiego  wydaniu  tego  Żywota,  w  Monumenta  Poloniae,  I,  s.  106,  mylnie  przetló- 
maczono:  rzekł  Karol  łagodnie.  Wyoliraziwszy  sobie,  że  wyraz  słowiański 
król,  ko  roi  pochodzi  od  imienia  Karol  i  usiłując  dowieść  to  (na  str.  Il6), 
Bielowski  tak  się  zaplątał,  że  i  w  innem  miejscu  tekst  Żywota  zanięcił,  mianowicie: 
ccp;me  upara  MopaBbCKaro,  ko  p  o  jia,  przetlómaczył:  serce  wroga 
morawskiego,  k  a  r  o  1  a.  (na  str.  105,  rozdz.  9),  gdy  tymczasem  wypadało  po- 
wiedzieć: „serdce  wroga  morawskiego,  króla,..,"  (podrozumiewa  sie  Ludwika  Nie- 
mieckiego). Wyrażenie  ii  3 1  HHUa,  nie  pojął  także  Bilbasow  i  przetłómaczył : 
KOCKCHHO,  patrz:  KiipHJi-O.  u  Meoojiiii  II,  187 1,  str.  264.  —  Według  prawdzi- 
wego zaś  znaczenia  tekstu:  peHC  K  O  p  O  .a  h  113  1)  II  HU  a,  wypada  tłómaczyć: 
rzekł    król    z    nienacka,    a   po   rosyjsku:    iioB3iia'iaii,   iieOKH^ano. 

Za  Bielowskim  ks.  Gromnicki  .wskazane  wyżej  omyłki  powtórzył.  Rozprawy 
Akad.  Umiej.  XI,   148. 


lOI       — 

jawszy  sens  tych  wyrazów,  osadzili  Metodego  na  wygnanie.  „I  był 
zesłany  w  Szwaby,  gdzie  go  trzymano  półtrzecia  roku."***) 

Sąd  nad  ^letodym  i  uwięzienie  go  przypadły  w  tym  cza- 
sie, kiedy  książę  Rościsław  zdradą  uprowadzony  do  Bawaryi, 
dogorywał  w  więzieniu,  a  książę  Świętopełk,  obałamucony  przez 
Niemców,  bawił  u  nicłi  jako  zdrajca  ojczyzny.  Tymczasem  w  Rzy- 
mie i  Morawii  gotowały  się  wypadki,  które  miały  na  celu  wy- 
s- wobodzić  Metodego  z  więzienia.  —  Przerywając  więc  dalsze  opo- 
wiadanie dziejów  apostolstwa  ^Metodego,  zwrócimy  uwagę  na  to, 
co  sie  w  Morawii  działo. 


§  39. 

Walka    Morawianów    za    niepodległość,    a  Metodego 

w  obronie  kościoła  narodowego  (870 — 882). 

I.    Upadek  Rościsława.     Świętopełk  do  Bawaryi  uprowadzony.     Powstanie 

Morawianów  pod   Sławomirem.     Świętopełk,    wyzwoliwszy  się    z  niewoli, 

zwycięża  wrogów.     Przymierze  w  Forhejmie  r.  874. 

Po  skończeniu  pomyślnem  wojny  z  Niemcami  w  r.  869,  po- 
tęga Rościsława  i  rozwój  obrządku  słowiańskiego  w  państwie  Mo- 
ra wskiem  zdawały  się  być  zapewnione.  Ale  wrogi  Rościsława 
i  Metodego  nie  zostawali  bezczynni.  Z  niepojęty  cli  przyczyn  Cze- 
cliowie,  oderwawszy  się  od  związku  z  Rościsławem,  porozumie- 
wali się  z  królewiczem  Karlomanem,  a  za  ich  przykładem  książę 


*®)  Żywot  Metod,  rozdz.  9.  Im  Herbst  des  Jahres  871  fand  nur  eine  Synod 
der  bairschen  Geistlichkeit  in  der  Angelegenheit  des  Methodius  statt,  von  welcher 
uns  unsere  Legendę  anschlłesslich  Kunde  giebt.  Diimmler.  Archiv  fiir  Kunde 
Oesterreichischer  Geschichts-Quellen,  1854,  T.  XIII,  190.  Nowszy  badacz  Bilba- 
sow,  w  zbytecznym  pessymizmie,  odrzuca  wiarogodność  legendy  i  twierdzi,  że  bi- 
skupi bawarscy  nie  mieli  prawa  sądzić  Metodego,  że  o  sądzie  w  żadnym  dokumen- 
cie wzmianki  nie  ma  i  tak  dalej  idąc,  powiada:  cyjb  óaBapcKoro  cmioja  u  aaToneiiie 
Meoojia,  —  mu  np»3naerb  aa  .lereiuapiiuft  BUMbice.rb . . .  Kitpii.n,  11  Meoojifi. 
T.  II,  r.  1871,  s.  95  —  96.  A  jednak  w  dziewięć  lat  później  znalezione  zostały  w  Bry- 
tańskiem  Muzeum  dokumenty  poświadczaiące,  że  Metody  rzeczywiście  b\l  nicczony 
w  wiezieniu  niemieckiem.     O  tem  niżej  %v  ^  39. 


I02       

nitrański,  Świętopełk,  poddał  się  Isarlomanowi  (r.  870.')  Zdrada 
synowca  tak  mocno  oburzyła  Rościsława,  że  dla  uratowania  pań- 
stwa Morawskiego  od  rozdwojenia,  postanowił  zabić  Świętopełka, 
poleciwszy  siepaczom  dokonać  to  podczas  uczty.  Mając  się  jednak 
na  baczności,  Świętopełk  umknął  z  grona  biesiadników  a  zmyśliw- 
szy łowy  z  sokołami  uszedł  w  głąb  lasów.  Rościsław  puścił  się 
za  nim  w  pogoń,  lecz  Świętopełk  scłiwytał  go  i  okutego  w  kaj- 
dany wydał  Karlomanowi.  Znakomity  władzca  morawski,  sta- 
wiony przed  sąd,  złożony  z  Franków,  Bawarów  i  Słowian  w  Re- 
gensburgu,  w  przytomności  króla  Ludwika,  skazany  został  na 
karę  śmierci.  Król  łagodząc  niby  wyrok  sądu,  kazał  go  oślepić 
i  do  jakiegoś  klasztoru  wtrącić.-)  Odtąd  nic  więcej  o  nieszczęśli- 
wym księciu  nie  wiadomo. 

Wydawszy  Karlomanowi  stryja,  Świętopełk,  b  ezwątpienia, 
spodziewał  się  zostać  władzca  Morawii,  lecz  mocno  się  omylił. 
Morawianie,  czując  odrazę  do  oliydnego  czynu,  nie  uznali  Świę- 
topełka swym  księciem  i  zdradą  wydali  go  Karlomanowi.  Do 
zostającej  bez  władzy  Morawii  Karloman  w'stąpił  z  wojskiem ; 
osadził  po  grodach  swycłi  urzędników,  a  poruczywszy  zarząd 
kraju  grafom  Engelszalkowi  i  Willielmowi,  ze  złupionemi  skarba- 
mi Rościsława  radośnie  do  Karyntyi  wracał.^)  Świętopełk,  zosta- 
wiony w  swem  księstwie  nitrańskiem,  niedługo  cieszył  się  przy- 
jaźnią Niemców.  Posądzony  o  zdradę  i  nieżyczliwość  nowym  wiel- 
korządzcom,  został  schwytany  i  jako  buntownik  do  Bawaryi  za- 
prowadzony wiosną  r.  871.  Niemcom  zdawało  się,  że  są  zupeł- 
nymi gospodarzami  kraju.     Omylili  się! 


^)  Annal.  Fuld.  a.  870.  Zuentibald,  nepos  Rastizi,  propriis  utilitatibus  con- 
sulens,  se  Carlomanno  una  cum  regno,  quod  tenebat,  tradidit. 

2)  Annal.  Bertin.  a.  870.  Rasticium,  Winidorum  regulum,  a  Carlomanno 
per  dolum  nepotis  ipsiis  Rasticii  captum  et  aliąuandiu  in  custodia  detentum,  post 
judicium  mortis  excaecari  et  in  monasterium  mitti  praecepit.  Hincmar.  annal.  Pertz, 
I,  490.  Annal.  Xantes  a,  (871.  Rasticius  rex  Margorum  a  Carlomanno  captus  et  in 
Franciam  patri  directus  ibique  postea  luminibus  privatus  est.  Regino.  Pertz,  I,  570. 
Boczek.    Codex  Moraviae,  N.  48. 

')  Annal.  Fuldens.  a.  870;  Hincmari  annal.  a.  870;  Szafarzyk  Staroż.  Slow, 
§  41,  str.  480, 


p 


—    103    — 

Lud  morawski  pamiętał  jeszcze  czyny  bohatyrskie  Rościsła- 
wa,  pod  wodza  którego  uczył  się  zwyciężać  wrogów,  rozumiał,  że 
z  najściem  niemieckiego  duchowieństwa  miało  zniknąć  nabożeń- 
stwo narodowe,  przez  apostołów  słowiańskich  zaprowadzone,  że 
zamiast  ojcowskiej  władzy  rodzinnego  księcia  i  kapłanów  słowiań- 
skich, nastawała  władza  upodlenia  i  zdzierstwa.  —  Dusza  narodu 
młodzieńczego  nie  mogła  wytrzymać  podobnych  katuszy.  Wywle- 
czony z  klasztoru,  krewny  książąt  morawskich,  mnich  Sławomir, 
groźbą  przez  Morawianów  zm.uszony  stanąć  na  czele  powstania, 
rozpoczął  wojnę  Niemcami.  Niepowodzenie  najeźdźców  zmusiły 
Karlomana  użyć  więzionego  w  Bawaryi  Świętopełka  za  narzędzie 
do  poskromienia  Sławomira.  Podobne  podstępy  udawały  się  już 
nieraz  Niemcom  w  różnych  stronach  Słowiańszczyzny;  czemużby 
i  tym  razem  udać  się  nie  miały?  Uznany  za  niewinnego,  Święto- 
pełk na  czele  wojska  niemieckiego  miał  poskromić  własnych  bra- 
ci, Sławomira  zwyciężyć,  a  potem ....  zostać  sługą  wrogów^) 
i  lada  chwila  oczekiwap  takiego  losu,  jaki  spotkał  Rościsława. 

Nie  potrzeba  było  wielkiej  przezorności  aby  zrozumieć  do 
czego  prowadziła  obłuda  ówczesnych  sterników  polityki  niemie- 
ckiej. Świętopełk  zrozumiał  swych  wrogów  i  obłudą  także  ode- 
mścić  im  zamierzył.  Z  wojskiem  bawarskiem  wkroczył  on  do  ]\Io- 
rawii  latem  r.  871,  parł  powstańców  Sławomira  w  głąb  kraju,  aż 
do  ich  stolicy,  którą  opasał,  a  udając,  że  drogą  układów  łatwiej 
zniewolić  oblężonych  do  poddania  się,  wjechał  do  ich  grodu. 
Tam,  porozumiawszy  się  z  oblężonymi,  odkrył  im  swoje  zamiary 
zdradzić  Niemców,  wzbudził  ku  sobie  zaufanie  i  naznaczył  czas, 
w  którym  oblężeni  mieli  wycieczkę  uczynić.  —  Niespodziewając 
się  zaczepki  ze  strony  Morawianów,  wojsko  niemieckie  spokoj- 
nie pod  oblężonym  grodem  leżało.  —  Natarczywe  uderzenie  Mo- 
rawianów, na  nieprzygotowanych  do  boju  Niemców,  straszny 
w  nich  popłoch  sprawiło.     Mnóstwo  rycerzy  legło  na   placu,    in- 


*)  Annalista  fuldeński  mówi:  quasi  Sclagamarum  expugnanturus,  sic  enim 
per  dolum  Carlomanno  promiserat,  si  ei  ad  patrłam  reditus  concederetur,  Ad, 
an,  871. 


—     I04     — 

nych  do  niewoli  zabrano,  straty  były  ogromne.  „Nie  wiele  ro- 
dzin w  Bawaryi,  Rakusach  i  Karyntii  zostało,  któreby  nie  opła- 
kiwały swych  krewnych.  Radość  Noryków  (Bawarów)  z  powodu 
odniesionych  dawniej  zwycięztw,  —  teraz  w  smutek  i  zgryzotę 
zamieniły  się."^)  Przerażony  wieścią  o  tej  kiesce,  Karloman  roz- 
kazał zebrać  wszystkich  jeńców  i  zakładników  morawskich  i  wy- 
dać ich  Świętopełkowi,  lecz  znalazł  ich  zaledwie  tyle,  że  mógł 
z  Morawii  wydobyć  jednego  tylko  rycerza  Radboda  i  to  na  pół 
żywego.  —  O  Sławomirze,  w  dalszym  ciągu  dziejów,  nie  zacho- 
wało sie  wzmianki. 

Świetne  zwycieztwo  nad  Niemcami  Świętopełka  jednało  mu 
przyjaciół  i  sprzymierzeńców.  Czechowie  nad  którymi  wówczas 
panował  Borzywoj  z  żona  Ludmiłą,  pośpieszyli  wejść  z  Mora- 
wianami w  bliższe  stosunki.  Świętopełk  pojął  w  jesieni  r.  871 
za  żonę  siostrę  Borzywoja  Ludomirę  i  zawarł  z  nim,  na  przypa- 
dek wojny  z  Niemcami,  przymierze.  —  Bacząc  na  to,  co  się 
w  Morawii  działo,  Niemcy  podstępem  zamierzyli  zamącić  weselne 
gody.  Kiedy  bowiem  orszak  swadziebny  wracał  z  Czech  do  Mo- 
rawii, tłum  Niemców,  pod  wodzą  grafa  Rudolfa  i  biskupa  Arnta 
z  Wircburga,  napadł  na  niego.  Nie  mając  dostatecznej  siły  do 
odporu,  Morawianie  umykali,  a  Niemcy  ich  ścigali.  Aby  więc 
wstrzymać  pogoń,  Morawianie  zostawili  w  pewnym  wąwozie  644 
koni  i  zbroje,**)  licząc  na  to,    że  zostawionej  zdobyczy  wystarczy 


**)  Omnisąue  Noricorum  laetitia  de  roultis  retro  victoriis  conversa  est  in  luc- 
tum  et  lamentationem.  Annal.  Fulden.  an.  871.  Pod  tymże  rokiem  Hinkmar  zapi- 
sał: maximum  damnum  a  nepote  Rasticii,  qui  principatum  Yinidorum  post  eum  sus- 
ceperat,  habuit  (Ludoyicus)  in  tantum,  ut  markiones  cum  plurima  turba  suorum 
perdiderit  et  terram,  quam  in  praeteritis  annis  obtinuerat  perniciose  amiserit. 

•*)  Powieść  Ann.  Fuld.  an.  871,  „S]avi  Marahenses  nuptias  faciunt  ducentes 
cujusdam  ducis  filiam  de  Bohemis",  nie  wspomina  ani  Borzywoja,  ani  Świętopełka, 
ale  świetność  orszaku  weselnego,  oraz  przyjazne  stosunki  pomiędzy  wzmiankowa- 
nymi książętami,  zniewalają  do  mniemania,  że  tu  mowa  idzie  o  książęcej  swadźbie. 
Palacki  Dejiny,  I,  s.  150,  przyp.  17.  Wąwóz,  o  którym  mowa,  według  Ireczka,  ma 
być  ścieżka  bezimienna,  w  miejscu  zetknięcia  się  granicy  czeskiej,  rakuskićj  i  mo- 
rawskiej. Pograniczni  Niemcy,  wyszedłszy  z  grodu  Rakous  (Raabs  nad  Dyja)  na- 
padli na  orszak.  Słowian.  Prawo,  I,  str.  13.  "Według  Dudika  wąwozem  tym  może 
być  ścieżka  pod  Wejtra,  przy  samej  granicy  rakuskiej.  Mahrens   Gęsch.  I,  s.  205. 


I 


—    105   — 

do  zaspokojenia  chciwych  napastników.  —  I  nie  omylili  się.  — 
Póki  Niemcy  podzielili  się  zdobyczą,  orszak  swadziebny  znikł  im 
z  oczów. 

Przystąpienie  Borzywoja  do  związku  ze  Świętopełkiem  mo- 
cno rozjątrzyło  króla  Ludwika  Niemieckiego,  roszczącego  so- 
bie prawo  do  zwierzchnictwa  nad  Czechami  i  Morawianami. 
Wojna  była  nieuniknioną.  Jakoż  przewidując  niezwłoczny  napad 
Niemców,  ludy  słowiańskie  po  granicy  z  cesarstwem  w  początku 
r.  872  gotowały  się  do  walki.  W  maju  Saksy  i  Turyngi  uczy- 
nili napad  na  ziemie  Słowian  nadłabskich,  lecz  tak  niepomyślnie, 
że  gdy  w  nieładzie  wracać  do  domu  zmuszeni  zostali,  kobiety 
słowiańskie  ściągały  z  koni  rycerzy  i  biły  ich  pałkami.')  Inne 
wojsko,  pod  wodzą  arcybiskupa  mogunckiego  Luitberta,^)  wtar- 
gnąwszy do  Czech,  gromiło  wojowników  czeskich,  sprawowanych 
przez  pięciu  Lechów :  Swiatosława,  Witysława,  Hermana,  Spity- 
mira  i  Moisława,  którzy  częścią  w  nurtach  Włtawy  śmierć  zna- 
leźli, częścią  skryli  się  do  miejsc  warownych  i  ocaleli,  ponieważ 
Niemcy  w  owym  czasie  nie  umieli  jeszcze  zdobywać  twierdz, 
a  zwyczajnie  bawili  się  łupieżeniem  i  zniszczeniem  zajętego  kraju.'**) 

Przeciw  Świętopełkowi  wystąpił  sam  królewicz  Karloman, 
lecz  pierwsze  zetknięcie  się  jego  z  Morawianami  nie  powiodło 
się.  W  popłochu  Niemców  kobiety  słowiańskie  z  ożogami  rzu- 
cały się  między  szeregi  i  z  koni  jeźdźców  strącały.  Karloman 
tymczasem,  dla  zapewnienia  odwrotu,  ściągnął  na  Dunaju  flotę, 
a  dla  odwrócenia  uwagi  Świętopełka,  posłał  pod  wodzą  Arnta 
biskupa  i  Sigharda  opata  fuldeńskiego  wojsko  w  głąb  kraju. 
Lecz  Świętopełic,  przewidując  zamiary  przeciwnika,  ruszył  silny 
oddział  swych  wojowników  przeciw  Bawarom,  którzy  strzegli 
flotę,  pobił  ich,  flotę  zabrał,  i  tern  odwrót  nieprzyjacielskim  siłom 
odciął.     Teraz    dopiero    Niemcy    zmuszeni    byli    do    rozpaczliwej 


')     Annal.  Fuld.  an.  872.     Dudik,  I,  208. 

*)     Luitpertus    archiepiscopus    in    hac    expeditione    primatum    tenuit,     Annal, 
Fuld.  1.  c. 

»)     Szczegóły  w  Palackiego  Dejiny  I,  s.  150, 


—     io6    — 

walki  z  Morawianami,  od  nalarci:ywości  których  ledwo  niedobi- 
tki ich  z  trudnością  uciec  zdołały.^")  —  W  następnym  roku  873, 
Świętopełk  wstępnym  bojem  przebył  Dunaj,  opanował  Markę 
Wschodnią  (Oriens)  i  tak  mocno  napierał  na  Karlomana,  że  tylko 
spieszna  pomoc  od  króla  Ludwika  mogła  go  uratować  od  osta- 
tecznej klęski.^') 

W  tymże  czasie  sprzymierzeńcy  Świętopełka,  Serbowie  nad- 
łabscy,  korzystając  ze  śmierci  grafa  Takulfa,  książęcia  serbskiej 
granicy",  rozpoczęli  w  sierpniu  r.  873  pograniczną  walkę,  która 
aż  do  r.  874  ciągnęła  sięj^) 

Znużony  niepowodzeniami,  wiekiem,  intrygami  w  państwie, 
król  Ludwik  Niemiecki  przybył  do  Regensburga  i  uznał,  potrzebę 
skończenia  wojny,  nie  rokującej  mu  żadnych  korzyści,  Święto- 
pełk także  rad  był  dać  swemu  ludowi  odpoczynek.  Posłowie 
Świętopełka,  przybywszy  wiosną  r.  874  do  Forhejmu,^'^)  zawarli 
pokój,  mocą  którego  uregulowane  zostały  stosunki  Morawii  do 
państwa  niemieckiego  we  względzie  politycznym  i  kościelnym. 
W  imieniu  Świętopełka  poseł  jego  Jan,  z  Wenecyi,  według  an- 
nalisty  fuldeńskiego,  zobowiązał  się  do  daniny  i  wierności  kró- 
lowi Ludwikowi,^"*)  ale  według  innych  wiarogodnych  wiadomości, 
król  Ludwik  zawarł  ze  Słowianami  przymierze  takie,  jakie  się  uda- 
ło. ^^)  Wreszcie  późniejsze  stosunki  polityczne  i  kościelne  wska- 
zują,  że  to  co  na  dworze  Ludwika  prawiono  o  dannictwie  Świę- 


'<>)     Annal.  Fuld.  an.  872. 

1')     Annal.  Hincmari  an.  873. 

12)  Według  annal.  Fuld.  Serbowie  zostali  poskromieni  w  Styczniu  r.  873 
przez  Luitberta  arcybiskupa  mogunckiego  i  grafa  Ratolfa,  następcę  Takulfa.  Porów. 
Dudik.    Mahr.  Gesch.  I,  210. 

'"•)  Zamelc  Forhejm  w  teraźniejszej  BaAvaryi  nad  r.  Radnicą,  wpadającą  do 
r,  Mohanu,  patrz  mapę  w  tomie  II. 

'*)  Według  Annal.  Fuld.  Poseł  Świętopełka.  lohannes  presbiter  de  Ve- 
netiis,  ut  ei  rex  omni  ambiguitate  remota  crederet,  quicquid  verbis  dicebat,  sacra- 
mento  firmabat,  videlicet  ut  Zventibald  regi  fidelis  permaneret  cunctis  diebus  vitae 
suae,  et  censum  a  rege  constitutum  per  annos  singulos  solveret,  si  ei  tantum  modo 
quiete  agere  et  pacifice  vivere  concederetur.    Annal.-  Fuld.  an,  874. 

'^)  Według  Hincmara:  per  missos  suos  Yinidos  sub  diversis  princibus  eon- 
Stitutos  modo  quo  potuit  sibi  reconciliavit  (Ludovicus)  An.  873, 


—      I07     — 

topełka  poprostu  jest  wymysłem,'";  któremu  dotąd  jeszcze  wie- 
rzą uczeni  niemieccy.^")  —  W  tymże  czasie  zawarli  z  Niemcami 
przymierze  nadłabscy  Serbowie  i  inne  ludy  słowiańskie,  działa- 
jące w  związku  ze  Świętopełkiem.'*)  —  Błogie  skutki  pokoju 
forłieimskiego  uwydatniły  się  najbardziej  w  niezależności  ko- 
ścioła morawskiego/*)  jak  obaczymy  niżej. 

2.     Metody  w  więzieniu  niemieckiem.     Papież  Jan  VIII    broni    go    i   wy- 
zwala.    Błogie  skutki  nauki  apostoła  słowiańskiego.     Ochrzczenie  księcia 
Borzywoja  i  żony  jego  Ludmiły. 

Wśród  wrzawy  wojennej,  zniszczenia  i  powszechnego  zamie- 
szania nad  środkowym  Dunajem,  w  latacli  871 — 873,  apostoł  Me- 
tody, gwałtem  przez  biskupów  niemieckicli  wieziony  w  Bawaryi, 
w  nędzy  i  okowacli  pędził  dni,  pełne  moralnych  i  cielesnych 
udręczeń.  Tymczasem  naprowadzeni  do  Morawii  i  Pannonii 
księża  niemieccy  zniewalali  lud  do  chrześciaństwa  w  obrządku 
łacińskim,  do  uległości  biskupom  intruzom,  do  płacenia  daniny 
księżom,  których  lud  słowiański  nie  rozumiał  i  nie  cierpiał, 

W  księstwie  Błatneńskiem  książę  Kocieł,  hołdownik  Karlo- 
mana,  władzcy  Karyntyi,  nie  mógł  przeszkadzać  zamiarom  bi- 
skupów niemieckich.  W  Morawii  co  innego.  Powstanie  pod 
Sławomirem  i  zwycięztwa  Świętopełka  ożywiły  lud  nadzieją  swo- 
body politycznej  i  religijnej.  „Morawianie,  poznawszy  księży  nie- 
mieckich, którzy  między  nimi  żyjąc,  niesprzyjali  im,  lecz  tylko 
zdradę  knowali,  wygnali  wszystkich  i  posłali  do  papieża  mówiąc: 
jak  niegdyś  ojcowie  nasi  przyjęli  chrzest  od  ś.  Piotra,  tak  też 
daj  nam  i  dziś  Metodego  na  arcybiskupa  i  nauczyciela.-**)  W  Rzy- 


^*)     Jak  juz  zauważył  Szafarzyli :  Star.  Słów.  §  41,  5,  s.  48 1. 

1')  Duramler,  starając  sie  pogodzić  sprzeczność  annalistów,  mniema,  że  pokój 
forhejmski,  cłiociaż  zobowiązywał  Świętopełka  do  płacenia  daniny,  ale  za  to  zape- 
wniał mu  niepodległość.  Geschichte  des  Ostfrankischen  Reichs,  tom  II,  s,  813.  Mo- 
rawski dziejopis  Dudik,  nie  wierząc,  aby  Świętopełk  zobowiązał  sie  do  uległości 
i  daniny  z  Morawy,  domyśla  sie,  że  daninę  mógł  płacić  z  Czech,  korę  w  pewnem 
zobowiązaniu  do  cesarstwa  zostawały.     Mahr.  Gesch.  I,  s,  21 1. 

^*)     Annal.  Fulden.  a.  874. 

^®)     Palacki,  Dejiny,  I,  przypisek  90, 

**)     Żywot  ś.  Metodego,   lo. 


—     io8     — 

mie  chociaż  i  wiedziano  o  uprowadzeniu  Metodego  do  Bawaryi, 
ale  o  okrutnem  obchodzeniu  się  z  nim  głuche  tylko  dochodziły 
wieści,  albowiem  biskupi  niemieccy  zbrodnie  swe  przed  światem 
ukrywali  zręcznie.  A  gdy  bawiącego  w  Rzymie  biskupa  freizin- 
geńskiego,  Annona,  zapytano  o  sprawie  Metodego,  Anno,  kła- 
mliwie zaparł  się,  że  go  nie  zna,  gdy  tymczasem  wszelkich  udrę- 
czeń, jakich  względem  Metodego  dopuścili  się  biskupi  niemiec- 
cy, sam  Anno  był  podżegaczem,  instygatorem,  a  nawet  i  spra- 
wcą." 21) 

Barbarzyńskie  obchodzenie  się  z  arcybiskupem  Metodym, 
tudzież  przywłaszczenie  przez  biskupów  bawarskich  praw  na  dye- 
cezyę  Pannońską,  jedynie  stolicy  apostolskiej  przysługujących, 
wymagały  energicznego  wdania  się  papieża.  Na  szczęście  Sło- 
wian, po  Adryanie  II,  zmarłym  w  listopadzie  r.  872,  stolicę  apo- 
stolską zaj^ł  archidiakon  jego,  zręczny  polityk,  Jan  VIII,  dzie- 
sięcioletnie rządy  którego  stanowią  w  dziejach  Słowiańszczyzny 
nadzwyczaj  ważną  epokę. 2'^) 

**)  List  papieża  Jana  VIII  do  biskupa  Annona  14  Septembra  873  r.  Patrz 
dodatek  I,  N.  6. 

22)  Do  poznania  stosunków  stolicy  apostolskiej  w  początku  papieztwa  Jana 
VIII,  t.  j.  w  latach  873 — 876  z  biskupami  bawarskimi,  w  sprawie  Metodego  i  w  ogóle 
dyecezyi  pannońskićj,  —  brakowało  odnośnych  dokumentów,  a  przez  to  niejedno- 
krotnie twierdzono,  że  to  co  , Żywot  ś,  Metodego"  rozpowiada  o  energicznem  wsta- 
wieniu się  Jana  VIII  za  ś.  Metodego,  aż  do  rzucenia  klątwy  na  biskupów  bawar- 
skich, jest  wymysłem  legendowym  i  że  dla  tego  „Żywot  ś.  Metodego"  nie  może  być 
uważany  jako  źródło  historyczne.  Tymczasem  przed  r.  1880  w  Muzeum  Brytań- 
skiem  Ednmnd  Bishop  znalazł  kodeks  in  quarto  z  końca  XII  w.,  zawierający  zbiór 
listów  papiezkich  od  V  do  XI  w.,  mianowicie:  Gelaziusza  I  (492 — 496);  Pelagiu- 
sza  I  (555  —  560);  Pelagiusza  II  (578—590);  Leona  IV  (847—855);  Jana  VIII 
(872—882);  Stefana  VI  (885—891);  Aleksandra  II  (1061— 1073)  i  Urbana  II 
(1088 — 1099),  Listy  te  Bishop  przesłał  do  wydawnictwa  Monumenta  Germaniae, 
rozpoczętego  niegdyś  przez  Pertza,  a  dalej  prowadzonego  przez  Ewalda.  Oceniając 
ważność  listów,  Ewald  podał  o  nich  wiadomość  w  Neues  Archiv.  der  Gesellschaft 
fiir  altere  Geschichtskunde  Bd.  V.  Hamburg  1880,  pod  tytułem:  Die  Papstbriefe 
der  brittischen  Sammlung.  —  Z  tego  czasopisma  Ireczek  podał  w  czeskiem  czasopi- 
śmie Swetozor  1880  r.  wiadomość,  pracą  Bronisława  Grabowskiego  po  polsku  wy- 
daną w  „Bibliotece  Warszawskiej"  r.  1881,  tom  I,  str.  411 — 416.  —  Oprócz  tego 
pp.  Ewald  i  Wattenbach,  na  żądanie  profesora  wiedeńskiego  Miklosicza,  udzielili  mu  ze 
wzmiankowanych  dokumentów  kopiję,  z  której  korzystając  wiadomy  chorwacki  uczony 
Jj^nonik  Fr.  Rączki,  ..mieścił  w  czusopiśmię  „Starinc",  i88o,  księga  XII,  str.  206  do 


—     109     — 

W  kilka  miesięcy  po  zajęciu  stolicy  apostolskiej  (14  grudnia 
872  r.),  Jan  VIII  napomniał  arcybiskupa  salcburgskiego  Adal- 
wina,  aby,  nieprawnie  odjętą  Metodemu  stolicę  biskupią  przywró- 
cił mu.-^j  Wnet  potem  Jan  VIII,  w  skutek  uporu  biskupów 
bawarskicłi,  zdobył  się  na  taki  energiczny  postępek,  jakiego,  za- 
pewne, biskupi  ci  nie  spodziewali  się. 

Latem  r.  873  Jan  VIII,  wyprawMając  biskupa  ankońskiego 
Pawła,  z  charakterem  legata,  do  króla  Ludwika,  Świętopełka 
i  biskupów  bawarskich,  polecił  mu  udać  się  najprzód  na  dwór 
króla  Ludwika  i  domagać  się  przywrócenia  papieżowi  dyecezyi 
Pannońskiej,  która  w  skutek  wojen,  na  czas  jakiś  od  administra- 
cyi  rzymskiej  oderw^aną  została.  A  gdyby  zaszła  kwestya  o  prze- 
dawnieniu praw  stolicy  apostolskiej,  legat  miał  objaśnić,  że  tam, 
gdzie  wściekłość  poganów  jest  przyczyną,  wszelki  czas  ubiegły 
nie  może.  jeszcze  odsądzać  praw  kościelnych.  —  Do  arcybiskupa 
Adalwina  i  biskupa  passawskiego  Hermanryka  legat  miał  prze- 
mówić o  konieczności  powrócenia  Metodego  do  dyecezyi,  przez 
trzy  lata  pozbawionój  swego  pasterza.  Gdyby,  jednak,  biskupi 
stawili  opór,  legat  miał  powiedzieć:  ,. Wyście  bez  wyroku  kano- 
nicznego potępili  biskupa,  posianego  od  stolicy  apostolskiej,  wtrą- 


U 


223,  sprawozdanie  po  chorwacku,  tudzież  łaciński  tekst  listów  papieży:  Jana  VIII, 
Stefana  VI  i  Aleksandra  II,  rzucające  na  dzieje  słowiańskie  niespodziewanie  nowe 
światio.  Okazało  się  bowiem,  że  wszystko,  co  „Żywot  ś.  Metodego"  opowiada  o  bar- 
barzyiiskiem  obchodzeniu  sie  biskupów  bawarskich  z  Metodym,  o  rzuceniu  nawet 
przez  Jana  VIII  klątwy  i  t.  d.,  jest  czystą  prawdą,  że  wymysły  pisarzy  niemieckich 
o  niedorzeczności  tego  „Żywota"  są  całkiem  bezzasadne,  jeśli  nie  tendencyjne,  i  że, 
nakoniec,  „Żywot  ś.  Metodego"  niesprawiedliwie  nazwany  „legendą",  jest  bez  wąt- 
pienia źródłem  historycznem,  stokroć  wiarogodniejszem  od  wielu  annalistów,  na  któ- 
rych zwyczajnie  powołują  się  historycy.  —  Korzystając  z  pracy  akademistów  Fr.  Mi- 
klosicza  i  Fr.  Raczki,  umieszczonej,  jak  wyżej  wzmiankowano,  w  „Starinie"  r.  1880, 
tekst  łaciński  będę  cytować  według  podanego  przez  zasłużonych  akademików,  a  w  tłó- 
maczeniu  polskiem  uwzględnię  pięl<ną  pracj  uczonego  rodaka  Bronisława  Grabow- 
skiego, (Biblioteka  Warszawska   1 881)  z  niewielkiemi  odmianami. 

■*')  l^c  mireris.  quia  diximus,  te  agćnte  sedem  a  fratre  nostro  Methodio  re- 
cipieqdam,  •  quia  profecto  dignum  est,  ut  tu,  qui  fuisti  ejus  auctor,  sis  oflicii  com* 
missi  causa  receptionis.  Starine  kniga  XI[,  str,  213.  Neues  Archiv,  V,  s.  301 — 2. 
Dat.T  listu  tego  niewiadoma,  ale,  zważając,  że  arcybiskup  Adalwin  „obiit  anno  873, 
14  Maii,"    wypada,  że  list  ten  pisany  był  wcześniej.     Dodatek  I.  N.  3. 


■ —       IlO      -^ 

ciliście  go  do  wiezienia,  bili  po  twarzy,  od  świętych  obowiązków 
oderwali,  ze  stolicy  przed  trzema  laty  wypędzili,  tak,  iż  on  wciągu 
trzech  lat  przez  liczne  posły  i  listy  do  stolicy  apostolkiej  o  obronę 
wołał.  Wy  nie  jesteście  godni  przystępować  do  sadu,  przed 
którym  ciągle  wymknąć  usiłowaliście,  a  teraz  bez  sadu  u  stolicy 
apostolskiej,  obłudne  zanosicie  skargi.  Jam  jest  posłań  aby  was 
od  służby  bożej  na  tak  długo  odsunąć,  jak  długo  tego  czcigodnego 
człowieka  zmuszaliście  zaniedbać  obowiązki  święte,  a  on  aby  przez 
tyleż  czasu  powierzonego  mu  urzędu  biskupiego  używał  bez  prze- 
szkody i  zawady,  przez  ile,  jak  się  okazało,  z  łaski  waszej  tako- 
wego był  pozbawiony.  Potem  dopiero,  jeśli  macie  co  przeciw 
niemu,  przyjdźcie,  a  przed  stolicą  apostolską  obie  strony  -wysłu- 
chane i  sądzone  będą.  Jest  to  bowiem  spór  pomiędzy  arcybi- 
skupami i  nie  przyzwoitą  byłoby  rzeczą,  gdyby  nad  nimi  kto- 
kolwiek inny,  a  nie  papież  był  sędzią."^*) 

List  ten,  zdaje  się  nie  zastał  już  arcybiskupa  Adalwina  przy 
życiu  i,  być  może,  z  tego  powodu  nie  znajdujemy  osobnego 
do  Adalwina  listu,  podobnie  do  listów,  osobno  pisanych  do 
biskupów:  Hermanryka  passawskiego  i  Hannona  frejsingeń- 
skiego,  które  podajemy  niżej.  Do  Hermanryka  Jan  VIII  przed 
wrześniem  873  r.  pisał:  „Sądzimy,  że  na  opłakanie  złości 
twych  wystarczyłby  chyba  potok  łez  proroka  Jeremiasza.  Zu- 
chwalstwo twe  przewyższyło  nie  snadź  zaciekłość  jakiegoś  bi- 
skupa, ale  tyrana  świeckiego,  nawet  wściekłość  zwierzęcą,  gdyś 
brata  i  współbiskupa  swego  Metodego,  trapił  więzieniem,  pod 
otwartem  niebem  przez  długi  czas  dręczył  na  najstraszniejszem 
zimnie  i  przykrym  śniegu,  a  nadto,  oderwawszy  go  od  rzą- 
dów w  powierzonym  mu  kościele,  do  tego  stopnia  popuściłeś 
wodzów  wściekłości,  że  gdy  (Metody)  zawleczony  został  przed 
zebranie  biskupów,  końskim  biczem  chciałeś  go  bić,  ale  inni  do 
tego  nie  dopuścili.  Czy  to  są  czyny  godne  biskupa?"  —  Do  tych 
wymówek  surowych,    Jan  "VIII  dodał,    że  Hermanryka  pozbawia 


-*)     Tekst  łaciński  w  dodat,  i,  N.  4. 


—     111     — 

prawa  odprawiania  służby  bożej  i  wyłącza  go  od  obcowania  z  du- 
chownymi.*^) 

Do  Annona,  przed  14  września  873  Jan  VIII  pisał:  ^Zu- 
chwalstwo twe  i  śmiałość  nietylko  obłoki,  ale  niebiosa  same  prze- 
bija. Przyswoiłeś  sobie  prawa  stolicy  apostolskiej  i  jak  gdybyś 
był  jakimś  patryarchą,  przywłaszczyłeś  sobie  moc  sądu  nad  arcy- 
biskupem, a  co  gorzej  jeszcze  z  bratem  swym  arcybiskupem  IMe- 
todym,  który  w  poselstwie  od  stolicy  apostolskiej  miedzy  poga- 
nami pracował,  obchodziłeś  sie  więcej  po  tyrańsku  niż  po  kano- 
nicznemu. Gdy  on,  zaiste,  według  świętych  kanonów  domagał 
się  tego,  aby  stawiony  był  przed  sąd  stolicy  rzymskiej,  tyś  mu 
tego  bynajmniej  niedopuścił,  ale  razem  z  poplecznikami  i  współ- 
towarzyszami swymi  wydał  nań  wyrok,  Avykluczył  od  służby  bo- 
żej i  do  wiezienia  wtrącił.  Nadto  jeszcze,  nazywając  się  człowie- 
kiem, poddanym  ś.  Piotrowi  w  rządach  kościoła  w  Germanii, 
o  uwięzieniu  i  udręczeniu  rzeczonego  brata  i  wpółbiskupa,  co 
więcej  posła  naszego,  nad  którym  mieliśmy  niezwykłą  pieczę, 
żadnej  nie  dałeś  nam  wiadomości;  ale  jeszcze  gdyś  w  Rzymie 
od  naszych  był  o  to  pytany,  kłamliwie  zaparłeś  się,  żeś  go  nie 
znał,  gdy  tymczasem  wszelkich  udręczeń,  jakich  wasi  dopuścili 
się  względem  niego,  sam  byłeś  podżegaczem,  instygatorem,  że  po- 
wiem, nawet  sprawcą."  Przytem  papież  dodał,  że  jeśli  Anno  nie 
przybędzie  do  Rzymu,  po  upływie  miesiąca  Września  na  tak  długo 
zostanie  wykluczonym  od  komunii,  jak  długo  trwać  będzie  w  upo- 
rze i  nieposłuszeństwie  papieżowi. -'') 

Misya  legata  Pawła  przypadła  właśnie  w  tym  czasie  kiedy 
Świętopełk  stał  na  szczycie  swych  zwycięztw,  a  Morawianie  po- 
wypędzałi  księży  niemieckich.  Stosownie  do  tych  okoliczności, 
Jan  VIII  polecił  Pawłowi,  aby  razem  z  Metodym  udał  się  do 
Świętopełka,-')  a  nie  do  Kocieła,  jak  mylnie  podanie  głosi. ^'^)  — 


25)  Patrz  dodatek  I,  N.  5. 

2«)  Patrz  w  dodatku  I,  N.  6. 

2")  Patrz  w  Dodatku  I,  N.  4. 

-*)  Żywot  ś.  Metodego,   10, 


112       

Kiedy  miahowicie  Metody  wypuszczony  został  z  więzienia,  —  nie 
wiemy,  ale  godzi  sie  mniemać,  że  przy  zawarciu  przymierza 
w  Forhejmie  na  wiosnę  r.  874,  nie  mogło  obejść  się  bez  uwzglę- 
dnienia misyi  legata  Pawła.  —  Jeżeli,  więc  nie  wcześniej,  to  w  po- 
czątku r.  874  Metody,  zdążywszy  do  Morawii,  zasiadł  na  arcybi- 
skupiej stolicy  w  Welehradzie,  i  „od  tego  czasu  bardzo  szerzyć  się 
poczęła  nauka  boża,  postrzyżeńców^®)  mnożyło  się  we  wszystkich 
grodach,  a  poganie  wierzyć  poczęli  w  prawdziwego  Boga,  błędów 
swoich  wyrzekając  się.  Państwo  Morawskie  zaczęło  się  na  wszystkie 
strony  rozszerzać  i  bez  grzechu  zwyciężać  wrogów   swoich.''")" 

Tymczasem  w  księstwie  Błatneńskiem,  od  uprowadzenia  ś. 
Metodego  do  Bawaryi  w  r.  871,  arcybiskup  salcburgski  rozpo- 
rządzał nauką  chrześciańską,  według  swego  upodobania,  mnie- 
mając, że  Pannonia  do  jego  dyecezyi  należeć  powinna.  Książę 
Kocieł,  nie  śmiejąc  stawić  oporu  władzom  niemieckim,  żył  z  nimi 
w  zgodzie  i  zręczną  polityką  podtrzymywał  niepodległość  ludu, 
swego,  chociaż  sam  był  hołdownikiem  Karlomana.  Skoro  jednak 
Kocieł  zmarł  (r.  874),^^),  nie  zostawiwszy  potomstwa,  Karlomana, 
na  mocy  praw  suzerena,  zajął  posiadłość  lennika  swego,  część 
zachodnią  przyłączył  do  Karyntyi  i  oddał  naturalnemu  synowi 
swemu  Amulfowi,^^)  a  inna  część  nad  rzeką  Kaniżą,  do  Drawy 
wpadającą,  oddana  była  dawnićj  już  Gozwinowi,  jako  hrabstwo 
Dudlebskie.  Papież  tymczasem  dobijał  się  usunięcia  pretensyi 
biskupów  niemieckich  do  dyecezyi  Panońskiej.  W  tym  celu  Jan 
VIII,  w  liście  do  legata  Pawła  w  r.  874^^)  powtarzał  to,  co  już 
mu  pisał  w  r.  873  o  nieprzedawnieniu  praw    stolicy   apostolskiej 


29)  Pod  nazwa  postrzyżeńców  wypada  pojmywać  ludzi  poświęcających  sie 
stanowi  duchownemu, 

^<')     Żywot  ś.  Metodego,   lO. 

•■")  Data  śmierci  Kociela  niepewna.  Podaje  ja  wediug  Dudika,  Miihrens 
Gesch.  I,  224,  cyt.   i. 

"-)  W  dokumencie  r.  879  Arnulf,  będąc  już  wielkorządzcą  Pannonii,  na- 
zwany „filius  regalis",  ale  jeszcze  nie  „dux".  Boczek,  Cod.  Mor.  1,  38.  Dudik, 
Miihrens  Gesch.  I,   ?.2|,  cyt.   i. 

3')     Patrz  Dodatek  I,  N.  9. 


I 


fta  dyecezyę,  w  ciągu  wojen  oderwaną  od  jej  zarządu^^),  a  w  tymże 
r.  874  Jan  VIII  pisał  do  króla  Ludwika,  że  tylko  zaburzenia  wo- 
jenne przeszkodziły  stolicy  apostolskiej  mianować  biskupów  dyece- 
zyi  Pannoriskiej,  co  dało  powód  do  wątpliwości  praw  papieża,  lecz 
praw  tycli  ani  czas,  ani  podziały  państw  ścieśnić  nie  mogą,  same 
nawet  prawa  rzymskie,  w  sprawach  kościelnycłi  dopuszczają  prze- 
dawnienie nie  inaczej  jak  po  upływie  lat  stu.'^'')     Wkrótce  potem, 
mianowicie  w  r.  875^  Jan  YIII  stanowczo  przemawiał  do  Karlo- 
mana,  syna  Ludwika:  „zwróć  nam,  raczej  bratu  naszemu  Metodemu 
biskupstwo  Pannońskie,  w  którem  on  przez  stolice  apostolską,  we-- 
dług  dawnego  zwyczaju,  jest  naznaczony. "•^'^)     Z  tego  wnioskować 
możemy,  że  już  wtedy  nastąpiła  zgoda  króla  Ludwika  na  przyzna- 
nie papieżowi  prawa  rozporządzać  dyecezyą  Pannońską.     Natar- 
czywość, z  jaką  Jan  YIII  dobijał  sie  prędszego  przyznania  praw 
papieża  na  wzmiankowaną  dyecezyę,  możemy  wytłómaczyć  raz  nie- 
życzeniem  jego  wzmacniać    potęgę    biskupów    bawarskich    i    bez 
tego  już  zanadto  zarozumiałych,  a  powtóre,  co  ważniejsze,  zamia- 
rem utworzenia  pod  zarządem  Metodego  metropolii  Słowian  nad- 
dunajskich,    w  nadziei,  że  Serbowie  i  Bółgarowie,    do  tej  metro- 
polii przyłączą  się  i    przez   nią  na   nowo   w  związek   z  Rzymem 
wejdą.     Objaśniają  to    listy    Jana   VIII    do    najw^yższego    żupana 
serbskiego  Muntimira  r.  872,  aby  strzegł   s'ę  księży    włóczęgów, 
rozsiewających  błędy  przeciw  kanonom  i  Bogu,^'j  a  także  r.  875, 
aby  idąc  w  ślady  ojców  swoich,   Muntimir  wrócił  się  pod  dyece- 
zyę Pannońską  i  zarząd  pasterza  jej  Metodego.^^^)     W  tym   celu 
poszukiwano  pilnie  w  Rzymie,    jakie   były    niegdyś   od  południa 
granice    dyecezyi   Syrmijskiej    i    naznaczono   je    do   rzek    Bosny 
i  Kolubaru.^^) 

Zaszłe  w  tym  czasie  wypadki  w  rodzie  Karlowingów :  śmierć 


34) 

Porów,  wyżej  str.   109. 

36) 

Patrz  Dodatek  I,  N.  8. 

30) 

W  Dodatku  I,  N.    10, 

373 

W  Dodatku  I,  N.  2. 

38\ 

W  Dodatku  I,  N.   u. 

30) 

Reltel.    Cyryl  i  Metody,   187 1, 

,  str.   116, 

Tom  III. 

—     114     — 

Cesarza  Ludwika  II  (875),    tudzież   króla    Ludwika    niemieckiego 
(r.  876),  podział  państwa  pomiędzy  synami  ostaniego:    Karloma- 
nem,   Ludwikiem  Młodszym  i  Karolem  Otyłym  w  r.  876,   śmierć 
brata  Ludwika  Niemieckiego,  Karola  Łysego  (877),  pokrzyżowały 
współczesne   sprawy    i    nadzwyczaj    sprzyjały    widokom    papieża 
Jana  VIII,  tudzież  niepodległości  Morawii,  jak  w  politycznem  tak 
i    w   religijnem    znaczeniu.  —  Sprawa    arcybiskupstwa    Pannoń- 
skiego  rozwiązała  sie  na   korzyść    papieża,    co    uważać    możemy 
z  okazanycli  arcybiskupowi  salcburskiemu  Teotmarowi  przez  pa- 
pieża względów,  mianując  go   „wiernym  i  posłusznym  synem  ko- 
ścioła rzymskiego" ^^)  (w  Listopadzie  r.  877),    czegoby,    bez  wąt- 
pienia nie  uczynił  papież,    gdyby  arcybiskup  nie  zrzekł  się  pre- 
tensyi  do  dyecezyi  Pannońskiej.  —  Przyłączenie  Pannonli  do  ar- 
cybiskupstwa Morawskiego,    rozszerzyło  wpływ  nauki  Metodego. 
Głos  arcybiskupa  słowiańskiego  z  Welegradu  rozlegając  się 
szeroko    po    ziemiach,    słowiańskich,    jednał    zwolenników    chrze- 
ściaństwa,  łączył  ludy  w  jedne  wielką  społeczność,  interesów  któ- 
rej broniły  oręż  Świętopełka  i  nauka  Metodego.  —  Sąsiedni  z  Mo- 
rawią  książęta  słowiańscy  nie    mogli   dłużej    zostawać    w  pogań- 
stwie.    Sprawy  polityczne  pobudzały  szczególnie  książąt  czeskich 
łączyć  się  z  potężnym  Świętopełkiem,  który  już  od  r.  871  wszedł 
w  stosunki  pokrewieństwa  z  księciem  Borzywojem,    pojąwszy  za 
żonę  siostrę  jego  Ludomirę.     Powodzenie  Świętopełka  i  Metodego 
jeszcze  bardziej   pociągało   ku   chrześciaństwu    poganów.     Książę 
Borzy  wój  i  żona  jego  Ludmiła  przyjęli  od  Metodego  chrzest  w  We- 
legradzie.^^)    Za  księciem  poszli   lechi   i    lud,    przygotowany    od- 


*o)     Uspienski.   IlepBua  CjiaBflHCKifl  Mouapxiu  na  ctBeposanajt,  1872,  s  70. 

*^)  Według  kronikarza  Kozmy:  Gostivit  genuit  Boriwoj,  qui  priinus  dux 
baptizatus  est  a  venerabili  Methodio  episcopo  in  Moravia,  Fontes  rerum  Bohemi- 
carum,  tom  II,  s.  18.  W  innem  miejscu  powiedziano:  an,  894  Boriwoj  baptisatus 
est  primus  dux  sanctae  iidei  catholicus.  Cosma,  Fontes  rerum  Bohemicarum,  II, 
s.  27.  W  którymże  mianowicie  roku?  Bobrowski  chrzest  Borzywoja  oznaczał  pod 
r.  870—880;  Szafarzyk  pod  r,  871  (Star.  St.  §  39,  s.  448);  Tomek  pod  r.  873 
(Deje  KraloYst.  Cesk.  s.  38),  ale  to  nie  podobne  do  prawdy,  bo  Metody  aż  do 
roku  874   zostawał  w  więzieniu   niemieckiem   w  Szwabach.     Zatem  podobniejsze   do 


to 


—      115      — 

dawna  do  chrześciaństwa  przez  misyonarzy  rzymsko  -  niemieckich, 
a  nareszcie  przez  apostołów  słowiańskich,  którzy  po  przybyciu 
do  Morawii  w  r,  863,  roszerzyli  swą  naukę  i  w  Czechach.  Świadczą 
o  tern  kaplica  ś.  Klemensa,  w  uczczenie  męczennika  papieża  tegoż 
imienia,  zbudowana  w  Lutomyślu,'*-)  tudzież  kościoły  pod  wezwa- 
niem ś.  Klemensa  w  Lewym-Hradcu,  na  Wyszogrodzie  i  w  sie- 
dle  książęcem  na  lewym  brzegu  Włtawy,  za  najstarszy  w  Cze- 
chach kościół  uważany. *■') 

3.     Intrygi  przeciw   Metodemu  i    powtórne    Wezwanie   go    do    Rzymu    I*. 

879.     Usprawiedliwienie.     Wiching  biskup  nitrański  fałszuje    pismo    Jana 

VIII.     List  papiezki  r.  881  wykrywa  zbrodnię.     Śmierć  Jana  VIII    r.  882. 

Metody  karci  Wichinga. 

Przyznanie  przez  arcybiskupa  salcburgskiego  prawa  papieża 
na  dyecezyą  Pannońską,  nie  zobowiązywało  jeszcze  biskupów  pas- 
sawskiego  i  regensburgskiego  do  zrzeczenia  się  swych  praw, 
pierwszego  na  dyecezyę  Morawską,  drugiego  na  dyecezyę  Cze- 
ską. —  Metody  więc,  pozbywszy  się  kłopotu  ze  strony  ducho- 
wieństwa salcburgskiego,  nie  uniknął  zatargów  z  duchowieństwem 
passawskiem  i  regensburgskiem.  Powodzenie  Metodego  zależało 
nietylko  od  papieża,  ale  bardziej  jeszcze  od  życzliwości  księcia 
Świętopełka.  Lecz  książę  ten,  dbając  więcej  o  swą  władzę  i  in- 
teresy osobiste,  niż  o  sprawę  narodu,  nie  troszczył  się  o  utwier- 
dzenie w  państwie  Morawskiem  obrządku  słowiańskiego  i  obez- 
pieczenie  przez  to  ludu  swego  od  wdzierstw  duchowieństwa  nie- 
mieckiego. W  tym  w^zględzie  Świętopełk  stał  niżej  od  poprze- 
dnika swego  księcia  Rościslawa,  który  całą  duszą  przylgnąwszy 
do  kościoła  narodowego,  wspierał  go  w  sposób  najszlachetniej- 
szy.^^)    Korzystając  z  usposobienia  Świętopełka,  księża  niemieccy 

prawdy  zdanie  hibtoryków,  utrzymujących,  że  chrzest  Borzym*  oja  odbył  sie  w  latach 
878 — 880,  może  nawet  później.     Dudik,  Mahrens  Gesch.  I,  str.  230. 

•»2)  W  kaplicy  lutomyślskićj  miały  być  złożone  relikwije  ś.  Klemensa.  (Sza- 
farzyk,  Star.  Sł.  §  39,  s,  449).  Wyżej  wskazaliśmy,  że  według  podania,  relikwije 
ś.  Klemensa  czasowo   także  spoczywały  w  kaplicy  w  Oswetimanach,  w  Morawii. 

■•*)     Szafarzyk.    Star.  Slow.  §  39,  s.  449. 

^*)     Palacki.    Dejiny,  tom  I,  s.    152.  '.'■ 

8* 


—     it6     — 

potrafili    zaskarbić  jego   względy,     a  znalazłszy    na    dworze   jego 
przyjęcie,    rozpoczęli  intrygę    przeciw  Metodemu.'''^)  —  Potakując 
słabostkom  Świętopełka,    grubijanina    i    do    rozpusty    skłonnego, 
księża  niemieccy  podstępnym  sposobem  i  ciągiem  pochlebstwem 
podszczuwali  go  przeciw  Metodemu/")     Niedość  tego,  aby  jeszcze 
więcej  Metodego  w  oczach  księcia  i  papieża  poniżyć,  księża  nie- 
mieccy upewniali    Świętopełka   jakoby    Metody  szerzył    schyzmę 
i  rozpuszczali  wieści,    że  niby  papież  odjął  Metodemu  zarząd  ko- 
ścioła,   poruczając  władzę  duchowieństwu    niemieckiemu.'''')     Na- 
koniec  biskupi  niemieccy  skarżyli  się,    że  w  nabożeństwie  i  nau- 
czaniu Metody  umyślnie  używa  barbarzyńskiego    Słowian   języka 
dla  tego,    aby  tem  łatwiej    mógł    rozszerzać    błędy,    któremi  wię- 
ksza część  Greków  zarażoną  była,  a  szczególnie  co  do  pochodze- 
nia Ducha  Świętego  i  że  śpiewając   Credo  nie    dodaje    „filioąue," 
jak  to  czyniono  zwykle  w  kościele  niemieckim.'*^) 

Wobec  podobnych  intryg,  Świętopełk  zachwiawszy  się 
w  zaufaniu  do  prawowierności  Metodego,  posłał  księdza  Jana,  Sło- 
wianina z  Wenecyi,  tego  samego,  który  używany  był  przez  Świę- 
topełka przy  zawarciu  przymierza  w  Forhejmie,  aby  u  Jana  VIII 
wyjednał  rozpoznanie  sprawy. 

Chociaż  papież  Jan  VIII  osobiście  znał  Metodego  i  nie  wąt- 
pił w  jego  prawowierność,  ale  uwzględniając  skargę  duchowień- 
stwa   niemieckiego  i  życzenie  księcia  Świętopełka,   wezwał  arcy- 


*s)     żywot  Metodego,,  rozdz.   I2.     Legenda  i\Ioravica,  cap.   lo. 

^*')  ,.Oni  (książęta  niemieccy},  pochlebstwem  oszukując  Świętopełka,  barba- 
rzyńcę, nienawidzącego  cnoty,  uczynili  go  zwolennikiem  własnych  poglądów.  On 
(Świętopełk),  niewolnik  rozkoszy  żeńskich,  tonący-  w  błocie  postępków  gnuśnych, 
czyż  mógł  nie  oddać  się  im  raczej,  otwierającym  drogę  do  wszelkich  namiętności, 
aniżeli  Metodemu,  który  karcił  wszelkie  rozkosze,  szkodliwe  duszy.  . .  Taldm  sposo- 
bem zepsuty  przez  nich  Świętopełk,  nie  zwracał  uwagi  na  przestrogi  Metodego, 
względem  którego  jako  wróg  postępował.  .  ."  Legenda  Eółgarska,  o  życiu  ś.  Kle- 
mensa, biskupa  bółgarskiego,  caput  5. 

*~)  Nam  papież  władzę  dał,  a  tego  każe  wygnać  precz  z  jego  nauką.  Żywot 
Metodego,  12. 

*^)  O  powyższem  oskarżeniu  Metodego  przez  biskupów  niemieckich  dowia- 
dujemy się  z  listu  Jana  VIII  do  Metodego  pisanego  18  Czerwca  r  879.  Doda- 
tek I,  N.   13. 


—     117      - 

biskupa  morawskiego,  aby,  dla  usprawiedliwienia  się  z  potwa- 
rzy  na  niego  miotanych,  stawił  sie  niezwłocznie  w  Rzymie,***) 
a  Świętopełkowi  odpisał,  aby  trzymał  się  zasad  wiary  według 
tego,  jak  kościół  rzymski  ustanowił.  Względem  zaś  nauczania  Me- 
todego w  inny  sposób,  aniżeli  przy  wyświęceniu  na  biskupa,  on 
złożył  ustne  i  piśmienne  przed  stolicą,  apostolska  zobowiązanie,  Jan 
VIII  wyiaziwtzy  zdziwienie  (valde  miratur),  oświadczył,  że  wezwie 
Metodego  do  Rzymu,  dla  wytłómaczenia  się  z  uczynionycłi  mu 
zarzutów,^") 

Posłuszny  rozkazom  stolicy  apostolskiej,  Metody,  w  towa- 
rzystwie dodanego  mu  urzędnika  księcia  morawskiego  Szyszmana 
(Semisisna)  udał  się  do  Rzymu,  w  końcu  r.  879.  Tam  przed  sy- 
nodem, z  biskupów  złożonym,  arcybiskup  morawski  wyznał,  iż 
wierzy  mocno  w  pocłiodzenie  Ducłia  świętego  od  Ojca  i  Syna, 
ale  że  symbol  wiary  tak  przy  mszy  śpiewa,  jak  go  podał  sobór 
Nicejski,    nie    czyniąc    najmniejszej    odmiany.'')     Względem    za- 


i 


*s)  w  liście  18  Czerwca  papież  w  końcu  dodał:  „dowiadujemy  sie,  że  mszę 
śpiewasz  w  barbarzyńskiej  mowie  słowiańskiej,  lecz  przez  biskupa  ankonitańskiego, 
Pawia  zabroniliśmy  celebrować  we  wzmiankowanej  mowie  mszę  święta,  która  tylko 
po  łacinie  lub  po  grecku  śpiewać  dozwala  się.  —  Kazanie  zaś  i  nauczanie  ludu  od 
ciebie  zależą  zupełnie."  Patrz  Dodatek  I,  N.  13.  Erben  N.  42.  Wzmiankowanego 
wyżej  listu  papiezkiego,  przez  Pawła  biskupa  posłanego  Metoderau,  dotąd  nie  zna- 
leziono i  w  jakim  czasie  mógł  być  posłany,  niewiadomo.  A  jednak  na  tej  luźnej 
wzmiance  niektórzy  badacze  opierają  się,  twierdząc,  że  Jan  VIII  zabronił  Metodemu 
odprawiać  nabożeństwo  po  slowiańsku,  na  co  jednak  Metody  nie  zważał.  Być  może, 
że  pod  naciskiem  ciężkich  bardzo  okoliczności,  w  jakich  Jan  VIII  często  znajdyAvat 
się,  był  on  zmuszony  do  stawienia  pozornych  przeszkód  odpiawiania  mszy  w  mowie 
słowiańskiej,  lecz  czyny  jego  pontyfikatu,  i  każdy  raz  usprawiedliwienie  zasad  Me- 
todego wskazują,  że  w  gruncie  on  był  przychylnym  słowiańskiej  liturgii  i  skutecznie 
jej  bronił  przeciw  natarczywości  wrogów. 

*<•)     List  18  czerwca  879  r.;  patrz  Dodatek  I,  N.   13. 

*')  Credo  począł  śpiewać  przy  mszy  kościół  grecki  od  początku  VI  wieku. 
[W  lat  kilka  potem  przyjął  je  kościół  hiszpański,  jako  protestacyę  przeciw  panują- 
ym  na  ów  czas  w  tym  kraju  Wissygotom,  a  koncylium  Toledańskie  w  r.  589  dołc- 
żyło  wyraz  „filioque",  który  wkrótce  cała  Francya  i  Niemcy  przyjęły.  We  Włoszech 
Credo  w  IX  w.  przy  mszy  nic  było  jeszcze  śpiewane.  Aby  dać  dowód,  jak  w  tym 
względzie  stolica  apostolska  była  pobłażającą,  przypomnimy,  iż  w  r.  1595  papież 
Klemens  VIII  pozwolił  rusko-polskiemu  kościołowi,  przystępującemu  do  unii,  opusz- 
czać we  mszy  wyrażenia  „i  od  syna",  byle  tylko  wierzyli  w  pochodzenie  Ducha 
Świętego,  jak  wierzy  kościół  katolicki.  —  Rettcl.    Cyryl  i  Metody,  str.  118. 


—     ii8     — 

rzutu  Niemców  o  używanie  w  służbie  Bożej  barbarzyńskiego  ję- 
zyka Słowian,  Metody  opierając  się  na  powadze  brata  swego 
ś.  Cyryla,  pamięć  którego  wysoko  szanowano  w  Rzymie,  tłó- 
maczył  się  przed  synodem,  że  pismo  słowiańskie  wynalezione 
i  kształcone  przez  tak  świętego  męża  przestało  być  barbarzyń- 
skiem,  że  używanie  ksiąg  ducłiownycłi,  jak  równie  przy  mszy 
świętej,  nie  sprzeciwia  się  Pismu  świętemu,  że  w  kościele  wscłio- 
dnim  Ormianie,  Chaldeje,  Kopty  używają  własnej  mowy,  co  nie 
przeszkodziło  im  wydać  z  pośród  siebie  wielkicli  świętych,  i  że, 
nakoniec,  lud  słowiański,  od  lat  dziesięciu  przyzwyczaiwszy  się 
do  nabożeństwa  we  własnym  języku,  nie  odstąpiłby  go  bez  żalu. 
Tak  mocne  argumenty,  oraz  wzgląd  na  współczesne  wyłamywa- 
nie się  z  pod  władzy  papiezkiej  Bółgarów  i  Serbów,  pobudziły  sy- 
nod biskupów  do  zupełnego  usprawiedliwienia  Metodego.  W  sku- 
tek tego  papież  Jan  VIII  w  Czerwcu  r.  880  pisał  do  Świętopeł- 
ka: „Arcybiskupa  waszego  Metodego  przed  zebranymi  bisku- 
pami rozpytywaliśmy  się:  czy  prawowierny  symbol  wiary  tak 
wyznaje  i  przy  mszy  świętej  tak  śpiewa,  jak  święty  kościół 
rzymski  ustanowił?  A  ponieważ  we  wszystkicli  kościelnych  nau- 
kach i  zasadach  uznaliśmy  go  prawowiernym,  odsyłamy  go  wam 
dla  rządzenia  powierzonym  mu  przez  Boga  kościołem  i  rozkazu- 
jemy, abyście  go,  jako  własnego  pasterza,  z  należytą  czcią,  usza- 
nowaniem i  uprzejmością  przyjęli,  ponieważ  mocą  naszej  władzy 
apostolskiej,  arcybiskupią  godność  jego  potwierdzamy.  Rozka- 
zujemy, aby  wszyscy  kapłani,  diakoni  i  wszelkiego  stopnia  du- 
chowni Słowianie,  czy  też  jakiegokolwiek  bądź  pochodzenia,  któ- 
rzy się  w  granicach  państwa  twego  znajdywać  mogą,  byli  we 
wszystkiem  posłuszni  i  poddani  bratu  naszemu,  arcybiskupowi 
waszemu.  Pismo  słowiańskie,  wynalezione  niegdyś  przez  ś  Kon- 
stantego filozofa,  polecamy  do  chwalenia  Boga  i  w  tymże  języku 
niech  będą  opowiadane  modlitwy  i  dzieła  Chrystusa,  ponieważ 
nie  tylko  w  trzech,  lecz  we  wszystkich  językach  chwalić  Pana 
Pismo  święte  naucza.  Nie  sprzeciwia  się  bynajmniej  ani  praw- 
dziwej wierze,  ani  nauce  kościoła,  aby  msza  święta  w  języku  sło- 


I 


—    119  .  — 

wiańskim  była  śpiewana,  aby  w  tym  języku  była  czytana  ewan- 
gelia, dobrze  tłómaczona  i  inne  ustępy  z  Pisma  świętego  Starego 
i  Nowego  Testamentu,  tudzież  wszelkie  godziny  śpiewane:  po- 
nieważ Ten,  który  stworzył  trzy  główne  języki:  łiebrajski,  grecki 
i  łaciński,  stworzył  i  wszystkie  inne  na  cześć  i  cliwałę  Jego. 
Rozkazujemy  także,  ażeby  we  wszystkich  kościołacli  ziemi  wa- 
szej, dla  większego  uczczenia,  ewangelia  najpierw  czytana  była  po 
łacinie,  potem  po  słowiańsku,  głośno  w  obec  ludu,  wyrazy  zaś 
łacińskie  niezrozumiałe  objaśniać  jak  w  którym  kościele  wypa- 
dnie. A  jeśli  się  tobie  (Świętopełkowi),  lub  przybocznym  twoim 
więcej  podobała  msza  łacińska,  polecamy,  aby  msza  łacińska 
dla  ciebie  solennie  była  odprawiana." '^^)  List  ten,  mając  głó- 
wnie na  celu  usprawiedliwienie  nauki  Metodego,  zawiera  także 
postanowienie  papiezkie  o  naznaczeniu  w  pomoc  Metodemu  no- 
womianowanego  biskupa  nitrańskiego  Wichinga,  któremu  papież 
rozkazuje  być  we  wszystkiem  posłusznym  swemu  arcybiskupo- 
wi.^^) Naznaczenie  Wicłiinga,  rodem  Szwaba,  przyjaciela  osobi- 
stego wielkorządzcy  Karyntii  Arnulfa,  poplecznika  biskupów  nie- 
mieckicli  i  samego  Świętopełka,  który  nie  lubił  Metodego,  — 
trudne  jest  do  wytłómaczenia.^"*)  Rozległość  arcybiskupstwa  Mo- 
rawsko -  Pannońskiego,  według  powszecłinego  mniemania,  ma 
usprawiedliwiać  dodanie  w  pomoc  Metodemu  dwócli  sufraganów, 
z  którycli  jeden  był  biskup  Nitry,  Wiching,  a  wybór  drugiego 
miał  później  nastąpić.  Ale  Jan  VIII  mógł  wiedzieć  dokładnie,  że 
naznaczenie  do  kraju  słowiańskiego  na  biskupa  Wicliinga,  było 
to  samo,  co  wilka  do  owczarni  wpuszczać.  Wypada  jednak  zwa- 
żać na  trudne  okoliczności,  w  jakicłi  znajdował  się  wówczas 
Jan  VIII,  aby  pojąć,  że  broniąc  Metodego  całą  potęgą  swej  wła- 
dzy, Jan  VIII  musiał  uwzględniać  i  wrogów  jego.    Prawdopodo- 

52)     W  Dodatku  I,  N.   14. 

5*)     Tam/.e. 

''*)  W  tem  upatrują  niektórzy  pisarze  widoki  polityczne  Jana  VIII  i  ustęp- 
stwo na  korzyść  Niemców,  nie  troszcząc  sie  bynajmniej  o  Metodego  i  kościół  sło- 
wiański. Lawrowskij.  KiipHJijiT,  H  Meoo,;ift,  Kam,  npaBOCJiaBnuc  nponontjiiiiKii 
y  aanajHbiyii  c^aBflin..     Charków,  1883. 


I20       — 

bnie  wiec,   że  naznaczenie  Wichinga    było  ustępstwem  Niemcom 
i  samemu  Świętopełkowi.     Wreszcie  o  zamiarach   papiezkich  do- 
kumenty milczą,  a  podania  słowiańskie  w  naj wdzięczniejszy  spo- 
sób przechowały  pamięć  o  czynach  papieży  na  korzyść  słowiań- 
skiego  kościoła  i   pasterza    jego   ś.  Metodego.^'')    Bądź   co   bądź 
powracał    Metody  do  Morawy   jako    najprzewielebniejszy  arcybi- 
skup  świętego    kościoła    morawskiego,'^'')    który  w  ciągu    i6   lat 
(863—880)    pozbawiony    był    organizacyi  duchownej.     Teraz  do- 
piero otwierały    się    widoki   ustanowienia  hierarchii  słowiańskiej 
i  utwierdzenia    obrządku    słowiańskiego    w   związku   z  kościołem 
rzymskim,    a  przez  to  usunięcia  wpływu  niemieckiego  na  rozwój 
cywilizacyi    Słowian.     Niemcy    dopuścić    tego    nie    życzyli.     Wi- 
ching  nie  wahał  się  nawet  jąć  się  zbrodni,  byle  nie  dopuścić  po- 
jednania Świętopełka   z   Metodym.     Knując  więc    zamachy  prze- 
ciw Metodemu,  Wiching  urządził  tak,  aby  wzmiankowany  wyżej 
list  papiezki,  który  miał  być  przez  Szyszmana  wręczony  Święto- 
pełkowi, nie  doszedł  do  niego.     Natomiast   księciu  wręczony  zo- 
stał zupełnie  odmiennej  treści  list,    przez  samego  Wichinga  sfał- 
szowany.    Falsyfikat  ten  nie  zachował  się  do  naszych  czasów,  ale 
zbrodnicze  Wichinga    zamiary    poniżenia    arcybiskupa  Metodego 
w  oczach  Świętopełka  i  ludu    morawskiego   odkrywają    się  z  pó- 


^^)  Profesor  kijowski  Woronow,  dzieło  którego  o  źródłach  do  historyi  śś.  Cy- 
ryla i  Metodego,  wysokie  uznanie  w  Rosyi  zyskało,  tak  się  wyraża:  „KpHTHKa  He 
o6paTn.ia  BiiHManiaa  iia  caMoe  nanaioe  oócTaHie-iLCTBO,  na  rojiocb  cjiaBiiHCKaro 
npc;iaHi«  ...  Bt.  o6oiix'l  np  o  cip  a  11  huki,  -/KUTiaNT.  c.iaBiiiicKiix'L  anocTOJioBT.  u  bo 
BctoT.  ;ipyriiX'L  cjiaBHncKnxT.  iicTOMHiiKaxT,  OTHomenia  nam.  kt.  Kiipiujiy  h  Me- 
ooAiH)  npe;icTaBJiiiioTCii  BT.  Bbicmcfi  CTeneiiH  coHyBeTBeimuMii;  nariu  yS-iaiKaioTCfl 
Kam.  Bucoide  noicpoBiiTejm  cbjitux7.  nepBoyHiiTejieił  h  BecbMa  CHJibHO  BbiciaB-iH- 
eTca  11X1.  coHyBCTBie  u  aamiiia  cjaBHiiCKaro  CorodyłKenia.  Ho  bcŁmi.  dthmt. 
iicTOMUHKaMT.  naua  o^o6pH0T'b  ncpcBojT.  CBflui;eiiiibix'L  Kimn.,  ocBflniaen.  ciaBan- 
cKia  Kinini,  pasptuiaeTb  cjiaBHiiCKyio  cjyacóy,  jocTofino  MecTByen.  cb.  nepBoyin- 
Tejieii  aa  11x1.  nojBiirii  mu  cjiaBflucTBa,  CTanoBHTOi  na  11x1.  CTopony  npoTHBT. 
nH.iaTUHKOBT.  II  npoKJiHiiaeTT.  noc.iŁ,Tniixi..  Hciio,  hto  bt.  c.iaBaiicKiiXT.  npe;taiii- 
jixtj  nancTBo  ;iaBflJiocb  GcaynpcJiiUMT.  bt.  oTiiomeiiiii  kt.  cManaiicKoił  uepKBii 
H  ocTaBHJio  noCwit  ce6fl  joopyio,  CBti.iyio  nasiaib.  A.  Woronow.  TjiaBHfefiiuie 
iiCTOMiiiiKH  .wa  HCTopiH  CB.  Knpiijiia  11  Meoojia."  Kijów  r.  1877  str.  269. 
^^)     Reverendissimus  episcopus   sanctae  ecclesiae  moraviensis. 


121        

iniejszej  korespondencyi,  o  której  wnet  powiemy.     Zbałamucony 
tym  falsyfikatem  Świętopełk,  czyż  mógł  nie  zacłiwiać  się  w  pra- 
wowierności  Metodego  i  nie  podejrzywać  go  w  łierezyi,  czytając 
pismo  doręczone  mu  od  samego  niby  papieża?    Stronnictwo  nie- 
mieckie w  Morawii  tryumfowało.     Metody  poniżony,  przeczuwał 
jakieś    podejście,    mógł    nawet    stolicę   apostolska   o  nieszczerość 
posądzać  i,  dla  wyjaśnienia  swego  położenia,  wszedł  w  bezpośre- 
dnią korespondencyę  z  papieżem.    Tu  dopiero  odkrył  się  bezecny 
podstęp  Wichinga.     Na  pisma    Metodego,    Jan  VIII    listem  dnia 
23  Marca  r.  881,    pocieszając    go   i   dziękując  mu  za  zacłiowanie 
prawowierności,    zapewnił  o  wysokim  dlań  szacunku,    a    wyraża- 
jąc   swoje    współczucie    cierpieniom   jego,    zapewniał,    że    oprócz 
wiadomości  listu  do  księcia  Świętopełka  posłanego,    żadnego  in- 
nego listu  ani  do  Świętopełka,  ani  do  tego   biskupa  jawnie  lub 
sekretnie  nie  pisał,   a  tem  mniej  zasługuje  na  wiarę,  jakoby   te- 
mu   biskupowi    dane    były   jakiekolwiek   polecenia.    Przytem 
Jan  VIII  dodał,    że    wszystko,    co    wzmiankowany    biskup 
przeciw    swemu  zwierzchnikowi  uczynił,   będzie  w  obecności  pa- 
pieża prawnie  rozpoznane,   a   upór  jego  (biskupa)  powściągnąć 
wyrokiem  sądu   nie  omieszka.^")     Mowa  o  wzmiankowanym  wy- 
żej biskupie    tyczy   się    niezawodnie  Wichinga,    bo    innego   pod 
zwierzchnictwem  Metodego,  oprócz  biskupa  Nitry,  nie  było.    Nie 
spieszył  on  jednak  do  Rzymu,    gdzie    go    czekał   sąd  i  bez  wąt- 
pienia wyrok  potępiający.  —  Tymczasem  zaszłe  w  Italii  zaburzenia, 
napad  straszny  Saracenów,  a  nareszcie  zamordowanie  Jana  VIII 
w  Grudniu  r.  882,^^)  wybawiły  Wichinga  z  kłopotu,  a  Metodego 
pozbawiły  gorącego  obrońcy.     Będąc  jednakże   przekonanym,  że 
u  stolicy    apostolskiej    posiada    zupełne   zaufanie  i  że  energiczne 
wystąpienie    przeciw  knowaniom  Wichinga  stawało  się  koniecz- 
nem dla  utrzymania    powagi    arcybiskupiej  i  dobra   kościoła  sło- 
wiańskiego, Metody  ujął  w  karby  posłuszeństwa  Wichinga,  rzu- 


6')     w  dodatku  I,  N.   15. 

68)     Dudik,    Miihr.  Gesch.   I,  2i|, 


122       

cił  na  niego  klatwe  tern  łatwiej,  że  Swietopsłk,  gotując  się  do 
wojny  z  Arnulfem,  nie  był  w  stanie  bronić  poplecznika  Arnulfo- 
wego  Wichinga.^")  Znikł  on  z  Morawii  na  czas  wojny  i  aź  do 
śmierci  Metodego  nie  powracał.  Metody  zyskał  cliwilc  swobo- 
dną do  dalszej  pracy  w  powierzonej  mu  przez  Boga  i  stolicę  apo- 
stolską metropolii. 

§  40. 

Państwo  Wielkiej   Morawii   i   los   kościoła  słowiań- 
skiego w  latach  882 — 894. 

I,    Wpływ  potęgi  morawskiej  na    losy    Słowian   nadłabskicłi,   pomorskicłi 

i  czeskich. 

Od  zawarcia  traktatu  w  Forheimie  (r.  874)  Ludwik  Niemie- 
cki nie  mógł  już  przedsiębrać  wypraw  wojennych  w  celu  ujarz- 
mienia Słowian  nadłabskicłi  i  pomorskicłi.  Siły  państwa  niemie- 
ckiego, wyniszczone  w  niepomyślnycli  wyprawacłi  przeciw  Świę- 
topełkowi i  sprzymierzonym  z  nim  Słowianom,  nie  wystarczały 
nawet  do  utrzymania  porządku  w  państwie  Niemieckiem,  targanem 
wewnętrznemi  zamieszkami  nietylko  możniejszycli  książąt,  ale,  co 
gorsze,  w  samej  rodzinie  królewslciej,  aż  do  buntów  przeciw  Lu- 
dwikowi własnycłi  jego  synów.  Po  granicy  ze  Słowianami  toczyły 
się  wprawdzie  drobne  utarczki.  Następca  „księcia  serbskiej  gra- 
nicy" Takulfa,  markgraf  Ratulf  wdzierał  się  do  serbskicli  ziem 
nad  Solawą,  zdołał  nawet  upokorzyć  Serbów  i  Susłów  w  r.  874, 
ale  to    do    niczego   nie    doprowadziło.^)     Życie  całe  król   Ludwik 


^^)  Legenda  Bólgarska.  Vita  s.  Clemenlis,  cap.  7  wzmiankuje.  Br/'Axov, . . , 
TMpó.  Tou  Me>9odćou  Tw  Tou  dnai^^ś/j-azoc  Earw^ą  -apadori'^Ta  ...  a  Melhodio  ana- 
themati  satanae  traditum.  —  Bilbasow,  KiipimiT.  11  Meoojiii.  II,  s.  283,  Według 
legendy  Morawskiej,  cap,  II,  Metody  wyklal  nawet  Świętopełka  z  jego  satelitami, 
Bilbasow.    I[,  s.  235. 

^)  A,  874,  Sorabi  et  Siusli  vicini  Tliachulfo  defuncte  defecerunt,  quorum  au- 
daciam  Ratolfus,  Tliachulfi  successor,  ultra  Salam  fluvium  mensę  Januario  profectus 
praedis  et  incendiis  sine  bcUo  compresscrunt  et  eos  sub  servitium  redegerunt.  Annal. 
Fulii.  aput!.  linumer.  Regesta  p.  23.  Ale  w  r.  877  Liuones  et  Siusli  trybutu  od- 
mówili, za   co  Ludwik  II  musiał  ich  znowu  do  uległości  zmuszać      Ibid.  p.  23. 


I 


I 


—    123    -— 

Niemiecki  pracował  nad  ujarzmieniem  Słowian  orężem,  polityka 
i  przez  kościół,  a  nakoniec  po  36  latach  panowania,  zniewolony 
był  patrzyć  na  upadek  powagi  swej  między  Słowianami.  Tak 
się  okoliczności  zmieniły!  Następca  jego  Ludwik  III  (876-882) 
próbował  serbskie  plemię  Susłów  i  nadłabskicłi  Cłiełmianów  (Li- 
nones)  zmusić  do  płacenia  daniny  (r,  877)  ale  daninę  Serbowie 
składali  wtedy  już  Morawianom.-)  Słowianie  dolnej  Łaby,  pojąwszy 
zamiary  Niemców  i  korzystając  z  icli  osłabienia,  porozumieli  się 
z  Normanami  i  podczas  napadu  ostatnicłi  na  Nordalbingiję,  pomogli 
im  do  odniesienia  nad  Saksami  niedaleko  Łaby,  2  Lutego  r.  880, 
ogromnego  zwycięztwa,  o  którem  kilka  wieków  wspominano.^)  — 
Wnet  po  tej  klęsce  Saksów,  Czechowie,  Serby  i  Głomacze  wspól- 
nemi  siłami  uderzyli  na  Turyngiję,  markgraf  l<;tórej  Popp  bronił 
stanowiskswych  nad  Solawą  r.  880,^)  Inne  ludy  słowiańskie,  dalej 
od  granic  niemieckich  bytujące,  jak  Lutyki,  Milczanie,  Łużyczanie, 
pod  zasłoną  potężnego  państwa  Morawskiego  i  oręża  Obod rytów 
zupełnego  pokoju  używały.  Najwięcej  jednak  ze  zwycięztw  Świę- 
topełka skorzystali  Czechowie.  Podzieleni  na  małe  plemiona,  po- 
waśnione  między  sobą,  Czechowie  nie  uniknęliby,  zapewno,  roz- 
szarpania ich  ziemi  częściami,  podobnie  do  tego  jak  już  półno- 
cno-zachodni zakątek  ich  kraju,  Wunsidelsko,  przez  „księcia 
serbskiej  granicy",  Takulfa  zabrany  został.  Z  tego  powodu  Ta- 
kulf  mianował  się  „de  Bohemia  comes"  t.  j.  tej  części  Bohemii, 
którą  opanował  (849  —  873).'^) —  Zwycięztwa  Świętopełka  i  pokój 

2;  Thietmar,  pisząc  o  kraju  w  którym  mieszkał,  t.  j ,  o  tak  zwanej  Marchii 
Turyngskiej,  wyrażał  sie:  Boemi,  regnante  Zuetepulco  duce,  quondam  fuere  principes 
nostri.  Huic  a  nostris  parentibus  ąuotanis  solvitur  census  et  episcopos  in  sua  regione 
Marierun  dicta  habuit.    Chronić  lib.  VI,  cap    60. 

^)  W  tej  bitwie  ze  strony  Niemców,  w  liczbie  sześciu  poległych  biskupów 
i  12  grafów,  Marąuardus  episcopus  . .  .  occisus  est  a  Slavis,  Annal.  Hildesheim.  M. 
G.  IX,   831.     Annal.   Fuld.   an.   880.  —  Porów,  Wigger,     Meklenb.  Annal.  str.  20. 

*)  A,  8?o,  Sclawi,  cjui  vocantur  Dalmatii  (Dalemińcy),  et  Bohemi  atque  Sorabi 
ceteriąue  circumcirca  vicini  Turingios  invadere  nitunlur  et  in  Sclavis  circa  Salam 
fluvium  Thuringiis  fidelibus  incendia  exercent.  Quibus  Poppo,  comes  et  dux  S  o  r  a- 
bici  limitis,  occurrit  et  ita  prostravit,  ut  nullus  de  tanta  multitudine  remaneret. 
Annal  Fuld.  an   880;   Regino  M.  O.  I.  605.     Kaumer,   Regesta,  p.  24. 

'">)     O  Wunsidelsku  patrz  tom  II  s.  214,     O  Takulfie  wyżej  §  36  s.  65, 


224       

W  Forhejmie  (874)  wstrzymały  parcie  sie  Niemców  do  Czech, 
a  związek  małżeński  Świętopełka  z  siostrą  Borzywoja  jeszcze  wię- 
cej zbliżył  Czechów  do  Morawianów.  Ale  najwiekszem  dobrodziej- 
stwem dla  Czechów  było  wprowadzenie  przez  apostołów  słowiań- 
skich chrześciaństwa,  przez  to  bowiem,  nietylko  usuwał  się  wpływ 
misyonarzy  niemieckich,  lecz  i  wytwarzało  się  zbliżenie  pobra- 
tymczych ludów,  w  imię  wspólnej  idei  religijnej  i  obrony  naro- 
dowej. Świętopełk,  jako  zręczny  polityk  i  zwycięzca,  a  przytem 
z  przodków  już  chrześcianin,  stanął  na  czele  związku,  do  którego 
najbliższy  sąsiad  Borzywoj  nie  mógł  nie  przystąpić  bez  ubliżenia 
własnym  i  narodu  swego  interesom.  Tym  sposobem  wytwarzała 
się  pierwsza  w  Słowiańszczyźnie  monarchija  chrześciańska,  z  or- 
ganizacyą  państwową  i  kościołem  narodowym,  sięgająca  grani- 
cami aż  pod  Magdeburg,  do  Odry  i  źródeł  Wisły.  A  coby  się 
działo  dalej  nad  Wisłą  i  Wartą,  —  dzieje  o  tern  milczą,  bo  osia- 
dłe tam  ludy,  niedotknięte  jeszcze  napadami  Niemców,  nie  czuły 
potrzeby  organizowania  się  w  związki  państwowe. 

2.   Napad  Świętopełka  na  Markę  Wschodnią  r.  882.     Wojna  jego  z  Ar- 

nulfem  r.  884.     Przymierze  w  Kónigstetten   i  przyłączenie    Pannonii    do 

Morawii    884.     Wygnanie    z   Wiślicy    księcia    Wyszewita    (884 — 5).  — 

Wzrost  państwa  ..Wielkiej  Morawy". 

Osiem  lat  już  z  górą  Morawianie  cieszyli  się  spokojem  (874 
do  882).  Świętopełk  organizował  państwo  Morawskie,  a  Metody 
szerzył  chrześciaństwo  i  cywilizacyę,  zaprowadzając  pismo  sło- 
wiańskie. Pokój  zdawał  się  być  trwałym.  Zakłóciły  go  niespo- 
dziewanie wypadki,  zaszłe  w  Niemczech  po  śmierci  króla  Lu- 
dwika III  (r.  882). 

Nowoobrany  cesarz,  Karol  Otyły  (882—887),  nielubiony  po- 
wszechnie w  Niemczech,  szczególnie  nienawidzony  był  przez  wiel- 
korządzcę  Karyntyi  i  Pannonii  Arnulfa,  który  sam  marzył  o  ko- 
ronie cesarskiej.  Będąc  w  duszy  wrogiem  Świętopełka,  Arnulf 
mienił  się  być  jego  przyjacielem,  w  nadziei,  że  potęga  Święto- 
pełka, może  być  mu  pomocą  w  zamiarach  przeciw  Karolowi  Oty- 


I 


I 


—    125    — 

łemu,  dla  mocniejszego  zaś  utrwalenia  przyjaźni,  wezwał  on  Świę- 
topełka w  kumy  i  syna  swrgo,    przez  podclilebstwo,    ..Zuentibol- 
dem"  ochrzcił.")     Na  pozór  zgoda  i    przyjaźń    między  sąsiednimi 
władzcami  trwała,  a  jednak  Świętopełk  upominał  Arnulfa,  że  ,.je- 
śli  nie  wyda  mu  wrogów  jego,  przyjaźń  między  nimi  niemożebną 
będzie."  —  Jacyż    to    byli    wrogi?    Przypomnijmy    sobie    grafów 
marki  Wscliodniej  Engelszalka  i  Wilhelma,  którzy  podczas  naja- 
zdu Karlomana  na  Morawiję  w  r.  870  gnębili  Morawianów,  a  po- 
tem, w  czasie  povvstania  ich  pod  Świętopełkiem,  zginęli,  prawdo- 
podobnie w  bitwie  pod    Weligradem.  —  Synowie    tych    grafów, 
zazdroszcząc  markgrafowi  Aribo  powierzonej    mu  marki    Wscho- 
dniej, postanowili  orężem  dochodzić  posiadania  jej  jako  posiadło- 
ści, na  którą  rościli  prawo,  tytułem  spadku  po  ojcach.    Z  pomocą 
Bawarów  grafowie  ci  wygnali  Aribo  z  marki,  lecz  z  rozkazu  ce- 
sarza Karola  Otyłego,  Aribo  został  przywrócony  na  wielkorządz- 
two.   Nie  ufając  jednak  w  dalszą  pomoc  cesarza,  szukał  on  wspar- 
cia u  Świętopełka  i  dał  mu    w  zakładniki   syna   swego  Izanrika. 
A  gdy  się  okazało,    że  wzmiankowani  grafowie,    ukrywający  się 
u  Arnulfa,  na  życie  Świętopełka  zamachy  knuH,  Świętopełk  przez 
poselstwo,   wysłane  do  Arnulfa,    domagał  się,    aby  wrogów  jego 
oddalił.    Arnulf  uczynić  tego  nie  chciał    Nie  zwlekając  więc  spra- 
wy,  Świętopełk  napadł  na  północnym  brzegu  Dunaju   na  przeci- 
wników, pobił  ich,  schwytał  jednego  z  synów  Engelszalka  Werin- 
hara  i  krewniaka  jego  Wezilo,    poczem  oddział  wojska  za  Dunaj 
przeprowadziwszy,    posiadłości   wzmiankowanych  grafów   spusto- 
szył (883\     Potomkowie   Engelszalka    i  Wilhelma    udali    się    do 
Arnulfa  z  prośbą  o  pomoc.     Świętopełk  zaś,    przypominając  Ar- 
nulfowi  wrogie  zamiary  jego  podwładnych  przeciw  państwu  Mo- 
rawskiemu  i    zdradzieckie   porozumienia   z   Bółgarami,^)    wzywał 
go,  aby  niewinność  swą  w  tych  sprawach  przysięgą  oczyścił.^)  — 


*)     Szafarzyk.     Star-  Slow.  §  41.   str.  482.  Annal.  Fuld.  an.  884. 
')     Wdzieranie  się  Bólgarów    do    posiadłości    morawskich    odnosi    się    do    r, 
52    —  Dudik  I  256. 

8;     Annal    Fuld.  an.  882. 


^'—       I2Ó       — ^ 

^Domniemana  przyjaźń  pękła.  Świętopełk  w  tymże  jeszcze  roku 
napadł  na  Pannoniję  i  górna  część  jej  spustoszył.  W  następnym 
r.  884,  Świętopełk,  otrzymawszy  posiłki  wojenne  od  Braczysława, 
księcia  władającego  między  rzekami  Sawa  i  Drawą,  wyprowa- 
dził w  pole  tak  liczne  wojsko,  że  według  wyrażenia  latopisca, 
przecłiód  wojska  przez  jedno  miejsce  ciągnął  się  od  rana  aż  do 
nocy.**)  —  Dwanaście  dni  Świętopełk  pustoszył  kraj  między  rze- 
kami Rabą  a  Innem,  i  dopiero  w  odwrocie  wojsk  jego  Niemcy 
nacierać  zaczęli,  ale  w  bitwie,  zaszłej  nad  r.  Rabą,  w  Pannonii 
Niższej,  Świętopełk  odniósł  stanowcze  zwycięztwo:  dwaj  margra- 
bięta,  Megingosz  i  Pabo  utonęli  w  rzece  Rabie,  mnóstwo  dostoj- 
ników Arnulfa  do  niewoli  zabrano,  a  innych  pokaleczonych  pu- 
szczono swobodnie,  —  Dowiedziawszy  się  o  tem  cesarz  Karol 
Otyły  przybył  do  marki  Wschodniej  i  zwołał  zjazd  w  Konigsted- 
ten,^")  dla  układów  o  warunki  pokoju.  —  Świętopełk  przybył 
otoczony  świetnym  orszakiem  i  łaskawie  od  cesarza  został  przy- 
jęty. Przybył  także  książę  Brac/.ysław,  ale  o  uczestnictwie  Ar- 
nulfa w  układach  o  warunki  pokoju  wiadomości  nie  znajdujemy. 
Zważając  jednak  na  nieprzyjaźń  do  niego  Karola  Otyłego,  mo- 
żemy przypuścić,  że  od  traktowania  o  pokój  Arnulf  całkiem 
usunięty  został.  —  Okazawszy  się  powolnym  życzeniom  Święto- 
pełka, Karol  Otyły  zgodził  się  na  ustąpienie  mu  Pannonii  Niż- 
szej, między  rzekami  Rabą  a  Innem,  za  wyjątkiem  hrabstwa  Du- 
dlejpa,^^)    za  co  Świętopełk  zobowiązał  się  w  ciągu  całego  życia 


*)  Tanta  enim  multitudine  in  isto  itinere  pollebat,  ut  in  uno  loco  ab  ortu 
usque  ad  vesperam  lucis  exercitus  eius  praeteriie  cernitur,     Aunal  Fuld.  an.  884, 

^"l  W  teraźniejszej  Austryi  Niższej,  niedaleko  m.  Tuln  i  r.  Kuby  (Kambe), 
w  tem  samem  miejscu,  gdzie  w  oszańcowanym  obozie  Awarowie  stawili  mocny  opór 
Karolowi  W.  w  r.  791  (Eginhard  an.  790).  Według  Pertza  Konigstadten,  leży 
w  miejscu  starożytnego  Comagenum,  4  mile  od  Wiednia.  Les  Oeuvres  d'Eginhard. 
Paris.   1856  s.  95. 

^^)  Że  hrabstwo  Ludlejpa,  raczej  żupa  Dudlebska  nad  r,  Kaniża,  wpadającą 
do  r.  Mury,  należała  do  Arnulfa,  wskazuje  to  późniejsze  nadanie  przez  niego  arcybi- 
skupowi salcburgskiemu  Ditmarowi,  w  r.  891  władzy  in  partibus  sclaviensibus  vero, 
in  coraitatu  Dudlejpa   vocato,    in   Eugiuesfeld,    słcut   Cliocil   dux   quondam  inibi 


KarolaOtyłego  nigdy  zbrojna  siła  do  posiadłości  jego  nie  wkra,* 
czać. '■-)  W  marce  Wschodniej  (Austryi)  utrzymał  się  sprzymie- 
rzeniec Świętopełka,  Aribo,  a  w  Karyntyi  po  dawnemu  rządził 
Arnulf,  wielce  niezadowolony  z  umowy  w  Konigstedten,  którą 
dopiero  w  następnym  r,  885  dotrzymać  zaprzysiągł.^^)  Około 
tego  czasu  i  prawdopodobnie  po  zawarcin  pokoju  w  Konigstedten 
(884),  wszczęła  się  wojna  Świętopełka  z  potężnym  księciem  Wi- 
ślickim. Według  żywociarza  ś.  Metodego,  apostoł  słowiańsk', 
przewidując  wojnę  z  bardzo  potężnym  poganinem  księciem  Wiślicy, 
który  urągał  chrześcianom  i  czynił  im  psoty,  upominał  go  przez 
posłów  aby  się  oclirzcił  dobrowolnie  na  swojej  ziemi,  bo  inaczej 
będzie  do  niewoli  wzięty  i  zmuszony  zostanie  przyjąć  cłirzest  na 
obcej  ziemi.     „Tak  też  się  stało."''*) 

Dla  objaśnienia  tego  lakonicznego  zapisku  przybywa  na  po- 
moc pisarz  z  połowy  X  w.  Konstanty  Purpurorodny,  według 
wiadom.ości,  którego  z  „nieclirzczonycti  mieszkańców  z  nad  Wisły, 


ad  opus  suum  habere  v;sus  est.  Kleimayrn.  Iuvavia.  Anhang.  p.  Ii6...  Tu- 
dzież annaluta  fuldeński,  podający  do  wiadomości,  że  w  r.  892  posłowie  od  Arnulfa 
do  Bółgarów,  aby  soli  Morawianom  nie  sprzedawali,  nie  śmiejąc  przechodzić  przez 
ziemie  do  Świętopełka  należące,  musieli  z  kraju  Braczyslawa  dążyć  po  rzekach  Odrze, 
Kulpie  i  Sawie.  Wissi  autem  propter  insidias  Zuentibaldi  ducis,  terrestre  iter  non 
valentes  habere,  de  regno  Brazlavonis  per  fluvium  Odagra,  usque  ad  Culpam,  dein  per 
fluente  Save  fluminis  navigio  in  Bułgaria  perducti.  Annal.  Fuldens.  an.  892.  — 
Porów    Dudik.  I.  260. 

'■)  Zentibaldus  dux  cum  principibus  suis,  sicut  mos  est,  per  manus  impera- 
toris  efticitur,  contestatus  illis  fidelitatem  juramento  et,  usąue  dum  Karolus  vixisset 
nunquam  in  regnum  suum  hostili  exercitu  esset  venturus,  Anna).  Fuld  an.  884. 
Z  tego  chciano  uważać,  że  Pannonia  ustąpiona  była  Świętopełkowi  na  prawie  len- 
nem. Szafarzyk.  Star.  Slow.  §  41  s.  482  cyt.  49.  Ale  Świętopełk  jako  zwycięzca 
i  zdobywca  Pannonii ,  nie  miał  konieczności  zobowiązywać  sie  służebnością  lennika. 
„Warunki  pokoju  dyktował  zwycięzca."  Uspienski:  IlepBbia  CiaBHHCKia  MOHapxiiI 
s.  82.  Dodamy,  że  wyrażenie  kronikarsliie.  o  zachowaniu  przez  Świętopełka  wier- 
ności, ograniczone  warunkiem  nie  wkraczać  za  życia  cesarza  Karola  Otyłego  zbrojnie 
do  posiadłości  jego,  nie  oznacza  jeszcze  przyjęcie  od  cesarza  Pannonii  na  prawie  len- 
nem, wieczyście. 

*')  An.  885.  Pace  in  oriente  inler  Arr.olfo  et  Zutntibaluo . . .  jusjurando 
constatere  firmatur.     Annal    Fuld.  an.  885, 

")  Cytatę  patrz  w  tomie  II  dzieła  tego  f.  119.  —  Pannoński  Żywot  ś,  Me- 
todego.    Rozdz.   II   według  lvodeUsu  moskiewskiego. 


—       128       — 

raczej  z  nad  r.  Nidzicy,  przybyło  i  osiadło  nad  rzeką  Zachlumą 
pokolenie  Wyszewita,  syn  którego  Michał  był  prokonsulem  i  pa- 
tryciuszem."^^)  —  Porównywając  czas  wygnania  przez  Morawia- 
nów  poganina  księcia  Wiślicy  (r.  884 — 885)  z  wiadomością  Kon- 
stantego, zapisaną  około  r.  950,  badacze  zgadzają  sie,  że  oclirzczony 
Michał  Zachlumski  prawdopodobnie  był  synem  pogańskiego  księ- 
cia Wiślicy,  Wyszewita.^") 

Po  wygnaniu  księcia  Wiślicy,  obszerne  jego  posiadłości  po 
stokach  Karpatów,  tak  zwane  ziemie  Chrobackie,  rozszerzyły 
panowanie  Świętopełka  ku  północy  do  niewiadomej  nam  granicy, 
a  ku  wschodowi  jeśli  i  nie  do  rzeki  Styru,  to  przynajmniej  do  r. 
Stryja.'')  W  połączeniu  zaś  nabytku  tego  ze  zdobyczą  Panno- 
nii  w  roku  881,  sięgającej  aż  do  r.  Drawy,'^)  państwo  Święto- 
pełka powiększyło  się  we  dwoje.     Niewielkie  księstwo  Morawskie, 


^*)  Wiedzieć  należy,  źe  pokolenie  prokonsula  i  patrycyusza  Michała,  syna 
BouffSiSouT^rj,  archonta  Zachlumian,  przeszło  od  niechrzczeńców  mieszkających  nad 
]}i<T?.ac,  nazywającą  się  JiZ^iy.rj  i  osiadło  nad  rzeką  nazwiskiem  Zachlumą.  Const. 
Porphirog.     De  administrando  imperii.  cap.   33. 

'^)  Nazwa  Dicyke,  bezwątpienia  użyta  zamiast  Nidzica,  nad  którą  leży 
gród  starożytny  Wiślica.  Co  sie  tyczy  imienia  li(iutT^,3ouT^rj,  to  według  Bielowskiego 
wypadałoby  czytać  Wysławić  lub  Wysław.  (Monumen.  Pol.  I  s.  38),  a  we- 
dług Lelewela  W  y  s  z  e  w  i  t.  Narody  na  ziemiach  słowiańskich  VIII  27  30  s.  686 
i  663.  —  Erat  temporibus  illis  urbs  famosissima  in  regno  Lechilarum,  murorum  al- 
titudine  circumspecta,  nomine  Wyslicia,  cujus  olim  princeps,  tempore  paganismi 
luerat  W  y  s  1  a  u  s  decorus,  qui  et  ipse  de  stirpe  regis  Pompilii  duxerat  originem. 
Boguchwał.     Chronić,  cap.  20,  w  Bielowskiego  M.  Pol.  II.  s.  510. 

^'')  Dyplom  Henryka  IV  r.  1086,  oznaczający  granice  i  posiadłości  biskup- 
stwa Prażskiego,  do  którego  niegdyś  nietylko  Czechy,  lecz  i  Morawia  należały,  wy- 
licza różne  plemiona  i  naznacza  granice:  ab  oriente  hos  fluvias  habet  terminos:  Bug, 
scilicet  Z  tir  cum  Krakowa  civitate  provinciaque,  cui  Wag  nomen  est,  cum 
omnibus  regionibus  ad  praedictam  urbem  pertinentibus,  quae  Krakowa  est.  Dyplom 
ten,  zapisany  w  kronice  Kozmy,  ma  być  potwierdzeniem  dyplomu  Ottona  II  przy 
ustanowieniu  biskupstwa  Prażskiego  r.  973  wydanego.  (Erben.  Regesta,  s.  73). 
Opierając  sie  na  tym  dyplomie,  dziejopisowie  mniemają,  że  granice  państwa  Mora- 
skiego  sięgały  aż  do  granic  biskupstwa  morawsko -czeskiego,  t.  j.  aż  do  r,  Styru, 
a  na  południe  od  Karpatów,  do  r.  Torysy.  Szafarzyk  nazwę  Z  tir  wykłada:  Stryj. 
Staroż.  Slow.  §  41,  5,  przypisek  46. 

1')  Konstanty  Purpurorodny  oznacza  Syrmium,  teraz  Mitrowica,  jako  pogra- 
niczny z  Morawiją  punkt.  —  De  Administrando.  cap.  40. 


129       ~^ 

nawet  w  połączeniu  z  księstwem  Nitrauskiem  (Slowaczyzna),  skła- 
dało ledwo  czwartą  cześć  posiadłości  Świętopełka  w  r.  884.  Cu- 
dzoziemcy, ze  zdziwieniem  patrząc  na  wzrost  państwa  Morawskie- 
go, które  się  mogło  z  królestwem  Niemieckiem  mierzyć,  utytuło- 
wali Świętopełka  królem,*^)  a  państwo  jego  „Wielką  Morawą" 
nazwali.-**) 

Związkowi  z  Morawią  Czecliowie  i  Serbowie  nadłabscy  cie- 
sząc się  spokojem,  odetclinęli  troclię  po  dawniejszych  zniszczeniacli 
icli  krajów  przez  pogranicznycłi  markgrafów.  Nawet  nie  nale- 
żący do  związku  Morawskiego  Obodryci,  korzystając  z  odcią- 
gnięcia sił  niemieckicłi  przez  Świętopełka  w  inną  stronę,  niepod- 
ległość zyskali.-^) 

3.   Ostatnie  lata  pasterstwa    Metodego.     Śmierć  jego   r.    885.     Wiching 
intryguje  znowu.     Papież    Stefan    VI  zabrania    liturgiję   słowiańską.     Upa- 
dek obrządku  słowiańskiego. 

Zerwanie  pomiędzy  Świętopełkiem  a  Arnulfem  przyjaźni 
w  r.  882,  tudzież  ustąpienie  z  Morawii  Wicłiinga,  a  z  nim  i  zmniej- 
szenie nieprzyjaznego  kościołowi  słowiańskiemu  wpływu  niemie- 
ckiego, podawały  ^Metodemu  zręczność  do  spokojniejszej  pracy 
w  powierzonej  pieczy  jego  metropolii.  —  Do  zrobienia  zostawało 
bardzo  dużo!  Pomagać  mu  należało  przedewszystkiem  do  Święto- 
pełka, ale  książę  ten,  nieprzyjaźnie  usposobiony  jak  do  Metodego, 
tak  i  do  obrządku  słowiańskiego,  milczał  i  cierpiał  Metodego 
tylko  dla  tego,  że  go  wygnać  z  kraju  nie  śmiał.  Nie  upadał  je- 
dnak Metody  na  ducłiu.  Ostatnie  lata  ż)cia  swego  poświęcił  on 
na  dokończenie  przekładu  ksiąg  ducłiownycli  na  język    słowiań- 


'")     Porównaj  dzieła  tego  tom  II  s.  463. 

"'''j     ::'/'/'«''■'?  M"pa,3ta."  Konstanty  Porphiiog.     De  Adrainistrando.   cap.  40. 

=  ')     Od  napada  Obodrytów,    wspólnie   z  Normanami   na   Nordalbingie  i  pobi- 
cia Niemców  r.  880  (wyżej  cytata  3)  aż  do  r.  S89  o  wyprawach  przeciw  Obodrytom 
nie  słychać      Ale  i  wyprawa  689    r.    była    tylko    zamaskowaniem    innych    zamiarów 
Arnulfa,   o  czem   ni/ćj,   porów,  cytaty  47,  48. 
Tom  III. 


—     130     — 

Ski,^2)  nauczał  lud,  poświęcał  kościoły,^'^)  przygotowywał  księży 
i  nauczycieli.  Jest  nawet  podanie,  że  do  Konstantynopola  po- 
dróżował.^^j  A  gdy  skołatany  wiekiem  i  pracą  zbliżał  się  do 
zgonu,  mąż  święty  patrzał  spokojnie  na  dojrzewające  owoce  dwu- 
dziesto kilko  letniej  pracy,  którą  liczny  zastęp  uczniów  jego  miał 
dalej  prowadzić,  rozszerzać,  utwierdzać  po  wszecli  ziemiach  sło- 
wiańskicłi.  Gdy  go  pytano:  „ojcze  i  nauczycielu  zacny!  którego 
z  uczniów  swoicli  uznajesz  być  godnym  następstwa  po  sobie,"  — 
Wskazał  na  Gorazda,  mówiąc:  ,.on  wasz  ziomek,  maż  swobo- 
dny,  w  piśmie  łacińskiem  dobrze  wyćwiczony,  prawowierny, 
niecił  więc  z  nim  będzie  wola  Boża  i  wasza  miłość,  tak,  jak  jest 
moja."  —  W  niedzielę  kwietną  (wierzbną),  gdy  się  lud  wszystek 
zebrał,  wszedł  do  kościoła  chory  już,  kazał  błogosławiąc  cesarza, 
księcia,  kler  i  lud  wszystek....  I  rzekł:  ,.strzeżcie  mnie,  dzieci, 
do  dnia  trzeciego."  2^)     A  gdy  zawitał  trzeci  dzień  na  rękach  ka- 


22)  Według  „Żywota  ś.  Metodego"  rozdz.  15.  Wybrał  (on)  z  pomiędzy 
swych  uczniów  dwóch  księ/.y,  biegłych  w  szybkiem  pisaniu,  i  przeloiył  wszelkie 
księgi  (Pisma  ś),  prócz  Machabeuszów,  z  greckiego  na  język  słowiański...  Pierwej 
bowiem  z  tiłozofem  przełożył  był  tylko  psałterz  i  ewangeliję  z  apostołem  i  wybra- 
nemi  mszami  Icościelnemi,  wtedy  zaś  przełożył  i  nomokanon  czyli  prawidła  zakonu 
i  księgi  ojców.  Szczegółowy  rozbiór  prac  ś.  Metodego  nad  przekładem  Icsiąg  du- 
chownych podany  w  Pogodina.  KHpn.oo-McoojieBCidii  cóopniiifL,  1865.  przez  arcy- 
biskupa Filareta  czernihowskiego,  str.  60  i  następ. 

°^)  W  liczbie  innych,  Metody  poświęcił  29  Czerwca  r.  884  kościół  śś.  Piotra 
i  Pawła  w  Brnie.    Erben  Regesta,  N.  45. 

^*)  W  „Żywocie  ś.  Metodego"  czytamy,  że  cesarz  (Wschodni)  dla  upewnie- 
nia się  w  prawowierności  Metodego,  zaprosił  go  do  siebie.  „Poszedł  i  przyjął  go 
cesarz  z  wielka  czcią  i  radością,  podobała  się  mu  jego  nauka,  zatrzymał  z  uczniów 
jego  lvsiędza  i  dyakona  z  księgami.  Wszystkie  zaś  żądania  wypełnił,  jako  chciał,  ni- 
czego nie  odmawiając,  uścisnął  go,  obdarzył  hojnie  i  odesłał  ze  czcią  do  swojćj  sto- 
licy. Tak  też  i  patryarcha."  Bielowski.  M.  P.  I,  s.  109  Wiarogodności  podania 
o  podróży  Metodego  do  Konstantynopola  niemieccy  i  niektórzy  słowiaiiscy  pisarze 
zaprzeczają.  Porów.  Górskiego.  W  Kiipii.MO-MeooJiieBCKiii  c6opiiHK'b,  1865,  s.  38 
Bilbasowa,  KiipiiJiAl,  11  Meo.,  str.  102.  Inni  mniemają,  że  to  mogło  się  stać  pod- 
czas walki  Świętopełka  z  Arnulfem  (882—8841  Uspienski,  IlepBbm  C^aBaiiCKla 
Monapx,  89. 

25)  Według  „Żywota  ś.  Metodego"  rozdz.  17.  Przepowiednię  o  śmierci  po 
upływie  trzech  dni  potwierdza  i  „Bólgarska  Legenda".  „Żywot  ś,  Klemensa"  roz- 
dział VI. 


płanów  spoczął  w  Bogu,  dnia  6  kwietnia,  indykta  3,  r.  6393  od 
stworzenia  świata,  t.  j.  r.  885.-?)  —  Nabożeństwo  żałobne  odpra- 
wiono w  trzech  językacli:  słowiańskim,  łacińskim  i  greckim.  „Nie- 
zliczone tłumy  ludu"  przeprowadzały  z  płaczem  zwłoki  paste- 
rza,-^ które  pogrzebiono  w  sobornej  cerkwi  po  lewój  stronie, 
w  ścianie  za  ołtarzem  Bogarodzicy,-^)  bezwątpienia,  w  Welegra- 
dzie,-®)  w  którym,  jako  w  stolicy  państwa  i  metropolii,  najwłaści- 
wiój  katedrę  i  rezydencyję  stałą  arcybiskupa  upatrywać. 

Śmierć  Metodego  odkryła  szeroką  drogę  intrygom  w  Rzy- 
mie i  na  Świętopełka  dworze  przeciw  kościołowi  słowiańskiemu 
w  Morawii.  Polecony  przez  Metodego  na  biskupa  Gorazd,  nie 
był  jeszcze  konsekrowanym,  innego  biskupa  w  Morawii  nie  było; 
zostawał  tylko,  błąkając  się  za  granicą  swej  dyecezyi,  biskup  Ni- 
try, Wiching.    Korzystając  z  pogodzenia  się  Świętopełka  z  Arnul- 

-*')  O  czasie  śmierci  Metodego  długo  i  szeroko  rozprawiano,  ale  w  drugiej 
polowie  bieżącego  wieku  zgodzono  się,  że  wypadek  ten  nastąpił  rzeczywiście  6  Kwie- 
tnia r,  885.  Na  tej  podstawie  jubileusz  tysiąco-letniej  rocznicy  śmierci  ś.  Metodego 
obchodzono  z  niezwykłą  uroczystością  w  Morawii,  na  ruinach  Welehradu,  jak  ró- 
wnież i  we  wszystkich  ziemiach  słowiańskich,  6  Kwietnia  r.  1885.  W  pamięć  tej 
znakomitej  uroczystości,  napisano  mnóstwo  pięknych  monografii  o  śś.  Cyrylu  i  Me* 
todym  w  różnych  językach  słowiańskich,  tudzież  na  nowo  rozważono  wiadomości  ty- 
czące się  daty  śmierci  ś.  Metodego.  Po  głębokiem  zastanowieniu  przekonano  się,  że 
wszystko,  co  o  tym  wypadku  powiada  „Żywot  ś.  Metodego",  jest  nlepbdlegającą  za- 
przeczeniu prawda.  Wszystkie  pomniki  potwierdzają  chronologiczny  rachunek  pisa- 
rza „Żywota  ś.  Metodego",  albowiem  rok  6393,  to  jest  885  byt  3-cim  indyktem. 
Zmartwychwstanie  Pańskie  przypadało  w  tym  roku  na- 11  Kwietnia,  zatem  kwietna 
niedziela  na  4  Kwietnia,  a  trzeci  dzień  po  tej  niedzieli  był  wtorek  na  Wielkim  ty- 
godniu, t.  j.  6  Kwietnia  885  r,  Jagicz,  BonpocT.  o  Eiipii.ufc  u  Meoojiii  btj  c.ia- 
BancKofi  <i)n.io.Toriii,  mowa  jego  5  Kwietnia  r.  1885,  w  dodatku  do  tomu  51  za- 
pisek cesarskiej  Akademii  Nauk  w  Petersburgu  r.  1885.  W  uwadze  4  do  tego  do- 
datku przytoczone  są  szczegóły  ze  wszystkich  pomników  słowiańskich,  potwierdza- 
jące wiarogodność  daty  6  Kwietnia  r.  885. 

2')     Żywot  ś,  Metodego,   17. 

2*)  Połozisza  w  sŁbornieji  cerŁkwi  (Żywot  ś.  Metogo,  17).  Leźit  ze  w  weliciej 
cerkowi  Morawstjej  ot  lewuju  slranu,  w  stienje  za  ołtarem  swietyje  Bohorodice,  Le- 
genda Serbska,  czyli  „Żywot  śś.  Cyryla  i  Metodego",  Kałajdowicz.  loailllT)  ;)K3apX'L 
6ojirap,  s.  90. 

2")  Nazwa  grodu  w  legendach  nie  wzmiankuje  się;  innych  wiadomości  nie 
mamy,  i  tylko  przez  prawdopodobieństwo  uważamy  dzisiejsze  Hradiszcze  na  zwali- 
skach dawnego  Welegradn,  za  miejsce,  w  którem  pogrzebane  były  zwłoki  ś.  Me- 
todego. 

9* 


—       132       — 

fem,  który,    zamierzając  strącić    z  tronu    Karola  Otyłego,    szukał 
w  potężnym  księciu  morawskim  sprzymierzeńca,    Wiching  intry- 
gował w  Rzymie  na  własną  rękę,    a  nowoobrany  papież,  Stefan 
VI  (S85 — 891),  wcale  różnycłi  od  Adryana  II  i  Jana    VIII  uspo- 
sobień,   przecliylając   się    do    życzenia    Wicliinga    zająć    godność 
arcybiskupa  morawsko  -  pannońskiego,  dał  się  wprowadzić,  może 
i  bezwiednie,  w  błąd,  względem  prawowierności  nauki  Metodego. 
W  skutek  zabiegów  Wicliinga  Stefan    VI    w  liście    do    Święto- 
pełka pisanym  w  r.    885, "'"j    objaśniając    dogmat    o    pochodzeniu 
Ducha   świętego,    zawiadamiał,    że    „w   poznaniu    tego    świętego 
dogmatu  mocnym  uznaje  Wichinga,  przewielebnego  biskupa  i  naj- 
milszego brata  swego,    którego  posłał  do  was  (Świętopełka)    dla 
zarządu  powierzonego  mu  kościoła,    ponieważ  dowiedzieliśmy  się 
o  waszej  wzajemnej  przyjaźni  i  twojej  pieczy  o  nim.     Przyjm  go 
szczerze  i  bądź  z  nim  jak  z  ojcem  duchownym  i  pasterzem,  oka- 
zując mu  cześć  i  szacunek  . . .  Przyjmie  on  na  siebie  pieczę  o  spra- 
wach i  osobach  duchownych,    mając  przed  oczami   strach   Boży, 
będzie  ich  dyspensować."     Zatem  papież  pisał.  „Dziwimy  się  mo- 
cno, dowiedziawszy  się,    że  Metody  trwa  w  błędach,    nie  buduje, 
lecz  niezgodę  rozsiewa,  i  jeżeli  to  prawda,  potępiamy  jego  błędy. 
Klątwa  zaś  ze  zniewagą  wiary  katolickiej  wyrzeczona  niech  spa- 
dnie na  głowę  tego,  kto  ją  wyrzekł.     Ty  zaś  (książę)  i  lud  twój 
w  obec  sądu  Ducha    świętego,  —  niewinni  jesteście,   jeśli    wiarę 
według  przepisów  kościoła  rzymskiego  zachowujecie  stale.    A  że 
tenże    Metody    umyślił    obrzędy     święte,     sakramenty 
i    mszę    odprawiać    w   mowie    słowiańskiej...     to 
m  y  boską  i  naszą  apostolską  władzą,  pod    karą    anatemy, 
zabraniamy,    za  wyjątkiem  jeśliby  prostemu   ludowi    wypa- 
dało dać  naukę,    ewangeliję  lub  skład  apostolski   w  mowie  jego 
ogłosić.  "^^) 


*^)  Stefan  VI  wstąpił  na  stolice  apostolską  w  polowie  r.  885  i  zapewno  nie 
wiedział  jeszcze  o  śmierci  Metodego,  pisząc  list  do  Świętopełka. 

"')  List  ten  w  Erbena  Regestach  pod  N.  49  oznaczony  circa  an,  890  (patrz 
w  Dodatku  I,  N.  19).  Widocznie  jednak,  że  datowany  byl  wcześniej,  pr/.ed  wy- 
sianiem (887 — 8)  legatów  do  Świętopełka. 


r 


0  0 


I 


List  ten,  z- powodu  jego  sprzeczności  z  listami  i  postępowa- 
niem poprzednich  papieży,  Adryana  II  i  Jana  VIII  poczytywano 
za  podrobiony,^-)  obecnie  jednak  autentyczność  jego  udowo- 
dnioną została  znalezionym  niedawno  w  kodeksie  Muzeum  Bry- 
tańskiego,  innym  listem  papieża  Stefana  VI,  tak  zwanem  c  o  m.- 
m  onitorium.  Jest  to  instrukcya  papiezka  biskupowi  Domi- 
nikowi, tudzież  księżom  Janowi  i  Stefanowi,  legatem  do  „Słowian", 
wyprawionym  w  podróż  do  Świętopełka  w  r.  887 — 888.  —  W  owem 
commonitoriura  oprócz  przestrzegania  zasad  wiary  i  postów,  Ste- 
fana VI  stawi  na  uwagę  misyi,  że  ,.msza  i  przenajświętsze  służby 
Boże,  które  Metody  w  języku  słowiańskim  celebrować  (odpra- 
wiać) przedsięwziął,  cłiociaż  i  były  w  swym  czasie  przez  poprze- 
dniego papieża  Jana  VIII  dozAvolone,  dalej  jednak  władzą  apo- 
stolską pod  żadnym  względem  dopuszczane  być  nie  mogą  i  za- 
braniają się  Gdyby  jednak  znalazł  się  ksiądz  słowiański  tak 
uczony,  iżby  po  przeczytaniu  przenajświętszej  ewangelii,  mógł 
ją  wyjaśnić  dla  nauki  tych,  którzy  po  łacinie  nie  rozumieją,  to 
się  dopuszcza  i  dozwala." 

Nakoniec  Stefan  VI,  zdaje  się  mając  na  uwadze  Gorazda, 
w  commonitorium  owem  wyraził  życzenie,  aby  następca,  którego 
sobie  Metody,  wbrew  prawidłom  ojców  świętych,  ustanowił, 
urzędu  bi^^kupiego  nie  sp^-awował,  dopóki  nie  stawi  się  przed 
papieżem  i  ustnie  sprawy  swej  nie  wyłoży." ^•^) 

W  obec  podobnego  usposobienia  Stefana  VI  i  podstępów 
Wichinga,  los  kościoła  słowiańskiego  i  przyszłej  cywilizacyi  Sło- 
wian, zależała  od  Swiętopjłka.  Ale  on,  w  tym  czasie,  łudząc  się 
przyjaźnią  podstępnego  Arnulfa  i  nie  sprzyjając  obrzędom  sło- 
wiańskim, pozwolił  Niemcom  gospodarować  w  kośńele  moraw- 
skim według  swej  woli:    „Rzekli   więc    Niemcy:    pozbądźmy    się 


3*)  Takiego  zdania  byli:  Erben,  Regesta  Boh.  s.  2i;  Ginzel,  Geschichte  der 
Slawenapostel,  s.  9;  Dudik,  Mjihr.  Gesch.  I,  282—3;  Diimmler,  Gesch.  d.  Ostfrank. 
Reichs,  II.  Ale  w  tak  zawanem  commonitorium  Stefana  VI,  o  czem  niżej  powie- 
my, w  punkcie  Xin  jest  wzmianka  o  powołaniu  się  papieża  na  list  poprzedni:  ,,si- 
cut  decrevit  epistoła."     Patrz  w  Dodatku  I,  N.   17. 

")     Patrz  w  Dodatku  I,  N.  17.     Starine  ks.  XII,  s.  220,  N.   14. 


—     134     — 

Gorazda,  aby  w  nim  Metody  nie  ożyl",^*)  a  korzystając  z  powol- 
ności Świętopełka,  na  arcybiskupstwo  morawskie  Wichinga  wy- 
nieśli.^•'^}  W  obronie  zasad  Metodego  stawali  przed  Świętopeł- 
kiem Gorazd  i  Klemens,  przekładali  mu  wyznanie  swe  o  pocho- 
dzeniu Ducha  świętego  niezgodne  z  pojmowaniem  dogmatu  tego 
przez  Niemców;  głównie  jednak  Niemcom  chodziło  o  utrzymanie 
władzy  i  łacińskiego  języka  w  liturgii,  A  gdy  księża  słowiańscy 
na  to  zgodzić  się  nie  chcieli,  Świętopełk,  dogadzając  Niemcom, 
postanowił,  że  ,.kto  się  będzie  sprzeciwiał  nauce  duchowieństwa 
niemieckiego,  ten  pozbawiony  zostanie  opiekł  prawa."  *^^)  Niemcy 
rozpoczęli  prześladowanie  księży  słowiańskich,  których  do  200 
liczono,  wzięli  ich,  bili,  młodszych  sprzedawali  żydom,^'^)  a  nau- 
czycieli: Gorazda,  Klemensa,  Laurentego,  Nauma,  Angelara  i  wielu 
innych,  w  kajdany  okutych  do  więzienia  wtrącili. ^^)  Wszystko 
to  działo  się  podczas  nieobecności  Świętopełka,  z  czego  korzy- 
stając Niemcy,  rozkazali  żołnierzom  grubianom,  „ponieważ  ci 
także  byli  Niemcy,  z  natury  swej  skłonni  do  zwierzęcości,"  — 
wygnać  księży  słowiańskich  za  granicę  kraju. •'^)  Obdarci,  gło- 
dni, ścigani  przez  wrogów  księża  słowiańscy,  dla  uniknienia  prze- 
śladowania, zmuszeni  rozłączyć  się  z  sobą,  dążyli  manowcami, 
dokąd  oczy  prowadziły.  Klemens  z  Naumem  i  Angelarem,  prze- 
prawiwszy się  przez  Dunaj  pod  Biełgradem,  dostali  się  do  Bółga- 
ryi,  gdzie  przez  cara  Borysa  z  szacunkiem  przyjęci,  przyłożyli 
się  do  rozpowszechnienia  chrześciaństwa  i  pisma  słowiańskiego. 
Klemens  zbudował  sławny  klasztor  w  Ochry dzie,  potem  został 
pierwszym  bółgarskim  biskupem  z  rezydencyą  w  Wielicy,^")  w  po- 
łudniowej części  Macedonii,  w  krainie  Dragowiczów,  pogrzebiony 


3^)  Legenda  Bólgarska,  Vita  s.   Clementis,  cap.  7. 

'5)  Ibidem, 

"")  Rzekł  książę:  jeżeli  komukolwiek  udowodniono  będzie,  że  wierzy  nie 
według  nauki  Franków  (Niemców),  takowy  ma  być  im  wydany,  a  oni  mogą  uczynić 

z  nim,  co  zechcą.    Vita  s.  Clementis^  c.  7. 

•■'')  Ibidem  cap    11, 

'*)  Ibid.  cap.   12. 

•'9)  Ibid.  cap.   13. 

■*o)  Ibid.   14,   15,   16,  20,   23. 


—     135     — 

w  Ochrydzie.  Naum,  wierny  towarzysz  Klemensa  i  pisarz  du- 
chowny nauczał  w  Diowalu,*^)  tamże  pogrzebiony.  Gorazd,  Sabba 
i  Luarenty,  udawszy  sie  inną  drogą  do  Macedonii,  również  zano- 
sili tam  oświatę,  wyległą  na  ziemi  Morawskiej.  Z  nich  Gorazd, 
mianowany  arcybiskupem,  wielce  przyczynił  się  do  rozszerzenia 
kościoła  słowiańskiego  w  Bółgaryi,  i  obsadzenia  miejsc  ducho- 
wnych rodowitymi  Słowianami  zamiast  Greków.  Zwłoki  jego  spo- 
czywają w  klasztorze  przy  mieście  Berat  w  Albanii.*^)  —  Cóż 
się  stało  z  resztą  księży  słowiańskich,  których  w  Morawii  do 
200  liczono?  —  Dzieje  o  nich  milczą.  Tylko  domyślać  się  może- 
my, że  z  nich  jedni  przed  zaciętością  hierarchii  niemieckiej,  pod 
zarządem  Wichinga,  skrywać  się  musieli,  inni  uciekali  za  granicę, 
roznosząc  do  braci  Słowian  naukę  i  pismo  słowiańskie.  Niemcy 
pragnęli  zarodek  kościoła  słowiańskiego  w  Morawii,  jak  pszczoły 
w  ulu  zniszczyć,  a  tymczasem  wygnanie  z  Morawii  uczniów  Me- 
todego przyspieszyło  rozszerzenie  tego  kościoła  na  ogromnej 
przestrzeni  Słowiańszczyzny.  Dziwne,  zaiste,  losy.  Wiching  do- 
bijał się,  aby  zostać  arcybiskupem  morawskim,  omylił  się  je- 
dnak, albowiem  biskupi  salcburgski  i  passawski  nie  dla  tego  do- 
bijali się  usunięcia  Metodego  i  nauki  jego,  aby  nową  dyecezyę 
stworzyć,  lecz  jedynie  w  celu  przyłączenia  ziem  morawskich  do 
własnych  dyecezyj. 

4.    Arnulf  w  zgodzie  ze  Świętopełkiem.    Wyprawa  Arnulfa  przeciw  Obo- 
drytom  r.  889.    Zjazd  w  Omuntesburgu  r.  890.    Arnulf  wzywa  na  pomoc 
Węgrów,  —  wojuje  ze  Świętopełkiem  r.  892—894.   Wiching  ucieka  z  Mo- 
rawii r.  893.     Zgon  Świętopełka. 

W  tym  czasie,  kiedy  Metody  zstąpił  do  grobu,  państwo  Mo- 
rawskie doszło  do  najwyższego  stopnia  potęgi,  z  którą  sąsiadom 
liczyć  się  wypadało.  Pojmując  to,  książę  Karyntyi  Arnulf,  wnet 
po  zawarciu   umowy   w  Kónigstedten,    szukał   przyjaźni  Swięto- 


^')     Legenda  Macedońska.    Żywot  ś.  Nauma.  —  Diówal,  lub  Diowia  w  ból- 
garskiej  części  Macedonii  na  polndnie  od  jeziora  Ochrydskiego. 
*^)     Dudik.  Mahr.  Gesch.  I,  284. 


—     136     — 

pelka,  w  nadziei  z  jego  pomocą  strącić  z  tronu  stryja  swego 
Karola  Otyłego  i  samemu  cesarzem  zostać.  Świętopełk  także 
okazał  sie  powolnym  dla  Arnulfa,  pozwolił  Wichingowi  zająć 
mifjsce  arcybiskupa  morawskiego,  gnębić  obrządek  słowiański, 
a  w  jakim  celu  wszystko  to  czynił,  —  z  dziejów  nie  dostrzegamy. 
Wszakże  dwaj  tacy  przebiegli,  podstępni,  nie  pogardzający  ża- 
dnemi  środkami  dla  dopięcia  zamiaru  władzcy,  bezwątpienia,  dar- 
mo niczego  zrobić  nie  myśleli.     Zwróćmy  uwagę  na  wypadki. 

W  r.  887,  Arnulf,  powstawszy  przeciw  clioremu  i  do  rzą- 
dów niezdatnemu  Karolowi  Otyłemu,  ruszył  z  wojskiem  Nory- 
ków  i  Słowian  ^=^)  na  Tribur  (Trir),  gdzie  się  cesarz  znajdywał, 
strącił  go  z  tronu  i  już  w  początku  r.  888  przyznany  będąc  kró- 
lem niemieckim,  liołd  stanów  w  Regensburgu  odbierał.  Zkądże 
się  wzięło  u  niego  wojsko  słowiańskie?  Według  zdania  liistory- 
ków,  Arnulf  za  okazaną  mu  pomoc  ustąpił  Świętopełkowi  Cze- 
chy, na  które  Niemcy  od  dawna  rościli  sobie  prawo.^^)  Przeciw 
podobnemu  zdaniu  powstawał  Szafa rzyk,  twierdząc,  że  już  od 
r.  871  Czecłiy  stały  pod  rozkazami  Świętopełka  i  że  Arnulf  nie 
mógł  mu  ustąpić  tego,  czego  sam  nie  posiadał.^^)  Nowsi  liisto- 
rycy  usiłują  pogodzić  nieporozumienie  w  ten  sposób,  że  Arnulf 
zrzekł  się  na  korzyść  Świętopełka  daniny,  którą  na  Czechów  Ka- 
rol W.  nałożył,  i  że  z  ustąpieniem  rocznego  trybutu  500  marek 
srebra  i  120  tucznych  wołów,  Arnulf  zrzekł  się  razem  na  korzyść 
Świętopełka  władzy  najwyższej  w  Czechach, ^^)    spodziewając  się 


^•^)     Annal.  Fuld.   an.  887. 

^*)  Zwyczajnie  historycy  powołują  sie  na  Regino,  który  zapisał:  Anno  890 
Arnulfus  rex  concessit  Zuentibaldo,  Marohensium  Sclavorum  regi,  ducatura  Behemen- 
sium,  qui  hactenus  principem  suae  cognationis  ac  gentis  super  se  habuenint,  Fran- 
corum  regibus  fidelitatem  premissam.  —  Za  Niemcami  poszedł  p.  Grot,  upewnia- 
jąc, że  „Arnulf  otrzymał  od  Świętopełka  pomoc  za  ustąpienie  mu  najwyższej  władzy 
w  Czecliach.    MopaBJH  u  Ma^BApu,  1881,  s.  136. 

■*s)  Szczegółowe  objaśnienie  poglądu  na  tę  sprawę  porlal  Szafarzyk  w  Star. 
Slow.  §  39,  8,  str.  452. 

4")  Dudik.  Mahr.  Gescli.  I,  291.  Najdokładniej  sprawę  tę  rozpatrzywszy 
ITermanegild  Ireczek,  zgadza  się  z  wiadomością,  zapisaną  przez  Kegino  pod  r.  890, 
i  objaśnienie  swe  wypowiada  w  te  słowa:  „rokem  890  końce  se  prvni  doba  pomeru 


—     ij/     — 

za  to  zyskać  powolność  jego  w  zajściach  Niemców  z  Normanami 
i  Obodrytami.  Sprawy  ówczesne  Europy  środkowej  tak  się  po- 
krzyżowały, że  obrót  polityki  zależał  od  tego,  co  powiedzą  Ar- 
nulf  i  Świętopełk.  Musieli  więc,  pomimo  głębokiej  nienawiści 
udawać  przyjaciół  i  dla  rozstrzygnienia  spraw  ważniejszycli  po- 
rozumiewać się  między  ?obą.  Dla  uregulowania  spraw  państwa 
Niemieckiego  Arnulf  naznaczył  zjazd  w  Forłiejmie,  dokąd  przy- 
byli posłowie  słowiańscy,  prawdopodobnie  od  Świętopełka.  Na 
tym  zjeździe  umówioną  została  wyprawa  przeciw  Obodrytom/') 
dla  zamaskowania  zamiarów  Arnulfa,  —  utwierdzić  powagę  swą 
w  Saksonii  z  pomocą  zorganizowanej  w  niej  siły  zbrojnej.  Wy- 
prawa z  ogromnemi  siłami  skończyła  się  niepomyślnie.*®)  Ar- 
nulf, mając  potężne  siły,  nie  próbował  uŻ3^cia  ich  przeciw  Obo- 
drytom,  a  przeciwnie,  pozwoli!  wojsku  rozejść  się,  sam  zaś  spie- 
sznie do  Frankfurtu  zdążył  (r.  889),^^)  bo  właśnie  w  tym  czasie 
knuł  przeciw  Świętopełkowi  zmowę  z  Ból  garami,  ^•^)  Braczysła- 
wem,  księciem  między  Sawą  i  Drawą, ^')  wreszcie  ze  zbliżającymi 
się  ze  wschodu  Węgrami. 


Cech  k  riśi  franske.  Slovanske  pravo.  1863,  I,  s.  232."  Ale  o  ustąpieniu  Czech 
w  r.  890  tnógl  pisać  tylko  c/.lowiek,  mało  obznajomiony  z  ówczesnemi  sprawami, 
jakim  byl  Regino.    Uspienski.   IlepDUa  CiauflHChia  Monapxin,  s.  84,  przypisek  4. 

*')  An.  889.  Exeunte  mensę  Majo  rex  (Arnulfi  apud  vil]am,  quae  dicitur 
Forahhejm  generałem  conventum  habuit.  Advenientibus  etiam  ibidem  undique  na- 
tionum  legatis,  Nortmannorum  scilicet  ab  Aąuilone,  Sclavanorum,  pacifica  optentes; 
quos  rex  audivit  et  sine  mora  absohit.  Inde  itaque  edictum  est  in  exercitum  ire  ab 
Obodritos,  sed  antę  placitum  curte  regia  habere  cum  Francis  regi  complacuit.  Per- 
ventum  est  igitur,  sicut  antea  dispositum  erat,  ab  Obodritos  cum  maximo  exer- 
citu.  Sed  tamen  ibi  parumper  rebus  prospere  gestis  rex,  data  esercitui  licentia,  ad 
Francofurt  celeri  feslinatione  reversus  est.     Annal.  Fuld.  an.  889. 

**)  Magna  contra  Abodritos  expedicio  ab  eo,  sed  parvo  effectu  mota  est  He- 
(lan.  Auginensis,  an.  889.     Pertz.    M.  G.  VII,   1 10. 

*»)     Porów,  cytatę  47. 

*")  Ze  od  umowy  w  Tuln  r.  864  królowie  niemieccy  ciągle  mieli  na  uwa- 
dze Bólgarów  przeciw  Morawianom  podburzać,  wskazuje  to  poselstwo  r.  892,  patrz 
niżej   przypisek  60. 

*')  AVedlu^  niektórych  dziejopisów,  byl  on  synem  Kociela  i  już  wcześniej 
poddał  s:c  Karolowi  Otytemu  An.  Fuld.  an.  884,  Wladal  kr.ijem  od  r.  Kulpy  do 
Karyntyi. 


-     138     - 

Świętopełk  w  tym  czasie  doszedł  już  do  ogromnego  znacze- 
nia i  wpływu  na  stosunki  polityczne  Niemiec.  Po  całej  granicy 
z  Obodrytami,  Serbami  nadłabskimi  i  Czechami  trwał  pokój 
z  Niemcami,  nie  ważącymi  się  niczego  przedsiębrać,  coby  mogło 
nie  zadowolnić  Świętopełka.  Sam  papież  Stefan  VI  udał  się  do 
niego  w  r,  890  z  proźbą,  aby  pobudził  Arnulfa  pospieszyć  do 
Italii  z  pomocą  przeciw  niedobrym  clirześcianom  i  zagrażającym 
poganom.*^)  Był  to  ważny  powód  do  porozumienia  się  Święto- 
pełka z  Arnulfem,  a  oprócz  tego  zbliżenie  się  Węgrów  do  gra- 
nic słowiańskicłi,  podnosiło  nowe  pytanie  w  polityce  o  przy- 
szłycli  z  nim  stosunkacli.  Bądź  co  bądź,  dwaj  przeciwnicy,  na 
pozór  przyjaciele,  zjecliali  się  w  Omuntesburgu  nad  Dunajem, 
w  marce  Wscłiodniej  (r.  8go).  Szczegółów  tego  zjazdu  nie  zna- 
my, ale  że  międzynarodowe  sprawy  na  tym  zjeździe  nie  były 
jeszcze  załatwione,  wskazuje  to  wysłanie  przez  Arnulfa  już  w  r.  891 
poselstwa  do  Świętopełka,'*-'')  dla  porozumienia  się  względem  spraw 
bieżącycłi,  pomiędzy  któremi  najdraźliwszą  była  sprawa  Braczy- 
sława,  pod  zwierzcłinictwem  cesarza  zostającego.  Przebiegły  Ar- 
nulf  łudził  Świętopełka  układami,  a  tymczasem,  zwróciwszy  wszyst- 
kie siły"  swe  na  Normanów,  zadał  im  straszną  klęskę  przy  Lo- 
wen,  nad  r.  Dyle  891  r,,  poczem  mógł  już  swobodnie  knuć  zmowę 
przeciw  Świętopełkowi,  którego  wezwał  do  marki  Wscliodniej  dla 
porozumienia  się.  Świętopełk  obiecywał  przybyć  do  Arnulfa, 
lecz  gdy  obietnicy  nie  spełnił,  Niemcy  policzyli  to  za  nadzwy- 
czajną zucliwałość'"'^)  i  o  zemście  myśleć  poczęli  (892).  Arnulf, 
mając  na  zawołanie  gotowego  sprzymierzeńca  w  księciu  Braczy- 
sławie,  wszedł  w  układy  z  Węgrami,  którzy  wsławiwszy  się  w  nie- 
dawno przedtem    zaszłej   wojnie  icli  z  Bółgarami,   zyskali  szeroki 


6^)     Erben.    Regesta  N.  48. 

^^)  Rex  legatos  suos  pro  renovanda  pace  ad  Morawos  transmissit.  Annal. 
Fuld.  a.  891. 

^')  An.  892.  Rex  Ulmae  .  ,  ,  natalem  Domini  celebrayit.  Inde  orientem  pro- 
ficiscitur  sperans  ibi  Zuentibaldum  ducem  obviam  habere,  sed  ille  morę  solito  ad 
regem  venire  rcnuit,  fidem  et  omnia  antea  promissa  mentibus  est.  Annal,  Fuld. 
an.  892, 


—     139     — 

rozgłos  w  Europie,  tak  że  odtąd  już  latopiscy  o  nich  wzmianko- 
wać poczeli.'^'^)  Węgry,  według  mniemania  Arnulfa,  mogli  mu 
ważną  pomoc  przeciw  Morawianom  okazać,  a  co  z  tego  mogło 
później  wyniknąćj  Arnulf  mimo  swej  przebiegłości  nie  przewi- 
dział.5«) 

Plan  wojny  ze  Świętopełkiem  Arnulf  przygotował  zawczasu, 
bo  cłiociaż  wojna  wypowiedzianą  została  w  r.  892,  a  jednak  już 
w  Lipcu  roku  tego  trzy  armie  z  różnycli  stron  uderzyły  na  Mo- 
rawie, co  w  owym  czasie,  przy  niedostatku  dróg  bitych  i  bez  na- 
leżytej organizacyi  wojennej,  niemożebnem  było  wykonać  nie- 
zwłocznie, tem  bardziej,  że  przeciw  takiemu,  jak  Świętopełk  zna- 
komitemu wojownikowi,  wypadało  prowadzić  wojsko  liczne  i  do- 
brze wyćwiczone.  Arnulf  to  wszystko  przewidział  i  wtedy,  gdy 
jeszcze  udawał  przyjaciela  Świętopełka,  opasał  go  kołem  nieprzy- 
jaciół. Sam  on  prowadził  od  granic  Bawaryi  ponad  Dunajem 
Franków,  Alemannów  i  Bawarów;  jednocześnie  Braczysław  dzia- 
łał z  południa,  a  Węgry  zagrozili  ze  Wschodu.  Dla  przeszkodzenia 
zaś  Czechom  połączyć  się  ze  Świętopełkiem,  Arnulf  polecił  bie- 
głemu w  sztuce  wojennej  biskupowi  wircburgskiemu  Arntowi 
wkroczyć  z  północy  do  Czech.  Ze  wszystkich  stron  napadnięty 
Świętopełk,  przedsięwziął  taki  sposób  prowadzenia  wojny,  jakiego 
właśnie  Arnulf  nie  życzył  sobie.  Zamiast  wystąpienia  w  otwarte 
pole,  Świętopełk  z  siłami  swemi  zamknął  się  w  grodach  waro- 
wnych, zostawiając  nieprzyjaciołom  kraj  cały  otworem.  Cztery 
tygodnie  wojska  nieprzyjacielskie  łupieżyły  ziemie  morawskie, 
a  że  to  było  w  roku  nieurodzajnym,  doczekały  się  głodu  i  bez 
krwń  rozlewu  do  odwrotu  zmuszone  zostały. ''j  Biskup  Arnt  po- 
ciągnął z  Czech   do  Serbska,    w  okolice   Miszna,    lecz   niedaleko 


*s)     Annal.  Fuld.  an.  892. 

^*)  Arnulfus  interea  . . .  Hungariorum  gentem  in  auxilium  convocat,  mówi 
Widukind,  lib.  I,  cap.  13,  a  potem  dodaje:  Imperante  autem  Aroulfo  destructum  est 
opus  et  via  eis  (Węgrom)  nocendi  patefacta,  eo  quod  iratus  est  imperator  Centu- 
pulcho   regi  Maroorum.    Lib.  I,  cap.    19. 

5')     Annal.  Fuld.  an.  892;  Regino  an,  890—892.    Palacki.    D^/ny  I,   165. 


• —     140     — 

r.  Kamienicy  zamordowanym  został/''^)  jak  mniemano  wówczas 
przez  zdradę  markgrafa  Poppo.'''^) 

Niezadowolony  takim  rezultatem  wojny,  Arnulf  postanowił 
wznowić  ją,  a  dla  pewniejszego  zwalczenia  przeciwnika,  wypra- 
wi! do  Bółgarów  poselstwo,  domagając  sie,  chociaż  bezskutecznie, 
odnowienia  przymierza  zawartego  w  Tuln  jeszcze  w  r.  864,  aby 
przeciąć  dowóz  z  ich  kraju  do  Morawii  soli. 

Posłowie  Arnulfa,  zmuszeni  będąc  obchodzić  kraje  Święto- 
pełka, aby  nie  wpaść  w  jego  ręce,  podróż  do  Bółgaryi  odbywali 
po  rzece  Sawie,  przez  kraje,  należące  do  księcia  Braczy sława."") 
Sam  zaś  Arnulf  wkroczywszy  do  Morawii,  wpadł  w  zasadzkę, 
przez  Świętopełka  uczynioną  i  ledwo  z  wielką  trudnością  do  Ba- 
waryi  się  wycofał."')  Jedno  tylko,  co  mu  się  w  tej  wyprawie 
udało,  to  wyswobodzenie  Węgrów,  otoczonych  przez  Morawia- 
nów."-)  Jeśli  przyjąć  na  uwagę  oddalenie  dążących  z  Bawaryi  do 
Morawii  sił  Arnulfa  od  nadciągających  ze  wschodu  Węgrów, 
to  niepojętem  się  staje,  jakimby  sposobem  Arnulf  mógł  wyswo- 
bodzić Węgrów?  Czy  nie  wypada  przypuścić,  że  poselstwo  nie- 
mieckie pobudziło  Bółgarów  podać  pomoc  Węgrom?  Dzieje  o  tern 
milczą,  a  jednak  podobny  wypadek  możebnym  się  zdaje."-^) 

Pomyślny  dla  Świętopełka  bieg  wypadków  wojny  jednał 
mu  stronników  w  obozie  Arnulfa.    Graf  Engelszalk,  ścigany  przez 


•**)     Thietmar.  Chroń.  lib.  I,  cap.  3. 

^^)  Annal.  Alamanici.  892.  Regino  an.  892.  Boppo  dux  Thuringorum  digni- 
tatibus  exspo]iatur.  Annal.  Fuld.  a.  892;  Poppo  dux  Thuringorum  honoribus  pri- 
vatus  est. 

"Oj  Annal.  Fuld,  a.  892.  Ne  salem  Moravanis  vendant.  Porów,  'wyżej, 
przypisek    11. 

^')  Annal.  Fuld.  a,  893.  Arrepto  itaque  rex  itinere,  iterum  regnum  Zuenti- 
baldi  ducis  ingreditur  cum  exercitu,  maxima  parte  illius  regni  expoliata,  propter 
insidias  positas  magna  cum  difficultate  itineris  in  Bavariam  ad  regiam  curtem 
Otingen  reversus  est. 

^^)  Annal.  Sangal.  maj.  a.  893.  Arnulfus  contra  Moravenses  pergebat  et  Aga- 
renos  (Madjarów),  ubi  reclusł  erant,  dimisit. 

"'')  Porów.  Sasinek.  Dejiny  drievnych  narodov  na  użemi  tevajśicho  Uhorska. 
1878.     175  —  176. 


—      141      — 

|b  Arnulfa  za  uwiedzenie  naturalnej  córki  jego,  uciekł  do  Morawia- 
nów,  lecz  później  prz)- wrócony  do  laski  cesarskiej,  grubijańskimi 
postępkami  tak  oburzył  Bawarów,  że  ci  go  oślepili.  Brat  jego 
Wilhelm,  obawiając  sie  o  życie  swe,  wszedł  w  stosunki  ze  Świę- 
topełkiem, za  co  stracony  został.  Ale  z  jakiego  powodu  brat 
Wilhelma,  graf  karyntyjski  Rudpert,  szukający  przytułku  u  Świę- 
topełka, z  jego  rozkazu  zamordowanym  został  ze  wszystkimi  swy- 
mi towarzyszami?^^)  Oczywiście  w  tym  razie  Świętopełk  karał 
zdradę,  prawdopodobnie  za  wiadomością  Wichinga,  a  być  może 
i  przy  uczestnictwie  jego  prowadzoną.  Jako  wierny  przyjaciel 
Arnulfa,  Wiching  knuł  w  tymże  czasie  jakieś  przeciw  Święto- 
pełkowi zamachy,  lecz  skoro  wpadł  w  podejrzenie  u  księcia,  wnet 
spieszną  ucieczką  do  Arnulfa  ratował  się  od  zemsty  Świętopeł- 
ka.*'"^)  Wynagradzając  wierność  Wichinga,  Arnulf  mianował  go 
kanclerzem  państwa  Niemieckiego  (893).^")  Teraz  dopiero  mógł 
Świętopełk  przekonać  się,  jakich  miał  przyjaciół  w  Arnulfie,  Wi- 
chingu  i  innych  w  Morawii  Niemcach,  którzy  go  przeciw  Meto- 
demu  i  obrzędom  słowiańskim  podburzali. 

Znudzony  niepowodzenim  w  walce  ze  Świętopełkiem,  Ar- 
nulf w  jesieni  r.  893  udał  się  do  Regensburga,  zimę  całą  w  Ba- 
waryi  przepędził,  a  w  Styczniu  r.  894  doczekał  się  pośrednictwa 


®*)  Annal.  Fuld.  t.n.  893.  P'rater  quoque  ejus  (Wilhelmi)  cum  Maravanis 
exul  delitescens,  insidioso   consilio  ducis  cum  aliis  quara  plurimis  interfectus  est 

^^)  Zamordowanie  Rudperta  z  towarzyszami,  z  rozlcazu  Świętopełka,  histo- 
ryk morawski  Dudiit  stara  sic  objaśnić  różnemi  kombinacyami  ze  stosunków  Arnulfa 
do  Świętopełka.  (Malir.  Gesch.  T,  304).  Nie  tajno  mu,  że  „Wichingus  in  ducis 
suspicionem  veniens,  fortasse  propter  bellum  contra  Francos  susceptum,  ab  eo...  ad 
Arnulfum  transfugit."  (Wattenbach  Beitragen),  dopus/.cza  nawet,  że  podejrzenie  Świę- 
topełka względem  wspólnictwa  z  Rudpertem  Wichinga  pobudziło  go  do  ucieczki, 
lecz  związać  te  dwa  fakty  w  jedno  waha  się.  Mahr.  Gesch.  I,  306.  Mnie  się 
zdaje,  że  ten,  kto  się  nie  wzdrygal  doręczyć  księciu  Świętopełkowi  od  papieża  listy 
podrobione,  łgać,  oszukiwać  i  mienić  się  przyjacielem  Świętopełka,  a  tymcąpsem  być 
powiernikiem  Arnulfa,  gotów  był  na  wszelkie  machinacye,  a  zatem  wzmianlię  lato- 
pisa  o  spiesznej  ucieczce  do  Arnulfa  Wichinga  „in  ducis  suspicionem  veniens  for- 
tasse propter  bellum  contra  Francos  susceptum",  wypada  posiawić  w  związku  z  za- 
mordowaniem Rudperta. 

""j  Najpierwszy  dokument  przez  Wichinga,  jako  kanclerza,  podpisany,  nosi 
datę    2  Seplemhra  r.   S93.     Monum.    Boica.   XI,   p.  436.     Dudik_   I,  305 — 306, 


: t42  — 

papieża  Formoza  w  celu  zawieszenia  wojny  przez  wojujące  stro- 
ny,^') aby  tern  ułatwić  Arnulfowi  możność  pospieszenia  z  pomocą 
papieżowi.  Arnulf,  nie  będąc  w  stanie  opuścić  Bawaryi,  posiał 
syna  swego  Zwentibalda  do  Italii,  a  sam  zdążył  do  Alzacyi 
i  w  Wormsie  zasiadał  na  sejmie,  w  Czerwcu  r.  894.  Ostatnią 
połowę  roku  894  Arnulf  przesiadywał  w  Bawaryi  i  tam  doszła  do 
niego  wiadomość,  że  książę  Świętopełk  w  jesieni  (Wrześniu) 
roku  894  życie  skończył.  Kiedy  mianowicie  i  jak  się  skoń- 
czyła wojna  Morawianów  z  Arnulfem,  wiadomości  nie  posiada- 
my. Niemcy  ani  jednem  zwycięztwem  nie  pochwalili  się,  a  w  ro- 
cznikach fuldeńskieh,  pod  r.  894  zapisano  krótko:  „pokój  pomię- 
dzy Bawarami  a  Morawianami  zawarty  został  w  jesieni."  ^^) 

Zapisując  śmierć  Świętopełka  współcześni  mu  kronikarze, 
wyrażali  rozmaite  o  nim  zdania.  Jedni  w  złośliwych  wyrazach 
miotali  na  niego  potwarze  najdziwaczniejsze,"^)  Inni  nazywali  go 
mężem  nadzwyczajnego  rozumu  i  przebiegłości."'')  W  oddalonym 
nawet  Byzancie  wspominano,  że  Świętopełk  był  mężnym  i  swym 
sąsiadom  strasznym."^)  Rzeczywiście,  24-letnie  rządy  dowiodły 
niepospolite  w  nim  zdolności  wojenne,  energię,  wytrwałość.  Gdy 
jednak  wspomnimy  stosunek  jego  do  ś.  Metodego  i  kościoła  sło- 
wiańskiego, pomimo  woli  staje  nam  przed  oczami  biograf  ś.  Kle- 
mensa, wyrzucający  Świętopełkowi  jego  grubijaństwo,  dzikość 
postępowania  z  księżmi  słowiańskimi,  wreszcie  zupełne  oddanie 
się  pochlebiającym  mu  Niemcom.'^-)     Staje  więc  przed  potomno- 


"")     Annal.  Fuld,  an.  894. 

8*)  Annal.  Fuld.  an.  894.  pax  tempore  auctumni  inter  Boioarios  et  Morawos 
compacta  est. 

**9)  Annal.  Fuld.  an.  894.  Zuentibaldus,  dux  Moravorum  et  vagina  totius 
perfidie  cum  omnes  regiones  sibi  affines,  dolo  et  astutia  perturbando  hunianum  san- 
guinem  «itiens,  circumiret  ultimum  hortando  suos,  ne  pacis  amatores,  sed  potius 
inimici  domcsticis  persisterent  diem  ultimum  clausit  in  feliciter,  —  tamże:  immani- 
tur  ac  cruenter  morę  łupi  mactat,  igne  et  fero  maximam  partem  devastat. . . 

"*')  Regino  an  894.  Zuentibolh  rex  Marahensium  . .  .  vir  inter  suos  prudcn- 
tissimus  et  ingenio  calidissimus. 

'•)     Conatanlin  Porphirogenttus.    De  Administrando,  cap.  41. 

72}     Vita  s.  Clementis.    Legenda  Bulgarica,   cap.  5,   10. 


i 


—     U.1    — 

ścią  Świętopełk  jako  bohater,  obrońca  niepodległości  narodowej, 
pierwszy  monarcha,  ciążący  do  zebrania  plemion  słowiańskich 
w  jedno  państwo  chrześciańskie,  zorganizowane  na  wzór  monar- 
chii Franków.  Miał  on  za  sobą  wszelkie  przymioty  wielkiego 
wodza  i  monarchy,  nie  dostawało  tylko  zamiłowania  własnej  na- 
rodowości. 


Upadek  państwa  Morawskiego  (894 — 907). 

I.  Synowie  Świętopełka.  Pokój  z  Niemcami  r.  894.  Najazd  Węgrów 
r.  894.  Oderwanie  się  Czechów  r.  895.  Zwada  pomiędzy  Moimirem  II 
a  Świętopełkiem  młodszym.  Odpadnięcie  Słowian  nadłabskicli.  Intrygi 
Arnulfa.  Najazd  Niemców  i  Czecliów  na  Morawy  r.  897 — 899.  Węgry 
w  Pannonii  r.  900.     Pokój  z  Niemcami  w  Regensburgu  p.  901. 

Świętopełk,  za  życia  jeszcze,  podzielił  kraj  swój  pomiędzy 
trzech  synów,  z  których  pierworodny  Moimir  II  miał  być  wiel- 
kim księciem,  a  dwaj  inni,  Świętopełk  i  trzeci  niewiadomego 
imienia,')  mieli  pod  zwierzchnictwem  Moimira  zostawać.  Bracia, 
po  śmierci  ojca,  w  jesieni  (we  Wrześniu)  przypadłej,  prawdopo- 
dobnie musieli  dokończyć  układy  o  pokój  z  cesarzem  Arnulfem, 
bo  tejże  jesieni  r.  894  pokój  zawarty  został.  Warunków  pokoju 
nie  dochowały  nam  dzieje,  ale  czyż  można  wątpić,  aby  Arnulf 
nie  skorzystał  z  dogodnych  dla  niego  okoliczności?  Władza  ksią- 
żęca, podzielona  między  trzech  braci,  bezwątpienia  osłabła,  nad- 
zwyczajnej energii  i  wytrwałości  Świętopełka  nie  stało,  a  tym- 
czasem na  horyzoncie  politycznym  straszne  chmury  zawisły. 
W  jesieni  r.  894  Węgry,    przeprawiwszy    się   przez  Dunaj,    całą 


')  Konstanty  Purpurorodny,  w  dziele  De  Administrando  imperii,  cap.  41, 
wzmiankuje  o  trzech  synach,  nie  nazwawszy  ich  po  imieniu.  W  kronikach  nie- 
mieckich wzmiankują  sie  tylko  dwaj  synowie  Świętopełka:  Moimir  i  Świętopełk. 
(Annales  Fuld.  an.  898).  Trzeci  syn,  według  Dubraviusa,  pisarza  XVIII  w.,  zwal 
się  Światobój  a  według  dawniejszego,  anonimnego  żywociarza  króla  Belli,  —  Subor. 
W  przeszłym  wieku  Dobner  (Annales,  III,  305),  zważając,  że  w  kronice  Dandolo, 
książę  ten  nazwany  „dux  Gotfridus",  n^niemat,  że  to  jest  tłómaczeniem  imienia  Świa- 
tobój.    Dudik,  Mahr.  Gesch.  I,  319 — 320. 


—     144     — 

Pannoniję  okropnie  zniszczyli,  i  to  mogło  być  powodem  do  przy- 
spieszenia zawarcia  między  Bawarami  a  Morawianami  pokoju.-) 
Żelazną  wolą  Świętopełka  utrzymywany  związek  ludów  słowiań- 
skich rozwolnił  sie.  Synowie  księcia  czeskiego  Borzywoja  (-{-894)/') 
Spitygniew  i  Wratysław,  nie  życząc  być  w  związku  z  synami 
Świętopełka  i  podszczuwani  przez  Niemców  cło  oderwania  się  od 
Wielkiej  Morawii,  udali  się  z  panami  swymi  do  Regensburga  na 
sejm  i  dobrowolnie  oddali  się  pod  zwierzchnictwo  rzeszy  nie- 
mieckiej r.  895.^)  Tymczasem  synowie  Świętopełka,  nie  bacząc 
na  zaleconą  im  przez  ojca  konieczność  chronienia  się  od  niezgody 
pomiędzy  sobą,  ledwo  rok  jeden  zostawali  w  zgodzie,  poczem 
wszczęła  się  między  nimi  zwada,  nareszcie  wojna  domowa.'')  Z  ja- 
kiegoby  powodu  kłótnia  między  braćmi  zaszła,  dzieje  milczą.  Zwa- 
żając jednalc,  że  w  wojnie  domowej  występują  tylko  dwaj  bracia 
Moimir  II  i  Świętopełk  młodszy,   a  o  trzecim   bracie  nigdzie  ani 


°)  Avari  qui  dicuntur  Ungari,  in  his  temporibus  ullra  Danubium  pernfjran- 
tes...  totam  Pannoniam  uscjue  ad  internectionem  delevcnint  Pax  tempore  aiictumni 
inter  Baioarios  et  Morawos  compacta  est.    Annal.  Fuld.  an.  891. 

')  Kozma  chrzest  Borzywoja  oznaczył  r.  894,  co,  jak  wiemy,  1  rzypadlo 
wcześniej.  Szafarzyk,  zważając,  że  jak  wtedy,  tak  i  później  królowie  i  książęta 
zwyczajnie,  przed  zbliżeniem  się  śmierci,  powtórnie  chrzest  przyjmywali,  jak  na  przy- 
kład Spitygniew  r.  921,  przyszedł  do  przekonania,  że  Kozma  zamiast  roku  śmierci 
Borzywoja,  mylnie  rok  chrztu  jego  w  Morawii  ozn;iczyl.  W  r.  805  Rorzywoj  już 
nie  żył.     Star.  Słów.  i;  39,  8,  s.  453. 

•*)  Annales  Fulden.  an.  895.  Omnes  duces  Boemaniorum  ...  ad  regem  ve- 
nientes  . . .  per  manus,  prout  mos  est,  regiae  potestati  reconciliatos  se  subdiderunt. 

^)  Według  powieści  Konstantego  Purpurorodnego  Świętopełk,  związawszy 
trzy  laski,  dat  je  pierworodnemu  synowi,  aby  je  złamał.  Gdy  zaś  ten  dokazać  tego 
nie  mógł,  dał  je  drugiemu,  a  następnie  trzeciemu.  Potem  rozjąl  trzy  laslti  i  dał  ka- 
żdemu po  jednej.  Ci  zaś  złamali  je  natychmiast.  Upominając  synów  tym  przykładem, 
Świętopełk  mówił:  jeżeli  trwać  będziecie  w  jednomyślności  i  miłości  nierozerwani, 
będziecie  niezwyciężonymi  i  niezłomnymi  dla  nieprzyjaciół.  Jeżeli  zaś  między  wami 
znajdzie  się  zwada  i  kłótnia  i  podzielicie  się  na  trzy  władze,  nie  podlegając  bratu 
starszemu,  osłabicie  się  jeden  przez  drugiego  i  zgładzą  was  do  szczętu  sąsiedzi,  nie- 
przyjaciele wasi.  De  Administrando,  cap.  41.  Jest  to  starożytna  anegdota  o  królu 
leżącym  na  śmiertelnej  pościeli  i  dającym  synom  swym  pęk  strzał  do  złamania, 
z  nauką,  że,  jeśli  pozostaną  w  zgodzie  i  jedności,  żadna  siła  nie  przemoże  ich.  Ce- 
sarz zastosowawszy  tę  anegdotę  do  synów  Świętopellia,  objaśnił,  że  gdy  się  między 
nimi  wszczęła  wojna  domowa,  przyszli  Turcy  (Węgry),  znieśli  ich  do  szczętu  i  opa- 
nowali ich  kraj.     De   Administr.  41. 


—      145      — 

słowa,  _  prawdopodobny  jest  domysł  dziejopisa  słowackiego,  że 
kłótnia,  a  potem  wojna  pomiędzy  dwoma  braćmi  zaszła  o  spadek 
po  trzecim,  zmarłym  bracie/')  W  każdym  razie,  wojna  domowa 
otworzyła  szeroka  drogę  do  intryg  w  Morawii  wrogom  jej»^  a  tu 
jeszcze  nikczemny  postępek  książąt  czeskicłi  podał  sygnał  do  ro- 
zerwania związku  łudów  słowńańskicli,  z  Morawią  połączonycłi. 
Po  całej  więc  granicy  Słowian  z  Niemcami  od  Szlezwiku  aż  do 
Karyntyi  poczyna  się  ruch  na  korzyść  Niemców.  Najprzód  Obo- 
dr3xi,  przez  posłów  wyprawionj-cli  z  darami  do  Arnulfa,  starali 
się  wyjednać  przedłużenie  rozejmu,  któr)^  w  r.  895  upływał,  Ar- 
nulf  podane  warunki  przyjął  niezwłocznie.')  Podróż  jego  do  Rzy- 
mu, gdzie  papież  Formoz  koronował  go  na  cesarza  w  Kwietniu 
r.  896,  i  ciężka  cłioroba  od  trucizny,  jalc  utrzymywali  współcze- 
śni, nie  przeszkodziła  mu  w  tymże  roku  zająć  Pannoniję,  prze- 
siadywać w  Błatnie  (r,  896),  aby  sprzymierzeńca  swego  Braczy- 
sława  do  wspólnego  działania  przeciw  Morawianom  nakłonić, 
i  w  tym  celu  poruczyć  mu  obronę  Pannonii  Niższej.*^)  Starając 
się  odciągnąć  nadłabskich  Słowian  od  związku  z  Morawią,  Arnulf 
mienił  się  być  przyjacielem  Serbów,  załatwił  pograniczne  spory 
ich  z  Niemcami,  za  co  mu  Serbowie  podziękowanie  i  dary  w  Sa- 
licach  (Salz)  złożyli  r.  897,^) 

Słowem  wojna  domo\va  w  jMorawii  podsuwała  cesarzowi 
ciągle  nowe  kombinacye  do  ujarzmienia  Słowian.  Najbliższym 
wykonawcą  jego  zamiarów  nie  mógł  być  nikt  inny  jak  Aribo, 
graf  Marki  Wschodniej.  Ale  Aribo  zostawał  dawniej  w  przyjaciel- 


^)     Sasinek.    Dejiny   drievnych   narodov   na   uzemi  terajsieho  Uhorska,   1878, 
str.   178. 

")     An.  895.    Legati  Obodritorum    curte   regia  Salz   raunera  secum  deferentes 
regem  pacifica  optanles  pervenerunt,  quos  rex  ut  audivit,  sine  mora  postulała  an- 
ens,  et  abire  permisit.    AnnaL  Fuld.  an.  895. 

*)  Annal.  Fuld.  an.  896.  Stipantibus  vero  isdem  in  partibus  inter  se  con- 
tibus,  imperator  Pannoniam  cum  urbe  Paludaram  tuendam  Brazlavoni,  duci  suo, 
"In  id  tempus  commendavit.  —  Szczegóły  w  Diimmlera  Geschichte  d.  Ostfrankischen 
Reichs,  II,  s.  412 — 42.'. 

•'       Annal.    FuKl.    an.    897.     Regino    an.    897.     Szafarzyk,    Star.    Sl^w.    5^    43, 
str.   541. 

Tom  III.  10 


—     146     — 

skich  stosunkach  z  Świętopełkiem  i  mógł  porozumieć  się  z  jego 
synem.  Zdaje  się,  że  Arnult  mając  te  właśnie  okoliczności  na 
względzie,  wielkorządztwo  Marki  Wscliodniej  powierzył  krewne- 
mu swemu  po  kądzieli  markgrafowi  bawarskiemu  Luitpoldowi, 
księciu  Karyntyi,  oddając  pod  jego  zwierzchnictwo  Czechy,  Markę 
Wschodnią  z  przyległemi  okolicami  na  porzeczu  Aniży  (Enns), 
Brat  zaś  jego,  Aribo  zostawał  w  Marce  Wschodniej,  jako  graf 
i  pomocnik  I>uitpolda. '•^)  Życzeniem  cesarza  było,  aby  ci  dwaj 
powiernicy  jego  wspierali  w  Morawii  stronnictwo  Świętopełka 
młodszego  przeciw  Moimirowi  II.  Jurgieltnicy  ich  zapewno  roz- 
poczęli robotę,  ponieważ  w  Grudniu  r.  8g6  Moimir,  przez  posel- 
stwo wyprawione  do  Arnulfa,  bawiącego  w  Ottingen,  domagał 
się,  aby  zbiegom  jego  cesarz  nie  udzielał  przytułku  u  siebie.  Ar- 
nulfowi  nie  podobało  się  podobne  żądanie.")  Sługi  jego  nie  dla 
tego  zasiewali  intrygi,  aby  cesarz  sam  miał  je  niszczyć.  Owszem 
obowiązkiem  ich  było  zrobić  wszystko,  co  tylko  możebnem  było 
dla  wsparcia  Świętopełka  i  poniżenia  stronnictwa  Moimira.  Mo- 
żemy więc  sobie  wyobrazić,  jaka  to  radość  na  dworze  cesarskim 
zapanowała,  gdy  w  Styczniu  r.  897  posłowie  czescy  przybywszy 
do  Regensburga,  błagali  Arnulfa,  aby  im  pomoc  przeciw  Mora- 
wianom udzielił.  Nie  zwlekając  więc  Arnulf  w  końcu  tegoż  mie- 
siąca Stycznia  wyprawił  wojsko  po  brzegu  północnym  Dunaju 
i  Rzeźny  (Regen),  aby,  stosownie  do  okoliczności,  uderzyło  na 
Morawiję,  lub  Czechy  zajęło.^-)  Sprawy  jednak  cesarstwa  z  Ból- 
gararai  i  Włochami  zatrzymały  rozpoczęcie  wojny  aż  do  końca 
roku  897. 

Uderzenie   na   Morawiję    Niemców  i  Czechów  wśród  wojny 
domowej    stronnictw    Moimira  i   Świętopełka    młodszego,    mogło 


'0)  A.  898.  in  orientalibus  partibus  .  . .  ubi  Aribo  terminalis  comes.  Erben, 
Regesta,  N.  53.  Fratres  marchiones  suos  Luitpoldum  et  Aribonem.  Hormayr,  Her- 
zog Luitpold,  Anmerk.  s.  2. 

")  Caesar  advcnientibus  ad  eum  Moravorum  missis,  qui  pro  pace  consti- 
tuendo,  ne  exules  eorum  profugi  reciperentur,  ab  imperatore  flagitabant,  ut  audivit, 
absohit  et  hine  mora  abire  perniis.t.     Ainial.   Fuld.  an.  897. 

>-)     Annal.  Fuld.   an.  897. 


—     147     — 

dać  przewagę  stronnictwu  niemieckiemu,  na  czele  którego  stał 
Świętopełk.  Ale  tu  zdarzyły  się  niespodziewane  wypadki,  Aribo, 
syn  którego  Izanryk  dawniej  już  znajdywał  przytułek  i  pomoc 
u  nieboszczyka  księcia  Świętopełka,  porozumiawszy  się  z  możnym 
panem  bawarskim  grafem  Erimbertem,  działał  tak  dwuznacznie, 
że  Arnulf  w  Sierpniu  r.  898  usunął  Aribo  od  urzędu,  a  Erim- 
berta  na  więzienie  skazał.  Izanryk  zaś  zemknąwszy,  podniósł 
bunt.  Niemcy  mieczem  i  głownią  pustoszyli  ^lorawiję,  ale  stron- 
nictwo Moimira  trzymało  się  mocno  i  tak  Świętopełka  ścisnęło, 
że  ten  w  pewnym  grodzie  zamknąć  się  musiał,  ze  stronnikami 
swymi.  Dopiero  (w  początku  r.  899)  wojsko  Arnulfa,  zdążywszy 
pod  wzmiankowany  gród,  oswobodziło  Świętopełka,  gród  spaliło 
i  do  Niemiec  odprowadziło  księcia. ^•^)  Odtąd  o  Świętopełku  młod- 
szym w  dziejacłi  wzmianki  nie  znajdujemy. 

Przytoczone  wyżej  wypadki  wymownie  świadczą,  że  poło- 
żenie Moimira  II,  w  ciągu  wojny  domowej  i  najazdu  Niemców 
z  Czechami,  było  dość  mocne.  Przypuszczenie  podobne  uwy- 
datni się  jeszcze  bardziej,  przyjąwszy  na  uwagę,  że  już  w  r.  898 
Moimir  II  udawał  się  do  papieża  Jana  IX,  który  na  stolicy  apo- 
stolskiej zasiadał  od  połowy  Czerwca  r.  898  do  połowy  Lipca 
r.  899,  z  proźbą  o  ustanowienie  w  Morawii  hierarchii  ducho- 
wnej, niezależnej  od  biskupów  niemieckich.  W  razie  niepowo- 
dzenia Moimir  nie  mógłby  o  tem  myślić,  a  tem  bardziej  przyjąć 
trzech  dygnitarzy  duchownych,  przez  Jana  IX  wysłanych. ^^) 

Tymczasem  Arnulf  oburzony  postępkiem  Izanryka  i  nie  do- 
wierzając swoim  grafom,  choć  już  chory  mocno,  osobiście  po  Du- 
naju wyprawił  się  z  wojskiem,  dla  ukarania  Izanryka.  Obiegł 
buntownika  w  twierdzy  Mautern,  którą  po  uporczywej  walce 
lobył  i  samego  Izanryka  z  całą  jego  rodziną  w  niewolę  ujął, 
iecz  w  drodze  do  Regensburga,  Izanryk  zemknął,  a  dostawszy 
ię  do  Moimira  z  pomocą  jego    znowu    udział    swój,    mianowicie 


'■')     Annal.  Fuld.  an.  899, 

")     Szczegóły  niżej  str.    i^'. 


—    148    — 

część  Marki  Wschodniej,  odzyskał. ^^)  Niepowodzenie  w  walce 
z  Moimirem,  a  przytem  sprawy  włoskie  mocno  jątrzyły  chorego 
Arnulfa.  Umyślił  on  po  raz  drugi  za  narzędzie  polityki  swej 
użyć  Węgrów,  którzy  na  jego  wezwanie,  w  Sierpniu  r.  899  z  nad 
Dunaju  pociągnęli  po  nad  Sawą  do  Włoch,  a  rozbiwszy  na  gło- 
wę króla  włoskiego  Berengera  nad  r.  Brentą,  łupieżyli  Lombar- 
dyję.  W  tymże  czasie  wojska  bawarskie  do  Morawii  wkro- 
czyły, gdzie  połączywszy  się  z  Czechami,  trzy  tygodnie  kraj  nisz- 
czyły.^") 

Sprawy  międzynarodowe  wikłały  się  nadzwyczaj.  Do  wojny 
Arnulfa  z  Moimirem  II,  przymięszało  się  oburzenie  biskupów  ba- 
warskich nietylko  przeciw  Moimirowi,  ale  nawet  przeciw  samemu 
papieżowi  za  oderwanie  z  pod  ich  zarządu  ziem  morawskich.'') 
Węgry  łupieżyli  w  dolinie  r.  Padu,  a  toczony  za  życia  straszli- 
wem  robactwem  Arnulf  skonał  8  Grudnia  r.  899.  Na  wieść  o  tem, 
Węgry,  przypomniawszy  sobie  nieotrzymanie  od  Arnulfa  obie- 
canych im  darów, '^)  opu.ścili  Włochy  (r.  900)  i  po  tej  samej  dro- 
dze, po  której  przyszli  do  Włoch,  powrócili  do  Pannonii,''')  zkąd 
wyprawili  poselstwo  do  Bawarów,  niby  dla  traktowania  o  pokój, 
a  w  gruncie  rzeczy  dla  poznania  kraju,-*')  który  zlupieżyć  zamie- 
rzali. Następca  Arnulfa  Ludwik  Dziecię  nie  zadowolnił  żądania 
Węgrów,  a  ci,  nie  zwlekając,  nagłym  napadem  przebiegłszy  Markę 
Wschodnią,  przeprawili  się  przez  r.  Aniżę  (Enns)  i  najpiękniejszą 
część  Bawaryi  (Traungau)  okropnie  zniszczyli;  poczem  spiesznie 
do  swych   stanowisk  w  Pannonii  powrócili.-')    Inny  zagon  Wę- 


1^)  Antial.  Fuld.  an.  899. 

16)  Szafarzyk,  Star.  Slow.  §  39,  s.  453. 

1^)  Szczegóły  ni/.ej  s    151  i  dalej. 

i»)  Quod  Ungaris,  ut  in  Italiam  transirent,  pecuniam  dedissent.    Boczek.    Co- 

dex,  I,  N.  62. 

19)  Annal  Fuld.  an.  900.  Ipsi  namque  eadem  via  qua  intraverunt,  Panno- 
niam   ex   mafime  porte  devastantes,  regressi   sunt. 

20^  Annal.  Fuld.  an.  900.  Missios  illorum  sub  dolo  ad  Baioaiios  pacem 
optendo,  regionem  illam  ad  explorandaiTi  transmiserunt. 

"')  Annal.  Fuld.  an.  qoo.  Ungari...  redierunt,  unde  venernnt  ad  suam  in 
Pannoniam. 


—     149     — 

grów,  plądrując,  w  t}mże  czasie,  na  prawem  porzeczu  Dunaju, 
roztrącony  przez  markgrafa  Lułtpolda,  stracił  1200  ludzi,  którzy 
w  Dunaju  utonęli.--)  Pierwsze  to,  wypadkowe  zwycieztwo  nad 
Wggrami,  przepełniło  Niemców  radością  i  dodało  im  energii  do 
spiesznego  zbudowania  nad  r,  Enns  pogranicznej  warowni  Enns- 
burga,  w  pobliżu  starożytnego  Lauriakum.-^) 

Najazdy  Węgrów  opamiętały  nakoniec  Niemców  i  umiar- 
kowały zapalczywość  ich  przeciw  Morawianom.  Wojna  pomię- 
dzy tymi  narodami  sama  sie  przez  sie  przerwała.  Wypadało 
myślić  o  zawarciu  przymierza  i  wspólnej  obronie  przeciw  gro- 
źniejszemu nieprzyjacielowi. 

2.    Papież  Jan  IX  wznawia  udzielność  kościoła  morawskiego.    Oburzenie 
z  tego  powodu  duchowieństwa  niemieckiego  r.  900. 

Siedem  lat  rządów  Wicłiinga  (885  —  892),  poświeconycłi 
zniszczeniu  wielkiego  dzieła  ś.  Metodego,  sprowadziły  rozstrój 
w  hierarcliii  kościoła  morawskiego.  Nauka  religijna  w  jeżyku 
słowiańskim  wywrócona,  a  nauka  w  językacłi  łacińskim  i  nie- 
mieckim nie  przyjmywała  sie,  cłiociaż  papież  Stefan  VI  protego- 
wał Wicliinga  i  niemczyznę.  Wicłiingowi  zaś  przedewszystkiem 
szło  o  to,  aby  zostać  arcybiskupem  moraw.skim,  ale  to  sprzeci- 
wiało sie  zamiarom  biskupów  passawskiego  i  sałcburgskiego, 
którzy  nie  wyrzekali  sie  pretensyi  do  rozporządzania  sprawami 
kościoła  na  ziemiacli  morawskicłi.  Ucieczka  Wicłiinga  z  Mora- 
wii,  jak  wspomnieliśmy  wyżej,  tudzież  mianowanie  go  kanclerzem 
cesarza  Arnulfa,  nie  rozwiązywały  spraw  kościoła  morawskiego, 
bo  dopóki  Wicliing  nie  zrzekł  się  katedry  biskupiej,  nikt  inny 
zająć  jej  nie  mógł.  Dopóki  wiec  Wicliing  liczył  sie  biskupem 
morawskim  ani  papież,    ani  Moimir  II  niczego  nie  przedsiębrali. 


--)  Annal.  Fuld.  an.  900;  Herimani  Augiensis  an.  900;  Annal.  Alaman. 
an.  900. 

^^)  Annal.  Fuld.  an.  gCK'.  Urbem  in  littore  .^nesi  fluminis  muro  obpo- 
suerunt. 


—     150     — 

A  gdy  po  śmierci  biskupa  passa wskiego  Engilmarka  31  Grudnia 
r.  8g8  Arnulf  na  te  godność  wyniósł  Wichinga,  otwierały  sie  mu 
widoki  połączenia  dyecezyi  Passawskiej  i  Morawskiej  w  swych 
rekacłi,  co  zdawało  sie  być  zgodnem  z  życzeniem  duchowieństwa 
niemieckiego,  aby  udzielności  kościoła  w  Morawii  nie  dopusz- 
czać. Lecz  wyniesienie  Wichinga  na  biskupstwo  Passawskie,  bez 
kanonicznego  wyboru,  tak  mocno  rozdrażniło  biskupów  bawar- 
skich, że  na  zwołanym  przez  arcybiskupa  salcburgskiego  zjeździe, 
Wiching  zmuszony  został  złożyć  godność  biskupa  passawskiego, 
a  na  to  miejsce  wybrany  został  Richar.-*)  Wiching  znikł  w  dzie- 
jach. Teraz  dopiero  odkrywała  się  możność  Moimirowi  II  z  je- 
dnej, a  papieżowi  z  drugiej  strony  przedsięwziąć  kroki  do  obsa- 
dzenia wakujących  katedr  biskupich  w  Morawii. 

Jakim  sposobem  odbywało  się  porozumienie  księcia  moraw- 
skiego ze  stolicą  apostolską,  wiadomości  nie  posiadamy.  Wszakże 
wiemy,  że  na  żądanie  Moimira  II,  papież  Jan  IX,  w  połowie  r. 
899  posłał  do  Morawii  trzech  dygnitarzy  duchownych,  mianowi- 
cie: arcybiskupa  Jana,  biskupów  Benedykta  i  Daniela,  dla  roz- 
poznania na  miejscu  spraw  kościoła  i  porozumienia  się  z  Moimi- 
rem.  —  Nie  mając  pewnych  wiadomości  o  czynności  legatów  pa- 
piezkich,  przez  konjektury  tylko  przychodzimy  do  wniosku,  że 
zadaniem  ich  było  ustanowienie  trzech  sufraganii  pod  zarządem 
arcybiskupa.  Są  nawet  domysły,  że  Jan  był  tym  samym  Janem 
z  Wenecyi,  który  urząd  posła  Świętopełka  w  r.  874  sprawował-'') 
i  że  on  zajął  stolicę  biskupią  w  Welegradzie,  że  Benedykt  zo- 
stał biskupem  w  Nitrze,  a  Daniel  w  Krakowie  lub  Wiślicy,  gdzie 
już  od  czasu  wygnania  Wyszewita  chrześciaństwo  kwitnęło.^**)  — 
Łatwo  domyślić  się  jak    mocno    oburzyli    się    biskupi   niemieccy 

'*)  Annal.  Fuld.  an.  899.  Engilmarus  Passaviensis  episcopus  obiit  in  cujus 
locum  Yichingus,  Alemannus  quidem,  contra  institutu  patrum,  primum  Moravensis 
ab  aposlolico  destinatus  episcopus,  rege  concedente  successit,  sed  non  multo  post 
a  Deotmaio  archiepiscopo  ceterisąue  suffraganełs  suiis,  contra  voluntatem  regis,  ca- 
nonicali  iudicio  abiectus  est. 

2^)     Maciejowski.     Pamiętniki,  I,  s.   loo. 

■2*')     Bielowski.    Wstęp  krytyczny  do  dziejów  polskich,  s.  499 — 500, 


Wl 


—    151    — 

a  wieść  o  przybyciu  do  Morawii  legatów  papieżkich,  z  polece- 
niem ustanowienia  odrębnej  hierarchii  duchownej  w  państwie 
Moimira  II.  Xa  zgromadzeniu  duchowieństwa  bawarskiego,  pra- 
wdopodobnie w  Risbach,  biskup  salcburgski  Teotmor,  z  jego  suf- 
fraganami,  Waldo  freizingeńskim,  Erchenbaldem  eichsztadskim,'-') 
Zachariaszem  sebeńskim,-^)  Tuto  regensburgskim  i  Richarem 
passawskim  biskupami,  „w  imieniu  całego  duchowieństwa  i  ludu 
całego  Noryku"  zanieśli  skargę,  wyłożona  w  liście  pisanym  w  po- 
łowie r.  900  do  papieża  Jana  IX  ...  W  liście  tym  biskupi  uda- 
ją, iż  niewierza  temu,  aby  święta  stolica  apostolska,  matka  ka- 
płaństwa i  źródło  wiary,  mogła  coś  niezgodnego  z  przepisami 
i  nauką  kościoła  postanowić,  „a  tymczasem  przybyli,  jik  sami 
twierdzą,  z  polecenia  waszego  Jan  arcybiskup,  Benedykt  i  Daniel 
biskupi,  do  ziemi  Słowian,  zwanych  Morowianami  podległej,  ze 
wszystkiemi  jej  mieszkańcami,  królom  naszym  i  narodowi  na- 
szemu, jak  we  względzie  kościelnym,  tak  i  we  względzie  po- 
datków świeckich,  ponieważ  my  nawróciliśmy  ich,  i  z  poganów 
chrześcianami  uczynili.  Z  tego  powodu  biskup  passawski,  do 
dyecezyi  którego  należy  lud  tej  ziemi,  od  samego  począ.tku 
nawrócenia  go,  kiedy  okoliczności  wymagały,  zjeżdżał  tam  bez 
wszelkiej  przeszkody,  zwoływał  niejednokrotnie  synody  ze  swego 
i  miejscowego  duchowieństwa  i  wszystko,  co  uczynić  wypa- 
dało, mocą  swej  władzy  wykonywał,  a  nikt  sie  mu  nie  sprze- 
ciwiał. Margrabiowie  nasi  pograniczni  odbywali  w  tej  ziemi 
narady,  wymierzali  sprawiedliwość,  pobierali  podatki,  niespo- 
tykając  także  żadnego  oporu.  I  trwało  tak  długo,  aż  (Morawia- 
nie) porzuciwszy  chrześciaństwo,  i  poniewierając  wszelką,  spra- 
wiedliwość, wszczęli  walkę  i  taki  opór  stawili,  iż  biskupowi  i  ka- 
lodziejom  zamknęli  dostęp  do  nich,  sami  zaś  robili  co  chcieli. 
A,  co  najbardziej  jest  boleśnem  i  nieprawdopodobnem,  ku  wię- 
kszej obeldze  naszej,  przechwalają  się  jeszcze,  że  za  pomocą  zna- 


*")     Biskupstwo    Eichsztadskie,    w    północno-zachodniej    stronie   od    Regens- 
burga,  dawniej  do  arcybiskupstwa  Mogunckiego  należało. 

-*;     Biskupstwo  Sebeńskie  w  Tyrolu,  do  Brixen  przeniesione  zostało  w  X  wieku. 


—      152     — 

cznej  summy  pieniężnej  wyjednali,  że  w  biskupstwie  (passawskim) 
stało  się  to,  o  czem  nigdy  od  stolicy  apostolskiej  niesłyszano 
i  czego  żadne  kanoniczne  ustawy  niedopuszczaja:  dopuszczona 
schizma  w  jednym  kościele.  I  oto  z  jednego  biskupstwa  po- 
wstało pięć,  ponieważ  przybyli  biskupi,  w  imieniu  waszem,  usta- 
nowili w  jednym  i  tymże  biskupstwie  arcybiskupa,  (jeżeli  oprócz 
istniejącego  arcybiskupa  może  istnieć  drugi),  i  trzecli  sufFraga- 
nów,  bez  wiadomości  arcybiskupa  i  zgody  biskupa,  w  dyecezyi 
którego  oni  się  znajdywali.  Przedmiestnik  wasz,  stosownie  do 
życzenia  księcia  Świętopełka,  wyświęcił  na  biskupa  Wichinga, 
lecz  on  nie  poruczał  mu  starożytnej  dyecezyi  Passawskiej,  a  po- 
słał go  do  ludu  nowonawróconego,  podbitego  przez  wzmianko- 
wanego księcia,  i  przez  niego  z  pogaństwa  na  wiarę  clirześciań- 
ską  nawróconego.  A  gdy  legaci  wasi  pozwolili  Słowianom  wejść 
z  nimi  w  bliższe  stosunki,  to  ci  oskarżali  nas  i  potwarzali  kłamli- 
wymi wyrazami,  ponieważ  nie  było  komu  powiedzieć  im  pra- 
wdę, —  wyrzekali,  że  my  także  z  Frankami  i  Alemannami  mieli 
zwady  i  kłótnie,  gdy  tymczasem  oni  są  najlepszymi  naszymi  przy- 
jaciółmi i  pomocnikami.  Oskarżali  jeszcze  nas  (Słowianie),  że 
w  stosunku  do  nicłi  jesteśmy  nieprzejednani,  czego  nieodrzucamy, 
lecz  w  tem  nie  nasza  wina,  a  icli  własne  zepsucie,  ponieważ  gdy 
poczęli  oni  lekceważyć  chrześciaństwo,  przestali  płacić  naszym 
królom  i  urzędnikom  podatki,  za  oręż  chwycili  i  lud  nasz  krzy- 
wdzić poczęli,  wtedy  u  nich  wybuchnął  bunt.  A  ponieważ 
tamci  (Niemcy)  zwyciężyli  ich  orężem  i  znowu  uja- 
rzmili, to  oczywiście,  na  mocy  prawa  wojen- 
nego, powinni  byli  mieć  ich  swymi  poddanymi 
i  w  każdym  razie  czy  chcą  czyniechcą  państwu 
naszemu  podlegać  muszą.  W  skutek  tego  wam  wypada 
postępywać  ostrożnie,  przedsiębrać  środki  umiarkowane,  aby  gor- 
sza strona  nie  wzmagała  się,  a  lepsza  nieosłabła.  Przodkowie 
najjaśniejszego  monarchy  naszego  Ludwika,  imperatowie  i  króle 
pochodzą  z  najbardziej  chrześciańskiego  ludu  Franków,  Moimi- 
rowi  zaś  Słowianie  pochodzą  z  poganów  nikczemnych,  —  Tamci 


—      ^53     — 

'-  V^^^S^  cesarską  respublike  Rzymską  bronili,  ci  zaś  łupieżyli  ją; 
tamci  świat  cały  napełnili  sławą,  a  ci  w  kryjówkach  i  za  murami 
grodów  skrywali  sie.  Nad  wszystko,  nasz  młodocianny,  w  niczem 
nieustępujący  swym  przodkom  król,  stosownie  do  udzielonej  mu 
od  Boga  cnoty,  życzy  ze  wszystkimi  książętami  państwa,  być 
stałym  obrońcą  świętego,  rzymskiego  kościoła  i  najwyższego 
jego  pasterza.  Wszelkie  usiłowania  jego  zmierzają  do  tego, 
aby  przez  powierzoną  mu  władzę  służyć  Bogu  i  namiestnikowi 
jego,  dla  tego  on  tak  wysoko  szanuje  pokój  i  zgodę,  a  tuląc  się 
do  was,  jakby  do  ojca,  pociechę  znajduje.  Co  się  tyczy  oskar- 
żenia nas  przez  Słowian,  jakobyśmy  z  Węgrami  obrazili  wiarę 
katolicką,  zawarli  z  nimi  przymierze,  zaklinając  się  na  psa,  wilka, 
lub  inne  obrzydliwe  przedmioty  pogańskie,-^)  i  jakbyśmy  dali  im 
(Węgrom)  pieniądze,  ażeby  na  Włochy  uderzyli,  to  kłamstwo 
wszystkiego  tego  wnet  by  się  wykryło,  a  nasza  niewinność  byłaby 
stwierdzoną,  jeżeliby  sprawa  nasza  rozważoną  została  przed  obli- 
czem wszechwiedzącego  Boga  i  jego  namiestnika  apostolskiego. 
Wszakże  gdy  oni  ciągle  grozili  naszym  i  oddalonym  od  nas 
chrześcianom,  tudzież  ciemiężyli  ich  prześladowaniem  srogim, 
to  my  rzeczywiście  dali  im,  lecz  nie  pieniężne  podarki,  a  naszą 
odzież  lnianą,  ażeby  choć  cokolwiek  dzikość  ich  zmiękczyć.  I  tak, 
wszystko  wzmiankowane  wyżej,  wymyśUli  ci  (Słowianie)  ze  zło- 
ści serdca  swego  i  biskupów  waszych  podniecili  do  niesprawie- 
dliwego z  nami  postępowania  do  takiego  stopnia,  że  w  liście  do 
nas  posłanym,  jakby  od  stolicy  apostolskiej,  winę  całą  na  nas 
zwalili  i  jeszcze  twierdzili,  że  zasłużyliśmy  aby  miecz  boży  (wy- 
klęcie) spadł  na  nas.     Stało  się  z  nami  także  to,    co  pewien  mę- 

^H     drzeć    powiedział :    na    sprawiedliwym    cięży    wina    zbrodniarza. 

IH    Tymczasem  zbrodnie,    która  nam  przypisują,    oni  sami   oddawna, 

■^■^^^  2»j     Przy  zawarciu  umów  chrzescian  z  poganami,  zwyczajnie  chrzescianie  mu- 

^^^B  sieli  spełniać  obrzędy  pogańskie.  Przy  zawarciu  przymierza  imperatora  Leona  Ar- 
mianina  z  Bólgarami,  Grecy  musieli  się  stosować  do  obrzędów  i  obyczajów  pogań- 
skich.   Theophan.    Contin.  lib.  I,  cap.  20,  p.  31. 


—     154     — 

grów,  stosownie  do  ich  obyczaju  ogolili  głowy  swym  chrześcia- 
nom  fałszywym  i  nietylko  poduszczali  icli  (Węgrów)  na  nas  clirze- 
ścian,  lecz  i  sami  z  nimi  sie  połączyli:  jednych  uprowadzili  w  nie- 
wole, innych  pozabijali,  innych  głodem  i  pragnieniem  w  więzie- 
niach zamęczyli,  niezliczone  mnóstwo  pogrążyli  w  nędze,  mężów 
szlachetnych  i  kobiet  uczciwych  w  niewolę  zabrali,  kościoły  boże 
spalili  i  budowle  wszystkie  zburzyli,  tak,  że  w  całej  Pannonii, 
najobszerniejszej  prowincyi  naszej,  nie  widać  prawie  żadnego  ko- 
ścioła, o  czem  mogliby  rozpowiadzieć,  naznaczeni  przez  Was  bi- 
skupi, jeżeliby  zechcieli  zeznać  ile  dni  przepędzili  w  podróży 
i  w  jakim  stanie  kraj  spustoszonym  znaleźli.  A  gdy  dowiedzie- 
liśmy się  o  wtargnięciu  Węgrów  do  Italii,  —  to  Bóg  świadkiem, 
że  chcieliśmy  ze  Słowianami  pojednać  się  i  obiecaliśmy  przeba- 
czyć im,  przez  wzgląd  na  Boga,  wszystko  co  złego  nam  i  naszym 
uczynili,  zwrócić  im  wszystko,  coby  się  u  nas  mogło  z  ich  ma- 
jątku okazać,  ażebyśmy  byli  w  bezpieczeństwie  z  ich  strony,  przy- 
najmniej dopóty,  aż  odbylibyśmy  wyprawę  do  Lombardy  i,  w  celu 
bronić  posiadłości  ś.  Piotra  i  oswobodzić  lud  chrześciański  z  po- 
mocą boską.  I  po  tylu  zbrodniach  mają  beneficye  i  występują 
jeszcze  fałszywymi  oskarżycielami  ci,  którzy  zawsze  byli  prześlado- 
wcami chrześcian.  Jeżeli  się  znajdzie  ktokolwiek  na  świecie,  aby 
nam  udowodnić  postępki  niesprawiedliwe,  niech  zjawi  się,  a  Wy 
przekonacie  się,  że  on  się  oszuka,  a  my  z  tej  sprawy  czyści  wyj- 
dziemy, I  tak  my  wszyscy  błagamy  Was  nie  dawać  wiary  niczyim 
przeciw  nam  podszeptom,  dopóki  nie  zdarzy  się  okoliczność 
i  w  tej  sprawie  nie  będzie  wyprawiony  Wasz  poseł  do  nas,  albo 
na  odwrót  od  nas  do  Was.  W  ogóle  żal  i  ból  powszechny  prze- 
pełniły mieszkańców  Germanii  i  Noryku,  że  jedność  kościoła  na- 
ruszona, ponieważ  jedno  biskupstwo,  jak  powiedzieliśmy,  na  pięć 
rozdzielone  zostało, •^^)     Jeżeli  zatem  oszukaństwo  podstępem   Sło- 

^^)  Dla  czego  biskupi,  mówiąc  o  dyecezyi  Passawskiej,  milczą  o  prawach 
dyecezyi  Salcburgskiej  na  Pannoniję,  o  czem  prowadzili  spory  z  papieżem  Ja- 
nem VIII?  Czy  w  r.  900  arcybiskup  salcburgski  odzyskał  już  swe  prawa  i  kościo- 
łem w  Pannonii  zarządzał?  —  Być  może!  Tak  myśli  Wattenbach.  Beitrage  zur  Gesch. 
d,  Cliristl.  Kirche  in  Bohmen  und  Mahren,    Wien,   1840,  s.  32. 


wian    przyniosło  jaka   badi    szkodę,  —  niech    to    sprawiedliwość 
naprawi.-' =^^) 

List  ten  pod  wszelkiemi  względami  doskonale  maluje  sto- 
sunki i  ludzi  z  końca  IX  w.  Duchowieństwo  niemieckie,  powodu- 
jąc się  głównie  korzyścią  materyalną,  nie  może  się  pogodzić 
z  myślą  aby  od  biskupstwa  Passawskiego  odjęta  została  Morawia 
i  z  naciskiem  wyrzeka,  iż  biskupstwo  to  na  pięć  rozdzielone  zo- 
stało wbrew  ustawom  kanonicznym,  zamilczając  przytem,  że  już 
w  r.  869  papież  Jan  VIII  uznał  odrębność  morawskiego  ko- 
ścioła, zarząd  którego  ś.  Metodemu  powierzył.  Poczucie  przewagi 
chrześciańskiej  Germanii  nad  Słowianami,  poganami,  chociaż  już 
byli  ochrzczeni,  napełnia  umysł  biskupów  zarozumiałością,  posu- 
niętą do  bezczelności  i  kłamstwa.  Według  ich  pojęcia  lud  sło- 
wiański zawsze  był  podległym  cesarzowi  i  narodowi  niemieckie- 
mu, pod  względem  duchownym  i  świeckim,  że  duchowieństwo 
i  urzędnicy  niemieccy  rządzili  w  kraju  słowiańskim  jak  chcieli, 
a  Słowianie  płacili  podatki,  dopóki  djabeł  ich  nie  opętał,  lecz  czy 
chcą,  czy  nie  chcą  muszą  być  poddanymi  Niemców.  —  Nie  tają 
się  biskupi  z  nienawiścią  do  Słowian,  nie  uznają  w  nich  ludzi  so- 
bie równych,  a  tylko  gorszych,  niekrępują  się  przyzwoitością  wy- 
rażeń, a  pretensyje  swe  do  zarządu  duchownego  w  dyecezyi  mo- 
rawskiej opierają  na  prawie  oręża  i  wyższości  Niemców,  jakby 
od  samego  Boga  przeznaczonych  do  panowania  nad  Słowianami. 
Wyrzekając  się  wszelkich  stosunków  tajnych  z  Węgrami,  prze- 
kupstwa ich  pieniędzmi  aby  na  Włochy  uderzyli,  tudzież  najcięż- 
szego oskarżenia,  że  przy  zawarciu  umowy  zaklinali  się  pogań- 
skim sposobem,  z  obrazą  wiary  chrześciańskiej,  jak  głosili  Sło- 
wianie, biskupi  przyznają  się  jednak,  że  Węgrom  Niemcy  tylko 
odzież  lnianą  dawali,  (co  w  gruncie  było  przekupstwem),  i  Bo- 
giem się  świadczą  że  jedynie  niezgoda  z  Morawianami  przeszko- 
dziła im  zdążyć  na  pomoc    Włochom   przeciw   Węgrom.     Kłam- 

'')  Tekst  u  Erbena,  N.  54.  Dodatek,  I,  N.  20,  cokolwiek  różniący  się 
opuszczeniem  niektórych,  nie  mających  znaczenia  szczegółów,  w  innych  wydaniach 
pomieszczonych.  * 


—     156     — 

stwo  to  jednak  wierutne,  bo  w  tym  samym  czasie  kiedy  Węgry 
grasowali  w  dolinie  Padu,  Bawary  łupieżyli  IMorawie,  a  zatem 
nie  Morawianie  przeszkadzali  Niemcom  do  Włoch  z  pomocą  po- 
spieszyć. 

Dla  usprawiedliwienia  siebie  biskupi  zarzucali  Słowianom, 
że  sie  sami  przyjaźnili  z  Węgrami,  siedlili  ich  u  siebie  i  głowy 
na  wzór  Węgrów  golili.  —  Są  to  wiadomości  prawdopodobne, 
dające  się  łatwo  wytłómaszyć  ówczesnym  stanem  polit3'cznym 
państwa  Morawskiego.  Przyciśnieni  ze  wszech  stron  i  przez 
Czechów  zdradzeni,  Morawianie  musieli  szukać  zbliżenia  się  z  Wę- 
grami, przyjmywać  ich  dla  osiedlenia  w  swym  kraju,  a  bezwąt- 
pienia  byli  między  nimi  i  tacy,  którym  podobały  się  wspólne 
z  Węgrami  na  Niemców  wyprawy.  Oczywiście,  że  stając  do 
szeregów  z  Węgrami,  Morawianie  niechcieli  się  od  nich  różnić 
i  dla  tego  głowy  sposobem  węgierskim  golili.  —  Nie  ścieśniając 
się  żadnymi  argumentami,  dla  usposobienia  papieża  na  korzyść 
Niemców,  biskupi  nie  wahali  się  rzucić  podejrzenie  na  legatów 
papiezkich  wprost  o  przekupstwo.  Tu  chyba  tylko  zupełne  nie- 
pojmowanie tradycyjnej  polityki  papieżów  i  dyscypliny  rzymskiej, 
aby  dopuszczać,  iż  legaci  mogli  cokolwiek  uczynić,  na  co  by  nie 
mieli  upoważnienia  od  stolicy  apostolskiej.  Jan  IX,  idąc  w  ślady 
Adryana  II  i  Jana  VIII  i  mając  na  uwadze,  że  autonomia  kościoła 
morawskiego  była  już  faktem  dokonanym,  nie  mógł  legatom 
swym  wskazywać  innego  postępowania,  jak  urządzenie  hierarchii 
i  obsadzenie  wakujących  katedr  biskupich,  na  co  najmocniej  bi- 
skupi bawarscy  uderzali. 

Rozdrażnienie  przeciw  papieżowi  biskupów  bawarskich  po- 
dzielał także  spółczesny  arcybiskup  moguncki  Hatto,  który  na 
prośbę  wzmiankowanych  biskupów,  odezwał  się  w  Uście  do  pa- 
pieża w  r.  900  pisanym,  niemniej  bezczelnie  jak  jego  bawarscy 
koledzy.  Twierdził  on,  że  buntownicy  przeciw  Frankom  Morawia- 
nie nigdy  własnych  metropolitów  i  biskupów  nie  mieli,  że  wpro- 
wadzenie tej  nowości  pobudziło  Morawian  do  zuchwalstwa,  że 
jeśli  napomnienie  papiezkie  ich  nie  poprawi:    czy    chcą,    czy 


—     157     — 

Ik  nie  chcą  książętom  niemieckim  karku  ugiąć  mu- 
szą, że  to  wszystko  do  rozlewu  krwi  doprowadzić  musi. •'^-)  Czy 
podobno  dopuścić,  aby  arcybiskup  moguncki,  twierdząc  że  Mo- 
rawianie własnych  biskupów  nie  mieli,  nic  nie  wiedział  o  Meto- 
dym,  czy  też  w  zaślepieniu  i  nienawiści  do  Morawianów,  igno- 
rował nawet  dekrety  papieży  Adryana  II  i  Jana  VIII,  aby  bez- 
czelnym fałszem  poprzeć  skargę  biskupów  bawarskich? 

List  biskupów  bawarskich  odesłany  został  do  Rzymu  w  je- 
sieni r.  goG,  a  zatem  już  po  śmierci  Jana  IX,  zmarłego  w  Lipcu 
tegoż  roku.-'^)  Co  w  skutek  tego  listu  przedsięwziął  następca 
Jana  IX,  —  niewiadomo.  IS'iewątpliwie  jednak,  iż  krok  uczyniony 
przez  Jana  IX  w  sprawie  autonomii  kościoła  morawskiego,  osta- 
tecznie zniweczył  pretensye  biskupa  passawskiego  na  poddanie 
pod  jego  władzę  terrytoryi  morawskiej.  Dalszy  los  arcybiskupa 
Jana  i  biskupów  Benedykta  i  Daniela  —  także  niewiadomy.  Wy- 
padki dziejowe,  szybko  następujące  po  sobie,  sprowadziły  burzę, 
o  której  wnet  powiemy. 

3.    Przymierze  Moimira  II  z  Niemcami  w  Regensburgu  r.  901.    Najazdy 
Węgrów   w    r.  902    i    903.     Zamordowanie    posłów   węgierskich    przez 

Niemców  904. 

Osiedlenie  się  Węgrów  w  Pannonii,  około  jeziora  Błatna, 
w  r.  900,  zagrażając  zarówno  Słowianom  i  Niemcom,  zmusiło  oba 
narody  przerwać  wojnę  i  zawrzeć  pokój,  w  Regensburgu,  r,  901. 
Warunki  tego  pokoju  nam  niewiadome,  ale  dla  Moimira  II  mu- 
siały być  dogodne,  w  przeciwnym  bowiem  razie  niemieccy  kro- 
nikarze nie  zaniedbaliby  zapisać  je  dla  potomności.  Tymczasem 
z  annałów  fuldeńskich  dowiadujemy  się  to  tylko,  że  Niemcy  nie 
zadowalniając  się  zawarciem  pokoju  w  Regensburgu,  rozumie  się 


s^)     Erben,  Regesta,  N,  55,  patrz  Dodatek  I,  N.  2\. 

'")  Wyrażenie  w  liście  „ąuia  dei  gratia  liberta  est  Italia  (od  Węgrów)" 
dawno  już,  zwróciło  uwagę  badaczy,  że  list  ten  napisany  został  jnż  po  śmierci 
Jana  IX.     Diimmler,  Gescb.  d.  Ostfrankischen  Reicbs,  III,  s.  514. 


-     158     - 

przez  posłów  morawskich,  \vysłali  jeszcze  do  Morawii  biskupa 
passawskiego  Richara  i  grafa  szwabskiego  Udalrika,  przed  któ- 
rymi Moimir  z  panami  swymi  przysięga  zobowiązali  się  dotrzy- 
mać warunki  pokoju. ^^)  Wymaganie  podobnej  ratyfikacyi  trak- 
tatu wskazuje  jak  wielką  wagę  do  zachowania  go  przywiązywali 
Niemcy,  Zważając  na  okoliczność,  nie  omylimy  się  zapewno 
przypuszczając,  że  tu  szło  Niemcom  o  zapewnienie  sojuszu  z  Mo- 
rawianami przeciw  nastającym  już  z  bliska  Węgrom. ^^')  Podo- 
bne przypuszczenie  znajduje  poparcie  w  postępowaniu  Węgrów, 
którzy  w  latach  goi  i  902  po  trzy  kroć  na  Morawiję  uderzyli,'"') 


^^)  Annal.  Fukl.  an.  901.  Generale  placitum  Radisbona  civitatu  habitum 
est;  ibi  inter  alia  niissi  Moravorum  pacem  optantes  pervenerunt.  Quo(l  niox  ut  pe- 
cierunt  et  juramento  firmatum  est.  Inde  ab  hac  ipsum  Richarius  episcopus  et  Udal- 
ricus  comes  Marahaha  missi  sunt,  qui  eodem  tempore,  ut  in  Bawaria  firmatum  fuit, 
ipsum  ducem  et  omnes  primates  eius  eandem  pacem  se  servaturos  juramento  con- 
strinxerunt.  Podobnie  Herimann  Augiensis  an.  901.  eodem  anno  Moymirius  dux  Ma- 
rahensium  .  . ,  cum  Ludvico  rege  pacificati  sunt. 

■'"^)     Historyk  morawski  Dudik  mniema,  że  wyprawienie  w  poselstwie  biskupa 
Richara    byto    nie    bez    celu    i    zapewno     dla    wyjaśnienia    stosunków    kościelnych 
szczegóły   których   nie   mogły   być   umówione   w    Regensburgu,   bez  zgody  Moimira 
Gesch.   Miihrens,  I,  346^    Na  to  odpowiem.     Wyprawianie   biskupów  w  poselstwach 
w  X  w.,  było  rzeczą  zwyczajna,   bo  ci   byli    więcej   od    innych    dygnitarzy  oświeco 
nymi,    biegłymi    w    piśmie   i    dyplomacyi.     Richar   miał    pretensye    na  dyecezyę  mo 
rawską,   ale  czyż  Moimir  mógł  mu  pomódz,  w  obec  stanowczego  rozporządzenia  pa 
pieża   Jana  IX  i  legatów  jego:    arcybiskupa   Jana,   biskupów    Benedykta  i  Daniela, 
którzy  bezwątpienia   dobrowolnie  nie  odstąpiliby  od  danej  przez  papieża  instrukcyi 
a  przytem  czyż  mógł  Moimir  II  własnemi  rękami  niszczyć  to,    czego    się  usilnie  do 
bijał?    "Wreszcie  nie  pora  była  traktować  o  mniejszej  wagi  kwestyach  hierarchii  ko 
ścielnej,  kiedy  nad  głowami  Niemców  i  Morawianów  zawisł    miecz  węgierski.     Pra 
wdopodobnie  przysięga  Moimira  i  panów   morawskich    potrzebniejszą  była  dla  zape 
wnienia,  że  w  chwili  krytycznej  nie  będą  Węgrom  pomagać.    Jeżeli  podobny  warunek 
był  przedmiotem  traktowania,    to    mógł  być  tylko  konfidencyalny,    współczesnym  la- 
topiscom  nieznany  i  dla  tego  przez  nich  nie  zapisany. 

^'*)  Krótkie,  urywkowe  zapiski  kronikarskie  z  tego  czasu  nie  dają  możności 
pochwycić  wątek  stosunków  międzynarodowych.  I  tak:  Annal.  Fuld.  an.  901.  In- 
terdum  vero  Ungari  australem  partem  regni  illorum  (Morawian)  Carantanum  devas- 
tando  invaserunt.  Ale  Karyntyja  w  r.  901  do  Morawian  nie  należała,  zostaje  więc 
wyrażenie  kronikarskie  ciemne.  Badacze  myślą,  że  być  może  przed  wyrazem  „Ca- 
rantanum" opuszczone  słowo  juxta.  W  takim  razie  możebnem  byłoby  wyrażenie 
kronikarskie  pojmować  w  ten  s^rosóh,  że  Węgry  w  r.  901  zniszczyli  południową 
część  Morawii,  \  o  granicy  jej  z  Kar\  niyją.    Dalej  Herimann  Augiensis  an.  902.    Un- 


—     159     — 

a  w  następnym  r.  903  napadli  na  Niemców.^'^  Tymczasem  Mo- 
rawianie zostają  z  Niemcami  w  zgodzie.  Oczywiście,  że  dla  Wę- 
grów jedni  i  drudzy  nieprzyjaciółmi  byli,  a  zatem  Niemcy  i  Mo- 
rawianie musieli  wprzód  jeszcze  porozumieć  się  między  sobą. 

Zaniepokojeni  osiedleniem  się  Węgrów  w  Pannonii,  Bawary 
przemyśliwali  jakimby  sposobem  odwrócić  burzę,  gotującą  się 
ze  strony  nowoprzybyłych  sąsiadów.  Sojusz  z  Morawianami  na- 
pełniał Bawarów  nadzieją  pomocy  przeciw  Węgrom,  siły  któ- 
rych Bawary  oczywiście  nie  pojmywali,  gdy  razu  jednego,  zapro- 
siwszy na  ucztę  wodzó\v  węgierskich,  zdradą  głównego  wodza 
Chussala  z  orszakiem  jego  zamordowali  (904).''^)  Według  pojęć 
Niemców  X  w.,  godziło  się  z  poganami,  jak  z  psami  postępy- 
wać.  Zwabić  podstępem,  a  potem  zniszczyć  przeciwnika  zdawało 
się  mądrością  polityczną,  której  Niemcy  ściśle  trzymali  się  w  zaj- 
ściach ze  Słowianami. -^^j  Mniemali,  że  podobny  fortel  uda  się 
i  z  Węgrami,  tem  bardziej,  że  ci  nie  spieszyli  z  odwetem  i  na- 
wet po  upływie  roku  od  czasu  dokonania  zdrady,  niczego  prze- 
ciw Bawarom  nie  przedsiębrali. 

Pokój  nad  środkowym  Dunajem  w  r.  904  zdawał  się  zapo- 
wiadać trwałość  swą  w  następne  lata.  Po  Dunaju  korabie  ku- 
pieckie krążyły  swobodnie,  ożywiając  stosunki  Słowian  z  Bawa- 
rami. Skarb  cesarski  napełniał  się  dochodami  pobieranemi  z  kup- 
ców do  Bawaryi  po  Dunaju  przybywających.  Skargi  duchowień- 
stwa bawarskiego  i  grafów    na   nadużycia    przy    pobieraniu    cła, 


gari  Marahenses  petunt  pugnaąue  vicli  terga  verterunt.  Annal.  Alamann.  902.  hel- 
ium in  Maraha  cum  Ungaris  et  patria  victa.  Cóż:  czy  w  tej  wojnie  i  Niemcy  przyj- 
my wali  udział,  że  ich  ojczyzna  klęskę   poniosła? 

^')     Annal.  Alamann.  an.  903.    Bellum  Bauguariorum  cum  Ungaris. 

'*)  Annal.  Alamann.  an.  904.  Ungari  in  dolo  ad  convłvium  a  Baugauriis 
cati;  Chussal  dux  eorum  suiąue  sequaces  occisi  sunt.  Wypadek  ten  w  innych 
analach  zapisany  pod  r.  902.  I  tak:  w  Annal.  Sangallenses  Major.  an.  902.  Aga- 
reni  (id  est  Ungari)  a  Baioariis  ad  brandium  vocati,  ubi  rex  eorum  Chussal  occisus 
est,  et  alii  quam  plurimi  cum  eo. 

'*)  Przykłady:  Moimir  i  Rościslaw  Morawscy.  Później  przez  Gerona  zamor- 
dowanie 30  zwierzchników  słowiańskich,  o  czem  powiem  ni/ćj  i  t.  d. 


—     i6o     — 

wymagały  uregulowania  taryfy  celnej.  Z  rozkazu  króla  Ludwika 
Dziecięcia,  polecono  zostało  margrafowi  wscliodniemu  Aribo  z  jego 
urzędnikami,  w  przytomności  arcybiskupa  salcburgskiego  Teo- 
tmara,  biskupa  passawskiego  Burharda  i  grafa  Ottokara,  zje- 
chawszy się  w  R  a  f  f  e  Isz  t  e  d  t  e  n/")  określić  stałe  cło  od  to- 
warów, które  po  Dunaju  z  Czecli  i  Rakus  do  Bawaryi  przyby- 
wały, szczególnie  soli,  aby  ułatwić  zbyt  jej  z  miejscowej  w  Traun- 
gau  produkcyi.*')  W  którym  mianowicie  roku  zjazd  ten  przy- 
padł, z  pewnością  nie  wiemy,  ale  zważając  na  wypadki  i  osoby 
uczestniczące  w  zjeździe,  wypada  czas  zawarcia  umowy  odnieść 
nie  wcześniej  jak  do  r.  904  i  nie  późniśj  jak  do  r.  goó.''-) 

Zawarcie  umowy  w  Raffelsztedten  świadczy,  że  do  r.  goó 
na  brzegacłi  środkowego  Dunaju  spokój  panował,  ale  wnet  po 
tem  zaszła  jakaś  straszna  katastrofa,  wśród  którój  znikło  państwo 
Morawskie  tak  bystro  i  tak  tajemnie,  że  nikt  ze  współczesnych 
rocznikarzy  o  tym  ogromnym  wypadku  ani  wspomniał.  Dopiero 
w  pół  wieku  późniój  imperator  Konstanty  Purpurorodny  zapi- 
sał, „że  po  śmierci  Świętopełka  synowie  jego  żyli  w  pokoju  z  so- 
bą przez  rok  jeden;  kiedy  zaś  zwada  i  zatargi  pomiędzy  nimi 
wszczęły  się,  przyszli  Turcy,  znieśli  ich  do  szczętu  i  opanowali 
kraj  ich,  w  którym  i  obecnie  (r.  950)  mieszkają.  A  niedobitki 
ludu  rozproszyły  się,  uciekając  do  narodów  ościennych,  Bółga- 
rów,  Turków,  Chrobatów  i  innych  narodów."  *^) 

Jak  kolwiek  bądź  państwo  Morawskie  wojnami  i  zdradą  Cze- 
chów było  już  osłabione,  miało  jednak  tyle  jeszcze  sił,  że  w  mo- 


■•o)     Miejsce  nad  Dunajem,  pomiędzy  rzekami  Aniźą  (Enus),  a  Trawna  (Traun). 

*^)  O  umowie  w  Raffelsztedten  wzmiankowano  w  tomie  II,  str.  lor,  421, 
586,  599,  611,  613.  Dokument  ważny  dla  historyi  stosunków  handlowych  i  społe- 
cznych, patrz  Erbena  Regesta,  N.  58,   an.  906. 

*-)  Figurujący  przy  zawarciu  umowy  biskup  passawski  Burhard  nastąpił  po 
Richarze  dopiero  w  końcu  r.  902.  Zatem  umowa  nastąpiła  później.  Zamordowanie 
wodzów  węgierskich  przez  Niemców  nastąpiło  w  r.  904,  a  wkrótce  po  tem  zemsta 
ich,  prawdopodobnie  w  r.  906.  Zatem  umowa  musiała  mieć  miejsce  między  r.  904 
a  906,  dla  tego,  wydawcy  kodeksów   dyplomatycznych,  datnją  ją:   circa  an.  906. 

*■')     De  Administrando.  cap.  41. 


—      I  o  1      — 

cnych  grodacli.j^a€l  Morawą  i  Dyja,  tudzież  w  górzystych  miej- 
scowościach Karpatów  mogło  stawić  mocny  opór  konnym  hor- 
dom Węgrów,  nieiizdolnionym  do  walki  pieszo,  a  tern  bardziej 
do  szturmu  grodów  warownych.  A  jeśli  przypomnimy,  że  na- 
wet organizowanym  wojskom  niemieckim  nie  ziwsze  udawało 
się  zdobywać  grody  morawskie,  to  łatwo  zrozumimy  niepodo- 
bieństwo do  prawdy,  aby  konna  dzicz  mogła  opanować  obronne 
stanowiska  ^lorawianów  i  to  jeszcze  tak  bystro  i  tak  łatwo,  że  nikt 
o  tem  nie  zapisał  ani  słowa.  Musiało  tu  zajść  jakieś  nadzwy- 
czajne zdarzenie,  o  tyle  przykre  Niemcom,  że  nikt  z  ich  roczni- 
karzy  nie  życzył  zapisać  tego.  co  zaszło.  Nie  mając  więc  świa- 
dectw historycznych,  zniewoleni  jesteśmy,  dla  objaśnienia  tego 
ogromnego  zdarzenia,  udać  się  konjektury. 

Od  zawarcia  pokoju  w  Regensburgu  r.  901  Morawianie  żyli 
w  zgodzie  z  Niemcami,  ale  odwieczna  między  nimi  nienawiść  nie 
ugasła,  z  czego  wcześniej  jeszcze  korzystali  Węgry,  gdy  w  r.  goo 
biskupi  bawarscy  skarżyli  się  papieżowi,  że  do  napadu  na  chrze- 
ścian  Morawianie  razem  z  Węgrami  do  szeregów  stawali.  Na- 
ciskani z  dwóch  stron  przez  Niemców  i  Węgrów,  Morawianie 
widocznie  znośniejszymi  uważali  ostatnich.  Węgry  zaś,  zamie- 
rzając odemścić  Niemcom  za  wiarołomne  morderstwo  swych  wo- 
dzów, musieli  dbać  o  to,  aby  Niemców  wszelkiej  pomocy  od  Mo- 
rawian pozbawić.  Dwóch  sprzymierzeńców  na  raz  —  za  wiele. 
Słabszego  i  mniej  zaciętego  wroga  wypadało  nagłym  najazdem 
obezwładnić,  a  potem  dopiero  z  mocniejszym  się  rozprawić.  Tak 
sprawy  stały,  jak  się  zdaje  według  logicznego  porządku.  A  jak 
rzeczywiście  stało  się  —  nie  wiemy.  Gdy  jednak  w  r.  906  na 
wezwanie  Głomaczów,  Węgrzy  pospieszywszy  z  pomocą  im  do 
Turyngii  wpadli, ^^)  toć  nie  inaczej,    jak  przez  Morawy  i  Czechy 


**)     Książe  saski  Otto  staczał  pograniczne  boje  z  Glomaczami,  a  gdy  w  r,  906 

Sial  pizeciw  nim   syna   swego   Henryka  (Ptasznika),   Glomacze   wezwali  na  pomoc 

Węgrów.    Widukind,  I,  17,  20.    W  zapędzie  Węgry  aż  do  Saksonii  wpadli.   Annal. 

Corbejens.  906.    Ungari  in  Saxoniam  yenerunt;   podobnie  Annal.  Hildesheimens.  906; 

Annal.  Ottenburani  906;    Annal.   Saxo  906;    Annal   Palidenses  906 ;    Lamberti  Her- 

Tom  Ul.  1 1 


102       

zdążyć  mo^li  w  te  stronę.  Jakoż  znajdujemy  kronikarf^ką  wzmian- 
kę, pod  r..  Qo6,  o  jakiejś  porażce  Węgrów  przez  Morawianów/'') 
zapewne  jakiejś  hordy  łupieżącej  w  Morawii  w  czasie  upadku  jej 
niepodległości. 

Po  zniszczeniu  Morawii  przyszła  kolej  i  na  Niemców,  któ- 
rzy, przewidując  grożącą  im  zemstę,  zawczasu  gotowali  się  nale- 
życie, a  zebrawszy  znaczne  siły  w  Czerwcu  r,  907  ruszyli  naprzód, 
łudząc  się  nadzieją  zniszczenia  w  jednej  bitwie  dziczy  węgier- 
skiej i  odrzucenia  jej  ku  wscliodowi  na  zawsze.  Stało  się  ina- 
czej. W  zaszłej  bitwie  gdzieś  na  wscliodniej  granicy  posiadłości 
bawarskich,  prawdopodobnie  w  okolicy  Presburga,"*")  w  Lipcu 
r.  Q07  całe  wojsko  niemieckie  na  głowę  rozbite  zostało.  Mark- 
graf  Luitpold,  arcybiskup  salcburgski  Teotmar,  biskupi  Uto  frei- 
zingeński,  Zachariasz  sebeński  i  mnóstwo  innych  dygnitarzy  nie- 
mieckich padli  w  boju,  a  król  Ludwik  ucieczką  ledwo  się  urato- 
wał.^")    Węgry   zapędzili  się   aż   do   r.  Innu,   marka  Wschodnia 

rdden.  906.  (Porów.  Raumer,  Regesta,  N.  109.  MuWerstedt,  Regesta  Magdeburg, 
N.  54).  Ale  historycy,  zważając  na  inne  świadectwa  pod  r.  908  zapisane,  mnie- 
mają, że  Węgry,  na  wezwanie  Glomaczów,  wpadli  do  Turyngii  w  r.  908.  I  tak: 
Cont.  Reginona  a.  908.  Ungari  interum  terminos  transgressi  Saxoniam  et  Turin- 
giam  vastaverunt.  Z  tego  powodu  turyngski  historyk  Knochćnbauer  napad  Węgrów 
na  Turyngiję  odnosi  do  r.  908,  a  o  napadzie  r.  906  nie  wspomina.  (Porów.  Kno- 
chćnbauer, Gesch.  Thiiringens,  s.  48).  Prawdopodobnie,  że  to  były  dwa  różne  na- 
jazdy Węgrów,  którzy  po  rozbiciu  Niemców,  gdzieś  ,w  okolicy  Presburga  w  r.  goy. 
co  rok  wznawiali  najazdy  swe  na  Germaniję,  jak  zobaczymy  niżej, 

*'^)  Szafarzyk  powołując  się  na  annalistę  saskiego:  Ungarii  a  Marahis  ce- 
duntur,  mniema,  że  jeszcze  w  r.  906  Moimir  II  napady  Węgrów  walecznie  odpie- 
rał. Star.  Slow.  §  41,  cyt  63,  s.  485.  Dudik  mniema,  że  w  r.  906"  nastąpił  upa- 
dek Morawii,  i  że  wtedy  już  Czechy  w  niejakiej  zależności  od  Węgrów  zostawały, 
a  zatem  Węgry  do  Glomaczów  zdążyli  wprost  przez  Czechy.    Miihr.  Gesch.  I,  s.  352. 

•*<*)  O  miejscu,  w  którem  zaszła  bitwa  Niemców  z  Węgrami  w  Lipcu  r.  907, 
zachowała  się  wzmianka  w  martyrologii  freizingeńskiej  X  w.:  III.  Non.  (lul.)  Ijellum 
Baioariorum  cum  Ungaris  in  Oriente  t.  j.  gdzieś  na  wschodniem  pograniczu  władz- 
twa Bawarów,  raczej  marki  Wschodniej,  na  wschód  od  Widnia.  (Porów.  Kaemeł. 
Die  Anfange  deutschen  Lebens  in  Oesterreich,  1879,  s.  301.  Diimmler,  Geschiclite 
d.  Ostfriink.  Reichs,  III,  s.  548.  AYedług  słowiańsldch  historyków,  bitwa  zaszła 
w  okolicy  Brzetyslawy  t.  j.  Presburga.  Szafarzyk,  Star.  Słów.  §  41,  s.  485.  Sa- 
sinelc.   iSi. 

*")  Annal.  Corbei,  907.  Baioariorum  gens  ab  Ungaris  pene  dełela  est.  Aonal. 
Alam,  907.    Bełlum    Baugauriorum    cum   Ungaris  inauperabile,    atque  Luitbaldus  dux 


—     103     — 

znikła,  a  jej  wielkorzadzca  Arłbo  w  Bawaryi  szukał  przytułku. 
Całowiekowa  robota  niemiecka  przepadła  od  razu.  Cóż  sie  z  Moi- 
mirem  stało?  Czy  walczył  z  Niemcami  razem  i  poległ,  czy  pozo- 
stał? Milczą  o  tem  kronikarze  współcześni,  przerażeni  okropnem 
spustoszeniem  całej  Germanii  w  następne  po  tej  bitwie  lata.  Prze- 
rażenie powszecłine  było  tak  mocne,  że  o  takiem  ogromnem  zda- 
rzeniu, jak  upadek  państwa  Wielkiej  Morawii,  nikt  ani  słowa  nie 
zapisał.  Dopiero  w  kilkadziesiąt  lat  później,  Konstanty  Purpu- 
rorodny  zauważał,  że  po  opanowaniu  Morawii  przez  Węgrów, 
„niedobitki  Morawłanów  uciekły  do  Bółgarów,  Turków  i  Cłiro- 
batów."  W  rzeczywistości  upadek  Morawii  ciągnął  się  lat  kilka. 
Po  odpadnięciu  Czechów  r.  895,  Pannonii  r.  899 — 900,  osłabiona 
Morawija  nie  mogła  utrzymać  Cłirobatów,  zwyciężonych,  przed 
kilkunastu  laty  przez  Świętopełka.  Stronnictwo  wygnanego  księ- 
cia Wyszewita  bezwątpienia  skorzystało  z  najazdu  Węgrów,  a  gdy 
księcia  Moimira  II  nie  stało,  Chrobacya  niezależność  zyskała. 

§42. 

Wpływ  apostolstwa  śś.  Cyryla  i  Metodego  na  cywi- 
lizacyję  Słowian. 

I.    Pogląd  ogólny. 

W  polowie  IX  w.,  kiedy  śś.  Cyryl  i  Metody  przystąpili 
do  szerzenia  pomiędzy  Słowianami  chrześciaństwa,  Słowianie  za- 
chodni tworzyli  osobne  księstwa,  które  oczekiwały  podniesienia 
oświaty,  aby  się  zlewać  w  większe  organizmy  państwowe.  Nim 
jednak  to  nastąpić  mogło  drogą  powolnego  rozwoju,  nacisk  sze- 
r/.oiioiio   przez  Niemców   chrześciaństwa,    tudzież  kultury  zacho.l- 


H  eorum  supersticiosa  superbia  occisa,  paucique  christianonim  evasevunt,  interemptis 
}tis  episcopis  comitibusąue.  Auct.  Garst.  907.  Dietmarus  salzburgensis  archi- 
Bcopus  occiditur  ab  Ungaris  cum  Utonę  et  Zacharia  episcopis.  Wiele  innych  po- 
dobnych wspomnień  w  Diimmlera  Geschichte  des  Ostfriink.  Reichs,  III,  str.  548, 
przypisek  I.  / 

n*  / 

/ 

/ 
/ 


—      IÓ4     — ■ 

niej,  zagrażały  wynarodowieniem  Słowian  naddunajskich  aż  do 
Karpatów,  a  na  południu  aż  do  ujścia  r.  Drawy. 

Cóż  mogli  Słowianie  Icu  obronie  własnej  narodowości  po- 
stawić? Wyobrażenia  pogańslcie,  wypływające  z  .kultu  przyrody 
i  ubóstwienia  przodków,  w  zasadzie  piękne,  wysoko  uduchow- 
nione,  nie  mogły  atoli  równać  sie  z  wyższemi  zasadami  Chry- 
stusa. Uroczystości  i  obrzędy  pogańskie,  obcłiodzone  z  prostotą 
ludu  rolniczego,  jakże  skromnie  wyglądały  w  obec  nabożeństwa 
i  obrzędów  clirześciańskicłi  przez  misyonarzy' niemieckich  z  całą 
okazałością  kościoła  rzymskiego  odbywanych?  Misyonarze  ci 
w  oczach  Słowian  zdawali  się  być  czemś  wyższem  od  nich,  a  gó- 
rując wykształceniem  rzymskiem,  zniewalali  Słowian  poważać 
obyczaje,  mowę  i  pismo  cudzoziemskie.  W  obec  takiego  poło- 
żenia rzeczy,  oświata  Słowian  z  ich  własnych  żywiołów  rozwinąć 
się  nie  mogła,  a  tymczasem  napływ  kolonistów  do  dóbr  bisku- 
pów i  klasztorów  bawarskich  w  Pannonii  i  Morawii,  tudzież  róż- 
nych rzemieślników  i  przemysłowców,  zagrażał  ekonomicznem 
zniszczeniem.  Mniej  oświeceni  od  cudzoziemców  Słowianie  łatwo 
mogli  byli  zepchnięci  być  na  podrzędne  stanowisko,  podobnie  do 
tego  jak  się  stało  ze  Słowianami  w  Bawaryi  pozostałymi.  Ażeby 
zapobiedz  nieszczęściu,  Słowianom  wypadało  starać  się  o  podnie- 
sienie oświaty  rodzimej,  z  pomocą  nauczycieli  i  księży  własnego 
rodu.  Lecz  zkąd  ich  wziąć,  jak  zaszczepić  oświatę,  kiedy  pi- 
sma, zastosowanego  do  dźwięków  mowy  słowiańskiej,  nie  znano 
wcale  ? 

Zdawałoby  się,  że  przy  podobnym  stanie  rzeczy,  przewaga 
łacińsko  -  niemieckiej  cywilizacyi  powinna  była  strawić  mniej 
ukształcone  żywioły,  a  w  skutek  tego  nastąpić  wynarodowienie 
Słowian,  z  utratą  niepodległości.  Zdaje  się,  że  książę  Rościslaw 
pojmywał  to  wszystko,  udając  się  do  cesarza  wschodniego  z  pro- 
źbą  o  przysłanie  mu  księży  biegłych  w  mowie  słowiańskiej.  Ce- 
sarz mógł  mu  posłać  zwyczajnych  księży  greckich,  którzy,  mie- 
szkając między  Słowianami,  mogli  znać  ich  mowę  i  przydać  się 
do  nauczania  zasad  chrześciaństwa,    podobnie  jak  nauczali  księża 


—      1 6;; 


łacińsiko-nrernieccy.  Tego  jednak  byłoby  niedostatecznie.  Aż^by 
Słowianie  byli  w  stanie  wytworzyć  własną  C}  wilizacye  i  zacho- 
wać niepodległość,  musieli  spieszyć  z  podniesieniem  oświaty  wła- 
snej, na  równi  z  oświatą  sąsiednicłi  Niemców,  musieli  rrrieć  pi- 
smo, zastosowane  do  mowy  słowiańskiej,  a  bez  tego  wszelkie  usi- 
łowania księży  greckich  spełzłyby  na  niczem.  Tym  sposobem 
pismo  słowiańskie  w  połowie  IX  wieku  stało  się  kwestyją,  od 
rozstrzygnienia  której  los  Słowiańszczyzny  zależał.  Następywała 
w  dziejach  Słowiańszczyzny  najważniejsza  chwila:  być  albo  nie 
być? 

Na  szczęście  Słowian  Opatrzność  posłała  im  nauczycieli 
wysoko  uduchownionych  w  osobach  apostołów  Cyryla  i  Me- 
todego! 

W  bogobojnem  natchnieniu,  nie  powodowani  żadną  poli- 
tyką światową,  apostołowie  opowiadali  Słowianom  zasady  nauki 
Chrystusa  szczerze,  w  najczystszej  treści,  bez  domieszek  wido- 
ków osobistych;  pracowali  nad  oświeceniem  ludu  z  największą 
gorliwością  i  zupełnem  poświęceniem  się  sprawie,  którą  za  po- 
słannictwo, od  Boga  im  przeznaczone,  uważali. 

Znosząc  cierpliwie  urągania  i  prześladowania  nieprzyjaciół 
obrzędu  słowiańskiego,  apostołowie  nasi  podawali  piękny  przy- 
kład poświęcenia  się  dla  idei  duchowego  odrodzenia  narodu, 
a  życiem  swem  stwierdzali  cnoty,  o  których  według  nauki  Chry- 
stusa głosili.  Rzecz  jasna,  iż,  przyzwyczajeni  do  błędów  pogań- 
skicli,  Słowianie  nie  mogli  się  od  razu  nakłonić  do  wyrzeczenia 
się  zemsty,  wielożeństwa,  utrzymywania  w  niewoli  jeńców,  nie 
mówiąc  już  o  sprośnych  obyczajach  i  wielu  innych  przywarach 
moralnych,  ale  apostołowie  nasi  wykupując  z  niewoli  jeńców,^) 
pr/^-strzegając    miłość    między    małżonkami,'-)   konieczność  jedno- 


W^niianka  w  Żywocie   ś,  Cyryla   o    wstawieniu    się   jego    do   księcia  Ko- 

oc)  jeńców  oswobodził,    chociażby    nie  była  faktem,  a  tylko  leminiscen- 

cyą  oswobodzenia  przez  hagana  chazarskiego,  na  proźbe  ś.  Cyryla,  z  niewoli  chize- 

ścian,    w    każdym    razie    świadczy    o    s/lai^hctncui    u-ilowaniu    apostola    przywrócić 

niewolnikom  swobodę.     Porów.  wy/.. 


—     i66     — 

żeństwa,  zawieranie  małżeństw  bez  kazirodztwa,"')  pouczając  o  mi- 
łości bliźniego,  torowali  drogę  przyszłym  pokoleniom  do  życia 
moralnego,  stosownie  do  zasad  chrześciaństwa:  kochajcie  bliźnie- 
go, nawet  nieprzyjaciół  waszych.  Tego  samego  wprawdzie  nau- 
czało i  duchowieństwo  rzymskie,  ale  na  nieszczęście  Słowian,  do 
nich  przybywali  księża  najczęściej  niemieccy,  zarażeni  polityką 
swych  cesarzów,  dla  których  religia  była  środkiem  do  ujarzmie- 
nia Słowian.     Tacy  księża  nie  zyskiwali  u  Słowian  zaufania. 

Słuchając  we  własnej  mowie  nauki  religijnej,  lud  słowiański 
ochoczo  garnął  się  do  swych  nauczycieli,  pojmywał  ich  szczerość 
i  wysokie  zasady  udzielanej  mu  nauki,  poznawał  cnoty  i  poży- 
tek oświaty.  Mowa  słowiańska,  kształcona  w  naukach  i  kaza- 
niach kościelnych,  tudzież  w  piśmie,  podnosiła  w  ludzie  poczucie 
godności  narodowej.  Tego  właśnie  brakowało  w  nauce  księży 
łacińsko-niemieckich,  przez  co  lud  słowiański  czuł  się  poniżo- 
nym i  dla  tego  nie  lubił  ich.  Dopiero  od  rozpoczęcia  apostol- 
stwa śś.  Cyryla  i  Metodego  lud  słowiański  przekonywał  się,  że 
mowa  jego  nie  jest  „barbarzyńską",  za  jaką  ogłosili  ją  wrogi, 
nabierał  świadomości  o  uzdolnieniu  własnem  do  przyjęcia  oświaty, 
do  zrównania  się  z  cudzoziemcami,  a  przytem  i  do  zachowania 
niepodległości  od  Boga  mu  danej. 

Schodząc  ze  świata  apostołowie  Cyryl  i  Metody  zostawili 
Słowianom  wiekopomny  owoc  swej  pracy,  —  księgi  liturgiczne 
na  język  słowiański  przez  nich  przetłómaczone  i  pismo  zastoso- 
wane do  potrzeb  mowy  słowiańskiej,  przez  co  otworzyli  milio- 
nom Słowian  drogę  do  wytworzenia  własnej  cywilizacyi  narodo- 
wej i  do  zajęcia  poważnego  stanowiska  w  szeregu  najwyżej  ucy- 
wilizowanych narodów.  Ażeby  dostatecznie  ocenić  zasługi  nie- 
śmiertelne apostołów  naszych,  zwrócimy  uwagę  na  stan  pisma 
u  Słowian,  w  epoce  wprowadzenia  u  nich  chrześciaństwa. 


^)  Według  Żywota  Metodego  „pewien  mąż  bardzo  bogaty  i  rad/.ca  ożenił  bie 
był  z  swoją  clirzestną  córlcą,  czyłi  Icmotrą.  Tych  srodze  sliarciwszy  (Metody),  nat\- 
czal  i  upominał..."     Żywot,  rozdz.   n. 


—     i67     — 

2.    Grafika  starożytna. 

U  Słowian,  podobnie  jak  u  innych  ludów,  wynalazek  pisma 
poprzedzały  rzeźba  i  malarstwo.*;  Człowiek  rzeźbiąc  i  malując 
na  drzewie,  kamieniu,  kości,  glinie,  metalu  figury  roślin,  ptaków, 
płazów,  zwierząt,  wreszcie  zjawisk  przyrody,  uczył  sie  wyobra- 
żenia swe  przedstawiać  zewnętrznymi  znakami,  nadawać  im  sym- 
boliczne znaczenie,  stosownie  do  usposobień  kultu,  który  zawsze 
i  wszędzie  był  głównem  źródłem  pomysłów  sztuki. •'^)  Ale  tysiące 
znaków  symbolicznycli  nie  wystarczały  do  wyrażenia  różnoro- 
dnych wyobrażeń  i  zwrotów  myśli.  Potrzeba  wskazywała  ko- 
nieczność wynalezienia  znaków  uogólniających  pojęcia.  U  nie- 
których ludów  zjawiły  się  monogramy  w  kształcie  run,  które 
w  jednej  wykreślonej  postaci  zawńerały  całe  wyrazy.  Było  to 
już  pismo  ideograficzne,  ślady  którego  znajdujemy  w  hieroglifach 
egipskich.  U  innych  ludów,  jak  n.  p.  u  Chińczyków,  wytworzyło 
się  pismo  sylabiczne,^)  które  w  cesarstwie  Chińskiem  do  tej  pory 
niezmiernie  utrudnia  naukę  pisania,  odejmując  możność  dosko- 
nalenia pisma. '^ 

Szczęśliwszemi  były  ludy,  którym  udało  się  pojąć,  że  gra- 
fikę najlepiej  zastosować  do  głosów  mowy,  że  dość  jest  każdy 
pojedynczy  głos  oznaczyć  pewną,  pod  zmysły  podpadającą  po- 
stacią, aby  z  niewielkiej  ilości  znaków  głosowych  utworzyć  pi- 
smo, przydatne  do  wyrażenia  wszelkich  objawów  myśli.  Nie  bę- 
dziemy dochodzić,  gdzie  się  najprzód  zjawiło  pismo  głosowe  (fo- 
netyczne),   a    poprzestaniemy    na    powszechnie  przyjetem  zdaniu, 


^)     w  staroslowiańskiem  pljsati,    teiaz    pisutb,    pisać    oziiaczulu:    ma- 
ło wul. 

•'')      Porów.,    co    powiedziano    w    tomie  II,  b.  927,  928,  o  znakach  i   ozdobach 
na  urnach  słowiańskich.     Inne  dowody  czerpiemy  z  wykopalisk    przedhistorycznych. 
•*)     Do  porównania    znaków    symbolicznych    pisma,    monogram   i   run    u   roz- 
tych  ludów,  wzory  przedstawione  sa  w  dziele  Faulmanna,  Gcschichle  der  Schrift. 
Srifisysteme  aller  Vólker  der  Erde,  r.    1880. 

■)     Lekoy    de    la  Marchc.    L'art    d'ecrirc    et    les    calligraphes,    w    Hevue  des 
^ueslions  hisloriijues,  Paris.    1884.  tom  35.  s,    16S. 


—     i68     — 

że  już  za  czasów  króla  Kadma  Grecy  używali  podobnego  pisma, 
od.  Fenicyan  powziętego.  Rzymianie,  udoskonaliwszy  pismo  gło- 
sowe, rozpowszechnili  je  po  świecie,  a  tymczasem  na  Wschodzie 
Ormianie,  Arabowie,  Hebraje  i  inne  ludy  kształcili  każdy  po 
swojemu  pismo  głosowe,  nadając  literom  formy  szczególnycli 
typów, 

Z  tegoż  samego,  co  greckie  pismo,  źródła,  w  głębokiej  sta- 
rożytności powstawały  keltyckie,  skandynawskie  i  słowiańskie 
runy,  wynalazek  których  młodzieńcza  wyobraźnia  ludów  samym 
bogom  przypisywała.  Mieszkańcy  Islandyi  dotąd  runy  nazywają 
pismem  Odina.*^)  Runy  skandynawskie,  pierwotnie  służące  do 
oznaczenia  pewnych  przedmiotów,  używane  były  także  jako  znaki 
tajemnicze  do  odpowiedzi  kapłanów,  do  wróżby  i  czarów,^)  wre- 
szcie do  napisów  na  grobowcacli  i  skałach,  aż  nim  pod  rylcem 
poetów  islandskich  wykształciły  sie  i  do  szerszych  potrzeb  jako 
osobny  alfabet,  futork,'")  zastosowane  zostały. 

W  jakimże  czasie  i  w  jakiej  mianowicie  postaci  znaki  pi- 
śmienne zjawiły  się  u  Słowian?  Odpowiedzi  na  to  szukamy  we 
wzmiankach  historycznych  o  cywiłizacyi  starożytnej  Słowian. 
Wszal<'  według  podań  skandynawskicli  Wanowie,  t.  j.  Windy,  ra- 
czej Słowianie  słynęli  od  dawna  jako  lud  w  naukach  biegły.    Do 


*)     Siogren.    Ueber  das  Werk  des  Finn-Magnusen,   1842,  s.  51,  przyp.   i. 

^)  Urspiunglich  bedeutete  das  altnordische  Wort  run,  im  plur.  r  u  n  a  r, 
W  o  r  t  e  und  R  e  d  e  n,  besonders  g  e  li  e  i  m  e  oder  flusternde,  von  welcher 
Bedeutung,  bei  iihnlichen  Wortern  sich  Spuren  in  vielen  alten  Europiiischen  Spra- 
chen  und  namentlich  den  Gotisch-Germanischen,  Keltischen  und  Finnischen  finden. 
Mit  der  Zeit  ward  jene  Benennung  natiirlich  auf  die  stummen  Schriftzeichen  ange- 
wendet.  Siogren,  jak  wyżej,  s.  47 — 9.  Wyraz  runa  pierwotnie  oznaczał  czary,  szepty, 
mowę,  sad,  wyrok,  opowiadanie,  powieść,  Kraszewski.  Sztuka  u  Słowian,  255.  —  Der 
Name  run  ist  yerwandt  mit  ryna  ,.verborgene  Dinge  ergriinden",  run,  runa 
„die  vertraute  Ratligeberin", —  runi  „der  vertraute  Rathgeber",  ryndr  „kundig, 
Zauberer",  im  Gothischen  bedeutet  runa  „Geheimnis",  Berathung,  Rathschluss,  im 
Ahhochdeutschen  runa  „Gemurmel,  Rath",  —  runs  „Springąuell"  (Ursprung)  i  t.  d. 
Faulmann,    Illustrirte  Gesch.  d.  Schrift,  34, 

10)  Jak  alfabet  i  azbuka  M'zięly  początkowo  nazwę  swą  od  pierwszych  liter 
greckich  i  słowiańskich,  tak  i  runy  skandynawskie  otrzymały  nazwę  Futhork  od  swych 
pierwszych  liter:   fe,    ur,   thurs,    os,    reid,   kaun.    Faulmann,  s,  42. 


—     169     — 

Warrahermu,  to  jest  do  ojczyzny  Windów,  posyłali  Normano- 
wie  swych  bogów  i  znakomitych  mężów  dla  poznania  mądrości 
nauk/^)  pomiędzy  któremi  słynęły  pismo  i  śpiew,  według  island- 
skich  wspomnień  Venda  =  Runir  zwane.'-)  Do  tego  wy- 
pada dodać  dawne  świadectwa  historyczne:  Konstantego  Pur- 
purorodnego  o  stwierdzeniu  przez  Chorwatów  własnem  pismem 
przysięgi,  którą  ś.  Piotrowi  przy  ochrzczeniu  ich  złożyli  (r.  640)/"^) 
Thietmara  o  napisach  na  posągach  bogów  w  chramie  Rado- 
goszcza,'*)  Saksona  Grammatyka  o  spisie  300  wojowników  Swan- 
tewita  arkońskiego,'^;  arabskich  pisarzy  o  piśmie  u  Słowian  ru- 
skich w  X  w.'*')  Zkądże  jednak  pewność,  że  Słowianie  pomor- 
scy, chorwaccy,  ruscy  używali  rodzimego,  a  nie  łacińskiego,  grec- 
kiego, lub  innego  cudzoziemskiego  pisma?  Pomników  rytych  na 
głazach,  lub  pisanych  na  innych  przedmiotach  nie  pozostało  wcale, 
a  znajdywane  okruchy  urn,'")  kamieni,'^)  lub  wreszcie  bożki  me- 


11)  Vani  sapientes,  Edda  Saemundar,  I,  22 — 23,  76 — 77,  205 — 206.  Szafa- 
rzyk,  I,  158. 

^*)  Ausser  dem  Dithmar  kannten  auch  die  Islaudischen  Schriftsteller  die 
Wendischen  Runen  (Winda-Runir).  Thunmanns  Unłersuchung  iiber  die  alte  Ge- 
schichte  ein  nord  Yólker,   1772,  s.  283.     Szafarzyk,  II,  737. 

'")  „Chirographis  propriis  datis  Sancto  Petro  jusserunt."  Const.  Proph.  de 
Administrando  . . .   cap.  31. 

**)  Interius  dii  stant  nianu  facti,  singulis  nominibus  insculptis.  Chr.  lib.  VI, 
cap.   17,  w  Bielowskiego  M.  P.  I,  278. 

1*)  Bóg  Ranów  Swantewit  miał:  trecentos  equos  descriptos,  Saxo  Gram, 
Historia,  lib.  XIV,  p,    158  na  odwrocie. 

^*)  Ibn-Fozlan  około  r.  920  opowiada,  jak  po  spaleniu  ciała  pewnego  zmar- 
łego Rusa,  na  grobie  jego  postawiono  drzewo  duże,  na  którera  przytomni  napisali 
jego  imię,  tudzież  imię  cara  ruskiego.  Harkawi,  CKasaHia  Mycy.ibMancKiiNTj  njicaTC- 
jieft  o  C.iaBaiiaXTj  ii  PyccKliM.,  1870.  s.  101.  Ibn-an-Nadin,  r.  987,  wspomina,  że 
Russy  mieli  własne  pismo,  które  na  drzewie  wyrzynali.    Harkawi,  jak  wyżej,  s.  2;o. 

^')  Wykopana  w  pierwszej  połowie  b.  w.  w  okolicy  Neue  Kobelitz,  w  ob- 
wodzie Starogardskim,  w  księstwie  Meklenburg  -  Strelitz,  urna  gliniana,  z  napisami 
runicznymi  podała  powód  do  podniesienia  pytania  o  grafice  słowiańskiej.  A  ponie- 
waż w  ileklenburgu  nie  znalazło  sie  nikogo,  ktoby  mógł  napisy  na  urnie  przec/.y- 
tać,  odesłano  ją,  około  r.  1848,  do  Pragi,  gdzie  po  zbadaniu  przez  Szafarzyka, 
Hankę,  Erbena,  Hauusza  i  AVocela,  napisy  na  urnie  za  słowiańskie  uznane  zostały. 
Napis  przedstawia  kreski  proste,  czasem  ukośnie  postawione,  niektóre  z  widłami  do 
góry,  lub  odrostkami  w  dół.     Uczeni  czescy  zawyrokowali,    że   znaki  te  mają  podo. 


—     1 70    — 

taliczne  z  napisami,  jak  mniemajci  nitktórzy,  runic/.nymi,  dotąd 
stanowią  kwestye  sporna  i  Bóg  wie  czy  kiedykolwiek  nastąpić 
może  jej  rozwiązanie, '**)    Cóż,    przy    trzeiwem    zapatrywaniu    si§ 


bieństwo  do  napisów  na  posążkach  prilwickich  i  wynaleźli  klucz  do  przeczytania 
wyrazów :  eba  gamna  ksansoa,  t.  j.  hoc  sepultrum  principis  (sacerdotis). 
Rozważając  wyrazy  te  archeologowie  przyznali,  że  eba  w  słowiańskim  znaczy  to 
samo  co  ewa,  gamna  =  jamna,  jama,  grób,  ksansoa  od  wyrazu  k  n  a  n  z, 
kneż,  knez,  kneź.  Wszystko  razem  ma  znaczyć:  oto  grób  księcia  (czy 
księdza?).  Porów.  Memoires  des  Antiquaires  du  Nord,  1848 — 9,  s.  353 — 7.  Tamże 
i  faksymile  napisu  na  urnie. 

•*)  Znalezione  w  okolicy  Mikorzyna,  powiatu  Ostrzeszowskiego,  w  Księstwie 
Poznańskiem  (r.  1856),  dwa  grobowe  kamienie,  z  runicznymi  napisami,  podały  po- 
wód do  nieporozumienia  między  archeologami:  Siedmiu  badaczy  polskich  rozmaicie 
wyczytali  napisy,  jeden  z  nich  ma  znaczyć:  smir  kmet  Prowe,  a  drugi  smir 
woin  Bogdan  z  Lenawoje,  ale  każdy  z  badaczy  znajdywał  różne  warjanty, 
niezgodne  z  czytaniem  innych.  Porów,  Przezdziecki.  O  kamieniach  mikorzyńskich 
sprawozdanie,  Kraków,  r.  1872,  s.  47,  z  wizerunkami.  —  Kazimirz  Szulc.  Auten- 
tyczność kamieni  mikorzyńskich  zbadana  na  miejscu,  przez  Dr.  K.  Szulca,  Poznań, 
1876,  stronic  151.  Po  rozważeniu  kwestyi  o  tych  kamieniach  profesor  Jagicz  zwąt- 
pił o  ich  autentyczności  i  mniema,  że  u  Słowian  run  nie  znano  wcale.  Archiw  fur 
slavische  Philologie.    T.  IV,  r.   1880,  s.  388. 

•8)  Przypadkowe  odkrycie  w  Prilwitz,  niedaleko  Stargardu  meklenburgskiego, 
bronzowych  posążków  bóstw  pogańskich,  w  latach  1687 — 1697,  a  więcej  jeszcze 
w  końcu  XVIII  w.  wywołało  pytanie  o  znaczeniu  napisów  na  tych  posążkach  znaj- 
dujących się.  Zdania  badaczy  podzieliły  się.  Jedni  utrzymywali,  że  posążki  są  po- 
zostałością po  Obodrytach,  inni  za  fałszywe  je  ogłosili.  Według  zwolenników  auten- 
tyczności posążków,  runiczne  na  nich  napisy  mają  niejakie  podobieństwo  do  skan- 
dynawskich, lecz  w  gruncie  o  wiele  różne,  albowiem  alfabet  słowiański  pokazuje 
najmniej  18  osobnych  postaci  liter,  a  skandynawski  miał  ich  tylko  15,  chociaż  we- 
dług znawców  dawnego  języka,  potrzebował  przeszło  dwudziestu.  (Surowiecki.  O  cha- 
rakterze pisma  runicznego  u  dawnych  barbarzyńców  europejskich.  Sprawozdanie 
r.  1822,  według  wydania  Turowskiego  r.  1861,  s.  533).  Napisy  greckie  na  posąż- 
kach prilwickich  badacze  przypisują  wpływowi  artystów  greckich,  którzy  Słowań- 
szczyznę  zwiedzali.  Oprócz  tego  alfabet  prilwicki  różni  się  od  skandynawskiego  kształ- 
tem liter,  szczególnie  B  i  E,  podobnych  do  glagolickich  '&  \  E,  Pisma  o  wzmian- 
kowanych posążkach  stworzyły  osobną  literaturę,  rozważanie  której  nie  wchodzi 
w  zakres  niniejszej  pracy.  Do  porównania  służą:  Masch  i  Wege.  Die  Gottesdienst- 
lichen  Alterthiimer  der  Obodriten  aus  dem  Tempeł  zu  Rethra,  1771;  Rethra  und 
dessen  Gotzen,  1773.  Masch.  Beitriige  zur  Erliiuterung  der  Obotritischen  Alterthii- 
mer, 1774.  (irimm.  Ueber  Deutsche  Runen,  1821.  Legis.  Die  Runen  und  ihre 
Denkmaler,  1829.  Grimm.  Abhandlung  zur  Litteratur  der  Runen,  in  Wiener  Jahr- 
biicher  der  Litteratur,  1828.  L.  Giesebrecht.  Wendische  Runen,  in  Baltischen  Stu- 
dien,  VI,  i  Heft.  Leyser.  Ueber  die  prilwitzer  Gótzenbilder.  Bericht  der  deut- 
gchcił  Gesęllschaft  zu  Leipzig,  J844,     Łcwczow.    Ueber  die  Aechlbeit  des  sogenann- 


—     i7i     — 

na  ten  przedmiot,  powiedzieć  można?  Bez  wątpienia,  zaprzeczać 
istnieniu  u  Słowian  w  starożytności  ideografiki  nie  mamy  pra- 
wa. Brak  pogańskich  pomników  nie  dowodzi  jeszcze,  aby  Sło- 
wianie nie  używali  znaków  piśmiennycli,  albowiem  wiadomo,  jak 
żarliwie  misyonarze  chrześciańscy,  tępiąc  bałwochwalstwo,  nisz- 
czyli razem  ślady  starożytnego  kultu,  nie  szczędząc  i  napisów  ru- 
nicznych, jako  pogańskich.  Nawet  w  prawach  norwegskich  uży- 
wanie run  potępiano  zarówno  jak  czary  i  wygnaniem  a  zabra- 
niem majętności  za  podobne  winy  karano.-'^)  Dalej,  zaprzeczenie 
istnienia  u  Słowian  ideografiki  sprzeciwiałoby  się  nie  tylko  przy- 
toczonym wyżej  świadectwom  historycznym,  ale  i  naturalnemu 
rozwojowi  cywilizacyi  słowiańskiej,  która  mogła  postępy wać  nie 
inaczej,  jak  u  innych  pierwotnych  ludów,  a  wiadomo,  że  nawet 
niższe  rasy  ludzkie  posiadają  znaki  piśmienne  własnego  utworu.-^) 
Wreszcie  takie  wiarogodne  świadectwo,  jakie  złożył  mnich  Chrabr 
w  końcu  IX,  lub  początku  X  wieku,  o  używaniu  przez  Słowian 
kresek  i  rzez  (czrty  i  riezy),  które  służyły  do  liczenia  i  wróż- 
by,"-) usuwa  wszelką  wątpliwość  o  posiadaniu  przez  Słowian  wła- 
snej grafiki  w  przedchrześciańskie  czasy.  Jakażby  to  mogła  być 
grafika?  Chrabr  objaśnił,  że  to  były  czrty  i  rezy,  a  mowa 
słowiańska  dostarcza  jeszcze  wyrazu:  meta  (nota),  z  którego 
powstały :    ruskie    m  e  t  e  1  n  i  k    (notariusz)   i  nowsze;    m  i  e  t  k  a, 


ten  obotritischen  Runen-Denkmaler  zu  Neustrelitz,  in  Abhandlung  der  Wissenschaften 
/.n  Berlin,  1826.  Jean  Potocki.  Yoyage  dans  quelques  parties  de  la  Bas-Saxe,  pour 
la  recberche  des  antiquites  slave,  fait  en  1794,  edit.  1795  w  Hamburgu.  Jencz.  Sta- 
wizny,  w  Casopis.  Mać.  Serbs.  1849.  Lelewel.  Polska  wieków  średnich,  tom  I, 
III,  35,  z  wizerunkami  posążków  bóstw  pogańskich.  Kraszewski.  Sztuka  u  Sło- 
wian, 1860  s.  287 — 309,  podał  dokładny  opis  przebiegu  sprawy  o  autentyczności 
posążków  prilwickich.  Hilferding.  IIcTOpia  Ba.l.  C.iaB.,  1855,  s.  236.  Dalej  poró- 
wnaj to,  co  powiedziałem  w  tomie  II,  s.  944, 

^^)     Si  quis  vaticinationibus,  runis,  incantamentis,   maleficiis,  etc  ,  deditus  fue- 
rit.  —  exul  erit.     Kraszewski.    Sztuka  u  Słowian,  s.  274. 

-1)     Porównaj  wyżej  przytoczone  Faulmanna  Gesch.  d.   Schrift. 

")    IIpteMe  oygo  c.ioBtHe  neiiMbxs;  KHiin.,  hx.  Hpi>TaMi!  11  pfcaaMu  'ihTl.\,>; 
H  raTaax;K,  norana  c;Kme,    Według  wyd.  Szafarzyk^  r.  1851, 


1/2       

nota,  znaczek,  pomięta  (sig-natura),    primii-Ui,  (A'XA\a,  iJizy- 
miot.--'') 

Czrty  i  rezy  w  teraźniejszej  mowie  kreski,  karby, 
oznaczają  to  samo  co  iinije,  rysy,  a  przez  analogiję  i  pi- 
smo.^*) Kreski,  karby,  wyrzynane  na  drzewie  lub  innych  przed- 
miotach, służyły  za  czasów  pogańskich  do  obrzędów  kultu,  co 
poświadczają  znaki  w  różne  figury  na  popielnicach  wyryte. ^•^) 
Tajemnicze  sprawowanie  przez  kapłanów  pogańskich  obrzędów 
kultu  nadawało  znakom  ideograficznym  przymioty  gusł  i  czarów. 
Trzymając  lud  prosty  w  nieświadomości,  kapłani  bez  wątpienia 
byli  głównymi  znawcami  i  nauczycielami  grafiki,  którą  wreszcie 
mogła  posługiwać  się  i  władza  świecka,  rozumie  się  w  najbar- 
dziej pierwotnej  formie.-*')  A  że  rycie  czert  na  twardych  przed- 
miotach: drzewie,  glinie,  metalach,  kości  i  t.  d.  stanowiło  w  sta- 
rożytności przemysł  rzemieślniczy,  poświadczają  to  osady  z  na- 
zwą Czertoryje.-') 


*•'')  Szczegółowe  objaśnienie  tych  wyrazów  i  zgodność  ich  z  grecUiem  y póapo) 
i  lacińskiem  scribo  podał  Szafarzyk,  w  dziele:  Pamatky  hlaholskeho  pisemnictvi, 
1853,  s.  3. 

-*)  Czrta  jest  to  czara,  a  czary  oznaczają  nie  tylko  Iinije,  lecz  i  gu- 
sła, czarodziejstwa.  Re  z  a  odpowiada  polskiemu  wrąb,  staroczeskiemu  v  r  ć  z, 
serbsli.  porez,  poreza  =  dań,  a  staroruskie  r  ć  z  oznaczało  procent.  Perwolf, 
w  Jelinka  Slovansky  Sbornik,   1885,  s.   117. 

-^)  Na  popielnicy  znalezionej  przy  Holeszowicach  w  Czechach,  znak  na  kształt 
krzyża  |xi  ma  być  wyobrażeniem  boga  gromów  i  błyskawic  (Peruna?).  I.  Hanusz. 
Das  Scliriftwesen  und  Schriftthum,  1867,  s.  7.  Wreszcie  porównaj  to,  co  powie- 
dziano w  I[  tomie  niniejszego  dzielą,  s.  928. 

-")  W  połowie  bieżącego  wieku  używano  na  liusi,  częścią  w  Polsce,  nawet 
i  teraz  w  niektórych  miejscowościach,  jak  na  przykład  w  Szczawrach  powiatu  Sieńskit- 
go,  gubernii  Mohilewskiej,  majątku  Juliusza  Łoś  Roszkowskiego  używają  się  jeszcze 
karby,  t.  j.  długi  kawałek  drzewa,  jakby  laska,  na  Białorusi  zwana  birka,  roz- 
pilowany  Avzdłuż  na  dwoje.  Dla  oznaczenia  dni  odbytej  robocizny  (dawniej  pań- 
szczyzny) składano  obie  części  karbu  razem  i  narzynano  nożem,  lub  pilą  tyle  kresek 
(rzez)  ile  dni  odrobiono.  Poczem  jedna  część  karbu  zostawała  u  pana.  druga  u  ro- 
botnika, który  chociaż  nie  znał  pisma,  mógł  jednalc  łatwo  policzyć  dni  ciężko  odro- 
bionej pańszczyzn)'.  Czyż  nie  przypomina  to  słów  Chrabra  o  kresach  i  rezach,  za 
pomocą  Ictórych  Słowianie  liczyli  i  wróżyli? 

2")  Czertoryje  1234  ubi  taberna  eccłesiae  Olomuc.  Erben,  Regesta, 
S,  389;    C  zer  toma  ry    1223    w    Czechach.     Erben,  722.     A  są  dotąd:    Czarto- 


/  J 


2r-te^,  co  wyżej  powiedziano,  okazuje  sie,  że  u  Słowian 
znaki  graficzne  były  w  używaniu  jeszcze  przed  wprowadzeniem 
chrześciaństwa,  a  czy  wychodziły  po  za  obręb  ideografiki  i  choć 
w  części  zbliżały  sie  do  pisma  głosowego,  to  zostaje  dotąd  nie- 
rozstrzygnięte. Próby  uporządkowania  znaków  graficznych,  niby 
run  słowiańskich,-^)  oczekują  jeszcze  gruntowniejszego  badania 
chyba  z  wykopalisk,  bo  innego  materyału  z  epoki  przedchrze- 
ściańskiej,  nie  posiadamy.  Z  mowy  słowiańskiej  dowiadujemy  sie 
jednak,  że  do  wyrzynania  znaków  graficznych  praojce  nasi  uży- 
wali najczęściej  deski  bukowe.  Ztąd  alfabet  słowiański  w  staro- 
żytności zwał  się  buk  w  i  c  ą.  Ale  w  jakimże  stosunku  do  b  u  k- 
wicy  zostaje  buk  w  ar  (elementarz?).  Według  niektórych  ba- 
daczy b  u  k  a  r,  b  u  k  w  a  r  oznacza  w  ogóle  alfabet  słowiański, 
tak  ^amo  jak  b  u  k  wm  c  a  u  Chorwatów  oznacza  alfabet  głago- 
licki.  Obie  nazwy  pochodzą  od  pierwiastku  buk,  raczej  od 
desek  bukowych,  w  skutek  czego  buk  w  a  to  samo,  co 
i  deska  znaczy."^^) 

Wczesne  poznajomienie  się  Słowian  południowych  i  zacho- 
dnich, ze  światem  cywilizowanym,  dostarczyło  im  możność  uży- 
wania lepszych,  od  desek  bukowych,  materyałów  do  pisania.    De- 


ryja  w  TaMnJiJi>i>k,    Czartery  ja   w  Brzeżańsk;    Czartoryja  w   Bukowinie. 
Nazwa  rodu  książąt  Czarloryjskicli  bezwątpienia  od  osady  Czertoryjów  pochodzi. 

-*)  Porównaj  Surowieckiego,  O  charakterze  pism?  runicznego.  Dzieła  wyd. 
.C.W.,  A'  końcu  tablica  porównawcza  run  sł  )'.viań«kich,  hiszpańskich,  germańskich 
i  normańskich. 

20j  Wyraz  bukwica  Miklosicz  wywodzi  z  niemieckiego  bucha,  Buche, 
podobnie  jak  Szafarzyk  staroslow.  buk  arb,  grammaticus  porównywał  z  gotskim 
bokareis,  librarius.  Jednakże  nieraiec.  Buche  nie  jest  specyalnie  niemieckiera, 
indo-europejskiem  (fagus).  Z  jakiegoź  powodu  slowiańs.  buk  ma  być  pozba- 
*ne  swego  pochodzenia,  na  wyłączną  korzyść  niemieckiego  Buche?  Wie  man 
f^in  deutschen  Buche,  Buchenstab  mit  run-stab,  skand,  riinastafr,  ags.  run-staef, 
ron-tafel  mit  einander  yermittelt  (Grimm.  Runen,  6i,  71 — 72)  und  auch  die  be- 
kannte  Stelle  bei  Yenatius  Fortunatus  in  dessen  Briefe  an  F]avus  (6  Jahrhundert) 
„barbara  fraxineis  pingatur  runa  tabellis'  hinweisset:  ebenso  konnte  man  in  sla- 
vischen  b  u  k  y,  buk  wy  n.łt  dem  r.achgewiesenen  d  e  s  k  y,  Tafe'n  vermitteln,  die 
immerhin  von  Bnchhok   ge'    -  ■      -"■•   konnten.    Hanusz.    Das  Schriftwesei,  ?,  14. 


—     174    — 

ski  znikły,^*')  ale  że  niegdyś  do  pisania  służyły,  przypominają  to 
deski  Nowogrodu  Wielkiego  (r.  1207),  pod  nazwą  którycli  poj- 
mywano  w  XIII  w.  wszelkie  pismo,  nie  koniecznie  na  deskach 
drewnianych,  lecz  i  na  innych  materyałach  pisane.'^') 

3.    Pismo  głosowe. 

Z  doszłych  do  nas  pomników  starożytnych  dowiadujemy  sie, 
że  w  Słowiańszczyznie  od  niepamiętnych  czasów  do  pisania  uży- 
wano dwóch  alfabetów  głosowych :  g  ł  a  g  o  1  i  c  y,  zwanej  także 
buk  wic  a,  dotąd  utrzymającej  sie  w  księgach  duchownych  vSło- 
wian  katolickiego  obrządku,  w  Dalmacyi,  i  k  i  r  y  I  i  c  y  rozpo- 
wszechnionej u  Słowian  wschodniego  obrządku.  Zachodzi  zatem 
pytanie:  którymże  z  tych  alfabetów  posługiwali  się  Cyryl  i  Me- 
tody podczas  apostolstwa  u  Słowian? 

Nie  ulega  wątpliwości,  iż  przystępując  do  tłómaczenia  ksiąg 
duchownych  z  greckiego  na  słowiański  język,  ś.  Cyryl  musiał 
mieć  pismo,  zastosowane  do  dźwięków  mowy  słowiańskiój.  Lecz 
podobne  pismo  nie  mogło  być  stworzone  momentalnie:  na  to 
potrzebny  był  czas  dłuższy,  —  praca  nie  jednego  zapewne  poko- 
lenia. Dla  tego,  wszystko  to,  co  starożytne  pomniki  mówią  o  wy- 
nalezieniu przez  ś.  Cyryla  pisma  słowiańskiego,  wypada  pojmy- 
wać  w  ten  sposób,  że  ś.  Cyryl  uporządkował  i  udoskonalił  pismo 
słowiańskie,  początek  którego  bezwątpienia  dawniej  już  kiełko- 
wać musiał. 


^0)  Dawniej  powoływano  się  na  wzmiankowane  w  pieśni  o  Sądzie  Lubus/.y, 
„deski  prawodatne",  ale  pieśń  ta  ma  być  sfałszowaną.  Jednalcże  w  Czechacli  i  Mora- 
wacli  lisiegi  dóbr  ziemskich  (die  Hof-  und  Lelinen-Tafeln)  dotąd  nazywają  d  e  s  k  y, 
przez  slcrócenie   d  s  li  y,  Landtafeln.     Hanusz...  jak  wyżej,  s.   12. 

•'")  W  r.  1208  mieszczanie  Nowogrodu  W.,  wzburzywszy  się  przeciw  posa- 
dnikowi  swemu  Dymitrowi  Miroszlcinowi,  dom  jego  zniszczyli  i  spalili,  majątek  i  cze- 
ladź rozprzedali,  rzeczy  rucliome  rozebrali,  o  czem  wzmiankując  latopiscy,  dodali: 
a  MTO  „H  a  AtiUi'Kax'Ł,  to  khasio  ociaBuma  . . .  /l,auia  a  Tj  m  k  w  Ąmhtpobbi 
CBflTOOjaBy,  a  dmas,  na  vMXh  Sesi,  Miie.ia."  W  latopisach  Woskreseńsldm,  Ro- 
stowskim  i  innych  objaśniono  „a  MTO  Ha  /iO(;Kaxi>  BT>  niicbint  ociajocb... 
TO  KHa3K)."  Karamzyn.  Hist.  t.  III,  przypisek  128,  —  Szafarzyk  zauważał,  że  już 
w  IX  w.    w  Nowgorodzie  W.  pisano   ewangelije    i    Ruską    Prawdę  na  pargaminie , 


—     175     — 

MniemanTfi  nasze  potwierdza  jeden  z  najstarszych  pisarzy 
słowiańskich  czarnoryziec  Chrabr,"^-)  który  pisząc  w  początku  X 
w.,  7.  wielkiom  zamiłowaniem  własnej  narodowości,  powiada,  że 
Słowianie,  przyjąwszy  chrzest,  zniewoleni  byli  używać  pisma  grec- 
kiego i  łacińskiego  „bez  ustrojenia",  bo  jakże  „można  było  litera- 
mi greckiemi  pisać  dokładnie  bóg,  żywot,  z  j  e  ł  o,  c  r -l  k  o  w 
c  z  a  j  a  n  i  e,  s  z  y  r  o  t  a,  i  t.  d."  ?  I  tak  się  długo  ciągnęło.  Ale 
Bóg  zlitował  sie,  i  zesłał  Konstantego  filozofa,  który  stworzył 
38  liter,  z  nich  24  litery  według  porządku  liter  greckich,  a  inne 
14  według  mowy  słowiańskiej.^'') 

Nie  posiadając  dzieła  Chrabra  w  oryginale,  a  tylko  w  ko- 
piach niewcześniejszych  nad  w.  XIV,  nie  możemy  nic  wyrzec 
o  postaci  liter,  wprowadzonych  przez  ś  Cyryla  do  pisma  słowiań- 
skiego, ani  nawet  o  tern,  jakimi  literami  sam  Chrabr  pisał.  — 
Tymczasem,  w  żywocie  ś.  Klemensa  biskupa  wielickiego,  w  Bół- 
garyi,  pisanym,  w  pierwszej  połowie  X  w.,  znajdujemy  wzmiankę, 
że  ten  święty,  uczeń  apostołów  Cyryla  i  Metodego  „wynalazł  inne 


a  zatem  w  XIII  w.   tern   bardziej    nie  pisano   na  drzewie,   nazwa  zaś  desek  pozostała 
z   dawniejszych  czasów.    Star.  Slow.  II,  s.  743. 

*-)  Słowo  czarnoryzca  Chrabra  „o  piśmienach  słowieńskich-'  doszło  do  nas 
w  12  rekopismach,  a  najdawniej  drukowane  zostało  przy  katechizmie  ruslclm,  bez 
oznaczenia  miejsca  i  roliu,  lecz  według  mniemania  znakomitego  lingwisty  Dobrow- 
skiego,  najpewniej  w  "Wilnie  między  r.  1575  a  1580.  Późniejsze  wydania:  W  Wil- 
nie przy  gramatyce  r.  1624  i  w  Moskwie  przy  Azbuce  (elementarzu)  u  Burcowa  r. 
1637.  (Bodiański.  O  BpeMeiiii  npoiicxo>Kjeiiia  e.iaR}iHCKii.\T>  niiChMenT.  r.  1855  s. 
187  i  343).  —  W  bieżącym  wieku  pracę  Chrabra  wydali:  Kalajdowicz,  w  dziele 
loaHHTj  DKCapNT.  óo.irapcKiii  r.  1824  s.  189.  Szafarzyk  ,.0  pismenach  slosanskych 
V  Praze  r.  1851,  wszystkiego  stronic  5;  Hanusz  w  Archiw  fiir  Kunde  oesterreichi- 
scher  Geschichts-Quellen  tom  XXIII.  r.  1860,  s.  3 — 101,  tekst  słowiański  z  tlóma- 
czeniem  niemieckiem  i  objaśnieniami. 

'*)  i  stwori  im  pismena  tri  desęte  i  osmb,  owa  oubo  po  c  z  i  n  o  u  gn>czb- 
skych  pismen,  owa  że  po  slowjeństjei  rjeczi^  .  ,  —  Wyraz  po  c  z  i  n  u  nie  oznacza 
tn  formy,   lub  postaci  liter,    jak  się    niektórym  wydało,  a  tylko  porządek,  bo  wyraz 

(Czin  w  starej  Słowiańszczyznie  ma  jedno  znaczenie:  porządek,  ordo;   czini- 

;ti,  ordinare,    czinienie,    ordinatio;    czinownik,   taktikos  po  gre- 

[Cku,  princeps  po  łacinie  (Miklosicz,  Lexicon  s.   iq6). 

Dalej  Chrabr  powiada:  Se  że  sąt'  pismena  słowjeńska,  sice   a  podobajet'  pisati 

H  glagolati:  a,  ó,  u,  r,  i  proczaja  daże  do  A  (jęs)  i  ot  sich  sąt  cz-etyre  meżdou  desętb- 
ma  podobna  grl^rzLskyrn  pismenem.  a,  H,  r,  Jl,  o,  3,  i  1.  il.,  a  czelyri  na  desęlL  po 
>łowjeńskou  językou,  i/e  sąt  sna  ó,  >K,  3,  u,  M,  in,  W,  !>,  U,  b,  "Ł,   »,  ^,  /!V. 


—     T76     — 

pismo,  doskonalsze  od  tego,  które  mądry  Cyryl  wymyślił."^*) 
Okazuje  sie,  że  już  w  X  w,  wiedziano  o  dwóch  alfabetach  sło- 
wiańskich, a  jakie  to  były  alfabety  postaramy  się  objaśnić  w  na- 
stępny sposób. 

Od  XVI  w.  pisarze  słowiańscy  starali  się  objaśnić  pochodze- 
nie dwóch  alfabetów  słowiańskich.  Mniemano,  że  głagolica  jest 
dziełem  ś.  Hieronima  (346 — 420)  i  dla  tego  zwano  ja  pismem 
hieronimowskiem,    niekiedy    b  u  k  w  i  c  a.-'"')      Drugi    alfabet    sło- 


'")  Excogilavit  etiam  alias  litteiaium  fonnas,  qaae  praebereiit  majorem  per- 
spicuitatem,  quam  quas  sapiens  Cyrillus  invenerat,  et  per  illas  formas  universam 
scripturam  a  deo  inspiratam  et  panegyrkos  sermones  martyrumąue  et  sanctorum  di- 
yiuorum  vitas  et  carmina  sacra  tradidit.  Grecka  legenda  o  ś.  Klemensie,  według 
wyd.  Szafarzyka,  w  Pamłitky  lilaholskeho  pisemnictvi  1853,  s.  59  caput  14.  Prze- 
drukowana co  do  słowa  w  Bilbasowa  Kiipii.i.n.  11  Meoo;iiii  r,  1871  pod  nazwą  le- 
genda Ochridica  caput  14  s.  305.  —  "Wcześniej  jednak  wydal  ja  "Wiktor  Grygoro- 
wicz  w  Żurnalu  Ministerstwa  oświaty,  Petersburg.  1847,  tom  LIII  s.  i — 24,  z  ręko- 
pismu  XIII  w.,  odkrytego  przez  niego  w  Ochrydzie,  jak  mówi  w  dziele:  OnepKli 
nyieiuecTnifl  no  EuponeficKoii  Typuiii.  1848.  s.  118.  123, 

^''')  Słoweński  gramatyk  XVI  w.  Adam  Bohoricz  i  biskup  olomuniecki  Du- 
brawski  (1553)  szerzyli  wiadomość,  że  głagolica  przez  ś,  Hieronima  wynalezioną  zo- 
stała. W  tym  kierunku  pisali  Czesi:  Weleslawin  (f  1599)  i  Amos  Komenski  (f  1670), 
tudzież  chorwacki  uczony,  franciszkanin,  Rafał  Lewakowicz  ("j"  około  r.  1650)  i  Dal- 
matyniec  Jakób  Karaman  (f  1771).  Tymczasem  Dalmatyniec  Pastricz  (f  1708)  mnie- 
mał, że  głagolica  rozwinęła  się  z  kirylicy,  a  rektor  seminaryi  dubrawnickićj,  lirabia 
Klemens  Grubiszyc  (f  1766)  utrzymywał,  że  głagolica  starszą  jest  od  ś.  Hieronima 
i  do  czasów  starożytnych  Getów,  według  niego  Słowian,  odnosił  ją.  —  Łużyczanin 
Abraham  Brancel  (Francel  f  1740)  i  Morawianin  Jan  Strzedowski  (f  1715)  prze- 
konani byli,  że  ś.  Hieronim  pisał  głagolica.  Podobne  przekonanie,  jak  mniemają 
uczeni,  powstało  jeszcze  w  XIII  w.,  kiedy  Filip  biskup  seński  uprosił  papieża  In- 
nocentego IV,  aby  zalecił  do  służby  bożej  język  słowiański,  a  papież  usłuchawszy 
biskupa,  dał  mu  pismo  (r.  1248),  w  klórem  wzmiankował,  że  w  Chorwacyi  jest  oso- 
bne pismo,  wynalezione  przez  ś.  Hieronima  i  przez  niego  do  odprawiania  nabożeń- 
stwa używało  się.  Niebrakowało  wszakże  innych  oryginalniejszych  pomysłów.  Frisch 
w  Origo  characteri  slavonici  vulgo  Cyrillici  et  Glagolitici..  Berlin  1727  wywodził 
glagolicę  z  kirylicy,  jako  zepsutą  przez  kopiistów  ;  Durich  w  Dissertatio  de  Slavo- 
Bohemica  Codicis  versione.  Praga.  1777,  szukał  źródła  głagolicy  w  runach  i  oskij- 
skich  pismach;  Linhard  w  Versuch  einer  Geschichte  v.  Krain,  Laibach.  1788,  wy- 
wodził glagolicę  z  greckiego,  a  Ałter  (1778)  wywodził  ją  z  łaciny  i  t.  d.  Do  po- 
jaśrrienia  szczegółów  służą:  Szafarzyk,  Pamatky,  hlaliolskeho  Pisemnictvi.  1853.  Te- 
goż autora.  Ueber  der  Ursprong  und  Heim.ith  des  Glagolitismus.  Praga,  1858. 
"Wenelin.  IIcTopiiKO-KpimiMecKifl  lisucKaiiifl,  t.  II  1841.  Bojdański.  O  BpeMemi 
nponcxo}kjenifl  CMaBfliiCKiix'L  niiCbsieH^L.  Moskwa  1855.  Rauki.  Fr.  Pismo  słovjen- 
sko,   Zagreb.   186 1.   —  —  Rettel.    Cyryl  i  Metody.     Paryż   1871.     Jagicz.     BonpoCL 


wlański,  uźyu'any  u  Słowian  wscbodnieg"©  obrządku,  dopiero 
w  XVI  w,  w  Tubingen,  przy  wydawaniu  ksiąg  religijnych  dla 
Słowian  południowych,  w  celu  szerzenia  pomiędzy  nimi  reformy 
religijnej,  nazwano  ki  ryli  ca.  W  Polsce  alfabet  ruski,  w  XVI 
w.,  zwano  hł  a  h  o  1  i  cą.^^')  Wreszcie  aż  do  końca  prawie  XVIII 
w.  nic  gruntownego  nigdzie  nie  powiedziano.  Dopiero,  gdy  cze- 
ski historyk  Gelazyusz  Dobner,  uwagami  swemi  o  starszeństwie 
głagolicy  od  kirylicy-^"),  wywołał  głębsze  zastanowienie  się  nad 
tą  kwestyą  słynnego  filologa  Józefa  Bobrowskiego,  —  rozpoczęły 
się  poszukiwania  dawnych  pomników  pisma  słowiańskiego  i  kry- 
tyczne nad  nimi  zastanowienie  się. 

W  końcu  XVIII  w.  znano  jeden  tylko  starożytny  pomnik 
głagolicki,  mianowicie  psałterz,  pisany  przez  mnicha  Mikołaja 
r.  1222,  na  przyległej  Dalmacyi  wyspie  Rabie  (Arbę),  ze  starszego 
psałterza.  Bobrowski,  odrzuciwszy  stanowczo  mniemanie  Bobnera 
o  starszeństwie  głagolicy  od  kirylicy,  wyobraził  sobie,  że  chorwa- 

0  KiipiLUfc  II  Mooojiii  131)  c.iauaiiCKoii  <i)iLio.ioriii  1885.  Tegoż  autora,  ^leibipe 
KpiiTiiKO-na.ieorpa<Dii'/ecKia  CTarbii  r.  1884.  — Broz  Iwan.  Crtice  iz  brayatske  knji- 
żevnosti.    1888. 

"*)  Kronikarz  Stryjkowski  r.  1586  pisał:  Cesarz  Michał  Kuropalates  wszyst- 
kir.-.  Bułgarom  i  Slawakom  posiał  za  upominełc  litery  Hlaholskie:  Az,  A,  Bu- 
ki, Wiedzi,  etc,  które  na  ten  czas  z  grecliich  nowo  były  wymyślone  i  wynalezione 
gwoli  Slawakom.  Tych  liter,  jako  pospolicie  bywa  rzecz  każda  nowa  wdzięczniej- 
sza, zaraz  sie  chwycili  Bulgarowie,  Serbowie,  Dalmatowie,  Karwaci  i  Russacy  i  tymi 
literami  sprawy  swoje  i  kroniki  dopiero  pisać  poczęli,  nietylko  tych  spraw  porządełi 
w  łisięgi  znosząc,  które  się  na  tenczas  u  nich  i  przez  nich  działy,  ale  też  i  cny  rze- 
czy, i  dzieje,  które  od  starodawnych  przodków  swoich  mieli,  hlaholskim  pismem 
ku  wiecznej  pamiątce  w  księgi  swoje  spisowali.  Kronika  t.  I.  s.  89.  Stryjkowski, 
jak  wiadomo,  czerpał  wiadomości  przeważnie  z  kronik  rusliich  na  Litwie.  A  ponie- 
waż w  XVI  w.  na  Eusi  nie  innerai,  jak  tylko  cerkiewno- sio wiańskiemi  (kiryłickie- 
mi)  literami  pisano,  oczywiście  więc,  że  zwyczajne  kirylickie  pismo,  za  czasów  Stryj- 
kowskiego,  h  ł  a  h  o  1  i  c  ą   zwano. 

^").  Najprzód  w  uwagach  do  kroniki  ITajka,  w  latach  1761  — 1772,  później 
w  odpowiedzi  na  zarzuty  Dobrowskiego,  napisał  w  Abhandlungen  der  Bohmischen 
Gesellscliaft  der  AVissenschaften  (1785)  rozprawę:  ob  das  heut  zu  Tage  so  gnannte 
Cyrillische  Alphabet  fiir  eine  wahre  Erfindung  des  heiligen  slavischen  Apostels 
Cyrills  zu  halten  sey.  s,  101 — 139.  Dobnera  poparł  jeden  tylko  Anton  Łużyczanin 
w  dziele :  Yersuch  iiber  die  alten  Slaven.  l^ipsk.  1783 — 89,  twierdząc,  że  głagolica 
starsza  jest  nie  tylko  od  grecko -słowiańskiego  pisma,  lecz  i  od  samego  ś,  Hieio- 
ouna. 

Tom  UJ.  12 


ckim  i  dalmackim  Słowianom  dopiero  w  XIII  w.  zachciało  się  mieć 
nabożeństwo  we  własnym  ję7,yl<u,  ale  że  nie  mogli  przejść  naobrzą- 
delc  greclci,  wymyślili  więc  litery  głagoliclcie,  a  przetłómaczywszy 
mszę  z  języT<a  łacińskiego  na  słowiański,  literami  głagolickiemi, 
puścili  pogłosl<ę,  że  jalc  litery,  tak  i  msza  niemi  napisana,  sa  dzie- 
łem ś.  Hieronima  ze  Strydonu,  aby  pod  zasłoną  tak  znakomitego 
ojca  kościoła,  łatwiej  U7,yskać  od  papieża  pozwolenie.  Olśniony 
tak  wysokim  autorytetem,  Innocenty  IV  pozwolił  w  r,  1248  na 
odbywanie  nabożeństwa  w  języku  słowiańskim  i  używanie  liter 
głagolickicli.  —  Było  to  więc  według  Bobrowskiego  po  prostu 
oszustwem.  Dla  mocniejszego  poparcia  swego  urojenia,  Bobro- 
wski znalazł  i  oszusta.  —  Ofiarą  padł  poczciwy  Mikołaj  z  Raby,^**) 
a  Bobrowski  nie  przestawał  twierdzić,  że  głagolica  nie  jest  star- 
szą od  mnicłia  z  Raby.*'^'*)  Z  drugiej  strony  zaświadczenie  w  bulli 
Jana  YIII  r.  880,'^")  tudzież  legend  i  innycli  pomników  staroży- 
tnycli,  że  ś.  Konstanty  (Cyryl)  był  wynalazcą  pisma  słowiańskie- 
go, zdawało  się  niezbitym  dowodem  starszeństwa  kirylicy. 

Tymczasem  Słoweniec  Kopitar,  zbadawszy  w  paryzkiej  bi- 
bliotece (r.  181 5)  rękopism  alfabetu  głagolickiego,  tak  zwane 
Abecenarium  Bulgaricum,    przez  filologów  francuzkicli 


"^)  Rękopism  Mikołaja  z  Raby  dziś  już  stracony,  ale  polegając  na  świadectwach 
takich  uczonych  jak  Lewakowicz,  Assemani  i  Karaman,  możemy  być  pewni,  że 
wszystko,  co  dawniej  o  tym  rekopiśmie  mówiono,  jest  prawda.  Otóż  ów  Mikołaj  sam 
objaśnił,  że  paslterz  skopijowal  (i222  r.)  z  daleko  starszego  rękopismu,  sporządzo- 
nego na  rozkaz  Teodora,  ostatniego  tego  imienia  arcybiskupa  salonijskiego.  —  Do- 
browski,  mając  na  względzie,  że  Salona  zburzona  przez  Chorwatów  w  polowie  VII 
w,,  że  ostatnim  jćj  arcybiskupem  był  Teodor  III  i  że  Słowianie,  będąc  wtedy  po- 
ganami i  burząc  kościoły,  niepotrzebowali  l<siąg  chrześciańskich,  z  oburzeniem  na- 
zwał Mikołaja  z  Raby  kłamcą,  oszustem.  Bzecz  jednak  w  tem,  że  po  zburzeniu 
Salony  w  drugiej  połowie  VII  w.,  arcybiskupstwo  przeniesione  zostało  do  Spalatro, 
ale  nieprzestawało  zwać  się  Salońskiem.  Arcybiskupem  salońskim  w  Spalatro  rzeczy- 
wiście byt  Teodor  880 — 890,  a  był  ostatnim  tego  imienia  aż  do  Xin  w  ,  kiedy  pi- 
sał  Mikołaj   z  Raby.  —  O  tera  poucza  Farlati.     Illyricum   Sacrum   r75i,   181 7  I  s.  8. 

•'"')  Najprzód  w  dodatku  do^  artykułu:  Ueber  das  Alter  der  bohmischen  Bi- 
beliibersetzung,  w  Abhandlungen  einer  Privatgesellscliaft.  B.  V  1782  s.  318 — 322, 
później  w  innych  pismach.     Porów.  Jagicz.  IJoni)OC'L  o  KiipiiJi.rl;  11   Meoo^iii    s.   41. 

^'^)  A,  880  Literas  deniąue  sclavinscas,  a  Constantino  ąuondam  phjlosopho 
repertas  . . .     Erben.  Regesta,  s.   18, 


—     179     — 

odnoszone  do  XI  w."^^j  nabrał  przekonania  o  mylności  poglądów 
Dobrouskiego  i  o  tem  go  otwarcie  zawiadomił.  Dobrowski  od- 
powiedział, iż  niewierzy  temu,  aby  głagolica  istniała  już  w  XI  w, 
i  z  takiem  przekonaniem  pozostał  aż  do  śmierci  (r.  1829  ;.  Wszakże 
poruszenie  kwestyi  o  pochodzeniu  głagolicy  wywołało  nowe  poszu- 
kiwania w  Pradze,  Moskwie,  Petersburgu,  Warszawie  i  w  innycli 
miejscach  Słowiańszczyzny.  Szafarzyk,  podobnie  jak  Dobrowski  nie- 
podzieiał  zdania  Kopitara  o  starszeństwie  głagolicy,  ale  i  niewidząc 
możności  podtrzymywania  uporczywego  zapatrywania  się  na  jej 
pochodzenie  Dobrowskiego,  wymyślił  całkiem  nową  liipoteze  o  usi- 
łowaniu jakiegoś  Dalmatyńca,  w  r.  1064,  do  wynalezienia  na  korzy śj 
adeptów  kościoła  Zachodniego,  nowego  alfabetu,  różnego  od  kiry- 
licy,  aby  wyjątki  z  ksiąg  cyrylskich  snadniej  było  skryć,  dla  łatwiej- 
szego zaś  rozszerzenia  alfabetu  tego,  Dalmatyniec  puścił  pogło- 
skę, jakoby  wzmiankowany  alfabet  został  wynaleziony  przez  ś. 
Hieronima.  Dalej  Szafarzyk  puścił  się  na  domysł,  jakoby  z  po- 
mocą nowego  alfabetu  spodziewali  się  (papieże??)  przyciągnąć  do 
siebie  Słowian  greckiego  obrządku,  zostawić  im  liturgiję  słowiań- 
ską, lecz  za  pom.ocą  nowych  liter  (głagolickich)  wprowadzić  ob- 
rządek kościoła  Zachodniego.^-; 

Przypadkowe  odkrycie  w  bibliotece  hrabiego  Cloz'a  w  Try- 
A,iir't^.  rękopismu  głagolskiego  w  r.    i>^3o,  usunHo  wszelką  wąt- 


' '■  i  Porównanie  tego  abecai.Ua  z  kodeksami  hrabiego  CioUa  i  Watykańskim 
podał  Kopitar  w  dziele  Glagolita  Clozianus,  o  którem  wnet  powiemy.  Faksymile 
tegoż  Abecenarium  znajdujemy  w  dziele  Martinowa.  Les  manuscrits  Slaves  de  la 
bibliotheque  imperiale  de  Paris.    1858. 

'•-)  Geschichte  der  Slavischen  Sprache  und  Literatur  nach  alicn  Mundarten 
r.  1826  s,  239 — 241.  Powstając  przeciw  hipotezie  Szafarzyka  współczesny  mu  pi- 
sarz moskiewski  Jurij  AVentiin,  zawołał:  „kłamstwo!  Na  soborze  saloaskim  r.  1060 
duchowieństwo  łacińskie  nietylko  nie  tolerowało  alfabetu  głagolickiego,  lecz  owszem 
rzuciło  nań  anatemę"'  A  dalej  wykazuj.-ic  niedorzeczność  wywodów  Szafarzyka,  nie- 
potrzebne insynuacyje,  płonne  domysły,  Wenelin  dodał,  że  we  wszystkich  „niezbitych" 
dowodach  Szafarzyka  „iiŁtTj  iie  To.ibKo  ecTecTBennocTn,  110  11  aapauoro  CMUCia" 
(nie  ma  nietylko  naturalności  lecz  i  zdrowego  rozsądku).  Przy  tem  Wenelin  do- 
dawszy i  Dobcowskicmu  za  mnich.i  arbejskiego  (z  Raby),  stanowczo  twierdził,  że 
głagolica  starszą  jest  od  kirylicy,  IIcTopiiKO-KpilTli4eciciJl  U3UCKaili)l,  r.  1841  tom 
U  s.  177. 

12* 


—     i8o    — 

pliwość    względem    starożytności    glagolicy.     Dobrowski  już   nie 

żył,  a  Kopitar,  zbadawszy  znak  ziony  poninik,  w)  dal  go  pcd 
tytułem  Glagolita  Clozianus  w  r.  1836.  —  Bystry  umysł  badacza 
oceni!  od  razu  znaczenie  i  doniosłość  odkrytego  rękopismu,  oświe- 
cił go  swemi  uwagami  i  tern  starożytność  pisma  głagolickiego 
zapewnił.^"')  Odtąd  niepodobna  już  było  czemkolwiek  zbywać 
■  kwestyje  o  pocliodzeniu  glagolicy.  Dwa  typy  pisma  słowiań- 
skiego widocznie  świadczyły  o  ich  starożytności.  Wypadało  wy- 
rzec: które  z  nicłi  starsze  i  które  pierwotnie  użyte  zostało  przez 
śś.  Cyryla  i  Metodego  do  spisania  ksiąg  ducTiownycVi  słowiań- 
skicłi?  Niepewność  ogarnęła  badaczy.  Zgodnie  z  Kopitarem  Mi- 
chał Wiszniewski  wyrzekł,  iż  pismo  głagolskie,  czyli  bu  kwa, 
dawniejsza  jest  od  kirylicy^^).  Podobne  zdanie  oświadczył  Wenelin, 
a  serbski  uczony  Drogosawlewicz^*'')  starał  się  udowodnić,  że  gła- 
golica  starszą  jest  od  ś.  Hieronima.  Znaleźli  sie  i  przeciwnicy 
Kopitara,  nieprze.  tający  twierdzić  o  starszeństwie  kirylicy  od  gła- 
golicy,^")  ale  w  najkrytyczniejszem  położeniu  znalazł  się  Szafarzyk. 
Niezadługo  przedtem  (w  r.  1826)  rzucił  on  podejrzenie  na  sobór 
saloński  r.  1060,  jakoby  w  skutek  życzenia  tego  soboru  wymy- 
ślono pismo  głagolickie  i  zwalił  na  jakiegoś  Dalmatyńca  winę  a  te- 
raz, w  obec  świetnych  dowodów  Kopitara  o  starożytności  głago- 
łicy,  przekonał  się  o  złudzeniu,  które  go  na  drogę  błędnych  do- 
mysłów popchnęło.  Wypadało  przyznać  się  do  omyłki,  lecz  i  tu 
Szafarzyk  wahał  się.  Tymczasem  podróże  po  Turcyi,  odbyte  przez 

■*^)  Glagolita  Clozianus,  id  est  codicls  glagolitici  inter  suos  facile  antiquissi- 
mi,  olim,  dum  integer  erat  Veglae  in  thesauro  Frangepaniano,  habiti  pro  s.  Hieio- 
uymi  bibliis  Croaticis,  supparisque  adminimum  Cyrilliano  Obtrom'ri  Novograden^i>, 
leipsanon  foliorum  XI[  etc.  eddidit  Bartholomeus  Copitar.    Yindobonae   1836  in  fol. 

^*)     Historya  literatury  polskiej.     Kraków,    1840.  tom  I  s.   167 — 172. 

^''j  Identyiikując  nazwy  glagolicy  z  nazwą  pisma  gotskiego,  Wenelin  zacie- 
mnił sprawę  starszeństwa  glagolicy  od  kirylicy.  IIcTopin{0-KluiTii»JecKifl  ]i3biCKailia. 
Tom  II  s.  i8a  — 204.  nocTaiiaif^  C.iaBciiCKH  ciona  luii  niicMeiiocTb,  KaKBa  e  n 
KaKua  Tpe6a,  na.  e  y  Ccp6cK0MX  iiatiKy,  oxh  A.TaMa  /J,paj'ocaR.tł.RiiTa.  Y  lJeorpa,xy 
1840,  in  12-0  str.  140.  Bodianski.  O  lipeMcnii  npo]icxoaaciiia  cvian/iiicKiiXl.  nucij- 
MeiiT.  s.  296. 

*^j  Maciejowski  Waclnw,  podobnie  jak  Szafarzyk,  glagolicę  uważał  za  wy- 
nalazek XI  w.  —  Pamiętniki,  r,    1839,  tom  I  s.  75,  tom  II  s.   u. 


—      l8i      — 

profesora  Gryg-orowicza  w  r.  1844 — 5*')  i  archimandrytę  Porfirego 
Uspieńskiego  w  r,  1845  —  6,  tudzież  zebrane  przez  nich  pomniki 
głagolickie,  wybornie  stwierdzały  zdanie  Kopitara. 

Gryg-orowirz,  niezwaźając  na  sprzeczne  z  nim  zdania  rosyj- 
skich slawistów,*^)  już  w  r.  18,51  wyrzekł,  iż  z  dwóch  alfabetów 
słowiańskich,  jeden  musiał  zjawić  sie  wcześniej  niż  w  IX  w.  a  ta- 
kim alfabetem  jest  głagolica,  która  być  może  początkiem  swym 
sięga  w  bardzo  odległe  wieki.***)  Zdanie  swe  Grygorowicz  po- 
powtórzył  i  w  późniejsze  lata.'^*') 

Pod  ciężarem  nowoodkrytych  przez  Grygorowicza  i  Uspień- 
skiego pomników  głagolicy,  Szafarzyk  ujrzał  się  zniewolonym 
dawniejsze  swe  przekonania  zmienić  nieco  na  korzyść  głagolicy. 
Dopuszczając  możność  zjawienia  się  jej  w  tym  czasie,  kiedy  wy- 
gnani z  Morawii  uczniowie  Metodego,  do  Bółgaryi  przybyli,  Sza- 
farzyk mniemał,  że  jeden  z  nich,  najpewniej  ś,  Klemens,  biskup 
Wielicy  (887 — 916),  jak  wzmiankują  legendy,  wynalazł  inne  od 
kirylicy  pismo,    mianowicie  głagolicę.-^^)     Popierając    zdanie  swe 


i 


*')  OwpK^  nyieiuecTBia  no  EsponeilcKoii  Typaiii.  Kazań  1848  in  8,  stro- 
nica 214.  —  Na  jednym  egzemplarzu,  tego  wielce  ciekawego  dzieta,  ofiarowanego 
autorowi  niniejszej  pracy  w  r.  1862,  Wiktor  Grygorowicz  podówczas  profesor  uni- 
wersytetu kazańskiego,  napisał  na  okładce,  po  polsku,  objaśnienie  trudnych  okoli- 
czności,   w  jakich  sie  on  podczas  wydania  swej  pracy  znajdywał. 

^*)  Najprzód  Preisa,  prof.  uniwersytetu  petersburgskiego,  potem  Izmaela  Srez- 
niewskiego,  który  zająwszy  w  Petersburgu  katedrę  po  zmarłym  Preisie,  odrzucał 
domysły  Grygorowicza  o  głagolicy,     Jagicz.     Kitpiu.ni  li  Meoojiii.     1888  s,  53. 

^^)  Rozważając  rękopismy  greckie  i  cyrylskie  Grygorowicz  znalazł  w  nich 
wtręty  i  przypiski  głagolickie,  poświadczające,  że  w  wielkiej  części  Słowiańszczyzny 
głagolica  używała  się  jako  zwyczajne  pismo.  A  dalej  rzekł :  BOOoiue  fl3ŁiKi>  r.iaro- 
.lUTU  jpeBntiimiii.  Cb.  liiipiu.n.  iiauie.n.  r.iaro.iiiTy,  a  Mooo.uii  (bmŁctI;  ci.  Kii- 
piu-iOMij)  noc.rfe  oópaTii.ri)  ee  11  rpciocKiii  a.i<i>aBiiTii  b7>  jpyryio  c.iaBaiiCKyio  aa- 
yKy  (KiipiMimy).    O  siiaMeniii  I^epKOBiio-CiaBaiiCKaro  JlabiKa.  I85I.  s,  57—67, 

^^)  W  artykule  „O  .ipoBiieii  niiCLMeiiiiocTil  Cjiauain."  Grygorowicz  z  ogro- 
nym  zapasem  erudycyi  zbijając  swych  przeciwników,  dowodzi,  źe  ś.  Cyryl  używał 
do  pisania  głagolicy,  która  mógł  znaleźć  i  w  Chersonesie  Tauryckiem,  jak  wzmian- 
kuje pannoński  żywot  Cyryla.  CTUTbii  Kacaiomiaca  ,ipoBiiaro  c.iaitaiir-Karo  jr.ii.iha 
Kazań,   1852,   str,  69, 

'^^]    Prvovek  hlaholskeho  pisemaictvi.     Cas.  C.   M.  1852.    powtór-sone    w  III 


-—       l»2       — 

nowym  opracowaniem  kwestyi  o  głagoHcy  i  będąc  już  mocno 
zachwiany  w  dawniejszem  przekonaniu,  Szafarzyk  w  r.  1853  wy- 
rzekł, iż  domniemanie  o  pochodzeniu  pisma  słowiańskiego  jest 
jeszcze  w  zawieszeniu  i  oczekuje  w  przyszłości  dopiero  sprawie- 
dliwego rozpoznania/'^-)  Gdy  jednak  w  r.  1855  doktor  Hofler 
w  Pradze  znalazł,  wklejone  w  okładzce  bardzo  ozdobnego  ręko- 
pismu  łacińskiego  z  w.  XI,  dwie  pargaminowe  karty  głagolickie,"'^^) 
Szafarzyk  przekonał  się  nareszcie,  iż  wszelkie  jego  usiłowania  do 
podtrzymania  starszeństwa  kirylicy  w  niwecz  się  obracają.  —  Zba- 
dawszy z  całą  usilnością  nowoodkryte  karty,  zastanawiając  się 
nad  kształtem  liter,  pisownią,  punktuacyą  i  atramentem,  Szafarzyk 
wyrzekł,  iż  rękopism  ten  musi  sięgać  przynajmniej  pierwszej  po- 
łowy X  w.,  że  zwroty  mowy  w  nim  są  słowiańsko  -  morawskie 
i  że  zatem  powstał  w  tej  miejscowości,  w  której  ś.  Metody  nau- 
czał. —  Takim  sposobem,  po  trzydziestoletniem  prawie  obstawa- 
niu za  kirylicą,  Szafarzyk  w  r.  1858  znalazł  się  w  konieczności 
zgodzić  się  z  przeciwnikami  swymi  i  przyznyć  starszeiistwo  gła- 
golicy.'"'*) 

Wygłoszenie  zdania  takiej  naukowej  powagi,  jaką  się  szczy- 
ci! w  owym  czasie  Szafarzyk,  wywołało  żywe  zainteresowanie 
się  badaczy  rzeczy  słowiańskich.  I  gdy  jedni,  trzymając  się 
uporczywie  dawniejszych  poglądów,  obstawali  za  starszeństwem 
kirylicy,'^'')    inni    w    myśl    Szafarzyka,     rozwijali    wypowiedziane 


tomie  dziel  Szafarzyka,  wyd.    1865  str.  211  i  następne,    Względem  wynalezienia  przez 
ś.  Klemensa  innego  pisma,   niż  te  jakie  ś.   Cyryl  wymyślił,    patrz  wyżej  cytatę  34. 

'■'"j     Pamatky   hlaholskeho   pi.semnictvi.      1853    s.   VI    punkt    8,  —  tudzież    str. 

xLvr. 

'^^)  Fakssmile  łych  kart  ogłoszone  zostały  w  Abliandlung  der  K.  Bóhmi- 
schen  Gesellschaft  der  Wissenscliaft  tom  X.  Praga  1857.  Jest  to  dziesięć  krótkich 
hymnów,  czyli  Swetiln  z  objaśnieniami  Szafarzyka.  Osobna  odbitka  z  tego  wy- 
dania, pod  tytułem:  Glagolische  Fragmente  herausgegeben  von  Hofler  und  P.  J.  Sa- 
farik.     Praga   1857  in  4°  str.  6r.  V  tablic. 

5^)  Ueber  den  Ursprung  und  die  Heimath  des  Glagolitismus  1858.  —  O  po- 
szukiwaniach szafarzyka  ogłosił  Ginzel,  w  dodatku  do  Geschiclite  der  Slavenapostel. 
1 86 1  str.  107 — 1 7.0,  —  Porów.  Jagicz.     BonpocL  O  Kiipiu.Tt  11  MeooAiH.  s.  5g. 

•'''')     Izbera.     Kiryl  i  Method  nepsali  nigdy  hlaholski  neż  kirylski  r.   1858  — 


-     i83     - 

przez  niego  zdanie.'*'";  Ruch  literacki  najbardziej  wzmói^ł  się 
w  IMoskwie.  Tam  Bodjański,  pogrążony  całkiem  w  badania  sta- 
rożytnych pomników  podobnie  jak  Grygorowicz  w  Kazaniu,  już 
w  1855  r.  wypowiedział  swe  przekonanie,  że  chociaż  nie  może 
jeszcze  zgodzić  się  na  starszeństAvo  głagolicy,  lecz  opierając  się 
na  najnowsze  dane,  chętnie  udziela  jej  miejsce  w  jednym  z  kiry- 
licą  wieku,  lub  wnet  później.'^")  Chomiakow  dowodził,  że  głago- 
lica  jest  starożytnym  pomnikiem  wznowienia  rzez  (p'Ł3Tj)  mni- 
cha Chrabra,  i  że  szerzyła  się  na  Zachodzie,  a  kirylica  na  Wscho- 
dzie,^^) Pogodin  (-J-  1876)  skłaniał  się  do  przyjęcia  zdania  Sza- 
farzykowego  o  starożytności  głagolicy  „którą  znał  już  ś.  Cy- 
ryl."'^'-')  —  Słowem  ruch  w  opracowaniu  podjęty  kwestyi  szerzył 
się  T)o  całej  Słowian szczyznie,  liczba  dzieł  powiększyła  się  do  ta- 
kiego stopnia,  że  z  nich  osobna  literatura  powstała.  Zwróćmy 
nwagę  na  ważniejsze  prace. 

Słynny  profesor  uniwersytetu  zagrzebskiego  kanonik  Raczki, 
wydawca  znakomitego  kodeksu  watykańskiego,  głagolicą  pisa-s 
nego  w  początkach  krzewienia  chrześciaństwa  u  Słowian,  zba- 
dawszy cechy  lingwistyczne  w-zmiankowanego  kodeksu,  przyszedł 
do  przekonania  o  głębokiej  starożytności  głagolicy.  Według  nie- 
go, największy  rozkwit  piśmienictwa  w  Bółgaryi  przypada  na 
czasy  cara  Symeona  (r.  893 — 927).  Najstarsze  pomniki  pisane 
są  głagolicą  okrągłą,  potem  grecko-słowiańskiem  pismem.  Z  po- 
czątku głagolicą  i  kirylica  walczą  o  pierwszeństwo,  ale  później, 
jak   wskazują    palimpsety,    powierzch    głagolicy    pisane    kirylica. 


Kil.  f^ 


W  Moskwie  Wiktorów  i  Hilferding  mocno  obstawali  za  starszeństwem  kirylicy.  Po- 
godin. CóopiiliKT}  r865.  s.  172 — 192.  Szczególnie  przeciw  Szafarzykowi  powstawał  Hil- 
ferding. 

**)  Hanusz.  Swaty  Kiryl  nepsal  kyrylsky  neż  hlaholsky.  1857.  Odbitka 
z  Pojednani  Kral.  Cesk.  spolecnosti  nauk.  Później.  Das  Schriftwesen  und  Schrit- 
thum  der  bóhmisch-slavischen  \  ólkerstamme.     Praga  1867. 

tS')  Bodjaiiskij.    O   BpeMCHii    npo«cxoH.-jeHia   C.iaBaHCKiix'b    nucŁMeiit,   str, 
17-8. 

»•)  PyccKaa  Bectja  r.  1859,  t.  V,  s.  1—12. 

^^)  Knpu.uo-Meo(u.  CoopiiuKi,,  1865,  s.  126. 


—     i84    — 

a  pod  koniec  XII  w.  głagolica  w  Bółgaryi  znikła/^)  Miklosicz, 
oświadczywszy  się  od  dawna  za  starszeństwem  głagolicy,*^)  zau- 
ważył, że  różnicę  pisma  głagolickiego  od  cyrylickiego  stanowią, 
nie  tylko  formy  pisma,  lecz  i  sam  język  pomników  i  że  najdaw- 
niejsze pomniki  głagolickie  pisane  były  w  mowie  słoweńskiej."-) 
Nowsi  badacze  Tajlor  i  Geitler,  porównywając  najstarsze  litery 
głagolickie  z  literami  innycłi  alfabetów,  wypowiedzieli  różne  zda- 
nia. Pierwszy  z  nicłi  twierdził,  że  najstarsze  litery  głagolickie 
są,  jednakowe  z  greckiemi  minuskulnemi  literami,""')  Geitler  w  al- 
fabecie głagolickim  upatruje  wpływ  nie  tylko  greckicli  uncial- 
nych  i  rzymskicli  liter,  lecz  nawet  i  albańskiego  alfabetu.  We- 
dług jego  hypotezy,  u  Słowian  w  Bółgaryi  i  na  południe  od  niej 
używano  greckiego  uncialnego  pisma,  a  u  Słowian  w  Macedonii 
są.siednicli  albańskich  liter,  z  czego  powstał  zarodek  głagolicy."^) 
Zbijając    zwycięzko    hypotezę    Geitlera   profesor  Jagicz  powiada, 


60^  Priekonania  swe  Raczki  wypowiedział  najprzód  w  dziele:  Pismo  slovjen- 
sko,  1861,  później  w  dziele:  Assemanov  iii  Yatikanski  Evangelistar,  1865,  s.  CXIX. 
Później  w  czasopiśmie  „Rad  jugoslavenskie  Akademije",  tom  II,  36.  Riedko  slo- 
vensko  pismo   u  vatikanskom  rukopisu. 

«')  Artykuł  „Glagolitisch",  w  Encyklopedyi  Ersch.  Grubera,  1859,  s.  403  do 
422.    Patrz  Jagicz,  BonpocŁ  o  Klip.  u  Meo.,  s.  52. 

'^^)  Die  pannonischen  Denkmaler  zerfallen  nach  dem  Alphabete  in  dem  sie 
geschrieben  sind,  in  glagolitische  und  in  Cyrillische,  ein  Unterschied  der  nicht  nur 
die  Schrift,  sondern  auch  das  Alter  trift,  indem  einige  der  glagolitischen  Quellen  zu 
den  alleraltesten  Denkmalern  der  Altslovenischen,  ja  der  Slavischen  Sprache  iiber- 
haupt  gehoren.  Miklosich.  Altslovenischen  Formenlehre  in  Paradigmen,  1874.  Ein- 
leitung,  s.  XIII. 

8')  Najpierw  w  Archiv  fiir  Slavische  Philologie,  V,  s.  191,  powtórnie  w  dziele 
jego:  The  Alphabet  an  account  of  the  Origin  and  Development  of  Lettres,  by  Isaac 
Taylor.  Vol,  II,  195 — 207.  Jagicz  w  sprawozdaniu,  wzmiankowanem  w  następnym 
przypisku  s.   185. 

^'')  W  recenzyi  licznych  prac  archimandryty  Amfilochia  i  Wsiewoloda  Miil- 
lera.  Ki)  Bonpocy  o  daBAHCKofi  aafiyid;,  w  Żurnale  Minis.  Ośw.  1884,  profes.  Ja- 
gicz bierze  pod  rozwagę  prace  Leopolda  Geitlera.  Die  Albanesischen  und  Slavi- 
schen  Schriften,  mit  25  phototypischen  Tafeln.  Wien,'  1883.  Nie  ograniczając  się 
krytyką  hypotezy  Geitlera,  posuniętą  aż  do  szczegółowego  rozpatrzenia  liter  głago- 
lickich,  każdej  z  osobna,  Jagicz  wypowiada  stanowczo  swe  zdanie,  przez  co  recen- 
zya  ta  nabiera  znaczenia  liadania  wielce  pouczającego.  Praca  Jagicza,  jako  osobny 
dodatek  umieszczona  w  Sborniku  Akademii  Nauk  Petersburg.,  wydziału  języka  i  lite- 
ratury rosyjs.    Tom  33,  r.  1884.     Orueib   o  npiicy;K,i:eHiii  .loMOuocoBCKoii  itpeMiii. 


-     i85     - 

źe  wtedy,  kiedy  się  u  Słowian  wytwarzało  pismo,  alfabet  albań- 
ski nie  istniał  jeszcze.  Na  półwyspie  Bałkańskim  Słowianie,  pod 
wływem  cywilizacyi  byzantyńskiej  i  kultury  greckiej,  używali 
greckiego  pisma  uncialnego  i  minuskulnego  (kursywy),  jak  po- 
wiada Chrabr  „bez  ustrojenia".  Konstanty  nietylko  uporządko- 
wał pismo,  lecz  był  reformatorem  pisma  greckiego  na  korzyść 
słowiańskiego.  Rozbiór  krytyczny  starożytnycli  pomników  i  pa- 
leograficzny  cliarakter  obu  alfabetów  wskazuje,  że  kwestya  star- 
szeństwa jednego  z  tych  alfabetów  najłatwiej  sie  rozstrzyga  na 
korzyść  glagolicy."'^)  Car  bółgarski  Symeon  i  jego  przyboczni, 
poczuwając  jaką  przeszkodę  stawiała  im  głagolica  do  zbliżenia 
się  z  cywilizacyą  byzantyńską,  starali  się,  zamiast  alfabetu  gła- 
golickiego,  który  się  równał  pismu  greckiemu  minuskulnemu, 
wprowadzić  cliarakter  odpowiedni  greckiemu  uncialnemu  (lite- 
rackiemu) pismu.  To  właśnie  stanowi  kirylicę.  Przewaga  jej  stała 
się  nie  w  skutek  tego,  aby  alfabet  cyrylski  wytworzył  się  drogą 
łiistorycznego  rozwoju,  lecz  z  powodu  umienia  zastosować  ją  do 
pisma  greckiego.  Ostatecznie  zaś  zwycięztwo  kirylicy  zapewniło 
przyjęcie  cłirześciaństwa  przez  Słowian  ruskicłi.^*') 

Powaga  tylu  znakomitych  badaczy  zapewnia  głagolicy  zna- 
czenie pierwotnego  pisma  Słowian,  ale  nie  usuwa  ostatecznie 
powątpiewań  o  jej  pochodzeniu.*^')  Kwestya  ta  bezwątpienia 
będzie  kiedyś  rozstrzygnioną,  a  tymczasem  zostajemy  w  upewnie- 
niu,  że  apostołowie  nasi  Cyryl  i  Metody   używali    pisma  głago- 

*')     Jagicz,  jak  wyżej  str.   i86 — i8S. 

^^)  Załączone  przy  pracy  prof.  Jagicza  tablice  pisma  starożytnego,  naocznie 
zdają  sie  przekonywać,  jak  najdawniejsze  z  IX  i  X  w,  litery  głagolickie  i  cyry- 
Hckie  zbliżają  sie  do  współczesnych  liter  greckich  minuskulnych  i  uncialnych,  oprócz 
głosek  nosowych,  których  u  Greków  nie  było,  Zkądże  się  wzięły  w  alfabecie  sło- 
wiańskim?  Jagicz  nie  objaśnił  tego! 

®^)  Oprócz  Geitlera  i  innych  badaczy  sprzecznego  zdania  z  Taylorem  i  Ja- 
giczem,  odrzucającymi  wpływ  albańskiego  i  innych,  oprócz  greckiego,  alfabetów, 
nowszy  pisarz  M,  Filipow  mniema,  że  głagolica  wynaleziona  przez  Słowian  dal- 
mackich  wcześnićj,  niż  się  zjawiła  kirylica,  i  prawdopodobnie  powstała  pod  napły- 
wem rozmaitych  żywiołów,  częścią  w  przedchrześciańskie  czasy,  częścią  od  Greków, 
Rzymian,  a  być  może  i  narodów  wschodnich.  XopnaTl.i  if  6opi>6a  IIX'I>  ri.  Aufi- 
piefl.    PetrohraJ.   i!i<)  >,  s.   u  2. 


—     i8ó     — 

lickiego  i  że  takowe  szerzyło  się  w  IX  i  X  w.  nie  tylko  u  Sło- 
wian południowycli,  w  Pannonii,  Morawii,  Slo\vaczyźnie  i  Cze- 
cłiacli,  lecz  także  i  w  południowej  części  Polski,  Clirobacyą  zwa- 
nej. Zrozumimy  to  łatwo,  porównywając  wypadki  liistoryczne. 
I  tak,  Iciedy  w  IX  w.  apostołowie  nasi  krzewili  clirześciaństwo 
nad  Dunajem,  Słowiańszczyzna  lecliicka  aż  do  Łaby  swobodną, 
jeszcze  była  od  władzy  niemieckiej  i  wpływu  kościoła  łacińskiego. 
Książęta  Obodrytów,  Lutyków,  Serbów  nadłabskich,  uczęszcza- 
jąc na  dwory  cesarskie,  być  może  znajomili  się  z  łaciną,  ale  nad 
Wartą  i  dolną  Wisłą  nic  jeszcze  ani  o  cywilizacyi  zacliodniej, 
ani  o  piśmie  głosowem  nie  słyszano.  A  gdy  w  skutek  urągania 
cłirześciaństwu  księcia  wiślickiego  poganina,  władztwo  jego  pod- 
padło pod  panowanie  Morawianów  (około  r.  880),  używane  w  Mo- 
ra wii  pismo  liturgiczne,  słowiańskie,  nie  spotykając  przeszkody 
ze  strony  pisma  łacińskiego,  sw-obodnie  szerzyć  się  mogło,  jeśli 
nie  w  całej  Polsce,  to  przynajmniej  w  południowej  jej  części, 
dokąd  nauka  apostołów  słowiańskich  sięgała.  Będąc  poganami 
przodkowie  nasi  mogli  nie  znać  pisma,  stawszy  się  clirześcianami 
obejść  się  bez  niego  nie  mogli.  A  ponieważ  w  metropolii  sło- 
wiańskiej Welegradzie  używano  głagolicy,  oczywiście  więc,  iż 
misyonarze  tej  metropolii  musieli  używać  nie  innego  pisma,  jak 
tylko  głagolickiego  w  IX  wieku,  aż  nim  łacina  wzięła  w  służbie 
bożej  przewagę  w  X  może  nawet  w  XI  wieku. *'^)  Niezrozumiałą, 
ludowi  łacinę    znali  wszakże  tylko  księża,    którzy  dla  oświecenia 


®*)  Najdawniejszy  pomnik  języka  polskiego,  tak  zwany  „Psałterz  Małgo- 
rzaty", przepisany  prawdopodobnie  przez  Niemca,  literami  łacińskiemi  ze  starszego 
rękopismu,  zawiera  (w  drugiej,  starszej  części)  ślady  pisma  głagolickiego,  dla  ozna- 
czenia dźwięków  nosowych.  Zkąd  to  pochodzi?  Wydawca  Psałterza  tego,  senator 
K.  Małkowski  mniema,  że  to  sie  da  wyrozumieć,  kiedy  przypuścimy,  źe  Psałterz 
wprzód  był  tłómaczony  nim  poznano  pisma  cerkiewne  nietylko  kirylicę,  lecz  i  gła- 
golicę.  (Przegląd  najdawniejszych  pomników  języka  polskiego,  r.  i8/2,  s,  29,  44). 
Mnie  się  zdaje,  że  kwestyę  tę  chyba  paleografia  ostatecznie  rozstrzygnąć  zdoła,  ale 
zjawienie  się  śladów  głagolicy  w  pomniku  polskim  przypomina  to,  co  Wiktor  Gry- 
gorowicz  znalazł  (w  r.  1845)  na  niektórych  pomnikach  słowiańskich  w  Bółgaryi, 
mianowicie  wtręty  i  dopiski  glagolickie,  co  właśnie  dowodzi  powszechna  niegdyś 
znajomość  ostatniego  pisma.    Wyżej  cyt,  49. 


-    18;    - 

ludu  musieli  Używać  języka  miejscowego  i  długi  czas  pisać  alfa- 
betem słowiańskim,  ale  którym  mianowicie?  Według  niewielkiej 
ilości  starożytnych  pomników  zdawałoby  się,  że  już  od  czasów 
Bolesława  Cłirobrego  w  Polsce  szerzyła  się  kiry  lica,  ^*)  z  któr^ 
Polacy  łatwo  zapoznać  się  mogli  podczas  wypraw  Bolesława  Chro- 
brego na  Ruś  i  do  Kijowa,  gdzie  wówczas  kirylica  z  Bółgaryi 
szerzyła  się  i  długo,  jak  wiadomo,  walczyła  ze  starszą  głagolicą.''"^) 
Czy  nie  było  coś  podobnego  i  w  Polsce?  Twierdzić  o  tern  nie 
możemy,  ale  wypada  zwrócić  uwagę  na  Czechy,  z  których  pier- 
wotnie wiara  i  oświata  do  Polski  płynęły.  Wszak  wiadomo,  z  jaką 
gorliwością  opat  klasztoru  Sazawskiego  Prokop  i  następca  jego 
Wit  szerzyli  w  XI  w.  nabożeństwo  słowiańskie  w  Czechach.  Be- 
nedyktyni wzmiankowanego  klasztoru  zbierali  i  przepisywali  rę- 
kopismy  głagolickie,  do  użytku  w  nabożeństwie  słowiańskiera. 
Siady  tego  przechow^ały  się  w  znalezionych  przez  Hoflera  w  Pra- 
dze (r.  1855)  ułamkach  głagolickich  z  X  w.'^^)  Stosunki  polity- 
czne i  religijne  Polski  z  Czechami  w  XI  w.  były  nadzwyczaj 
ożywione.  Morawija  lat  dwadzieścia  z  górą,  a  Słowaczyzna  dłu- 
żej do   Polski    należały.'-)     Czy   podobno    dopuścić,    aby    Polacy 


^®)  Xa  dowód  tego  badacze  przytaczają:  pieniądz  Bolesława  Chrobrego  z  na- 
pisem cyrylickim,  i  kronikę  Jarosława  kanonika  katedry  płockiej  obrządku  łaciń- 
skiego, pisaną  przez  niego  kirylica  w  r.  1219.  Xa  te  kronikę  powoływał  sie  nie- 
gdyś Chrystyan  biskup  pruski,  a  dziś  w  archiwum  królewieckiem  wyśledzono  ją. 
Były  jeszcze  starsze  książki  polskie  kreślone'  temże  pismem,  a  przez  Niesieckiego 
i  innych  wiarogodnych  świadków  wspomniane.  Używano  więc  niegdyś  w  Polsce 
powszechnie  kirylicy,  a  spisane  przez  Metodego  i  następców  jego  księgi  cerkiewne 
były  wzorem,  według  którego  tak  my,  jak  i  inni  Słowianie  pierwszy  piśmienny  nasz 
język  urabiali,  nim  takowy  około  wieku  XIV  uległ  przeważnie  wpływowi  czeszczy- 
zny.    Bielowski,  we  wstępie  do  drugiego  wydania  Słownika  Lindego,  r.  1854,  str.  II. 

"♦>)  Pop  Upir  Lichy,  przepisując  dla  księcia  Włodzimirza  Jarosławowicza 
w  r.  1047  księgi  proroków  pismem  grecko-słowiańskiem,  wyraził  się:  napis  a  i 2 
kfirłlowice,  czem  dał  do  pojęcia,  że  przepisywał  z  manuskryptu  innym  charakte- 
rem pisanego,  mianowicie  głagolicą,  którą  on  nazwał  pismem  kirylowem.  Hanusz 
Ign.  Der  bulgarische  Monch  Chrabr,  w  Archiv.  f.  Kunde  Oesterr.-Geschichts-Quel- 
len,  1860,  tom  XXIir.  s.  45.  Szafarzyk.  Pohled  na  prvovek  hlahdskeho  pisemnictvi. 
Dzieła.  I  FI.  211. 

'')     Wyżej,  cyt.   53. 

"2)     Dzieła  i^.^o  lom  II,  s.  96,   lu5. 


nie  korzystali  z  pisma  głagolickiego,  przynajmniej  w  dyecezyach 
Krakowskiej  i  Wrocławskiej,  choć  w  części,  obok  pisma  kiry- 
lickiego?  Ślady  glagoHcy  w  Psałterzu  Małgorzaty,  tudzież  utrzy- 
mywanie sie  w  pamięci  Polaków  nazwy  pisma  „hłaholskiego",''") 
chociaż  nie  rozstrzygają  kwestyi,  o  której  mówimy,  ale  podaja 
powód  do  mniemania,  że  i  u  nas  podobnie  jak  na  Rusi  ki- 
rylica,  jako  doskonalsze  pismo,  wzięła  przewagę  nad  głagolica 
W  XI  wieku /^} 

4.    O  języku  ksiąg  liturgicznych  słowiańskich. 

Jeszcze  przed  rozpcczęciem  apostolstwa  w  Morawi  (r.  863), 
bracia  Ivonstanty  i  Metody,  jak  wzmiankowaliśmy  wyżej,  praco- 
w^ali  nad  przekładem  z  języka  greckiego  na  słowiański  ksiąg 
liturgicznych.  Później,  po  czterech  i  pół  latach  pobytu  w  Mo- 
rawii,  bracia  apostołowie  zanieśli  do  Rzymu  przetłómaczone  przez 
nich  księgi,  które  przez  stolicę  apostolską  aprobowane  zostały.'"'^) 
A  że  w  owym  czasie  mowa  słowiańska  rozpadała  się  już  na  kilka 
osobnycli  narzeczy,  zachodzi  zatem  pytanie:  w  jakiem  mianowi- 
cie narzeczu  apostołowie  nasi  dokonali  przekładu  ksiąg  litur- 
gicznych? 

Kwesty  a  ta,  zajmując  około  stu  lat  umysł  celniejszych  ba- 
daczy, nie  uzyskała  dotąd  należytego  rozwiązania.  Postaramy 
się  przynajmniej  objaśnić  przebieg  usiłowań  w  tym  celu. 

W  pierwszej  połowie  bieżącego  wieku,  w  obec  powsze- 
chnego przekonania  o  starszeństwie  Icirylicy  od  głagolicy,  księgi 
duchowne,  kirylicą  pisane,  uważano  jako  główne  źródło  do  po- 
znania pisma  i  mowy  pierwotnych    nauczycieli    Słowian.     A  po- 

'•'')     Wyżej,  cyt.   26. 

"')  Z  pisarzy  ojczystych  za  starszeństwem  głagolicy  w  Polsce  oświadczyli 
się:  Bartoszewicz  Julian  w  Historyi  pierwotnej  Polski,  r.  1865,  wyd.  1878,  I,  s,  94,  95 
i  w  Historyi  literatury  polskiej,  r.  1877,  I,  24;  Leonard  Rettel  w  dziele  SS.  Cyryl 
i  Metody,  r.  1871;  Konstanty  Małkowski  w  „Przeglądzie  pomników  języka  polskie- 
go" r.  1872;  Tadeusz  Gromnicki  w  „Rozprawach  Akad.  Umiej.",  1879,  tom  XI; 
ks.  T.  Dąbrowski,  w  broszurze:  Języki  liturgiczne  słowiański,  rumuński  i  ormiański 
w  obrębie  monar.  austryac.    Stanisławów,   r.  1 882.     Pawiński.  Serbia,  r.  1874.  s.  106. 

'5)     Wyżej  §  38,  str.  83. 


—     t89     — 

niewaź  księgi  le  doszły  do  nas  nie  w  or}  g-Inalach,  lecz  w  pó- 
źniejszych, pod  -wpływem  czasu  i  miejscowości,  mocno  zmienio- 
nych  redakcyach,  zostawało  więc  dla  domysłów  i  przypuszc^e^ 
obszerne  pole. 

Znakomici  badacze  rzeczy  słowiańskich:  Józef  Dobrowski, 
Szlecer,  Wostokow,  Kałajdowicz  i  inni,  zważając  na  wielki  roz- 
wój literatury  bólgarskiej  za  cara  Symeona  (r.  890—92 7), "**)  oraz 
przyjmując  na  uwagę  język  najstarszych  ksiąg  kirylicą  pisanych, 
mniemali,  że  do  przekładu  ksiąg  liturgiczn^-ch  Konstanty  i  Me- 
tody używali  narzecza  bółgarsko-słowiańskiego,  które  im,  jako 
urodzonym  "w  Macedonii,  dokładnie  było  znajome.  Podzielając 
podobne  przekonanie,  Szafarzyk  objaśnił  swe  myśli  w  następny 
sposób.  W  IMorawii  i  Słowaczyznie  panowało  w  IX  w.  narze- 
rze,  do  teraźniejszego  zbliżone,  a  od  cyrylskiego  wcale  różne. 
>\Iogli  jednak  apostołowie  słowiańscy  i  pomocnicy  ich,  z  ksiąg, 
w  narzeczu  bólgarskiem  pisanych,  odprawiać  służbę  bożą,  mogli 
z  uczniami  swymi  przedłużać  tlómaczenie  ksiąg  greckich  na  miej- 
scowe narzecza,  bo  różnica  Slowiańszcz)^zny  morawskiej  od  me- 
zyjskiej  (bółgarskiej;  nie  była  tak  wybitną,  jak  teraz.  W  zadu- 
najskiej  Morawii,  raczej  Pannonii,  Konstanty  i  Metody  nie  mie- 
szkali i  nad  przekładem  ksiąg  tam  nie  pracowali.  W  tej  części 
Morawii  bytujący  Słowianie  jednego  z  Morawianami  i  Słowakami 
pochodzenia,  jednakowej  z  nimi  używali  mowy.  Dalej  na  zachód 
panowało    narzecze    chorutańskle,    które,    jak    widać    z  ułamków 


'*^)  Mnóstwo  pisarzy  słowiańskich,  którzy  wnet  po  śmierci  .Metodego,  po  czę- 
ści przed  upadkiem  rzeszy  morawskiej  (qo'>),  po  części  później,  zwłaszcza  w  X 
i  XI  w.  zjawili  sią  w  Ból_;aryi,  są  dowodem,  że  piśmienictwo  słowiańskie  w  tvm 
kraju  o  wiele  wcześniej,  niż  po  upadku  Morawii  poczęło  się.  Uczony  car  bólgar- 
ski  Symeon  sam  księgi  greckie  na  język  słowiański  tlómaczył,  za  co  go  współcze- 
śni zwali  knigolubcem  izwykszim  czesti  wsja  k  n  i  g  i.  (Kałajdowicz, 
loailT.  3K3.  u0.ir.  15).  Biskup  Welicy  ś.  Klemens,  po  powrocie  z  Morawii  do  Ma- 
cedonii, wiele  ksiąg  napis.!,  r.  885—9:6.  (Legenda  Ochridica,  c.  8,  14,-  Legenda 
Bulgarica  c.  22;  Grygorowicz,  O-it-pKl)  nyicmeCTBia  no  Typuiii,  ątr,  122).  Toż 
.-amo  czynili:  ekzarch  I  ólgarski  Jan  (890 — 916),  biskup  Konstanty  (90C),  mnich 
Orzegorz,  mnich   TcOi^  i    r\l:Mv,.     ''       r\  Ls   (907)   i   i  T  .lajdowicz,  jak  Avyżej, 

M.   15.  99. 


—     igo     — 

freizingeńskich,'''')  już  około  r.  950  i  wcześniej  z  układu  swego 
podobne  było  do  teraźniejszego  i  do  mowy  illyryjskiej  należy. 
Przeciwnie  od  Pestu  i  góry  Matry  na  południe  i  wschód,  na  ca- 
łem  porzeczu  Cisy  panowało  wtedy  narzecze  bółgarsko-słowiań- 
skie,  które  w  przekładach  pisma  ś.  znajdujemy.'^) 

Tymczasem  Kopitar,  odkrywszy  jeden  z  najstarszycli  pom- 
ników słowiańskicli  głagolica  pisanycli  i  to  w  narzeczu  choru- 
tańskiem  (sloweńsl<iem),  twierdził,  że  do  przekładu  ksiąg  rełigij- 
nycli  apostołowie  słowiańscy  używali  mowy  Słoweńców,  którzy 
przed  najazdem  Węgrów  (r.  9o6\  szerzyli  swe  posady  aż  do  Du- 
naju.'^") Hypoteza  ta  znalazła  poparcie  ze  strony  Miklosicza, 
który,  opierając  się  na  filologicznych!  cecłiacłi  pomników  słowiań- 
skicli, przyszedł  do  przekonania,  iż  większość  z  nich  należy  do 
narzecza  słoweńskiego,  wcale  różnego  od  teraźniejszego  moraw- 
skiego. W  skutek  tego  Miklosicz  twierdził,  że  w  starożytności 
Słoweńcy  po  obu  brzegach  Dunaju  mieszkali.^")  Podzielając  po- 
dobne przekonanie,  Dummler  jął  się  dowodzić,  że  teraźniejsze  za- 
ludnienie   Morawii    powstało    dopiero    po  upadku  rzeszy  moraw- 


"')  Wydal  je  najprzód  Keppen:  Coopaiiie  c.iaBfliiCKiixi.  iiaMflTiiiiKOin..  Pe- 
tersburg, 1827,  z  facsimile  i  komentarzem  Wostokowa;  potem  Kopitar  w  Glagolita 
Clozianus,  r.  1836,  i  K.  Małkowski  w  Przeglądzie  najdawniejszych  pomników  ję- 
zyka polskiego,  r.   1872,  s.  81. 

"*)  Tak  pisał  Szafarzyk  w  Starożytn.  Słowiańskich,  i;  41,  s.  504—506,  kiedy 
jeszcze  nie  przypuszczano  nawet,  aby  pomniki  glagolickie  mogły  być  slarszemi  od 
cy  tylicki  eh. 

'^)  Zdanie  swe  Kopitar  wypowiedział  najprzód  w  Glagolita  Clozianus,  r.  1836, 
pag.  IX,  XXXIIT,  seqq.,  potem  w  Ursprung  der  slavisch.  Liturgie  in  Pannonien, 
w  Chmel'a  Oesterreichischer  Geschichtsforscher,  I,  3,  p.  508;  w  Hesychii  glosso- 
graphi  epilogistis  Russus,  p,  48,  tudzież  w  recenzyi  Bobrowskiego  Instituiiones  lin- 
guae  slavicae.  Wiener  Jahrbuch,  XVir,  s.  69,  nakoniec  w  Prolegomena  hislorica 
do  ewangelii  rejmskiej.  Porów.  Diimler,  Excurs  iiber  die  Nationalitat  der  alten 
Mabrer,  w  Archiv  fiir  Oesterreichische  Geschichts-Quellen,   1854,  tom  XIir,  p.   169. 

80)  Ich  bin  namlich  jetzt  der  Ansicht,  das  slovenische  Yolkerstamm  nicht 
nur  auf  dem  rechten,  sondern  auch  auf  dem  linken  Ufer  der  Donau  wohnte,  freilieh 
ohne  iiber  den  Umfang  seiner  Wohnsitze  im  Norden  der  Donau  auch  nur  eine  Ver- 
mutung  aussprechen  zu  konnen.  Altslowenische  Formenlehre  in  Paradigmen,  1874. 
Einleitung,  s.  III — IV,  a  dalćj  porównać  to,  co  powiedziano  wyżej,  w  przypi- 
5ku  62, 


i 


—    191    — 

skic^  r.  7-0\  aTclawniej  po  obu  brzegach  Dunaju  panowało  ple- 
mię słoweńskie,  w  narzeczu  którego  spisane  zostały  najdawniejsze 
księgi  religijne  Słowian.^')  Tym  sposobem  zjawiła  się,  niespo- 
dziewanie, hypoteza  o  pannoniźmie  ksiąg  słowiańskich. 

Nowsze  odkrycia  zabytków  piśmiennictwa  słowiańskiego 
wywołały  inne  poglądy.  Gdy  bowiem  przekonano  się  że  najda- 
wniejsze pomniki  głagolickie:  fragmenty  prażskie  i  kijowskie^-) 
noszą  ślady  narzecza  grupy  czecho  -  morawo-słowackiej^^),  hypo- 
teza o  pannoniźmie  ksiąg  słowiańskich  upadła.  Natomiast  ba- 
dania pomników  pisma  słowiańskiego  w  ciągu  kilkunastu  lat 
ostatnich,  jeśli  i  nierozstrzygnęły  dotąd  kwestyi  o  której  mówimy, 
to  przynajmniej  dają  możność  przypuszczenia,  że  pierwotne  księgi 
religijne  Słowian  napisane  były  w  języku,  który  w  IX  i  X  w., 
szeroko  rozlegał  się  nad  dolnym  Dunajem,  a  teraz  już  nie  istnieje. 
W  tym  to  staro2:ytnym  języku  napisane  przez  naszych  aposto- 
łów i  uczniów  ich  księgi  duchowne  łatwo  mogły  zrozumiane  być 
jak  nad  dolnym,  tak  i  nad  środkowym  Dunajem.  Przepisując 
księgi  te,  pisarze  słowiańscy  w  Morawii  i  innych  krajach  sło- 
wiańskich pozwalali  sobie  robić  zmiany  fonetyczne  i  gramatyczne, 
wprowadzając  nowe  formy  językowe  i  zamieniając  litery  orygi- 
nałów innemi  literami,  aby  się  przybliżyć  do  narzecza  tej  miej- 
scowości,   w  której   przepisywano   księgi. ^"')     Z  tego  powodu  po- 


*')  Diimmler  w  Archiv,  jak  wzmiankowano  w  przypisku  79,  s.  169— 178, 
w  innem  zaś  miejscu  powiada:  es  haben  damals  diesseits  wie  jenseits  der  Donau  die 
Altslowenische  Sprache  geherrscht  und  sei  von  den  Mahren  nicht  minder  ais  von 
den  griechischen  Slaven  geredet  worden.  —  Geschichte  der  Ostfrankischen  Reichs, 
1877,  tom  II,  s.   1 85. 

*^)     O  fragmentach  praAskich  wyżej  w  przypisku   55.     O    fragmentach    kiiow- 

ikich  „Missurum  liber  glagoliticus",  z  X  w.,   w  dziele  J.  Srezniewskiego:  CBtjctuiH 

Ma40ii3BtcTiiijX'L  H  HeiiSBtcTHHNi  naMaTmiKaX'Ł,    tom  II.    N.    LXXVII;   później 

Jagicza:  Specimina  Linguae  Pa)aeoslovenicae.  Oopasuu  fl3UKa  uepKOBHGC.iaBanCKaro 

O   jpeBiitłiiiiHMTj    uaMaTiuiKaMi.   r.iaro.uiHccKott    11   Kiipiu-ioBCKoft    niicbMeiiHOCTii. 

882.     Szczegóły  niżej, 

**)     Srezniewski.   rcz;  atr/.ywszy  w  r.   1876  fragmenty  kijovskie,  zauważał,  że 

aroslowiański  jeżyk  tych  fragmentów,  obok  ścisłego  zachowywania  używania  dźwc- 

ów  nosowych  i  prawidłowego  odróżnienia  twardych   i  miękich  wyrazów,  przedstawia 

regularne  używanie  staruż)tDych   form,    chociaż  z  niektóremi  osobliwościami,  charak- 


—       ł02       -— 

wstały  rozmaite  ksiągf  slowiańskikjh  redakcye,  zbliżające  język 
tych  ksiąg  do  późniejszych  narzeczy:  bólgarskiego,  serbskiego, 
słoweńskiego,  morawsko -słowackiego,  c^.eskiego,  nareszcie  ru- 
skiego/^'*) 

Dalsze  prace  teraźniejszych,  znakomitj^ch  lingwistów  sło- 
wiańskich, bezwątpienia,  kwestyje  o  języku  ksiąg,  napisanych 
przez  apostołów  na^^zych  i  uczniów  ich,  doprowadzą  do  pomyśl- 
nych rezultatów. 


teryżującemi  mowę  czeska.  Cuiafciiia  o  Majlon3liLcTiii>ixi>  iiaMaTiiiiKaX'l>.  II  s.  544. 
Do  tego  Jagicz  dodał:  fragmenty,  przywiezione  ze  AVschodu,  należą  bezspornie  do 
najdawniejszych  pomników  pisma  glagollckiego.  Siady  wpływu  czeskiego  na  narze- 
cze cerkiewne,  które  zachowało  wreszcie  cechy  rozmaite  najbardziej  starożytnego  języka, 
wskazują  na  pannońsko- morawskie  strony,  jako  miejsce  pochodzenia  tego  pomnika, 
prawidłowe  zaś  używanie  głosek  i  spółgłosek  nosowyeli  i  t.  d.,  zniewala  do  mnie- 
mania, źe  pomnik  ten  albo  oryginał  jego  napisany  został  bardzo  dawno,  prawdopo- 
dobnie w  X  w.,  kiedy  jeszcze  nabożeństwo  słowiańskie  istniało.  (Specimina  s.  33). 
W  innem  miejscu  Jagicz  powiada,  że  napisane  okrągłym  charakterem  fragmentj'  ki- 
jowskie zajmują,  być  może,  pierwsze  miejsce  w  szeregu  doszlych  do  nas  pomników 
glagolickich.  (Quatuor  evangeliorum  versionis  Palaeoslovenicae.  Codes  Marianus. 
1883  s.  416).  W  iunem  znowu  miejscu  Jagicz  tak  sie  wyraża:  w  sjeregu  pomników 
cerkiewno -słowiańskiego  piśmiennictwa,  są  dwa  glagolickie  (fragmenty  prażskie 
i  kijowskie),  przynależność  których,  w  teraźniejszym  ich  stanie,  do  narzeczy  grupy 
czecho-morawo-  słowackiej  nie  ulega  wątpliwości.  On  nie  twierdzi,  aby  język 
kijowskich  fragmentów  byl  żywym  językiem  Morawii  lub  Fannonii  północnej  w  X 
■w.,  lecz  we  fragmentach  tych,  jak  w  zwierciadle,  odbijają  sie  jasne  ślady  ich  zależ- 
ności historycznej  od  teraźniejszego,  żyjącego  języka  Morawii,  OTHeiTj  o  npiicysc- 
Aeiiiii  JiOMOHOcoBCKoii  npeMiti  3a  1883  r,  str,  120,  138.  Jest  to  Dodatek  do  Sbor- 
nika  Akademii  Nauk  za  1884  r.  tom  LXXIII. 

^■*)  Dla  przykładu  przytaczamy  zauważane  przez  s.  p.  Srezniewskiego  w  ki- 
jowskich fragmentach  glagolickich  z  X  w.  odstąpienia  od  starosłowiańskiego  języl^a, 
i  tak:  3  używa  się  zamiast  jkj,  h  zamiast  lUT,  jak  w  czeskim:  no^iasi.,  Aaat,  on^^aBb, 
O  TOM-L  36,  TaK0C3e,  orpAASiUt,  oótiftimt,  npiieM-iisiue;  zamiast  ut=CK  używa  sie 
Wi:  sainillTH,  OTlimMCHiit;  głoski  CK  zmiękczają  się  w  cit  a  nie  w  ct:  HOÓe/:bUtn; 
dźwięk  3  przed  Ji  i  11  przechodzi  w  }K:  BT.>K.llo8.ieilU,  Bl.;K0.1o6.ieJinil  i  t.  d.  Porów. 
CBliAŁiiifl  o  Ma.iioii3Bl;cTnwxx  uaMaTHiiKaxi>  t.  II.  LXXyiI  s.  544. 

*^)  O  różnicy  rozmaitych  narzeczy  słowiańskich  od  języka  starosłowiańskiego, 
Perwolf  w  piśmie  zbiorowem:  McGOjloBCKiii  io6]i.ieiiHuii  c6opniiKl>,  1885  s.  27. 


DZIAŁ    II. 

Dzieje  polityczne  i  stosunki  ze^wnętrzne  w  X  w. 


§43. 
Zmiany  polityczne  i  etnograficzne  w  początku   X  w. 

I.  Osiedlenie  się  Madjarów  nad  Dunajem. 
Rozważając  sprawy  ludów  naddunajskich,  wzmiankowaliśmy 
o  Madjarach  pobieżnie,  o  ile,  dla  obja.śnienia  udziału  ich  w  zbu- 
rzeniu państwa  Morawskiego,  konieczność  wskazywała.  Gdy  je- 
dnak, po  kieskach  zadanych  Słowianom  i  Niemcom,  Madjary 
w  końcu  IX  i  w  początku  X  w.  osiedli  na  zawsze  w  samym 
środku  wSłowiańszczyzny  Zachodniej  i  dotąd  nie  przestaje  wywierać 
wpływ  na  los  ludów,  w  państwie  Wegierskiem  zamieszkałych, 
dokładność  dziejów  wymaga,  abyśmy  bliżej  przypatrzyli  sie  fiziog- 
nomii  tych  przybyszów  z  dalekiego  Wschodu. 

Według  nowych  badań  etnografów  i  lingwistów,  Madjary 
stanowią  wschodnia  gałęź  grupy  fińskich  ludów  i  najbliższych 
krewnych  znajdują  w  Wogułach  i  Ostjakach,  a  potem  dopiero 
w  Permjakach,  Wotjakach,  Zyrjanach,  Mordwinach  i  Czuwa- 
szach.  Pierwotnie  Madjary  bytowali  po  obu  stronach  gór  Ural- 
skich,  miedzy  rzekami  Wołgą,,  Kamą,  Tobołem  i  górna  częścią 
r.  Uralu.  Około  r.  884,  część  Madjarów,  dociskanych  przez  Pie- 
czyniegów,  opuściła  strony  ojczyste  i  pod  władzą.  Almuca  ko- 
czowała w  sąsiedztwie  Chazarów,  w  krainie  Lebedyi,  tak  nazwa- 
nćj  od  wodza  Lebediasa,  który  prawdopodobnie  był  następcą, 
Almuca.    Unikając  nowych  uciemieżeń  od  Pieczyniegów,  Madjary 

Tom  UL  13 


ustępy  wali  dalej  na  Zachód,  a  koizystając  z  wezwania  Greków 
na  pomoc  przeciw  Bółgarom,  zajęli  stanowisko  w  krainie,  przez 
greckich  pisarzy  zwanej  Atelkuzu,  najpewniej  przy  ujściu  rzek: 
Dniestru,  Prutu,  Dunaju.^) 

Po  krwawych  bojach  z  Bółgarami,  Madjary  taki  rozgłos  ze 
swej  waleczności  zyskali,  że  cesarz  Arnulf  wezwał  ich  na  pomoc 
przeciw  Morawianom,  w  r.  ,892.  Gdtad  staja  się  oni  wiadomi 
pod  swą  własna  nazwa  Madjarów,^)    zwanych  także   Węgrami.^) 


1)  Konstanty  Ptirpurorodny,  w  dziele  dc  Administrando  inieperii,  wzmian- 
kuje raz  ATsXxorjO";  (cap.  }8),  w  innem  miejscu:  -ora/jj/ij  'Erkk  Kuu!^ou  (cap,  40)  Z  róż- 
nych objaśnień  najprawdopodobniej  się  zdaje  pod  Atelkuzu  pojmywać  między- 
rzecze od  Dniestru  do  Dunaju.  Szczegóły  podają:  Czoernig.  Ethnographie  der 
'Oesterreićhischen  Monarchie.  1855.  T.  II  53 — 4;  Sayous.  Les  origines  de  repocjue 
paienne  de  i'histoire  des  Hongrois.  1874.  s.  14;  Hunfalvy.  Ethnographie  von  Ungarn 
1877;  Chwolson.  HacfccTia  II6iix-,?I,acTa  1869.  s.  118;  Grot.  Mopania  256  do  260. 
-Niektórzy  niemieccy  pisarze  pod  Atelkuzu  pojmują  kraj  od  r.  Bohu  aż  do  Transyl- 
wanii.    Stacke.     Deutsche  Geschichte,   1880.  T.  I.  mapa. 

2j  Konstanty  Purpurorodny  (de  Administrando  c.  40)  Madjarów  ciągle  na- 
.  żywa  Turkami  i  wie  o  jednem  tylko  plemieniu  ich,  zwanem  Msyiprj,  Najdawniejszy 
pisarz  węgierski,  notaryusz  króla  Beli,  powiada  że  Madjary  się  zowią  M  o  g  e  r, 
a  u  cudzoziemców  słyną  Hungary  (per  idioma  alienigenorum  Hungarii  lingua  pro- 
pria  Mogeri  YoeaDtur).  Endlicher.  Monumenta  Arpadiana.  s,  2.  Arabscy  pisarze 
wieków  średnich  zamiast  Madjar  pisali  M  a  d  ż  g  a  r,  niekiedy  Chungar,  najczę- 
ściej jedmak  zwali  ich  Baszkirami :  Bad  zgar,  Basztżard,  Baszkird, 
Basztżard,  Bas  z  gard.  Z  tego  powodu  już  Klaprot  wnioskował  o  wspólnem 
pochodzeniu  Madjarów  z  Baszkirami.  (Tableau  historiques  de  TAsie,  Paryż.  1826. 
s.  275).  W  nowsze  czasy  Fessler  i  inni  pisarze  węgierscy  trzymali  się  podobnego 
zdania,  a  Chwolson  twierdzi,  źe  Madjary  byli  nie  tylko  jednego  z  Baszkirami  ple- 
mienia, lecz  Tiawet  składali  część  tego  narodu,  w  skutek  czego  podróżnicy  XIII  w. 
.język  baszkirski  za  identyczny  z  madjarskim  uznawali,  i  dla  tego  kraj  Baszkirów 
wprost  Wielką  Węgryją  (major  Hungaria)  nazywali,  W  r.  1253  flaraand  Ruys- 
brock,  Rubriąuis  przejeżdżał  krainę  baszkirską  i  znalazł,  że:  ydioma  Pascatur  et 
.Ungarorum  idem  est,  przy  czem  dodał:  terra  Pascaver,  que  est  major  Hungaria,  — 
pianę  C^rpini  trzy  razy  kraj  baszkirski  nazywa:  Magna  Hungaria,  a  Benedykt  Po- 
lak twierezi:  Bascurdes,  qui  sunt  antiąui  Hungari.  (Recueil  de  Voyage,  pars  IV).  Po- 
rów- Chwolson.  IIsBŁcTia  II6in,-iIaeTa.  102,  tudzież  Lelewela.  Narody,  III.  17. 
s.  128.  O  pochodzeniu  z  języka  fińskiego  i  znaczeniu  nazwy  Moger  szeroko  roz- 
prawiali: Roesler  w  Albanesischen  Studien  ;  Hunfalvy  w  Etnographie;  Wilhelm  Obor- 
miiller  w  Zur  Abstammung  des  Magyaren;  Sayous  w  Les  origines  .paienne  ..  .j^  Grot 
w  MopaBia  . . .  i  wielu  innych,  ale  według  Kunika  nazwa  ta  chociaż  pochodzi  zmo- 
wy feńskiej,  była  jednak  nazwą  dynastyczną. 

"'')     Nad   fińskiego    pochodzenia  Madjarami  panowała  dynastya  turkska.    Dy- 
naści  wciągnąwszy    w   siebie   wiele    żywiołów   irańskich,     zwali  się  Onogorami 


—    ^95     —    . 

Chci\V;a  zdobyczy  horda  koczofwmków,  okrążywszy  połu- 
dniowe stoki  Karpatów,  przedzierając  się  po  górskich  dolinach, 
w  pobliżu  tak  zwanej  „Żelaznej  bramy"  na  Dunaju,  pomiędzy 
Banatem  a  Serbiją,  wkroczyła  na  obszerną  dolinę  nad  r,  Cisą>*) 
i  pierwszy  raz  pokazała  się  nad  brzegami  środkowego  Dunaju 
w  r.  892.  Jakby  długo  horda  w  tej  miejscowości  zostawała  —  nię 
wiemy,  ale  prawdopodobnie  niedługo,  albowiem  podczas  nieprzy- 
tomności jśj  w  Atelkuzu,  zostawione  w  tej  krainie  żony  i. dzieci 
wojowników,  tudzież  dla  ich  obrony  straże,  przez  Pieczyniegów 
i  Bółgarów  wymordowane  zostały.  Zamierzając  odwetować  swym 
wrogom,  Madjary  ruszyli  przeciw  Pieczyniegom  i  Bółgąrorriy  lecz 
sami  pobici  zostali.^)  Wypadek  ten  zmusił  Madjarów  zająć  ostar 
tecznie  stanowiska  nad  dolną  Cisą  (r.  895). 

Pod  koniec  IX  w.  porzecze  Cisy  aż  do  Karpatów,  rpwnie 
jak  i  Zalesie  (Transy lvania),*)    należały    do  państwa   Bółgarskie^ 

ijO-^oywjpoi),  z  czego  później  powstało  Ungari,  cerkiewno- słowiańskie -r  s^r  p  H. 
Pod  przewodnictwem  Turków  Madjary  stali  sie  narodem  konnym,  do  cąego  żadne 
inne  plemię  feńskie  nie  doszto.     Kunik.  A.ióeKpii.  s.  lOg.  .        ' ' ' 

*)  Według  Nestora,  szli  Węgry  mimo  Kijowa  górą,  która  zowie '  się  dziś 
(w  XII  w.)  ;Kroi)BCKOie,  przeszedłszy  zaś  Dniepr  rozbili  namioty,  przyszedłszy 
od  Wsehodu,  przeprawili  się  przez  góry  wielkie,  które  przezwano  Węgierskiemi  i  po- 
częli wojować  z  żyjącymi  tu  Wołochami  i  Słowianami.  Nestor  pod  r.  64o6==898l 
Bielowski.  M.  P.  I  568.  Później  w  KII,  czy  w  początku  XIII  w.  kronikarze'  wę.- 
gierscy  dowiedzieli  się,  z  niewiadomych  nam  źródeł,  że  przodko\yie  ich  dostali  się 
do  Węgier  przez  góry  Karpackie:  consilio  et  ausilio  Ruthenorum  Galiciae  sunt  egressi 
in  teram  Pannoniae.  Annonymi  Bellae  regis  notarii.  De  gestis  Hungaroruni,  w  End- 
,lichera  Monumenla  Arpadiana  1849  ca.  XII  p.  14.  Długi  czas  wierzono  temu,  ale 
po  zbadaniu  źródeł  wiarogodnych,  przekonano  się,  iż  wędrówka  Węgrów  z  Galicyi 
przez  góry  Karpackie  jest  wymysłem,  niemającym  podstawy.  Natomiast  wiemy  z  pą- 
w^nością,  że  Madjary  z  Atelkuzu  wygnani  przez  fieczyniegów  i  Bółgarów,  dostali 
się  do  ujścia  Cisy,  w  pobliżu  Serbii.  W  Chroń.  Aquiłejensis  zapisano:  Iste  (Frie- 
dericus  patriarcha)  mirabiliter  ecclesiam  gubernavit  888 — 897.  Hujus  tempore  Hun- 
garorum  gens  a  Servia  egressa  in  Pannoniam  (Saviamj  quae  adiungitur  rinibus  eccle- 
siae  Aquiliensis  venit.     Czoernig.  Ethnographie,  II  s.  55. 

^)     Konstanty  Purp.  de  Administrando  c.  40. 

")  Trans  ilvania  wprost  jest  średniowiekowem  tlómaczeuiem  nazNvy:  zale- 
sie, pod  którem  podrozumiewano  krainę  za  lasami  położoną.  Madjary  kraj  ten  na- 
'zwali:  Erdely,  Erdeły  o  rs  zag  =  leśna  strona,  a  później  Niemcy  Siebenbiir- 
gen,  od  Cibinburg,  na  rzece  Cibin.  Z  tego  Słowianie  fałszywie  wykręcili:  Sie- 
dmiogród. Cibin,  albo  Sibrn  teraz  Hermanstadt.  Porów,  Hunfahy.  Ethnnographie 
von  Ungarn.  1877  s.  201,  228,  294. 

Ii' 


—    196    — 

go,    Sfowaczyzna  należała  jeszcze  do  Morawii,   nad  Drawa  wła- 
dał książę  Braczysław,  wassal  niemiecki,  a  w  Pannonii  gospoda- 
rowali już  margrabiowie  wschodni.     Zaludnienie  tych  krajów  po 
wickszój  części  składali  Słowianie,    ale   obok    nich    wiadomi   już 
byli  Wołochy  w  Zalesiu,    szczątki   Awarów    pomiędzy  Dunajem 
a  Cisą  i  koloniści  niemieccy  w  Pannonii.     Madjary,  zająwszy  zie- 
mie bółgarskie,    ściągnęli  na  się  gniew    cara    Symeona,    a   jako 
sprzymierzeńcy  Arnulfa,   w  walce   z  Morawianami,   mieli  w  Sło- 
wianach niebezpiecznych  wrogów.     Pomnąc  na  nieszczęście,  jakie 
ich  spotkało  w  Atelkuzu  i  zważając   na    swe   położenie   w  kraju 
zupełnie  nie  znajomym,  wśród  ludów  różnych  szczepów,  nieprzy- 
jaźnie  do  przybyszów    usposobionych,    Madjarzy    od    razu    pojęli 
konieczność  ostrożności  i  umiarkowania.    Jak  sobie,  w  pierwszej 
chwili  osiedlenia  nad  Cisą  Madjary  radzili,  wiadomości   pewnych 
nie  posiadamy.     Ale  z  podań  XII  i  XIII   w.    dochodzą   do    nas 
wiadomości,   że  Madjary  nie  tyle  orężem  ile  przebiegłością,    chy- 
trością  i  zręcznymi   układami    z  miejscowymi    władzcami    zdołali 
utwierdzić  się  na  porzeczu  Cisy  i  zchołdować  sobie,  bytujące  w  tej 
miejscowości  ludy.    Szczęście  im  nadzwyczaj  sprzyjało.    Car  Sy- 
tneon,  zajęty  walką  z  Grekami,  nie  mógł  a  m.oże  i  nie  chciał  pro- 
wadzić wojnę  z  Madjarami  za  posiadanie  krainy  odległej  i  mało 
zaludnionej,    Arnulf  ich  wspierał  i  bezwątpienia  płacił  za  pomoc 
przeciw  Morawianom,   Chrobaci,  jak  zobaczymy  niżej,    zostawali 
z  nimi  w  przyjaznych  stosunkach,   a  szczątki  Awarów  nietrudno 
było  wcielić  do  pokrewnej  im  poniekąd  hordy  madjarskiej.    Gdzie 
zaś  nie  udały  się  układy,  oręż  zapewniał  panowanie,') 

')  Nieposiadając  pewniejszych  źródeł,  przytoczymy  wiadomości  z  podań  XII 
i  XII[  w.  I  tak,  według  notaryusza  króla  Beli,  na  porzeczu  Cisy,  w  końcu  IX  w. 
rządzili  namiestnicy  cara  Symeona,  jakby  udzielni  książęta;  Salan  w  krainie  Titel- 
skiej,  gdzie  teraz  Peszt,  Kolocza,  Segedin  i  Titel;  Menumorut  w  krainie  Biharskiej, 
gdzie  teraz  Debrzeczin  i  Wielki  Waradin;  Gład  w  Banacie.  Na  żądanie  Madjarów 
Salan  dal  sic  nakłonić  do  ustąpienia  im  najprzód  okolicy  do  r.  Sajo,  potem  do  r. 
Zad'wy,  lecz  zauważywszy  wzmagające  się  siły  przybyszów  i  obawiając  sie,  aby  go 
zupełnie  z  posiadłości  nie  wyzuli,  postanowił  orężem  ich  odeprzeć.  Nim  jednak 
przyszło  do  wojny,  jeden  z  wodzów  madjarskich  Tugut,  z  rozkazu  księcia  Arpada, 
wkroczył   do    Transylwanii,    wladzcę    Wołochów    Geloja   pokonał  i    zabił    w    boju 


—     197     - 

Przykoczowawszy  nad  dolną  Cisę,  horda  madjarska  składała 
sie  z  siedmiu  plemion,  któremi  rządzili  osobni  dynaści.  Okolicz- 
ności wskazywały  konieczność  ustanowienia  sprężystego  rządu. 
Pojmując  to,  Madjary  zebrali  się  nad  brzegiem  Cisy,  między 
Czongradem  a  Segedynem,  w  miejscu  Puszta -Szer.  (Pustocha) 
i  na  walnem  wiecu,  przyjąwszy  ustawę  federacyjną,  zapewniającą 
wszystkim  plemionom  równy  udział  w  zdobyczach,  na  wodza  naj- 
wyższego wyniosły  księcia  Arpada,  syna  Almuca,  potomkowie 
którego  mieli  panować  według  następstwa.  Władzę  jednak  wo- 
dza najwyższego  podzielali  naczelnicy  plemion  i  oprócz  nich  dwaj 
wysocy  dostojnicy  Gylas  i  Karhan,  którzy  sprawując  urząd  sę- 
dziów, nosili  nazwy  te  od  urzędu,  a  nie  od  imienia.^)  —  Arpad 
i  wszyscy  mężowie  szlachetni  osiedli  na  wyspie  Czepel,  na  rzece 
Danaju.  Tam  oni,  według  podań,  mieszkali  od  Kwietnia  do  Pa- 
ździernika, tam  ucztowali  z  sąsiednimi  narodami,  które  przycho- 
dziły do  Arpada  służyć  mu  wiernie.  Goście  stawali  się  domo- 
wnikami.®) 

Do  siedmiu  plemion  madjarskich  przyłączyło  się  jeszcze  na 
Czarnomorskich  stepach  plemię  chazarskie  Kawary,  którzy  mowy 
swej  nauczyli  Madjarów.^'*)  Tym  sposobem  na  równiny  Cisy 
i  Dunaju  przybyły  w  końcu  IX  w.  osiem  plemion  koczowników, 
a  ile  by  wszystkie  razem  głów  wynosiły,  o  tem  wiadomości  pew- 


„a  mieszkańcy  z  wyciągniętemi  do  Tuguta  rekami,  obrali  go  swym  wladzcą."  Ród 
Tuguta  panowsl  w  Transylwanii,  bez  przeszkody,  aż  do  r.  1003.  Tymczasem  na- 
miestnik biharski  Menumorut,  na  wszelkie  domagania  sie  Madjarow,  odpowiadał  nad- 
zwyczaj hardo  i  ziemi  im  odstąpić  nie  chciał.  Zajście  jednak  z  nim  załatwiono  w  ten 
sposób,  że  Menumorut,  nie  mając  syna,  zgod7it  sie  córkę  swą  wydać  za  Arpadowego 
syna  Sottana,  sam  dożywotnio  zostawał  władzcą  krainy  Biharskiej,  a  po  jego  śmierci 
kraina  ta,  jako  spadek  na  córkę,  przypadła  Madjarom.  Annonymi  Belae  regis  no- 
tarii,  de  gestis  Hungarorum.  cap.  14,  16,19,  20,  25,  26,  27,  30,  38,  51.  Porów.  End- 
licher.     Monumenta  Arpadiana. 

*)     Konstanty  Purp.  de  Administrando.  c.  40, 

*)     Annonymus.     De  gest.  Hangar,  c.  43,  44. 

10)     Konstanty  Purpur,  mówi:  „Kawary  z  pokolenia  Chazarów  podnieśli  rokosz 
przeciw  swej  władzy,  lecz  pobici  uciekli  do  Turków  na  ziemi  Pieczyniegów,  zaprzy- 
jaźnilł  się  z  nimi  i  mowy  chazarskićj  nauczyli    Turków,    którćj    aż    do    dzisiejszego 
dnia  używają."    De  Administ.  c.  39, 


—     198     — 

nyćh  nie  posiaćlarriy.  Ale  według  węgierskich  pisarzy,  horda 
madjarska  dochodziła  niby  do  miliona  ludzi,")  Gdyby  jednak 
Ma(3jary  byli  tak  liczni,  nie  mieliby  potrzeby  od  Pieczyniegów 
ućiekać^^),  ahi  zachowywać  się  na  porzeczu  Cisy  z  taka  ostro- 
żnością'z  jaką  postępywali  względem  nielicznej  ludności  miejsco- 
wej. Poprzednicy,  a  poniekąd  i  pokrewni  Madjarom,  Awarowie 
dwa  Wieki  z  górą  panowali  na  tej  samej  przestrzeni,  która  się 
później  Madjarom  dostała,  gromili  nieraz  Franków  i  niełatwo 
d^H  się  upakorzyć  Karolowi  W.,  a  przecież  horda  awarska  nie 
przenosiła  20,000  ludzi. ^^)  —  Wreszcie  świadectwa  arabskich  pi- 
sarzy pobudzają  nas  do  mniemania,  że  horda  madjarska  wcale 
nieliczną  była,^*)  i  że  podnosić  liczbę  jej  do  miliona  głów  wprost 
jest  niedorzecznością.**)  Zniszczenia,  towarzyszące  wyprawom 
Madjarów  w  r.  894  do  Pannonii,  w  r.  899  do  Italii,'")  później  nie- 
je^irrokrotnie  do  Germanii,  roznosząc  trwogę  o  okrucieństwach 
barbarzyńców,  niezmiernie  podnosiły  ich  liczbę.  W  rzeczywisto- 
ści jednak  powodzenie  i  zwycięztwa  swe  Madjary  zawdzięczali 
nie  tyle  mnogości  ich,  ile  sposobom  prowadzenia  wojny,  nadzwy- 
czajnej dyscyplinie  wojskowej,  tudzież  przymiotem  ludu  dzikiego, 
6  którym  w  Europie  zachodniej  dziwne  wieści  krążyły. 

Niezgrabni,  brzydkiej  twarzy,  z  ogoloną  głową,  w  skóry  na 


")  Według  węgierskich  kronikarzy:  Szymona  Kezy  (Endlicher  Monum,  Ar- 
padiana  102)  i  Turoczy  (II.  21.)  Madjary  podszas  wyjścia  z  ojczyzny  swćj,  dzielili 
się  na  siedem  plemion,  a  każde  plemię  liczyło  30,000  wojowników,  oprócz  naczelni- 
ków różnych  stopni.  Z  tego  węgierscy  historycy  wyliczyli,  że  samych  wojowników 
musiało  być  216,000,  a  ludu  całego,  w  ogóle  do  miliona.  Przeciw  temu  zarzuty 
w  Ełagina.  MtcTo  BenrpoBT,,  cpe^H  HapoAOBT.  EBponu.  PyccKaa  Bectja.  1858. 
księga  IX  s.   140,  tudzież  Grota  Mopania.  s.  311. 

^^)     Konstanty  Pur.  De  Administrando  c.  37,  38. 

")     Wyżej  s.   18,  20. 

^*)  Ibn-Dasta,  około  r.  913  pisał:  Madjary  plemię  turkskie.  Wódz  ich  wy- 
chodzi na  wyprawy  z  20,000  jeźdźców  i  nazywa  się  Kenedeh.  Chwolson,  HsBliCTlfl 
II6H-/I,acTa.  1869.  s.  25. 

'*)  Narody  koczujące  na  koniach  i  wozach,  żywiące  się  ze  swych  stad 
i  pozbawione  płodów  rolnictwa,  nigdzie  w  historyi  nie  okazują  się  w  poważnej  ilo- 
ści. Jakież  to  stada  potrzebaby  było  przepędzać,  aby  milion  ludzi  żywić?  Czy  za- 
stanowili się  nad  tem  ci,  którzy  liczbę  Madjarów  do  miliona  ppdnosili? 

lej     Wyżej   s.    140,   143,   148.  .  (^v 


i 


—    199    — 

pół  odziani,  na  małych  l^oniacłi,  nadzwyczaj  celni  strzelcy  z  łulcu, 
nieubłagani  w  boju,  cliciwi  grabieży  i  mordów,  Madjary  stali  się 
postrachem  ludów,  o  posady  których  się,  otarli.  Niezdolni  do 
szturmowania  grodów  warownych,  ucielcali  się  do  różnych  forte- 
lów, oblężeniem  i  głodem  zmuszali  mieszkańców  do  poddania  się. 
Za  to  w  otwartem  polu,  dzieląc  się  na  mnogie  zagony  i  niespo- 
dziewanie skupiając  się,  umieli  zbić  z  tropu  nieprzyjaciół,  fałszy- 
wym odwrotem  wprowadzić  w  zasadzkę,  napaść  w  całym  pędzie 
koni  z  nadzwyczajną  natarczywością,  przeciągnąć  bitwę  aż  nie- 
przyjaciel wszystkie  siły  wprowadzi  do  boju,  a  wtedy  nagłem 
uderzeniem  rezerwy,  którą  zawsze  zachowywali,  zadać  mu  osta- 
teczną klęskę,  W  pogoni  na  rączych  koniach  nadzwyczaj  wy- 
trwali, ścigali  nieprzyjaciół  bez  miłosierdzia,  jeńców  mało  brali, 
częściej  zabijali,  tylko  kobiety  i  dzieci  chwytali  w  niewolę.  Celem 
wypraw  Madjarów  zawsze  były  łupy,  bo  nieznając  wcale  rolnic- 
twa, żywili  się  rybą,  mięsem  koni  i  trzód  swych,  a  resztę  w  gra- 
bieży dostatków  cudzych  znajdywali.  —  Ślepe  posłuszeństwo  na- 
czelnikom było  pierwszym  obowiązkiem  każdego  Madjara;  .  nie- 
posłuszeństwo najsrożej  karano.^ ^)  . 

Takim  to  przybyszom  los  przeznaczył  opanować  piękną  ró- 
wninę naddunajską,  władać  ludami  wyższej  od  nich  kultury,  za- 
trząść potęgą  cesarstwa  Rzymsko  -  Niemieckiego  i  w  samym 
środku  Europy  zmienić  stosunki  polityczno  -  etnograficzne.  Wszy- 
stko to  horda  dzikich  wojowników  dokonywa  szybko.  W  parę 
lat  opanowuje  całe  porzecze  Cisy  aż  do  podgórzy  karpackich, 
przeprawia  się  pod  Budinem  przez  Dunaj  do  Pannonii,  ztąd  robi 
wycieczki  do  Włoch  i  Bawaryi,  ściąga  ogromne  łupy  w  ludziach 
stadach  bydła  do  swych  stanowisk  w  około  jeziora  Błatna,  roz- 


*')  Wiadomości  powyższe  czerpiemy  w  skróceniu  z  dziel;  imperatora  Lwa 
iladrego.  Tactica  cap.  18;  annalisty  Regino,  który  w  opisie  Madjarów  naśladował 
Justyna  opis  Scytów.  Niektóre  szczegóły  znajdujemy  w  annałach  fuldeńskich  pod 
r.  894,  w  Liutpranda  Antopodósis  lib.  II.  2,  3,  7,  w  Jana  Diakona,  Chro.  Vene- 
tum  et  Gradense  z  X  w.,  i  w  Ottona  freizingeńskiego  de  gestis  Friderici  (1156)  lib. 
I.  c.  XXXI,  który  o  Madjarach  mówi:  si  guando  vero  exercitum  rex  ducere  Yolue* 
rit,  cuncti  sine  contradictione  quasi  in  unum  corpus  aducantur. 


200       

bija  na  głowę  całe  wojsko  niemieckie  (r.  907)  i  wnet  organizuje 
się  w  udzielne  państwo  na  ogromnej  przestrzeni  od  Transylwanii 
aż  do  granic  Bawaryi.  A  ludy  słowiańskie,  pod  władzę  Madja- 
rów  podpadłe,  godzą  się  ze  swym  losem  i  nie  okazują,  przeciw  nim 
oburzenia,  jakby  się  spodziewać  wypadało!  Musiały  więc  być 
przyczyny,  które  Madjarom  ułatwiły  zdobycze. 

2.    Usposobienie  Słowian  naddunajskich  w  początku  X  w. 

Roztrząsając  dzieje  morawskie  zauważyliśmy,  iż  dopóki  nau- 
ka apostołów  Cyryla  i  Metodego  ożywiała  rzeszę  słowiańską,  do- 
póty ludy  zostające  w  związku  z  Morawianami  skutecznie  od- 
pierały wdzierstwa  niemieckie.^^)  Nabożeństwo,  kazania  i  nauki, 
w  zrozumiałej  ludowi  mowie,  podnosiły  uczucie  godności  naro- 
dowej, zaszczepiały  w  sercach  i  umysłacłi  ludów  pojęcie  o  jed- 
ności słowiańskiej,  łączyły  Morawianów,  Czechów,  Słowaków, 
Chrobatów  i  Łużyczanów  w  jedno  ciało  polityczne,  do  którego 
tulili  się  nawet  w  pogaństwie  trwający  Serbowie  nadłabscy  i  Obo- 
dryci.  Gdy  jednak  po  śmierci  Metodego  (r.  885)  udało  się  Niem- 
com wyrugować  z  Morawii  księży  słowiańskich^  pozbawić  lud 
nauczycieli  własnego  rodu  i  narzucić  mu  księży  łacińsko-nie- 
mieckich,  czerw  zniszczenia  począł  toczyć  organizm  słowiański. 
Pozostała  bez  księży  i  nauczycieli  narodowych  masa  ludu,  nie 
mając  nikogo,  ktoby  w  krytycznych  razach  zachęcał  ją  do  wy- 
trwałości w  obronie  narodowój,  stawała  się  łupem  księży  łaciń- 
sko-niemieckich,  nauka  których  wprost  do  wyziębienia  ducha  na- 
rodowego prowadziła. 

Wynikłe  wnet  po  śmierci  Świętopełka  (r.  894)  zaburzenia 
w  państwie  Morawskiem:  walka  pomiędzy  jego  synami  z  udzia- 
łem stronnictwa  niemieckiego  i  oderwanie  się  Czechów  od  zwią- 
zku morawskiego  (r.  895),  czyżby  miały  miejsce,  gdyby  z  Wele- 
gradu  rozlegał  się  po  dawnemu  głos  arcybiskupa  słowiańskiego? 
Bezwątpienia   nic    podobnego    nie   nastąpiłoby,  bo  najprzód  bez 

J8j     Wyżej  §  40. 


201       — 

księży  niemieckich  nie  byłoby  komu  intrygę  wśród  ludu  słowiań- 
skiego prowadzić,  a  powtóre  księża  słowiańscy  liierarcłiicznie 
związani  ze  stolicą  arcybiskupią  welegradską,  zanadto  wyraźnie 
uczucia  swe  narodowe  wyrażali,  abyśmy  choć  na  chwilę  mogli 
zwątpić  o  gotowości  ich  poświęcenia  się  dla  utrzymania  jedności 
narodowej  w  imię  jedności  religijnej.  Wrogowie  Słowian  do- 
skonale pójmy  wali  sprawę,  gdy  wszelkich  sposobów  używali, 
z  dopuszczeniem  się  nawet  zbrodni,^'')  aby  Słowian  pozbawić 
księży  i  nauczycieli  narodowych. 

Wygnami  księża  słowiańscy,  których  do  200  liczono,  ustę- 
pywali  na  wschód.  Niektórzy  z  nich  zdążyli  do  Bółgaryi,  Serbii, 
Chorwacyi,-")  a  gdzie  się  reszta  podziała  nie  wiemy.  Część  ich 
zapewno  została  w  domu,  razem  z  uczniami,  których  przecie 
z  Morawii  nie  wygnano.  Obok  stronnictwa  trzymającego  się 
księży  niemieckich,  istniało  stronnictwo  słowiańskiego  obrzędu. 
A  gdy  się  Madjary  o  granice  morawskie,  w  końcu  IX  w.  otarli, 
w  Morawii  znaleźli  się  ludzie,  którzy  osadników  ich  przyjmywali, 
głowy  zwyczajem  madjarskim  golili  i  do  szeregów  Madjarów 
przeciw  Niemcom  stawali.-^)  Rozdwojenie  umysłów  i  zachowa- 
nie się  w  Morawii  przyjaznego  Madjarom  stronnictwa  oczywi- 
ste.^^) Wiadomości  o  tem  przechowały  także  podania  madjar- 
skie,  wzmiankujące  o  wiernych  i  niewiernych  Mora- 
wianach,  o   dobrowolnem    poddaniu   się  Arpadowi  mieszkańców 


H 


*8)  Sfałszowanie  przez  Wichinga  listu  papieża  Jana  VIII  do  Świętopełka 
(wyżśj  s.  120),  okrutne  obejście  się  z  księżmi  słowiańskimi  i  sprzedaż  ich  Żydom 
(wyżej  s.   134). 

20)  O  przybyciu  do  Chorwacyi  i  Serbii  księży  słowiańskich,  z  Morawii  wy- 
gnanych, wzmiankuje  Ivan  Broz,  Crtice  iz  hrvatske  knjiżewnosti.    s.  43. 

*')  W  skardze  biskupa  salcburgskiego  i  jego  suffraganów  papieżowi  Ja- 
nowi IX  r.  900  na  Morawianów,  czytamy :  ipsi  (Maravi)  multitudinem  Ungarorum 
non  modicam  ad  se  sumserunt  et  morę  eorum  capita  suorum  pseudochristianorum 
penitus  detonderunt,  et  super  nos  cliristianos  immiserunt,  atcjue  ipsi  supervenerunt. 
Erben.    Regesta  N.   54.    Porów,  wyżćj  s.    153 — 4. 

2-)  Na  przyjazne  stosunki  pomiędzy  Morawianami  a  Węgrami  pierwszy 
uwagę  zwrócił  Bielowski,  (Wstęp  krytyczny  do  dziej.  Pols.  1850,  s.  500);  późnićj 
Ełagin,   MŁcTO  BeiirpoBT.,  w  PyccKaa  Bec^&/^a,  1858,  IX,  s.  117 — 168, 


202       

pogranicznej  morawskiej  okolicy  nad  rzeką  Ipolą,^-')  o  usiłowa- 
niach jego  zhołdować  drogą  układów  mieszkańców  innych  oko- 
lic morawskich,  o  ucztach  przez  niego  wyprawianych,  dla  przy- 
wiązania do  siebie  związkowych  ludów.  A  gdy  mieszkańcy  z  nad 
rzek  Hronu  i  Wagu  nie  chcieli  dobrowolnie  poddać  się  Madja- 
rom  i  gdy  po  zdobyciu  Nitry  szturmem,  okutych  w  kajdany 
niewierny  eh  Morawianów  przed  Arpadem  stawiono,  to  i  w  tym 
razie  on  okazał  się  wielce  względnym,  albowiem,  po  złożeniu 
przez  niewiernych  przysięgi,  osiedlił  ich  w  oddaleniu  od 
Nitry,  ażeby  oni  nie  szkodzili  wiernym  mu  mieszkańcom  Ni- 
try.2^) 

Nie  polegając  bynajmniej  na  wiarogodności  podań  madjar- 
skich,  z  XII  i  XIII  w.  o  tem  co  się  działo  przed  trzema  wie- 
kami, nie  możemy  jednak  odrzucić  je  całkiem.  Ciągłe  w  nici 
powtarzanie  o  przyjaźni  pomiędzy  zwycięzcami  a  podbitymi  lu- 
dami, o  wspólnych  ich  ucztach  i  troskliwości  Arpada  o  zhołdo- 
waniu  Słowian  bez  krwi  rozlewu,  mimowoli  uderza  w  obec  zu- 
pełnego zamilczenia  o  jakichbądź  nieposłuszeństwach  podbitych 
ludów,  a  tem  bardziej  o  gwałtownych  środkach  do  utrzymania 
ich  w  zależności.  A  gdy  na  uwagę  weźmiemy,  że  należący  do 
związku  morawskiego  Chrobaci  zostawali  w  przyjaznych  stosun- 
kach z  Madjarami,^^)  że  Czechowie  nie  przeszkadzali  im  w  r.  906 


^')  Gdy  wodzowie  Arpada  rozbili  namioty  nad  r.  Ipolą,  okoliczni  miesz- 
kańcy „se  «ua  libera  sponte  subjugaverunt  eis . . .  et  serviebant  eis,  ac  si  olim  do- 
mini eorum  fuissent."     Annonym.    c.  33.    Monumenta  Arpadina,  s,  29. 

"*)  Po  dobrowolnem  poddaniu  sie  mieszkańców  porzecza  Ipoli,  wodzowie 
madjarscy  posunęli  sie  nad  rzeki  Hron  i  Wag  aż  do  Nitry,  której  bronił  ksiaże  Zo- 
bor.  Gdy  po  zdobyciu  Nitry  Zobor  z  wielu  wojownikami  ujęci  zostali,  wszyscy  no- 
bile  i  lud  poddali  się  Madjarom  aż  do  r.  Wagu,  „et  omni  infideles  terrae,  fer- 
reis  catenis  ligatos  secum  duxerunt.  Dux  Arpad  .  . ,  accepto  juramentum  infide- 
lium,  terras  in  diversos  locis  praedictis  infidelibus  de  partibus  Nitrie  ductis,  ut 
ne  aliąuando  infideliores  facti,  repatriando  nocerent,  sibi  fidelibus  in  confinio  Nitrie 
habitantibus,"     Annonym.  c.  37.     Endlicher.    Monum.  Arpad.  s.  32. 

^^)  Według  Konstantego  Purp.  „Bialochrobaty,  mając  własnego  księcia,  pod- 
władni Ottonowi,  wielkiemu  królowi  Frangii  i  Saksonii,  są  poganie,  a  przyjaźnią 
się  z  Turkami"  aurj.Tts^dspstae;  /isra  rou>  To6p-/.o>j^  xac  aydzac  'iyovrs^.  De  Ad- 
ministrando.  c.  30.    Bielpwski,  M.  P.  1,  s,  24, 


Pl 


—  203  — 

przez  swe  ziemie  do  Głomaczów  przechodzić,  żfe  książęta  madjar- 
scy  brali  za  żony  słowian  ki,  ^•')  tedy  jasno  przed  oczy  nam 
staje  ogólne  usposobienie  ludów  słowiańskich  po  stokach  Kav- 
patów  do  porozumienia  sie  z  Madjarami  przeciw  Niemcom.  Po- 
legając na  podobnem  usposobieniu  Słowian,  Madjary  łatwo  mogli 
z  pomocą  swych  stronników  obezwładnić  przeciwne  stronnictwa 
w  Morawii  i  wszystkie  swe  siły  skupić  do  skruszenia  potęgi 
niemieckiej,  w  jednej  stanowczej  bitwie  (r.  907). 

3.    Zgoda  ze  Słowianami  ułatwia  Madjarom  najazdy  na  Niemce. 

Rzadko  w  dziejach  ludzkości  zdarza  się  spotkać  wypadek 
tak  ważny  w  skutkach  jak  bitwa  Czerwcowa  r.  907.  Horda  ko- 
czownicza jednem  zwycieztwem  zapewniła  swą  niepodległość,  usu- 
nęła kwestyje  o  posiadaniu  kraju  mieczem  przez  nią  zdobytego, 
odrzuciła  Niemców  daleko  na  zachód,  a  sama  opanowała  te  wła- 
śnie kraje,  do  ujarzmienia  których  Niemcy,  w  ciągu  całego  wie- 
ku, wszelkich  sposobów  używali.  Horda  poczyna  organizować 
się  w  osobny  naród,  któremu  ludy  europejskie  nazwę  Węgrów 
nadają.  W  szeregu  państw  chrześciańskich,  wychowanych  w  tra- 
dycyjach  starożytnej  cywilizacyi  rzymskiej,  zjawia  się  państwo 
Węgierskie  bałwochwalcze,  bez  tradycyi  miejscowych,  nic  wspól- 
nego z  cywilizacyą  europejską  nie  mające.  Polityka  tego  pań- 
stwa nie  zna  wykrętów  dyplomatycznych,  nie  powołuje  się  na 
żadne  prawa,  nie  ulega  wpływom  papieża  i  dworu  cesarskiego, 
nie  dba  o  interesy  sąsiednich  dynastów,  nie  szanuje  żadnych 
granic,  umów,  traktatów,  bo  to  wszystko  dla  niej  obce.  Nowe 
państwo,  wyrósłszy  z  podboju,  polega  tylko  na  swą  siłę,  którą 
organizuje  zręcznie:  ledwo  się  zjawiło,  a  już  przed  niem  drżą 
Niemcy  i  bledną  Włochy! 


28)  W  początku  XII  w.  autor  kroniki  Węgiersko-Polskiej,  pomieszawszy 
Węgrów  z  Hunnami,  a  Arpada  z  Atylą,  powiada,  że  Atyla  „accepit  a  principe 
Sclavoruin  filiam  de  tribu  eadeni,  et  copulavit  sibi  eam  ia  uxorem:  similiter  et 
exercitus  ejus  de  eadem  tribu  uxoribus  copulatus  est.  Chronica  Ungarorum,  według 
wydania  Bielowskiego,  w   M,  P.  I,  497.     Porów,   uwagę  Bielowskiego  na  s.  402. 


—      204      -— 

w  ustroju  wewnętrznym  państwo  Węgierskie  polega  na 
federacyi  plemion  madjarskich,  pod  najwyższa  władzg.  dynastyi 
Arpada  (f  907),  następca  którego  Sołtan  obejmuje  obszerne  kraje 
od  Zalesia  (Transylwanii),  aż  do  r.  Aniży  (Ennz),  jednocząc  tym 
sposobem  dawniejsze  posiadłości  bółgarskie  nad  Cisą,,  Pannoniję 
i  ziemie  morawskie  w  monarchiję  dynastyczną,  która  ma  się  do- 
piero cywilizować  na  sposób  europejski.  Ale  nim  to  nastą;pi 
plemię  zdobywców  obozem  stoi  w  namiotach,  całkiem  zajęte  my- 
ślą skupienia  sił  do  dalszych  grabieży  zamożnych  sąsiadów  Niem- 
ców i  Włochów,  zostawiając  miejscowej  ludności  słowiańskiej 
gospodarstwo  rolnicze  i  przemysł  krajowy,  bo  sami  Madjary  na 
rolnictwie  się  nie  znali,  a  bez  pożywienia  i  środków  materyal- 
nych  do  najazdu  na  sąsiadów,  obejść  się  nie  mogli.  Dzicz  ma- 
djarska  pochopna  do  grabieży  i  chwytania  ludzi  w  niewolę,  poj- 
muje jednak  konieczność  umiarkowanego  postępowania  z  podbi- 
tym ludem.  Madjarowie  chwytają  słowianek  za  żony,'^')  wyma- 
gają podatków  i  służby  osobistej,  ale  nie  odmawiają  Słowianom 
praw  ludzkich:  zostawiają  ich  przy  dziedzicznych  ziemiach,  jako 
swobodnych  rolników,  na  równi  z  gośćmi  cudziemskimi.*^^) 

Nie  mając  pojęcia  ani  o  administracyi  krajowej,  ani  o  sto- 
sunkach kościoła  do  państwa,  ani  o  urządzeniach  ziemskich, 
Madjarowie  mimowoli  zostawiają  dawniejsze  podziały  terytoryal- 
ne:  żupy,  grody,  osady  wiejskie,  a  gdy  wypadało  osiąść  w  gro- 
dach nadają  im  nazwy  słowiańskie:  Czongrad,  Nowograd,  Biało- 
grad  i  inne,  przyswajają  sobie  powoli  kulturę  miejscową,  nie  in- 
teresują się  wcale  jaką  wiarę  wyznają  podbite  ludy  i  nie  pojmują 


*')  Już  w  r.  894  annalista  fuldeński  zapisał,  że  „Ungarł . .  .  multa  miserabi- 
lia  perpetravere,  nam  homines  et  vetulas  matronas  penitus  occidendo  juvenculas  tan- 
tum ut  jumenta  pro  libidine  exercenda  secum  trahentes."  Wiemy  jednak,  że  nie 
dla  zabawy  Madjary  kobiet  chwytali,  a  w  skutek  pozbawienia  takowych  przez  Pie- 
czyniegów  i  Bółgarów.     Porów,  wyżej  s.  195. 

"*)  W  prawach  króla  Kolomana,  Słowianie  porównywają  sie  z  gośćmi 
pełnoprawnymi.  Liberi  quique  ac  hospites,  sicut  Sclavi  vel  ceteri  sunt 
extranei,  qui  in  terris  laborant  aliorum,  pro  libertate  tantum  denarios  dent.  Endli- 
cher,    Monum.  Arpadiana,  s.  370.     Porów.  Huafalvy.    Ethnograpie,  s.  432. 


k 

I 


—    205    — 

nawet,  aby  moina  było  komu  narzucać  swój  jeżyk,  lub  zabraniać 
używania  mowy  od  Boga  danej.  To  dopiero  nowszej  cywiliza- 
cyi  wymysł!  Słowianie  zaś  gotowi  byli  znieść  wszelkie  dolegli- 
wości materyalne,  byle  sumienia  ich  nie  obrażano.  Wymaganie 
podatków,  chwilowe  grabieże,  bezwątpienia  niemiłe  były  Słowia- 
nom, ale  nie  podrywały  całkiem  ich  bytu  ekonomicznego,  bo 
Madjary  nie  rugowali  ich  z  ziemi,  nie  zabraniali  nabywać  posia- 
dłość ziemską,  nie  nasyłali  kolonistów  i  przemysłowców,  czyhają- 
cych na  %vydarcie  rolnikowi  mienia. 

Swoboda,  wolność,  niepodległość  w  X  w.  wcale  inaczej  niż 
teraz  pojmywane  były.  Ludy  słowiańskie  nie  pojmywały  jeszcze 
jedności  narodowej.  Każde  plemię  dbało  o  swą  udzielność  i  go- 
towe było  przyznać  każdego  władzcf,  któryby  nie  naruszał  spo- 
koju domowego  i  nie  obrażał  sumienia  ludzkiego.  Dynastyja 
bółgarska  obca  zupełnie  Słowianom  z  pochodzenia,  mowy  i  oby- 
czaju, pobratała  się  z  Słowianami  nad  dolnym  Dunajem,  stała 
sie  przewodnikiem  jedności  i  oświaty  narodowej.  Dynastyja  wa- 
regska  to  samo  uczyniła  na  Rusi.  Czemużby  podobne  stosunki 
nie  mogły  zajść  pomiędzy  Słowianami  bytującymi  nad  środko- 
wym Dunajem  a  dynastyja  Arpada  ?  Wszak  to,  co  miało  na- 
stąpić później,  nie  wiadome  było,  a  stosunki  Madjarów  do  Sło- 
wian w  początku  X  w.  były  znośne.  Wsławieni  zwycięztwami 
potomkowie  Arpada  zaćmili  sławę  Moimirowiczów,  trzęśli  potęgą 
Niemiec,  szczycili  się  z  bogatych  wojennych  zdobyczy,  wypra- 
wiali głośne  uczty,  na  które  zapraszali  przedstawicieli  związko- 
wych, raczej  podbitych  ludów.  Wszystko  to  podnosiło  wysoko 
w  oczach  Słowian  urok  pierwszych  monarchów  węgierskich,  je- 
dnało z  nimi  ludy  słowiańskie,  wdzięczność  których  za  swobodę 
religijną  przechowały  wiarogodne  pomniki  słowiańskie^^)  z  X  w. 


*9)  w  pannońskłm  żywocie  Metodego  czytamy:  „Gdy  król  węgierski  przybył 
w  kraje  naddunajskie  i  chciał  widzieć  Metodego,  poszedł  on  do  niego,  chociaż  nie- 
którzy mniemali  i  w  glos  to  powtarzali,  że  bez  mąk  nie  puści  go  od  siebie.  Przyjął 
go  jednak,  jak  na  władzcę  przystoi,  ze  czcią,  sławą  i  radością,  a  rozmówiwszy  sie 
z  nim,  jak  przyzwoicie  jest  meźom  dostojnym,    rozstał   sie  z  nim  uprzejmie,    całując 


—      206      — ^ 

'Niektóre  z  tych  pomników  w  Węgrzech  pisane  w  X— Xl  w. 
wskazują,  że  Madjary  bynajmniej  nie  przeszkadzali  Słowianom 
swobodnego  odbywania  nabożeństwa  w  jeżyku  narodowym,^^) 
Towarzysze  i  uczniowie  ś.  Metodego  na  obszernej  terrytoryi  wę- 
gierskiej pisali  po  słowiańsku,  bez  obawy  kaźni  lub  wygnania. 
Ci  to  właśnie  uczniowie  Metodego  i  współwyznawcy  ich,  według 
naszego  przekonania,  godzili  się  z  Madjarami,  widzieli  w  nich 
zbawienie  od  utrapień  niemieckich,  szli  razem  z  nimi  na  wyprawy 
przeciw  Niemcom  i  dla  tego  zapewno  w  podaniach  madjarskich 
miano  wiernych  zyskali. 

Polegając  na  swych  wiernych  sprzymierzeńcach  we- 
wnątrz kraju  i  zostając  w  przyjaznych  stosunkach  z  sąsiednimi 
ludami:  Chrobatami,  Czechami,  Głomaczami,  żądni  grabieży  i  woj- 
ny Madjarowie  korzystali  z  osłabienia  i  przerażania  Niemców  po 
bitwie  Czerwcowej  r.  907,  wyprawiając  corocznie  swych  wojo- 
wników w  głąb  Germanii.  Strach  poprzedzający  zagony  ma- 
djarskie,  szybkość  obrotów  i  niepohamowane  męztwo  zapewniały 
Madjarom  powodzenie  i  bogate  łupy.  W  r.  908  Madjary  zni- 
szczyli Saksoniję  i  Turyngiję,^')  w  r.  909  splądrowali  Aleman- 
niję  (Szwabiję):''-)  w  r.  910  pobili  na  głowę  we  Frankonii  Bawarów 
i  wodza  ich  Gozperta   zabiU.'^-')     W  r.    911    umarł    król    I.udwik 


go,  hojnie  obdarzając  i  rzeki  mu:  ,.pamiętaj  zacny  ojcze  wspominać  mnje  zawsze 
w  swoich  świętych  modlitwach."  Żywot,  rozdz.  l6.  Legenda  ta  bezwątpienia  uro- 
sła w  późniejszym  czasie,  kiedy  Madjary  panowali  już  na  teraźniejszej,  terrytoryi, 
a  jednak  jasno  wyraża  zapatrywanie  się  Słowian  owego  czasu  na  stosunki  ich  do 
Madjarów.  Metody  umarł  w  r.  885,  a  Madjary  pokazali  się  w  Pannonii  nie  wcze- 
śniej, jak  w  r.  "892.  Oczywiście,  że  o  podróży  Metodego  do  króla  węgierskiego  ;,nfe 
może  być  mowy. 

^^)     Dwa  panaońskie  żywoty,  tudzież  kodeks  Supr^ślski. 

^')     Wyżćj  str.    lOi   przypisek  44. 

3*)  Annal.  Augiens.  a.  C09  Ungari  Alemanniam  ingressi  sunt,  Anna:!.  HildesH. 
a.  909.  Burghard  dux  Thuringorum  occisus  est  ab  Ungariis;  Annal.  Alaman.  a. 
909  Ungari  in  Alemanniam    et  cum    innumerabili   predia  animaliumque   reversi  sunt. 

'^)  Annal.  Alaman.  a.  910  Ungari  in  Alamanniam  bello  insperato  mułtos  oc- 
.ciderunt  et  Gospertus  comes  occisus  est;  Annal.  Augien.  a.  910  Franci  ab  Ungari- 
bus  aut  occisi  aut  fugati  sunt;  Annal.  Hersfeld.  a.  910  Ludovicus  rex  pugnasit  cum 
Ungariis  et  victus  est. 


—     io7     -^- 

Dziecłę,  a  obrany  po  nim  na  króla  Konrad  I  (911—919)  nie  mógł 
przeszkodzić  Madjarom  złupić  w  r.  912  powtórnie  Frankonije 
i  Turyngije,^*)  w  r.  913  spustoszyć  Szwabiję,^*)  a  chociaż  Bawa- 
rowie  z  Alemannami  pobili  ich  nad  r.  Innem, ^*')  nie  przeszkodziło 
to  im  jednak  w  r.  915  „ogniem  i  mieczem*'  zniszczyć  Alemanniję, 
plądrować  po  Saksonii  i  Turyngii,"^")  aż  do  klasztoru  Fuldy,^®) 
a  w  r.  916  zniszczyć  okolice  Bremy,  mordować  i  zabijać  przy 
ołtarzach  księży. ■^'')  Przerażenie  Niemców  nie  znało  granic.  Kro- 
nikarze w  tym  czasie  nic  więcej  prawie  nie  wzmiankowali,  jak 
tylko  o  najazdach  Madjarów  i  wewnętrznych  zaburzeniach,  a  tu 
jeszcze  na  dobitek  klęsk,  książę  bawarski  Arnulf  podniósł  prze- 
ciw Konradowi  I  rokosz  (916).^")  Korzystając  z  tego  Madjary  roz- 
puścili swe  zagony  wiatach  916  i  917  aż  do  Alzacyi,  Lotaryngii, 
Szwajcaryi.*')  —  W  r.  919  na  tron  niemiecki  wstąpił  Henryk 
Ptasznik,  rządny  i  przedsiębiorczy,  lecz  to  Madjarów  nie  obcho- 
dziło wcale.  Puścili  po  dawnemu  zagony  swe  w  r.  919  do  Sa- 
ksonii, Italii  i  Francyi,  w  r.  922  znowu  do  Italii,  w  r.  924  przez 
Italiję,  Francyję  aż  do  Renu  i  niezależnie  od  tego  plądrowali  po 


'*)  Cont.  Reginon.  a.  912  Ungari  iterum,  nuUo  resistetente,  Franciam  et  Thu- 
ringiam  vastaverunt. 

'»)     Annal.  Augien.  a.  913  Ungari  partem  Alamanniae  vastaverunt. 

'^)  Annal.  Sangal.  mai.  913.  Agarem  Alamanniam  intraverunt.  Erchanger 
et  Perholt ....  totum  esercitum  eorum  juxta  Ine  fluvium  penitus  occiderunt  nisi 
XXX  viros;  Annal.  Augien,  913.  Ungari  partem  Alemanniae  vastaverunt  et  juxta: 
In  fluvium  a  Bavariis  et  Alemanis  occisi  sunt. 

*")  Annal  Augien,  915.  Ungari  totam  Alemanniam  igne  et  gladio  vasta- 
verunt. 

38^  Annal.  Saxo  915,  Ungari  Thuringiam  et  Saxoniam  pervaserunt  et  usque 
Fuldam  pen'enerunt;  Contin.  Regino  915.  Ungari  totam  Alemanniam  igne  et  gla- 
dio vastaverunt,  sed  totam  Thuringiam  et  Saxoniam  pervaserunt  et  usque  ad  Fuldam 
pervenerunt. 

'9)  Adam  Bremeński  okoto  r.  915  mówi;  in  illis  diebus  immanissima  perse- 
cutio  Sasoniam  oppressit,  cum  hinc  Dani  et  Sclavi,  inde  Bohemi  et  Ungari  lanie- 
rent  ecclesias.  Tunc  parochia  Hammeburgensis  a  Sclayis  et  Bremensis  Ungarorum 
impetu  demolita  est.  I.  51,  a  dalej:  Ungaros  incensis  ecclesiis  sacerdotes  antę  pltaria 
trucidasse.     I,  55- 

*0)     Cont.  Reginon.     Pertz.     M.  G.  I.  614. 

*^)  Annal.  Augien.  917.  Ungari  per  Alemanniam  in  Alsatia  usque  ad  fines 
Lotharii  regni  venerunt. 


208       

Saksonii!,*-)  w  r.  926  łupieżyli  nad  Renem,  w  Alzacyi  i  Szwajca- 
ryi,  a  w  r.  933  w  Turyngii  i  Saksonii.*^  Europa  środkowa  jak- 
by osłupiała  ze  strachu.  „Niemcy  obawiali  sie  Madjarów  gorzej 
niż  szatanów  i  uciekali  od  nich  jak  niegdyś  Goty  od  Hunów." 
Po  kościołach,  w  litaniach  proszono  Boga,  aby  od  wściekłości 
madjarskiej  zachował.  „A  furorum  Hungarorum  libera  nos  Do- 
mine."     Nawet  osobne  modlitwy  w  tym  celu  układano.*^) 

Rozszalała  horda  madjarska,  złupieżywszy  do  szczętu  Ger- 
maniję,  pędzi  w  dalekie  strony  Włoch,  Francyi  i  znowu  do  Ger- 
manii wraca,  a  nabrawszy  nowego  kierunku,  pędem  błyskawicy 
w  r.  934  aż  do  Grecy  i  dobiega;  w  r.  935  łupieży  północne  Wło- 
chy i  Burgundy ę,  w  r.  937  dociera  do  Kapui  i  Benewentu,  w  r. 
938  znowu  Saksonję  odwiedza,  w  r.  940  łupieży  Bawaryję  i  Ka- 
ryntyję,  w  r.  947  ponawia  napady  na  Włochy,  a  w  r,  951  przez 
Włochy  wpada  do  Francyi.  —  Niespostrzegli  się  atoli  Madjaro- 
wie,  że  marnując  swe  siły  w  najazdach  na  Włochy,  Francyję 
Grecyję,  dali  Niemcom  czas  ochłonąć  z  przerażenia  i  przygoto- 
wać środki  obrony.  Jakoż  najechawszy  Bawaryję  w  r.  955,  Mad- 
jary  spotkali  nad  Lechem,  w  pobliżu  Augsburga,  połączone  całej 
Germanii  siły,  pod  wodzą  króla  Ottona  I,  któremu  posiłki  wo- 
jenne przysłał  wassal  jego,  książę  czeski  Bolesław  I.  —  W  za- 
ciętej bitwie  wojsko  madjarskie  poniosło  ogromną  klęskę:  Mad- 
jary  odsunęli  się  trochę  na  wschód  od  r.  Aniży  (Ennz{,  może  aż 
do  r.  Orlawy  (Erlaf),  lecz  Niemcy  nawet  pomyśleć  nie  mogli 
o  wyrugowaniu  ich  z  Pannonii.^^) 

Klęska  nad  Lechem  opamiętała  Madjarów.     Dalsze   najazdy 


*2)     o  napadzie  na  Saksoniję  w  r,  924  szczegóły  niżej  §  45. 

*')     O  wyprawie  do  Saksonii  w  r.  933  szczegóły  niżej  §  45. 

**)  W  X  w.  we  Włoszech  powszechnie  znana  była  modlitwa:  Nunc  te  ro- 
gamus,  licet  servi  pessimi.  Ab  Ungarorum  nons  defendas  iaculis!  Ljubicz.  Ugri  v 
Mletaclcoj.     Starine  1869.     Kniga  I  s.  211. 

*5)  Porów.  Czoernig.  Ethnographie.  T.  I  s,  98.  Rzeka  Erłaf,  po  slowiaiisku 
Orlawa,  wpada  do  Dunaju  z  południowej  strony,  na  zachód  od  AVidnia.  W  tomie 
II  niniejszego  dzieła,  na  str.  105,  wyrażenie:  Madjary...  w  r.  984  ustąpili  do  r. 
Innu,  wypada  poprawić  ustąpili  do  r,  Orlawy  (Erlaf). 


209         — 

na  Germanije  wstrzymane  zostały.  Wreszcie  i  niepotrzebne  były, 
bo  zdobycze  Arpada  (j  goj)  syn  jego  Sołtan  dostatecznie  utwier- 
dził orężem.  Następcom  Soltana  zostawało  organizować  państwo.*") 
^ladjary  poczynają  prowadzić  żywot  osiadły,  znajomią  się  z  oby- 
czajami Słowian,  uczą  sie  icłi  mowy  i  mnóstwo  wyrazów  słowiań- 
skicłi  do  swego  jeżyka  wprowadzają.  Książęta  icłi  chcą  na- 
śladować sąsiednich  monarchów,  nie  gardzą  chrześciaństwem^"), 
a  gdy  Geiza  przyjął  chrzest  (około  r.  973)  i  pojął  za  żonę  Ade- 
laidę,  siostrę  Mieszka  polskiego,  państwo  Węgierskie  stanęło  jako 
nowa  potęga,  którą  monarchowie  europejscy  uszanować   musieli. 

4.     Wpływ  Madjarów  na  przyszłość  Słowiańszczyzny. 

Wzywając  Madjarów  do  Pannonii,  cesarz  Arnułf  bezwąt- 
pienia  nie  przewidywał,  że  wymierzone  przeciw  Słowianom  ciosy 
mogą  się  wkrótce  i  na  Niemców  zwrócić.  Wypadki  następo- 
wały po  sobie  szybko,  a  skutki  ich  okazały  się  wxale  inne,  niż 
się  x\rnulf  spodziewał.  Śmierć  Świętopełka  I,  wojna  domowa 
Av  Morawii,  odpadnięcie  od  związku  morawskiego  Czechów,  wre- 
szcie przewaga  duchowieństwa  łacińsko- niemieckiego  w  państwie 
JNIorawskiem  tak  daleko  posunęły  rozstrój  wewnętrzny  J^Iorawii, 
że  pod  koniec  IX  w,  osłabione  państwo  Morawskie  niczem  nie 
groziło  Niemcom,  którzy  mogli  obejść  się  wcale  bez  pomocy  mad- 
jarskiej.  Raz  jednak  wpuściwszy  Madjarów  do  Pannonii,  nie 
było  już  możności  pozbyć  się  ich.  ^ladjary  twardo  jak  kamień 
osiedli  na  samej  granicy  marki  Wschodniej,  a  po  bitwie  Czer- 
wcowej r.  907  posunęli  swe  panowanie  aż  do  granic  Bawaryi, 
wznawiając  tym  sposobem  dawne  granice  Awarów. 


**)     Genealogia  książąt  madjarskich  bardzo  niepewna.     Najlepiej  obeznany  ze 
prawami   Madjarów   Konstanty   Purpurorodny,    pisząc   w   r.    949 — 950    dc    Admini- 
trando  imperii,  powiada,  że  wtedy  syn  Arpada  Soltan  już  nie  żył,  panował  zaś  Fa- 
ias  syn  brata  Soltanowego  Jutokasa  i  że  u  Soltana  był  syn  żyjący  Toz,    czy  Tok- 
snn.  (de  Adminis.  cap.  40).     Ten  Toksun,    urodzony  około  r.  930,  był    później    pa- 
nującym księciem  i  miał  syna  Geize,  który  panował  od  r.  972 — 997. 

■*")  Są  wzmianki,  że  około  r.  948  dwaj  książęta  madjarscy  przyjęli  chrzest 
w  Konstantynopolu.  Młodszy  syn  Toksuna,  brat  Geizy,  nosił  chrześciańskie  imię 
Michała. 

Tom  III.  14 


2IO       

Pisarze  X  w.,  zaprzątnięci  całkiem  strasznymi  rozbojam^ 
Madjarów  w  Europie,  nie  zdawali  sobie  sprawy  o  wpływie  tych 
barbarzyńców  na  przyszłe  losy  Słowian  i  Niemców.  Chrzest 
Madjirów,  potem  świetny  udział  państwa  Węgierskiego  w  spra- 
wach Europy,  zatarły  gorzkie  wspomnienia  o  rozbojach  madjar- 
skich  w  X  w.,  dochodzenie  zaś  wpływu  osiedlenia  Madjarów  nad 
Dunajem  na  losy  reszty  Europy,  —  nikogo  nie  obchodziło.  Dopiero 
teraz,  gdy  już  od  przybycia  Madjarów  nad  Dunaj  tysiąc  lat  upły- 
wa, historycy  słowiańscy  i  niemieccy,  rozważając  wypadki  dziejo- 
we, z  goryczą  o  fatalnem  przybyciu  Madjarów  do  środka  Euro- 
py przemawiać  zaczęli. 

Szafarzy k  jeden  z  pierwszych  wyrzekł,  że  uderzenie  Madja- 
rów na  Morawiję  „ugodziło  w  samo  serdce  Słowiańszczyznę."**) 
Współczesny  mu,  sławny  historyograf  czeski  Franciszek  Palacki, 
ubolewając  nad  fatalnem  przybyciem  Madjarów  nad  Dunaj,  mnie- 
mał, że  nigdy  los  nie  ugodził  srożej  w  Słowiańszczyznę,  jak  w  końcu 
IX  w.,  gdy  w  środku  licznych,  chociaż  i  niepołączonych  plemion 
słowiańskich,  rękami  Rościsława  i  Świętopełka  posiane  ziarno  obie- 
cywało wydać  pyszny  plon  oświaty  chrześciańskiój  i  narodowej,  rę- 
kojmią czego  służyły  przyjazne  stosunki,  łączące  Słowian  z  Rzy- 
mem i  Carogrodem.  Z  czasem  do  tego  ziarna  przyłączyłyby  się, 
z  wewnętrznych  pobudek,  inne  plemiona  słowiańskie,  otrzymałyby 
od  niego  razem  z  chrześciaństwem,  jeżeli  nie  nowy  ustrój  polityczny, 
to  przynajmniej  oświatę  nową  —  europejską,  narodową,  uzdolnienie 
do  życia  przemysłowego,  jedność  języka,  pisma  i  literatury.  I  jak 
na  Zachodzie,  pod  wpływem  Rzymu,  powstało  państwo  Franków, 
tak  na  Wschodzie  nie  bez  wpływu  Byzantu,  powstałoby  wielkie 
państwo  słowiańskie,  a  Europa  wschodnia,  przed  tysiącem  laty, 
przyjęłaby  ustrój  wcale  inny  od  tego,  jaki  się  stał.  Lecz  Mad- 
jarowie,  wtargnąwszy  do  samego  serdca  rodzącego  się  organi- 
zmu, zabili  serdce  i  nazawsze  podobne  nadzieje  zniszczyli.  Członki 
ogromnego    organizmu,    nie    zdążywszy    zróść    się,    rozpadły    się 


*)     „Raz  ten   uhodil  do  srdce  Slovanstva."     Staroż.  Słowiańs.  §  41.  s.   485. 


211        

W  skutek  zakrzewienia  się  pomiędzy  nimi  obcego  żywiołu  ...'*'') 
Rozwijając  dalej  ideę  Palackiego,  Hilferding  twierdził,  że  na  ró- 
wninach po  nad  środkowym  Dunajem,  gdzie  osady  bółgaro  -  sło- 
wiańskie i  serbo-  chorwackie  stykały  się  z  osadami  Słowian  za- 
karpackich,  mogło  zajść  połączenie  północno  -  zachodniej  grupy 
słowiańskiej,  która  wtedy  zaj mywała  przestrzeń  od  Łaby  do 
Wisły  i  dalej  do  Litwy,  z  grupą  Słowian  południowo-  zacho- 
dnich, która  się  opierała  o  morza  Czarne  i  Adryatyckie.  W  tej 
połowie  Słowiańszczyzny  zachodniej,  która  się  od  Danii  do  Gre- 
cyi  szerzy,  mogło  rozwinąć  się  to  samo,  co  później  rozwinęło  się 
w  połowie  wschodniej,  mianowicie  na  Rusi:  jedność  narodowa, 
mocna  organizacyja  społeczna  i  państwowa.  Osiedlenie  się  nad 
środkowym  Dunajem,  zupełnie  obcego  Słowianom  plemienia  ma- 
djarskiego,  rozdarło  Słowiańszczyznę  zachodnią  na  dwie  części: 
północną  i  południową,  nie  zostawiwszy  między  niemi  żadnego 
punktu  styczności.  Skutki  tego  były  okropne  dla  całej  połowy 
Słowiańszczyzny,  tudzież  dla  Europy  środkowej  od  Łaby  do  Nie- 
mna i  od  morza  Czarnego  do  Adryatyckiego.^^j  Takie  i  tym 
podobne  zdania,  chociaż  w  różnych  nieco  formach,  powtarzali 
i  dotąd  powtarzają  inni  dziejopisowie,  zwalając  całą  biedę  nai 
Madjarów  za  to,  że  zniszczywszy  państwo  Morawskie,  rozdarli 
Słowiańszczyznę  na  dwoje  i  tem  przeszkodzili  Słowianom  do  po- 
łączenia się  w  ogromne  państwo.*') 


*9)     Palacki.     Dejiny  narodu  ceskeho.     T.  I  wyd.   1848  str.    225 — 6- 
^)     Hilferding.   Benrpiff  11  CjiaBflHe,  w  Sobranii  soczinenij.     T.  II  s.   113  do 
124,  tudzież:   Bopb6a  C.iaBHHT.  cl  HtMuaMii    s.   80,   weszła  jako   dodatek   do    Hi- 
storyi  Słowian  bałtyckich,  w  Sobranii  soczinenij  tom  IV. 

*')  Krek.  w  Einleitung  in  die  Slavische  Literaturgeschichte  r.  1887  s.  342 
344,  podzielając  zupełnie  zdanie  Palackiego  i  przecząc  poglądom  Grota  na  skutki 
osiedlenia  się  Madjarów  nad  Dunajem,  powiada,  że  refieksyje  Grota  nie  są  w  sta- 
nie zbić  zdania  Palackiego.  Krek  powołuje  sie  na  zdanie  Wendta  (Die  Germani- 
sirung  der  Lander  oestlich  der  Elbę  r.  1884),  który  powiada,  że  wdarcie  się  Mad- 
jarów pomiędzy  Słowian,  stało  się  korzystnem  dla  Niemców,  ponieważ  połączenie 
wszystkich  Słowian  w  jedno  państwo,  w  skutek  geograficznego  rozdarcia  ich,  niemo- 
żebnem  będzie  tak  długo,  jak  długo  naród  madjarski  ekzystować  będzie."  Dalej, 
powoływanie  się  Kreks  na  annały  fuldeńskie  r.  894  o  barbarzyństwie  Madjarów,  tu- 
dzież na  pisarza  arabskiego   z  X   w.    Ibn-Dasta    o   chwytaniu   i   sprzedawaniu   Sio- 

14* 


212       

Wszakże  w  drugiej  polowie  bieżącego  wieku  zjawiły  się 
mne,  więcej  objektywne  poglądy  na  kwestyję,  o  której  mowa/*-) 
Pisarze,  niezadowalając  się  poznaniem  szkody  przez  Madjarów 
wyrządzonej  Słowianom,  usiłują  zbadać  skutki  osiedlenia  Madja- 
rów nad  Dunajem,  nietylko  bezwględnie  w  stosunku  do  Słowian, 
lecz  i  uwzględniając  zachowanie  się  Niemców  podczas  upadku 
Morawii,  tudzież  następstwa  dla  Niemców  progromu  ich  przez 
Madjarów  w  r.  907.  Pisarze  tej  kategoryi  nie  odrzucają  tego, 
że  Madjary,  wparłszy  się  klinem  w  sam  środek  Słowiańszczyzny, 
rozdarli  ją  na  dwoje  i  uniemożebnili  zlewanie  się  plemion  sło- 
wiańskich w  jedno  państwo,  przez  co  zadali  straszny  cios  naro- 
dowości słowiańskiej,  lecz  nie  spuszczają  z  uwagi  i  tego,    że  Ma- 


■wian  przez  Madjarów  wtedy,  gdy  ostatni  koczowali  jeszcze  na  stepach  czarnomor- 
skich, nie  możemy  za  stosowni  uważać,  albowiem  tu  nie  o  przymioty  duchowne 
i  moralne  Madjarów  chodzi,  ale  o  to:  jakie  znaczenie  ma  osiedlenie  sic  Madjarów 
nad  Dunajem  nie  tylko  dla  Słowian,  lecz  równie  dla  Niemców  i  innych  ludów  Eu- 
ropy środkowej.     Na  to  Krek  nie  daje  odpowiedzi. 

Z  nowszych  pisarzy  polskich,  możemy  wskazać  na  M.  Kobrzyńskiego,  według 
którego  „dzikie  hordy  węgierskie  rzuciły  się  na  Słowian,  zniszczyły  z  pomocą  za- 
wsze do  tego  dzieła  gotowych  Niemców,  państwo  Wielko -Morawskie,  wyrwały  świeżo 
zaszczepione  chrześciaństwo  i  cywilizacyę,  a  osiedliwszy  się  nad  środkowym  Dunajem, 
w  Pannonii,  rozdarły  Słowiańszczyznę  na  zachodnia  i  południową,  przecięły  zba- 
wienne związki  Słowian  morawskich  i  czeskich  z  Carogrodem  i  oddały  ludy  te  wyłą- 
cznie wpływowi  Niemców."  Dzieje  Polski,  wyd.  drugie  r,  l88o.  T.  I  s.  75.  Do 
tego  zniewolony  jestem  dodać:  chrześciaństwa  Madjary  zupełnie  nie  ruszali,  a  tem 
bardziej  nie  wyrywali,  cywilizacyi  słowiańskiej  nie  zniszyli,  bo  jej  nawet  nie  poj- 
mywali,  a  jeżeli  zniszczyli  kulturę  niemiecką,  to  tem  tylko  obronili  Słowian  od  ry- 
chłego wynarodowienia.  —  Względniej  nieco  skutki  osiedlenia  Madjarów  w  Panno- 
nii przedstawił  J.  Bartoszewicz,  ale  i  on,  idąc  w  ślad  za  Palackim,  widzi  tylko  wiel- 
kie nieszczęścia  dla  Słowian,  nie  biorąc  na  uwagę  tego,  co  Niemcy  stracili.  Hłsto- 
rya  Pierwotna  Polski.     T.  I  s.  261 — 264. 

•"■>-)  Już  w  r.  1860  historyk  morawski  Dudik,  w  Mahrens  Geschichte  tom  I 
s.  244 — 5,  zwrócił  uwagę  na  to,  że  zwyczajne  objaśnienie  upadku  Morawii  niezgodą 
w  rodzinie  lvsiażęcej  i  najazdem  Madjarów,  nie  M'yczerpuje  kwestyi.  Mniema  on,  że 
najazd  Madjarów  był  skutkiem  wcześniejszego  osłabienia  i  rozstroju  państwa  Moraw- 
sidego  przez  chytrą  politykę  niemiecką.  —  Wcześniej  jeszcze,  bo  w  r.  1858  Ełagin, 
zajrzawszy  głębiej  w  dzieje  upadku  Morawii,  przyszedł  do  przekonania,  że  już  przed 
najazdem  Madjarów,  Morawija  przez  Wichinga  zabitą  została,  że  przypisywać  wypa- 
dek ten  jedynie  Madjarom  jest  niedorzecznością  i  sprzeciwia  się  faktom  historycznym. 
Według  niego  Morawianie  godzili  się  z  Madjarami  dla  odporu  gorszego  wroga,  — 
Niemców.     PyccKaa  Eecfe^ia.     1858.     Cześć  I. 


21 


djary  stworzyli  Słowianom  mocna  przeciw.  Niemcom  oporę. ^^') 
Podnosząc  kurtynę  sceny,  na  której  rozegrał  się  straszny  dramat 
upadku  Morawii,  w  r.  906,  pisarze  pojąć  nie  mogą,  kto  mianowi- 
cie w  samo  serdce  ^Morawiję  uderzył:  Madjary,  czy  Niemcy? 
Który  z  tycłi  narodów  więcej  zła  przyczynił  Słowianom  i  nie- 
bezpieczniejszym był  w  przyszłości?  —  Wreszcie  pisarze  podno- 
szą kwestyję:  czy  w  stanie  byli  Morawijanie  własnemi  siłami  ode- 
przeć Niemców,  którzy  usilnie,  w  ciągu  stu  lat,  dobijali  się  i  do- 
bijać się  nieprzestawali  ujarzmienia  Morawii.''*)  —  Pytania  te  wiel- 
kiej wagi  postaramy  się  objaśnić  stósowaie  do  tego,  jak  się  nam 
przedstawiają  według  faktów  liistorycznych. 

Wspominaliśmy  niejednokrotnie,  że  w  IX  w.  Niemcy,  nie 
gardząc  żadnymi  środkami,  dobijali  się  opanowania  porzecza  środ- 
kowego Dunaju,  zasiewali  intrygi,  prowadzili  zacięte  wojny,  łu- 
pieżyli  i  niszczyli  kraje  słowiańskie,  a  nakoniec  wezwali  do  po- 
mocy Madjarów  i  podnieśli  w  Morawii  wojnę  domową.  Walka 
długa  wyczerpywała  siły,  a  intrygi  wyziębiały  duclia  narodowego. 
Rozprzężenie  rzeszy  morawskiej,  w  skutek  oderwania  się  Czecliów 
i  zdrady  księcia  pannońskiego  Braczyslawa,  ułatwiało  Niemcom 
opanowanie  w  końcu  IX  w.  Pannonii.  !Morawija  ścieśniona  z  je- 
dnej strony  przez  Niemców,  z  drugiej  przez  Czecliów,  którzy  ra- 
zem z  Niemcami  łupieżyli  ją  (r.  897 — 900),    a  przytem  wewnątrz 


*')  Profesor  petersburgski  p.  W.  Łamański  powiada:  „prawda,  że  w  X  — XI 
w.  osiedlenie  się  Węgrów,  czyli  Madjarów  na  równinie  Ciso-dunajskiej  i  utworze- 
nie, na  gruzach  państwa  Morawskiego  Świętopełka,  państwa  Węgro- słowiańskiego 
Arpada,  na  długi  czas  wparły  lvlin  obcego  szczepu  w  ciało  słowiańskie,  a  jednak 
niewątpliwie  wytworzyły  Słowianom  mocną  przeciw  Germanii  oporę."  OóT,  ucTopil- 
MccKOMT,  ii3yyeHiii  rpeKO-CiauflucKaro  siipa.   1871.  t.  17. 

^)  Rozważając  domniemanie  Palackjego,  że  gdyby  nie  najście  Madjarów, 
Słowianie  mogliby  się  zlać  w  państwo  (wyżćj  przypiselc  49),  węgierski  profesor  Pa- 
weł Hunfalyy,  przypominając  podstępne  zamachy  księży  niemieckich  przeciw  Słowia- 
nom, powiada  „und  es  bekannt  ist  mit  welch'  andauernden  Erfolge  die  Deutsclien 
die  Slawen  an  der  Elbę  und  an  der  Ostsee  ausrotteten,  so  last  sich  billig  anneh- 
men,  das  ohne  die  Hierherkunft  der  Magyaren,  welche  fiir  ein  halbes  Jahrhundert 
die  Aufmerksamkeit  der  Deutschen  nach  einer  andercn  Richtung  lenliten,  vielleicht 
auch  die  Czechen  gleich  ibrer  anderen  slawischen  Briider  untergegangen  wiiren  und 
Palacky  ware  auch  kein  Geschichtschrełber  der  Czechen  geworden.**  Ethnographie 
s.  299 — 300. 


—     214     — 

przez  stronnictwa  religijne  rozdzierana,  jakże  długo  bronić  mo- 
gła swej  niepodległości?  Oczywiście  Niemcom,  dla  dopięcia  ich 
zamiarów,  wypadało  .przedłużać  dawniejszą  politykę,  różnić  po- 
między sobą  ludy  słowiańskie,  aby  się  wzajemnie  niszczyły 
i  nie  miały  siły  do  stawienia  oporu  zamachom  cesarskim,  a  tym- 
czasem pod  opieką  kościoła  łacińsko  -  niemieckiego,  posuwać 
kolonistów  i  przemysłowców  w  celu  ekonomicznego  opanowa- 
nia kraju.  Jakoż,  w  rzeczywistości  widzimy,  że  w  początku 
X  w.  dobra  niemieckich  magnatów  duchownych  i  świeckich,  tu- 
dzież posiadłości  kolonistów  posuwały  się  od  Zachodu  na  Wschód 
aż  do  r.  Raby  i  dokoła  jeziora  Błatna.^^)  Wyższość  kultury  za- 
chodniej zapewniała  Frankom  i  Niemcom  ekonomiczne  powodze- 
nie, a  Słowianom  groziła  zubożeniem,  zależnością  ekonomiczną, 
wreszcie  niewolą  osobistą.  Cóż  przeciw  temu  mogli  postawić 
Słowianie?  Dzieje  nas  uczą,  iż  rozprawy  orężem  z  Niemcami  wy- 
padały niejednokrotnie  na  korzyść  Słowian,  ale  przeciw  przemy- 
słowcom i  kolonistom  niemieckim,  wytrwałym,  przebiegłym  i  ego- 
istycznym, dobroduszna  i  niezaradna  natura  słowiańska  zawsze 
prowadziła  do  strat  ekonomicznych,  w  skutek  których  Słowianie 
wyzuwali  się  z  posiadłości  dziedzicznych  na  korzyść  Niemców. 
O  ileż  walka  ekonomiczna  trudniejszą  była  Słowianom  wtedy 
gdy  zostawali  pod  władzą  niemiecką,  o  tem  zdaje  się  i  mówić 
nie  ma  potrzeby.  Kilkowiekowa  walka  Słowian  z  Niemcami  na 
polu  ekonomicznem  daje  liczne  przykłady  najpodstępniejszych 
środków  przeciw  ziemianom  słowiańskim  używanych,  aby  ich  wy- 


^^)  Koloniści  posuwali  sie  najwięcej  po  południowym  brzegu  Dunaju  ku 
wschodowi,  aż  do  ujścia  r.  Raby,  ztąd  w  górę  po  Rabie  i  Sali  aż  do  ich  wierzcho- 
win i  w  koto  jeziora  Błatna.  Panowie  niemieccy  w  dobrach  swych  posiadali  pod- 
danych (servi),  zakładali  folwarki,  mierzyli  pola  na  łany,  urządzali  gospodarstwo  na 
sposób  bawarski.  Księża  niemieccy  siedlili  przy  kościołach  kolonistów  swego  rodu. 
Napływający  z  Bawaryi  rzemieślnicy  siedlili  się  po  miastach.  W  dokumentach  IX 
i  X  w.  wzmiankują  się  liczne  osady  z  nazwami  niemieckiemi.  Wylicza  je  Kaemell. 
Die  Anfiinge  das  deutschen  Lebens  in  Oesterreich.  269 — 296.  Zauważyć  jadnak 
wypada,  iż  pod  rubryką  nazw  niemieckich  i  kelto- romańskich  Kaemell  zamieszcza 
mnóstwo  nazw  słowiańskich,  zapewne  przez  nieznajomość  mowy  słowiańskiej.  Wresz- 
cie porów.  s.  73,  przyp.  2. 


—     215     — 

rugować  z  posiadłości,  aż  do  wygnania  z  domów  własnych  dla 
osiedlenia  kolonistów.'^)  Biorąc  na  uwagę  wszystko,  co  wyżej 
powiedziano,  tudzież  natarczywość  duchowieństwa  niemieckiego 
w  rozszerzaniu  władzy  swej  na  Pannoniję  i  Morawiję,-^')  niemoc 
Słowiańszczyzny  zachodniej  w  X  w.  i  wzrost  potęgi  niemieckiej 
za  panowania  cesarzów  z  dynastyi  saskiej  (r.  919 — 1002),  nie  wąt- 
pimy, że  jeśliby  Opatrzność  nie  zesłała  szarańczy  madjarskiej  ze 
Wschodu,  cała  Pannonija,  Morawija,  a  zapewno  i  Czechy  po- 
kryte by  zostały  gąsienicą  niemiecką  z  Zachodu. 

Dla  ocalenia  Słowiańszczyzny  od  naporu  niemieckiego  w-X 
w.  potrzebna  była  Słowianom  albo  genialna  osobistość  wodza,  jaka 
się  zjawiła  w  postaci  Balesława  Chrobrego  w  XI  w.,  albo  dzika  nie- 
pohamowana siła  jaka  się  znalazła  w  szalonej  hordzie  madjarskiej. 
Nim  jednak  Słowianie  doczekaliby  się  Bolesława  Chrobrego,  Niemcy, 
w  ciągu  stu  lat,  dość  mieli  czasu  do  przeprowadzenia  swych  zamia- 
rów ujarzmienia  Słowiańszczyzny,  mianowicie  za  czasów^  Henryka 
Ptasznika  i  Ottona  I,  jeśliby  na  powściągnienie  zamachów  niemie- 
ckich nie  zjawili  się  Madjary.  Jeżeli  tego  nie  poj  mywano  dawniej, 
to  obecnie  sami  Niemcy,  lepiej  od  Słowian  pojmują  gorzkie  dla  nich 
skutki  wmieszania  się  Madjarów  w  sprawy  ludów  naddunajskich 
w  końcu  IX  w.  Nowsi  uczeni  niemieccy,  rozważając  skutki  osie- 
dlenia się  Madjarów  nad  Dunajem  i  ubolewając  nad  zniszczeniem 
przez  nich  kultury  niemieckiej,  przychodzą  do  przekonania,  że  to 
było  bardziej  dla  kultury  w  ogóle  dotkliwe,  aniżeli  rozdarcie  Słowian 


^)  w  drugiej  polowie  XII  i  w  XIII  w.  Niemcy  osiedlali  kolonistów  w  Serb- 
sku  pomiędzy  Solawą  a  Labą,  tudzież  na  ziemiach  Obodrytów  i  Lutyków  zwyczaji 
nie  w  ten  sposób,  że  osady  dziedziczne  Słowian  zabierali  koloniści,  a  wyrugowani 
z  nich  Słowianie  budowali  sobie  nowo  osady.  Ztąd  powstały  wsie:  Wielkie  i  Małe, 
Stare  i  Nowe,  Niemieckie  i  Słowiańskie.  Często  spychano  Słowian  na  mpczarj- 
i  pustkowia,  gdzie  nędzny  żywot  prowadząc  w  chatkach  rybackich,  chyżach,  wymie- 
rali.    O  tem  szczegóły  podane  będą  w  t.  IV  niniejszej   pracy. 

*")  W  liście  arcybiskupa  salcburgskiego  z  jego  sufruganami  do  papieża  Jana 
IX  w  r.  900  duchowieństwo  nienaiemieckie,  skarżąc  się  na  oderwanie  Pannonii  i  Mo- 
rawłi  od  arcybiskupstwa  salcburgskiego  powiada,  że  przez  to  dopuszczona  została 
w  kościele  schyzma,  że  Niemcy  na  mocy  prawa  wojennego,  powinni  mieć  Słowian 
swymi  poddanymi  i  że  Słowianie  czy  chcą,  czy  nie  chcą,  w  każdym  razie  państwu 
Niemieckiemu  podlegać  muszą.     Porów,  wyżej  s.  152. 


2l6      — 

na  dwoje,  jak  historyk  czeski  (Palacki)  utrzymuje. ^^)  Dobitniej 
i  z  niezaprzeczona  gruntownością  objaśnia  te  sprawę  nowszy  pi- 
sarz austryacki,  w  te  słowa:  „Niepodobno  znaleźć  w  dziejach 
starożytnych  Niemiec  innego  wypadku,  któryby  mógł  ze  swych 
okropnych  skutków  porównać  się  z  bitwa  Czerwcową  r.  907. 
Pierwszorzędne  stanowisko,  jakie  Ba  wary  zaj  mywali  w  państwie 
Wschodnio  -,Frankskiem,  na  zawsze  znikło.  Wszystko,  co  w  ciągu 
stu  lat  dla  ojczyzny  niemieckiej  zdobyły  miecz  i  pług  bawarskiego 
plemienia  stracone  zostało,  jak  równie  marka  Wschodnia  i  Panno- 
nija.  Panowanie  niemieckie  odrzucone  aż  do'  r.  Aniży  (Ennz), 
Karyntyja  w  ciągłej  trwodze,  nawet  właściwa  ojczyzna  Niemców 
wystawiona  na  łup  hord  barbarzyńskich.  Stosunki  polityczne 
i  kościelne  z  kulturą  niemiecką,  zaszczepione  na  wschód  od  r. 
Aniży,  zerwane,  a  sama  kultura  zniszczona  i  na  zupełną  zagładę 
jej  skazaną  została.  Straty  te  już  nigdy  więcej  nie  były  powe- 
towane. Mała  tylko  część  ziem  straconych  powróconą  została 
w  X  i  XI  w.,  lecz  nigdy,  od  czasu  zjawienia  się  państwa  Wę- 
gierskiego, nie  udało  się  powrócić  Pannonii  do  rąk  władzy  i  na- 
rodowości niemieckiej.  Małemi  tylko  kolonijami,  w  późniejszym 
czasie,  Niemcy  zdążyli  w  te  strony.  Jeżeliby  nie  wmieszanie  się 
Węgrów  i  nie  bitwa  r.  907,  to  według  wszelkiego  prawdopodo- 
bieństwa i  racliunku  ludzkiego,  granica  czysto  niemieckiej  terry- 
toryi  byłoby  teraz  nie  nad  górną  Rabą,  ale  nad  dolną  Sawą."^^) 
Pogląd  ten  podzielają  inni  pisarze,**")  a  według  naszego  przeko- 
nania jest  on  nader  umiarkowany,  bo  jeżeliby  Niemcy  opanowali 
w  początku  X  w.  Pannoniję  i  Morawiję,  to  oczywiście  rozpiera- 
liby się  na  północ  i  południe,  a  w  takim  razie  ani  Czechowie, 
ani  Chorwaci  nie  obroniliby  się  od  nich. 


"*)     Roesler.     Romanische  Studien.     187 1   s,   170. 

59)     Kaemell.     Die  Anfange  deutschen  Lebens  in  Oesterreich,  301 — 2. 

«o)     Grot.  Mopasia.  415 — 423. 

Uwaga.  Czytelnik  raczy  mieć  na  uwadze,  że  wszystko  co  wyżej  powiedziano 
o  stosunku  Madjarów  do  Słowian  i  na  odwrót,  tyczy  się  wypadków  X  w.,  kiedy, 
jeszcze  niewiadomo  było,  jakie  między  tymi  narodami  mogą  być  zajścia  w  przyszłości 


—       217      — 

§  «• 

Państwo   Czeskie. 

I.     Stan  Czech    po   upadku   Wielkiej    Morawii.     Polityka     książąt,    zabu- 
rzenia. 

Do  najważniejszych  następstw  przewagi  Madjarów  nad  Niem- 
cami w  r.  907  i  w  następne  lata,  bezwatpienia  odnieść  należy 
wzrost  państwa  Czeskiego.  —  Po  wygasłych  Moimirowicach  spu- 
ściznę biorą  Przemysłowcy  czescy.  Centr  oświaty  chrześciańskiej 
z  Welegradu  przenosi  się  do  Pragi.  Zamiast  upadłej  monarchii 
Morawskiej  powstaje  nowa  monarchia  Czeska,  książęta  której 
zajmują  pierwsze  miejsce  w  Słowiańszczyznie  północno-zachodniej. 
Odtąd  oni  biorą  na  się  przewodnictwo  cywilizacyi  słowiańskiej 
w  ciągu  całego  X  w.,  aż  nim  się  zjawi  trzecia  monarchia  sło- 
wiańska —  Piastów  w  Polsce. 

Ażeby  stanąć  w  szeregu  ówczesnych  państw  Europy  środ- 
kowej, książętom  czeskim  wypadało  utwierdzić  w  swym  kraju 
chrześciaństwo  i  podnieść  znaczenie  władzy  książąt  z  rodu  Prze- 
mysłowców, wyżej  nad  dynastów  plemion  czeskich.  Niełatwa  to 
sprawa.  Drobni  dynaści  w  ciągu  IX  w.  starali  się  o  powiększe- 
nie udziałów  swych  przez  związki  familijne,  albo  drogą  pod- 
bojów. Jedni  dynaści  padali,  inni  wywyższali  się.^)  Szczęście 
najbardziej  sprzyjało  Przemysłowcom  prażskim,  którzy  panując 
nad  licznem  i  bitnem  plemieniem  Czechów,  wcześniej  od  innych 
książąt  wzmocnili  swą  władzę  i  taką  potęgą  słynęli,  że  już  w  IX 
wygórowali  nad  innych,  jakby  wielcy  książęta  całej  ziemi  czeskiej, 
którym,  w  sprawach  dotyczących  całego  kraju,  dynaści  plemienni 
ulegać  winni  byli.  Wszakże  dynaści  nie  myśleli  zrzekać  się  do- 
browolnie władzy  swej  na  korzyść  Przemysłowców.  Ztąd  za- 
targi i  boje,  ztąd  udawanie  się  niektórych  możnowładzców  o  po- 
moc do  Niemców  i  mieszanie  się  ostatnich  w  sprawy  wewnętrzne 


•)     Porów,  dzieła  tego  t.   II  s.  386 — 7. 


—       2l8       — 

"Czechów.^)  ztąd  niemoc  książąt  prażskich  w  drugiej  połowie 
IX  w.,  kiedy  w  sąsiedniój  Morawii  dzielny  ród  Moimirowiczów 
świetnem  powodzeniem  oręża  i  rozumną  polityką  w  sprawach 
wiary  narodowej,  podniósł  władzę  książęcą  na  stopień  władzy 
monarcliicznej  i  z  jej  to  pomocą  gromadził  siły  narodowe  do 
obrony  niepodległości  kraju.  —  Przypatrzmy  się  postępywaniu 
książąt  czeskich. 

Chrzest  księcia  Borzywoja  i  żony  jego  Ludmiły  przez  ś.  Me- 
todego (około  r.  880),  łączył  Czechy  z  Morawami  moralnie, 
a  przewaga  oręża  Świętopełka  w  bojach  z  Niemcami,  dawała  mu 
naczelne  zwierzchnictwo  w  związku  morawskim,  do  którego  i  Cze- 
chy należały.  Ale  po  śmierci  Świętopełka  (r.  894),  synowie  Bo- 
rzywoja Spitygniew  i  Wratyslaw,  nie  chcąc  uznawać  zwierzchni- 
ctwa Moimira  II,  dobrowolnie  poddali  się  cesarzowi  Arnulfowi 
w  Regensburgu  (895).**)  Nieszczęśliwy  ten  postępek  wplątał  ksią- 
żąt czeskich  w  sidła  polityki  niemieckiej  i  wywarł  w  przyszłości 
najgorszy  wpływ  na  rozwój  państwa  Czeskiego. 

Raz  stanąwszy  po  stronie  Niemców,  Spitygniew  i  Wratysław 
trzymali  się  ich  polityki,  wspólnie  z  nimi  łupieży  li  Morawy  (r. 
897  —  900)  i  uskarżali  się  jeszcze  na  jakieś  krzywdy  ze  strony  Mo- 
rawianów.  Bratobójcza  wojna  dwóch  sąsiednich  ludów  do  ta- 
kiego stopnia  zaślepiła  książąt  czeskich,  że  w  chwili  upadku  pań- 
stwa Morawskiego,  nietylko  nie  podali  mu  żadnej  pomocy,  lecz 
owszem  pozwolili  przez  swój  kraj  Madjarom  do  Głomaczów  prze- 
chodzić (r.  906).  Okoliczności  te,  a  także  milczenie  dziejów  o  ja- 
kim bądź  zatargu  Czechów  z  Mad  jarami,  budzą  przekonanie,  że 
podczas  upadku  państwa  Morawskiego,  książęta  czescy  w  przy- 
jaznych stosunkach  z  Madjarami  zostawali. 

Brak  źródeł  dziejowych  skrywa  przed  nami  uczestnictwo 
książąt  czeskich  w  rozszarpaniu  państwa   Morawskiego,    ale  ów- 


2)  Przypomnijmy  Witorada  pana  na  Witoraziu,  który  wywołał  w  r,  857 
wmieszanie  się  Niemców  w  sprawy  czeskie.  Wyżej.  T.  II,  s,  386  i  w  bieżącym 
tomie  s.  66. 

')     Wyżej  s.  144. 


219       — 

czesne  okoliczności,  oraz  podania  madjarskie  wskazują,  że  korzy- 
stając ze  zgody  z  Madjarami,  Czechowie  opanowali  właściwe  zie- 
mie morawskie  nad  rzekami  Dyja  i  Morawą,*}  część  SIązka, 
a  może  i  górzystą  część  Słowaczyzny.^)  W  każdym  razie  z  upadku 
Morawii  Czechowie  skorzystali  niemało.  Wcielając  do  Czech 
terrytoryję  morawską,  pozbawioną  książąt  własnych,  książęta 
czescy  władali  nią  bez  wszelkich  ograniczeń,  a  rozporządzając 
się  na  prawach  zdobywców,  mogli  ciągnąć  z  niej  środki  do  po- 
mnożenia potęgi  swej. 

Tymczasem  walna  porażka  Niemców  przez  Madjarów  w  ro- 
ku 907  i  wnet  potem  szalone  najazdy  madjarskie  na  Germaniję 
podawały  Czechom  możność  używania  zupełnej  niepodległości, 
nie  zważając  na  zobowiązania  się  książąt  ich  w  r.  895.  A  gdy  po 
śmierci  ostatniego  z  Karlowingów,  Ludwika  Dziecięcia  (r.  911) 
na  tron  niemiecki  wstąpił  Konrad  I  (911  —  919),  książęta  czescy' 
mogli  uważać  się  za  moralnie  uwolnionych  od  zobowiązań  wy- 
gasłej dynastyi  złożonych.  Jak  postępywał  w  tej  sprawie  książę 
Spitygniew  wiadomości  nie  posiadamy,*^)  ale  następca  jego  Wra- 


*)  Zulta  ('Soltan)  ...  ex  parte  vero  Boemiorum  hxit  metas  usque  ad  fluvium 
Moroua,  sub  tali  conditione,  ut  dux  eorum  annuatim  tributa  persoheret  duci  Hunga- 
riae  et  eodem  modo  ex  parte  Polonorum  usque  ad  montem  Tatur.  Anonym,  nota- 
rius  Beli  cap.  57.  Pisząc  w  XIII  w.  o  sprawach  X.  w,  notaryusz  Beli  zakreśli! 
granice  Węgier  do  Tatrów  i  ujścia  r.  Morawy,  jak  było  rzeczywiście  w  XIII  w. 
ale  jeśli  przechwala!  się,  że  trybut  Węgrom  nietylko  Czesi,  lecz  i  Polacy  płacili, 
to  czyżby  zaniedbał  zdobycze  Madjarów  rozszerzyć  i  na  zachód  od  r.  Morawy, 
gdyby  choć  jalsiekolwiek  tradycyje  to  przypominały? 

'')  ^  połowie  X  w.  Słowiańszczyzna  była  w  ręku  książąt  czeskich.  Kiedyż 
ją  zdobyli?  Czy  po  bitwie  nad  Lechem  r.  955  i  zwycięzlwie  Czechów  nad  Węgrami 
na  granicy  czeskiej  w  tymże  roku,  czy  jeszcze  wcześniej  w  r.  907?  Odpowiedzi  w  dzie- 
jach nie  znajdujemy.  Podania  madjarskie  wzmiankują  wprawdzie  o  zdobyciu  Nitry 
przez  wodzów  Arpada,  ale  czy  jazda  madjarska  mogła  opanować  górzystą  część  Slo- 
aczyzny?  —  Wątpliwe. 

•)  Data  śmierci  Spity  gniewa  i  wstąpienia  na  tron  Wratysława  I  niepewna. 
Dawniej  oznaczano  ją  r.  912.  (Szafarzyk,  Star.  Słów.  §  39,  s.  453,  tudzież  Kriżek, 
Dejiny  Naród.  Slov.  s,  18).  Tomek,  mając  na  względzie,  że  według  legend,  syn 
Wratysława  Wacław,  urodzony  wtedy,  gdy  już  Wratysław  panował,  liczył  podczas 
śmierci  ojca  lat  18,  obliczył,  że  Wratysław  (■{•  921)  począł  panować  w  r.  903.  Apo- 
logie  der  altesten  Geschichte  Bohmens,   w  Abhandlungen   der  k.  bombchen  Gesell- 


2  20  — 

tysław  i"  nie  składał  hołdu  królowi  niemieckiemu  i  o  swa  nie- 
podległość obawiać  się  nie  miał  powodu,  albowiem  ówczesny 
rozstrój  Germanii,  coroczne  pożogi  i  mordy  po  całej  Germanii 
przez  Madjarów  szerzone,  wreszcie  rebelia  przeciw  królowi  potę- 
żnego księcia  bawarskiego  i  markgrafa  karyntyjskiego  Arnulfa, 
nie  dozwalały  królowi  Konradowi  I  niczego  przeciw  Wratysła- 
wowi  I  przedsiębrać.  Czechowie,  korzystając  ze  zgody  z  Madja- 
rami,  używali  zupełnej  niepodległości  i  wspólnie  z  Madjarami 
w  r.  915  Saksoniję  łupieżyli.')  Tak  ciągnęło  się  aż  do  wstąpie- 
nia na  tron  niemiecki  Henryka  I  Ptasznika  (gig— 936),  który, 
pogodziwszy  się  z  księciem  bawarskim  Arnulfem  i  uśmierzywszy 
wewnętrzne  w  Germanii  rozruchy,  czuł  się  w  stanie  bardziej 
energiczną  względem  Czechów  politykę  rozpocząć.  Nim  jednak 
Henryk  I  zebrał  się  z  siłami,  książę  bawarski  Arnulf  napadł  na 
Czechy  w  r.  g2  2.  Krótka  o  ten  wzmianka  kronikarska  nie  obja- 
śnia wcale  powodów  zajścia  pomiędzy  Arnulfem  a  Czechami. '') 
Tylko  przez  konjektury  przychodzimy  do  wniosku,  że  być  może 
sprawy  pokrewnego  Arnulfowi  potężnego  rodu  Sławników,  łub 
niesforność  innych  dynastów,  albo  wreszcie  pretensyje  biskupa 
regensburgskiego  do  przyłączenia  Czech  pod  jego  zarząd,")  po- 
dały Niemcom  powód  do  wmieszania  się  w  sprawy  wewnętrzne 
czeskie,  jak  się  niejednokrotnie  dawniej  zdarzało.  Skutków  tej 
wyprawy  nie  dostrzegamy.  Wratyslaw  I  aż  do  zgonu  niepodle- 
głość zachował,  co  zdaje  się  potwierdzają  podania  narodowe, 
które  wspominają    o    nim,    że   był    „wielkim    sławą"  ^°)  i  „niezli- 


schaft  der  Wissenschaften,  1865,  tom  XIII,  fiinfter  Folger,  s.  65.  Gdy  jednak  śmierć 
Wratyslawa  zwyczajnie  oznaceaja  rokiem  926,  wypada,  że  on  począł  panować  około 
r.  908?  jeśli  legendy  nie  mylą  się. 

')     Porów,  wyżej    cytatę  z  Adama  Bremeńskiego.    §  43,  przyp.  39  na  s.  207. 

*j  Auctarium  Garstense.  a,  922.  Arnoldus  dux  Bavariae  in  Boemiam  cum 
exercitu  prońciscitur.  (Pertz.  M.  G.  XI,  565).  Annales  Salisburgenses,  a.  922.  Ar- 
noldus dux  Bavariae  in  Boemiam  cum  exercitu  vadit.     Pertz.  M.  G.  XI,  771. 

**)     Takiego  zdania  jest  Tomek.    Apologie,   s.  65.     Niżej  przypisek  47. 

^<')  W  cyrylskim  Żywocie  ś.  Wacława,  zapisano :  „bje  że  knjaż  w  e  1  i  k  i  Sła- 
woju czesten  w  Czechach  żiwyj,  imenjem  Worotislaw."  Fontes  rerum  boliemi- 
carum.    T.  I,  s.   135. 


221        

ą  moc  wrogów  zwyciężył''^'),  Jest  jeszcze  domniemanie,  że 
zdobywszy  cześć  Śląska,  zapewno  po  r.  907,  Wratysław  zbudo- 
wał na  wyspie  r.  Odry  gród,  który  od  jego  imienia  nazwę  Wra- 
tysław, teraz  "Wrocław,  otrzymał.^-) 

Rządy  małoletniego  syna  Wratysławowego  Wacława,  pod 
opieką  matki  jego  Draliomiry,  otworzyły  możno władzcom  cze- 
skim szerokie  pole  do  intryg  i  zaburzeń.  Intryga  zwróciła  sie 
najprzód  przeciw  wdowie  po  Borzywoju  Ludmile,  którą  posą- 
dzano o  zamiary  rozporządzania  sprawami  kraju.  Ludmiła  usu- 
nęła się  z  Pragi  do  Tetina,  lecz  to  ją  od  zamactiu  wrogów  nie 
obroniło.  Zbójc}^  pod  przewodnictwem  Tumana  i  Kowana,  napadł- 
szy na  zamek  tetiński,  staruszkę  Ludmiłę  zamordowali  15  Sier- 
pnia r.  927.^'^)  Podejrzy wano  wdowę  po  Wratysławie  I  Draho- 
mirę,  jakoby  ona,  zostając  poganką,  nieprzyjainie  patrzała  na 
Ludmiłę,  opiekującą  się  wycliowaniem  w  ducliu  cłirześciańskim 
Wacława.  Lecz  jeśli  na  uwagę  weźmiemy,  że  jeden  z  hersztów 
merderstwa  Tuman  z  całym  swym  rodem  ratował  się  ucieczką, 
a  Kowan  scłiwytany  z  całym  rodem  zginął,")  tedy  musimy  przy- 
znać, że  w  tej  sprawie  całej  winy  na  jedną  Drałiomirę  zwalać 
niepodobno.*)  Na  miejscu  dokonania  zbrodni,  Draliomira  rozka- 
zała zbudować  kościół  ^Michała  Archanioła,  a  męczenniczkę  Lud- 
miłę naród  czeski  za  świętą  policzył. 


n)  Ouodam  igitur  tempore  Braceslaus  quidam  regali  insigniter  potiens  po- 
tcsiale  eam  (Pragam)  residens  principatus  sui  strenuissime  curam  gerebat...  pene 
innumerorum  hostium  triumphator.  Passio  S.  Yenceslai,  według  be- 
nedykt3nia  Wawrzyńca.     Fontes  rer.  boh.  I,  s.  170. 

'-)     Kunik.    A.TÓeKpii,  s.  89,  tudzież   Palacki.    Dejiny.   T.  I.   ..   :;;. 

*•■')  W  cyrylskim  Żywocie  Ludmiły:  „tohda  nacza  mysliti  raati  Wjaczeslawa 
i  swiekrowb  swoju  Ludmilu  zlo  i  wsjaczeski  iskasze  pogubili  ju."  Fontes,  I,  123. 
Według  Passio  S.  Ludmilae  Tuman  i  Kowan,  powróciwszy  do  Draho- 
1.%.  .jpiywali  w  bogactwa  i  poniewierali  równymi  sobie,  lecz  zazdrość  i  kłótnia 
pomiędzy  nimi  a  Drahomirą,  doprowadziły  do  tego,  że  Drahomira  postanowiła 
sprzątnąć  ich.  Wtedy  jeden  z  rodem  swym  uciekł,  a  drugi  zginął.  Fontes  rer.  boh. 
I,   140—2. 

*;  Hynek  Krch  twierdzi,  że'  zabójstwo  Ludmiły  było  skutkiem  złości  mo- 
żnowładzców  przeciw  Przemysłowcom.  Kriticke  uvahy,  II.  Na  obranu  kneżny  Dra- 
honiiry.    V  Pi-erove.   1883.  s.   i,  49. 


222       

Zamordowanie  Ludmiły  było  tylko  wstępem  do  dalszych  in- 
tryg, zaburzeń  i  morderstw  sprawionych  przez  możnowładzców, 
dobijających  się  na  dworze  książęcym  znaczenia,  a  bezwątpienia 
i  korzyści  materyalnych.  Wichrzyciele  postarali  się  poróżnić  Dra- 
homirę  z  synem  jśj  Wacławem,  a  gdy  się  to  im  poniekąd  udało, 
postanowili  poróżnić  jeszcze  Wacława  z  młodszym  bratem  jego 
Bolesławem,  który  miał  udział  w  krainie  Pszowjan  i  tam  gród 
Bolesław'  zbudował.  Intryga  udała  się.  Wacław  zmusił  Draho- 
mirę  ustąpić  do  Budecza,  lecz  wkrótce  spostrzegłszy  błąd  swój, 
powrócił  ją  ze  czcią  do  Pragi  i  odtąd  był  dla  niej  najczulszym 
synem.  ^^) 

W  tymże  czasie  jeden  z  dynastów  czeskich,  przodek  sła- 
wnego później  rodu  Sławników,  Radysław  Zlicki  ośmielił  się 
podnieść  przeciw  Wacławowi  otwarty  rokosz  i  w  okolicy  staro- 
żytnego grodu  Żytomirza  zgromadził  swych  wojowników.  Wa- 
cław, nie  chcąc  napróżno  krwi  niewinnych  ludzi  przejewać,  wy- 
zwał Radysława  na  pojedynek.  Upokorzony  w  pojedynku  Ra- 
dysław pogodził  się  z  Wacławem  i  przy  swych  posiadłościach 
utrzymał  się.**)  Zkądże  taka  powolność,  by  nie  wyrzec  niedo- 
łężność  Wacława?  Zrozumimy  to  zajrzawszy  głębiej  w  sprawy 
ówczesne.  I  tak.  W  r.  928  król  Henryk  Ptasznik,  ujarzmiając 
Serbów  nadłabskich  i  Stodoranów,  tudzież  czując  się  obrażonym 
przez  Czechów,  prawdopodobnie  za  okazanie  Drahomirą  pomocy 
swym  ziomkom  Stodoranom,  wpadł  niespodziewanie  do  Czech 
i  do  Pragi  dążył.  W  pomoc  mu  pospieszył  książę  bawarski 
Arftulf  i  obaj  wspólnie  obiegli  Pragę.  Wacław,  nie  widząc  mo- 
żności stawienia  oporu  przemagającym  siłom  wrogów,  zmuszony 
został  upokorzyć  się,  zobowiązując  się  do  płacenia  corocznie  try- 
butu królowi    niemieckiemu  500  marek  i  120  wołów,*')   co,    jak 


*s)  Panowie  czescy  mówili  Wacławowi:  „choczet  tja  ubiti  z  bratoma;  tja  bo 
preżdje  ubiła  jestb  i  babu  twoju  Ludmiłu.  I  otogna  matjer  swoju  w  Budec . . ." 
Żywot  ś.  Wacława.     Fontes  rer.  boh.  I,  s.   125. 

*^)     O  pojedynku  Wacława  z  Radystawem,  patrz  dzieła  tego  T.  II,  s.  382. 

'')  Continuat.  Reginon.  a.  928.  Heinricus  rex  Boemos  hostiliter  invasit,  et 
praestante    Deo    fortiter    superavit.     Do   tego   Widukind    lib.  I,   cap.  35.     Heinricus 


—       223        — 

orycy  utrzymują,  ustanowione  być  miało  jeszcze  za  czasów 
Karola  W.'^) 

Czegóż  sie  dobijał  ten  sam  Arnulf,  który  już  w  r.  922  na 
Czechy  napadał?  Odpowiedzi  na  to  prawdopodobnie  w  pokre- 
wieństwie Arnulfa  z  Radysławem  Zlickim  szukać  wypada.^*) 
Rzecz  jasna,  iż  Wacław,  mając  wewnątrz  kraju  mocnego  wroga,^ 
któremu  pomoc  w  każdej  chwili  gotowi  byli  podać  Niemcy,  mu- 
siał wroga  tego  oszczędzać,  a  gdy  Niemcy  napadli  na  Czechy 
w  r.  928,  Wacław,  z  powodu  tegoż  wroga,  krewnego  Niemców, 
nie  mógł  połączyć  wszystkich  sił  czeskich  do  energicznej  obrony- 
kraju,  jak  bywało  w  IX  w.,  podczas  najazdów  Karola  W.  i  jego 
następców.-*') 

Zawarłszy  przymierze  z  Henrykiem  Ptasznikiem,  Wacław 
zostawał  w  przyjaznych  z  nim  stosunkach,  ze  szczególną  troskli- 
wością krzewił  chrześciaństwo,  wznosił  kościoły,    protegował  du- 


rex  et  Arnoldus  dux  Boemos  vincunt.  A  dalej  Kozma  o  podatku,  jak  w  następ- 
nym przypisku. 

'*)  Opierając  się  na  wyrażeniu  Eginharda:  an.  805  omnes  barbaras  ac  feras 
nationes,  quae  inter  Renum  et  Visulam  fluvios,  oceanumque  ac  Danubium  positae . . . 
ita  perdomuit  (Carolus)  ut  eas  tributarios  efticeret.  Inter  quas  fere  praecipuae  sunt 
Weletabi,  Sorabi,  Boemani,  cum  his  namque  balio  conflisit  . . .  historycy  twierdzą, 
że  już  od  Karola  "\V.  Czechowie  obowiązani  byli  płacić  roczny  trybut  cesarzowi. 
To  się  wydało  tern  bardziej  niewątpliwem,  że  już  Kozma  prawił:  „Tales  nobis  legem 
constituit  Pippinus  Magni  Karoli  regis  filius  ut  annuatim  imperatorura  successoribus 
CXX  boves  electos  et  D  Marcas  soWamus,  marcam  nostrae  monetae  200  nummos  di- 
cimus.  Hoc  testatur  nostrarum  aetas  in  aetatem."  Fontes  rtr.  boh.  II,  s.  80.  Gdy 
jednak  w  źródłach  IX  w.  nigdzie  podobnego  trybutu  nie  znajdujemy,  możemy  więc 
przypuścić,  że  Kozma  zobowiązanie  się  Wacława  r.  928,  przez  nieświadomość  po- 
liczył za  zobowiązanie  z  czasów  Karola  W. 

*")  W  tomie  II  dzieła  tego  s.  382,  przyp.  249,  objaśniłem,  że  córka  księcia 
bawarskiego  Arnulfa,  niewiadoma  po  imieniu,  była  matką  Sławnika.  Do  tego  do- 
dać wypada,  że  według  Passio  S.  Adalberti,  ten  Adalbert,  t.  j.  ś.  Wojciech,  pocho- 
dził z  ojca  Sławnika  i  matki  Adalberty.  Ale  według  roczników  czeskich  (Pertz. 
M.  G.  III,  119)  i  polskich,  tudzież  Kozmy,  matka  ś.  Wojciecha  zwała  się  Strzeźy- 
sława.  Jakże  to  pogodzić?  Z  Brunnona  Vita  S.  Adalberti  rozdz.  I  dowiadujemy  sie, 
że  brat  jego  (ś.  Wojciecha)  po  ojcu  był  Gaudencius  (Radym)  „ex  parte  patris  caro 
et  frater  suus,"  czem  Brunno  daje  do  pojęcia,  że  Radym  był  z  innej  matki,  niż 
Wojciech.  Otóż  prawdopodobnie,  że  ś.  Wojciech  był  synem  Niemki  Adilbury, 
a  inni  bracia  jego  synami  Słowianki  Strzeżysławy.    Porów.  Bielowski  M.  P.  II,  s.  153.. 

20)     Wyżej  s.  34,  36,  64. 


224       

chowieństwo  łacińsko- niemieckie,  lecz  ówcześni  możnowładzcy 
czescy,  niedawno  ochrzczeni,  pamiętając  wprowadzenie  za  księcia 
Borzywoja  obrzędu  słowiańskiego,  niemiłem  okiem  na  wzma- 
gające się  ducliowieństwo  niemieckie  patrzyli.  Przeciw  Wacła- 
wowi zrodziła  się  nieclięć  możnowładzców.  Wrogie  mu  stron- 
nictwo znalazło  wspólnika  w  bracie  jego  Bolesławie,  który  sam 
chcąc  władać  krajem,  na  czele  spiskowców  stanął. ^^)  Zamach 
na  życie  Wacława  naznaczono  spełnić  w  dniu  27  Września 
roku  935,  albowiem  w  ten  dzień  miało  się  odbyć  poświęcenie 
kościoła  śś.  Kozmy  i  Damiana  w  grodzie  Bolesławiu,  a  ponieważ 
Wacław  na  podobnych  uroczystościach  zawsze  był  przytomnym, 
konspiratorowie  pewni  byli,  iż  nie  ujdzie  ich  ręki.  Po  mszy 
Wacław  zamierzał  powrócić  do  Pragi,  lecz  Bolesław  ze  łzami 
go  upraszał,  aby  przenocował.  Nazajutrz  rano  28  Września,  gdy 
Wacław  wchodził  do  kościoła,  zbrodnia  dokonaną  została.--)  Do- 
wiedziawszy się  o  tem  Drahomira  pospieszyła  do  grodu  Bolesła- 
wa i  na  trupa  syna  padła,  lecz  gdy  ją  przestrzeżono,  że  śmierci 
nie  ujdzie,  uciekła  do  Chorwat.  Trup  Wacława  leżał  na  podwó- 
rzu kościoła  niepogrzebiony,  aż  ksiądz  jeden,  zlitowawszy  się,  po- 
chował go  w  kościele.  Dopiero  we  cztery  lata  później  Bolesław 
kazał  zwłoki  Wacława  przenieść  do  Pragi  i  pochować  w  kościele 
ś,  Wita,  który  Wacław  zbudował.-^) 

Męczeństwo  Wacława,  a  także  życie  jego  pobożne,  pełne 
miłosierdzia  chrześciańskiego,  głęboko  wryły  się  w  uczucia  na- 
rodu czeskiego,  który  obok  wspomnień  o  ś.  Ludmile,  przechował 


-1)  „Rozbujasze  że  mużje  czachowskyja  (yaxoBbCKŁis;)  i  wstasza  na  sja. 
Knjaź  że  im  bjasze  jeszcze  mlad.  let.  i8.  A  kohda  umrę  otjec  jego,  da  jegda  wzrastet... 
tohda  djawol...  wnide  w  serdca  złych  sowjetnikow  jego,  Ti  że  naczasze  posrekati 
Bolesława  na  zło  rjesza:  clioszczet  tja  ubiti  Wjaczeslaw  Iłnjaź,  swjeszczawsja  s  ma- 
terju  swojeju  i  z  miiżi  swoimi . . .  wsieją  djawoł . . ,  Bolesławu  łukawaja  w  serdce 
jego  i  nausti  jego  na  brata  swojego."  Żywot  ś.  Wacława,  Fontes  rerum  boli.  I, 
129 — 130. 

--)  Według  obu  redakcyi  Żywota  ś.  Wacława,  krótszej  i  dłuższej,  w  Fontes 
rer.  boh.  I,   125,   131. 

^^)  Cyrylskie  przeniesienie  zwłok  ś.  Wacława,  w  Fontes  rer.  boh.  I,  s,  135, 
także  i  u  Kozmy  pod  r.  932,    Fontes  rer.  I10I1.  II,  s.  31. 


— '       225       — 

pamięć  o  jej  wnuku  Wacławie  świętym,  patronie  ziemi  czeskiej, 
W  wyobraźni  ludu  ś.  Wacław  pozostał  jako  mężny  obrońca  kraju, 
na  koniu,  w  zupełnym  rynsztunku  wojennym. 

2.    Podwyższenie  władzy  książęco]. 

Ze  zbroczonemi  krwią  bratnią  rękami,  zasiadł  Bolesław  I 
na  książęcym  stolcu.  Stronnicy  jego  spodziewali  się  znaleźć  go 
przychylnym  widokom  swym,  nie  pojmując,  że  ten,  który  nie 
wzdrygnął  się  własną  ręką  zabić  najuczciwszego  brata,  pewno 
nie  zawaha  się  wspólników  zbrodni  swej  mordować.  Niesforni 
możnowładzcy  nie  przewidywali,  że  Bolesław  postara  się  jak  naj- 
rychlej pozbyć  się  świadków  bratobójstwa  i  niepokornych  mu 
zmusić  srogiemi  środkami  do  posłuszeństwa.  Możnowładzcy  zrazu 
myśleli  opór  Bolesławowi  stawić,  a  jeden  z  żupanów  (subregulus) 
poddał  się  Niemcom.  Bolesław  rozpoczął  przeciw  niemu  wojenną 
wyprawę.-^)  Na  pomoc  buntownikowi  Niemcy  wysłali  z  Turyn- 
gii i  Saksonii  dwa  hufce  wojowników,  lecz  Bolesław  hufce  te 
pojedynczo  zniósł,  grody  buntownika  zdobył,  a  stolicę  jego  zbu- 
rzył (936 — 940).  Niemcy  na  tem  nie  poprzestali.  Rozpoczęła  się 
czternastoletnia,  z  rożnem  szczęściem  prowadzona  wojna.  Lecz 
kronikarze,  zajęci  zaciętą  walką  w  tymże  czasie  króla  Ottona  I 
ze  Słowianami  nadłabskimi,  mało  uwagi  na  wojnę  z  Czechami 
zwracali  i  dla  tego  o  niej  urywkowe  tylko  posiadamy  wiadomo- 
ści.-'^)  Bolesław  żądał  pokoju,  traktował  o  warunki  i  w  tym 
celu  posłał  zakładników,  których  Otton  I  z  wielką  radością  po- 
kazywał ludowi  (946). 2*)  Przymierze  trwało  niedługo,  albowiem 
już  w  r.  950  Otton  I,  wkroczywszy  z  silnem  wojskiem  do  Czech, 
obiegł  Pragę,  której  bronił  syn  Bolesława,    po  imieniu  także  Bo- 


**)  Widukind,  II,  3,  timens  sibi  vicinum  subregulum,  eo  quod  paruisset  im- 
perii  Saxonum,  indixit  ei  bellum. 

2»)  Widukind,  lib.  II,  c.  4,  u,  20,  30;  Thietmar,  lib.  II,  cap.  i.  O  wysia- 
niu Azika  z  dwoma  legionami  łotrów  r.  936,  w  pomoc  buntownikom,  patrz  niżej 
§  45  przypisek  43   na  s.  246. 

*•)  Widukind,  II,  c.  40.  Obsides  Bolizlavi  ibi  vidimus,  quos  populo  rex 
praesentari  jussit,  satis  super  eis  laetatus. 

Tom  m.  jr 


220       

lesław.  A  gdy  w  Lipcu  tegoż  roku  Nowy  gród  (teraz  stary) 
przez  Niemców  zdobyty  został,  Bolesław,  trzymający  się  jeszcze 
na  prawej  stronie  r.  Włtawy,  uznał  za  niemożebne  mierzyć  się 
z  liczniejszym  nieprzyjacielem.-')  Udał  się  więc  do  obozu  Otto- 
na I,  „a  stanąwszy  pod  jego  chorągwiami,  króla  słuchał,  odpo- 
wiedzi mu  dawał,  i  na  przebaczenie  zasłużył."  ^^)  Poczem  zawarł 
z  Ottonem  I  pokój,  zobowiązawszy  się  do  płacenia  daniny,  jaką 
płacił  Wacław  Henrykowi  I  Ptasznikowi. -*')  Nadzór  nad  Cze- 
chami Otton  I  poruczył  krewnemu  swemu  Henrykowi  księciu 
bawarskiemu,"'")  ale  ta  ostrożność  była  zbyteczną,  bo  taki  książę, 
który  dbał  więcej  o  swą  władzę,  aniżeli  o  uczciwe  imię,  nie  mógł 
być  strasznym  dla  Niemiec  wrogiem. 

Uniżywszy  się  przed  Ottonem  I,  Bolesław  wiernie  służył 
Niemcom,  przez  co  stanął  w  nieprzyjazne  stosunki  z  Madjarami, 
którzy  od  r.  907,  powtarzając  straszne  najazdy  na  Germaniję,  ani 
razu  nie  zagabnęli  Czechów.  W  r.  955  Madjary  w  znacznej  licz- 
bie wpadli  do  Bawaryi,  a  stanąwszy  obozem  nad  r.  Lechem, 
w  pobliżu  Augsburga,  puścili  swe  zagony  do  Szwabii.  Z  połą- 
czonemi  siłami  Germanii,  Otton  I  spiesząc  przeciw  Madjarom, 
otrzymał  od  Bolesława  I  posiłek  z  1000  dobrze  uzbrojonych  wo- 
jowników.-'^) W  bitwie,  zaszłej  10  Sierpnia  roku  955  wojownicy 
ci,    stojąc    na    prawem    skrzydle,    byli   rozbici  a  obóz  ich  dostał 


2')  Włdukind,  III,  c.  8;  Continu.  Regino,  a.  950,  eodem  anno  Boemiorum 
princeps  Boleslav  regi  rebellat,  quem  rex  validissima  manu  adibat  suaeąue  per  omnia 
ditioni  subdebat, 

-**)  Widukind  III.  8.  Bolizlav  urbe  egressus,  maluit  tantae  majestat!  subici, 
quam  ultimam  perniciem  pati;  sub  signisque  stans,  et  regem  audiens  responsaque 
reddens,  veniam  tandem  promuerit. 

2")  Ze  trybut  był  jeszcze  w  innej  formie,  hiż  się  zobowiązał  Wacław  płacić 
"W  r.  928,  wslcazuje  to  nadanie  Ottona  II  kościołowi  merzeburgsljiemu  i  Maja  r,  991: 
„tertiam  partem  census  . . .  qui  regio  fisco  per  singulos  annos  persolvi  debet  de  tota 
Boliemia  in  qualicunque  re  sit,  sive  in  auro,  sive  argento,  sive  pecoribus,  aut  in 
aliis  aliquibus  rebus  magnis  sive  parvis.     Erben.    Regesta,  N.  76. 

=50)     Tliietmar,  II,  c.   i. 

■■'1)  O  uczestnictwie  osobistem  Bolesława  I  w  bitwie  nad  Lechem  wzmian- 
kuje tylko  Flodoard  pod  r.  955  (Pertz.  M.  G.  III).  Pewniej  jednak,  że  Bolesław, 
przewidując  m.ożebność  napadu  Madjarów,  pilnował  bezpieczeństwa  Czech. 


22/       

się  Madjarom,  lecz  gdy  los  bitwy  przechylił  sie  na  korzyść 
Niemców,  jeńcy  czescy  i  obóz  ich  z  rąk  Madjarów  oswodzeni 
zostali. 

Przegrawszy  bitwę  nad  Lechem,  Madjary  mieli  jeszcze  gro- 
źne siły.  Niemcy  ścigać  ich  na  wschód  od  r.  Aniży  (Ennz)  nie 
śmieli.  A  że  IMadjary  nie  ponieśli  tak  stanowczej  klęski,  jak  się 
ówczesnym  Niemcom  wydało,^-)  wskazuje  to  napad  Madjarów 
na  Czechy,  zapewne  w  celu  odwetowania  Bolesławowi  I,  za  po- 
słane Ottonowi  I  posiłki.  Ale  Bolesław  I,  przewidując  może- 
bność  podobnego  napadu,  stał  na  granicy  kraju  w  gotowości  do 
boju.  Nie  powiodło  się  i  tu  Madjarom.  Wódz  ich  LeheP^)  do- 
stał się  do  niewoli,  wojsko  jego  rozbite  zostało,  a  Bolesław  I  zyskał 
zręczność  do  rozszerzenia  granic  państwa  swego.  Od  tej  chwili 
władanie  Czechów  Slowaczyzną  na  południe  aż  do  Dunaju,  a  na 
wschód  aż  do  Krakowa  nie  ulega  wątpliwości.-^*) 


ZOi 

i 


■'■-)  Według  Widekunda,  lir,  44  i  Thietmara,  II,  4,  Madjary  nad  Lechem 
zupełnie  zniszczeni  zostali.  Ale  według  innych  źródeł,  Madjary  po  niefortunnej  dla 
nich  bitwie,  mieli  dość  jeszcze  siły,  aby  niepowodzenie  swe  nad  Lechem  powetować 
na  Czechach.  W  annales  S.  Galenses  maior  (Pertz.  I,  an.  956):  „Otto  rex  cum  Aga- 
renis  pugnabat .  .  .  eosque  Deo  auxiliante  devicit.  Et  aliud  bellum  cum  eis  gereba- 
tur  a  Boemanis,  ubi  comprehensus  est  rex  illorum  nomine  Lele,  extincto  exercitu 
ejus."  Do  tego  możnaby  dodać  żywociarza  ś.  Ulrycha  (Pertz.  IV,  p.  402),  który 
o  Madj arach  mówi:  tantus  taroen  ad  huc  exercitus  eorum  remanebat,  ut . . .  non  pu- 
gna  lacessitos  eos  redire  aestimaverint. 

"•■*)  Według  padań,  wodzowie  Madjarów  Lehel  i  Bulk  kwitnęli  za  czasów 
Arpada  (-|-  907)  i  oni  to  urządzili  rozprawę  z  Niemcami  w  Czerwcu  r.  907.  Ale 
jakże  z  tern  pogodzić  zjawienie  się  ich  w  pół  wieku  później,  gdy  według  jednych 
podań  Lehel  i  Bulk  po  bitwie  nad  Lechem  r.  955  z  mnóstwem  jeńców  powieszeni 
zostali  (Kezai.  Chr.  II,  c.  l),  według  innych  powieszono  ich  w  Ratysbonie,  gdy 
zez  Dunaj  chcieli  umknąć,  a  według  innych,  Lehel  wpadł  w  ręce  Czechów? 
ycus.    Les  origines  et  Tepoąne  paienne  de  Thistoire  des  Hongrois,  s.  92,  107. 

»*)  Nie  mając  świadectw  współczesnych  o  zaborach  czeskich  w  polowie 
z  późniejszych  tylko  wypadków  sądzić  o  tem  możemy.  I  tak,  w  dyplomie 
fundacyi  biskupstwa  Praźskiego  w  r.  973  (patrz  wyżej  str.  128,  przyp.  17),  wzmian- 
kuje się  „p  r  o  V  i  n  c  i  a  cui  Wag  nomen  est,  cum  omnibus  regionibus,  ad  praedictum 
urbem  pertinentibus,  quae  Krakowa  est."  —  Kiedyż  prowincya  Wag,  raczej  Słowa- 
czyzna  mogła  dostać  się  Czechom,  jeżeli  nie  w  r.  955?  Do  tegoż,  jeżeli  nie  do 
wcześniejszego  czasu  odnieść  wypada  zdobycie  Krakowa,  bo  już  podczas  przejazdu 
Izraelity  Ibraima-ibn-Jakóba  z  Pragi  do  Krakowa,  przed  r,  965,  Kraków  do  Czech 

15* 


—       228       — 

Prowadząc  długoletnią  wojnę  z  Niemcami,  Bolesław  mógł 
przekonać  się,  że  w  obec  zcentralizowanej  władzy  króla  niemiec- 
kiego, dawny  ustrój  Czecli,  oparty  na  samorządzie  udzielnycłi 
prawie  książąt  i  żup,  nie  wystarczał  do  skutecznój  obrony  kraju, 
nie  dawał  bowiem  księciu  możności  rozporządzać  wszystkiemi 
siłami  czeskiemi,  dla  utworzenia  mocnego  wojska  i  zaopatrzenia 
go  w  potrzebne  rynsztunki,  a  kraju  w  niezbędne  warownie.  Prze- 
łamać jednak  obyczaj  starożytny,  przekonać  Czechów  o  konie- 
czności uznawania  najwyższej  władzy  w  osobie  księcia,  o  wyż- 
szości interesów  państwa  nad  interesami  prywatnycłi,  cłioćby  naj- 
wyższycłi  osób,  niełatwą  było  rzeczą.  Zastarzałe  przesądy,  dumę, 
egoizm  złamać  m.ożna  było  tylko  siłą,  w  użyciu  której  Bolesław 
nie  waliał  się  nigdy.  Raz,  uznawszy  potrzebę  obwarowania  gro- 
du Bolesławia,  kazał  on  ludowi  zgromadzić  się  nad  Łabą  i  do 
zgromadzonycłi  przemówił  o  konieczności  opasania  grodu  Bole- 
sławia murowanymi,  na  sposób  rzymski  kręgami  i  o  wykonaniu 
silami  kraju  potrzebnycli  robót.^^)  Ale  starostowie,  nie  pojmu- 
jąc, aby  podobne  roboty  mogły  leżeć  na  obowiązku  ludu,  uwa- 
żali to  za  wymysł  księcia,  niezgodny  z  dawnym  obyczajem  i  tak 
do  niego  mówili:  „my  starostowie  ludu  musimy  ci  powiedzieć, 
że  ani  umiemy,  ani  cłicemy  robić  czego  żądasz;  nasi  ojcowie  nic 
podobnego  nie  robili."  Schwyciwszy  jednego  z  przytomnych  za 
czuprynę  i  skręciwszy  mu  głowę  jak  makówkę,  powiada  Kozma, 
Bolesław  jak  szalony  rzucił  się  na  tłum,  który  z  przerażenia  bła- 
gał księcia  o  miłosierdzie,  przyrzekając  wykonać  czego  żądał. 
Oczywiście  przesądy  i  ciemnotę  ludu  czeskiego  można  było  mniej 
gwałtownymi  środkami  przełamać,  ale  w  owym  barbarzyńskim 
wieku  o  środki  nie  pytano,  a  grubą  siłę  szanowano  wysoko.  To 
też  gdy  księciu  czeskiemu    udało    się  srogimi  środkami  stosunki 


należał,  o  czem  podróżnik  mówi  wyraźnie,  a  jak  utrzymuje  Kunłk,  nie  bez  za- 
miaru nazywa  Bolesława  I  księciem  Pragi  i  Krakowa.  Porów.  Kunik.  AjóeKpH, 
s.  48,  90. 

^'')     Według  Kozmy  Bolesław  mówił;  „volo  et  jubeo,  ut  mihi  operę  Romano 
aedificetis  murum  urbis  nimis  alterum  per  gyrum." 


229       

wewnętrzne  kraju  zmienić  na  korzyść  władzy  monarcliicznej,  zna- 
czenie jego  nie  tylko  w  Czechach,  lecz  i  za  granica  kraju  nad- 
zwyczaj wzrosło.  Flodoard  i  Widukind  nazywali  Bolesława  I 
królem,  sąsiedni  książę  Mieszko  polski  pojął  za  żonę  córkę  Bo- 
lesława Dubrawkę,  ale  potomni,  przypominając  jego  okrucień- 
stwa, przezwali  go:  okrutnym.^^) 

Pod  koniec  panowania  Bolesława  I  (936 — 967),  drobni  dy- 
naści czescy  znikli  zupełnie,  snadź  ich  wymordowano,  pozostał 
jeden  tylko  udzielnie  władający  ród  Sławników,  do  którego  wię- 
ksza połowa  ziemi  czeskiej  należała,^')  Ród  ten  spokrewniony 
z  książętami  bawarskimi,  zostając  w  przyjaznych  stosunkach  jak 
z  Bolesławem  I,  tak  i  z  jego  następcą,  kwitnął  aż  do  r.  996, 
w  którym  nareszcie  i  on  padł  ofiarą  zakorzenionych  od  dawna 
zaburzeń. 

O  rządach  następców  Bolesława  I  powiemy  niżej,  we  wła- 
ściwem  miejscu. 

3.    Stosunki  kościelne. 

Po  upadku  arcybiskupstwa  słowiańskiego  w  Welegradzie 
(r.  885),  do  którego  i  Czechy  należały,  zarząd  spraw  duchownych 
w  Czechach  zależał  od  usposobienia  książąt.  Niezadługo  przed  tern 
ochrzczeni  książę  Borzywoj  i  żona  jego  Ludmiła  (około  r.  880), 
tudzież  część  narodu,  nie  składali  jeszcze  tak  licznej  trzody,  aby 
chrześciaństwo  w  Czechach  można  było  uważać  za  powszechnie 
ugruntowane.  Pogaństwo  kwitnęło  w  całej  mocy,  a  większość 
ludu    wiejskiego    nawet   parę  wieków  później  w  błędach  pogań- 


'*)  Erat  accerimus  consilio,  mówi  o  Bolesławie  Widukind,  ale  daleko  go- 
rzej odzywa  sie  o  nim  Kozma.  Zamordowanie  ś.  Wacława  tkwi  ciągle  w  pamięci 
Kozmy.  Nie  szczędzi  on  słów  potępienia  bratobójcy,  a  wymaganie  od  ludu  posłu- 
szeństwa uważa  za  gwałt  i  uciemiężenie.  Fuit  iste  dux  Bolezlaus,  si  dicendus  est 
dux,  qui  fuit  impius,  atque  tyrannus  saevior  Herodote.  trunculentior  Nerone,  Decium 
superans  scelerum  immanitate,  Diocletianum  crudelitate,  unde  sibi  agnomen  ascivit 
saevus  Bolezlaus  ut  diceretur.     Fontes  rer.  boh,  II,  s.  3t. 

»')     Dzieła  tego  T.  II,  s.  381—2. 


—       23©       — 

skich  trwała. ^'^)  Wszakże  biskupi  regensburgscy  od  dawna  do- 
magali sie  przyłączenia  do  ich  dyecezyi  Czech,  chociaż  tam 
ani  chrześcian,  ani  kościołów,  aż  do  zjawienia  sie  apostołów 
Konstantago  i  Metodego,  nie  było  wcale.  ^")  Nawet  po  przy- 
jęciu chrztu  przez  księcia  Borzywoja  kościoły  były  wielką  rzad- 
kością, a  jak  mało  sami  książęta,  w  głębi  duszy,  byli  chrze- 
ścianami,  wskazuje  to  ożenienie  się  księcia  jWratysława  I  z  Dra- 
homirą,  córką  pogańskiego  księcia  Stodoranów.*) 

Chociaż  biskupi  regensburgscy,  jako  najbliżsi  do  Czech,  sta- 
rali się  w  IX  w.  kraj  ten  do  swej  dyecezyi  przyłączyć,  ale  po- 
dobne usiłowanie,  bez  zgody  stolicy  apostolskiej,  żadnego  znacze- 


5*')  Porówn.  dzieła  tego  T.  II,  s.  8ii  przyp.  410,  str.  847  przyp.  556.  557, 
tudzież  Żywot  ś,  Wacława,  przez  Gumpolda,  litóry  w  rozdziale  7  mówi,  że  gdy  we- 
dług dawnego  obyczaju  najdostojniejsi  mężowie  czescy  schodzili  się  i  na  cześć 
bogów  cudzych  godowali,  zapraszając  na  podobne  uczty  Wacława,  on  uni- 
kał ich,  verum  etiara  profana  convirorum  sordibus  daemoniacis  inquinatorum  quam 
strenue  aufugit  consortia.     Fontes  rer.  boh.  I,   151, 

■■''•)  Oprócz  ochrzczonych  w  r.  845  w  Regensburgu  14  lechów,  czy  żupanów 
(wyżej  s.  74  przyp.  5),  o  innych  chrześcianach  w  Czechach  wzmianlci  nie  znajdu- 
jemy. Ci  lechi,  przyjmując  dobrowolnie  chrześciaństwo  u  Niemców,  podczas  gdy 
książęta  czescy  poganami  zostawali  i  wojny  z  Niemcami  prowadzili,  oczywiście  byli 
albo  wygnańcami,  albo  buntownikami  i  w  żadnym  razie  ani  szerzyć  chrześclaństwa 
■w  Czechach,  ani  podawać  powodu  do  przyłączenia  Czech  do  dyecezyi  Regens- 
burgskiej  nie  mogli.  Na  czemże  mogła  zasadzać  się  pretensyja  biskupów  regens- 
burgskich?  Sprawa  to  ciemna!  Pisarze  powołują  się  na  Gumpolda,  Vita  S.  Yenzeslai, 
cap,  15,  i  Otholona,  Vita  S.  Wolfgangi,  cap.  29.  Pierwszy  z  nich,  mianowicie  Gum- 
pold  wyraził  się:  Tutonem  episcopum  (Ratisbonensem)  cujus  diocesi  tota  subcluditur 
Boemia.  (Fontes  rer.  boh.  I,  157;  Pertz,  IV,  p.  2.19).  Ale  pisząc  to  w  r.  981 
Gumpold  oczywiście  zapomniał,  że  Czechy  miały  już  od  r.  973  biskupstwo  Prażskie, 
zaliczone  do  arcybiskupstwa  Mogunckiego.  Co  się  tyczy  wzmianki  Otholona:  „Boe- 
mia provincia  sub  Ratisponensis  ecclesiae  parochia  esstitit"  (Pertz,  IV,  538),  to  za- 
uważymy, że  biskup  Wolfgang  umarł  r.  994  a  Otholon  pisał  później  w  lat  50,  a  za- 
tem w  czasie,  kiedy  biskupstwo  Prażskie  od  dawna  istniało,  a  krótko  trwałe  związki 
z  biskupstwem  Regensburgskiem  w  X  w.  (o  czem  objaśnione  będzie  niżej),  poszły 
w  zapomnienie.  Otóż  przytoczone  świadectwa  wzmiankują  tylko  o  krótko  trwałych 
stosunkach  kościoła  czeskiego  z  biskupstwem  Regensburgskiem  w  X  w.,  ale  zkąd 
się  wziął  początek  tych  stosunków  żadnej  wiadomości  nie  znajdujemy.  Porów.  Du- 
dik.    Mahrens  Gesch.  I,  s.  274. 

*)  Według  nowszych  badaczy,  Drahomira,  zostawszy  księżną  czeską,  wyzna- 
wała chrześciaństwo  słowiańskiego  obrzędu.  Krch.  Kriticke  uvahy.  Na  obranu  kneźny 
Drahomiry.    1883. 


—      231       — 

nia  mieć  nie  mogło.  Zdaje  się  więc,  że  pierwszy  powód  do  roz- 
ciągania władzy  biskupów  regensburgskich  na  Czechy,  podali 
książęta  Spitygniew  i  Wratysław  dobrowolnem  poddaniem  się 
cesarzowi  Arnulfowi  w  r.  895,  albowiem  w  owym  czasie  od  za- 
leżności politycznej  nie  odróżniano  i  zależności  religijnej. 

Razem  z  poddaniem  się  Arnulfowi  w  r.  895  Spitygniew 
i  Wratysław,  zamiast  wyznawanego  przed  tem  obrzędu  słowiań- 
skiego, musieli  przyjąć  obrzęd  kościoła  łacińskiego.  Zbudowanie 
przez  Spitygniewa  w  Budecu  kościoła  ś.  Piotra  udowadnia,  że,. 
z  przejściem  na  obrzęd  łaciński,  on  zastosował  się  do  obyczaju 
rzymskiego  i  pierwszy  w  swym  kraju  kościół  łaciński  poświęcił 
ku  czci  apostoła  Piotra."***)  Ale  w  Czechach  wcześniej,  bo  jesz- 
cze za  czasów  ś.  Metodego  były  kościoły  obrzędu  słowiańskiego,^ 
z  których  najstarszy,  pod  wezwaniem  ś.  Klemensa,  zbudowany 
był  w  Lewym  hradcu.*^)  Tym  sposobem  w  początku  X  wieku 
chrześciaństwo  w  Czechach  rozwijało  się  w  Budecu  rzymskiego, 
a  w  Lewym  hradcu  słowiańskiego  obrzędu.  Stosownie  do  tego 
książę  Wratysław  I,  nauczywszy  syna  swego  Wacława  najprzód 
po  słowiańsku,  posłał  go  do  Budeca,  „gdzie  dziecię  poczęło  się 
uczyć  z  ksiąg  łacińskich,  a  Bóg  taką  mu  łaskę  udzielił,  że  się 
nauczył  ksiąg  łacińskich,  jakby  dobry  biskup  lub  pop,  a  umiał 
równie  księgi  greckie,  czyli  słowiańskie  czytać  bez  błędu."  •*-) 

Dopóki  polityka  czeska  wiązała  się  z  polityką  niemiecka 
przeciw  Morawianom,    książęta  Spitygniew  i  Wratysław  musieli 

•^O)  "W  żywocie  ś.  Ludmiły  i  ś.  Wacława  z  XV  w.  zapisano,  że  Wratysław 
posłał  syna  swego  in  cłvitatem,  quae  Budec  vocabatur,  ubi  ab  antecedente  fratra 
suo  Spitygneo  in  honore  principis  apostolorum  S.  Petri  consecrata  inerat  et  inest 
ecclesia.     Fontes  rer,  boh.  I,  205, 

^1)     Wyżćj,  ś.  115. 

*^)  W  najstarszym  cyrylslcim  Żywocie  ś.  Wacława  czytamy:  „I  wda  jego 
(Wjaczesława)  baba  swoja  Ludmiła  ucziti  Icnigam  słoweńsliym;  posleduja  swojemu 
uczitelu  dobrje  i  nawycze  razum  wsjemu  dobrje.  Otsadiże  i  linjaż  Worotisław  w  Bu- 
dicz  i  nacza  otrolc  ucziti  sje  Icnigam  łatyńsliym  i  nauczi  sje  dobrje.  I  wozlożi  (bog) 
błahodatb  taltu  na  Wjaczesława  linjazia  i  nacza  umjeti  Icnigam  łatyńslcym  ili  jalso 
że  epislcop  iii  pop,  da  aszcze  wzjasze  graczeslcija  knigy  iii  słoweńsliyja,  proczi- 
tasze  ja  wnje  sobie  sobłazna  radi."  Fontes  rer.  boh.  I,  128.  O  wysłuniu  Wacława 
do  Budeca  wzmiankuje  także  Gumpolda  Passio  S.  Wenzeslai.    Fontes  rer.  boh.  I,  149. 


—       232       — 

być  powolnymi  względem  pretensyi  biskupów  regensburgskich, 
którzy  na  Czechy  jak  na  swa  parafiję  patrzyli.*^)  Ale  po  upadku 
Morawii  i  pogromie  Niemców  w  r.  907  sprawy  kościoła  czeskie- 
go w  innym  obrazie  zarysowały  się.  Centr  oświaty  i  cywiliza- 
cyi  clirześciańskiej  z  Welegradu  przeniósł  się  do  Pragi.  Prze- 
mysłowcy, po  wygaśnieniu  Moimirowiczów,  byli  najpierwszymi 
ze  swej  potęgi  i  cywilizacyi  książętami  w  całej  Słowiańszczyźnie 
zacliodniej.  Dwór  icli  stał  się  przytułkiem  wszystkiego,  co  po 
zburzeniu  państwa  Morawskiego  ratowało  się  ucieczką  do  Czecli. 
Przemysłowcom  otwierały  się  obszerne  widoki  skorzystania  z  oko- 
liczności i  ustanowienia  w  swem  państwie  kościoła  niezależnego 
od  biskupstwa  Regensburgskiego.  I  jeżeli  książę  Spitygniew, 
pozostając  wiernym  Niemcom,  nie  kusił  się  o  to,  to  książę  Wra- 
tysław  I,  dobijając  się  niepodległości  politycznej,  musiał  dbać 
i  o  niezależność  kościoła  czeskiego.  Miał  on  na  swym  dworze 
księży  łacińskicli  i  słowiańskich,  a  gdy  syn  jego  Wacław  pod- 
rósł tak,  że  włosy  dziecięcia  można  było  ująć  ręką,  Wratysław 
sprawił  starym  obyczajem  postrzyżyny  syna,  a  spełnienie  tego 
obrzędu  polecił  jakiemuś  biskupowi.^*)  Zkądże  się  wziął  biskup 
w  Czechach?    Odpowiedzi  na  to  źródła  historyczne  nie  dają,   ale 


*')  Porów,  wyżej  w  przypisku  39  wyrażenie  Otliolona:  Boemia  provincia 
Eub  Ratisbonensis  ecclesiae   parochia    exstitit. 

**)  W  najstarszym  Żywocie  ś.  Wacława  z  pierwszej  połowy  X  w.,  a  według 
tekstu  moskiewskich  Czeti  Minei,  czytamy:  „prizwaw  Wratislaw  knęże  (kh/AsA), 
iże  bje  togda  w  swojei  obłasŁi  i  episliopy  i  weś  priczet  cerkownyj.  Dobryj  że 
i  blagowjernyj  episltop  i  Notarij  so  wsjem  klirosom,  otpiewsze  swjatuju  liturgiju 
w  cerkwi  preswjatyja..,  Marii  i  wzwedsze  otroka,  postawisza  na  stepeni  pred  ołta- 
rem  i  błogosławi  jego  episkop."  —  Ale  w  innym  tekście,  według  rękopismu  Ru- 
mjancowskiego,  powiedziano,  że  gdy  dziecię  urosło  tale,  że  ręką  można  było  ująć  jego 
włosy,  „prizwa  Wratisław  knjaż  episkopa  eter  a  (jakiegoś?)  so  wsjem  Idirosom . . . 
i  postrigosza  Icnjazi  ini."  Fontes  rer.  boh.  I,  127 — 8.  W  tłómaczeniu  tego  Żywota 
przez  Hankę,  znajdujemy:  dobry  pak  a  bIahoverny  biskup  Notaf  s  celem  ducho- 
venstvem,  odspivaśa  svatu  liturgiju  v  chrame...  Bohorodicky, . .  Marie,  pozdwih  chłopce, 
postavil  na  stupne  pfed  oltafem,  a  blahoslavil.  Fontes,  I,  128).  Tu  zachodzi  mię- 
dzy tekstami  wątpliwość  tyllco  co  do  nazwy  biskupa:  czy  mu  było  imię  Notar,  czy 
zamiast  tćj  nazwy  napisano  mylnie  eter?  W  każdym  razie  był  to  bisliup  nie  ła- 
cińsko-niemiecki,  bo  taki  zapewno  nie  zechciałby  dopełniać  obrzędu  słowiańskiego 
z  pogańslcich  czasów. 


—     233     -- 

skoro  mówią  wyraźnie,  że  wzmiankowany  obrzęd  dokonany  zo- 
stał przez  biskupa,  tedy  zaprzeczać  temu  nie  mamy  powodu. 
Wypada  więc  przypuścić,  że  tym  biskupem  mógł  być  jeden 
z  księży  morawskicli,*')  którzy,  po  zburzeniu  państwa  Morawskie- 
go, musieli  szukać  przytułku  naj  właściwi  ej  w  Czecliach,  bo  w  obec 
nienawiści  do  duchowieństwa  słowiańskiego  biskupów  niemiec- 
kich, pewno,  że  w  Niemczech  nie  byliby  przyjęci  gościnnie."*®) 
Otóż  najprawdopodobniej,  że  Wratysław  I,  dobijając  się  niepod- 
ległości politycznej,  zamierzał  ustanowić  w  Czechach  kościół  od- 
rębny, co  rozumie  się  mocno  obrażało  biskupa  regensburgskie- 
go,  a  zwierzchnika  jego  księcia  bawarskiego  Arnulfa  mogło,  ra- 
zem z  innymi  powodami,  pobudzić  do  napadu  na  Czechy  w  roku 
922,*") 

Śmierć  przedwczesna  Wratysława  I  zmieniła  bieg  spraw 
kościelnych  na  korzyść  Niemców.  Małoletni  syn  jego  Wacław, 
pod  wpływem  księży  łacińsko- niemieckich  i  stosunków  polity- 
cznych, stał  się  prozelitą  kościoła  rzymskiego,  tolerując  wszakże 
i  obrząd  słowiański.  Doświadczywszy  niepowodzenia  w  walce 
z  Niemcami  w  r.  928,  dociskany  intrygami  i  zaburzeniami  w^e- 
wnątrz  kraju,  Wacław  zmuszony  był  w  sprawach  kościelnych 
stosować  się  do  życzenia  Niemców.  Biskup  regensburgski  po- 
czął jurysdykcyję  swą  i  na  Czechy  rozciągać,  a  Wacław  nie  mo- 
gąc się  od  opieki  niemieckiej  uwolnić,  całkiem  oddał  się  pobo- 
żności i  uczynkom  chrześciańskim.  Wznosił  on  liczne  kościoły, 
dbał  aby  nabożeństwo  w  nich  odbywało  się  codzień,  jak  u  „wiel- 
kich ludów",  opiekował  się  wdowami  i  sierotami,  wykupywał  lu- 
dzi z  nieAYoli,    szczególnie  z  duchownego    stanu,    poznosił  szubie- 


i 


*s)  Wyżej,  str.  150,  wzmiankowano  o  wysłaniu  przez  papieża  Jana  IX 
r.  899  do  Morawii  trzech  biskupów.  Jeżeli  nie  jeden  z  nich,  to  być  może  wy- 
święcony przez  nich  na  biskupa  inny  ksiądz,  mógł  być  ta  osobą,  która  w  Żywocie 
ś.  Wacława,  wzmiankuje  sie  pod  nazwą:  Notar? 

**)     Porów,  wyżej  s.   151   i  następne. 

*")  Takiego  zdania  jest  zasłużony  profesor  Tomek.  Apologie  der  iiltesten 
Geschichte  Bohmens,  w  Abhandlungen  d.  k.  bomisch.  Gesel.  der  Wissenschaften, 
1865.    Tom  XIII,  fiinfter  Folgę,  s.  67. 


—     234     — 

nice  w  wielu  miejscach  powystawiane,  rozkazawszy,  aby  za  jego 
życia  nie  stawiano  ich  więcój/^)  Wszystko  to  odpowiadało  wi- 
dokom biskupa  regensburgskiego,  który  osobiście  poświęcił  zbu- 
dowany przez  Wacława  kościół  ś.  Wita.^^)  Nie  przeszkadzało 
to  jednak  wyznawcom  obrzędu  słowiańskiego  używać  zupełnej 
swobody  religijnej,  aż  do  końca  panowania  Wacława.  Dopiero 
po  zamordowaniu  go,  rozpoczęło  się  prześladowanie  księży  sło- 
wiańskich, których  nareszcie  wygnano  z  kraju '^*')  i  tem  ułatwiono 
duchowieństwu  łacińsko -niemieckiemu  dalsze  tępienie  w  Cze- 
chach obrzędu  słowiańskiego.  Czy  to  się  działo  według  życze- 
nia Bolesława  I  —  nie  wiemy.  Książe  ten,  związawszy  politykę 
swą  z  polityką  niemiecką,  nie  mógł  obrażać  Niemców  przeci- 
wnymi ich  zamiarom  uczynkami,  a  o  niezależności  kościoła  cze- 
skiego pomyślić  nawet  nie  śmiał.  Kwestyję  tę  podniósł  dopiero 
syn  jego  Bolesław  II,   o  czem   powiemy  we  właściwem  miejscu. 


^*)  O  zniesieniu  szubienic  i  milosierdnych  uczynkach  Wacława  rozpowiedział 
Gumpold,  tudzież  inni  autorowie  Żywotów  ś.  Wacława.  Fontes  rer.  boh.  I,  s.  129 — 130, 
149—152. 

4oj  Według  Gumpolda  Passio  S.  Venzeslavi,  kościół  ś.  Wita  poświecił  bi- 
skup regensburgski  Tuto.  f Fontes  rer.  boh.  I,  157).  Ale,  według  Kozmy,  kościół 
ten  począł  budować  ś.  Wacław,  a  doliończyt  budowę  Bolesław  I,  konsekracyję  zaś 
dokonał  następca  Tutona  biskup  Michał  (od  r.  941  do  968).  Z  Auctarium  Gar- 
stense  widać  jednak,  że  po  Tutonie  (f  930)  biskupem  regensburgskim  był  Insigri- 
nus  (Pertz,  XI,  p.  566).  Pewniej  więc,  że  kościół  ś.  Wita  konsekrował  Insigrin.  — ^ 
Dudik  myśli,  że  tej  konsekracyi  Insigrin  dokonał  w  r.  939  (Mahr.  Gesch.  II,  s.  il). 
Tomek  nie  wzmiankuje  o  Insigrinie,  a  mówi  tylko,  że  konsekracyję  wzmiankowanego 
kościoła  dokonał  następca  Tutona  za  Bolesława  I.  Dejepis  Mesta  Prahy,  1855, 
tom  I,  s.  8. 

^^)  Najdawniejszy  Żywot  ś.  Wacława,  rozpowiedziawszy  o  zamordowaniu  go 
w  Bolesławie,  dodaje:  „ubisze  że  w  tom  gradi  s  nim  Mstinu  i  Ellinu  a  na  inyja 
mużi  idosze  proczie,  owy  izbisza  a  drugija  razbjegosza  sja  po  zemljara;  a  mładjenca 
izbisza  jego  radi;  a  bożija  raby  i  niszczich  pograbisze  i  wygnasze  ich  z  zemli,  a  żeny 
ich  za  muż  dasza,  oni  że  i'  si  neprijazneni,  ubiwsze  gospodina  swojego."  Fontes 
rer.  boh.  I,  132.  U  Szafarzyka  trochę  inaczej:  Mladence  jeho  zbili,  a  bozi  sluhy 
zloupili,  vyhnavse  je  z  mesta,  a  żeny  ich  za  jine  muźe  vdali  i  vsecku  vrażdlnou 
żadnost  vykonali,  zabivse  kniżete  sveho.     Star.  Słov.  II,  §  39,  s.  451,  przyp.  65. 


235 


§  45. 

Upadek  Serbów  i  Hobolanów  928—936. 

I.    Stan  Słowian  nadłabskich  w  początku  X  w. 

Długa  i  uporczywa  walka  królów  niemieckich  z  Morawia- 
"nami  w  drugiej  połowie  IX  w,,  tudzież  pogrom  Niemców  przez. 
Madjarów  w  r.  907  i  następne  najazdy  ostatnich  na  Germanie, 
w  ciągu  panowania  Ludwika  Dziecięcia  i  Konrada  I,  pozbawiły 
Niemców  możności  opanowania  dolnej  Łaby,  do  czego  od  czasów 
Karola  W.  nieustannie  dążyli.  Polityka  niemiecka,  zwróciwszy 
uwagę  swą  w  inną  stronę,  mało  się  zajmywała  sprawami  Sło- 
wian nadłabskich,  dając  czas  im  do  umocowania  się  i  przygoto- 
wania obrony  na  przyszłość.  Słowianie  łatwo  pojąć  mogli,  że 
nieczynność  Niemców  pochodziła  w  skutek  ich  osłabienia,  a  nie 
z  powodu,  aby  swych  dawnych  zamiarów  mieli  się  wyrzec.  Wiel- 
kie wypadki  w  Morawii,  za  czasów  apostolstwa  śś.  Konstantego 
i  Metodego,  tudzież  przystąpienie  do  związku  morawskiego  są- 
siednich ludów  słowiańskich  stawiały  przed  oczy  Obodrytom, 
Weletom  i  Serbom  korzyść  łączenia  się  drobnych  ludów  w  związki 
państwowe  z  silną  władzą  i  oświatą  chrześciańską.  Ludy  te  je- 
dnak, stojąc  twardo  przy  swych  dawnych  bogach,  przy  zamiło- 
waniu swobody  plemiennej  i  starożytnych  obyczajów,  nie  życzyły 
wyrzec  się  ustroju  plemiennego  na  korzyść  ustroju  państwowego, 
bez  którego  nie  było  dla  nich  zbawienia,  w  obec  mocno  zorga- 
nizowanego i  zaborczego  państwa  niemieckiego.  Tworząc  osobne 
grupy  plemienne,  Serbowie,  Obodryci,  Welety  dzielili  się  jeszcze 
na  mniejsze  ziemstwa,  z  których  każde  osobną  politykę  prowa- 
dziło, tak  że  gdy  jedne  ludy  wojowały  z  Niemcami,  inne  zosta- 
wały z  nimi  w  zgodzie,  radzi  będąc,  że  ich  Niemcy  nie  zagabali. 
Historya  tych  ludów  gubi  się  w  drobnych  starciach  z  Niemcami 
i  nie  daje  się  ująć  w  ramy  obrazu  większych  rozmiarów.  Brak 
ogólnego  kierunku  w  sprawach  tych  ludów,  zmusza  nas  patrzyć 
na  każdą  grupę  plemion  z  osobna. 


—    236    — 

Serbowie,  jak  w  początku  IX  w.,  tak  samo  i  w  początku 
X  w.,  marniejąc  w  plemiennym  ustroju,  ledwo  gdzie  niegdzie,  jak 
na  przykład  u  Głomaczów,  tworzyli  związek  z  kilku  żup,  pod 
władzą  księcia.  Inne  drobne  żupy  zdaje  się  nie  miały  nawet 
książąt,  przynajmniej  wzmianki  o  nich  w  dziejach  nie  znajdujemy, 
a  jednak  żupy  te  prowadzą  pograniczne  boje  z  Niemcami.  —  Do- 
póki państwo  Morawskie  stało  na  straży  Słowiańszczyzny  pół- 
nocno -  zachodniój,  Niemcy  oględnie  z  Serbami  postępy  wali.  Ce- 
sarz Arnulf  mienił  się  być  przyjacielem  Serbów,  załatwiał  spory 
ich  pograniczne  z  Niemcami,  za  co  mu  poselstwo  serbskie  po- 
dziękowanie i  dary  w  Salicach  składało  (897).^)  Ale  w  kilka 
lat  później  książę  saski  Otton  staczał  z  niemi  pograniczne  boje, 
a  w  r.  906  wyprawił  syna  swego  Henryka,  późniój  nazwanego 
Ptasznikiem,  przeciw  Głomaczom,'-)  którzy  na  pomoc  Madjarów 
wezwali  i  z  nimi  wspólnie  do  Saksonii  wpadli.  Madjary  złupie- 
iywszy  Saksoniję,  powrócili  do  Głomaczów  i  prawdopodobnie, 
że  w  r.  908  powtórny  najazd  na  Saksoniję  i  Turyngiję  uczynili.^) 
Wojując  z  Głomaczami,  Henryk  musiał  przechodzić  przez  ziemie 
innych  plemion  serbskich,  ale  o  ich  udziale  w  walce  Głomaczów 
z  Niemcami,  wzmianki  nie  ma.  Wszędzie  tylko  jedni  Głomacze 
występują,  a  Susły,  Koledycze  i  inni,  z  którymi  Niemcy  walczyli 
w  IX  w.*),  nie  podają  pomocy.  Czy  już  ręka  żelazna  stróża  po- 
granicza Turyngskiego,  księcia  saskiego  Ottona,**)  tak  ich  przyci- 
snęła, że  się  ruszyć  nie  śmieli? 

W  e  1  e  t  y  podzieleni  na  mnóstwo  ziem  w  IX  w.  takiż  podział 
zachowali  i  w  X  w.     We  względzie  politycznym,  południowe  po- 


1)     Wyżej   s,   145  przypisek  9. 

*)  Widukind  I  17.  Pater  autem  videns  prudentiam  adolescentis  et  consilii 
■magnitudinem,  reliąuit  ei  exercituin  et  militiam  adversus'  Dalamantiam,  contra  quos 
<liu  ipse  militavit.  Thietmar  I,  2.  Isque  (Henricusj  a  patre  suo  in  provintiam,  quam 
nos  theutonice  Daleminci  vocamus,  Sclavi  autem  Glomaci  appellant,  cum  magno  exer- 
citu  missus,  devastata  eadem  multum  atque   incensa,  victor  rediit. 

3)     Wyżej  s.   1 61.  przyp.    44. 

•»)     Wyżej  s.  54,   72. 

^)     Annalista  Saxo  pod  r,  908:  Otto  dux,  jam  scilicet  Thuringii  limitis  c  ust  os. 


—     237     — 

nad  r.  Hobolą  plemiona  Stodoranów  miały  swych  miejscowych 
książąt  i  odrębnie  stały  od  związku  właściwycłi  Lutyków:  Kata- 
rów, Doleńców,  Cłiyżanów  i  Czrezpienianów,  którzy  wiec  powsze- 
chny w  chramie  Radogoszcza,  w  X  w.  wynieśli  wyżej  nad  władzę 
książąt.  Co  by  sie  u  tych  plemion  działo  w  pierwszej  połowie  X 
w.,  dla  braku  źródeł  historycznych  nie  wiemy,  a  jednak  z  tego,  że 
ich  Niemcy  nie  zagabali,  możemy  wnioskować,  że  marnieli  w  nie- 
czynności,  radzi  będąc,  że  nikt  ich  spokoju  nie  naruszał. 

Obodryci  więcej  od  Weletów  okazali  zmysłu  polity- 
cznego. Połączywszy  bowiem  drobne  ziemie  pod  władzą  książęcą 
wyżej  od  ludowych  wieców  stojącą,  weszli  w  porozumienie  z  ta- 
kimiż  jak  sami  poganami  Duńczykami,  którzy  wtedy  już  byli 
zaciętymi  wrogami  Niemców.  Wspólnie  z  Duńczyka.mi,  odniósł- 
szy świetne  zwycięztwo  nad  Niemcami  w  r.  880^),  walecznie 
bronili  niepodległości  swej  przeciw  zamachom  księcia  saskiego 
Ottona,  który  po  bracie  Brunonie,  poległym  we  wzmiankowanej 
porażce  r.  880,  będąc  mianowany  księciem  saskim  i  stróżem  po- 
granicza nad  Łabą  ,  słynął  z  energicznego  czuwania  nad  bezpie- 
czeństwem Niemiec.  Wyprawa  cesarza  Arnulfa  przeciw  Obo- 
drytom  w  r.  899  nie  powiodła  się").  Później  dzieje  milczą  aż  do 
r.  go2,  pod  którym  znajdujemy  krótką  wzmiankę  o  spustoszeniu 
Saksonii  przez  Słowian,  lecz  jacy  to  byli  Słowianie  annaliści  nie 
zauważyli.^)  Prawpopodobnie  jednak,  że  wzmianka  ta  Obodry- 
tów  tyczy  się.  A  gdy  wskutek  wojny  domowój  syna  księcia 
Ottona,  Henryka  (Ptasznika)  z  Konradem  I  (r.  915)  w  Germanii 
wszczęły  się  zaburzenia,  a  Madjary  pustosząc  Niemce,  aż  pod  Bremę 
zapędzili  się,  Obodryci  z  Danami  napadli  na  Nordalbingiję  i  okolicę 
Hamburga  spustoszyli,^)  później  zaś  korzystając  z  najazdu  Danów 
na  Nordalbingiję  w  r.  919,    Obodryci    przez    Łabę   wtargnęli    da 


8)     Wyżej.   s.   123. 
')     Wyżej  s.    137  cyt.  47,  48. 

*)     Anual.   Hildesheim  et    Lamberti,     a.    902,     Slavi    vastaverunt    Sa.\oniam» 
Porów.  Wigger,  Meklen.  Annal.  22. 
»)     Wyżej  §  43.  cyt  39.  207. 


—     238     — 

Saksonii,  którą  okropnie  spustoszyli.^**)  Ale  to  byl  koniec  tryum- 
fów Danów  i  Obodrytów.  Po  słabym  Konradzie  I,  (i*  919)  na  tron 
niemiecki  wstąpił  rywal  jego  Henryk  I  Ptasznik,  przedsiębierczy, 
energiczny,  nie  gardzący  żadnymi  środkami  dla  dopięcia  celu, 
a  przytem  nieubłagany  wróg  Słowian,  którzy  marniejąc  w  rozoso- 
bnieniu  i  waśniach  domowych,  doczekali  sie  aż  w  Germanii  na- 
stąpił spokój,  podający  Niemcom  możność  prowadzenia  dalój,  roz- 
poczętego oddawna  ujarzmienia  Słowiańszczyzny  nadłabskiej.  Od- 
tąd poczyna  się  zwrot  w  dziejach  Niemiec  ku  wielkiej  potędze 
i  świetności  ich,  a  dla  Słowian  poniżenia  i  niewoli! 

« 

2.    Przygotowania   Henryka  Ptasznika  do  walki  ze  Słowianami. 

Wnet  po  wstąpieniu  na  tron  (r.  919),  Henryk  I  przedsię- 
brał przeciw  Słowianom  wyprawę,  która  skończyła  się  niepomyśl- 
nie (r.  921),^^)  a  we  trzy  lata  później  musiał  odpierać  najazd 
Madjarów  (r.  924),  dla  których  równiny  Turyngii,  pozbawione 
wszelkich  warowni,  wyborną  do  grabieży  miejscowość  przedsta- 
wiały.^2)  Z  Madjarami  Henryk  nie  mógł  mierzyć  się  w  otwartem 
polu,  musiał  płacić  coroczną  daninę  i  był  wystawiony  na  większe 
jeszcze  klęski,  lecz  szczęście  pomogło  mu  do  ocalenia  Saksonii 
od  zniszczenia,  albowiem  Madjary,  za  oswobodzenie  jednego  z  ich 
książąt,  ujętego  do  niewoli  niemieckiej,  zgodzili  się  na  dziewię- 
cioletni rozejmJ^)  Wypadek  ten  pobudził  Henryka  do  przyspie- 
szenia organizacyi  wojennćj  pograniczy  Saksonii  i  Turyngii,  aby 
ńa  wypadek  najazdu  Madjarów  lub  Słowian,  gotową  mieć  do  od- 
poru siłę. 


10)  Adam  Bremen.  I,  57.  Dani  quoque  Sclavos  auxilium  habentes 
primo  Transalbianos  Saxones,  deinde  cis  Albim  magno  Saxoniam  terrore  quassabant. 

11)  Continuat.  Reginon.  a.  921.  Henricus  rex  stabiliende  paci  et  reprimendae 
Sclavorum  saeviciae  fortiter  insistit. 

1^)  Liutprand,  opisując  napad  Madjarów,  powiada:  Saxonum  ac  Thuringorum 
terra  facile  depopulatur,  quae  nec  inontibus  adiuta  nec  firmissimis  oppidis  est  munita. 
Antapodosis.  II,  24. 

i»)     Widukind.  I,  35. 


—     239       — 

Według  dawnego  obyczaju,  każdy  Saks  obowiązany  był 
pełnić  służbę  wojskową  i  na  wezwanie  stawać  pod  chorągwią 
grafa  swej  ziemi  (gau),  ale  sztuki  wojskowej  nie  znał,  a  kraj 
pogranicznych  warowni  ani  innej  obrony  nie  posiadał.  Dawniej- 
sze przepisy  Karola  W.  o  pogranicznej  obronie*^)  poszły  w  nie- 
pamięć, a  tymczasem  rozdrażnieni  wdzierstwami  Niemców,  Sło- 
wianie mogli  byli  całą  massa  rzucić  się  do  Saksonii  i  Turyngii. 
Henryk,  zamierzając  zapobiedz  złym  skutkom  podobnej  bezbron- 
ności pograniczy,    rozpoczął  organizacyę  ich  w  następny  sposób. 

Grody  słowiańskie  w  Turyngii,  na  porzeczu  Solawy,  Hen- 
ryk obwarował  i  w  twierdze  zamienił.  Merzeburg,  Kwedlin- 
burg*^)  i  wiele  innych  miast  w  Turyngii  i  Saksonii  otoczył  mu- 
rem^^)  a  wszystkie  warownie  połączył  linijami  obrony,  aby  w  ra- 
zie napadu  nieprzyjaciół,  obrońcy  mogli  się  zebrać,  bez  obawy 
ujęcia  znienacka  w  niewolę.^')  Wznawiając  ustawę  Karola  W. 
o  ziemskiej  obronie,  tudzież  w  celu  zaludnienia  grodów,  Henryk 
udzielił  wszystkim  złodziejom  i  rozbójnikom  przytułek  na  przed- 
mieściach Merzeburga,  uwalniał  ich  od  zasłużonej  kary,  osiedlał 
na  ziemiach  pod  grodem  i  uzbrajał  z  obowiązkiem,  aby  w  każdej 
chwili  gotowi  byli  do  najzuchwalszych  wypraw  przeciw  „barba- 
rzyńcom",^^) t.  j.  przeciw  Słowianom.  Osiedleńcy,  podzieleni  na 
dziewiątki,  obowiązani  byli  wybrać  z  dziewięciu  jednego  dla  za- 
mieszkania w  grodzie,  a  ośmiu,  pozostałych  na  źrebiach  (w  dzia- 
łach) wojskowych,  zbudować  dla  niego  mieszkanie  w  grodzie, 
dostarczyć  trzecią  część  wszystkich  urodzajów,  źrebię  jego  upra- 
wiać i  plony  zbierać,  dopóki  on  zostawać  będzie  na  służbie  w  gro- 


I 


li)     Wyżej.  s.  37  cyt.  38. 

15)     Dawniej  Quitilinga-burg.     Patrz  dzieła  tego  T.  II  s.  304. 

!•*)     Thietemar  I,  10. 

*')     Gebhardi  Algemeine   Welthistorie.  1793.  Tom  52,  s.  294. 

1*)  Widukind  II,  3.  Rex  qułppe  Heinricus  cum  esset  satis  severus  extra- 
neis,  in  omnibus  causis  erat  clemens  civibus ;  unde  quemcumque  videbat  furum  aut 
latronum,  manu  fortem,  et  bellis  aptum,  a  debita  poena  ei  parcebat,  coUocans  iu 
suburbano  Mesaburiorum,  dat  is  agris  atque  armis,  iussit  civibus  quidem  parcere,  in 
barbaros  autem,  in  quantum  auderent  latrocinia  exercerent. 


—     240     — 

dzie.  Wszelkie  miejsca  zgromadzeń  ludowych,  targowisk  i  za- 
baw Henryk  rozkazał  umocować,  dzień  i  noc  ludziom  ćwiczyć 
się  w  tem,  co  w  potrzebie  przeciw  nieprzyjaciołom  czynić  wy- 
padało. —  Po  za  obrębem  grodu  domów  ani  żadnych  innych  za- 
budowań nie  wolno  było  wznosić.  ^^)  Oprócz  tego  wassale  króle- 
wscy zobowiązani  byli,  w  razie  potrzeby  wojennej,  wystepywać 
konno  w  zupełnej  zbroi.  Przepis  ten,  nadzwyczaj  ważny^  wpły- 
nął znakomicie  na  udoskonalenie  sposobu  prowadzenia  wojny.*®) 

3.  Napady  Henryka  Ptasznika.  Zdobycie  Branibora,  r.  928.  Ujarzmienie 
Serbów,  r.  928.    Bitwa  pod  Łąozynem  r.  929.   Walka  z  Madjarami,  r.  933. 

Wyćwiczywszy  „legiony  łotrów",  Henryk  Ptasznik  rozpo- 
czął wyprawę  przeciw  Stodoranom  (928),  staczał  z  nimi  krwawe 
boje,  i  na  zamarzniętych  rozlewach  r.  Hoboli  oblegał  główny  ich 
gród  Branibor,  który  głodem,  mieczem  i  chłodem  zdobył,  księ- 
cia Tugomira  ujął  w  niewolę,  a  lud  jego  do  płacenia  daniny 
zmusił.-')  Ztąd,  zwróciwszy  na  południe,  Henryk  wpadł  do  kraju 
Głomaczów,  a  zdobywszy  po  dwudziestu  dniach  oblężenia,  gród 
ich  Gronę,  wydał  go  na  łup  żołnierzy;  wszyscy  dorośli  mieszkańcy 


^9)  Widukind.  I,  35.  Heinricus  rex  accepta  pace  ab  Ungariis  ad  nonem 
annos,  quanta  prudentła  vigilaverit  in  munienda  patria  .  .  ..  Et  primum  ąuidem  ex 
agris  militibus  nonum  quemque  eligens,  in  urbibus  habitare  fecit,  ut  caeteris  con- 
familiaribus  suis  octo  habitacula  exstrueret,  frugum  omnium  tertiam  partem  exciperet 
servaretque,  ceteri  vero  octo  seminarent  et  meterent,  frugesque  collłgerent  nono,  et 
suis  eas  locis  reconderent.  Consilia  et  onines  cenventus  atque  convivia  in  urbibus 
Yoluit  celebrari,  in  quibus  extruendis  die  noctuque  operara  dabant,  quatenus  in  pace 
discerent,  quid  contra  hostes  in  necessitate  facere  debuissent  .  . .  Porównywając  wia- 
domość tę  z  ustawą  Edwarda  króla  angielskiego,  historycy  mniemają,  że  Henryk  Pta- 
sznik czerpał  swe  przepisy  z  ustawy  Edwarda,  co  udowadniają  stówa  Widukinda 
żywcem  z  ustawy  Edwarda  wzięte.  Giesebrecht.  Geschichte  der  deutschen  Kaiser- 
zeit.  I,  s.  233—4... 

20]     Giesebrecht.  Gesch.  d.  d.  Kaiserzeit  I,   123. 

*i)  Widukind  I,  33.  Tali  legę  ac  disciplina  cum  cives  assuefaceret,  repente 
irruit  super  Slavos,  qui  dicunlur  Hevelli,  et  multis  eos  praeliis  fatigans,  demum 
hieme  asperrima  castris  super  glaciem  positis  cepit  urbera  que  dicitur  Brennaborg 
famę,  ferro,  frigore. 


—      241       — 


ordowani  zostali,  chłopcy  i  dziewczęta  poszli  w  nie^^4ole.--j 
Dalej  burząc  grody  i  wyrzynając  osady  Henryk  wpadł  do 
Czecli,  zmusił  Icsiecia  Wacława  do  płacenia  mu  daniny,-^)  poczem 
z  tryumfem  do  Saksonii  wrócił.-*) 

Tymczasem  legat  królewski  Bernliard  „któremu  podlegać 
miała  prowincya  Ratarów",  wymaganiem  trybutu  tak  rozdrażnił 
Weletów,  że  ci  porwali  się  do  oręża  i  wspólnie  z  sąsiadami,  na- 
padłszy na  Walislewo-^)  twierdzę  zburzyli,  załogę  wycięli,  a  mia- 
sto z  dymem  puścili.-*')  Wypadek  ten  poruszył  innych  Sło- 
wian do  powstania.-')  Wysłani  przeciw  nim  graf  Bernhard 
z  kolegą  Tietmarem  obiegli  warownię  słowiańską  Łączyn  nad 
Łabą-*).  Słowianie,  zgromadzeni  w  poważnych  masach  nieda- 
leko Łączy  na,  zamierzali  na  piąty  dzień  uderzyć  na  Saksów, 
lecz  ogromna  ulewa  deszczu  przeszkodziła  im  napaść  na  obóz 
nieprzyjacielski.  Bernhard  sam  się  zrezykował  rozpocząć  walkę 
i  ze  wschodem  słońca  Saksy  ruszyli  naprzód.  Przy  pierwszem 
starciu  się  walczących,  Bernhard  zamierzał  już  cofnąć  się,  lecz 
zauważywszy  iż  u  Słowian  jazdy  nie  więcej  niż  u  niego,  i  że 
piechota  słowiańska,  chociaż  liczbą  przemagająca ,  lecz  nocną 
ulewą  i  rozmokłemi  błotami  w  tak  trudnem  położeniu  posta- 
wioną była,  że  się  ruszyć   z  miejsca    nie  mogła,  —  dał    znak  do 


•*)  "Widukind.  I,  35.  Cumąue  illa  urbe  (Brennaburg)  potius  omnem  regio- 
nem, signa  vertit  contra  Dalamantiam.  adversus  ouam  jam  olim  reliąuit  ei  pater  mili- 
tiam  et  obsidens  urbem,  quae  dicitur  Gana,  vicisima  tandem  die  cepit  eam,  Praedia 
urbis  militibus  tradita  puberes  onines  interfecit,  pueri  ac  puellae  captivitati  servatae. 
Pod  nazwą  Gana  niektórzy  szukają  grodu  Jana,  inni  podrozumicwają  gród  Grone 
i  to  zdaje  sie  właściwsze.     Scheltz.  Gesch.  d.  Lausitz.  22. 

-')     Szczegółowo  wyżej  §  44  str.   222. 

2*)     Widukind  I,  35. 

^•^)     Teraz    Walsleben    w  Altmark,    z  lewej    strony    Łaby,    miedzy    Werben 
[i  Arneburg. 

=8)     Widukind  I  36. 

2')  Widukind  I  36.  Quo  factu  omnes  barbarae  nationes  erectae,  iterum  re- 
bellare  ausae  sunt. 

-*•)  Widukind  I  36.  Ad  (juarum  ferocitatem  reprimendam  traditur  exercitus 
cum  praesidio  militari  Bernhardo,  cui  ipsa  Redariorum  provincia  erat 
sublegata,  additurąue  legato  collega  Thietmarus,  et  jubentur  urbem  obsidere, 
quae  dicitur  Lunkini. 

Tom  III.  j(^ 


—       242       — 

Walki  i  cala  masę  Saksów  pchnął  do  boju.  .Słowianie  w  gęstych 
kolumnach  stali  tak  mocno,  że  ich  rozerwać  nie  udawało  się. 
Poległych  z  obu  stron  liczono  już  wielu,  lecz  gdy  jazda  saska, 
pod  AYodzą  Tietmara,  uderzyła  z  boku,  Słowianie,  nie  wytrzy- 
mawszy z  tej  strony  niespodziewanego  ataku,  cofnęli  się,  zamie- 
rzając schronić  się  w  Łączynie,  ale  Tietmar,  zająwszy  wszystkie 
drogi  do  Łączyna,  zmusił  Słowian  rzucić  się  na  drogę  prowa- 
dzącą do  jeziora,  w  którem  mnóstwo  ich  utonęło.  Piechota  sło- 
wiańska całkiem  prawie  zginęła;  tylko  część  jazdy  ratowała  się 
ucieczką.  Tym  sposobem  bitwa  4  Września  929  r.  skończyła 
się  zupełną  klęską  Słowian.  Nazajutrz  załoga  Łączyna  poddała 
się  z  warunkiem  zachowania  życia  mieszkańcom,  którym  rozka- 
zano wyjść  bez  broni.  Wiarołomni  Niemcy  zgwałcili  jednak 
umowę:  kobiety,  dzieci,  sługi  i  cały  majątek  obywateli  grodu 
stały  się  łupem  zwycięzców,  a  wszyscy  wojownicy  skazani  na 
śmierć,  straceni  zostali.-"*) 

Klęska  pod  Łączynem  ugodziła  głównie  w  związek  Wele- 
tów.  Obodryci  zdaje  się  nie  przyjmywali  uczestnictwa  w  walce 
pod  Łączynem,  lecz  weszli  w  porozumienie  z  Danami,  którzy  na- 
pad na  Saksonię  przedsięwzięli.  Henrykowi  jednak  udało  się 
najprzód  Obodrytów  powściągnąć, ^  potem  udzielnego  królika  duń- 
skiego Knubę  pobić  (r.  931),^")  a  nareszcie  „królów  duńskiego 
i  obodryckiego"  skłonić  do  przyjęcia  chrześciaństwa.*'^)     Jak  się 


^^)  W  relacyjach  o  bitwie  pod  Łączynem,  annaliści  nie  znali  miary  prze* 
chwałek.  Według  annal.  Corbejens  poległo  Słowian  120,000,  a  do  niewoli  ujęto 
tylko  800.  "Według  Widukinda  „fuere  qui  dicerent,  barbarorum  ducenta  milia 
caesa',  (lib.  I  c.  36.)  Powtórzył  to  Siegebert  Gemblacensis.  Porów.  Wigger 
Meklen.  Annal.  s.  26.  Ostróżniejszy  Thietmar  ograniczył  sie  wzmianką,  że  mała 
tylko  garstka  Słowian  uszła  z  pogromu.     (Chro.  I  c.  6.) 

^^)  Annal.  Augiens.  a.  931  i  objaśnienie  do  tego  Wigger  Mek.  Anm.  27. 
Thietmar  I  9. 

'^)  Annal.  Augiens.  a.  931,  Heinricus  rex  reges  Abodritorum  et  Nordmanno- 
rum  efńcit  christianos;  Continu,  Regino,  a.  931,  Henricus  rex  regem  Abotridorum 
et  regem  Dannorum  efficit  christianos.  Tak  samo  i  w  innych  annałach.  Porów. 
Wigger  Mek.  Annal-  s,  26* 


—     243     — 

zwal    „król"    Obodrytów,  o  tem    źródła    historyczne  nie  wzmian- 
kują. ^2) 

Tryumf  wodzów  królewskich  ze  zwycieztw  nad  Weletami 
i  Obodrytami  podniecał  Henryka  Ptasznika  do  nowych  zaborów 
w  Słowiańszczyznie.  W  tym  bowiem  czasie,  założywszy  na  gó- 
rze nad  Łabą,  twierdze  w  pobliżu  strumienia  Miszno^^)  (r.  931), 
Henryk  posunął  swój  oręż  na  wschód  od  Łaby  przeciw  Łuży- 
czanom, gród  których  Lubuszę  niedaleko  Czarnego  Halsztrowa,^*) 
obiegł.  Załoga  grodu  dociskana  długiem  oblężeniem,  opuściwszy 
gród,  zamknęła  się  w  małej  warowni  dolnej,  a  nareszcie  pod- 
dała się  zwycięzcy.  Gród,  rzucony  na  pastwę  płomieni,  —  bez- 
ludnym został  (r.  932).  Zwiastując  o  tej  nowej  zdobyczy  Hen- 
ryka króla,  dziejopłs  Titmar  dodał:  „niech  mu  Bóg  przebaczy 
co  nieprawnie  za  panowania  swego  na  własność  zagrabił."  ^■') 

Tymczasem  dziewięcioletni  rozejm  z  Madjarami  zbliżał  się 
do  końca.  Zamiast  rocznej  daniny  Henryk  posłał  im  psa.  Obra- 
żeni tem  Madjary  wpadli  do  posiadłości  królewskich  między  So- 
lawą  a  Łabą,  gdzie  przez  Serbów  z  darami  przyjmywani  byli. 
Głomacze,  dawni  przyjaciele  Madjarów,  ofiarowali  im  pieniądze 
i  pomoc.'''^)  Jeden  korpus  madjarski  obiegł  miasto,  o  którem  krą- 
żyły wieści,  że  w  niem  ogromne  skarby  schowane  siostry  kró- 
lewskiej,'^")   a    drugi    wpadł    do    Turyngii,    zniszczył    Hassegau 


^-)  Badacze  niemieccy  w  XVIII  w.  wynaleźli,  że  niby  według  Helmolda 
księgi  I  §  8,  król  Obodrytów  przez  Henryka  Ptasznika  ochrzczony  zwal  sie  M  i- 
cisla,  ale  u  Helmolda  podobnej  wzmianki  nie  ma,  co  już  zauważył  Wigger,  Mekl. 
Annal.  s.  27. 

3')     Thietmar  I  9.     Patrz  niżej  cyt  44. 

''*)  Lubusza  teraz  Leubus  w  Hercbergskim  okręgu,  różna  wcale  od  Lubusza 
ad  Odrą.  Porów,  dzieła  tego  T.  II  s.  61.  O  tćj  Lubuszy  będziemy  mieli  zrę- 
zność  mówić  w  dziale  o  zdobyciu  jej  przez  Bolesława  Chr. 

'■^)     Thietmar  I   9. 

^"j  Giesebrecht,  Wendische  Gesch.  I  23 1;  Staacke,  Deutsche  Gesch.  II  Ab- 
theilung  s.  241, 

'')  Widukind  I  38.  Ungari  Saxoniam  intrare  volentes,  iter  agunt  per  Da- 
leminciam  Sclavorum  et  divisis  sociis  alii  urbem  Widoni  Thuringo  opugnare  ten- 
tant,  alii  fines  Thuringorum  intrant.  . .  Badacze,  szukając  tego  grodu,  mniemali,  że 
może  być  Życz    (Zeitz),    lub  Wittenberg    nad    Laba    (Scheltz.    Gesch.  d.  Lausitz.  s. 

16* 


—     244     — 

i  Saksonii  zagroził.  Grafowie  sascy  Zigfryd  i  Herman,  połączy- 
wszy się  z  Turyngami,  wstrzymywali  Madjarów,  a  tymczasem 
król  Henryk  zbierał  wojsko  w  miejscu  Radi,  w  Heilan-  lub 
Wittin-gau.  Gdy  się  o  tern  dowiedzieli  Madjary  ci,  którzy  oble- 
gali miasto,  rzucili  oblężenie  i  przez  Nordturyngiję  spiesząc 
przeciw  Henrykowi,  zdążyli  aż  do  granic  Białej  Ziemi.  Doświad- 
czywszy jednak  w  tern  miejscu  niepowodzenia,  Madjary  z  mnó- 
stwem łupów  w  bydle,  kobietacli  i  dziewicach,  zwrócili  się  na  po- 
łudnie do  Szwabengau,  w  kącie  miedzy  rzekami  Solawą  a  Bodą, 
dążąc  na  połączenie  z  pierwszym  swym  korpusem. '^^)  Działo  się 
to  w  późnej  już  jesieni.  Henryk,  nie  życząc  rozpoczynać  walkę, 
rozlokował  wojsko  swe  na  zimowe  leże  (r.  932),  a  Madjary  tym- 
czasem całą  Serbiję  aż  do  Solawy  w  swem  ręku  trzymali.  Do- 
piero w  Marcu  r.  933  Henryk  dowiedziawszy  się,  że  Madjary 
zamierzają  do  Saksonii  wtargnąć,  zgromadził  wojska  swe 
w  Hassegau.  Bitwa  pomiędzy  Korbeją  a  Merzeburgiem  trwała 
dzień  cały  i  dopiero  w  nocy  Madjary,  po  ogromnej  stracie  co- 
fnęli się.^^)  Henryk  zwyciężył,  ale  tern  wojna  nie  skończyła  się, 
bo  nieprzyjaciół  wypadało  wyprzeć  jeszcze  z  Serbii.  Henryk 
ścigał  Madjarów  ostrożnie,  a  gdy  raz  z  siłami  nierównemi  na 
nich  uderzył,  został  zwyciężony  i  przed  pogonią  madjarską  le- 
dwo zdołał  uciec  do  grodu  Bichni,  gdzie  znalazł  ocalenie  od  nie- 
wątpliwej zguby.*'*)     Dalszych  szczegółów    wojny    tej    nie  posia- 


22.  —  Wyrażenie  Widukinda  Widoni  Thuringo  zdaje  sie  wskazywać,  że 
gród  Widona  (męża  siostry  Henryka)  już  na  ziemi  turyngskiej  leżał.  Tak  pojmując 
rzecz  tę  i  nowszy  historyk  turyngski  Knochenbauer,  mówi:  „die  Stadt  Widos  lag 
warscheinlich  noch  rechts  der  Unstrut,  innerhalb  Thiiringens;  eine  auf  den  ersten 
Anblick  ansprechende  Yermuthung,  es  sei  Wittenberg,  stimmt  mit  der  Richtung 
des  feindlichen  Einfals  nicht  iiberein."  Geschichte  Thiiringens   1863  s.  95. 

^^)  Wzmiankowane  wyżej  gau,  na  zachód  od  Laby  i  Solawy,  czytelnik  dla 
łatwiejszego  zorientowania  się  w  obrotach  stron  wojujących,  raczy  na  mapie  roz- 
poznać. 

''^)  Źródła  odnośne  do  wojny  z  Madjarami  podał  Raumer:  Regesta  historiae 
Brandenburgensia,  pod  r,  932   i  933. 

*•')  Thiótmar  I  8,  Rex  autem  Avares  sepenumero  insurgentes,  expulit.  Et 
cum  in  uno  dierum  hos  impari  congressu    ledere    temptaret    victus    in    urbem,    quae 


—     245     — 

damy,  ale  w  rezultacie  okazało  sie,  że  IMadjary  ustąpili  z  Serbii, 
Henryk  oswobodził  sie  od  płacenia  im  trybutu,  a  Serbowie  mie- 
dzy Solawą  a  Łabą  ostatecznie  ujarzmieni  zostali. 

Dla  wyrozumienia  ówczesnych  stosunków  międzynarodo- 
wych, ciekawe  byłoby  objaśnienie  pytania:  przez  jakie  kraje 
Madjary  dostali  się  do  Głomaczów  i  którędy  do  domu  wracali? 
Z  ruchów  stron  wojujących  widać,  że  Madjary  mogli  przybyć 
do  Głomaczów  albo  z  południa  przez  Czechy,  albo  ze  wschodu 
przez  Chrobacyję.  Ostatnia  droga  byłaby  dalsza  i  przez  góry 
trudniejsza.  Zatem  najprawdopodobniej,  że  Madjary  przez  Cze- 
chy dążyli.  Ale  tu  znowu  pytanie:  jakimże  sposobem,  zostający 
od  r.  928  w  przyjaznych  stosunkach  z  Henrykiem  Ptasznikiem 
książę  czeski  Wacław  pozwoliłby  wrogom  cesarza  przez  Czechy 
do  Głomaczów  przechodzić  i  nazad  wracać?  Sprawa  ta  ciemna, 
a  jednak  z  niej  uważać  możemy,  że  czy  przez  Czechy,  czy  przez 
Chrobacyję  Madjary  przechodzili,  w  każdym  razie  drogę  po 
ziemiach  słowiańskich  odbywali  i  nigdzie  nie  zachowało  się 
wzmianki,  ani  podania  o  uciemiężeniu  przez  nich  ludności  miej- 
scowej w  X  w.,  co  zdaje  się  poświadczać  przyjazne  usposobie- 
nie, w  owym  czasie,  do  Madjarów  Słowian. 

Ostatnią,  o  ile  nam  wiadomo,  wyprawą  Henryka  Ptasznika 
przeciw  Słowianom,  był  najazd  na  Wkranów,  których  on  danni- 
kami  swymi   uczynił   w  r.  934,* ^    Jeżeli   wiadomość    ta   nie  jest 


£  i  c  h  n  i  vocatur,  fugit ;  ibique  mortis  periculum  evadens.  Badaczep  od  Bichni  pod- 
rozumiewają  Pichen  lub  Piichen  nad  Modlą  (Muldą)  miedzy  Wurzen  i  Eilenburg, 

*•)  Contin.  Reginon.  a.  934.  Henricus  re.\  eodena  anno  Sclavos,  qui  U  u- 
c  r  a  n  i  vocantur,  hostiliter  invasit  et  vicit  sibique  tributarios  fecit.  Pawiński,  biorąc 
na  uwagę  ówczesne  wypadki,  mniema,  że  pod  nazwą  Yucrani  wypada  podrozumie- 
wać  nie  Wkranów,  a  Wągrów.  (no.ia6cKie  CiaBane.  72).  Przeczą  temu  jednak  formy 
nazwy  ludu,  o  którym  mowa.  Itak:  Annal.  Saxo:  Rex  Henricus  U  era  nos  Slavos 
hostiliter  invasit  et  vicit;  Annal.  Hildesheim  :  Henricus  rex  in  Wroconin  cum 
exercitu  fuit;  Chr.  Quedlinburg:  rex  Henricus  in  U  c  ronin  profectus  est,  subijci- 
ens  eos  sibi.  (Porów.  Raumer.  Regesta  s,  a.  934.)  Wszędzie  nazwa  Wkranów 
wyraźnie  zapisana  i  dla  tego  słusznie  zauważył  Raumer:  dies  ist  die  erste  Erwah- 
nung  der  Uckermark.  Dla  wykrojenia  zaś  z  Yucrani,  Ukrani,  Wągrów  nie  ma 
sposobu. 


—     246     — 

mylną,  w  takim  razie  przyznaćby  wypadało,  że  i  bliżej  do  Odry 
mieszkające  ludy  słowiańskie  narażone  już  były  na  grabieże 
i  zdzierstwa  wiekopomnego  mordercy  Słowian,  króla  Henryka  I. 

4.     Utwierdzenie  się  Niemców  w  Serbii,  między  Solawą  a  Łabą. 

Z  podbojów  dokonanych  w  Słowiańszczyznie  przez  Henryka 
Ptasznika,  jedna  tylko  kraina  serbska  uległa  zupełnemu  ujarz- 
mieniu i  wcieleniu  do  państwa  Niemieckiego  nazawsze.  Inne 
części  Słowiańszczyzny  czasowo  zhołdowane,  do  płacenia  ro- 
cznego trybutu  zobowiązane  zostawały,  ale  wcielać  je  do  pań- 
stwa Niemieckiego  i  urządzać  na  sposób  saski  zawcześnie  było. 
Rozumieli  to  zdobywcy  i  dla  tego  usilność  swą  zwrócili  wyłą- 
cznie do  przerobienia  Serbii  w  prowincyję  niemiecką. 

Rezydencyja  królewska  Merzeburg  stał  się  razem  siedli- 
skiem władz,  które  miały  rządzić  zdobytą  krainą  między  Solawą 
a  Łabą..  Wielkorządzcą  tej  krainy,  Henryk  Ptasznik  ustanowił 
przyjaciela  swego  Zigfryda  z  tytułem  legata.  Zigfryd,  mieszkając 
w  Merzeburgu,  sprawował  w  podbitym  kraju  najwyższą  władzę 
wojskową,  sądową  i  administracyjną. ^''') — Ten  komes  Mersebur- 
giorum,  jak  go  Widukind  nazywa,  miał  pod  swą  władzą  dwócłi 
naczelników  wojskowycli :  w  Merzeburgu  Azika,  komendanta  ta- 
mecznego „legionu  łotrów"  *'^)  i  w  Misznie  komendanta  twierdzy, 
niewiadomego  nazwiska.  Ten  ostatni,  siedząc  nad  Łabą,  miał 
czuwać  nad  Milczanami  i  Łużyczanami,  pobierać  od  nich  try- 
but**) i  ziemie  ich  zabierać.  Rzeka  Mulda  (Modła)  dzieląca  kra- 
inę Serbską  na  dwie  połowy,  stanowiła  granicę  władzy  komen- 
dantów.     Azik  rządził    częścią     zachodnią    od    Merzeburga    do 


*-)  Knochenbauer.  Gesch,  Tliiiringens,  str.  88,  89;  Posse.  Codex  Saxoniae 
str.  5. 

•**)  Widukind  II,  3.  Mittitur  ei  (buntownikowi  czeskiemu)  Asie  cum  legione 
Mesaburiorum  et  valida  manu  Hassiganorum,  additurąue  ei  exercitus  Tliuringorum. 

**)  Thietmar  I,  9.  Henricus...  urbem  faciens,...  nomen  eidem  Miśni  imposuit; 
quam  ut  hodie  in  usu  liabetur,  praesidiis  et  imposicionibus  caeteris  munit.  Ex  ea 
Milzęnos  suae  subactos  dicioni,  censum  persolvere  coegit. 


I 


—    247    — 

Muldy"),  a  jego  kolega  niewiadomego  nazwiska,  siedzący  w  Mi- 
sznie,  rządził  częścią  wschodnią  od  Muldy  do  Łaby  i  dalej  ku 
wschodowi,  jak  daleko  wedrzyć  sie  udawało.  Z  tej  wschodniej 
części  powstała  później   Ostmark. 

Podziały  terrytoryalne  Serbii,  składającej  się  z  małych  żup, 
zdobywcy  utrzymali  i  skorzystali  z  nich  dla  swych  celów.  Wła- 
dze ludowe  w  żupach  i  grodach,  od  chwili  podboju  podlegały 
urzędnikom  królewskim  gau-grafom,  w  grodach  większych 
burg-grafom,  a  w  mniejszych,  t.  j.  w  burgwardach  b  u  r  g- 
wójtom  (Burgvoigt.)  Wszyscy  ci  grafy  byli  naczelnikami 
przeznaczonych  do  pilnowania  zamków  i  bram  miejskich  oręż- 
ników,  zwanych  strażami,  kukesburger.^^) 

Grody  słowiańskie,  stając  się  fundamentem  miast  niemiec- 
kich, formujących  się  ledwo  co  na  sposób  frankski,  przybierały 
kształty  cudzoziemskie.  Zwyczajnie  w  zamku  lub  warowni,  na 
wyższem  miejscu  zbudowanej,  osadzano  komendanta  ze  strażą, 
a  na  podgrodziu  mieściła  się  ludność  kupiecka  i  rzemieślnicza, 
z  Niemiec  przybywająca.  Z  tej  ludności,  obowiązanej  bronić  mia- 
sta swego,  zwyczajnie  otoczonego,  jeśli  nie  murem,  to  przynaj- 
mniej częstokołem,  tworzyły  się  kompanije  wojowników,  które, 
w  razie  potrzeby,  obowiązane  były  wyruszać  w  pole,  jeśli  od 
tego  ludność  miejska  nie  była  szczególnym  przywilejem  uwol- 
nioną.^') 

Według  zwyczajów  X  w.  prawa  zdobywcy  niczem  nie  były 
ograniczone.  Mógł  on  bezkarnie  ludzi  zabijać,  osady  palić,  ko- 
biety i  dzieci  w  niewolę  zabierać,  ludność  z  ojczyzny  wysiedlać, 
sprzedawać  żydom,  którzy    w  tym  czasie   prowadzili  już  znaczny 


*^)  Późniejszy  comes  merzeburgski  Eziko  zmart  w  Liubizici  nad  Mulda 
^Thietmar  VI,  12).  Wypadek  ten  badacze  uważają  za  wskazówkę,  że  grafstwo  mer» 
zeburgskie  aż  do  Muldy  sięgało.     Knochenbauer,  Gesch.  Thiiringens  89,  cyt.   I. 

*")  O  kukesburgerach,  których  Thietmar  zowie  Satelitcs,  slavonłci 
m  i  1  i  t  e  s  powiemy  obszerniej  w  dziale  o  napadzie  Bolesława  Chr.  na  Miszno. 

■")     Gebhardi,  Algemeine  Weltgćschichte.  T.   52,  str.  302. 


—    248    — 

handel  niewolnikami  słowiańskimi. ^*')  Z  bezprawia  tego  korzy- 
stał Henryk  Ptasznik  w  szerokicłi  rozmiarach,  a  jeśli  nie  wyrżnął 
wszystkich  Serbów,  to  tylko  z  rachunku,  bo  któż  by  podatki 
płacił,  ziemie  uprawiał,  sług  i  robotników  dostarczał?  Owszem, 
ludność  słowiańska,  zostawiona  w  swych  osadach,  miała  służyć 
królom  niemieckim  i  sługom  ich  środkiem  do  wzbogacenia  sie 
i  dalszych  zaborów  na  Wschodzie;  krótki  przeciąg  czasu  od 
ujarzmienia  Serbów  do  śmierci  króla  Henryka  (929—936),  nie 
pozwolił  mu  zająć  sie  uposażeniem  swych  grafów  w  zdobytym 
kraju,  ani  szerzeniem  chrześciaństwa  żelazem  i  pożogą.  Doko- 
naniem tego  wsławił  sie  dopiero  syn  jego  Otton  I,  u  Niemców 
Wielkim  zwany. 

§46. 

Ujarzmienie  Weletów  i  Obodrytów  przez  króla 
Ottona  I  (936 — 951.) 

I.     Założenie  w  Magdeburgu  rezydencyi  królewskiej. 

Rozpoczęte  przez  Henryka  Ptasznika  ujarzmienie  Słowiań- 
szczyzny nadlabskiej  przedłużał  syn  jego  Otton  I,  nie  szczędząc, 
w  ciągu  długiego  panowania  swego  (936 — 977),  praCy,  krwi 
i  kosztów  dla  dopięcia  odwiecznego  celu  polityki  niemieckiej: 
Drang  nach  Osten. 

Granicę  państwa  Niemieckiego  nad  Łabą  znalazł  Otton  I 
dostatecznie  przez  ojca  jego  umocowaną,  ale  ze  zmianą  stosun- 
ków politycznych  po  ujarzmieniu  Serbów,  zjawiły  się  potrzeby 
wymagające  innych  strategicznych  punktów.  Merzeburg,  jako 
rezydencyja  królewska,  nie  odpowiadał  wymaganiom  polityki, 
zamierzającej  zwrócić  czynność  swą  głównie  przeciw  Słowianom 
dolnej  Łaby.  Zanadto  na  południe  posunięty  Merzeburg  nie 
mógł  być  ani  podstawą  do  wypraw  nad   dolną  Łabę,  ani  punk- 


*«)     Szajnocha.     Słowianie    w    Andaluzyi,    patrz    pismo    zbiorowe,    Jozafata 
Ohryzko,   1859. 


—     249     — 

tern  obserwacyjnym  do  czuwania  nad  Weletami  i  Obodrytami, 
chociaż  zniewolonymi  już  do  składania  trybutu  królowi  niemiec- 
kiemu, lecz  zawsze  do  energicznego  odporu  gotowymi.  Otton  I 
postanowił  przenieść  rezydencye  sw^  do  stosów  niej  szego  miej- 
sca, i  na  ten  cel  wybrał  starożytny  gród  słowiański  nad  Labą 
Dziewin,  od  czasów  Karola  W.  Magdeburgiem  zwany.  Wnet 
wiec,  po  wstąpieniu  na  tron,  Otton  I  przeniósł  rezydencyję  swą 
do  Magdeburga,  gdzie  miasto  zbudował  „w  celu  pozyskania  na- 
grody wiekuistej  i  dobra  ojczyzny  własnej".^)  Odtąd  Magdeburg 
stał  się  nie  tylko  pierwszym  placem  broni,  zbiorem  przedniej- 
szego  rycerstwa,  ale  i  głównem  miejscem  zarządu  wojennego  sił 
przeznaczonycli  do  działania  przeciw  Słowianom.  Dla  załatwie- 
nia spraw  państwa,  Otton  1  wyjeżdya  często  nad  Ren,  do 
Włocli  i  Bawaryi,  ale,  jak  tylko  możność  pozwala,  wraCa  do 
Magdeburga,  „gdzie  ^^^  pragnął  znaleźć  spoczynek  dla  zwłok 
swycli  po  zgonie".-) 

Wszakże  nie  dla  przyjemności  życia,  którycli  w  Magde- 
burgu nie  było  wcale,  lecz  inne  ważniejsze  pobudki  pociągały 
Ottona  I  do  pustycli  i  napół  dzikicłi  jeszcze  nadłabskicłi  po- 
brzeży.  Tradycyjna  polityka  „posuwania  się  na  wscłiód"  pod- 
niecała go  przesiadywać  nad  Łabą,  zkąd  oczom  jego  odkrywała 
srie  niezmierzona  równina  słowiańska,  pełna  ludu  tęgiego  i  bo- 
gatycli  zasobów  miejscowycli  bez  końca.  Na  tej  równinie  Niemcy 
spodziewali  się  znaleźć  dla  siebie  i  swycli  potomków  bogactwa, 
sławę,  wzmocnienie  sił  państwowych,  ale  nie  tajno  im  było  iż 
dla  osiągnienia  podobnych  nadziei,  wypadało  w  pocie  czoła  pra- 
cować wieki,  morze  całe  krwi  przelać,  ludy  wyplenić,  świat 
zbrodniami  zadziwić!  Nie  troszczyli  się  wszakże  Niemcy  X  w. 
o  to,  co  potomność  o  ich  czynach  powie:  ziemia  słowiańska  za- 
nadto była  ponętną,  aby  jakie  bądź  względy  humanitarne  mogły 
powściągnąć  chciwość  teutońską. 


1)     Tliictmar   II,  2. 
-}     Thietmar  II,  5. 


—       250      — 

w  Magdeburgu,  jako  najdogodniejszym  punkcie  do  wyko- 
nania ogromnej  wagi  zadania,  Otton  I  najczęściej  przesiadując, 
naradzał  sie  z  margrafami  o  potrzebach  wojennych.  Tu  się  knuły 
zamachy  w  celu  ujarzmienia  Słowian,  tu,  na  rachunek  zdziera- 
nego z  nich  trybutu,  wznosiły  się  pyszne  kościoły,  tu  zebrane 
„legiony  łotrów",  gotowe  były,  na  skinienie  królewskie,  rzucić 
się  albo  na  północ  ku  Pomorzu,  albo  na  południe  ku  Czechom. 
Z  Magdeburga  wyjdą  później  missionarze  niemieccy,  aby  przez 
kościół  ludy  słowiańskie  w  poddaństwo  niemieckie  zaprządz.  Ale 
nim  to  nastąpi ,  gruba  siła  ma  ułatwić  ujarzmienie  Słowiań- 
szczyzny ! 

2.     Pograniczne  legacyje  Hermana  Billinga  i  Gerona. 

Podczas  wstąpienia  na  tron  Ottona  I,  komes  merzeburgski 
Zigfryd,  o  którym  wspomnieliśmy  wyżej,  mieszkając  w  Merze- 
burgu,  był  stróżem  pogranicza  wschodniego,  z  tytułem  prokura- 
tora, i  jako  krewny  królewski  bezwątpienia  obszerną  władzę  po- 
siadał. —  Dziedzicznym  księciem  saskim  Otton  I  ustanowił  Her- 
mana Billinga,  jednego  ze  znakomitszych  panów  saskich.^)  W  rok 
później,  po  zmarłym  Zigfrydzie  (r.  937),  król  Otton  mianował 
komesa  Gerona  legatem  pogranicza  serbskiego^),  zajmującego 
przestrzeń  od  gór  Harcu  do  Solawy  i  od  tej  rzeki  na  wschód 
do  r.  Mćdły^);  a  dalej  na  wschód  do  legacyi  Gerona  miało 
należyć  wszystko  to,  co  oręż   niemiecki    zdobywał.  —  Tym  spo- 


^)  Widukind  II,  4.  Placuit  igitur  novo  regi  novum  principetn  militiae  con- 
stituere ;  elegitque  ad  hoc  officium  virum  nobilem  et  industrinm  satisque  prudentem 
nomine   Hćrimannum. 

*)  Widukind  II,  9  an.  937,  defunctus  est  Sigfridus  comes.  cujus  legationem 
cum  sibi  vendicasset  Thancmarus,  —  et  regali  dono  cessisset  Geroni  comiti,  aflictus 
est  Thancmarus  tristitia  magna. 

^)  Granice  niepewne,  ale  pierwotnie  Marka  Wschodnia  obejmowała  z  lewej 
strony  Solawy:  Szwaben-gau.  Hasse-gau,  Frisenfeld  z  Gernrode,  Walbek  i  Mansfed, 
a  z  prawej  strony  Solawy  serbską  krainę  do  r.  Muldy.  Worbs.  Was  heist  die  Ost- 
Mark,  w  Neue-Archiv  r.  1804  cze.  I  s.  191;  Hoffmann.  Script  rer.  lusat.  T.  IV  ex- 
ccrpta  ex  ąnnalibus  Gerenrodensłbus  s.  145. 


1^ 


!5i 


sobem  powstały  dwie  legacyje:  północna  Billinga  i  wschodnia 
Gerona,  rozszerzające  się  w  miarę  zaborów.  Był  to  początek 
przyszłych  marek:  Północnej  i  Wschodniej. 

W  samym  początku  panowania  Ottona  I  zaszły  nieporozu- 
mienia z  Ratarami''),  którzy  obrazili  posłów  Tankmara,  starszego 
brata  króla  Ottona,  lecz  z  innej  matki  urodzonego.')  Herman 
Billing,  jako  pograniczny  legat,  walczył  w  przytomności  króla 
Ottona  z  Katarami,  którzy  do  uległości  zmuszeni  zostali  (25  wrze- 
śnia 936).^)  Odtąd  poczyna  się  długa  karyera  rodu  Billingów. 
Wielkorządztwo  Hermana  rozciągało  się  na  tę  właśnie  miejsco- 
wość, gdzie  leżały  ogromne  dobra  Billingów.  Zainteresowany  po- 
większeniem swego  majątku,  a  przy  tem  nienawidząc  Słowian, 
Herman  wszelkiemi  siłami  starał  się  zaokrąglić  swe  posiadłośsi 
kosztem  sąsiednich  Słowian.  Miasto  Łuneburg,  od  czasów  Ka- 
rola W.  słynne  jako  punkt  handlowy  ze  Słowianami,  stało  się 
siedliskiem  Hermana  Billinga,  głównym  zborem  jego  wojowni- 
ków. Tu,  na  pograniczu  z  Obodrytami  i  Lutykami,  Herman  roz- 
począł długą  pracę  ku  ujarzmieniu  sąsiadów,  nie  szczędząc  po- 
dejść, oszukaństwa  i  zdrady.  Nieprzebłagana  nienawiść  do  Sło- 
wian, z  gotowością    do    najokropniejszych  przeciw  nim  środków 


**)  Widukind  II,  4  a.  936,  Rex  (Otto)  cum  omni  excrcitu  intrat  terminos 
barbarorum  ad  referendam  illorum  saevitiara.  Datum  ąuippe  erat  illis  et  aii- 
tea  a  patre  suo  bellum,  eo  quod  violassent  legałoś  Thancmari,  filii  sui.  A  ponieważ 
w  poprzednim  rozdziale  Widukind  mówi  o  Czecłiach,  z  tego  wnioskowano,  że  wy- 
raz powyższy  barbarorum  tyczy  sie  Czechów,  lecz  niewłaściwość  podobnego 
mniemania  dawno  już  objaśniono.  (Porów.  Palacki.  Dejiny  naród  Ceskeho  I,  s. 
233  przypisek  215.)  Natomiast  badacze  biorąc  na  uwagę,  że  we  dwa  tygodnie  po 
odbyciu  wyprawy  przeciw  Słowianom,  król  Otton,  czyniąc  w  Magdeburgu  nadanie 
klasztorowi  Fuldeńskiemu,  wyrazi!  sie:  quando  de  provincia  Slavorum,  qui  vocatur 
Riadere,  in  pace  venimus  ad  Magathaburg  I4  Octobris  an.  936  (Raumer.  Kegesta 
N.  128;  Klempin  Pommersche  Urkundenbuch  N.  9),  —  zauważyli,  że  wyprawa,  za 
pokrzywdzenie  posłów  Tankmara,  odbyła  się  przeciw  Eatarom. 

')  Pierwszą  żoną  Henryka  Ptasznika  była  Hateburda,  córka  Erwina,  do  któ- 
rego należała  część  Merzeburga,  Starem  miastem  zwana.  Z  tej  żony  Henryk  miał 
syna  Tamo,  czyli  Tankmara,  potem  porzuciwszy  ją,  w  małżeństwo  pojął  Matyldę, 
która  wydała  mu  trzech  synów:  Ottona,  Henryka  i  Brunona.     Thietmar  I,  4,  6, 

»)     Widukind  II,  c.  4. 


—        252       

cechowały  Hermana  Billinga  i  w  spadku  przelały  sie  na  ród 
jego,  który  w  ciągu  dwócli  wieków  pracując  nad  wykonaniem 
zadania,  przez  przodka  podanego,  dręczył  Słowian  niepomier- 
nem  zdzierstwem. 

Mianowanie  Gerona  legatem  pogranicza  Wscliodniego  mo- 
cno oburzyło  królewicza  Tankmara,  który  sam  dobijał  się  tej 
godności.")  Porozumiawszy  sig  wiec  z  innymi  malkontentami, 
Tankmar  podniósł  rokosz  przeciw  królowi  Ottonowi  I,  i  rozpo- 
czął wojnę  domową,  lecz  pobity  szukał  scłironienia  w  Eresbergu 
i  tam  w  kościele  przy  ołtarzu  poległ  r.  938.*") 

3.     Wojna  Ottona  I  z  Czechami.     Najazdy  Madjarów  na  Saksoniję 
(r.  937—938).     Powstanie  Słowian  r.  939. 

Walka  Ottona  z  Katarami  w  pierwszym  roku  panowania 
jego,  było  tylko  wstępem  do  dalszych  zamiarów  przeciw  Słowia- 
nom, z  którymi  on  się  obchodził,  jakby  ze  swymi  poddanymi. 
Gdy  bowiem  w  Czechach  Bolesław  I,  dla  powściągnienia  buntu 
pewnego  możnowładzcy,  rozpoczął  przeciw  niemu  wyprawę  zbroj- 
ną, (r.  936),  na  pomoc  buntownikowi  zjawiły  się  dwa  legiony 
niemieckie,  z  których  jednym  dowodził  komendant  łotrów  mer- 
zeburgskich  Azik.'^)  Oczywiście,  że  bez  rozkazu  króla  Ottona 
ani  Azik,  ani  zwierzchnik  jego  prokurator  Zigfryd  nie  ośmieliliby 
się  wtargnięciem  do  Czech  rozpocząć  wojnę,  która  się  lat  14 
ciągnęła!'^)  (936—951). 

Wojna  z  Czechami,  zaburzenia  w  Saksonii  z  powodu  buntu 
królewicza  Tankmara,  a  przytem  rozdrażnienie  Słowian  zdzier- 
stwem urzędników  niemieckich,  podawały  Madjarom  zręczność 
do  nowego  złupieżenia  Saksonii. ^^)  Wyprawa  ich  w  r.  937,  skie- 


*)     Porów.  wyź6j  cyt.  4. 

^0)     Widukind  II,   11;  Thietmar  If,   1. 

")     Porów,  wyżej  §  44,  przyp.  25  i  §   45  przyp.  43  s.   225,   246. 

^*)  Wyżej  §  44  str.  225.  Do  tego  Sigebert  Gemblacensis:  longa  inter  eos 
concertatio  per  14  annos  protracta. 

^"j  Annal.  Quedlinburg  a.  937.  Everhardus  dux  Francorum  et  Wigmanus  Saxo- 
nicus,  atque  improbus  Thancmer,  inani  consensu,  conspiraverunt  in  regem..In  eadem 
tcmpćstate  yenientes  Ungari  vastaverunt  Thuringiam,  deinde  in  Saxoniam,  M.  G.  T.V  s.56. 


—     253     — 

rowana  przez  Frankonije  do  Saksonii,  nie  udała  sie.  Otton  zmu- 
sił Madjarów  z  Frankonii  cofnąć  się  do  domuJ*)  Ale  wyprawa 
r.  938  powiodła  się  pomyślniej.  Dobrawszy  się  do  Saksonii,  Ma- 
djary  rozłożyli  się  obozem  nad  r.  Boda,  łupieżyli  sąsiednie  oko- 
lice i  próbowali  nawet  szturmować  warowne  grody  Stediren- 
burg,  Werle,  Hebesheim,  a  jeden  hufiec  ich,  przez  Nordturyn- 
giję  dobiegł  do  granic  Białej  Ziemi,  lecz  zdrada  jakiegoś  Sło- 
wianina zaprowadzony  w  błotnista  miejscowość  Dremblik,  zgi- 
nął. ^^)  A  chociaż  współcześni  Niemcy  przechwalali  się  ze  swych 
sukcessów  nad  Madjarami,  widocznie  jednak,  że  Madjary  połu- 
pieżywszy  ile  się  im  podobało  Saksoniję,  zwyczajem  swym  co- 
fnęli się  ze  zdobyczą  do  domu.^*) 

Najazdy  Madjarów  w  latach  937  i  938,  bunt  Tankmara,  tu- 
dzież wojna  Niemców  z  Czechami  podawały  Słowianom  nadłab- 
skim  nadzieję  wydobycia  się  z  pod  przemocy  wrogów.  A  gdy 
jeszcze  młodszy  brat  króla  Ottona  Henryk  podniósł  przeciw 
niemu  rokosz,  Słowianom  wydało  się,  że  nadeszła  nareszcie  do 
powstania  pora.*')  Nauczeni  niepowodzeniami  dawniejszej  walki 
z  Niemcami  pojedynczych  plemion,  Słowianie  porozumieli  się  do 
wspólnego,  wszystkiemi    siłami   działania.     Powstanie    rozpoczęli 


1*)  Widukind  II,  5  an.  937.  Antiąui  hostes  Hungari  venerunt  virtutem  pro- 
bare  novi  regis.  Intrantes  autem  Franciam,  statuerunt,  si  possent  ab  occidentale 
plaga  invadere  Saxoniam.  Rex  autem  audiens  nihil  moralus,  cum  exercitu  valido 
ocurrit  illis,  fugavitqne  et  terminis  suis  abegit.  Thietmar  II,  I.  Avares  quoque  patri 
suimet  ąuondam  contrarii,  sed  diu  pacificati,  iterum  insurgunt,  celeriterąue  fugati 
redeunt  (a.  937  ) 

i5j  Widukind  II,  14  a.  938  antiqui  hostes  nostri  Ungarii  subito  irruunt  in 
Saxoniam,  et  castris  super  litus  Bodae  fluminis  collocatis  inde  in  omnem  regionem 
diffunduntur,  circa  urbem,  quae  dicitur  Stiedereburg,  Exercitus  arte  cujusdam  Slavi 
in  locum,  qui  dicitur  Thrimmining,  deductus  difficultate  locorum  ac  manu  circumfu- 
sus  armatorum  periit.  Do  tego  szczegóły  w  Chroń.  Corbejens  i  Annal.  Saxo,  Porów. 
Raumer.  Regesta,  s.  a.  938. 

»»)  Widocznie  porażka  Madjarów  w  pobliżu  Mcrzeburga  933  r.  nie  była 
tak  straszną,  jeśli  we  cztery  lata  później  ośmielili  sie  te  same  miejscowość  najechać 
i  grabić. 

1")  Widukind  II,  20.  Barbari  labore  nostro  (Emporung  Heinrichs  gegen 
Otto),  elatł,  nusquam  ab  incendio,  caede  ac  depopulalione  vacabant,  Geronemque, 
quem  sibi  rex  praefecerat,  cum  dolo  perimere  cogitant. 


—     254     — 

Obodryci  zniszczeniem  wojska  niemieckiego  i  zabiciem  wodza 
jego  Hajki  albo  Hiki  (r.  939).  Za  ich  przykładem  inni  Słowia- 
nie mieli  napaść  na  Gerona,  lecz  ten,  przewidując  wymierzone 
przeciw  niemu  ciosy,  udał,  że  o  niczćm  nie  wie  i  pod  pozorem 
przyjaźni,  zaprosił  do  siebie  na  ucztę  trzydziestu  okolicznych 
książąt  (żupanów)  słowiańskich,  których  po  uczcie  kazał  wy- 
mordować.*®) 

Rozgłos  o  takim  postępku  bezecnym  i  naruszeniu  wysoko  / 
u  Słowian  szanowanej  gościnności,  wywołał  straszne  oburzenie. 
Walka  na  śmierć  z  Niemcami  poruszyła  do  oręża  wszystkie  nad- 
łabskie  ludy.  Geron,  party  przez  Słowian,  wzywał  pomocy  od 
króla,  lecz  ten,  w  obec  wojny  domowej  z  młodszym  bratem  swym 
Henrykiem,  sam  był  w  położeniu  nadzwyczaj  przykrem.  Walka 
przybierała  charakter  morderczy.  Słowianom  dostawało  się  nie- 
raz okropnie,  „lecz  niezważajac  na  wszelkie  niepowodzenia,  prze- 
kładali oni  wojnę  nad  pokój,  gotowi  będąc  raczej  znosić  wszel- 
kie klęski  wojny,  aniżeli  stracić  swobodę  najmilszą."  —  „Byli  to 
ludzie  mocni,  w  pracy  wytrwali,  przyzwyczajeni  byle  czem  za- 
dawalniać  się,  a  co  dla  naszych  (Saksów)  byłoby  nadzwyczaj 
trudnym  czynem,  to  Słowianie  z  przyjemnością  znoszą.*  ^") 

Rozbity  przez  Słowian  Gero  uciekł  za  Łabę,  ale  nie  upadł 
na  duchu,  knuje  on  powtórnie  zdradę.  Pieniędzmi  i  obietnicami 
skłania  uprowadzonego  jeszcze  przez  Henryka  Ptasznika  i  ba- 
wiącego u  Niemców  księcia  Hobolanów  Tugomira,  już  ochrzco- 
nego,^")  aby  mu  zdradą  kraj  ojczysty  poddał.  Tugomir,  uciekł- 
szy niby  od  Niemców,  przybył   do  Branibora.    Tam    od    swoich 


18)     widukind  II,  20. 

'^)  Widukind  II,  20.  Uli  vero  nihilominus  belluni  quam  pacem  elegerunt, 
omnem  miseriam  carae  libertati  postponentes.  Est  naraque  hujuscemodi  genus  ho- 
minum  durum  et  laboris  patiens,  victu  levissimo  assuetum;  et  quod  nostris  gravi 
oneri  esse  solet,  Slavi  pro  quandam  voluptate  ducunt. 

'^)  W  nekrologii  klasztoru  Molenbekskiego  zapisano;  VIII  kal.  Jun.  Tugu- 
mir  dux  (obiit.)  Raumer.  Regesta,  pod  r.  940,  Z  tego  historycy  wnioskują,  że 
Tugomir  miał  być  już  ochrzczonym. 


—     255     — 

poznany  i  za  władzcę  przyjęty,  zawezwał  do  siebie  synowca,  je- 
dynego ze  wszystkich  tej  ziemi  książąt,  ocalałego  podczas  zabu- 
rzeń ówczesnych,-')  podstępem  zabił  go,  a  kraj  swój  Geronowi 
poddał,  (r.  939.)  Osłupieni  podobnym  postępkiem  Tugomira, 
Słowianie  aż  po  Odrę  wojować  przestali  i  zgodzili  sie  trybut 
królowi  płacić.--) 

Podwójną  zdridą  poskromiwszy  Słowian,  Gero  nieprze- 
stawał  dobijać  się  opanowania  sąsiednich  krajów  słowiańskich 
niby  dla  króla,  lecz  w  gruncie  rzeczy  dla  utworzenia  udzielnego 
władztwa  synowi  swemu  Zigfrydowi.  Nie  przestawał  więc  wdzie- 
rać się  do  sąsiednich  okolic  i  obdzierać  Słowian.  Żołnierze  jego 
uczęszczając  ,.expedycyje"  swe  po  trybut,  przy  wybieraniu  któ- 
rego dopuszczali  się  nadużyć,  tak  dokuczyli  Słowianom,  że  ci 
znienawidziwszy  Gerona,  chwytali  za  oręż  i  zabijali  jego  pobor- 
ców.-*') Tymczasem  zaburzenia  w  Niemczech,  nieporozumienia 
z  Francyją,  sprawy  włoskie,  wojna  z  Czechami,  a  wreszcie  bunty 
najbliższych  krewnych  Ottona  I,  zmusiły  go  spuścić  z  uwagi 
Słowian  i  na  lat  dziesięć  (941  —  951)  zostawić  ich  w  pokoju.  Gero, 
zmuszony  nieść  pomoc  królowi,  nie  mógł  niczego  nowego  przed- 
sięwziąć na  wschód  od  Łaby,  a  król  potrzebując  pomocy,  nie 
baczył  na  jego  zdzierstwa.-^)  —  Była  to  chwila  w  dziejach  Sło- 
wiańszczyzny zaodrzańskiej  nie  już  szczęśliwego  odpoczynku,  lecz 
ocierania  łez  na  zgliszczach  i  trupach  braci,    chwila  oczekiwania 


-')  Widukind  II,  21  mówi,  że  przybywszy  do  Branibora,  Tugomłr,  qui  iure 
gentis  paterna  successione  dominus  esset  eornm,  qui  dicuntur  Heveldi, 
wezwał  nepotem  suum,  qui  ex  omnibus  principibus  gentis  supererat  Z  tego  wypada, 
że  księciem  ziemi  byl  Tugomir  a  nie  jego  synowiec,  który  chociaż  także  byl  księ- 
ciem,  ale  nie  paterna  successione. 

'-)  Widukind  II,  21.  Ouo  facto  omnes  barbarae  nationes  usque  in  Oderam 
fluvium  simili  modo  tributis  regalibus  se  snbjugarunt. 

*')  Widukind  II,  30.  Eo  tempore  barbarorum  bellum  fervebat.  Et  cum  mi- 
lites  ad  manum  Geronis  praesidis  conscripti  crebra  expeditione  attenuaren- 
tur  etdonativis  vel  tributariis  praemiis  minus  adjuvari  possent,  eo 
quod  tributa  passim  negarentur,  seditioso  odio  in  Geronem   exacuuntur. 

**)  Widukind  II,  30,  w  dodatek  do  tekstu  powyższej  cytaty,  zapisał:  res 
vero  ad  communes  utilitates  reipublicae  Geroni  semper  juxta  erat 


—    256    — 

większych  jeszcze  nieszczęść,  które  spaść  miały  w  przyszłości. 
Pojmując  doskonale  ówczesne  stosunki  pomiędzy  Słowianami 
a  Niemcami,  naoczny  świadek  walki  sąsiednich  narodów  AVidu- 
kind  powiada:  ,,i  długo  jeszcze  doświadczać  będziemy  zmienne 
powodzenia  wojny,  walcząc  za  sławę  i  szerokie  panowanie,  a  oni 
za  swobodę  i  wyzwolenie  się  z  niewolniczej  podległości."  -^) 

§  47. 

Zaburzenia    w  krajach    Obodrytów    i    Lutyków 

(954—960.) 

I,  Powstanie  Wkranów  r.  954.  Najazd  BIMinga  na  Obodrytów  r.  954,  w  od- 
wet za  najazd  na  Saksoniję.    Powstanie  Słowian  r.  955,  klęska  ich. 

Zaprowadzane  przez  Niemców  porządki  nieznośnemi  wydały 
się  Słowianom.  Wkranie,  czując  się  na  siłach,  niestarganych 
jeszcze  w  walkach  z  Niemcami,  stawiali  im  opór.  Margraf  Ge- 
ron  zamierzył  zmusić  Wkranów  do  posłuszeństwa  i  w  tym  celu 
przedsięwziął  wyprawę,  w  towarzystwie  zięcia  króla  Ottona,  Kon- 
rada Lotaryńgskiego,  który  heroicznym  czynem  postanowił 
stwierdzić  przymierze  z  teściem,  po  przerwaniu  wspólnie  z  in- 
nymi rokoszanami  przeciw  niemu  walki.  Dwaj  wodzowie  ude- 
rzyli na  Wkranów,  pobili  ich  i  ogromne  łupy  zabrali,^)  r.  954. 
Czyn  ten  opromienił  nowym  blaskiem  sławy  Gerona,  którego 
i  przedtem  szanowano  w  Niemczech,  jako  znakomitego  wodza, 
ale  po  zwycięztwie  nad  Wkranami  po  całych  Niemczech  uwa- 
żano go  za  wielkiego    i    sławnego  męża.^)     Spokój  trwał  jednak 


26)  Widukind  II,  20,  Transeunt  sanę  dies  plurimi,  his  pro  gloria  et  pro 
magno  latoque  imperio,  illis  pro  libertate  ac  ultima  servitute  varie  certantibus. 

1)  Widukind  III,  42  a.  954.  Eo  anno  Slavi,  qui  dicuntur  Uchri  a  Gerone 
cum  magna  gloria  devicti,  cum  ei  praesidio  esset  dux  Conradus  a  rege  missus. 
Praeda  inde  ingens  ducta;  Saxoniae  laetitia  magna  exorta. 

2)  Widukind  III,  54,  Gero  olim  licet  multis  gestis  insigniis  clarus  habere- 
tur,  jam  tamen  magnus  ac  celebris  ubique  praedicebatur,  eo  quod  Slavos.  qui  di- 
cuntur Uchri  cum  magna  gloria  cepisset. 


—     257     — 

długo,  bo  w  nieszczęśliwej  Słowiańszczyznie  wszelkie  intrygi 
wrogów,  znajdywały  dla  swej  czynności  obszerne  i  nadzwyczaj 
dogodne  miejsce. 

Powód  do  zaburzeń  podał  wycliowaniec  króla  Ottona  I 
Wichman,  który,  czując  sie  obrażonym  przez  krewnego  swego 
Hermana  Billinga  ograbieniem  go  z  majątku,  zmówił  sie  z  bra- 
tem swym  Egbertem  i  wspólnie  z  nim  rozpoczął  w  Saksonii 
wojnę  domową.  Billing  powściągnął  jednak  wicłirzycieli,  a  król 
Otton  I,  rozsądziwszy  sprawę,  uwolnił  braci  od  kary,  ale  Wicli- 
mana  kazał  pod  strażą  trzymać.  Wkrótce  potem  Ottonowi  I  wy- 
padło do  Bawaryi  udać  się.  Wicłiman,  udawszy  cłiorego,  pozo- 
stał w  Saksonii,  wszedł  znowu  w  zmowę  z  Egbertem,  lecz  nie 
będąc  w  siłach  walczyć  z  Billingiem,  bracia  uciekli  do  Nakuna 
1  Stojgniewa,'')  książąt  obodryckicli"'),  (r.  954),  którzy,  jak  po- 
wiada Widukind,  zawsze  byli  gotowi  do  wojny  z  Saksami. 

Ruszył  Billing  z  wojskiem  do  kraju  nieprzyjaciół,  podstąpił 
pod  gród  Swietły  kraniec,'^)  w  którym  zamknęli  się  krewni  jego 


'}  Widukind  III,  29,  30,  31 ;  Thietmar  II,  6  ex  parte  Slavorum  bellum  in- 
gruit  horridum,  hortatu  Yigmanni  comitis  et  Egbehrti,  ducatu  autem  Nacconis  et  Stoin- 
negui  fratris  ejus;  Widukind  III,  50  sociaverunt  sibi  duos  subregulos  barbarorum, 
Saxonibus  jam  olim  infestos,  Naconem  et  fratrem  ejus.  Zwyczajnie  braci  tych  histo- 
rycy zowią  Nakonem  i  Stojgniewem,  ale  już  Kunik  zauważył,  że  w  języku  sło- 
wiańskim suffiks  un  właściwy  jest  w  nazwach  rzeczowych,  a  także  i  w  imionach 
własnych:  Bogun,  Radun,  Jarun,  i  że  w  dokumentach  meklenburgskich  forma  Na- 
con  używała  sie  zamiast  słowiańskiej  Nakun,  czego  ślad  jest  w  nazwach  miej- 
scowych: 1 23 1  Nacunstorp  etc,  —  twierdzi,  że  właściwą  formą  jest  Nakun. 
A-IóeKpu,   103. 

"*)  Nakuna  i  Stojgniewa  zwyczajnie  za  książąt  obodryckich  uważano,  lecz 
Pawiński  (IIojaóCKie  CiaBane  81),  mniema,  że  ich  za  książąt  Weletów  policzyć  wy- 
pada. Sprzeciwia  się  temu  świadectwo  Ibraima-ibn-Jakób,  który  wyraźnie  mówi, 
że  kraina  Nakuna  leżąca  na  samym  kresie  zachodu,  graniczy  z  Saksoniją,  poczęści 
z  Germaniją,  co  mianowicie  położeniu  ziemi  Obodrytów  odpowiada.  Przy  tem 
Ibraim-ibn-Jakób  powiada,  że  Nakun  posiada  gród,  który  się  zowie  Wielka 
twierdza,  badacze  zaś  przyznali,  że  twierdzą  tą  jest  Weligard.  —  Oprócz  tego 
w  liczbie  ludów  słowiańskich,  które  przeciw  Niemcom  walczyły,  Widukind  na 
pierwszem  miejscu  stawia  Obodrytów,  co  zdaje  się  także  wskazywać,  że  główna 
rola  w  wojnie  książętom  obodryckim  przypadła.  Kunik.  A.ióeKpil  47,  48,  102, 
tudzież  dzieła  tego  T.  II  s.  3CX). 

^)  Widukind  III,  51  a.  955.  Ductus  excrcitus  a  duce,  reperti  sunt  in  urbe 
Tom  III.  T- 


-     258     - 

Wichman  i  Egbert,  lecz  zmuszony  z  niczem  do  domu  powrócić, 
udał  się  do  króla  Ottona  o  rychła  pomoc/)  ale  ten  oblegając 
w  Regensburgu  zbuntowanych  wasalów  i  gotując  się  do  sta- 
nowczej walki  z  Madjarami,  sam  ściągał  z  całej  Germanii  wo- 
jenne posiłki.  Tymczasem  Słowianie,  pod  wodzą  Wicłimana, 
wpadłszy  do  Saksonii  w  Kwietniu  r.  955,  tak  przycisnęli  Bil- 
linga,  że  on  nie  przewidując  możności  stawienia  im  oporu,  roz- 
kazał wojsku  i  mieszkańcom,  zgromadzonym  pod  warownią 
K  o  k  a  r  e  s  c  e  m ,'')  poddać  się  nieprzyjaciołom  na  wszelkich, 
jakicli  wymagać  będą,  warunkach.  Za  zbliżeniem  się  Słowian, 
oblężeni,  nie  stawiając  oporu,  zyskali  pozwolenie  opuścić  miasto 
z  żonami  i  dziećmi,  z  warunkiem  aby  niewolnicy,  półswobodni 
i  własność  nieruchoma  stały  się  zdobyczą  zwycięzców.  Gdy 
wreszcie  Słowianie  zabierali  miasto,  jeden  z  nich,  poznawszjf 
w  żonie  saskiego  wojownika  dawniejszą  niewolnicę  swą,  zapo- 
trzebował ją  sobie,  lecz  jakoś  przypadkiem  padł  od  noża  Saksa. 
Uważając  to  za  pogwałcenie  warunków  kapitulacyi,  Słowianie 
wyrżnęli  Saksów,  oszczędzając  wreszcie  kobiet  i  dzieci,  które 
w  niewolę  poszły.^)  Dla  powetowania  tej  straty  Herman  Bil- 
ling  nie  miał  siły,  tylko  przełożony  nad  wojskiem  Tiadryk,  na- 
padłszy na  jakiś  gród  słowiański,    spalił    przedmieścia  jego,    lecz 


quae  dicitur  S  u  i  t  h  1  e  i  s  c  r  a  n  n  e.  Historycy  nażwę  tę  czytali:  S  w  i  e  1 1  a  s  t  r  a- 
n  a  (Szafaizyk  Star.  Slow.  §  43,  6,  s.  546).  PaM'iński  myśli,  że  właściwiej  czytać: 
S  w  i  e  1 1  y  kraniec,  U.0Jia6.  CjaBHHe  81. 

")  Thietmar  II,  6.  Quos  Herimannus  dux  superare  diffidentes,  regis  petivit 
auxilium. 

')  "Widukind  III,  52.  Cives  Cocarescemiorum.  O  położeniu 
miasta  tego  nie  wiemy.  Pertz,  poznawszy  w  nazwie  jego  brzmienie  słowiańskie, 
wnioskował,  że  leżało  gdzieś  blisko  Elby,  niedaleko  Magdeburga,  gdzie,  jak  wy- 
rzekł, wiele  jest  osad,  mających  z  tą  nazwą  niejakie  podobieństwo.  Bielowski,  M. 
P.  I,  s.  186;  Szafarzyk  domyślał  się,  że  być  może  nazwa  Cocarescem  przekręcona 
z  Cukesburger  t.  j.  Burgwiichter,  słowiańscy  Wietnicy.  Star.  Slow.  §  43  6,  s,  546. 
Inni  szukali  tego  miasta  nad  Labą  w  Gresse  albo  Gartze,  w  pobliżu  Bleckede. 
Bartliold.  Gesch.  v.  Pommern  u.  -Riigen  I,  276. 

s)     Widukind  III,  52. 


IP 


—    259    — 


przyparty  między  palącym  się  grodem  a  błotem,  ze  strata  ledwo 
ujść  zdołał.**) 

Tymczasem  król  Otton  I,  po  walnem  zwycięztwie  nad  JSIa- 
djarami  10  Kwietnia  r.  955  nad  Lechem,  powróciwszy  do  Sa- 
ksonii, Wicłimana  i  Egberta  za  zdrajców  kraju  ogłosił,  a  przy- 
jawszy  posłów  słowiańskich,  którzy  przyrzekali  mu  płacić  dani- 
nę, byle  nie  mieszano  się  w  ich  sprawy  domowe,  wyrzucał  im 
wiarołomstwo  Słowian  przy  zajęciu  miasta  Kokarescem,  doma- 
gając się  ukarania  winowajców.  Słowianie  jednak  winy  na  się 
nie  przyjęli,^")  oświadczywszy,  że  nad  haniebny  pokój  przenoszą 
wojnę  i  z  orężem  w  ręku  staną  w  obronie  swobody  ojczystej.  ^^) 
Otton  I  podobnych  warunków  nie  przyjął.    Gotowała  się  wojna. 

Xa  ten  raz  Obodryci,  Welety,  Czrezpienianie,  Doleńcy 
i  wszyscy  inni  Słowianie  aż  do  Odry  stanęli  do  wspólnej  obrony 
posad  ojczystych.'-)  Jedni  tylko  Rany,  nie  doświadczywszy  je- 
szcze w  swem  ustroniu  na  wyspie,  gwałtów  niemieckich,  i  nie 
zapominając  jakichś  nieporozumień  z  Lutykami,  nie  przyłączyli 
się  do  ogólnego  związku. 

Wyprawę  przedsięwziął  sam  król  Otton  I,  ale  duszą  całego 
przedsięwzięcia  był  margraf  Geron.  Zawdzięczając  jego  zabie- 
gom, Rany  przystąpili   do    związku    z  Niemcami    przeciw    swym 


'^)  Widukiiid  III,  45  a.  955,  pugnatutn  est  a  praeside  Thiadrico 
uhersus  barbaros.  Cum  jam  incendio  extincto  reverteretur,  et  paludem,  quae  erat 
urbi  adjacens,  medietas  miłitum  transisset,  Słavi  videntes  nostros  in  arto  sitos  ob 
difficultatem  loci,  nec  copiam  habere  pugnandi  nec  locum  adeo  fugiendi,  inseąueban- 
tur  a  tergo  revertentes  clamore  magno.  Pereraerunt  ex  eis  ad  quinquaginta  viros, 
foeda  fuga  nostrorum  facta. 

'Oj     Widukind  III,  53. 

")     Widukind  III,  53.      Adeiat  ex  legatio  barbarorum,    tributa    ^  .   .,  .  „ 
lex    morę    velle    persolvere  nuntiaiites ,    caeterum    dominationem 
regionis    velle    tenere;  hoc  pacto  pacem  velle,    alioquin    pro    libertate 
ar  mis   certare. 

*2)  Annal.  Sangallen.  maj.  an.  955.  Otto  rex  et  tilius  ejus  Liutolf  in  festi- 
vitate  sancti  Galii  pugnaverunt  cum  Abatarenis  et  Vulcis,  et  Zcirizspanis  et  Tolon- 
senis,  et  victoriam  in  eis  sumpsit,  occiso  ducem  illorum  nomine  Ztoignavo,  Annal. 
Hildosheim,  a.  955  rex  Otto  periculosissime  contra  Abotritos  coiTflixit. 


—     26o     — 

braciom  Lutykom,  podobnie  jak  za  Karola  W,,  przeciw  tymże 
Lutykom  występowali  Obodryci  z  powodu  nieporozumień  po- 
graniczny cl:i.  1  gdy  wojsko  niemieckie  postepywało  z  południa, 
Rany  uderzyli  z  północy.  Naciskani  z  dwóch  stron  Słowianie 
zmuszeni  byli  prowadzić  wojnę  odporną,  zajmując  stanowisko 
pomiędzy  błotami  i  moczarami,  któremi  Pomorze  zawsze  słynęło. 
Wojsko  królewskie,-  któremu  towarzyszył  książę  czeski  Bole- 
sław I,^^)  połączywszy  się  z  Geronem  doszło  do  r.  Raksy, ^^) 
przez  którą  przeprawy  bronili  Słowianie.  Położenie  Niemców, 
wycieńczonycłi  głodem  i  chorobami;  wśród  dzikiej  okolicy  i  śmia- 
łych wrogów,  było  nieznośne.  Otwartą  siłą  niczego  oni  przed- 
sięwziąć nie  mogli:  zostawała  tylko  nadzieja  na  przytomność 
i  przebiegłość  margrafa.  Z  rozkazu  króla  Ottona,  Geron  wypra- 
wił się  do  księcia  Stojgniewa,  powitał  go  przez  bagnisko,  wy- 
rażał podziwienie,  że  Słowianie  zamierzają  walczyć  z  samym 
królem  i  wzywał:  ^dajcie  nam  przejść  rzekę,  albo  sami  przejdź- 
cie, aby  waleczność  okazała  się  w  czystem  polu."  Stojgniew, 
pojmując  krytyczne  położenie  Niemców,  z  szyderstwen^  odrzucił 
wezwanie.  Zostawało  działać  siłą.  Otton  gromadził  wojsko  niby 
do  przebycia  rzeki,  a  tymczasem  Geron  z  Ranami,  opuściwszy 
obóz,  cichaczem  zbudowali,  w  pewnćj    odległości,    trzy  mo3ty  na 


'^)  Flodoard.  a.  955  pugnavit  rex  Otto  cum  duobus  Sarmatarum  regibus;  et 
suffragante  sibi  Burislao  rege,  quem  dudum  sibi  subdiderat.  —  Dawniej  histc^rycy 
mniemali,  że  Burislav  byt  księciem  Ranów,  którzy  pomagali  Niemcom  przt^ciw 
swym  braciom  (Barthold.  Gesch.  v.  Pommern  u.  Riigen  I,  277)  ale,  porównywajac 
wypadki,  możemy  zauważyć,  że  wyrażenie  Flodoarda:  Burislav  rege,  quem  dudu'" 
sibi  subdiderat  (Otto),  stosuje  sie  naj właściwiej  do  księcia  czeskiego  Bolesława  l.» 
który  w  r,  951  przyrzekł  posłuszefistwo  Ottonowi  i  odtąd  będąc  jego  hołdowni" 
kiem,  dawał  posiłki  na  wojnę  z  Madjarami,     Porów,  wyżej  §  44  s.   226. 

'^)  Widukind  III,  53  super  Raxam  fluvium.  Annal.  Saxo  zowią  tę  rzekę 
Taksa.  Szafarzyk  myślał,  że  tą  rzeką  może  być  Dosza,  dopływ  Laby  (Star.  Sło. 
§  43,  s.  546.)  Pertz,  Waitz  i  Giesebrecht  (Wend.  Gesch.  I,  182)  upatrywali  ją 
w  Reknicy,  w  Meklenburgskiem.  Podobnie  Bielowski  (M.  P.  I,  137)  i  Kunik 
(A.ióeKpH  s.  102);  inni  domyślają  się,  że  Raksa  poprostu  oznacza  rzekę,  a  miejsce 
pobojowiska  upatrują  w  okolicy  jeziora  Moryckiego,  w  pobliżu  Malchowa,  gdzie  są 
dotąd  ślady  okopów  słowiańskich.  Lisch,  Jahrbiicher  d.  Yereins  f.  Meklen.  Gesch. 
XXXII. 


L 


201         — 

rzece  i  niespodziewanym  napadem  ze  skrzydła  tak  zmieszali  Sło- 
wian, że  ci,  nie  wytrzymawszy  naporu,  pierzchneli  i  kieskę  po- 
nieśli. Stojgniew  z  wielu  towarzyszami  poległ,  rzeź  trwała  do 
nocy,  jeńców  zabrano  wielu. ^■')  Działo  sie  to  16  Października  r. 
955.'^)  Nazajutrz  głowę  Stojgniewa  wystawiono  na  pokaz, ^') 
i  około  niej  700  jeńców  zamordowano.  Doradzcy  książęcemu 
wyłupiono  oczy,  wyrżnięto  język,  poczem  ciało  jego  do  kupy 
trupów  wrzucono.     Wichman  i  Egbert  do  Francyi  uciekli.^*) 

2.    Powstanie  Ratarów  (957—960). 

Zdawałoby  się,  że  straszna  klęska,  poniesiona  przez  Słowian 
w  r.  955  nad  Raksą,  powinna  była  wstrzymać  ich  na  długo  od 
wszelkiego  oporu  ciemięzcom,  a  jednak  okazało  się,  że  Słowianie, 
nie  zrażając  się  żadnemi  niepowodzeniami,  zanic  ceniąc  pożogi 
i  mordy,  gotowi  byli  przy  każdej  zręczności  ginąć  tysiącami, 
w  obronie  najmilszej  im  swobody  od  ucisku  i  zdzierstwa  urzę- 
dników królewskicli.  Nie  upłynęło  bowiem  i  dwócli  lat  od  bitwy 
nad  Raksą,  a  już  koło  jeziora  Doleńskiego  Ratary  wzięli  się  do 
oręża  (r.  957).  Co  ich  pobudziło  rozpocząć  wojnę,  o  tem  wiado- 
mości nie  znajdujemy,  ale  raz  powstawszy,  Ratary  podnoszą  wy- 
soko sztandar  narodowy  i  na  długi  czas  przyjmują  na  się  prze- 
wodnictwo w  zaciętój  walce  z  Niemcami. 

Na  wieść  o  powstaniu  Ratarów,  tułający  się  we  Francyi  Wich- 
man pospieszył  do  nich  i  nienawiść  przeciw  Niemcom  podsy- 
cał.'**)    Król  Otton  I,  zatrudniony  najprzód  rokoszem  syna  swego 


to 


15)     Widukind  III,  54,  55. 

^®)  Annal.  Sangall.  maj.  a.  955  in  testivitate  Sancti  Galii  (wyżej  cyt.  12) 
co  odpowiada   16  Października. 

^")  Thietmar  II,  6  powiada,  że  Otton  I,  pojmawszy  Stojgniewa,  ściąć  go 
rozkazał,  ale  żyjący  pod  ówczas  Widukind,  mówi,  że  Stojgniew  zginął  od  miecza 
a  viro  militari.  cujus  Yocabulum^erat  Hosed. ..  Ex  hoc  Hosed  clarus  et  insignis  ha- 
bitus ;  merces  tam  famosi  gesti  donativum  imperiale  cum  reditu  viginti  mansuum, 
(III,  55^. 

^8)     Widukind  III,   55. 

'^)  Widukind  III.  59.  Eodem  tempore  (a.  957)  Wichmanns  sciens  Saxoniam 
bellatoribus  vacuam,  a  Gallia  profectus,  Saxoniam  occulte  intravit,  domum  conjugem- 
que  revisit,  inde  se  iterum  alienigenis  inmersit. 


—        202        

Luitolfa,  (r.  956),  potem  sprawami  włoskiem!  i  zamiarem  zdoby- 
cia korony  cesarskiej,  bawił  w  Lombardyi  i  nie  mógł  osobiście 
przeciw  Ratarom  wojsko  prowadzić.  Zastąpił  go  markgraf  Ge- 
ron,  któremu  już  po  trzeci  raz  wypadło  przeciw  Wichmanowi 
walczyć.-")  Ratary  stawili  sie  mężnie,  walka  z  nimi  toczyła  sie 
uporczywa  tak,  iż  sam  Otton  musiał  na  teatr  wojny  pospieszyć,^*) 
lecz  gdy  tam  przybył  doszły  go  listy  z  Włoch,  donoszące  o  śmierci 
syna  jego  Luitolfa  (r.  957).^-)  Odbyte  w  latach  958  i  959  wy- 
prawy, pod  dowództwem  samego  króla,  nie  złamały  Ratarów,-^) 
a  jednak  boje  musiały  być  zażarte,  gdyż  ze  strony  Niemców 
wódz  Titmar  poległ  (r.  959).^*)  W  r.  960  król  Otto  znowu  wy- 
prawę przeciw  Ratarom  odbył,-^)  lecz  zamilczenie  ówczesnych 
pisarzy  o  jakiem  bądź  powodzeniu  jego,  wskazuje,  że  i  w  tym  ra- 
zie niczego  nie  osiągnął,  a  tymczasem  sprawy  włoskie  i  zamiary 
otrzymania  korony  cesarskiej  w  Rzymie,  znagliły  go  do  odja- 
zdu,-") Dalsze  powodzenie  walki  z  Ratarami  pozostało  w  ręku 
Gerona. 

Jeszcze  przed  odjazdem  do  Włoch  króla  Ottona,  Wichman, 
znudziwszy  sobie  pobyt  u  Ratarów,  umyślił  oszukaniem  Ge- 
rona los  swój  poprawić.  Udał  się  więc  do  łaski  królewskiej, 
z  prośbą  o  przebaczenie  mu  dawnych  występków.  Gero,  wziąw- 
szy go  na  porękę,  wyjednał  mu  u  króla  przebaczenie,-')  a  Wich- 

20)  Pierwszą  wyprawę  przeciw  niemu  zrobił  Herman  r.  955,  (wyżej  na  s.  258. 
cyt.  5),  drugą  sam  król  Otto,  w  tymże  roku  (wyżej  cyt.  10),  trzecią  Geron  r.  959. 
patrz  Widukind  III.  60.  Ductus  exercitus  contra  Wichman num  tertia  vice  vix  obtinuit. 

2^)     Cont.  Regino,  a.  957.    Rex  iterum  Sclavos  invasit.  Liutolfus  in  Italia  obiit. 

22)  Ibidem,  a.  957.  Litterae  autem  obitus  ejus  (Liudolfi  6  Sept.  95f)  allatae 
sunt  imperatori  cum  esset  in  militia,  qua  militavit  contra  Redarios. 

23)  Flodoard.  a.  958.     Otto  rex  bellum  adversus    Samatas*habuit. 

2*)  Cont.  Regino,  a.  959.  Rex  iterum  Sclavos  invasit,  ubł  Thietmarus  oc- 
ciditur. 

25)     Cont.  R.egino,  a.  960.     Eodem  anno  rex  iterum  pergit  in  Sclavos. 

2^)  Annal.  Saxo  960;  Otto  Frisng.  a.  960,  dum  rex  rursum  contra  Sclavos 
procinctum  moveret,  Johannes  diac.  et  Aso  scrin.  ab  apostolica  sede  missi  ad  regem 
veniunt,  de  tyrannide  Berengarii  ąuerimoniam  facientes.  Porów.  Wigger.  Mek. 
Annal.  35. 

2')  Pośrednictwo  Gerona  w  sprawie  Wichmana  łatwo  sie  tern  objaśnia,  że 
syn  Gerona  Zigfryd  już  przed  tem  lat  kilka  ożeniony  był  z  Hathuwi   siostrą  Wich- 


—      203      — 

man  dał  klątwę,  źe  nigdy  więcej  ani  słowem,  ani  czynem  przeciw 
królowi  działać  nie  będzie.-*^)  Wkrótce  jednak  Wichman 
uciekł  do  króla  duńskiego,  zamierzając  pobudzić  go  do  wojny 
z  Niemcami,  lecz  gdy  to  się  nie  udało,  wrócił  do  Saksonii  i  rozbo- 
jami się  bawił,  a  unikijąc  wyroku  Gero  na,  który  go  na  śmierć 
^kazał,-^)  puścił  si^  na  tułactwo  i  znowu  zdążywszy  do  Słowian 
nadodrzańskicli,  wplata  ł  icli  w  wojnę  z  Polan  ami,  którzy  odtąd  zja- 
wiają się  na  teatrze  walki    Słowian    nadodrzańskicli  z  Niemcami. 

§    ^• 

Początek  monarcłiii  polskiej. 

I.   Czasy  przedhistoryczne. 

Naród  polski  w  dziejach  Europy  zasłynął  dopiero  w  po- 
czątku drugiej  połowy  X.  w.,  kiedy  orężne  liufce  Polanów  losem 
zdarzeń  zjawiły  się  na  teatrze  wojny  Słowian  zaodrzańskicli 
z  Niemcami  (r.  962).  Odtąd  dopiero  poczyna  się  wiarogodna 
historya  narodu  polskiego,  a  o  dawniejszych  losach  jego  dowia- 
dujemy się  tylko  z  podań,  powstałych  ze  zmieszania  do  kupy  po- 
wieści różnych  plemion  słowiańskich  i  oprócz  fantazyi  ludowej, 
ubarwionych  wymysłami  dawnych  pisarzy.  Z  podobnego  rodzaju 
źródła  nie  możemy  wprawdzie  wydobyć  faktów  wiarogodnych^ 
ale  przy  oględnem  porównaniu  wypadków,  tyczących  się  całego 
szczepu  słowiańskiego,  podania  starożytne  mogą  nam  pomódz 
do  pochwycenia  przynajmniej  ogólnego  pojęcia  o  czynach  i  lo- 
sach przodków  naszych  w  przedhistoryczne  czasy. 

Najdawniejsze  podania  polskie  o  Kraku  założycielu  Krakowa, 
o  zabiciu  przez  niego  strasznego  potwora   na  Wawelu,    o    brato- 


mana,  (według  Thietmara  YII.  4.,  który  sprawę  te  nie  jasno  przedstawił).  Porów. 
Zeissberg.  Miseco  I  der  erste  christliche  Beherrscher  des  Polens,  w  Archiv  fiir 
Oesterreichłsche  Geschichte.     T.  38   r.   1867,  s.  39. 

-8)     Widukind,  III,  60  (an.  959). 

-*♦)  Widukind,  III,  64.  Interea  ab  emptore  praetereunte  latrocinia  ejus  pro- 
duntur,  sociorumque  aliqui  comprehensi,  et  tamquam  contra  publicam  rem  agentes, 
a  duce  dampnati,  strangulo  vitam  perdiderunt;  ipse  autem  cum  fratre  vix  evasit. 


2  04      — 

bójstwie  pomiędzy  synami  Kraka,  o  jedynaczce  córce  jego  Wan- 
dzie, którą  naród,  w  uczczenie  zasług  ojca  jej,  mianował  królową, 
wreszcie  o  wojnach  Polaków  z  Aleksandrem  W.,  wojska  którego 
miały  zdobyć  krakowską  i  sieradzką  ziemię,')  bezwątpienia  są 
plątaniną  illiryjskicłi,  czeskich,  pomorskich  i  w  ogóle  zachodnio- 
słowiańskich  podań,  powstałych  poczęści  z  wyobrażeń  mity- 
cznych, które  młodzieńcza  fantazyja  ludów  starała  się  uosobić 
w  postacie  istot  żyjących,-)  a  erudycyja  kronikarska  ubarwiła  je 
świetnymi  czynami,  ze  starożytnych  pisarzy  czerpanemi.*^)  O  wy- 
tłómaczenie  tych  podań  kusili  się  niejednokrotnie  ojczyści  bada- 
cze*^), lecz  zdania  całkiem  różne  wypowiedzieli/'')  Wszakże  dziś  nikt 
już  nie  wątpi,  że  wzmiankowane  wyżej  podania  polskie  wyłącznie 

')  \Ve<lhi^'  Bielowskiego,  podania  te  zapisał  około  r.  1050  kronikarz  Mierz- 
wa, Mon.  Pol.  ii,  s.  166 — 175.  Wszak/.e  istnienie  tego  kronilcarza  w  XI  w.  za- 
przec/ają  nitktót/,y  bailacze.     Bartoszewicz.  Historya  literatury  polskiej.     T.  I    s.  57. 

^■)  Podania  o  Krakusie  i  Wandzie  korespondujące  z  podaniami  czeskiemi 
o  Kraku  i  Lubuszy,  powtarzają  się  i  u  innych  pobratymców.  I  tak,  w  Lublanie 
i  całej  Illyryi  krążą  podania  o  Kraku  ze  smokiem;  Lubiana  ma  za  herb  smoka, 
asą  tam:  Kraków  przedmieście  lublańskie,  Kraków  wielka  dąbrowa,  w  pobliżu  sta- 
rożytnego Noviodunum,  Kraków  w  górnej  Styryi.  Oprócz  tego  wiadomy  był  Kra- 
ków obok  Wendy  na  wyspie  Ranie;  obok  Kraka  Dziewa  w  Magdeburgu,  Krak  ze 
smokiem  w  Regensburgu.  Zatem  podania  o  Kraku,  Wandzie,  smoku  nie  są  wymy- 
słem kronikarzy  polskich,  lecz  pochodzą  z  podań  głębokiej  starożytności.  Szulc  Kaz. 
Mythologia  słowiańska;  s.  28,  41.  —  Podania  o  smoku,  wspólne  ludom  aryjskim, 
różnie  są  wykładane.  Szulc,  Mythologia.  47,  184.  Szczegóły  w  niniejszem  dziele 
s.  718,  780-3,  785,  808,  854- 

3)  Gallus  w  początlai  XII  w.,  po  nim  Alateusz,  potem  mistrz  Wincenty 
w  początku  XIII  w.,  Boguchwał  w  połowie  XIII  w.,  komentator  kroniki  Win- 
centego Jan  Dąbrówka  około  r.  144O,  Długosz  w  drugiej  połowie  XV  w.,  na- 
reszcie kronikarze  XVI  w. 

^)  Joachim  Lelewel  w  uwagach  nad  Mateuszem  herbu  cholewa  dziejopi- 
sem  XII  w.  (Pols.  wiek.  śred.  T.  I),  tudzież  w  Ostatnich  Pójrzeniach  (Pols.  wiek_ 
śred.  IV,  s.  479—481);  J.  M.  Ossoliński,  Historyczno -krytyczny  przyczynek  do 
literatury  słowiańskiej,  wydany  przez  Samuela  Bogumiła  Lindego,  w  Warszawie  r. 
1822;  Roeppel.  Dzieje  polslde.  T.  I;  W.  A.  Maciejowski.  Pierwotne  Dzieje 
Polski  i  Litwy  r.  1846,  tudzież  Roczniki  i  kroniki  polskie  i  litewskie  r.  1850; 
A.  Bielowski.  Wstęp  krytyczny  do  dziejów  polsldch  r.  1850,  tudzież  w  Monu- 
mentach Poloniae  historica.  T.  II;  Szajnocha.  Lechicld  początek  Polski  w  r.  1858; 
Bartoszewicz.  Historja  pierwotnej  Polski,  1865  wydana  r.  1878.  T.I;  Kaź.  Romer. 
Podania  o  Kraku  i  Wandzie,  w  Bibhotece  Warszawskiej  r.  1872.  T.  III;  K  Saski, 
■w  rozbiorze  krytycznym  podań  o  Leszkach,  w  Przeglądzie  Etnograficznym  i  lierac- 
kim  r.   1875.     N.  5,  IV;    porów.    Sieniawskiego.   Pogląd   na   dzieje    Słowian    zacho- 


—      205       — 

ńo  Chrobacyi  należą,  a  do  podań  wielkopolskich  tylko  przez  kro- 
nikarzy przyplątane  zostały,  w  celu  zaokrąglenia  podań  polskich.") 
Osobny  cykl  podań,  że  tak  nazwiemy  wielkopolskich,  sta- 
nowią podania  lechickie,  na  czele  których  stoi  Lech  praszczur 
narodu.  Aby  połączyć  Lecha  z  podaniami  chrobackiemi,  kroni- 
karze dopatrzyli,  że  on  był  oswobodzicielem  narodu  od  najazdu 
Aleksandra  W.  i  zmarł  bezpotomnie.  Po  nim  Polska  długo  kró- 
lów nie  miała,  ale  później  znaleźli  się  Leszki,  z  których  trzeci 
tego  imienia  zwyciężył  potrzykroć  Juliusza  Cezara,  a  zawarłszy 
z  nim  przymierze,  pojął  za  żonę  siostrę  jego  Juliję,  i  w  posagu 
za  nią  Bawaryję  otrzymał.  Julija  była  założycielką  miast  L  u- 
busza  i  Lubina,  o  czem  rozpowiadano  w  Polsce  już  w  X  w.') 
Po  Leszku  III  nastąpił  pierworodny  syn  jego  Popiel  (Pompilius), 
któremu  podlegali  dwudziestu  młodszych  jego  braci,  z  innych  żon 
Leszka  III  urodzonych.*)  Popiel  panował  świetnie  nie  tylko  nad 
Słowianami  lecz  i  nad  ościennymi  narodami.^)  Bracia  zawsze  mu 
byli  posłuszni,    a  cześć  ich  ku  niemu  doszła   do  takiego   stopnia, 


linio -północnych,  r.  1881,  s.  422.  —  Szczegółowiej  od  innych  Kaz.  Szulc,  Mytho- 
logia  Słowiańska  r.   1880. 

•'')  Naruszewicz  mniemał,  że  podania  polsliie  pochodzą  od  Scytów  i  Sarmatów 
(Hist.  Narodu  Pols.  I.  38),  Maciejowsłii  i  Bielowslii  początelc  podań  polslcich  upa- 
trywali w  Icrajach  południowych  i  do  powieści  Dako  -  illirslcicli  odnosili;  Szajnocha 
przeciwnie  szukał  ich  początku  w  Skandynawii;  Lelewel  i  inni  odmówili  im  podsta- 
wy historycznej,  uważając  je  za  utwór  poezyi  ludowej. 

<*)     Szulc  Mythologia  s.  30. 

")  Thietmar  I,  2,  VI,  39,  podanie  o  zakładaniu  grodów  na  ziemiach  słowiań- 
skich odnosił  do  Merzeburga  i  do  Lubusza.  Mieszkańcy  Wolina  odnosili  je  do 
swego  grodu  (Ebbo.  Vita,  s.  Ottonis  III  c.  I);  Mierzwa  i  Wincenty  (I.  17)  rozAvo- 
dzili  się  szeroko  z  tera  podaniem,  a  ich  odpisywacze,  obdarzają  zaszczytem  tym  nie- 
tylko  Lubusz  i  Wolin,  ale  i  Lubin  wielkopolski  i  Lublin  małopolski,  w  miarę  jak 
którego  z  nich  obchodziła  bliżej  jedna  lub  druga  z  tych  miejscowości.  Bielowski 
M.  P.  II,  s,  49  przyp.  2. 

*)  Najdawniejsi  kronikarze,  wzmiankując  o  20  synach  Leszka  III,  którzy  mieli 
udziały  swe,  jak  by  księstwa,  nie  nazwali  ich  po  imionach,  ani  udziałów  ich  nie 
-oinaczyli.  Dopiero  w  XIII  w.  Boguchwał  dowiedział  się  w  jakich  mianowicie 
udziałach  od  Wisły  na  zachód  aż  do  Westfalii  panowali  Popielowicy,  których  on 
po  imionach  wyliczył.     Chroń,  w  Bielowskiego  M.  P.  II,  s.  477. 

*)  Succedens  huic  Lestkoni  Pompilius,  ejus  ńlius  non  Sclaviae  duntaxat  mo- 
narchiae,  sed  etiam  finitimorum  gubernatorum  sumit  imperia.  Bielowski.  M.  P.  II,  180. 


—     266     — 

że  po  jego  śmierci,  uznali  niezwłocznie  królem  nieletniego  syna 
jego  Popielowica  (Pompiliusa).  Lecz  ten,  doszedłszy  do  pełnole- 
tności, odpłacił  im  nienawiścią,  zdradą,  krwi  rozlewem.  Małżonka 
jego  podszeptami  uzbrajała  go  przeciw  stryjom,  twierdząc,  że  sa- 
morząd icli  władze  jego  ogranicza,  że  mu  należy  wybierać  po- 
między uległością  a  panowaniem,  że  mu  si  albo  panować,  albo  słu- 
chać innycli.  Podobne  namowy  tak  mocno  wpłynęły  na  Popie- 
lowica, że  postanowił  pozbyć  się  stryjów  trucizną,  a  gdy  doko- 
nał to,  panował  niedołężnie  i  we  wszystkich  sprawach  był  nik- 
czemnym. Za  to  spotkała  kara  boża.  Z  niepogrzebanych  tru- 
pów stryjów  powstała  niezliczona  ilość  myszów,  które  ścigały 
wszędzie  Popielowica,  a  dopadłszy  go  w  schronieniu  na  wysokiej 
wieży,  zjadły  go  z  żoną  i  dwoma  synami.*^) 

Odrzucając  ubarwienia  fantazyi  ludowej  i  dodatki  kronikar- 
skie a  biorąc  na  uwagę  tło  podań  lechickich,  możemy  z  nich 
zauważyć  uświadomienie  praojców  naszych  o  wspólnem  pocho- 
dzeniu i  jednakowym  ustroju  rodu  naszego  na  obszarach  od  Wi- 
sły na  zachód  aż  za  Labę.  Dokładniej  uprzytomni  to  następne 
objaśnienie. 

Zaludnienie  ziem  Słowiańszczyzny  północno  -  zachodniej 
w  przedhistoryczne  czasy,  jak  powiedzieliśmy  wyżej, ^^)  składało 
się  ze  wspólnowładnych  dziedziców  i  lęchów  indywidualnych  wła- 
ścicieli ziemskich.  Dostojniejszych  i  zamożniejszych  lęchów  zwano 
k  n  ę  z  i  a  m  i.  W  każdej  żupie  lub  ziemi  musiał  być  choć  jeden 
knęź,  w  osobie  żupana  albo  starosty;  w  niektórych  było  ich  po 
kilku. ^^)  Roiło  się  przez  to  w  Słowiańszczyznie  mnóswo  knęziów, 
a  jeszcze  więcćj  lęchów,  którzy  składając  drużyny  wojenne  dla 
obrony  kraju,  stawali  do  szeregów  zamożniejszych  knęziów.  A  jeśli 
któremu  z  knęziów  udało  się  zdobyć  władzę  zwierzchnika  całego 

^^)  Mierzwa,  Gallus.  Wincenty  nie  wzmiankują  gdzieby  stalą  wieża,  w  któ- 
rej myszy  zjadły  Popiela,  ale  w  XIII  w.  Boguchwał  już  twierdził,  że  to  się  stało 
w  Kruszwicy.  Bielowski.  M.  P.  II,  478.  O  znaczeniu  podania  o  myszach,  porów, 
niniejszego  dzieła  T.  II,  593 — 4,  868. 

^1)     Niniejszego  dzieła  T.  II,  s.  394,  405,  427. 

12)     Niniejszego  dzieła  T.  II,  s.  450. 


—       207      — 

plemienia,  składającego  się  z  kilku  żup  lub  ziem,  wtedy  stawał 
się  on  dynastą,  a  ród  jego  panującym  sukcesyjnie  (paterna  suc- 
cessione).  Takimi  dynastami,  według  podań,  byli  dwudziestu 
synów  Leszka  III,  nad  którymi  miał  zwierzchnictwo  pierworodny 
syn  jego,  Popiel.  Takimiż  dynastami  byli,  według  innych  po- 
dań, bohatyrowie  bajeczni,  książęta  z  rodu  Popielowiców  Wal- 
gierz  w  Tyńcu  i  Wisław  w  Wiślicy,'^)  z  których  ostatni,  walcząc 
z  Walgierzem,  został  przez  niego  zabitym.  Z  rodu  Popielowi- 
ców bezwątpienia  był  także  historyczny  książę  wiślicki,  przez 
Morawianów  około  r.  884  wygnany  z  kraju.  ^*)  Wszystkich 
podobnych  dynastów  zwano  knięziami,  książętami,  a  nazwa  ta 
w  Polsce  i  u  innych  ludów  lechickich  stała  się  synonimem  panu- 
jącego monarchy. ^^)  Później  dopiero  w  Polsce  dynastów  wyłą- 
cznie zwano  knięziami,  książętami,  a  innym  dostojnikom  miano 
pan  przysługiwało.  U  Pomarzanów  jednak  nazwa  k  n  ę  ź  utrzy- 
mywała się  długo,  jako  miano  stanu  szlacheckiego  tak,  że  aż  do 
XVI  w.  siedzącą  kupami  po  wsiach  na  wyspie  Ranie,  niezamożną 
szlachtę  zwano  knieżycami.^")  Z  tego  możemy  wnioskować 
jak  na  obszarach  Słowiańszczyzny  północno-zachodniej  licznym 
był  niegdyś  stan  lęchów,  miano  których  posłużyło  do  nadania 
całemu  narodowi  nazwy  Lachów,  Lechów,  Lechitów.  Rzecz  na- 
turalna, że  rozgłos  w  świecie  zyskuje  ten  tylko  przy  kim  pano- 
wanie i  sława:  niewolnicy  historyi  nie  mają.  Lechi  zawsze  sły- 
nęli świetnością  czynów  rycerskich.  Tradycyje,  przechowywane 
w  rodach  lechickich,  napawały  ich  dumą,    wyróżniały  od  gminu, 


W 


'^)  Erat  urbs  .  . ,  in  regno  Lechitarum  . . .  Wyslicia,  cujus  olim  princeps  fue- 
rat  Wyslaus  decorus,  qui  et  ipse  de  stirpe  regis  Pompilii  duxerat  origi- 
nem.  Hunc  quidem  comes,  etiam  stirpis  ejusdem,  ut  fertur,  fortis  vinbus,  no- 
mine  Walterus  robustus,  qui  in  polonico  vocabatur  W  daty  Walter,  habens 
castrum  Tynecz,   prope  Cracowiam,   Boguchwał.  Chroń.  29.   Bielowski.  M.  P.  II,  S'^- 

")     AVyżej  s.  127,   128- 

^'')  Za  wyjątkiem  Serbów  łużyckich,  rozwój  których  w  duchu  narodowym 
wcześnie  przez  najazd  Niemców  wstrzymany,  skonsolidował  sie  i  dotąd  według  da- 
wniejszego zwyczaju,  każdy  człowiek  dostojniejszy  zwie  się  knjeź,  a  każdy  książę 
wjerch.     Dzieła  tego  T.  II,  s.  436 — 438. 

**)     O  knieżycach  szczegółowo  rozpowiem  w  Tomie  IV. 


2Ó8 

który  według-  podań,  był  czemś  niższem  od  lechówj')  Lechi 
tworzyli  zastępy  orężne,  budowali  grody,  posiadali  niewolników 
i  stali  się  stanem  panującym  w  narodzie.  Nie  dziw  więc,  że  da- 
wne powieści  polskie  formuję  cały  cykl  podań  lechickich,  które 
dobiegają  aż  do  drugiej  połowy  IX  w.  t.  j.  do  czasu,  kiedy  sztur- 
my niemieckie  do  Słowiańszczyzny  zaniepokoiły  nadwiślańskie 
ludy.  Z  innej  strony  apostolstwo  śś.  Cyryla  i  Metodego  w  Mo- 
rawii,  budząc  nowe  ideje  religijne  i  społeczne,  szerzyło  usposo- 
bienie do  zmiany  dawnych  obyczajów  i  przyjęcia  cywilizacyi 
chrześciańskiój.  Stojący  na  czele  Lechów  Popielowicy  nie  pojęli 
ducha  czasu,  trzymali  się  dawnych  porządków,  zgnuśnieli,  dyna- 
styja  a  z  nią  przewaga  lechów  runęła,  powieść  lechicka  skończyła 
się.^*)  Nowe  prądy  wzywały  do  życia  inne  z  łona  narodu  siły. 
Zaznaczają  to  wyraźnie  podania  o  wyniesieniu  na  tron  książęcy 
dynastyi  Piastów. 

2.     Dynastyja  Piastów. 

Według  dawnych  podań,  zdarzyło  się  w  Gnieźnie,^")  że  je- 
dnocześnie odprawiali,  zwyczajem  pogańskim,  postrzyżyny  synów 
swoich  Popiel,  książę,  i  ubogi  robotnik  Piast  z  żoną  swą  Rzep- 
ką.-*^) Przybyli  zaś  pod  ów  czas,  z  tajnego  wyroku  boskiego, 
do  Gniezna  dwaj  pielgrzymi  nie  tylko,  że  nie  byli  na  dworze 
dumnego  Popiela  przyjęci,  lecz  nawet  przy  wejściu  do  bramy 
grodu  sromotnie  odparci.  Pielgrzymi  udali  się  do  Piasta,  który 
ich  przyjął  gościnnie,    a    oni  wywdzięczając    się   zrobili  cud,  po- 


^")     Nawet  Ziemowit  był  humillimi    agricolae    filius,    porów,  niżej  cyt.  20. 

**)  Wielkopolska  dynastyja  Popiela  upadla  około  r.  862.  AVkrótce  potem 
chrobacka  dynastya,  także  lechicka,  wygnana  z  AViślicy  około  r.  884.  Odtąd  poda- 
nia chrobackie  {przerwały  sie,  a  nad  Gopłem  snuły  sie  podania  o  Piaście. 

'")  Mierzwa  i  Wincenty  nie  oznaczają  miejsca,  Gallus  mówi,  że  w  Gnieźnie, 
a  Boguchwał,  że  w  Kruszwicy. 

2*>)  Humillimi  agricolae  filius  Semovit.  (Mierzwa  c.  iq,  Wincenty  lib.  II 
c.  3}.  Gallus  powiada,  źe  odparci  od  grodu  Popiela  pielgrzymi  udali  sie  do  le- 
pianki domunculam  aratoris  praedicti  ducis  (cap.  i),  w  innem  miejscu 
■mówi,    że  Piazt  był  rusticus    pauper,  a  w  innem,    żeagricola    Pazt..- 


209      — 

mnażając  posiłek  i  napoje  tak  obficie,  że  on  postanowił  sprawić 
postrzyżyny  syna  swego  i  na  ucztę  księcia  Popiela  zaprosił. 
Pielgrzymi  postrzygli  chłopca,  a  w  znak  przepowiedni  na  przy- 
szłość  imię  Ziemowita  mu  nadali.  A  gdy  Ziemowit  wzrósł  w  siły 
i  z  dzielności  zasłynął  „król  nad  króle  a  książę  nad  książętami, 
głosy  jednomyślnemi  postanowił  go  księciem  Polski,  Popiela  zaś, 
razem  z  potomstwem  jego,  do  szczętu  z  państwa  wykorzenił".-^) 
Przyzwany  takim  sposobem  do  steru  państwa  Ziemowit  nie  tra- 
wił młodości  swej  na  rozkoszacti  i  gnuśności,  ale  w  pracy,  ry- 
cerskości i  z  dzielnego  ramienia  czynów  sławy  dostąpił,  a  gra- 
nice państwa  swojego  dalej  niż  kto  inny  przedtem  rozszerzył.--) 
Panowanie  Ziemowita  (86 1  — 892)  -■')  przypada  na  czasy  apo- 
stolstwa śś.  Cyryla  i  Metodego    w  podkarpackich    stronach,    za- 


^ 


neque  rustico  suo  dux  invitatus  condescendere  dedignatur  (cap.  2\  Prof.  Pieko- 
siński  pod  nazwa  arator  ducis  upatruje  urzędnika  nadwornego  Popielowiców, 
głównego  rataja,  który  miał  pod  swoję  władze  oddanych  ratajów  (aratores),  ludność 
wieśniaczą,  przeznaczoną  do  uprawy  roli  na  potrzeby  dworu  i  że  z  tego  powodu 
ród  Piasta  musiał  do  rodów  dynastycznych  należeć.  (O  powstaniu  społeczeństwa 
polskiego,  w  Rozprawach  Akademii  Umiejet.  1881  T.  XIV  s.  170).  Przeczą  temu 
jednak  myśl  i  słowa  kronikarzy,  według  których  Piast  był  nietylko  arator  du- 
cis, lecz  humillimus  agricola,  rustłcus  paaper,  a  mieszkał  w  le- 
piance (domunculam).  Czyżby  sie  tak  o  nim  wyrażali  kronikarze,  gdyby  był  dyna- 
sta, a  przynajmniej  urzędnikiem  dworu  książęcego?  Nawet  we  XIII  w.  Boguchwał 
wiedział  jeszcze  że  Piast  był  infimus  genere.  Bielowski  M.  P.  II,  479. 

Co  znaczy  nazwa  Piast?  Według  Boguchwała  dictus  est  Pasth,  quia  erat 
statura  brevis,  sed  robustus  corpore  et  decorus  aspectu.  (M.  P.  II,  479).  —  Ro- 
zumi  sie,  że  podobne  tłómaczenie  nazwy  nic  nie  objaśnia.  Później,  gdy  się  dowie- 
dziano, że  Piast  był  kołodziejem,  nazwę  jego  tłómaczono  jako  pochodzącą  od  pia- 
sty, stanowiącej  centralną  część  koła,  z  której,  wedle  wyobrażeń  starożytnych,  ogień 
słoneczny  się  wylewał  i  z  której  w  swastice,  na  cześć  bóstwa  Słońca  ogień  doby- 
wano, a  która  zatem  przedewszystkiem  słońce  przedstawiała.  „Otóż  kruszwicki  ko- 
łodziej Piast,  zdaje  się  przedstawia  bóstwo  słońca".     Szulc,  Mytbologia  96. 

21)  Eotenus  quod  rex  regum  et  dux  ducum  eum  (Past)  Poloniae  ducem  con- 
corditer  ordinavit,  et  de  regno  Pumpil  cum  sobole  radicitus  extirpavit.  Gallus, 
lib.  I,   c.  3. 

*2)  Semoyit  principatum  adeptus  .  . .  usu  laboris  et  militiae,  probitatis  famam 
et  honoris  gloriam  acquisivit,  atque  sui  principatus  ńnes  ulterius  quam  aliquis  antea 
dilatavit.     Gallus  I,  c.  3. 

'■'')  Czas  panowania  Ziemowita  podany  tu  według  wiadomości  bardzo  nie- 
pewnych w  rocznikach  Sommersberga  I  s.  300,  Porów.  Bielowski,  Wstęp  krytyczny, 
str.  496. 


—      270     — 

ciętej  walki  książąt  morawskich  Rościsława  i  Świętopełka  z  Niem- 
cami, szerzenia  chrześciaństwa  nad  górną  Wisłą  i  wygnania 
z  Wiślicy  dumnego  księcia,  poganina  Wyszewita  (r.  884).  Wy- 
padki te,  zaszłe  na  samej  granicy  ówczesnej  Polski,  nie  mogły 
nie  wywrzeć  głębokiego  wrażenia  na  umyśle  nadodrzańskich 
i  nadwarteńskich  ludów.  Polanie,  ocknąwszy  się  z  długiego 
uśpienia,  w  swej  niedostępnej,  lesistej  krainie,  strącili  dumną, 
lecz  zgnuśniałą  dynastyję  lechicką  Popielowiców,  a  na  jej  miej- 
sce wynieśli  z  łona  ludu  dynastyję  Piasta,  zadaniem,  której  było: 
dawniejsze  nadużycia  Lectiów  powściągnąć,  siły  narodowe  ku 
skutecznej  obronie  państwa  organizować,  ład  zaprowadzić  i  wła- 
dzę książęcą  wzmocnić.  Pierwszy  przedstawiciel  dynastyi  tej 
Ziemowit,  stanąwszy  u  steru  rządu,  podczas  nadzwyczaj  ważnych 
wypadków  w  sąsiednich  krajach,  musiał  postępywać  ostrożnie, 
aby  go  nie  spotkał  los  wygnanego  z  Wiślicy  Wyszewita,  lub 
najazd  Niemców,  a  w  domu  mieć  się  na  baczności,  bo  stronnic- 
two Popielowiców  miało  jeszcze  dość  siły  w  dynastach  rodów 
lechickich. 

Z  upadkiem  Popielowiców  starożytna  ich  stolica  nad  Go- 
płem  Kruszwica  (vetus  regia),  tracąc  znaczenie  grodu  stołeczne- 
go, słynęła  jeszcze  mnogością  ludu  i  zamożnością  z  handlu  i  że- 
glugi pochodzącą.  ^^)  Nowa  dynastyja  na  rezydencyę  swą  obrała 
Kniezno,  które  odtąd  stało  się  centrem  Polanów  na  całe  lat  sto. 
Panujący  w  Knieznie  Ziemowit,  syn  jego  Leszek  (892  —  913)  i  wnuk 
Ziemiomysł  (913 — 960)^^)  łączyli  z  Polanami  Kujawianów,  Ma- 
zowszanów,  Łęczycanów,  Slęzanów  i  aż  za  Wisłę  szerząc  ku 
wschodowi  panowanie  swe,  zbliżali  się  do  r.  Buga.  A  chociaż 
oręż  Waregów  gromił  już  w  tym  czasie  Drewlanów,  nie  dosię- 
gał jednak  Bugu,  bo  na  porzeczu    jego   pierwsi   trzej    Piastowie 


'-^)     Dzieła  tego  T.  II  s.  594. 

-■'')  Zemislaus  Lestkoni  ąuarto  succedit  in  regno  Poloniae,  ąuorum  utrum- 
que  animi  generositas,  robur  corporis,  felłces  ad  omnia  successus  adeo  reddigerunt 
insignes,  ut  omnium  pene  regum  virtutes  suis  antecesserint  virtutibus.  Annales  Bene- 
dictini,  Bielowski.  "Wstęp  krytyczny,  s.  534. 


—        2/1        — 

Z  nikim  się.  nie  zetknęli.  Pobratymcze  gminy,  w  ustroju  pier- 
wotnym bytowały  tu  spokojnie,  granic  państwowych  w  tej  stro- 
nie nie  znano  jeszcze,  ogromne  lasy  i  moczary  po  obu  stronach 
Buga  krępowały  rozwój  towarzyski.  Mogli  więc  Piastowicy  swo- 
bodnie posuwać  się  w  głąb  puszcz  n  adbużańskich  aż  do  posad 
Jadźwingów  nad  środkowym  Bugiem,  a  w  Czerwieńsku,  nad 
górnym  Bugiem,  wznosić  grody  warowne,  osadzać  je  załogą 
swoją-*^j  aż  do  granic  morawskich,  które  aż  do  końca  IX  w. 
Chrobacyę  obejmy  wały.-') 

Rządy  Ziemowita,  Leszka  i  Ziemomysła  uważać  wypada 
jako  przełom  stanowczy  w  ustroju  narodu  polskiego.  Wynikając 
z  woli  ludu  książęta  ci  śmiało  podnosili  władzę  monarchiczną, 
nie  zważając  na  opór  ze  strony  drobnych  dynastów  lechickich. 
Łamali  ostatnie  wysiłki  stronnictwa  Popielowiców,-^)  do  utrzy- 
mania dawnego  ustroju  wiecowego,  niezaradnego  i  niebezpie- 
cznego w  X  w.,  kiedy  oręż  niemiecki,  uderzając  o  dolną  Odrę, 
przypominał  Polanom,  że  burza  wkrótce  i  do  nich  nadciągnie. 
Nie  próżnowali  więc  Piastowicy,  a  sto  lat  usilnej  ich  pracy  (86 1 
do  960)  wydały  owoce,  z  których  miał  skorzystać  prawnuk  Zie- 
mowita Mieszko  I,  na  pożytek  swojego  narodu  i  ocalenia  Sło- 
wiańszczyzny północno-zachodniej  od  niewoli  niemieckiej. 

3.     Rządy  Mieszka  I  (960 — 962.)     Starcie  się  z  Wichmanem.     Gero 
ujarzmia  Łużyczanów  (963.)     Mieszko  wasal  cesarstwa. 

Ziemomysł    miał    trzech    synów:    Mieszka,  Cudobora  i  trze- 


■-'')  o  grodach  czerwieńskich  i  posiadaniu  onych  przez  pierwszych  trzech 
Piastowiców,  obszernie  rozprawia  Bartoszewicz,  Historya  Pier.  Polski.  T.  I,  i68  do 
171.   317—320. 

-')     Po  upadku  W.  Morawy  r.  go6,    Chrobocya    cieszyła  sie  swobodą,  a  pó- 
niej  ulegała  władzy  Bolesława  I  księcia  czeskiego.     Porów,  wyżej  s.  227. 

**)  AYedług  Boguchwała,  walka  Piastowiców  z  Popielowcami  ciągnęła  się 
aż  do  Bolesława  Chrobrego  „Non  tamen  illorom  principum  toxio  nefarie  interemp- 
orum  ńlios  et  nepotes  (Ziemowit)  ad  sui  obedientiam,  bellicosis  insultibus,  minis  sen 
donariis,  flectere  potuit,  quin  semper  sibi  et  suis  successoribus  usque  ad  tempora 
illius  Magni  Boleslai  pro  posse  resistebant.  Chro.  c.  8.  Bielowski,  M.  P.  II  479, 
tak/.e  "Wstęp  krytyczny,  ?.   168. 


—       272        — 

ciego  nieznanego  nam  po  imieniu.  Według  dawnego  obyczaju 
słowiańskiego,  bracia  mogliby  panować  w  swycli  udziałach, 
przez  ojca  wyznaczonych,  uznając  starszeństwo  pierworodnego 
brata.  Czy  synowie  Ziemomysła  trzymali  się  podobnego  oby- 
czaju, wzmianki  o  tem  w  dziejach  nie  znajdujemy,'^)  ale  pewno, 
że  i  niesnasko  w  pomiędzy  nimi  nie  było,  Mieszko  ukazuje  się 
jako  prawdziwy  monarcha,  rządzi  sam  jeden,  bracia  mu  poma- 
gają szczerze  i  giną  wkrótce,  walcząc  za  ojczyznę.  Zgoda  po- 
między braćmi  była  prawdziwem  błogosławieństwem  bożem  rodu 
Piastów,  bo  właśnie  początek  panowania  ]\Iieszka  był  najniebez- 
pieczniejszy. Oręż  niemiecki  co  chwila  miał  już  o  Polanów 
uderzyć. 

Przewidując  nadciągającą  burzę,  Mieszko  spieszył  z  przy- 
gotowaniem się  do  obrony.  Państwo  jego  rozciągało  się  od 
środkowej  Odry  aż  do  Prusów '^^)  i  porzecza  Bugu;  z  północy 
błota  Noteci  oddzielały  je  od  Pomorzanów,  a  na  południe  gra- 
nice jego  posuwały  się  na  prawy  brzeg  Pilicy,  do  nieznanej 
nam  mety.^')  Za  Odrą  władał  on  ziemią  Lubuszską  i  miał  sprzy- 
mierzeńców w  Łużyczanach,  którzy  z  Polanami  zostawali  w  związ- 
ku.'^-) Na  wypadek  wojny,  zwyczajem  owego  wieku,  książę  po- 
woływał cały  lud  do  oręża,  lecz  Mieszko  pojmując,  że  niesforne 
i  do  boju  niewprawne  tłumy  niewiele  przynieść  mogą  pożytku, 
wcześnie  starał  się  zorganizować  wojsko  stałe  i  na  swym  żołdzie 
utrzymywał    3000    dzielnych    wojów. "'^j     Siła    ta    w   teraźniejsze 


29)  Bielowski  mniemał,  że  młodszy  brat  Mieszka  Cydybor  panował  w  Kra- 
kowie. Wstęp  krytyczny  520.  Ale  w  tym  czasie  Kraków  do  Czech  należał,  jak 
widać  z  zapisku  Ibraima-ibn  Jalióba.     Porów,  wyżej   §  44,  przyp.   34   str.  227. 

^'^)     Kunik,   AjioeKpH  51,  87. 

3^)  Zważając  na  topograficzne  położenie  kraju,  możnaby  wnioskować,  że 
granica  państwa  Mieszka  na  południe  od  Pilicy  szerzyła  sie  do  gór  świetokrzyzkich. 
Puszcze  na  południe  od  Pilicy  stanowiły  naturalne  granice,  które  w  X  w.  znaków 
granicznych  nie  miały. 

^-)  Lausitzer  lebten  noch  bis  95q  von  den  Deutschen  unabhangig  und  in 
Yerbindung  mit  Polen.  Worbs,  Neues  Archiv  1804,  T.  I  s.  224;  podo- 
bnie i  Scheltz,  Gesch.  d.  Lausitz,  s.  25. 

''^j     Kunik,  AjióeKpn  50.     Porów,  dzieła  tego  T.  II,  s.  678. 


I 


czasy  byłaby  zbyt  niepokaźhą,  ale  w  X  w.  znaczyła  dużo,  albo- 
wiem była  podporą,  władzy  monarcłiicznej  i  w  każdej  cliwili  go- 
towym do  odporu  wrogów  zastępem.  Około  tej  zorganizowanej 
siły  mogło  i  pospolite  ruszenie  do  boju  się  wprawiać  i  potęgę 
wojenną  kraju  wzmocnić.  Do  tego  właśnie  dążąc,  Mieszko  nad- 
zwyczaj ostrożnie  postępy  wał  względem  Niemców,  którycłi  prze- 
dnie czaty  już  na  dolnej  Odrze  stały. 

Państwo  Mieszka  obfite  w  zboże  wszelkiego  rodzaju,  mię- 
siwa, miody,  konie,  oręże  i  lud  silny ^*),  wynosiło  przestrzeni  około 
3000  mil  [n,  a  zatem  przewyższało  we  dwoje  przynajmniej  obszar 
państwa  księcia  Bolesława  I  czeskiego.  Słynęło  ono  za  najwięk- 
sze pomiędzy  państwami  Słowiańszczyzny  północno-zachodniej, 
a  sam  Mieszko,  w  oczach  cudzoziemców,  był  mocarzem  nielada, 
kiedy  go  królem  północy  zwali.  ^•^)  Pójmy  wał  jednak  Mie- 
szko, że  państwo  jego  dla  zorganizowania  się ,  w  duchu  oświaty 
europejskiej,  wymagało  spokoju  i  nie  mogło  mierzyć  się  z  po- 
tęgą cesarstwa  Rzymsko-niemieckiego.  Unikał  więc  powodów 
starcia  się  z  Niemcami.  Nieprzewidziany  atoli  wypadek  zniewo- 
lił Mieszka  orężem  odpierać  wdzierstwa  do  swych  posiadłości 
łupieżników  niemieckich. 

Awanturnik  Wichman,  o  którym  niejednokrotnie  wzmian- 
kowaliśmy, tułając  się  po  świecie,  powrócił  około  r.  960  do  Sło- 
wian nadodrzańskich  i  prawdopodobnie  porozumiewał  się  z  Ge- 
ronem  do  podburzenia  ich  przeciw  Polanom.  A  stanąwszy  na 
czele  jakichś  Słowian,  prawdopodobnie  z  Ratarów  zebranych, 
Wichman  napadł  na  władzcę  Lechitów  (Licikawików)  Mieszka, 
dwa  razy  przemógł  go  w  boju,  brata  jego  zabił  i  łupy  wielkie 
uwiódł.'^")  Rok  zdarzenia  tego  dokładnie  nie  wiadomy,  ale  zdaje 


*')     Kunik,  s.  50. 

'•■>}  Wiadomość  tę  podał  podróżnik  Ibraim-ibn-Jakób,  przed  r.  965.  Ku- 
nik, A.i6eKpH  s.  47,  50. 

'*)  Widukind  III,  66.  Gero  igitur  comes  non  inmemor  iuramenti,  cum 
Wichmannum  accusari  vidisset  reumque  cognovisset,  barbaris,  a  quibus  eura  assum- 
psit,  restituit.  Ab  eis  libenter  susceptus,  longius  degentes  barbaros  crebris  proeliis 
Tom  ra.  18 


—     274     — 

się,  że  to  zajść  mogło  w  r.  962. — Było  to  pierwsze  spotkanie  się 
przewodzonych  przez  Niemców  Słowian  nadodrzańskich  z  Pola- 
nami, u  kronikarzy  Lechitami  zwanych;  spotkanie  się  dorywcze, 
jakby  dla  zwiadów,  dla  przekonania  się  o  siłach  Mieszka,  a  bar- 
dziej w  celu  powaśnienia,  przez  intrygę  Gerona,  Słowian  między 
sobą,  aby  uwagę  Polanów  w  inną  odwrócić  stronę,  w  tym  wła- 
śnie czasie,  kiedy  markgraf  zamierzał  uderzyć  na  Łużyczanów. 
Jakoż  rzeczywiście  około  tego  czasu  Gero  przygotowywał  wy- 
prawę przeciw  Łużyczanom,  którzy  zostając  w  związku  z  Pola- 
nami, trzymali  się  wspólnej  z  nimi  polityki  i  z  tej  przyczyny 
nie  mieszali  się  wcale  do  wojen  przez  Wichmana  na  Pomorzu 
zaodrzańskiem  wywołanych.  Nie  zważając  na  to,  Gero  napadł 
na  Łużyczanów,  którym  na  pomoc  Mieszko  pospieszył,  pogro- 
mił ich  i  samego  Mieszka  pod  zwierzchnictwo  imperatorskie 
podciągnął.^')  (r.  963). 


contrivit,  Misacam  regem,  cujus  potestates  erant  Slavi  qui  dicuntur  Licicaviki,  dua- 
bus  yicibus  superavit,  fratremąue  ipsius  interfecit,  praedam  magnam  ab  eo  extorsit. 
Z  tego  niektórzy  pisarze  wnoszą,  że  Wichman  pobił  Mieszka  i  wypadek  ten  odno- 
szą do  r.  963  (Wigger,  Meklen,  Annai.  36,  także  Pawiński,  IIo.iaóCKie  CjiaBflue 
80.)  Ale  z  przytoczonego  tekstu  Widukinda  można  wnioskować,  że  głównym  akto- 
rem pobicia  Mieszka  byl  Gero,  któremu  pokrewny  Wichman  za  narzędzie  tylko 
służył.  Tak  myślą  i  niektórzy  historycy  niemieccy.  Z  nich  Scheltz  powiada:  „Marck- 
graf  Gero  , . .  bekriegte  und  Unterwarf  im  Jahre  963  die  Lausitz,  wozu  er  sich  ei- 
nes  grafen  Wichmann,  der  friiherhin  es  mit  den  Slawen  gehalten  hatte,  bediente. 
Er  sendete  ihn,  der  ehemals  dem  Kaiser  untreue  geworden  war  und  jezt  zur  V6r- 
sohnung  gelangen  woUte,  zu  den  Slawen,  Diese  nahm  ihn  gem  auf,  da  er  so  lange 
unter  ihnen  gelebt  und  sie  in  so  manchen  Kampf  begleitet  hatte,  Unter  ihnen 
wirkte  er  nun  den  Absichten  Gero's,  entweder,  indem  er  sie  zur  Unterwerfung  be- 
wog,  oder  das  er  die  verschiedenen  Stamme,  Misstrauen  und  Eifersucht  erregend, 
aus  einandert  hielt,  So  iiberwand  er  zweimal  den  Konig  Misca  . . .  Geschichte  d. 
Lausitz,  s.  25.  —  Wypada  jednak  zauważyć,  że  w  powieści  o  napadzie  Wichmana, 
Widukind  mówi  tylko  o  Mieszku  władzcy  Licikawików,  ale  żeby  to  był  nieodzo- 
wnie Mieszko  król  Lechitów,  na  to  dowodów  nie  ma.  Cała  sprawa  polega  na  kon- 
jekturach,  przez  historyków  polskich  przyjętych.  Nie  mając  podstawy  do  zaprze- 
czenia, że  Widukindowy  Mieszko  nie  jest  Mieszkiem  polskim,  powtarzam  to,  co 
inni  mówili,  za  nieomylność  tego  jednak  nie  ręczę. 

•■'')  Widukind  III,  67,  Eo  quoque  tompore  Gero  praeses  Slavos,  qui  di- 
cuntur Lusiki  potentissime  vicit  et  ad  ultimam  servitutem  coegit.  Do  tego  Thiet- 
mar  II,  9,  Gero,  orientalium  marchio  Lusizi  et  Selpuli,  Miseconem  quoque  cum  sibi 
subjectis  imperiali  subdidit  dicioni.  Wypadek    ten  mnich  Albrecht,  kontinuator  Regi- 


—     275     — 

Takim  sposobem  najazd  niemiecki  z  nad  Odry  pomyślnie 
na  Polskę  uderzył,  ale  tu  koniec  zaborom.  U  progu  Polski  po 
raz  pierwszy  zatrzymała  się  potęga  cesarska  i  niezwyciężone  do- 
tąd „legiony  łotrów"  zmuszone  będą  z  wyszczerbioną  bronią 
i  podartemi  cłiorągwiami  uciekać  do  twierdz  nad  Łabą.  Ale 
tego,  co  miało  później  nastąpić,  Otton  I  nie  przewidywał.  Mie- 
szko stał  się  jego  wasalem,  z  obowiązkiem  płacenia  daniny  po 
Wartę,^*)     Łużyczanie  ujarzmieni,  a  icli  sąsiedzi  Lutycy   obdzie- 


H 


nona,  odniósł  do  r.  963.  Badacze,  biorąc  na  uwagę,  że  według  "Widukinda  Łuży- 
czanie: pogromieni  zostali  eo  quoque  tempore,  jak  i  zwycieztwo  Wichmana 
nad  Mieszkiem,  przj-jmują  dwa  te  zdarzem'a  za  jedna  wojnę,  prowadzoną  w  r,  963, 
w  którjm  Mieszko  ukazuje  sie  w  dziejach  niby  po  raz  pierwszy.  Tak  mniemał 
Rbeppel  i  zarzucając  Dónnigesowi,  który  przypuszczał,  iż  napad  Wichmana  na  Po- 
laków z  północy  spożytkowany  został  przez  Gerona  i  że  Niemcom  udało  sie  tyl- 
ko tym  podwójnym  napadem  zwalczyć  księcia  polskiego,  —  twierdził,  że  obie 
wzmiankowane  wyprawy  miały  miejsce  jednocześnie,  (Dzieje  Polski.  Dodatek  III.). 
Podobnie  postąpił  i  Wigger,  który  na  str.  3,  Meklenburgischen  Annalen,  zamieści- 
wszy pod  r.  963  tekst  Widukinda  III  c.  66  o  pobiciu  Mieszka  przez  Wichmana, 
zrobił  uwagę:  Die  "Worte:  eo  quoque  tempore  Gero  praeses  Slavo3  qui  dicuntur 
Lusiki  ad  ultimam  servitutem  coegit,  was  nach  dem  Cont.  Regino  963  geschali, 
geben  die  Zeitbestimmung.  Wszakże  z  tekstu  Widukinda  można  zauważyć,  że 
w  pewnych  razach  on  używał  wyrażenie  eo  anno,  któremu  widocznie  inne  niż 
eo  tempore  nadawał  znaczenie,  a  zatem  wyrażenie  eo  tempore  nie  wypada 
bezwzględnie  za  e  o  anno  przyjmy wać.  A  ponieważ  pobicie  przez  Gerona  Łuży- 
czauów  i  podciągnienie  Mieszka  pod  zwierzchnictwo  cesarskie,  według  kontinuatora 
Reginy,  przypada  na  r.  963,  co  według  Widukinda  stało  się  w  tymże  czasie  (eo 
tempore),  a  nie  w  tymże  roku  (eo  anno)  jak  i  pobicie  Mieszka  przez  Wichmana, 
możemy  więc  z  niejaką  pewnością  przypuścić,  że  ostatni  wypadek  zaszedł  w  r.  962, 
a  ujarzmienie  Lużyczanów  i  podciągnienie  Mieszka  pod  zwierzchnictwo  cesarskie 
stało  się  w  r.  963.  Tu  na  przeszkodzie  mogłoby  stanąć  nadanie  przez  Ottona  I  ko- 
ściołowi ś.  Maurycego  w  r.  961  decima  in  terra  Lusici,  Selpuli,  Chozimi.  Ale  ten 
dokument  już  Raumer  podejrzywał  jako  sfałszowany.  (Regesta  Brandenburg  N.  186.) 
W  nowszem  zaś  wydaniu  tego  dokumentu  (w  Posse.  Codex  Sasoniae,)  wzmiankowa- 
nego wyrażenia  o  dziesięcinie  w  Łużycach  i  Selpuli  nie  ma.  (Posse,  Codex,  239.) 
A  to  wskazuje,  że  w  r.  961   Lużyce  do  Niemców  jeszcze  nie  należały. 

Uwaga.  Thietmar,  wzmiankując  o  podciągnieniu  Mieszka  pod  zwierzch- 
nictwo imperatorskie,  nic  nie  mówi  o  pobiciu  go  przez  Gerona.  Z  jakiegoż  powodu 
nowszy  historyk  polski  p.  Bobrzyński,  przekręca  tekst  Thietmara  i  twierdzi,  „że 
Mieczysław  przy  pierwszem  starciu  się  z  Niemcami  w  r.  963,  przez  Markgrafa  Ge- 
rona na  głowę  pobity."     Dzieje  Polski,  wydanie  drugie,  T.  L  s.  95. 

**)  Thietmar  II  19  imperatori  fidelis  tributumque  usque  in  Vurta  fluvium 
solvens.  —  Lelewel  mniemał,  że  w  tym  razie  u  s  q  u  e  znaczy  tyle  co  circa.  Pol- 
ska wiek.  śred.  T.  II.  VI  7.  Nowsi  historycy  polscy  tekst  Thietmara  zwyczajnie  wykła- 

18* 


—     276     — 

rani  przez  Hermana  Billinga,  co  chwila  oczekiwali  nowych  ku 
ich  ujarzmieniu  wysileń  ze  strony  Niemców.  Tymczasem  Otto  I, 
przywdziawszy  koronę  cesarska  w  Rzymie  (r.  962)  i  mając 
w  księciu  czeskim  Bolesławie  I  wiernego  wasala,  otoczył  się 
blaskiem  majestatu  cesarskiego,  jakiego  od  czasów  Karola  W. 
nie  było,  a  tu  jeszcze  niespodziewanie  przybył  mu  nowy  wasal 
Mieszko,  potężny  „król  północy,"  —  Ale  ten  Mieszko  był  czło- 
wiekiem niepospolitym  i  takim  zręcznym  dyplomata,  jakiego 
w  nim  cesarz  nie  przewidywał.  Pojawszy  bowiem  stanowisko 
swe,  Mieszko  wszedł  w  blizkie  stosunki  z  czeskim  księciem  Bo- 
lesławem I,  siostrę  którego  Dubrawkę  za  żonę  pojął  (r.  965) 
i  z  jej  pomocą  zaprowadził  w  Polsce  chrześciaństwo  (r.  966), 
przez  co  nietylko  narodowi  swemu  otworzył  drogę  do  oświaty, 
ale  i  sam  stanął  w  obec  rzeszy  niemieckiej,  jako  książę  chrze- 
ściański,  narówni  z  innymi  książętami  panującymi  Europy 
środkowej. 

4.     Usunięcie  się    od  rządów   Gerona  (r.  963).     Podział  wlelkorządztwa 

jego  na  marki.     Żelibor   wagrski    kłóci    się    z    Mściwojem    obodryckim. 

Wichman  powiększa  zaburzenie,    ucieka,    podburza  Wolinianów    przeciw 

Mieszkowi,  ginie  r.  967. 

Zdobyte  kraje  Łużyczanów  Otton  I  oddał  pod  zarząd  mark- 
grafa  Gerona,  wielkorządztwo  którego  rozciągało  się  teraz  od 
Turyngii  i  gór  Czeskich  aż  do  granic  polskich,  ale  co  mu  po 
tern?  Przez  całe  życie  mordował  on  Słowian  i  zabierał  ich  zie- 
mie w  celu  utworzenia  udzielnego  władztwa  synowi  swemu  Zyg- 


daja  w  ten  sposób,  że  Mieszko  zobowiązał  sie  do  daniny  z  krainy  po  Warte.  Wy- 
rażenie ciemne,  nic  nie  objaśnia,  jak  równie  i  objaśnienie  Zeissberga,  który  mniema 
podobnie  jak  Barthold,  że  Mieszko  mógt  zobowiązać  sie  do  płacenia  trybutu  tylko 
z  lewej  strony  Warty,  bo  prawy  brzeg  byl  niepewną  posiadłością ,  (Archiv  fiir 
Oesterreichische  Gesch.  T.  38,  s.  69.)  Ależ  Warta  płynęła  przez  sam  środek  po- 
siadłości Mieszka  i  tylko  mała  jćj  cząstka  od  Odry  do  ujścia  Noteci  mogła  być 
niepewną.  Objaśnienie  więc  Zeissberga  nie  wytrzymuje  krytyki.  —  Nasuwa  sie 
jeszcze  uwaga.  Mieszko  władał  za  Odrą  lirainą  Lubuszską,  przeciw  ujścia  Warty 
położoną.  Czy  nie  z  tej  tylko  krainy  zobowiązał  się  do  trybutu,  aby  ją  przy  sobie 
utrzymać  ? 


—     277     — 

frydowi,  lecz  ten  przy  pierwszem  spotkaniu  sie  z  Polanami,  padł 
w  boju,  —  drugiego  syna  nie  było.  ]Vrart\vił  sie  \vięc  Geron, 
że  trzydzieści  kilka  lat  marzenia,  dla  którego  wszystko  poświę- 
cił, spełzły  na  niczem;  marności  światowe  nie  mogły  już  rozwe- 
selić duszy  jego  strapionej;  porzuca  więc  wielkorządztwo  mark- 
grafstwa  Wscliodniego,  pielgrzymuje  do  Rzymu  (r.  963),  gdzie 
,.u  ołtarza  ksiażęcia  apostołów,  składa  zbroję  zwycięzką  i  z  ca- 
łem  swem  mieniem  do  Boga  się  ucieka",  a  otrzymawszy  od 
papieża  ramię  św.  Cyriaka,  udaje  się  do  Saksonii  i  tam  na  gó- 
rze niedaleko  Kwedlinburga,  buduje  wspaniały  klasztor,  który 
od  swego  imienia  Gernrode  nazywa.  Dwudziestoletnia  wdowa 
po  Zygfrydzie  Hatuja,  blizka  krewna  Matyldy  matki  cesarskiej, 
ze  smutku  po  mężu  wstąpiła  do  zakonu.  Za  wstawieniem  się 
Gerona ,  biskup  łialberstadski  mianował  ją  ksienią  klasztoru, 
który  Gero  hojnie  uposażył,  bo  ..był  mężem  pobożnym,  szczo- 
drym, a  co  najwięcej  znaczy,  dla  chwały  bożej  wylanym".^") 
Wkrótce  potem  Gero  markgraf  z  „łaski  boskiej",  jak  sam  sie- 
bie nazywał,  przeniósł  się  do  wieczności  (r.  965).^**) 

Ze  stratą  Gerona  odpadło  Ottonowi  I  najsilniejsze  ramię. 
Ogromna  połać  ujarzmionych  ludów,  co  chwila  gotowych  do  po- 
wstania, wymagała  nietylko  gotowości  do  poskromienia  orężem 
rozruchów,  ale  i  przezornej  polityki,  aby  nie  wywołać  ogólnego 
w  całej  Słowiańszczyzn ie    zaodrzańskiej    powstania,    do    którego 


'^1  Thietmar  II,  13.  O  fundacyi  klasztoru  w  Gernrode,  z  dozwolenia  papieża 
Leona  VIII,  wyjątki  z  dokumentów  przytoczone  są  w  Raumera  Regestach  pod 
r.  963,  964,  965.  Dokumenty  r.  963  o  poddaniu  klasztoru  Gernrodeńskiego 
stolicy  apostolskiej  i  964  o  uposażeniu  klasztoru  tego  przez  Gerona,  wydane  są 
w  Hoffmanna  Scrłptor.  Rer.  Lusaticar,  T.  IV  s.  149,  w  Heinemanna  Codex  Anhal- 
tinus  I  s.  26,  27.  O  śmierci  syna  Geronowego  Zygfrjda  wzmiankują  Annały  Gern- 
rodeńskie,  opisując  zwycięztwo  Gerona  nad  Łużyczanami,  przy  ozem  dodają:  tamen 
haec  victoiia  parata  est  non  sine  suo  discrimine  ac  periculo  vitae.  Nam  in  eo 
proelio  Sifridus  filius  Geronjs  et  multi  in  Saxonia  praeclari  viri . .  .  occubuerunt. 
Gero  victor  etiam  graviter  vulneratur  in  brachio  fuit.  Excerpta  ex  Andreae  Hop- 
penrodensi  Annalibus  Gernrodensis,  w  Hoffmanna  Scrip.  rer.   lusati  IV  148. 

*')  Contłn.  Regino,  a.  965.  Gero,  marchionum  nostri  temporis  optimus  et 
praecipuus,  obiit.     Inne  świadectwa  w  Wiggera,  Meklenburg,  Annalen  36. 


—     278     — 

łatwo  przyłączyć  sie  mogły  Polska  i  Czecliy.  Wprawdzie  Sło- 
wian pomorskich  dozorował  nieubłagany  wróg  icli,  książę  saski 
Herman  Billing,  ale  ten  ze  zdolności  wielkich  nie  słynął  i  żadną 
miarą  nie  mógł  zastąpić  Gerona.  Inni  podrzędni  grafowie,  spra- 
wując pod  zwierzchnictwem  Gerona  zarząd  różnych  prowincyi, 
niczem  szczególnem  nie  odznaczyli  się.  Zrozumiawszy  to  wszyst- 
ko, Otton  I  podzielił  wielkorządztwo  Gerona  (Marchia  Orienta- 
lis)  na  sześć  marek,  pod  zarządem  osobnych  grafów:  i.  Thia- 
dricha,  który  zarządzając  częścią  Nordturyngii,  miał  legacyję 
dozorować  Hobolanów  i  Ratarów.  2,  Hodona,  który  rezydując 
w  południowej  części  Nordturyngii,  dozorował  żupy  Żytyców, 
Niżyców,  Serbiszcze  i  cały  kraj  aż  do  Warty.  3.  Thietmara, 
który  rezydując  w  Schwabengau,  zarządzał  żupami:  Żyrmunów, 
Koledyczów,  Suslów,  Niżanów  i  sąsiedniemi  okolicami.  4,  5  i  6 
marki,  tak  zwane  południowo  -  turyngskie,  wiadome  są  tylko 
z  imion  grafów:  Guntera,  Wikberta  i  Wiggera,  ale  podział  za- 
rządzanych przez  nich  terrytoryi  nie  jest  nam  znany. '*^)  Ze 
wzmiankowanych  markgrafów  najznakomitszym  był  Titmar,  syn 
siostry  Gerona  Hiddy,  który  aż  do  r.  978  figurował  jakby  za- 
stępca Gerona. 

Podczas,  gdy  nowi    markgrafowie   urządzali    się    w   dzielni- 
cach po  Geronie  otrzymanych,  w  Słowiańszczyznie  zostającej  pod 


*^)  Szczegóły  podaje  Zeissberg  w  Archiv.  fiir  Oesterreich.  Gesch.  T.  38  s.  47. 
Wypada'  jednak  zrobić  uwagę,  że  podziały  terrytoryi  słowiańskiej  na  marki,  za  cza- 
sów Ottona  I,  dotąd  nie  są  objaśnione  należycie.  Prace  historyków  niemieckich 
w  tym  względzie  nie  uwieńczyły  się  pomyślnością,  Schóttgen,  w  przeszłym  wieku, 
liczył  5  marek:  i)  Turyngską,  2)  markę  pomiędzy  Solawą  a  Labą,  3)  Misznieńską 
od  r.  Muldy  do  granic  Milczanów.  4)  Milczańską,  5)  Wschodnią  albo  Łużycką. 
Ale  już  Gebhardi  zauważył,  że  te  marki  trwały  niedługo,  (Algemeine  Welthistorie 
T.  52  s.  304,)  Scheltz  liczył  siedem  marek:  Północna,  Wschodnia  albo  Anhalt- 
ska,  Wittenbergska ,  Łużycka,  Życzańska,  Merzeburgska  i  Misznieńską,  (Gesch.  d, 
Lausitz  27,)  Zeissberg  zaś,  stosownie  do  nowszych  badań,  znajduje  sześć  tylko  ma- 
rek. Byt  tych  marek  był  nietrwały,  bo  w  miarę  zaborów,  zmieniały  się  widoki  ad- 
ministracyi  niemieckiej ,  a  ztąd  i  nowe  podziały.  Dopiero  pod  koniec  X  w,  ze 
wzmiankowanych  sześciu  marek,  wytworzyły  się:  l)  Północna,  później  Altmark 
za  Łabą,  2)  Łużycka,  i  3)  M  i  s  z  ni  e  ń  s  k  a  w  r.  982  ze  wschodnio-turyng- 
skich  marek.     Zeissberg  w  Archiv  f,  Oester,  Gesch    T,  38  s,  48. 


■ 


—     279     — 

dozorem  Hermana  Billinga  zaszły  zaburzenia  z  następnego  po- 
wodu. Dwaj  książęta  pomorscy  Żelibor  wagrski  i  ^Iściwój  obo- 
drycki,  odziedziczywszy  po  ojcach  nienawiść  wzajemna,  kłócili 
się  i  wojowali.  Wezwany  na  sędziego  Billing  przyjął  stronę 
Mściwoja,  a  Zelibora  skazał  na  zapłacenie  cesarzowi  15  marek 
srebra  kary  za  naruszenie  spokoju.  Żelibor  postanowił  docho- 
dzić sprawiedliwości  orężem.  W  tern,  jakby  szatan  czyhający 
na  zręczność,  aby  zamieszanie  sprawić,  zjawił  się  Wichman  i  do 
Zelibora  przystał.  Tego  było  dosyć,  aby  pobudzić  Billinga  do 
wyprawy  wojennej  przeciw  Wagróm.  Żelibor  i  Wichman  zam- 
knęli się  w  warowni,  lecz  w  obec  gotującego  się  oblężenia, 
Wichman  zemknął  do  Danii,  a  Żelibor  po  krótkiej  obronie,  mu- 
siał poddać  gród,  wyrzec  się  władzy  na  korzyść  syna,  który 
jako  zakładnik  u  Billinga  zostawał.*-)  Z  tego  wypadku  możemy 
uważać  jak  głęboka  nienawiść  rodowa  pomiędzy  dynastami  le- 
chickimi  trwała  w  tym  nawet  czasie,  kiedy  już  Niemcy  na  karku 
Słowian  pomorskich  usiedli. 

Zdawałoby  się,  że  Słowianie,  doznawszy  tyle  już  nieszczęść 
z  powodu  mieszania  się  do  spraw  ich  Wichmana,  powinni  byli 
stracić  zaufanie  do  niego.  Ale  nienawiść  do  Niemców,  szczegól- 
nie do  Hermanna  Billinga,  śmiertelnym  wrogiem  którego  był 
Wichman,  głuszyła  rozwagę  i  ułatwiała  do  intryg  wśród  Sło- 
wian drogę,  takiemu  nawet  jawnemu  jak  Wichman  awanturni- 
kowi. Nieobaczni  Wolinianie  przyjęli  do  siebie  Wichmana,  któ- 
remu zdaje  się  już  dokoła  zabrakło  przytułku.  Awanturnik  po- 
czął podburzać  lud  przeciw  Mieszkowi  polskiemu,  który  będąc 
już  chrześcianinem  i  przyjacielem  cesarskim*''},  stawał  się  przez  to 


*-)  "Widukind  III  68.  —  Wypadek  ten  stal  sie  jui  po  ujarzmieniu  Łuży- 
czan (963),  ale  w  jakim  mianowicie  roku  —  nie  wiadomo.  Zdaje  się  jednak,  iż 
nie  wcześniej  jak  w  r.  966,  a  może  trochę  później.  Wigger  Meklenb.  Annal.  sto- 
suje wypadek  ten  do  r.  966 — 967. 

*')  Widukind  III  69.  Wichmannus  ...  ad  orientem  versus  iterum  se  paga- 
nis  immersit,  egitąue  cum  Slavis  qui  dicuntur  Yuloini,  ąuomodo  Misacam,  amicura 
imperatoris,  bello  lacesserent.  —  U  Annalisty  Saxona  Yilini.  Byli  to  obywatele 
wyspy  Wolina.     Szafarzyk,  Star    Slow.  §  44,  6,   s.  596. 


__     28o     — 

nienawistnym  w  oczach  zaodrzańskich  poganów.  Oświadomiony 
o  zamiarach  wrogów,  Mieszko  wezwał  sprzymierzeńca  swego 
księcia  czeskiego  Bolesława  I  o  posiłki,  a  otrzymawszy  dwa 
pułki  jazdy,  we  Wrześniu  r.  967  ruszył  przeciw  nieprzyjaciołom. 
Gdy  się  wojska  nieprzyjacielskie  ukazały,  Mieszko,  udając,  że  się 
cofa,  zwabił  je  w  zasadzkę:  piechota  spotkała  następujących  nie- 
przyjaciół, a  tymczasem  jazda  na  tył  ich  uderzyła.  Wichman 
cały  dzień  walczył  piechotą ;  w  nocy  zemknął  z  obozu,  lecz  w  dro- 
dze ścigany  ledwo  uciekł  do  jakiejś  zagrody.  Tu,  otoczony  przez 
polskich  wojowników,  oświadczył,  że  oręż  złoży  tylko  przed  samym 
księciem.  Wyprawiono  posłańców  z  zapytaniem  do  Mieszka, 
lecz  nim  odpowiedź  nadeszła,  tłum  niecierpliwy  uderzył  na 
Wichmana,  który  mężnie  się  bronił,  a  gdy  został  raniony  oddał 
oręż  najmężniejszemu  z  nieprzyjaciół,  mówiąc:  weź  ten  oręż  i  od- 
nieś go  swemu  panu  na  znak  zwycięztwa,  niech  go  odeszle  ce- 
sarzowi, przyjacielowi  swemu,  aby  się  z  śmierci  nieprzyjaciela 
natrząsał,  lub  nad  powinowatym  zapłakał.  Wschodziło  słońce. 
Wichman,  obróciwszy  się  ku  niemu,  z  ostatniem  wysileniem  mo- 
dlił się  i  duszę  grzeszną  wyzionął,^'*)  22  Września  r.  967.^^) 

Rozpoczęta  przez  Wichmana  z  Wolinianami  wojna,  poru- 
szyła do  powstania  przeciw  Niemcom  Ratarów  i  dla  nich  oka- 
zała się  najszkodliwszą.  Gromił  ich  markgraf  Tiadryk,  a  ba- 
wiający  we  Włoszech  cesarz  pisał  z  pod  Kapui  15  Lutego  9Ó8 
r.  do  księcia  Hermana  Billinga,  markgrafa  Tiadryka  i  wszyst- 
kich wodzów,  aby  Ratarom  nie  dawać  pokoju,  jako  naruszycie- 
lom  wierności  i  szkody  przyczyniającym.  „Użyjcie  wszelkich 
sposobów,  pisał  Otto  I,  aby  Ratarów  ujarzmić  i  sprawę  z  nimi 
skończyć,  a  jeśliby  wam  sił    zabrakło,  sam  na  pomoc  pośpieszę." 


41)     Widukind  III  69. 

*^)  W  nekrologii  luneburgskiej  pod  d,  22  Września  zapisano:  Wichmannus 
comes,  et  multi  alii  occisi,  et  Hoico  occisus.  Bielowski  M.  P.  I  142.  Co  do  roku, 
to  Raiimer  napad  Wichmana  na  Mieszka  odniósł  do  r.  967.  (Regesta  Brand.  s.  48), 
ale  Wigger,  porównywając  wypadki,  nie  znajduje  podstawy  dla  oznaczenia  roku, 
w  którym  mianowicie  zaszło  pobicie  przez  Mieszka  Wichmana  w  967  czy  968  ? 
Meklenb,  Annal    37. 


—       28l       — 

List  ten  odczytany  na  zgromadzeniu  w  Werle,  miał  posłużyć  do 
zerwania  rozejmu  z  Katarami  zawartego,  ale  gotująca  się  Avojna 
z  Danami,  wstrzymała  od  tego  zamiaru  Niemców.*^)  —  Ratary 
ocaleli ! 

§49. 
Wprowadzenie  cłirześciaństwa  obrzędu   rzymskiego. 

I.   Ustanowienie  bisi<upstw:  Hawelbergskiego  (r.  946)  i  Brandenburg- 

skiego  (p.  949). 

Wiek  cały  upływał  od  śmierci  cesarza  Ludwika  Pobożnego 
(-J-  843),  który  zamierzając  uskutecznić  myśl  ojca  swego  Karola 
W.,  ustanowił  (r.  834)  arcy biskupstwo  Hamburgskie  dla  ludów 
Północy,  a  w  liczbie  ich  i  dla  Słowian,^)  żaden  jednak  z  missio- 
narzy  łacińskich  nie  poszedł  na  apostolstwo  do  Słowian,  sumie- 
nie których  oburzało  się  na  samo  wspomnienie  chrześciaństwa 
przez  Niemców  opowiadanego.  Hamburg  ze  stolicą  arcybiskupia 
stał  się  solą  w  oku  Słowian,  którzy  wspólnie  z  Normanami  zburzyli 
go  (r.  842).  Usiłow'ania  następcy  Ludwika  Pobożnego,  króla  Lu- 
dwika Niemieckiego  do  wznowienia  upadłej  metropolii  hamburg- 
skiej  nie  osiągnęły  pożądanego  skutku.  Metropoliję  z  Hamburga 
przeniesiono  do  Bremy  (r.  847),-)  a  nad  dolną  Łabą  pogaństwo 
w  połowie  X  w.  kwitnęło  tak  samo,  jak  przed  stu  laty,  z  coraz  mo- 
cniejszem  wreszcie  przekonaniem  Słowian,  że  chrześciaństwo  przez 
Niemców  podawane  oznaczało  to  samo,  co  ujarzmienie.  Zrozu- 
miawszy to  Niemcy  oczekiwali  pory,  aż  oręż  otworzy  missiona- 
rzom  ich  drogę  do  Słowiańszczyzny,  chociaż  uskutecznienie  podo- 
bnego zamiaru  wymagało  długiego  czasu,  wielkich  wytężeń 
i  cierpliwości.  Ujarzmienie  Serbów  (r.  928)  otworzyło  wreszcie 
Niemcom  możność  do  nawracania  Słowian  pomiędzy  Solawą. 
Łabą     przemocą,      ale      na      wschód      od     Łaby      dopiero 


<8)     Widukind  III  70. 

1)  Wyżej  s.  53. 

2)  Wyżej  s.   58,   60. 


—       282       — 

Otton  I,  po  walnych  rozprawach  orężem,  umyślił  przekonać 
„barbarzyńców"  o  korzyści  dla  nich  nauki  Chrystusa,  Barba- 
rzyńcy tego  niepoj  mywali,  nie  chcieli  zrozumieć,  że  regularne  wy- 
płacanie trybutu  królowi  i  dziesięciny  kościołowi,  obok  uległości 
władzom  świeckim  i  duchownym,  miało  zapewnić  im  łaskę  ma- 
jestatu królewskiego  i  zbawienie  duszy  po  śmierci.  Nie  zważał 
na  to  Otton  I  i,  w  miarę  ujarzmienia  ludów,  fundował  biskupstwa, 
które  później  dopiero  miały  zająć  się  nawracaniem  powierzonej 
im  trzody  pogańskiej,  a  na  razie  miały  służyć  środkiem  do  wy- 
wrócenia czci  bałwochwalskiej,  demoralizacyi  Słowian  i  wyzię- 
bienia w  nich  ducha  wojowniczego. 

W  tym  celu  Otton  I  zwrócił  najpierw  uwagę  na  starożytne 
grody  słowiańskie  nad  r.  Hobolą,  słynne  z  kilku  pierwszorzędnych 
bóstw  pogańskich  wojowniczego  charakteru:  Hobolin  z  chramem 
Jarowita  i  Brandenburg  z  chramem  Trygława.  Dopóki  chramy 
te  istniały,  kapłani  pogańscy,  zagorzali  wrogowie  chrześciaństwa 
w  każdćj  chwili  mogli  w  imię  swych  bogów  poruszyć  ludność 
do  powstania  przeciw  Niemcom.  Zburzyć  więc  świątynie  Jaro- 
wita i  Trygława,  w  interesach  władzy  niemieckiej,  wypadało  ko- 
niecznie, ale  i  zostawić  lud  bez  świątyń  i  kapłanów  niepodobień- 
stwem było.  Oprócz  tego,  według  zwyczaju  słowiańskiego, 
w  chramach  odbywały  się  wiece  i  narady  ludowe,  a  około  nich 
targi,  zbiorowiska  ludu  i  różne  uroczystości.  Opanowawszy  Ho- 
bolin i  Brandenburg,  w  których  leżało  samo  serdce  Słowiańszczy- 
zny nadhobolskiej,  Otton  I,  jako  mądry  rządzca,  pojął,  że  dla 
ujarzmienia  i  łatwiejszego  zespolenia  Słowian  z  Niemcami,  wy- 
padało działać  z  pomocą  kościoła,  ustanowionego  w  centrach 
kultu  pogańskiego.  Inne  miasta,  jak  Merzeburg  i  Magdeburg, 
osiedlone  już  przez  Niemców,  mogły  poczekać  na  katedry  bisku- 
pie, ale  Hawelberg  i  Brandenburg  zwłoki  niedopuszczały.^) 


3)  Według  Thietmara  II,  roz.  5.  Otton  I  zamierzał  ustanowić  biskupstwo 
najprzód  w  Magdeburgu,  lecz  opór  biskupa  halbersztadskiego  Bernarda,  do  którego 
dyecezyi  miasto  Magdburg  należało,^  był  tak  stały,  że  aż  po  kres  żywota  biskupa, 
Otton  nie  mógł  tego  dokonać. 


-     283     - 

Ustanawiając  biskupstwa  wśród  pogan,  od  których  kościół 
dług"i  czas  nie  mógł  spodziewać  sie  żadnej  pomocy  materjalnej, 
Otton  I  dbał  szczególnie  o  uposażenie  duchowieństwa.  Świeżo 
podbite  kraje,  pełne  ludu  pracowitego  i  zasobów  miejscowych, 
nienależących  jeszcze  do  żadnego  z  panów  niemieckich,  pozwalały 
królowi  hojna  ręka  rozdawać  swobodnie  biskupom  i  kościołom 
liczne  osady,  zamki,  grody,  łany,  lasy,  dziesi  eciny  i  różne  dochody. 

Z  aktu  założenia  biskupstwa  Hawelbergskiego  r.  946,*)  do- 
wiadujemy sie,  że  katedrze  hawelbergskiej  i  przełożonemu  nad 
nia  Udonowi,  król  Otton  I  nadał  połowę  zamku  i  miasta  Hawelberga 
z  połowa  wszystkich  do  tego  miasta  należących  osad  w  ziemi 
Nieletycze-^)  i  w  tejże  ziemi  miasto  Nizow  ze  wszystkimi  docho- 
dami.*) W  ziemi  Ziemczycy  dwie  osady  Banię  i  Drago wicy 
w  okręgu  Malińskim,  tudzież  połowę  lasu  Borki')  z  uprawio- 
nemi  i  osiedlonemi  w  nim  sadybami.  W  ziemi  Leszycy  za- 
mek Marienburg,  (nazywany  Kobylice)  z  przyległemi  osadami: 
Precepiny,  Rozmok,  Kotiny,  Wierchokrajcy,  Niekuriny,  Milkuny, 
Malicy,  Rabuny,  Podesal,  Ludiny.^)  W  osadzie  zwanej  Robole 
sześć  łanów.^)  W  ziemi  Moryce  całe  miasto  Błoto  z  burgwar- 
dem.     W  ziemi  Doszany  miasto  Wysokie  z  burgwardem,  miasto 


*)  Akt  fundacyi  r.  946  podają:  Hasselbach  Codex  Pomeraniae  Nr.  6;  Kłem- 
pin.  Pommersche  Urkundenbuch  N.  lo,  w  skróceniu;  Rłedel.  Cod.  diplomat. 
Brandenburgensis.  T.  I.  2.  s.  435;  Meklenburgische  Urkundenbuch.  T.  I.  ^i.  14; 
Kauraer.  Regesta  Brandenburg.  N.  155;  Wigger.  Meklenburg.  Annalen  s.  31;  po- 
prawny tekst  w  Heinemanna  Codex  diplomat.  Anhaltinus  N,  18,  —  Dokument  ten 
przytoczony  w  dzieła  niniejszego  T.  II,  s.  352,  przyp.   148. 

')  Medietatem  castri  et  ciyitatis  Havelberg  et  medietatem  omniura  villarura 
illuc  attinentium.     Et  castrum  et  civitas  sita  est  in  provincia  Nieletizi . . , 

*)  In  eadem  provincia  Niżem  civitatem,  cum  omnibus  utilitatibus  suis.  —  Ni- 
żem teraz  Nitzow,  przy  ujściu  r.  Hoboli. 

')  In  provincia  Zemzici  duas  villas  in  Malinga  Buni  et  Orogavitz  et  dimi- 
dium  silve,  que  dicłtur  Porci.  Dawniej  czytano  Porei  (Borki).  O  tem  szczegółowo 
objaśniłem   w  tomie  II,  s.  52  przyp.  51;  s.  287  przyp.  71. 

*)     Do  tych  nazw  odnośne  cytaty  w  T.  II,  s.  286 — 289. 

»)     AV  T.  II.  s.   289  cyt.  98. 


—    284    — 

Podleszcz  z  burgwardem/^)  dziesięcinę  z  Ratarów/^)  dziesięcinę, 
należąca  do  skarbu  królewskiego  z  marki  Dolnej^-).  Oprócz  tego 
Otton  I  przeznaczył  wzmiankowanej  stolicy  biskupiej  dziesięciny 
(dla  parafii?),  z  prowincyi,  mających  granice  określone:  Ziem- 
czycy,  Leszycy,  Nieletycy,  Doszany,  I^iny,  Morycy,  Doleńcy, 
Błoto,  Mieżyrecz,  Grozwin,  Wanclow,  Wostroże.^^)  —  Wszystkie 
wzmiankowane  miejscowości  położone  są  pomiędzy  Łabą  a  Odrą, 
lecz  Otton  I  dodał  jeszcze  z  lewej  strony  Łaby,  w  prowincyi 
Mintga,  30  łanów  we  czterecłi  osadach.*^) 

Granice  biskupstwa  Hawelbergskiego  Otton  I  ustanowił: 
od  źródeł  r.  Pieny  na  wscłiód  aż  do  ujścia  jej  do  morza,  od  źró- 
deł zaś  r.  Eldeny  (Jedlny?)  na  zachód  aż  do  miejsca,  gdzie  rzeka 
ta  do  Łaby  wpada;  na  północ  do  morza  Kańskiego  (Rugiano- 
rum)  a  na  południe  do  r,  Struminy.^^) 

Biskupstwu  Brandenburgskiemu,  według  dyplomu d.  loOkto- 
bra  r.  949,'")  Otton  I,  nadał  połowę  północną  miasta  Branden- 
burga z  połową  wyspy,  na  której  wzmiankowane  miasto  leżało, 
połowę  wszystkich  osad  wiejskich  do  miasta  należących,  tudzież 
miasta  Pricerwy  i  Jeziory  z  ich  przynależnościami,'')  dziesięciny 
z  parafij  położonych  w  prowincyach :  Moraczanie,  Serbiszcze,  Błonie, 
Sprewianie,  Hobolanie,  Wkranie,  Rieczanie,  Ziemczycy,  Doszanie, 


ip)     w  T.  II,  s.  286,  cyt.  58  S.333.  cyt,  39. 

11)  Decimam  tributi  que  soUitur  nobis  de  Radewer,  omyłkowo,  zamiast  Re- 
dari,  t.  j.  Ratary. 

12)  Decimam  tributi  que  nobis  debetur  de  inferiori  Marchia.  Gdzieby 
ta  marchia  leżała,  nie  wiadomo. 

1*)     O  tych  prowiacyach  i  ziemiacli  szczegółowo  w  T.  II,  s.  352 — 362, 

")     W  T.  II,  s.  149,  352. 

1^)  Na  mapie,  dołączonej  do  Fidicina  Die  territoriuen  der  Mark  Branden- 
burg, T.  III,  bieg  r.  Struminy  oznaczony  od  zachodu  ku  wschodowi  do  r.  Hoboli, 
do  l<tórej  wpada  z  lewej  strony  przeciw  Prebenitz,  niżej  od  Pricerwi 

1**)  Dyplom  ten  zwyczajnie  datowany  r.  949  podają:  Riedel,Codexdipl.  Brand.  I, 
8  s.  91  ;  Raumer.  Regesta  N.  160  w  skróceniu;  Hasselbach.  Cod,  pomer.  N  7; 
Klempin.  Pommersch,  Urkundenbuch  N.  II  w  skróceniu;  Wigger.  Meklenb.  An- 
nalen  s.  32  w  skróceniu;  Melclenb.  Urkundenbuch  T.  I.,  N.  15:  Heinemann.  Cod. 
Anhaltinus  N.  22  stawi  r.  048  (949). 

1^)  Pricerwi  na  prawem  brzegu  Hoboli,  patrz  mapę  Fidicina  Mark  Brandenb. 
T.  III.     Położenie  Jeziory  nie  wiadome. 


—     285     — 

Łużyc)r,^^)  oprócz  miast:  Bodrycy,  Gatimiry,  Piechowo,  ^lokra- 
nicy,  Burg,  Grabów,  Czartowo  i  osad  do  tych  miast  należących, 
które  oddane  były  już  przedtem  kościołom  śś.  Maurycego  i  In- 
nocentego w  Magdeburgu,  samemu  zaś  biskupowi  brandenburg- 
skiemu  Titmarowi  Otton  I  nadał  prawo  pobierania  z  trzech 
miejsc  Bodryczów,  Burga  i  Mokranic  po  trzy  medony  i  po  dwie 
miary  piwa,  po  sześć  miar  pszenicy,  po  dwa  wieprze,  po  dwie 
gęsi,  po  dziesięć  kur,  pastwiska  dla  koni  i  t.  d.^®) 

Granice  biskupstwa  Brandenburgskiego  Otton  I  zakreślił: 
na  wschód  do  r,  Odry,  na  zachód  do  Łaby,  na  północ  aż  do 
prowincyi:  Wkranie,  Rieczanie  i  Doszanie,  od  południa  zaś, 
w  akcie  fundacyjnym,  granic  nie  oznaczono -*•),  zapewne  dla  tego, 
że  podczas  założenia  biskupstwa,  władza  niemiecka  między  Łaba 
a  Odrą  nie  była  jeszcze  tak  ugruntowaną,  aby  granice  jej  okre- 
ślić się  dały. 

Nie  wiemy  azali  nowozałożone  biskupstwa  in  partibus 
infidelium  starały  się  o  zbudowanie  kościołów  dla  nabożeństwa 
w  zrozumiałej  ludnowi  słowiańskiemu  mowie,  ale  nie  wątpimy, 
że  korzystały  z  nadanych  im  dóbr  i  dochodów.  Zdzierstwa  po- 
borców świeckich,  jak  wzmiankowaliśmy  wyżej, ^^)  oburzały  lud, 
który  zabijał  ich.  Z  ustanowieniem  biskupstw  przybywały  jesz- 
cze dziesięciny  i  różne  dla  kościoła  powinności,  a  jeśli  wspomni- 
my, że  oprócz  podatków  rządowych  i  kościelnych,  lud  słowiań- 
ski, według  własnego  prawa,  obowiązany  był  do  ponoszenia  ró- 
żnych ciężarów  publicznych,  tedy  pojmiemy  z  jaką  nienawiścią 
musiał  lud  ten  patrzyć  na    poborców   duchownych,    przychodzą- 


cej    Położenie  ziem  tych  objaśnione  w  T.  II,  s.  48 — 52,  358 — 360. 

'*)  In  tribus  vero  locis,  Bidrici,  Burg  scilicet  et  Mokranici  in  unaquoque 
eorum  tres  medones  diiasque  cerevisas,  sex  modios  tritici.  duos  porcellos,  duas  an- 
seres,  decem  gallinas,  sex  quoque  frisingos   et  sex  carradas  annone    pastui  equorum. 

20)  Zauważyć  wypada,  iż  nadane  w  r.  946  biskupstwu  Hawelbergskiemu  dwie 
prowincye:  Zemzici  i  Desseri  wzmiankują  sie  i  w  nadaniu  r,  949  Zamcici  Dassia, 
z  czego  wnioskować  można,  że  te  prowincye  Otton  I,  odjąwszy  od  biskupstwa  Ha- 
welbergskiego,  przyłączył  do  biskupstwa  Brandenburgskiego. 

2')     Wyżej,  §  46,  cyt.   23. 


—     286     — 

cych  zabierać  dziesięciny  z  urodzaju  i  dochodów.  Podobny  stan 
rzeczy  nie  zapowiadał  ani  religii  chrześciańskiej  pomyślnego  roz- 
woju, ani  władzom  niemieckim  spokoju. 

2.    Ustanowienie    metropolii    Magdeburgskiej.     Biskupstwa:    Merzeburg- 
skie,  Zyozańskie  i  Misznieńkie  (r.  968).     Biskupstwo  Aldenburgskie. 

Założenie  biskupstw  Hawelbergskiego  i  Brandenburgskiego 
było  tylko  wstępem  do  szerszych  pomysłów  Ottona  I  o  ustano- 
wieniu w  Magdeburgu  metropolii  kościoła  słowiańskiego  między 
Łaba  a  Odrą.  Wszakże  zacięte  wojny  ze  Słowianami  dolnej 
Łaby,  potem  czterolenia  wojna  z  Katarami  (956 — 960),  usku- 
tecznienie zamiarów  cesarza  niepodobnem  czyniły.  Gdy,  nako- 
nieć,  znękani  Ratary  zgodzili  się  płacić  trybut  i  rozejm  z  Niem- 
cami zawarli,'-')  a  inni  Słowianie  zaodrzańscy  byli  już  mocno 
przez  pogranicznych  markgrafów  przyciśnieni,  Otton  umyślił 
przyspieszyć  organizacyję  metropolii  Magdeburgskiej  i  stosowne 
do  tego  kroki  czynił  w  Rzymie.  Skłoniając  się  do  jego  życze- 
nia, papież  Jan  XII  bullą  wydaną  12  Lutego  r.  962,  oznajmił, 
iż  podnosi  kościół  ś.  Maurycego  w  Magdeburgu  na  stopień  sto- 
licy arcybiskupiej,  a  kościół  merzeburgski  na  stopień  stolicy  bisku- 
piej, mającej  podlegać  arcybiskupowi  magdeburgskiemu,-^) 

Tym  sposobem,  obok  pięciu  arcybiskupstw  niemieckich^*) 
miało  się  ukazać  szóste  Magdeburgskie,  wyłącznie  dla  Słowian 
przeznaczone,  ale  według  prawa  kanonicznego  potrzebna  była 
na  to  zgoda  biskupa  halbersztadskiego,  do  dyecezyi  którego  Ma- 


22)     Wyżej.  s.  261, 

2*)  Yolumus  et  jubemus,  ut  Magdaburgense  monasterium  in  regno  Saxonum, 
juxta  Albiam  constructum . . .  in  archiepiscopalem  transferatur  sedem . . .  Yolumus  et 
jubemus,  ut  Merseburgense  monasterium  in  episcopalem  debeatur  sedem,  quae  Magda- 
burgensi  sit  subdita  sedi.     i^osse,   Codex  Saxoniae  I,  s.  240. 

2^)  Yolumus  et  precipimus,  ut  Moguntiensis,  Treverensis,  Coloniensis,  Salsa- 
burgensis,  Hamaburgensis  aecclesiae  archipraesules  Magdaburgensis  monasterii  in  ar- 
chiepiscopalem et  Merseburgensis  in  episcopalem  translationis  sedem  totis  cordis 
corporisque  viribus  consentanei  fautoresque  persistant,  tamże  s,  240, 


I 


—    287    — 

gdeburg  i  Merzeburg  należały.  Tymczasem  biskup  halbersztad- 
ski  Bernhard,  zważając,  że  z  ustanowieniem  biskupstw  w  Ma- 
gdeburgu i  Merseburgu,  dyecezyja  jego,  mieniąca  się  być  przednim 
posterunkiem  oświaty  niemieckiej,  poniesie  znaczne  straty  terryto- 
rialne,  nie  przychylał  się  do  żądania  Ottona.-^)  Sprawa  na  lat  kilka 
zaciągnęła  się.  Ale  Otton,  przybywszy  do  Włoch  r.  966,  przed- 
łożył zwołanemu  do  Rawenny  w  r.  9Ó7  synodowi,  konieczność 
okazania  mu  pomocy  duchownej  do  nawrócenia  Słowian.  Zgro- 
madzeni na  synodzie  biskupi,  wziąwszy  na  uwagę  położenie  geo- 
graficzne i  etnograficzne  Słowian  i  Niemców,  zgodzili  się  na  usta- 
nowienie nowych  biskupstw,  a  Magdeburg  powtórnie  przyznali 
za  najodpowiedniejsze  miejsce  metropolii  kościoła  dla  Słowian. 
Metropolii  tej  podlegać  miały  pięć  suifraganii,  z  których  dwie 
już  istniały  w  Hawelbergu  i  Brandenburgu,  a  trzy  miały  być 
ustanowione:  w  Merzeburgu,  Życzu  i  Misznie.-*^) 

Gdy  jednak  przeszkody  ze  strony  biskupa  halbersztadskiego 
nie  dawały  się  usunąć,  Otton  zamierzył  ustanowić  tymczasem  bi- 
skupstwo Misznieńskie  na  ziemiach  do  biskupa  halbersztadskiego 
nie  należących.  Wszakże  przypadła  w  tym  czasie  śmierć  biskupa 
halbersztadskiego  Bernharda  w  Lutym,  tudzież  arcybiskupa  mo- 
gunckiego  Wilhelma  w  Marcu  r.  968,  rozwiązała  cesarzowi  ręce. 
Wezwawszy  do  Włoch  nowoobranego  biskupa  halbersztadskiego 
Hilliwarda  i  arcybiskupa  mogunckiego  Hattona,  Otton  porozumiał 
się  z  nimi  o  wynagrodzenie  biskupa  Hilliwarda  za  straty  terryto- 
ryalne,  jakie  miał  ponieść  z  powodu  ustąpienia  części  swej 
dyecezyi  i  wyjednał  zgodę  ich  na  ustanowienie  w  Magdeburgu 
arcybiskupstwa,  a  w  ^Merzeburgu  biskupstwa,  które  on  jeszcze  przed 


")     Thietmar  Chr,  II,  4. 

*•)  Suffraganeos  vero  eidem  metropolii  omnes  unanimiter  preordinavimus 
randenburgensem  episcopum  et  Hauelbergensem,  his  cunctis,  quibuscunque  impe- 
rator Yoluerit,  in  urbe  Magdaburch  archiepiscopus  consecretur.  Postea  vero  idem 
archiepiscopus  et  successores  ejus  habeant  potestatem  per  congrua  loca,  ubi  per  illo- 
rum  predicationem  christianitas  creverit,  episcopos  ordinare,  nominative  nunc  et  pre- 
sentaliter  Merseburc,  Cici  et  Miśni.  Bulla  Jana  XIII  20  Aprila  r.  967.  Posse,  Co- 
dcx  str.   242. 


—     288     — 

bitwą  z  Węgrami  nad  Lechem  w  r.  955,  ślubował  Bogu  zało- 
żyć.") 

Sprawa  postępowała  szybko,  gdy  już  w  Październiku  r.  968 
na  godność  arcybiskupa  magdeburgskiego  wyniesionym  został 
mnich  z  Trewiru  Adalbert,  słynny  z  podróży  na  Ruś,  dokąd, 
przez  fałszywe  poselstwo  wezwany  był  na  apostołkę^^)  i  chociaż 
ztamtąd  uciekać  musiał,  miał  jednak  zręczność  obznajomienia  się 
z  mową  i  charakterem  Słowian,  na  pasterza  których  przezna- 
czonym został. 

Wybory  biskupów  merzeburgskiego,  życzaiiskiego  i  mi- 
sznieńskiego  miały  odbyć  się  w  przytomności  legata  papiezkie- 
go.  Otton,  zwoławszy  znakomitszych  panów  saskich  (omnes  me- 
liores)  na  wybory  podczas  Bożego  Narodzenia,  oświadczył,  że 
ponieważ  czcigodny  Bożo  zasługi  wielkie  w  celu  nawrócenia  Sło- 


2')     Thietmar  II,  4. 

28)  Oznajmiając  o  wyniesieniu  Adalberta  na  arcybiskupa  magdeburgskiego 
Otton  I,  w  liście  pisanym  w  Październiku  r.  968  wyraził  sie:  virum  venerabilem 
Adalbertum  episcopum  Rugis  olim  praedicatorem.  Posse,  Codex  s.  249.  —  Ażeby 
zrozumieć  co  znaczy  „Rugis,"  przytaczam  wzmianki  kronilcarzy  X  w.  I  tak:  Continuator 
Reginon.  a.  959.  Legati  Helenae  (Olgi)  reginae  Rugorum,  quae  sub  Romano  impe- 
ratore  Constantinopolitano,  Constantinopoli  baptisata  est,  ficte,  ut  post  claruit, 
ad  regem  venłentes,  episcopum  et  presbyteros  eidem  genti  ordinari  petebant.  (Pertz, 
M.  G.  I,  624.)  Annales  Hildesheim  a.  960:  Yenerunt  legati  Rusciae  gentis  ad  regem 
Ottonem,  et  deprecati  sunt  eum,  ut  aliquem  suorum  episcoporum  transmitteret,  qui 
eis  ostenderet  viam  veritatis;  et  professi  sunt  se  velle  recedere  a  paganico  ritu,  et 
accipere  religionem  christianitatis.  Et  ille  consensit  deprecationi  eorum,  et  trans- 
missit  Adalbertum  episcopum  fide  catholicum,  łlliąue  per  omnia  mentiti  sunt,  sicut 
postea  eventus  rei  probavit  „quia  nec"  (zamiast  vix)  ille  praedictus  episcopus  evasit 
lethale  periculum  ab  insidiis  eorum,  dodaje  rocznikarz  kwedlinburgski,  (Bielowski 
M.  P.  II,  s.  760.)  W  annałach  Lamberti  a.  960  i  u  Cośmy  także  a.  960  venerunt 
legati  Rusciae  gentis.  Zdaje  sie,  że  powątpiewania  tu  o  jakim  narodzie  rzecz  idzie, 
być  nie  powinno.  Tymc-;asem  wyrażenie  kontynuatora  Reginy  „regina  Rugorum" 
podało  powód  niemieckim  pisarzom  do  domysłu,  że  Adalbert  opowiadał  niegdyś 
ewangelije  na  wyspie  Rugii,  i  tak  dotąd  Niemcy  mniemają.  (Porów.  Miilverstedt. 
Regesta  archiepisc.  magdeburg.  I,  s.  95  N.  219.)  Tymczasem  rzecz  jasna,  że  do- 
mniemani posłowie,  poprostu  oszuści,  należeli  do  takich  Waragów,  którzy  niejedno- 
krotnie przyjmywali  chrzest,  dla  tego  tylko,  aby  otrzymać  dary.  We  wzmiankowa- 
nym zaś  razie,  żądając  otrzymać  od  bogobojnego  cesarza  lepsze  przyjęcie  i  dary, 
oszuści  oświadczyli,  że  przybywają  od  Heleny  (Olgil  księżny  ruskiej,  prosząc  o  wy- 
sianie biskupa  i  księży.     Sołowjew,  IIcTopia  Poccin  I,  s  329  przypisek  217. 


—    289    — 

wian  położył,  przeto  należy  mu  prawo  wybrać  sobie  jedna 
z  dwóch  dyecezyi:  merzeburgska  lub  życzańską.'-^)  Na  zjeździe 
wybrani  zostali  biskupi :  Bożo  merzeburgskim ,  Burhard  mi- 
sznieńskim,  Hugo  życzańskim;  biskupi:  brandenburgski  Titmar 
i  hawelbergski  Tudon  do  podległości  arcybiskupowi  magdeburg- 
skiemu  zobowiązani  zostali. ^^)  Tym  sposobem,  w  końcu  r.  968, 
nastąpiło  urządzenie  hierarchii  kościoła  słowiańskiego. 

Zostawało  rozgraniczyć  dyecezyje.  Biskup  Hilliward  odstą- 
pił kościołowi  ś.  Maurycego  część  swego  biskupstwa,  zawartą 
pomiędzy  rzekami:  Ora,  Łabą,  Solawą  i  Bodą ,  a  nadto  tak 
zwaną  drogę  frydrychowską  ,-^^)  do  czego  później  dodał  parafije, 
położone  między  rzekami:  Wildbach,  Salcą,  Solawą,  Unstrutą, 
Helmaną  i  rowem  pod  Waleshuzen.^-)  Z  tej  więc  strony  kwestyja 
graniczna  załatwioną  została.  Biskupstwa  Hawelbergskie  i  Bran- 
denburgskie  miały  granice,  oznaczone  przez  Ottona  I  jeszcze  w  r. 
948,  za  wyjątkiem  południowej  granicy  ostatniego  biskupstwa 
od  strony  Łużyc,  które  aż  do  r.  963  do  Ottona  nie  należały. 
Trudniej  daleko  wskazać  granice  biskupstw  Merzeburgskiego, 
Zyczańskiego  i  Misznieńskiego.  Oryginalnych  dokumentów  do 
rozpoznania  tej  kwestyi  nie  posiadamy,  a  opis  granic  biskup- 
stwa Misznieńskiego  w  transumpcie  z  późniejszych  wieków,  jest 
falsyfikatem,    na    którym    polegać    nie  możemy.^^)     Jedno    tylko 


-*)     Posse  Codex  s.  249. 

'<>)  Domini  episcopi  Dudo  et  Dodelinus  in  archiepiscopi  nostri  electione  vo- 
lumus,  ut  subscribant  et  lidem  subjectionemąue  illi  promittant.  Ibid. 

'^)  O  tej  drodze  w  dokumencie  9  Lipca  r.  965  czytamy:  Otto  teloneum  in- 
fra  confinium  aąuarum,  quae  vocantur  Orae  et  Bodę,  usque  ad  terminura,  qui  no- 
minantur  via  Friderici,  S.  Mauricio  offert.  Raumer.  Regesta  N.  209. 

|i|  »«)     Thietmar  II,   14. 

^K  ")     Według  zmyślonego    w  XI  lub  XII  vr.  dokumentu  niby  cesarza  Ottona 

^B  r.  948,  tudzież  konfirmacyi  papieża  Jana  XIII  niby  r.  q68,  także  zrayślonćj  w  XII 
Bir. ,  granice  biskupstwa  Misznieńskiego  miały  sie  poczynać  u  źródeł  r.  Odry,  zkąd 
Bfer  prostym  kierunku  dążyły  do  źródeł  r.  Łaby  i  dalej  do  miejsca,  gdzie  się  stykały 
Czechy  i  żupa  Nizin.  Tu  granica  przerzuciwszy  sie  przez  Labę,  biegła  w  kierunku 
gór  czeskich  aż  do  źródeł  r.  Muldy,  ztąd  zwróciwszy  ku  północy,  dobiegała  ujścia 
Muldy  do  Łaby,  przez  którą  przerzuciwszy  się  znowu  na  jćj  brzeg  prawy,  w  żupie 
Niżanie.  dążyła  w  kierunku  ku  wschodowi,  zachwytując  żupy  Łużyce  i  Selpuli,  aż 
Tom  III.  iq 


—     290     — 

z  niejaką  pewnością  daje  się  dostrzedz,  że  granica  zachodnia  bi- 
skupstwa Misznieńskiego  opierała  się  o  źródła  r.  Modły  (Muldy), 
a  wschodnia  o  krainę  Milczanów,  która  w  r,  968  do  cesarstwa 
jeszcze  nie  należała.^*)  Arcy biskupstwo  Magdeburgskie  obejmy- 
wało  ziemie  po  obu  brzegach  Łaby,  między  Halbersztadskiem 
a  Brandenburgskiem  biskupstwami,  szerząc  się  w  górę  po  Ła- 
bie, ważkim  pasem  aż  do  kresów  żupy  Niżanów,  która  do  niego 
należała.  Na  południe  od  tego  arcybiskupstwa  leżało  biskupstwo 
Merzeburgskie  po  obu  brzegach  środkowego  biegu  Solawy  i  Mul- 
dy, a  na  południe  od  niego,  między  Solawą  a  górną  Muldą,  bi- 
skupstwo Życzańskie,  aż  do  granicy  Czech.'''') 

Dbając  o  jak  najbogatsze  uposażenie  arcybiskupstwa  Magde- 
burgskiego  i  nadając  mu  rozmaite  beneficye,  Otton  I  troszczył  się 
szczególnie  o  podwyższenie  znaczenia  arcybiskupa,  któremu  w  r. 
965  zapewnił  jurysdykcyę  nad  żydami  i  innymi  magdeburgskimi 
kupcami,  tak  że  tylko  od  przedstawiciela  kościoła  mogli  oni 
oczekiwać  wyroków  i  sprawiedliwości,  a  żaden  graf,  wikary,  sę- 
dzia, trybun  lub  poborca  podatków  (exactor)  do  spraw  tych  mie- 
szać się  nie  mógł.^") 

Ustanawiając  metropoliję  magdeburgską  z  pięciu  sufFraga- 
nijami  dla  Serbów,  Lutyków,  Łużyczanów,  Otton  I  nie  zapomniał 
i  o  Obodrytdch,  dla  których  w.  Starogardzie  wagrskim  założył 
szóste  biskupstwo  Aldenburgskie,  zamierzając  poddać 
je  także  pod  władzę  arcybiskupa  magdeburgskiego,  lecz  arcybi- 
skup hamburgski  Adeldag,  powołując  się  na  granice  swego  ko- 


do miejsca  Sulpice  i  tu  dobiegłszy  do  r.  Odry,  korytem  jej  -w  górę  ciągnęła  się  aż 
do  źródła  tej  rzeld.  Cel  sfałszowania  tych  dokumentów  zamierzał  udowodnić,  źe 
biskupstwo  Misznieńskie  starsze  jest  od  Magdeburgskiego  i  że  Łużyce  i  Selpuli  od 
samego  początku  do  dyecezyi  misznieńskiej  należały.  Posse,  Codex  s.  170  uwaga  7 
i  s.   188  uwaga  135. 

**)     Posse,  Codex  s.   174. 

's)  Posiadłości  biskupstw  Merzeburgskiego  i  Zyczańskiego  dają  się  wyrozu- 
mieć z  nadań  Ottona  I,  Ottona  II  i  Ottona  III,  tudzież  z  wiadomości  przez  Thiet- 
mara  podanych.  —  Załączona  przy  kodeksie  Posse'go,  tom  I  mapa  uprzytomnia  po- 
łożenie arcybiskupstwa  magdeburgskiego  i  pięciu  jego  suffraganii. 

**)     MuWerstedt  Regesta  s.  70. 


i 


—     291     — 

ścioła,  dawnymi  przywilejami  opisane,  uniemożebnił  spełnienie 
zamiarów  cesarza.^') 

Dokumentów,  tyczących  się  fiindacyi  biskupstwa  Aldenburg- 
skiego  nie  posiadamy,^*)  a  główne  źródła  do  pierwotnycli  dzie- 
jów tego  biskupstwa  Adam  Bremeński  i  Helmold,  nie  celując 
w  tym  razie  ścisłością,  są  nawet  w  sprzeczności  pomiędzy  sobą. 
Ody  bowiem,  według  Helmolda,  pierwszym  biskupem  aldenburg- 
skim  był  Mark  on,  a  drugim  Egward,^^j  Adam  Bremeński,  nie 
wzmiankując  wcale  o  Markonie,  szereg  pasterzy  aldenburgskich 
od  Egwarda  poczyna.*'^)  Sprzeczność  ta  nie  dozwala  oznaczyć 
czasu  założenia  wzmiankowanego  biskupstwa,  ale  zważając  na 
wypadki  i  świadectwa  łiistoryczne,    wypada  przyjąć  rok  góy  lub 

968,  t.  j.  epokę  ustanowienia  arcybiskupstwa  Magdeburgskiego.^^) 

< 
Posiadłości    biskupstwa  Aldenburgskiego    obejmywały    cały 

kraj  Obodrytów,  tudzież  ziemie  Chyżanów  i  Czrezpienianów, 
które  do  związku  Lutyków  należały.  Rzeka  Piena  i  miasto  Dy- 
min  stanowiły  wschodnią  granicę  biskupstwa,  a  Łaba  południo- 
wą. Przestrzeń  między  Łabą  a  Piena  znaczyły  granice  biskup- 
stwa Hawelbergskiego»  z  północnej  zaś  strony  r.  Egdora,  dzieląc 
posiadłości  Danów  od  Słowian  i  Saksów,  zakreślała  razem  i  gra- 
nice kościoła  aldenburgskiego.*^ 

„Kościół   aldenburgski    poświęcony    został  na  cześć  ś.  Jana 
Chrzciciela,  jaśniał  przed  innymi,    był  bowiem  kościołem  metro- 


»')     Helmold  I,-li. 

*®)  Według  domniemania  badaczy,  wszystkie  dokumenty  podczas  zburzenia 
biskupstwa  Hamburgskiego  w  r.  990  uległy  zniszczeniu.   Wigger,  Meklenb.  An.   133. 

'*)  Ouatuor  pontifices  antę  escidium  Aldenburgensis  ecclesiae  extitisse  com- 
erimus  videlicet  Marconem,  Egwardum,  Wagonem,  Ezicum.     Helmold  I,  14. 

***)  In  Aldenborg  ordinavit  archiepiscopus  (sc.  Adeldag)  primo  Egwardum, 
1  Evargum,  deinde  Wagonem,  post  Eziconem.     Adam  Br.  H,  24. 

*')  Dass  die  Stiftung  Oldenburgs  im  Jahr  967  oder  968  falle,  vertragt  sich 
3ie  Angabe  des  Chronicon  Rittagesuhs  das  die  Kirche  zu  Mecklenburg  969  gegriin- 
det  sei,  recht  wohl.     Wigger,  Mekl.  An.  134. 

*-)  Haec  (dyocesia  Hammaburgensis)  clauditur  ab  occidenteo  cceano  Britannico, 
a  meridie  Albia  flumine,  ab  oriente  Pene  fluvio ...  ab  aąuilone  vero  Egdore  fluvio, 
qui  Danos  dirimit    a    Sasonibus.     Adam  Br.  II,    15.  —  An.    1060.     Omnes    populi 

19* 


—     292     — 

politalnym.  Biskupi  aldenburgscy  przez  ksią,żąt  słowiańskich  bar- 
dzo poważani,  ze  szczodrobliwości  cesarza  Ottona  obficie  darami 
doczesnymi  obdarowani,  mogli  hojnie  szafować  i  przychylność 
ludu  jednać  sobie.  Składano  zaś  biskupowi  z  całej  ziemi  Wągrów 
i  Obodrytów  roczna  daninę,  która  miejsce  dziesięciny  zastepy- 
wała,  a  mianowicie  od  każdego  pługa  miarę  zboża,  czterdzieści 
motków  lnu  i  dwanaście  sztuk  pieniędzy  czystego  srebra.  Oprócz 
tego  jeden  pieniądz,  jako  nagrodę  dla  tego,  kto  tę  daninę  po- 
bierał. Słowiański  zaś  pług  oznaczał  to,  co  para  wołów  lub  je- 
den koń,^^) 

3.   Zadanie  urządzonego  dla  Słowian  kościoła.  Marne  skutki  usiłowań  jego. 

Według  myśli  cesarza  Ottona  I,  arcybiskupstwo  Magde- 
burgskie  i  sześć  biskupstw,  na  niezbyt  obszernej  terrytoryi  od 
Łaby  i  Solawy  do  Odry,  miały  pracować  w  celu  połączenia 
przez  kościół  Słowian  z  Niemcami.  W  owe  wieki,  gdy  ludność 
dzieliła  się  głównie  według  wiary,  a  narodowości  klasyfikowały 
się  według  państw,  zamiary  Ottona  mogły  mieć  praktyczne  re- 
zultaty, mianowicie:  nawrócenie  najpierw  Słowian  do  chrześciań- 
stwa,  potem  germanizacyję  i  assymiliacyję  ich  z  Niemcami 
w  jeden  naród.  Podobnym  sposobem  dokonywała  się  powoli, 
bez  krwi  rozlewu  i  zaburzeń,  assymiliacyja  Słowian  z  Niemcami 
na  zachód  od  Łaby  i  Solawy  w  głębi  Germanii  zamieszkałych. 
Cesarz  o  tem  wiedział.  Czemużby  udać  się  nie  miało  przepro- 
wadzenie podobnej  assymiliacyi  i  na  wschód  od  Łaby  ?  Ażeby 
jednak  pożądany  skutek  osiągnąć,  jeśli  to  z  natury  rzeczy  było 
możebne,  duchowieństwu  niemieckiemu  wypadało  pracować  w  du- 
chu prawdziwie    chrześciańskim,    w  poganach    miłować  bliźnich, 


Sclavorum,  qui  ad  Hammaburgensem  respiciunt  dyocesim, . . .  hoc  est  Waigri,  Obo- 
driti  vel  Reregi,  vel  Polabingi,  item  Linoges,  Warnabi,  Chizzini  et  Circipani  usąue 
ad  Panem  fluvium.  Adam  Br.  III,  19.  —  Est  autem  Panis  fluvius,  in  cujus  ostio 
sita  est  civitas  Dimine.  Illuc  quondam  portendebatur  limes  Aldenburgensis  paro- 
chiae.  Helmold  I  c.  20. 
*»)     Helmold  I,  12. 


li 


—    293    — 

oświecać  ich  szczerze,  bez  urągania,  bez  widoków  materyalnych, 
a  przedewszystkiem  do  ludu  słowiańskiego  przemawiać  w  zro- 
zumiałej mu  mowie.  Pojmując  to  cesarz  Otton  starał  sie  o  przy- 
gotowanie misyonarzy  niemieckich,  którzy  by  byli  obeznani 
z  mowa  słowiańska  i  w  tym  celu  założył  w  Magdeburgu  kla- 
sztor, w  którym  mnichy  uczyli  sie  po  słowiańsku,^*)  poczem 
dopiero  na  walkę  z  bóstwami  pogan  wychodzić  mieli.  —  Miano- 
wanie zaś  obznajomionego  z  mową  i  charakterem  Słowian  Adal- 
berta metropolitą  kościoła  wskazuje,  że  cesarz  dobrze  rozumiał 
jakim  sposobem  duchowieństwu  działać  wypadało.  Wreszcie  do- 
świadczenie wykazywało  cesarzowi,  że  dwuwiekowe  zwycięztwa 
Niemców  nie  zapewniały  im  panowania  nad  Słowianami,  że  je- 
dynym środkiem  do  zespolenia  ich  z  państwem  Niemieckiem 
było  chrześciaństwo.  Nawracanie  poganów  siłą  nie  przyniosło 
pożądanych  skutków.  Mądry  cesarz  pojął,  że  wypadało  działać 
na  przekonanie,  przemawiać  do  ludu  w  zrozumiałej  mu  mowie, 
przykładem  zachęcać  do  życia  cnotliwego  i  obowiązków  chrze- 
ściańskich,  —  pobudzał  do  tego  biskupów  i  misyonarzy,  sam 
nawet  uczył  sie  jeżyka  słowiańskiego,^^)  zapewno  nie  przez  za- 
miłowanie go,  lecz  z  potrzeby  wynikającej  z  natury  rzeczy.  Ro- 
bota jednak  szła  tępo!..  Zarozumiałość  ówczesnych  sług  kościoła 
o  wyższości  ich  nad  poganami,  wstręt  do  mowy  „barbarzyńców", 
a  przytem  nienawiść  plemienna  Saksów  do  Słowian  wyziębiały 
ducha  religijnego  misyonarzy  niemieckich,  którzy  zamiast  apo- 
stołów Słowiańszczyzny,  stawali  sie  narzędziem  polityki  świato- 
wej. Katedry  biskupie,  napełnione  Niemcami,  stały  jakby  oazy 
śród  pustyni  słowiańskiej,  w  głąb    której    misyonarze    niemieccy 


**)  w  tym  klasztorze  uczył  się  przyszły  apostoł  Polski  ś.  Wojciech,  biograf 
którego  ś.  Bruno  opisując  szkołę  powiada:  Dicunt  etiam  tribus  liuguis  (łacińskim, 
niemieckim  i  słowiańskim)  pro  una  locutum . . .  Auditoribus  enim  usus  erat  latiali- 
ter  fari,  nec  ausus  est  quisquam  coram  magistio  lingua  barbara  loqui.  Unde  admo- 
tis  urentibus  virgis,  primum  mi  d  o  m  i  n  e  garrit^  jam  cum  in  crescit  dolor  qui  le- 
gem  non  habet,  eodem  verbo  nunc  Saxo,  nunc  Sclavus  misericordiam  clamat.  Bie- 
lowski,  M.  P.  I,  s.   192. 

**)     Widukind,  lib.  I.     Romana  lingiia  slavonicaque  sciebat. 


—     294     — 

zajrzeć  nie  mieli  ochoty,  może  i  nie  śmieli  nie  znając  mowy  miej- 
scowej. Wreszcie  i  nie  mieli  potrzeby,  bo  kościołów  parafijal- 
nych  jeszcze  nie  było,  ludność  praktyk  kościelnych  nie  rozu- 
miała i  nie  potrzebowała,  a  zdzierstwa  poborców  podatków,  na 
rzecz  kościoła,  w  pieniądzach  i  dziesięciny  w  naturze  z  produk- 
tów rolniczych  wrogo  do  nowej  wiary  ludność  usposobiały. 

Tylko  wysoko  uduchownione  i  bardziej  napełnione  zasa- 
dami miłości  bliźniego  osobistości  gotowe  były  wyłączyć  się 
z  tłumu  ordynaryjnego  duchowieństwa  niemieckiego,  zniżyć  sie 
do  poznania  mowy  i  obyczaju  Słowian,  pracować  nad  oświece- 
niem ich  w  duchu  chrześciańskim.  Pierwszy  biskup  merzeburg- 
Bozo  „mąż  wielkiego  światła"  przykładał  się  pilnie  do  poznania 
języka  okolicznych  Słowian  i  nawet  słowa  serbskie  zapisywał 
łacińskiemi  literami,  by  dokładniej  mógł  wykładać  Serbom  na- 
ukę Chrystusa.  Ale  jakiż  to  był  wykład?  Późniejszy  biskup 
merzeburgski  Titmar  powiada,  że  Bożo  uczył  Serbów  śpiewać 
Kyrie-eleyson,  przekładając  pożytek  podobnego  śpiewa- 
nia, ale  Serbowie,  nie  pojmując  wzmiankowanych  wyrazów 
i  strojąc  sobie  z  nich  żarty,  śpiewali:  ukri  volsa,  t.  j.  w  krju 
(kjerku)  wólsza,  czyli:  w  krzaku  olszyny,  prawiąc,  że  tak  ich 
Bożo  nauczył.**)  Do  tego  Ernest  Brotuf  mieszczanin  i  kroni- 
karz merzeburgski  dodaje,  że  Bożo  zniechęcony  szyderstwem 
Serbów,  opuścił  biskupstwo  i  udał  się  do  swej  ojczystej  bawar- 
skiej ziemi,  gdzie  przeniósł  się  do  wieczności  w  r.  970.*')  Trzeci 
biskup  merzeburgski  Wikbert  nauczał  po  słowiańsku  w  okoli- 
cach Merzeburga,  tudzież  na  porzeczach  Halsztrowa  i  Plisy,  gdzie 
wiele  ludu  nawrócił.^^)     Są  jeszcze  inne  wzmianki    o    kapłanach, 


**)  Thietmar  II,  23.  Przy  tern  dodaje,  że  za  pracę  w  nawracaniu  Słowian, 
cesarz  darował  Bozonowi  kilka  wiosek  do  Merzeburga  należących  i  grodek  w  ziemi 
Chutyczów  zwany  Medebure,  dający  się  (według  Thietmara)  tłómaczyć:  miodu- 
b  r  o  ń,  teraz  Magdeborn,  w  okolicy  Lipska,  nad  r.  Retą.  Czy  nie  właściwiej  M  e- 
d  e  b  u  r  tłómaczyć  Miodobór? 

*^)     Jencz,  Stawizny,  w  Cz.  Mac.  Serb.   1849. 

**)  Thietmar,  VI  Predicatione  assidua  commissos  a  vana  superstitione  erroris 
reduxit,  lucumąue  Zutibure  dictum,  ab  accolis  ut  Deum  in  omnibus  honoratum  et  ab 
aevo  antiquo  numquam  violatum,  radicitus  eruens  . . 


I 

I 


—    295    — 

którzy  dla  pouczania  ludu,  starali  się  zapisywać  literami  łaciń- 
skiemi  wyrazy  słowiańskie,  a  naukę  Chrystusa  z  pomocą  tłóma- 
czów  opowiadali.  Wszakże  wzmianki  o  tem  w  kronikach,  jako 
o  czemś  nadzwyczajnem,  jasno  wskazują  jak  podobne  wypadki 
zdarzały  się  rzadko  i  jak  misyonarze  niemieccy  mało  dbali 
o  oświecenie  Słowian.  Wychwalał  wprawdzie  Helmold  pierw- 
szego biskupa  aldenburgskiego  Markona  i  następcę  jego  Egwar- 
da,  którzy  mieli  ..zdrojem  chrztu  świętego  obmyć  Wągrów  i  Obo- 
drytów",  prawi  o  napełnieniu  ziem  Wągrów,  Obodrytów  i  Chy- 
żanów  kościołami,  kapłanami,  zakonnikami,  poświęconemi  Bogu 
dziewicami/^)  ale  żeby  to  miało  stać  się,  jak  utrzymuje  Helmold, 
za  panowania  Ottona  I  i  jego  następcy,  w  to  uwierzyć  trudno. 
Helmold,  patrząc  na  to,  co  się  działo  we  wzmiankowanych  kra- 
jach, za  jego  czasów  t.  j.  w  drugiej  połowie  XTI  w.,  wyobraził 
sobie,  że  tak  było  i  przed  dwustu  laty.  Wiadomo  jednak,  że  na 
całem  Pomorzu  pogaństwo  w  X  w.  z  cała  siła  kwitło  i  że  usi- 
łowania duchowieństwa  niemieckiego  do  nawrócenia  Słowian, 
żadnego  powodzenia  nie  miały. 

Tymczasem  chciwość  duchowieństwa  i  zdzierstwa  margra- 
fów^") przekonywały  lud  słowiański,  że  wygłaszane  przez  misyo- 
narzy  niemieckich  zasady  nowej  wiary  niezgodne  były  z  ich  po- 
stępkami, nacechowanymi  obłudą  i  widokami  polityki  świato- 
wej. Z  nienawiścią  do  sług  kościoła  lud  słowiański  łączył  nie- 
nawiść do  chrześciaństwa,  gotując  w  głębi  duszy  swej  zemstę 
przeciw  tym,  którzy  niszcząc  bogów  pogańskich,  nie  zdołali  po- 
szanowania do  chrześciaństwa  wzbudzić. 

4.  Organizacya  kościoła  w  Czechach.  Biskupstwo  Praźskie  (r.  973.)  Gra- 
nice jego.    Stosunek  kościelny  Morawii  do  Czech.    Pierwsi  biskupi. 


Domagania  się  biskupów  regensburgskich  prawa  rozporzą- 
dzania Czechami  jakby  parafiją    swą,    chociaż    nie  miały    żadnej 


*«>     Helmold  I,  12. 

^)     Helmold  I,  13  wspomina    o    zdzierstwach  Bennona,  syna    Hermana  Bil- 
linga,  księcia  saskiego. 


—     296    — 

podstawy,^ ^)  wszelako  wstrzymywały  uporządkowanie  spraw  ko- 
ścioła czeskiego.  Zobowiązane  do  hołdu  i  trybutu  królowi  nie- 
mieckiemu, a  w  stosunkach  kościelnych  skrępowane  przez  bi- 
skupów regensburgskich,  Czechy  czuły  sie  przykutemi  do  Nie- 
miec. Ażeby  choć  cokolwiek  zwolnić  węzły  krepujące  rozwój 
narodowy,  wypadało  dobijać  się  niezależności  w  sprawach  ko- 
ścielnych. Ale  książę  Bolesław  I,  prowadząc  wojnę  z  Ottonem  I 
lat  czternaście  (r.  936 — 950),  potem  posiłkując  go  przeciw  Ma- 
djarom  (r.  955),  a  nareszcie  całkiem  pochłonięty  podwyższeniem 
władzy  monarchłcznej  w  państwie  swem,  nie  mógł  aż  do  końca 
panowania  swego  na  korzyść  kościoła  czeskiego  niczego  przed- 
sięwziąć. Dopiero  syn  jego  Bolesław  II,  Pobożny,  korzystając 
z  okoliczności  wywołanych  ustanowieniem  metropolii  magde- 
burgskiej  z  pięciu  sufraganijami,  tudzież  zachęcony  powodzeniem 
księcia  Mieszka  I  w  sprawie  założenia  biskupstwa  Poznańskie- 
go, postanowił  dobijać  się  usilnie  ustanowienia  w  Czechacli  od- 
rębnego kościoła,  do  czego  pomocną  mu  była  bawiąca  w  Rzy- 
mie od  r.  955  ^^)  siostra  jego  księżna  Młada.  Na  jej  wstawienie 
się,  papież  Jan  XIII  oznajmił  księciu  Bolesławowi  11^^)  zezwole- 
nie swe  na  założenie  przy  kościele  ś.  Wita  i  Wacława  w  Pra- 
dze biskupstwa,  a  przy  kościele  ś.  Jerzego  tamże  klasztoru  re- 
guły ś.  Benedykta,  przełożoną  którego  mianował  księżnę  Mładę, 
w  zakonie  Maryją  nazwaną.     Przy  tem  Jan  XIII,    podobnie  jak 


^^)  Wyżej  na  str.  230  przypisek  39  objaśniłem  nicość  pretensyi  biskupów 
regensburgskich  do  rozciągania  władzy  swćj  na  Czechy,  a  tu  dodam,  że  mniemanie 
o  zależności  Czech  od  dyecezyi  regensburgskiej,  z  powodu  ochrzczenia  I4  Czechów 
w  r,  845,  powstało  dopiero  w  XVI  w.     Porów.  Ireczeli  Slov.  Pravo  I,   119. 

^2)  Księżniczka  Młada,  przybywszy  do  Rzymu  jeszcze  za  życia  ojca  jej  Bo- 
lesława I,  prawdopodobnie  w  r.  965,  kształciła  sie  najprzód  w  klasztorze  reguły  ś. 
Benedykta,  potem  została  mniszlia  pod  imieniem  Maryi,  a  nareszcie  przez  papieża 
Jana  XIII  mianowana  przełożona  klasztoru,  klóry  miał  dopiero  później  powstać 
w  Pradze  na  Hradczinie,  przy  kościele  ś.  Jerzego,  założonym  przez  księcia  Wraty- 
sława  I. 

5*)  List  Jana  XIII  do  Bolesława  II  bez  daty,  Erben  oznaczył  rokiem  971. 
(Regesta  N,  67),  lecz  inni  mniemają,  że  list  ten  mógł  być  napisany  w  jesieni  r.  967. 
Dudik,  Mahrens  Gesch.  II,  s.  35 — 37. 


—     297     — 

poprzednicy  jego,  zważając,  że  obok  obrzędu  łacińskiego  w  Cze- 
chach istniał  jeszcze  obrzęd  słowiański,  zastrzegł  aby  nabożeń- 
stwo w  dyecezyi  prażskiej  odbywało  się  nie  w  słowiańskim  ję- 
zyku, lecz  według  ustaw  i  dekretów  stolicy  apostolskiej,  a  biskup 
wybrany  został  dokładnie  wyćwiczony  w  języku  łacińskim.^*) 

Ustanowienie  biskupstwa  Praźskiego  stało  się  według  ży- 
czenia cesarza  Ottona  I.  Krępował  on  już  Słowiańszczyznę  pół- 
nocno-zachodnia założeniem  metropolii  magdeburgskiej  z  pięciu 
sufraganiami,  tudzież  biskupstwa  Aldenburgskiego,  poddanego 
pod  zarząd  metropolii  hamburgskiej,  wreszcie  przyłączeniem  bi- 
skupstwa Poznańskiego  do  metropolii  magdeburgskiej:  zostawało 
jeszcze  założyć  biskupstwo  Prażskie,  aby  tym  sposobem  Słowian 
mocniej  połączyć  w  związek  z  Niemcami,  przeciw  wzmagającemu 
się  państwu  Węgierskiemu,  które,  trzymając  jeszcze  dawniejsze 
posiadłości  markgrafów  wschodnich  aż  do  r.  Aniży  (Ennz)  i  oka- 
zując usposobienie  do  przyjęcia  chrześciaństwa,  stanowiło  groźną 
dla  cesarstwa  potęgę.  Ale,  jak  biskup  halberstadski  Bernhard 
nie  chciał  ustąpić  części  swej  dyecezyi  dla  założenia  biskupstw 
w  Magdeburgu  i  Merzeburgu,  tak  równie  biskup  regensburgski 
Michał,  nie  życząc  wyrzec  się  swych  pretensyi  do  Czech,  na  za- 
łożenie w  nich  osobnego  biskupstwa  zgody  nie  udzielał.  Z  tego 
powodu  mianowanie  biskupa  praźskiego  przeciągnęło  się  aż  do 
śmierci  biskupa  Michała  (r.  972),  następca  którego  ś.  Wolfgang, 
apostoł  Węgier,  nie  zważając  na  opór  kapituły  regensburgskiej, 
zgodził  się  na  założenie  biskupstwa  Praźskiego.  Za  taką  powol- 
ność pasterza,  biskupstwo  Regensburgskie  otrzymało  obszerne 
dobra  ziemskie  w  Czechach,  mianowicie   w  krainie  Chebskiej.^^) 


**)  A.  971...  Verum  tamen  non  secundum  ritus  aut  sectam  Bulgariae  gen- 
tis  vel  Ruziae,  aut  Sclavonicae  linguae,  sed  magis  seąuens  instituta  et  decreta  apo- 
stolica,  unum  potiorem  totius  ecclesiae  eligas  in  hoc  opus  clericum,  latinis  ad  prime 
literis  eruditum.     Erben,  Regesta  N.  67, 

")  Prawdopodobnie  z  tego  powodu  kraina  Chebska  do  biskupstwa  Regens- 
burgskiego  należała,  gdy  tymczasem  okoliczne  ziemie  innych  biskupstw  posiadłość 
stanowiły.     Palacki,  Dejiny  I,  s.  257,  przypis.  247. 


—     298     — 

Wszakże  ostateczne  urządzenie  biskupstwa  Prażskiego  nastąpiło 
dopiero  w  r.  973,  na  zjeździe  podczas  świąt  wielkanocnych 
w  Kwedlinburgu,*^**)  dokąd,  oprócz  wielu  książąt  i  dostojników 
cesarstwa,  przybyli  książęta:  czeski  Bolesław  II  i  polski  Mie- 
szko I,  tudzież  ś.  Wolfgang."^') 

Pierwszym  biskupem  prażskim,  przez  księcia  Bolesława  II 
i  lud  jego,  wybranym  został  mnich  klasztoru  ś.  Jana  w  Magde- 
burgu Detmar"^*)  (973 — 982),  biegły  w  mowie  słowiańskiej  i  od- 
powiedni zamiarom  Ottona  I,  aby  kościół  czeski  od  samego  po- 
czątku barwą  niemiecką  przyozdobić.  Poddanie  zaś  biskupstwa 
Prażskiego  pod  władzę  arcybiskupa  mogunckiego  z  góry  zapo- 
wiadało Czechom,  że  oprócz  zależności  politycznej  od  cesarza 
niemieckiego,  mają  jeszcze  w  zależności  religijnej  od  kościoła 
niemieckiego  zostawać. 

Prostota  ówczesnych  stosunków  ekonomicznych  w  Czechach 
nie  dozwalała  jeszcze,  przy  uposażeniu  biskupa  prażskiego, 
przeznaczyć  mu  dziesięcinę,  jak  się  działo  zwyczajnie  u  sąsied- 
nich Niemców,  przeznaczono  więc  mu  po  dwie  kopy  zboża  róż- 
nego gatunku  od  każdego  pługa,  licząc  w  kopie  po  50  sno- 
pów.^®) 

Nie  ulega  wątpliwości,  że  przy  założeniu  biskupstwa  Praż- 
skiego granice  jego  całe  Czechy  obej  mywały,  ale  oryginalnego 
aktu  fundacyi  biskupstwa  tego  nie  posiadamy,  a  tymczasem 
inne  świadectwa  historyczne   rozszerzają   zakres    dyecezyi    Praż- 


**)     Słuszna  tę  uwagę  zrobił  Palacki. 

*')     Annal.  Hildesheim  an.  973;   Annal,  Altahenses  an.  973;  Thietmar  II,  20. 

*®)  Detmarum  dux  per  suos  legatos  advocat, . .. .  atque  suis  precibiis  et  monitis 
efńcit,  et  eum  sibi  in  episcopum  omnes  communi  assensu  eligant  Postera  die  ut 
duci  placuit,  favorali  acclamatione  ab  omnibus  in  episcopum  Detmarus  elegitur. 
Cosmas.  Chronić.  49. 

^*)  Primo  episcopo  Detmaro  constitutum  erat,  pro  decimatione  duos  messis 
acervos  dabant  episcopo  (de  qualibet  aratura) ;  dicimus  enim  acervum  quinquaginta 
manipulos  habentem,  Cosmas  85.  —  Rozważając  przytoczony  tekst  kroniki  Kozmy, 
Dudik  zauważył,  że  pod  wyrazem  mes  sis  wypada  pojmywać  różne  gatunki  zboża, 
które  miały  być  biskupowi  składane.     Mahrens  Gescłi,  II,  s,  39. 


—     299     — 

skiej  daleko  po  za  granice  Czech  właściwych.  Ztad  wynikają  za- 
wikłania,  krępujące  dotąd  poznanie  rzeczywistego  stanu  rzeczy. 

Zwyczajnie  dziejopisowie  czescy  i  niektórzy  niemieccy,  tu- 
dzież słowiańscy  powołują  się  na  zachowane  w  kronice  Kozmy 
potwierdzenie  przez  cesarza  Henryka  IV  w  r.  1086  fundacyi 
biskupstwa  Prażskiego  w  r.  973,  z  oznaczeniem  granic  onego. 
Według  tego  domniemanego  dokumentu,  granice  biskupstwa 
Prażskiego,  oprócz  właściwych  Czech,  obej mywały  w  r.  973 
jeszcze:  Śląsk,  Chrobacyję  do  rzek  Bugu  i  Styru,  tudzież  Mora- 
wiję  ze  Słowiańszczyzną  aż  do  Dunaju.®^)  Ale  dokument  pod  r. 
1086  oczywiście  jest  sfałszowany  przez  zabiegi  brata  księcia 
Wratysława  II,  Jaromira-Gebharda  biskupa  prażskiego  (r.  1068 
do  1090),  nie  bez  wiadomości  samego  księcia  i  zapewno  kance- 
laryi    cesarskiej.*^)     Powodem    do    wyjednania    tego    dokumentu 


^)  Pragensis  episcopus  Gebhardus  saepe  confratribus  suis  et  coepiscopis  ce- 
terisąue  principibus  nostris,  ac  novissime  nobis  coaąuestus  est,  quod  Pragensis 
episcopatus,  qui  ab  initio  per  totum  Boemiae  ac  Moraviae  ducatum  unus  et  integer 
constitutus ....  Termini  autem  ejus  (Pragensis  sedis)  occidentera  versus  hii  sunt : 
Tugozc,  quae  tendit  ad  medium  fluminis  Chub,  Zedlicane,  Lucsane, 
Daciane,  Lutomirici,  Lemuzi  usąue  ad  raediam  silvam,  qua  Bohemia  li- 
mitatur.  Deinde  ad  aquilonalem  hii  sunt  termini :  Psouane,  Crouati  et  altera 
Chrouati,  Zlasane,  Trebouane,  Boborane,  Dedosesi  usque  ad 
mediam  sylvam  qua  Milcianorum  occurrunt  termini.  Inde  ad  orientem  hos 
fluvios  habet  terminos:  Bug  scilicet  et  Ztir  cum  Krakova  civitate,  piovin- 
ciaque,  cui  Wag  nomen  est.  Inde  Ungarorum  limitibus  additis,  usqae  ad  montes, 
quibus  nomen  est  T  a  t  r  i ,  dilatata  procedit.  Deinde  in  ea  parte,  quae  meridiem 
respicit,  addita  regione  M  o  r  a  v  i  a  usque  ad  fluvium,  cui  nomen  est  Wag,  et  ad  me- 
diam sylvam,  cui  nomen  est  Muore,  et  ejusdem  montis,  eadem  parochia  tendit, 
qua  Bavaria  limitatur.  —  Erben  Regesta  N.   167. 

•')  Już  Bandkie,  w  Dziejach  narodu  pols.  (wydanie  r.  1835  T.  I  s,  123 — 7), 
wyrzekt,  że  przywilej  Henryka  IV  r.  1086  dowodzi  tylko  sprzyjanie  marnym  pre- 
tensyjom  Czech  do  Śląska  i  Chrobacyi  i  że  chociaż  mógł  być  rzeczywistym,  atoli 
treść  jego  nie  jest  wyjętą  z  żadnego  dawniejszego  pisma,  lecz  wprost  jest  zmyśloną 
na  korzyść  Czech.  Przychylając  się  do  tego  zdania  Roepj>el  w  Dziejach  Polski 
(T.  II  Dodatek  4  wyda.  polski  s.  187)  powiada,  że  zważając  na  przyjaźń  Wratysława 
II  z  Henrykiem  IV,  że  brat  Wratysława  Jaromir  czas  niejakiś  był  kanclerzem  tego 
cesarza  a  sam  książę  w  r.  1086  został  przez  cesarza  wyniesiony  na  króla  czeskiego, 
przychodzi  do  przekonania,  że  cesarz  Henryk  IV,  przy  wydawaniu  wzmiankowanego 
przywileju,  więcej  kierował  się  swymi  względami  na  Czechy,  niż  treścią  dawniejszego 
przywileju,  który  wznawiał.  Wiec  dokument  len,  jak  mniemał  Zeissberg  (w  Miseco  I, 


—     300     — 

posłużyła,  jak  zobaczymy  niżej,  sprawa  o  stosunek  kościelny  Mo- 
raw ii  do  Czech. 

Rozważając  stosunki  kościelne  w  Słowiańszczyznie  zaclio- 
dniój  w  IX  w. ,  wzmiankowaliśmy  niejednokrotnie  o  domaganiu 
się  biskupów  passawskicłi,  aby  Morawija,  wbrew  woli  stolicy 
apostolskiej,  pod  icłi  władzę  poddaną  została.  A  gdy  nie  zwa- 
żając na  podobne  pretensyje,  papież  Jan  IX  w  r.  899  posłał  do 
Morawii  arcybiskupa  Jana  z  biskupami  Benedyktem  i  Danielem, 
biskupi  bawarscy,  w  icli  liczbie  i  biskup  passawski  Richar,  za- 
nieśli w  r.  900  do  papieża  skargę,  że  w  kościele  dopuszczona 
schyzma,  albowiem  przybyli  do  Morawii  biskupi  ustanowili  w  je- 
dnem  i  temże  biskupstwie  arcybiskupa  i  trzech  suffraganów,  bez 
zgody  biskupa  (passawskiego)  w  dyecezyi  którego  oni  się  znaj- 
dywali."^) W  kilka  lat  później  upadek  państwa  Morawskiego 
(r.  906),  straszny  pogrom  Niemców  przez  Madjarów  (r.  907)  i  na- 
stępujące zaburzenia  w  państwie  Niemieckiem,  tudzież  szalone 
najazdy  na  Germaniję  Madjarów,  skryły  przed  nami  stosunki 
kościelne  w  Morawii  tak,  że  aż  do  drugiój  połowy  X  w.  nigdzie 
wzmianki  o  nich  nie  znajdujemy.  Pewno  jednak  biskupi  pas- 
sawscy  pretensyi  swych  do  Morawii  nie  zrzekli  się,  a  bez  tego 
biskupstwo  Prażskie  nie  mogło,  według  ustaw  kanonicznych, 
władzy  swej  na  Morawiję  rozciągać.  Otóż,  nie  posiadając  pe- 
wnych   w  tym    względzie   wskazówek,    nie  mamy    podstawy   do 


w  Archiv  f.  Oester.  Gesch.  T.  38  s.  80)  wprost  sfałszowany  w  celu  poparcia 
pretensyi  do  Polski  Wratysława  II,  któremu  w  ów  czas  nadano  tytuł  króla 
polskiego.  Z  innej  strony,  historycy  czescy  Szafarzyk  i  Palacki  przywilej  r,  1086 
przyjmowali  za  autentyczny;  Ireczek  wyraził  sie  o  nim  wątpliwie  (Codex.  juris  bohem. 
I,  s.  21);  a  z  niemieckich  pisarzy  przywilej  ten  za  fałszywy  uznali:  Giesebrecht, 
Gesch.  d.  Kaiserzeit  I  838 — 9;  Biidinger,  Oester.  Gesch.  I  314;  Anmerk  4,  tudzież 
Diimmler  w  dziele  Piligrira  von  Passau  s.  174.  Ten  Piligrimus  biskup  passawski 
w  drugiej  połowie  X  w.  był  znakomitym  fałszerzem  dokumentów.  Porów.  Biidin- 
ger, Oester.  Gesch.  Excurs  4  s.  492;  Pritz  Gesch.  des  Landes  od  der  Enns,  Linz 
1846  s.  130 — 142.  Nowsi  historycy  polscy:  Szujski  w  Historyi  Polski  ksiąg  XII 
(s.  17)  tudzież  Abraham,  Organizacya  kościoła  w  Polsce  (s.  115)  przywilej  r.  1086 
także  za  fałszywy  uznali. 

«2)     Wyżej  s,  151 — 2. 


—     301     — 

mniemania,  aby  przy  założeniu  biskupstwa  Prażskiego  w  r.  973, 
do  niego  i  Morawija  ze  Słowaczyzna  należały,  jak  wyrażono 
w  sfałszowanym  dokumencie  r.  1086. 

W  Morawii  byli  jednak  w  X  w.  chrześcianie.  Któż  ko- 
ściołem ich  rozporządzał?  Kozma,  zwracając  na  to  uwagę,  wy- 
rzekł, że  przed  Sewerem,  który  został  biskupem  prażskim  w  r, 
1030,  w  Morawii  był  własny  biskup  Wracen.*^)  Moglibyśmy 
i  nie  powierzyć  temu,  ale  z  innej  strony  przybywa  nam  wiaro- 
godne  świadectwo,  że  w  r.  976  w  Moguncyi,  obok  arcybiskupa 
Willegeziusza  zasiadali  w  radzie  biskupi:  prażski  i  morawski.**) 
Nie  ma  więc  wątpliwości,  że  w  X  w.,  już  po  założeniu 
biskupstwa  Prażskiego,  Morawija  miała  osobnycłi  biskupów,  a  za- 
tem nie  mogła  być  częścią  dyecezyi  prażskiej,  jak  wzmianko- 
wano w  sfałszowanym  dokumencie  r.  1086. —  Godne  uwagi  i  to, 
że  chociaż  ^lorawija  należała  do  książąt  czeskich,  a  jednak  Ko- 
zma zowie  ją  r  e  g  n  u  m,^')  czy  nie  dla  tego,  że  własnych  bisku- 
pów posiadała?  Być  może,  iż  w  szeregu  biskupów  morawskich 
zaszła  jakaś  przerwa,  ale  pamięć  o  biskupstwie  iMorawskiem 
trwała  mocno  i  to  właśnie  pobudziło  Wratysława  II  do  wzno- 
wienia w  r.  1062  biskupstwa  w  Ołomuńcu,  wbrew  życzeniu  ów- 
czesnego biskupa  prażskiego  Jaromira  Gebharda,  który  dla  unie- 
możebnienia  zamiarów  księcia,  postarał  się,  aby  w  dokumencie, 
wydanym  przez  Henryka  IV  w  r.  1086,  wyszczególnione  zostało, 
że  i  Morawija  do  biskupstwa  Prażskiego  należy."*) 


t  nil 

pKrai 


"j  Fertur  quod  fuisset  in  Moravia  antę  tempora  Severi  quidara  episcopus, 
ut  reor,  nomine  Wracen.  Imienia  tego  żadne  inne  pomniki  historyczne  i  kościelne 
nie  wzmiankują.     Dudik,  Mahr.  Gesch.  II,  46 — 47. 

•*)  An.  976.  Willegisus  Moguntiacensis  episcopus,  auctoritate  Ottonis  impe- 
itoris,  astipulantibus  quoque  assesoribus  suis,  venerabilibus  episcopis:  Spirensi, 
Wormatiensi,  Pragensi,  Moraviensi,  pro  manifesto  parricidio  Gozmarum  ab 
officio  et  beneficio  deponit,  et  tonsoratum  coenobio,  quod  est  Nuenstadt,  ad  poeni- 
tentiam  transmittit.     Erbeo,  Regesta  N.  72. 

*^)  Opisując  granice  państwa  Libickiego  Slawników,  Kozma  mówi:  Item 
solis  ab  ortum  contra  Moraviae  regnum,  castrum  sub  silva  situm  nomine 
Luthomisl ....  Oczywiście,  że  mówiąc  w  XII  w.  o  państwie  Slawników  w  X  w., 
kiedy  już    państwo    Morawskie    dawno    zniszczone    zostało  (906},    Kozma    nie  mógł 


—     302     — 

Mianowanie  pierwszym  biskupem  prażskim  Detmara  kładło 
podwalinę  osobnego  kościoła  czeskiego,  chociaż  w  zależności  od 
arcybiskupa  mogunckiego,  ale  posiadającego  już  możność  rozwi- 
jać swą  organizacyję,  wymagającą  pracy  i  czasu  wiele. 

Biskup  Detmar,  słynny  z  pobożności,  nauczył  sie  mowy  cze- 
skiej, kościoły  w  Czechacli  budował,  obrzęd  łaciński  wprowa- 
dzał,"') gorliwie  brał  się  do  szerzenia  nauki  Cłirystusa,  ale  w  Cze- 
chach trwał  jeszcze  mocno  zakorzeniony  obrzęd  słowiański,  znaj- 
dujący gorliwych  wyznawców  nietylko  w  prostym  ludzie,  lecz 
nawet  w  możnowładzcach.  Wytępić  ten  obrzęd,  dać  przewagę 
łacińskiemu  kościołowi,  stosownie  do  listu  Jana  XIII,  aby  na- 
bożeństwo w  dyecezyi  prażskiej  odbywało  się  nie  w  słow^iańskim 
lecz  w  łacińskim  języku,  pierwszy  obowiązek  biskupa  stanowiło. 
Detmar,  w  ciągu  krótkiego,  bo  tylko  dziewięcioletniego  paster- 
stwa, dokonać  tego  nie  mógł,  albowiem  nie  mniej  ważnem  za- 
daniem jego  było:  wprowadzić  ład  w  kościele,  karność  w  du- 
chowieństwie, nabożeństwo  i  obrzędy  religijne  w  ludzie,  a  przy- 
tem  powściągnąć  rozpustę  i  sprośne  obyczaje,  które  w  owym 
czasie  nietylko  w  prostym  ludzie,  lecz  i  w  duchowieństwie  szka- 
radne formy  przybierały.  Zadanie  biskupa  było  nadzwyczaj  tru- 
dne. Wszyscy  to  pojmywali,  a  gdy  zmarł  Detmar  (r.  982)  wy- 
bór następcy  po  nim  stał  się  kwestyją  nadzwyczaj  ważną.  Opi- 
nija  publiczna  przychyliła  się  na  korzyść  młodego  księdza  Woj- 
ciecha, syna  możnowładzcy  Sławnika  i  pierwszej  żony  jego  księ- 
żniczki  bawarskiej.**^)     Na   sejmie    w  Lewym    Hradcu  Wojciech 


wyra?enia  „Moraviae  regnum"  stosować  do  tego,  co  było  dawniej,  przed  r.  906, 
a  zastosował  je  do  późniejszych  czasów,  uważając  Morawije  za  osobne  od  Czech 
regnum. 

**)  Jaromir  przez  cały  ciąg  pasterstwa  swego  (r.  1068 — 1090)  walczył  o  pod- 
danie Morawii  pod  zarząd  biskupstwa  Prażslńego,  a  gdy  Wratysław  II,  nie  zważa- 
jąc na  dokument  r.  1086,  kapelana  swego  Wecela  wyniósł  w  r.  1090  na  biskup- 
stwo Morawskie,  przewrotny  i  zapalczywy  Jaromir  puścił  się  w  podróż  do  Rzymu, 
lecz  w  drodze  umarł  i  tem  spór  o  biskupstwo  Morawskie  na  zawsze  się  skończył, 
Ireczek,  Slovan.  Pravo  II,  167. 

«^)     Palacki,  Dejiny  I,  256—258. 

***)     Wyżej,  str.  223,  przypisek  19. 


ó^o 


n. 


wybrany  został  na  biskupa  w  r.  982,  ale  poświecenie  go  przez 
arcybiskupa  mogunckiego  Willegiza  nastąpiło  dopiero  w  r.  983. 
"Wysoko  uduchowniony,  wykształcony,  cnotliwy,  pełen  poświęce- 
nia sie  dla  chrześciaństwa,  Wojciech  pod  wpływem  długiego  po- 
bytu na  naukacli  w  szkole  magdeburgskiej,  a  zapewno  i  pod 
wpływem  matki  Niemki,  pomimo  woli  przesiąkł  wyobrażeniami 
łacińsko-niemieckiego  duchowieństwa,  nieprzyjaźnie  na  obrzęd 
słowiański  zapatrującego  się.  Lud  czeski  z  radością  witał  paste- 
rza rodaka,  a  pasterz,  kochając  lud  swój,  gotów  był  dla  niego 
wszystko  uczynić,  nawet  życie  ponieść  w  ofiarze.  Wyrzekł  się 
on  uciech  światowych,  dochody  swe  przeznaczył  na  ubogich 
księży,  kościoły,  wykup  niewolników,  szczególnie  z  rąk  żydów, ^^) 
nauczał  okoliczne  ludy,  w  Ostryhomiu  ochrzcił  syna  Gejzy  Waj- 
ca  imieniem  Stefana,  zwiedził  podobno  i  Kraków.  Gdy  jednak 
w  ciągu  pięcioletniej  pracy  Wojciech  przekonał  się,  że  wszelkie 
usiłowania  jego  w  celu  powściągnienia  niesforności  i  rozpusty 
duchowieństwa,  zaprowadzenia  ładu  w  nabożeństwie,  zmiękcze- 
nia grubych  obyczyjów  i  umoralnienia  ludu,  nie  osięgały  pożą- 
danych skutków,  postanowił  złożyć  urząd  biskupa,  na  miejsce 
swe  wynieść  mnicha  klasztoru  ś.  Emmerama  Strachwasa,  w  za- 
konie pod  imieniem  Chrystyjana  znanego,  spodziewając  się,  że 
on  jako  brat  księcia  Bolesława  II  większą  pomoc  do  sprawowa- 
nia władzy  swej  u  księcia  uzyszcze.  W  tym  celu  Wojciech  udał 
się  do  Rzymu  i  pielgrzymkę  do  Ziemi  .Świętej  zamierzył,  lecz 
okoliczności  tak  się  w  Rzymie  złożyły,  że  zaniechawszy  zamie- 
rzonej pielgrzymki,  wstąpił  do  klasztoru  ś.  Bonifacego  i  Alek- 
sego na  górze  Awentyńskiej  (r,  990), 

Tymczasem,  sprawujący  obowiązek  biskupa  prażskiego,  bi- 
up  misznieński  Wolkold  nie  mógł  dać  rady  z  rozpuszczonem 
duchowieństwem,  Książe  Bolesław  II  udał  się  do  arcybiskupa 
mogunckiego  Willegiza,   aby    przedsięwziął  środki   do   zaprowa- 


**)     Wyżej  T.  II  s.  422,  cytata  104  z  Kanaparza  Żywota  ś.  Wojciecha.     To 
^amo  w  Bielowskiego  M.  P.  I  s.    169  cap.    12, 


—     304     — 

dzenia  ładu  w  kościele  i  powściągnienia  niemoralności  ludu. 
Znowu  więc  oczy  na  Wojciecha  zwrócono.  Strachkwas  i  dawny 
nauczyciel  Wojciecha  Radło,  na  czele  poselstwa,  udali  sie  do 
Rzymu,  gdzie  przyrzekłszy  Wojciechowi  poprawę  duchowień- 
stwa i  ludu,  wymogli,  że  się  zgodził  do  Pragi  powrócić.  Książe 
Bolesław  II  przyjął  go  życzliwie  i  na  jego  żądanie  założył  nie- 
daleko Pragi,  w  Brzewnowie  klasztor,  który  mnichami  reguły 
ś.  Benedykta,  z  Włoch  przez  Wojciecha  sprowadzonymi,  obsa- 
dził (r.  993). ^«) 

Gorliwy  o  uporządkowanie  kościoła  i  umoralnienie  ludu, 
Wojciech  chciał  żelazną  ręką  zgładzić  szorstkość  duchowieństwa, 
przesądy  i  sprośne  obyczaje  pogańskie  wyniszczyć,  szczątki  na- 
bożeństwa słowiańskiego  usunąć,  nieprzewidując,  że  tępiąc  prze- 
sądy pogańskie  uderzył  w  obyczaj  narodowy,  który  niełatwo 
wykorzenić  się  daje,  że  usuwając  nabożeństwo  słowiańskie,  obu- 
rzał wielu  możnych,  do  których  i  Wrszowcy  należeli. 

Tlejąca  oddawna  nienawiść  rodowa  pomiędzy  Sławnikami 
a  Wrszowcami,  podsycana  nienawiścią  narodu  czeskiego  do 
Niemców,  przygotowywała  burzę.  Wojciech  zamierzył  godzić 
stronnictwa,  skłaniać  naród  do  posłuszeństwa  hierarchii  kościoła 
rzymskiego,  chciał  kościół  czeski  pojednać  z  kościołem  niemiec- 
kim, wreszcie  usunąć  wstręt  Czechów  do  Niemców.  Wychowa- 
niec  szkoły  magdeburgskiej  szukał  ojczyzny  nie  w  łonie  własne- 
go narodu,  lecz  w  powszechnym  kościele.  Naród  czeski  tego 
nie  rozumiał.  Krzywdy  doznane  od  Niemców  zanadto  wsiąkły 
w  umysł  Czechów,  aby  mogli  się  pozbyć  wstrętu  do  Niemców 
i  spokojnie  patrzyć  na  zaprowadzane  przez  nich  porządki  w  ko- 
ściele czeskim.  Wojciech  stał  się  nienawistny  Prażanom,  a  gdy 
pomiędzy  Sławnikami  a  Wrszowcami  wybuchnęła  wojna,  Woj- 
ciech zmuszony  został  powtórnie  opuścić  Pragę  i  konno  do  Rzy- 
mu uciekł  (r.  995).     Tam   cesarz   Otton   III,   poznawszy  Wojcie- 


™)     Akt  fundacyi    klasztoru   Brzewnowskiego    15  Januarył  r.  993   w  Erbena 
Regestach  N.  78. 


cha,  polubił  go  i  wspólnie  z  papieżem  radził  mu  powrócić  do 
Pragi.  Tymczasem  w  Czecliach  zaszły  smutne  wypadki.  Bole- 
sław II  śmiertelnie  chory,  nie  mógł  sprawować  władzy  swej, 
a  najstarszy  syn  jego  Bolesław  (Rudy),  przyjaciel  Wrszowców, 
podburzał  ich  przeciw  Sławnikóm.  Z  braci  Wojciecha  najmłod- 
szy Radym  zawsze  był  przy  nim,  a  najstarszy  Sobiebor  przyjął 
służbę  u  Bolesława  Chrobrego.  To  podało  powód  Wrszowcóm 
do  oskarżenia  Sławników  o  zdradę  ojczyzny.  Rozpoczęła  się 
wojna.  Przy  pomocy  Bolesława  Rudego,  Wrszowcy  zdobywszy 
Libicę,  stolicę  Sławników,  czterech  braci  Wojciecha  zamordowali 
(r.  996),  a  majątki  ich  pomiędzy  sobą  rozdzielili.  —  Wypadek 
ten  uniemożebnił  powrót  Wojciecha  do  Pragi.  Gorąca  dusza  jego 
pragnęła  trudów  w  imię  nauki  Chrystusa.  Papież  Grzegorz  V 
mianował  go  arcybiskupem  missyonarzem  (archiepiscopus  regio- 
narius),  zostawiając  do  jego  woli  udać  się  dokąd  zechce.  Woj- 
ciech udał  się  do  Bolesława  Chrobrego,  kilka  miesięcy  bawił 
w  Polsce,  wiosną  r.  997  przedsięwziął  apostolstwo  wśród  dzikich 
Prusów  i  na  brzegach  Sambii  śmierć  męczeńską  poniósł.'')  Imię 
jego  szeroki  rozgłos  w  całem  chrześciaństwie  zyskało.  Kościół 
rzymski  uznał  go  świętym,  a  Polska  patronem  swoim! 

Po  Wojciechu  biskupem  prażskim  niedługo  był  Strachkwas 
(i"  997).  po  "ini  Tiddag  niewiele  miał  czasu  do  uporządkowania 
dyecezyi  swej,  albowiem  koniec  wieku  X  był  dla  Czech  niepo- 
myślnym. Zaburzenia  rozerwały  państwo  Czeskie,  z  czego  skorzy- 
stał Bolesław  Chrobry.  Na  czele  Słowiańszczyzny  Zachodniej 
stanęła  Polska. 


to 


'^)  Królki  ten  rzut  oka  na  czyny  ś.  Wojciecha  wypada  uważać  nie  jako 
życiorys  jego,  choćby  najkrótszy,  lecz  wprost  jako  objaśnienie  charakterystyki  sto- 
sunków kościelnych  i  społecznych  w  Czechach,  za  czasów  pasterstwa  ś.  Wojciecha. 
Zakres  i  cel  niniejszej  pracy  nie  pozwala  wchodzić  w  bliższą  ocenę  stosunku  ś. 
Wojciecha  do  kościoła  słowiańskiego  obrzędu,  ani  wdawać  sie  w  rozbiór  krytyczny 
zdań  autorów  o  czynach  i  znaczeniu  w  dziejach  ś.  Wojciecha.  Muszę  jednak  zro- 
bić uwagę,  że  dla  sprawiedliwej  oceny  stosunku  ś,  Wojciecha  do  Niemców  i  wła- 
snego narodu,  tudzież  do  słowiańskiego  obrzędu,  wypada  nadzwyczaj  ostrożnie  ko- 
rzystać ze  źródeł,  bo  jeśli  słowiańskie  wzbudzają  rozdrażnienie  i  niekiedy  marne 
insynuacye,  tacińsko-niemieckie  radeby  wiele  rzeczy  milczeniem  pokryć. 
Tom  UL  20 


J-0 


6.    Wprowadzenie  chrzesciaństwa  w  Polsce.     Początek  organizacyl 

kościelnej. 

Od  dawnego  czasu  historycy  polscy  przyznają,  że  na  długi 
czas  przed  nawróceniem  sie  Mieszka  I,  chrześciaństwo  krzewiło 
się  w  Polsce,  mając  skrytych  wyznawców  swoich,  a  znacznej 
części  narodu  nieobcem  było,  w  skutek  zawiązanych  i  utrzymy- 
wanych stosunków  z  sąsiednimi  Słowianami  chrześcianami.''*)  Po- 
dobne przekonanie  opierało  się  dawniej  na  niepewnych  wzmian- 
kach historycznych  i  podaniach,  dopuszczających  domysłów  wiele. 
Rozwój  nauki,  w  drugiej  połowie  bieżącego  wieku,  pozwala  przed- 
miot ten  przedstawić  na  mocniej  ugruntowanych  podstawach. 

"Wiadomo,  że  usiłowania  cesarzy  z  domu  Karlowingów  do 
zasadzenia  winnicy  Chrystusa  u  Słowian  zaodrzańskich  nie  do- 
tknęły Polski.  Missyonarze  niemieccy  nie  pospieszyli  do  sąsie- 
dnich im  Obodrytów,  Lutyków,  Serbów,  a  cóż  mówić  o  oddalo- 
nej krainie,  wśród  nieprzebytych  puszcz  i  moczarów  pomiędzy 
Odra  a  Wisła  położonej.  To  też  możemy  być  pewni,  że  w  IX 
w.  żaden  missyonarz  łacińsko-niemiecki  nie  zaglądał  do  Polski, 
i  że  od  zachodu  chrześciaństwo  żadnego  wpływu  na  Polskę  nie 
wywierało. 

Inaczej  ma  się  rzecz  z  apostolstwem  słowiańskiem.  W  parę 
lat  po  przybyciu  braci  soluńskich  do  Morawii,  jeden  z  nich,  mia- 
nowicie Konstanty  opowiadał  słowo  boże  w  okolicach  Zgorzelca 
i  według  wiarogodnego  podania,  na  górze  Jawornickiej  miała 
być  postawiona  wtedy  pierwsza  świątynia  chrześciańska  (około 
r.    865.)''^)     W  kilkanaście    lat    później    ksiaże    czeski  Borzywoj 


'-)  Naruszewicz,  Hist,  narodu  polskiego  I,  ks.  I  rozd,  XIII,  tudzież 
ks.  III  rozd.  XVII,  przypisek  i  na  sir.  296;  Lelewel,  Pol.  Wiek,  Śred,  T.  I, 
wyd.  1846  s.  285;  Band  kie  Jerzy  Samuel,  Dzieje  królest.  pols.  wyd.  1820  T,  I; 
Roeppel,  Dzieje  Polski,  wyd.  polskie  r.  1879  T.  II,  Dodatek  4  s.  .164; 
Bartoszewicz,  Historyja  Pierw.  Polski,  wyd.  1878  T.  I  str.  335;  Koryt- 
kowski  Jan  ks.  Arcybiskui>i  gnieźnieńscy  T.  I  r.  1887  s.  i;  Abraham  WJad. 
Organizacya  kościoła  w  Polsce  r.   1890  s.  i. 

"}     Wyżej  str.  86. 


I 


—   30;   — 

i  żona  jego  Ludmiła  ochrzczeni  przez  ś.  Metodego  (około  r.  880) 
szerzyli  clirześclaństwo  w  Czecliacli,  do  Ictórycli  później  Slaslc 
przyłączony  został.  Tym  sposobem  clirześciaństwo  słowiańskiego 
obrzędu  dotknęło  granice  polslcie  z  zacliodniej  strony  już  w  końcu 
IX  i  początku  X  w.  Około  tego  czasu,  po  wygnaniu  pogań- 
skiego księcia  z  Wiślicy  (około  r.  884),  obrzęd  słowiański  za- 
krzewił sie  nad  górna  Wisła. '^)  Trochę  później  papież  Jan  IX 
wysłał  z  Rzymu  do  Morawii  w  r.  899  arcybiskupa  Jana  z  bi- 
skupami Benedyktem  i  Danielem  w  celu  zorganizowania  kościoła 
w  Morawii,  do  której  rtależała  wtedy  Chrobacya  z  Krakowem. 
A  chociaż  o  czynności  wzmiankowanych  biskupów  wiadomości 
nie  posiadamy,  nie  możemy  jednak  odrzucić  bezwarunkowo  po- 
dań, według  których  jeden  z  tych  bisliupów,  mianowicie  Daniel 
miał  zostać  biskupem  w  Krakowie  lub  Wiślicy."^)  Najazd  Mad- 
jarów  (r.  906),  zgruchotawszy  biskupie  stolice  w  Nitrze  i  Wele* 
gradzie,  Krakowa  nie  dotknął;  Chrobaci  zostawali  z  Madja- 
rami  w  przyjaznych  stosunkach.  Późniejsza  zależność  Chro- 
bacyi  od  Czech  nietylko  nie  przeszkadzała,  lecz  owszem 
sprzyjała  dalszemu  rozwojowi  chrześciaństwa  w  tym  kraju,  albo- 
wiem książęta  czescy  w  X  w.  byli  gorliwymi  wyznawcami  nauki 
Chrystusa.  Zniszczone  nad  górną  Wisła  pogaństwo  więcej  już 
nie  powstało,  a  zaprowadzone  w  Krakowie  i  Wiślicy  chrześciań- 
stwo  nie  ugasło.  Któż  stał  na  jego  czele?  Podania  wzmiankują 
o  biskupach ,  niewia.domo  jakiego  obrzędu :  słowiańskiego,  czy 
łacińskiego?  Może  ci  biskupi  byli  tylko  missyonarzami,  bez  dye- 
cezyj,  ale  w  każdym  razie  w  Krakowie  musieli  być  przełożeni 
kościoła  miejscowego,  wypadało  to  bowtem  z  naturalnego  stanu 
rzeczy.'^)  —  Tym  sposobem    chrześciaństwo    słowiańskiego  i  ła- 

%-^ 

■  "*)     Wyżej  str.   127. 

■  75j     "Wyżej  str.   150. 
'*)     AV  roczniku  Traski   zapisano:    A.  970  Prohortus    primus  episcopus  Kra- 

koviae  ordinatur;  an.  986  Proculfus  in  episcopum  Cracoviae  assumitur,  secundus. 
W  roczniku  Sędziwoja:  an.  986  Proculphus  in  episcopum  Cracoviensem  consecratur 
mortuo  Prolhoro  (Bielowski  M.  P.  II,  828,  872).  Według  katalogów  biskupów 
i  roczników  polskich,  szereg    biskupów    krakowskich    w  X  w.  tak  sie  przedstawia: 

20* 


xo9,    — 


o 


cińskiego  obrzędów,  szerząc  sie  po  całej  granicy  państwa  Mie- 
szka I,  od  Lużyc  przez  Śląsk  aż  do  środkowej  Wisły,  wcześnie 
musiało  wpływ  swój  wywierać  na  Polanów,  znajomić  ich  z  ob- 
rzędami chrześciańskimi  i  powoli  przygotowywać  do  bliższego 
obeznania  się  z  zasadami  nauki  Chrystusa.  Tem  tylko  możemy 
wytłómaczyć  spokojne  zachowanie  się  Polanów  pod  czas  wpro- 
wadzenia przez  Mieszka  nowćj  wiary,  tak  że  o  jakim  bądź  opo- 
rze, a  tem  bardzićj  o  męczennikach  żadnej  wzmianki,  ani  poda- 
nia nie  zostało  wcale. 

Według  mniemania  historyków,  pierwszymi  missyonarzami 
chrześciaństwa  w  Polsce  musieli  być  księża  z  dyecezyi  Regens- 
burgskiej,  choćby  nawet  z  Czech,  ale  Niemcy,  bo  księży  czeskich, 
uzdolnionych  do  podobnych  czynów,  niby  jeszcze  nie  było.'')  My 
podobnego  zdania  podzielać  nie  możemy  z  powodu  następnych 
okoliczności. 

Podczas  prześladowania  obrzędu  słowiańskiego  w  Morawii 
po  śmierci  ś.  Metodego  (r.  885)  liczono  do  200  księży  słowiań- 
skich, oprócz  uczniów  ich.'^)  Niektórzy  z  tych  księży  udali  się 
do  Słowian  południowych,  ale  więcej  bezwątpienia  schroniło  się 
do  pobliźszych  im  Czechów  i  Chrobatów,  szczególnie  podczas 
upadku  Morawii  r.  906.  Z  tych  to  zapewne  księży  znalazł  się 
w  Czechach  biskup,  który  dokonał  obrzędu  postrzyżyn  Wacława 
syna  księcia  Wraty sława  I.'*)  Z  nich  zapewno  byli  i  pierwsi 
nauczyciele  w  szkole  słowiańskiej  w  Lewym  Hradcu.  W  tymże 
czasie  istniała  szkoła  łacińska  w  Budcu,  w  której  młodzież  cze- 
ska przygotowywała  się  do  posług  religijnych.    Kilkadziesiąt  lat 


Prohoriusz -970  f  986,  Prcculf  986  f  995,  Lambert  995  f  1014,  ]  ostacie  których 
nie  są  źródłami  udowodnione.  Piekosiński,  Kod.  dyp.  katedry  krakowskiej  str.  i. 
Ale  brak  źródeł  nie  jest  dowodem,  że  biskupów  nie  było  wcale.  Wątpliwość  za- 
chodzi tylko  co  do  szeregu  i  dat  ich  następstwa,  tudzieł  obrzędu. 

■")  Według  Abrahama  ,.0  tem  aby  w  Czechach  istniało  już  (za  czasów  Du- 
brawki)  duchowieństwo  czeskie  do  missyi  zdolne,  nie  może  być  mowy."  Organiza- 
cya  kościoła  w  Polsce,  s.   15. 

78j     Wyżej  str.   134. 

'»)     Wyżej  str.  231—233. 


—     3<^9     — 

nauczania  w  tych  szkołach,  ożywianych  przykładem  jednego 
z  uczniów  ich  ś.  Wacława,  dostateczne  było  aby  w  duchowień- 
stwie Cześkiem  rozwinąć  sie  mogła  niezbędna  dla  kapłanów 
oświata  i  uzdolnienie  do  wywierania  wpływu  na  mniej  oświeco- 
nych pobratymców.  Była  wiec  możność  wykształcenia  się  w  Cze- 
chach missyonarzy  słowiańskiego  rodu,  uzdolnionych  do  opowia- 
dania Polanom  ewangelii,  bez  pomocy  Niemców.  Z  nich  zape- 
wno  pierwsi  missyonarze  przybyli  do  Polski,  na  co  wprawdzie 
tylko  podania  wskazują,  gdy  tymczasem  na  dowód  przypuszcze- 
nia, że  pierwszymi  missyonarzami  w  Polsce  byli  Niemcy,  nawet 
i  podań  nie  posiadamy.^**)  Jeżeli  przytem  na  uwagę  weźmiemy, 
że  dla  powodzenia  missyonarzy  niezbędną  była  znajomość  grun- 
towna mowy  słowiańskiej,  tedy  przyznać  wypadnie,  że  do  Pola- 
nów przybywali  pierwotnie  księża  słowiańscy  z  Czech,  może  na- 
wet Ślązacy  i  Chrobaci.  Nie  wyda  się  więc  przesadną  wiado- 
mość dawniejszych  historyków  o  przybyciu  z  Dubrawką  do  Pol- 
ski księży  czeskiego  rodu. 

Biorąc  za  żonę  Dubrawkę  (r.  965),  a  w  rok  później  za  jej 
poradą  przyjmując  chrzest  (r.  966),*^)  Mieszko  nie  miał  potrzeby 
zapytywać   na   to  dozwolenia  ani   cesarza  Ottona  I,  ani  żadnego 

^)  Według  profesora  Abrahama  „cTirześciaństwo  mogło  być  przeniesione  do 
nas  tylko  przez  Niemców"  (s.  15).  „Missyonarzom,  którzy  z  poręki  Gerona  do  Pol- 
ski przybyli,  pomocni  byli  kapelani  Dubrawki"  (s,  29).  Radzibyśmy  poznać  źródło 
z  którego  zaczerpnięta  wiadomość  o  missyonarzach  z  poręki  Gerona  do  Polski  przy- 
byłych? Byłoby  to  bardzo  ciekawe,  bo  świadczyłoby  o  początkach  chrześciaństwa 
w  Polsce  już  w  r.  963,  wiadomo  bowiem,  że  w  tym  roku  Gero  opuścił  markgraf- 
stwo  i  udał  się  do  Rzymu,  a  w  r.  965  umarł.  Niestety!  Gero  podobnemi  sprawami 
nie  zajmywał  się:  od  Mieszka  wymagał  trybutu  i  hołdu  cesarzowi,  umarł  wcześnićj 
niż  się  Mieszko  ochrzcił.  Jakimże  sposobem  mógł  on  być  pośrednikiem  przy  wy 
prawieniu  missyonarzów  do  Polski? 

*')  Data  przybycia  do  Polski  Dubrawki  i  chrztu  Mieszka  w  rocznikach  kra- 
kowskich oznaczona:  an.  965  Dobrowka  ad  Mesconem  venit;  an.  966  Mesco  dux 
Polonorum  baptisatur.  Tak  samo  i  w  rocznikach  wielkopolskich  (Bielowski  M,  P. 
II.  str.  792).  W  innych  rocznikach  daty  trochę  się  różnią,  porównywajac  jednak 
daty  i  wypadki  historycy  zgadzają  się,  że  dla  ożenienia  się  Mieszka  z  Dubrawką 
wypada  przyjąć  rok  965,  a  dla  chrztu  Mieszka  r.  966.  —  Porów.  Roeppel,  Dzieje 
Polski  II,  Dodatek  4;  Korytkowski,  Arcybiskupi  Gnieźnieńscy  T.  I,  s.  3;  Abraham, 
Organizacya  kościoła  w  Polsce  s.  15. 


—     3TfO     — 

biskupa,  mógł  użyć  księży  z  jakiej  chciał  narodowości  i  nikt  mu 
icli  narzucić  nie  mógł.  A  ponieważ  do  opowiadania  słowa  bo- 
żego ludowi  polskiemu  przydatni  mogli  być  tylko  księża  znający 
mowę  i  obyczaje  słowiańskie,  nie  wahamy  się  twierdzić,  że  do 
missyonarstwa  w  Polsce  Mieszko  posługiwał  się  księżmi  czeskimi 
bądź  z  orszaku  Dubrawki,  bądź  później  sprowadzonymi. 

Wypadek  tak  wielkiej  wagi,  jak  przyjęcie  chrztu  przez  księ- 
cia polskiego  i  naród  jego,  nie  mógł  być  tajnym  ani  cesarzowi 
Ottonowi  I,  ani  w  Rzymie,  gdzie  już  od  r.  965  bawiła  córka  Bo- 
lesława I  księżna  Młada,  zakonnica,  wkrótce  potem  przełożona 
klasztoru. ^^)  Nie  możebnem  się  zdaje  przypuścić,  aby  pomiędzy 
przepełnionemi  gorliwością  o  rozwój  chrześciaństwa  księżniczkami 
Dubrawka  a  Młada,  nie  było  stosunków  i  porozumienia  co  do 
ułatwienia  Mieszkowi  ustanowienia  kościoła  polskiego.  Są  nawet 
wzmianki  kronikarskie  o  zabiegach  Mieszka  w  Rzymie,**^)  cho- 
ciaż i  niepotwierdzone  innemi  świadectwami,  ale  są,  gdy  tym- 
czasem o  tem,  aby  się  Mieszko  udawał  do  cesarza  o  pomoc  mu 
przy  ustanowieniu  kościoła  w  Polsce  nigdzie  żadnej  wzmianki 
nie  ma.**)  Dopiero  w  parę  lat  później,  gdy  już  w  Polsce  chrze- 
ściaństwo  urzędowie  wprowadzone  zostało,  w  Niemczech  posta- 
rano się,  aby  kościół  polski  przyłączyć  do  niemieckiego  kościoła. 
Wiadomość  o  tem,  wcześniej  od  innych,  zapisał  w  początku  XI 
w.  Titmar,    w  tych  słowach:    „za    przykładem    Mieszki  ogół  na- 


82)     Wyźć],  przypisek  52, 

**)  W  kronice  Węgiersko  -  Polskićj  zapisano:  Mescho  Polonorum  dux  chri- 
stianam  roborare  cum  suis  amplesatus  fidem,  missis  ad  romanae  sedis  antistitem 
Leonem  nomine  (Leon  VII[  q63 — 965)  nuntiis,  apostolica  fulciri  benedictione  ac 
regio  postulaverat  diademate  coronari.  Bielowski  M.  P.  I  s.  500.  Jeżeliby  rzeczy- 
wiście Mieszko  posylaJ  do  papieża  Leona  VIII  posłów,  lo  by  to  wskazywało,  że  on 
już  w  r.  965  był  chrześcianinem, 

**)  Prof.  Abraham,  twierdząc,  że  o  sprowadzenie  do  Polski  biskupa  uda- 
wano się  do  Ottona  I,  powiada,  że  „tak  jak  się  do  niego  często  udawano  z  Danii 
i  nawet  z  dalekiej  Rusi".  Organizacya  sir.  33.  —  Tu  muszę  zrobić  uwagę,  że  na 
podobne  przykłady  powoływać  się  nie  można.  Pokrewieństwo  Danów  z  Niemcami 
zbliżało  ich  apostolstwo  do  siebie,  a  proźba  delegatów  z  Rusi,  aby  Otton  I  wysłał 
missyonarzy,  była  oszukaństwem  ze  strony  AVaragów,  w  nadziei  otrzymania  hojnych 
darów.     Porów,  wyźćj  przypisek  28. 


—     311     — 

rodu  stał  sie  zwolennikiem  Chrystusa,  Jordan  pierwszy  ich  bi- 
skup pracował  niezmiernie  słowem  i  czynem  do  uprawienia  win- 
nicy Pańskiej."  **)  W  innem  miejscu  tenże  Titmar  zapisał,  „że  po 
ustanowieniu  przez  Ottona  I  metropolii  magdeburgskiej  w  r.  968, 
w  poczet  pasterzy  tej  metropolii  wszedł  Jordan  pierwszy  biskup 
poznański"*®)  Lakoniczna  wzmianka  ta  nie  objaśnia  ani  powodu, 
ani  czasu  w  którym  mianowicie  stało  się  przyłączenie  biskup- 
stwa Poznańskiego  do  metropolii  magdeburgskiej,'^")  ani  tego 
zkąd  się  wziął  w  Polsce  biskup  Jordan  i  do  jakiej  narodowości 
należał. ^^)    Zostaje  zatem  dla  domysłów  obszerne  pole. 

Że  przyłączenie  biskupstwa  Poznańskiego  do  metropolii  ma- 
gdeburgskiej stało  się  według  żądania  Ottona  I  o  tem  nie  wąt- 
pimy, albowiem  udzielność  kościoła  polskiego  poprowadziłaby 
w  przyszłości  do  zrównania  księcia  polskiego  z  chrześciańskimi 
monarchami  Europy;  mogłaby  powstać  niepodległa  monarchija 
słowiańska,  pociągająca  do  siebie  sąsiednie  ludy  pobratymcze 
ze  szkodą  Niemiec.  Zapobiedz  temu  ze  strony  Ottona  I  wypa- 
dało koniecznie.  Przyłączenie  dyecezyi  poznańskiej  do  najbliż- 
szego   mu    arcybiskupstwa    Magdeburgskiego ,    tamując     rozwój 


i 


")     Thietmar  IV,  35. 

8"*)  Thietmar  II,  14.  Additus  est  his  confratribus  Brandeburgensis  eccle- 
siae  primus  pastor  Thietmarus  antę  hoc  unctus,  et  Jordan  episcopus  Posnaniensis 
primus. 

*')  Prałat  Korytkowski  utrzymuje,  że  w  Magdeburgu  pomiędzy  biskupami, 
składającymi  hołd  nowemu  swemu  metropolicie  „znajdywał  sie  także  pierwszy  bi- 
skup poznański  Jordan,  jak  z  podania  Dytmara  wnosić  należy,  zwłaszcza,  że  Bogu- 
chwał dobrze  poinformowany  o  początkach  biskupstwa  swego  poznańskiego,  stanow- 
czo podaje,  że  w  r.  968  zostało  ustanowione."  (Arcyb.  Gnieźnieńscy  I,  s.  Ii).  Ale 
Titmar,  wzmiankując  o  przyłączeniu  biskupstwa  Jordana  do  metropolii  magdeburg- 
skiej, nie  mówi  wcale,  aby  Jordan  obecnym  był  w  Magdeburgu  i  nie  objaśnia  czy 
to  sie  stało  jednocześnie  z  poddaniem  innych  biskupów  pod  władze  metropolity 
magdeburgskiego  (r.  968)  czy  później.  Co  sie  tyczy  Boguchwała,  to  czy  w  drugiej 
połowie  XIII  w.  posiadano  dokumentalne  wiadomości  o  roku  założenia  biskupstwa 
poznańskiego,  t.  j.  po  upływie  około  300  lat,  wątpić  się  godzi. 

**)  Według  Naruszewicza  i  dawniejszych  pisarzy  Jordan  mógł  przybyć 
z  Włoch  (Hisl.  Mar.  Pol.  T.  I  ks.  I  rozd,  XVIII  przyp,  i).  —  Według  Abrahama 
Jordan  mó^ł  przybj'ć  z  zachoJnicł)  Nicnjiec,  Francyt  lub  Wtocł).  Organizacya  s.   34, 


—     312     — 

swobody  kościoła  polskiego,  poddawało  najważniejsze  sprawy 
narodu  polskiego  pod  kontrole  Niemców.  Ale  czy  to  odpowia- 
dało widokom  stolicy  apostolskiej  i  księcia  Mieszka?  Porówna- 
nie faktów  łiistorycznycli  pozwala  dać  następne  objaśnienie.  Ze 
słów  Titmara  widać,  że  Jordan  był  już  biskupem  wcześniej  nim 
wszedł  w  poczet  dostojników  metropolii  magdeburgskiej,^";  że 
mianowany  został  biskupem  nie  przez  cesarza  lecz  przez  inna 
władze,  najpewniej  wprost  przez  stolicę  apostolską,  albowiem 
przed  ustanowieniem  dyecezyi  poznańskiej  on  był  tylko  bisku- 
pem missyonarzem  (episcopus  regionarius),  mającym  stworzyć 
sobie  trzodę  wiernych.  Takicli  biskupów,  oprócz  stolicy  apostol- 
skiej, mogli  wprawdzie  mianować  metropolici,  ale  z  pięciu  arcy- 
biskupów niemieckich,  któryżby  mógł  posłać  Jordana  do  Polski? 
Każdy  z  nich  przed  ustanowieniem  arcybiskupa  magdeburgskie- 
go,  (968),  miał  obszerne  pole  do  działania  w  granicach  swej  me- 
tropolii. Arcybiskup  salcburgski  miał  na  celu  nawrócenie  Mad- 
jarów,  arcybiskup  moguncki  miał  jeszcze  massę  nieochrzczonych 
Słowian  wewnątrz  Germanii  po  nad  Menem  i  w  Turyngii,"") 
arcybiskup  hamburgski  nie  mógł  dać  rady  z  sąsiednimi  Obodry- 
tami  i  Lutykami  poganami,  a  arcybiskupi  koloński  i  spirski  za- 
nadto oddaleni  od  Polski,  aby  do  niej  missyonarzy  posyłać  mo- 
gli. Prawdopodobnie  Mieszko,  za  pośrednictwem  księcia  czeskie- 
go, lub  księżniczki  Młady,  albo  inną  drogą,  starał  się  wyjednać 
u  stolicy  apostolskiej  przysłanie  mu  biskupa,  unikając  w  tćj  spra- 
wie pośrednictwa  Niemców.  Stosownie  do  jego  żądania  przy- 
słany został  Jordan,  który  początkowo  był  biskupem  w  ogóle 
polskim,  a  dopiero  później,  po  ustanowieniu  metropolii  raagde- 
burgskiej  w  r.  968,  w  skutek  żądania  Ottona  I  Mieszko  musiał 
się  zgodzić,  aby  Jordan  uległ    zwierzchnictwu    arcybiskupa  mag- 


*")  Źe  Jordan  przed  intronizacy.a  pierwszego  arcybiskupa  magdeburgskiego 
byl  już  wyświęcony  na  biskupa  potwierdza  to  annalista  Saxo:  his  confratribus  (t.  j. 
biskupom)  cooptavit  imperator  tres  prius  consecratos,  hoc  est  Dudonem 
havelbergensem  Dudelinem  brandenburgensem  et  Jordanum   posnanensem, 

^O)     O  tern  szczegóły  beda  w  Tomie  lYJTniniejszego  dzielą. 


deburgskiego.  ',')  Rzecz  naturalna,  że  Mieszko  wolałby  mieć  kościół 
polski  niezależny  od  Niemców,  ale  będąc  hołdownikiem  Ottona  I, 
musiał  się  do  jego  woli  zastosować. 

Wprowadzając  chrzęści  ań  stwo  Mieszko  zbudował  pierwszy 
prawdopodobnie  kościół  w  stolicy  swej  Gnieźnie,  w  r.  965  *^)  i  to, 
według  tradycyi  miejscowej,  na  fundamentacli  zburzonej  świą- 
tyni pogańskiej,  gdzie  się  dziś  wznosi  kolegiata  ś.  Jerzego,  ale 
ustanowić  biskupstwo  w  Gnieźnie  zakazywała  mu  roztropność, 
„gdyż  tam  był  na  ówczas  stek  pogaństwa,  ogarniający  jeszcze 
czoło  narodu,  którego  nie  cliciał  drażnić,  a  duchowieństwo  wy- 
stawiać na  prześladowanie."*")  Założył  więc  biskupstwo  w  Po- 
znaniu i  dla  tego  Jordan  od  czasu  przyłączenia  biskupstwa  tego 
do  metropolii  Magdeburgskiej,  mianował  się  biskupem  poznań- 
skim, chociaż  w  rzeczywistości  był  biskupem  całej  Polski,  aż  do 
śmierci,®*)  jak  równie  i  następca  jego  Unger  aż  do  ustanowienia 
arcy biskupstwa  Gnieźnieńskiego  w  r.  1000.  Do  czasów  Mieszka 
historycy  odnoszą  założenie  w  r.  966  klasztoru  w  Trzemesznie, 
obsadzonego  wtedy  przybyłymi  z  Werony  kanonikami  regular- 
nymi laterańskimi."')  Klasztor  ten  stał  się  najpierwszym  przy- 
tułkiem cywilizacyi  zachodniej  w  Polsce. 

Dalszy  rozwój  organizacyi  kościoła  w  Polsce  prowadził  ener- 
gicznie Bolesław  Chrobry,  który  wyzwoliwszy  kościół  polski  od 
zależności  cudzoziemskiej  (r.  1000),  wyjednał  zgodę  Stolicy  apo- 
stolskiej i  cesarza  Ottona  III   na    ustanowienie    metropolii  Gnie- 

^')  Według  pr.  Wojciechowskiego  katedra  poznańska  prawdopodobnie  ai  do 
r.  973  stała  pod  władzą  metropolitalną  arcybiskupa  mogunckiego.  —  O  rocznikach 
polskich.     Pamiętnik  Akad.  Umiejęt.  r,   1880.  T.  IV.  s.  210. 

*-)     O  zbudowaniu  kościoła  w  (jnieźnie  przez  Mieszka  wzmiankuje  bezimienny 
autor  Passio  S.  Adalberti  martyris,  w  początku  XI  w.    Bielowski,   M.  P.  I,  s.   153. 
'■')     Korytkowski.    Arcybis.  Gniezn,  I,  s.  20.  —  Uwagę   o   tem,    że   Mieszko 
założył   pierwsze    biskupstwo    w    Poznaniu,    dla  tego,  że   nie   chciał  wywoływać  roz- 
drażnienia pogaństwa  scentralizowanego  w  Gnieźnie,    »robił    dawno    Stenzel,   co  po- 
I wtórzył  Zeissberg,  w  Miseco  I,  w  Archiv  f.  Oesterr.  Gesch.  T.  38,  s.  77. 
**)     Rok  śmierci  Jordana  nie  jest  nam  znany.     Pochowany  on,    według  Dłu- 
gosza, w  katedrze  brandenburgskiej. 
^')     Łukowski,   prałat   kapituły  gnieźnieńskiej,   w  dziele:   Archiwum  Trzeme- 


—     314     — 

źnieńskiej,  z  trzema  suffraganiami,  przez  co  narodowi  swemu 
otworzył  drogę  do  oświaty  chrześciańskiej  w  duchu  narodowym, 
Rozpowiemy  o  tem  we  właściwem  miejscu. 


§  50. 
Stosunek  Mieszka  I  do  cesarstwa  i  sąsiadów. 

I.    Przezorność  w  polityce  Mieszka  I. 

Upokorzywszy  się  przed  cesarzem  Ottonem  I,  składając  mu 
hołd  i  daninę,  nie  będąc  do  tego  zmuszony  ostatecznością,  Mie- 
szko dokonał  czyn  nadzwyczaj  doniosły  w  dziejach  Słowiańszczy- 
zny nadodrzańskiej.  Ledwo  przemożony  w  boju  przez  Gerona, 
Mieszko  mógł  cofnąć  się  nad  Odrę,  bronić  przeprawy  Niemcom 
na  prawy  brzeg  tej  rzeki,  a  w  razie  niepowodzenia  mógł  ustępy- 
wać  w  głąb  kraju  daleko  ku  wschodowi  przez  Poznań  ku  Wiśle, 
albo  przez  Kalisz  i  Łęczycę  ku  Pilicy  i  granicom  Rusi.  Na  tej 
obszernej  przestrzeni  bez  dróg,  bez  stałego  podwozu  żywności, 
nigdyby  Niemcy  nie  byli  w  stanie  ścigać  Mieszka,  ani  nawet  w  głó- 
wnych jego  grodach  Gnieźnie  i  Poznaniu  utrzymać  załogę,  pod 
obawą  stracenia  jej  przy  lada  poruszeniu  się  Słowian  zaodrzań- 
skich.  Jeżeli  dla  przytłumienia  powstań  Obodrytów  i  Lutyków, 
Niemcy  zmuszeni  byli  ściągać  ogromne  siły,  jeżeli  z  jednymi  Ra- 
tarami  kilka  lat  wojując  bez  przerwy  (956—960),  nie  dopięli 
celu,^)  o  ileż  trudniej  byłoby  im  prowadzić  wojnę  na  wschód 
od  Odry,  w  kraju  zupełnie  nieznajomym,  porosłym  lasami,  peł- 
nym bagnisk  i  trudnych  do  przeprawy  brodów,  a  przytem  na- 
pełnionym ludem  bitnym,  mającym  pewną  organizacyą  wojenną, 
z  energicznym  na  czele  księciem,  woli  którego  wszyscy  posłuszni 
byli.  Położenie  Mieszka  wcale  nie  było  tak  niebezpieczne,  aby 
po  jednej  potyczce  z  markgrafem  Geronem,  mógł  obawiać  się 
o  utratę   kraju  lub  niepodległości.     Jesteśmy  skłonni  wierzyć,    że 


1}     Wyżej  §  47,  s.  25 1,   262, 


—     3^5     — 

przy  życzeniu  mógł  ją  zachować  do  śmierci.  Inne  jednak  były 
zamiary  Mieszka.  Oprócz  zbrojnego  ludu,  utrzymywał  on  3000 
stałych  wojów,  „setnia  których  wystarczała  za  dziesięć  secin  in- 
nych,"-) ale  w  spotkaniu  się  z  Niemocami,  przekonał  się,  że  jego 
bitne  rycerstwo,  które  troskliwie  pielęgnował,  nie  wystarczało  do 
mierzenia  się  w  otwartem  polu  z  ogromnemi  siłami  Niemców,  po- 
siadających organizacyę  wojskową,  od  czasów  Karola  W.  usta- 
nowioną, a  później  przez  Henryka  Ptasznika  udoskonaloną.'^)  Po- 
jął Mieszko  wyższość  organizacyi  nieprzyjacielskiej  od  własnej, 
nie  chciał  narażać  ojczystego  kraju  na  zniszczenie,  jakiemu  ulegli 
Zaodrzańcy,  z  niewyczerpanemi  siłami  jeszcze  upokorzył  się  przed 
cesarzem  i  w  samą  porę  przyjął  chrześciaństwo.  Jakaż  to  ra- 
dość zapanowała  na  dworze  Ottona  I  w  Magdeburgu  na  wieść, 
że  „król  północy  Mieszko"  *)  stał  się  hołdownikiem  cesarza,  chrze- 
ścianinem,  a  przez  to  członkiem  cesarstwa  i  sprzymierzeńcem 
Niemców.  Zobowiązał  się  on  płacić  daninę  nie  z  całego  kraju, 
a  tylko  z  krainy  po  Wartę,  co  rozumieć  wypada,  z  krainy,  którą 
podczas  najazdu  Gerona  na  Łużyce  (r.  963),  zatrzymał  z  lewej 
strony  Odry,  poza  granicami  dziedzicznego  państwa  swego,  a  mo- 
że i  z  prawej  strony  Odry,  na  północ  od  Warty,  bo  w  tę  wła- 
śnie stronę  parł  się  Mieszko,  w  zamiarze  zbliżenia  się  do  ujścia 
rzeki  tej  do  morza.  ^) 

Zostawszy  chrześcianinem  Mieszko  wyrwał  sąsiednim  mark- 
grafom  powód  do  najeżdżania  na  ziemie  jego,  uzyskiwał  na  ró- 
wni z  nimi  nietylko  udział  w  sprawach  cesarstwa,  ale  i  prawo 
podbijania  ludów  pogańskich,  czego  markgrafy,  pomimo  gorącej 
chęci,  zabronić  mu  nie  mogli.     W  oczach   Niemców  posiadał  on 


I 


-)  Według  ówczesnego  podróżnika  Ibraima-ibn-Jakóba.  Porów,  dzieła  lego 
T.  II  str.  678. 

')     Wyżej  s.  239. 

*)     Wyżej  s.  273,  przyp.  35. 

■^)  Oprócz  objaśnień  w  §  48  przypisek  38,  na  str.  276  na  dowód,  że  Mie- 
szko władał  częścią  Łużyc,  możnaby  przytoczyć,  że  gdy  w  r.  990  ksiaźe  czeski  Bo- 
lesław II  napadł  na  Łużyce,  Czesi  po  nieprzyjacielsku  krainę  nad  r.  Stupią  niszczyli, 
gród   Niemcze  nad   r,  Nisa   spalili,   a  Mieszko  ustąpić  nie  chci»l.     Tbietmar.  IV,  9, 


-     316     - 

wszystkie  atrybuty  władzy  i  godności  markgrafów,  ale  w  rze- 
czywistości daleko  wyższym  był  od  nich.  Cesarz  mógł  nazna- 
czać i  zrzucać  markgrafów,  a  on,  Mieszko  był  „królem  półno- 
cy", niezależnie  od  woli  cesarskiej.  Rozumiał  Otto  I  o  ile  Mie- 
szko wyższym  był  od  wszystkicli  członków  cesarstwa,  traktował 
go  nie  jako  komesa  lub  markgrafa,  lecz  jako  możnego  władzcę, 
którego  mianem  przyjaciela  swego  zaszczycił.  Wywiązując  się 
z  przyjętycli  zobowiązań,  członek  cesarstwa,  amicus  imperato- 
ris,")  Mieszko  sprowadza  jednak  ducłiowieństwo  łacińskie  nie 
z  Niemiec,  ale  z  Czech  i  Włoch,  na  biskupstwo  Poznańskie  przyj- 
muje Jordana,  zgadza  sie  na  przyłączenie  biskupstwa  Poznań- 
skiego do  metropolii  Magdeburgskićj,  ale  wpływów  niemieckich 
u  siebie  szerzyć  nie  pozwala,  klasztor  w  Trzemesznie  obsadza 
mnichami  nie  z  Niemiec,  ale  z  Werony.  Szerzy  chrześciaństwo, 
ale  i  poganów  nie  oburza.  Z  bałwochwalczymi  Madjarami  przez 
siostrę  swą  Adelaidę,  żonę  księcia  Gejzy,')  utrzymuje  związek 
pożyteczny  dla  powściągnienia  dumy  niemieckiej,  a  w  razie  po- 
trzeby i  przeciw  Waragom,  wzmagającym  się  na  Rusi,  przy- 
datny. Obowiązek  względem  cesarza  zachowuje  ściśle,  daniny 
nie  odmawia,  z  markgrafami  stara  się  żyć  w  zgodzie,  ale  kraje 
z  prawej  strony  dolnej  Odry  uważa  za  swą  posiadłość,  posuwa 
się  ku  morzu.  Sam  chrześcianin  i  przyjaciel  gorliwego  chrze- 
ścianina  Haralda  króla  duńskiego,  z  Jomsburgskimi  jednak  poga- 
nami Wikingami,  nieprzyjaciółmi  Haralda,  zachowuje  przyjazne 
stosunki,^)    mogli  się  bowiem    przydać  w  nieprzewidzianych  zaj- 


®)     Według  wyrażenia  Widukinda,  III,  cap.  69. 

')  Jesse  . .  accepit  uxorem  de  legione  Polonia,  de  civitate  Cracovia,  sororem 
Meschonis  ducis,  nomine  Athleitam  (Kronika  węgiersko-polska  cap.  3).  Ten  książę 
niadjarski  Jesse  u  Thietmara  zowie  sie  Dewiuks,  a  w  rzeczywistości  zwano  go  Geizą. 
Zona  jego,  siostra  Mieszka,  według  Thietmara,  zwala  sie  Bieleknegini,  „prze- 
bierała miarę  w  napoju  zabójczym,  a  odbywając  podróż  konno,  sposobem  rycerskim, 
raz  w  gniewie  zapalczywym  pewnego  męża  z  ręki  swej  trupem  położyła."  (Thiet- 
mar.  VIII,  3).  O  t6j  pani  dzieje  mówią,  że  męża  krótko  trzymała  i  państwem  rzą- 
dziła.    Bielowski.  M.  P.  I,  str.  211,  313,  498 — 500. 

^)  Twierdzę  Jomsburg  nad  r.  Świną,  rozdzielającą  wyspę  Uznoim  od  wyspy 
Wolina,   zbudował  król  duński  Harald  Blaatand  w  drugiej  połowię  IX  w„    wedjug 


-    317    - 

ściach  nad  dolną  Odrą.  Największą  zażyłość  podtrzymuje  z  Cze- 
chami, brata  się  z  nimi  serdecznie,  ale  szczególne  względy  grze- 
czności okazuje  markgrafowi  wschodniemu  Hodonowi,  „w  przy- 
tomności którego  nie  śmiał  w  kierei  wejść  do  domu,  w  którym 
się  on  znajdywał,  ani  dosiedzieć  na  miejscu,  ilekroć  on  z  miejsca 
powstawał,"  *)  ale  niechno  pójdzie  o  godność  ojczyzny,  o  interes 
narodowy,  wszelkie  względy  na  stronę,  hart  duszy  wystąpi,  za- 
grzeje do  stanowczych  czynów. 

2.    Bitwa  Mieszka  z  Niemcami  przy  Cednie  (r.  972).    Zjazd  w  Kwedlin- 

burgu  (r.  973). 

Podczas  nieobecności  cesarza  Ottona  I  w  Magdeburgu,  raark- 
graf  „przezacny"  Hodo,  z  nieobjaśnionego  przez  ówczesnych  dzie- 
j opisów  powodu,  zmówiwszy  się  z  Zygfrydem  grafem  na  Wal- 
beku,  wspólnemi  siłami  przeciw  Mieszkowi  ruszyli.  Bitwa  zaszła 
w  dzień  ś,  Jana  (24  Czerwca  r.  972)  w  miejscu  Cidini  (Cedno) 
zwanem.^'*)  Zrazu  Niemcy  mieli  przewagę,  ale  za  nadejściem 
posiłków  pod  wodzą  Cydebura  (Czudobora),  brata  Mieszki,  Po- 
lacy stanowcze  zwycięztwo  odnieśli.  Wszyscy  najlepsi  rycerze 
niemieccy  padli  na  pobojowisku,  udało  się  tylko  dwóm  wodzom, 
Hodonowi  i  Zygfrydowi  z  podartemi  chorągwiami  ujść  z  placu 
boju.    „Upokorzona    duma   niemiecka   o    ziemię  runęła."^')     Dla 


niektórych  historyków,  między  935  a  966  r.  Jcmsburg  leżał  o  trzy  mile  niemieckie 
od  miasta  Wolina,  ale  śladów  jego  nie  zostało.  Osiadlszy  w  Jomsburgu  normańscy 
Wikingi,  uAywali  zupełnej  prawie  niepodległości,  i  jako  poganie  stali  sie  wrogami 
króla  Haralda,  gdy  ten  wprowadzał  chrześciaństwo  w  Danii.  Barthold,  Gesch.  von 
Riigen  u.  Pommern,  I,  s.  303 — 4  i  następne,  tudzież  rozprawa  Granowskiego :  Julin, 
Wolin,  Jomsburg  w  polskiem  tlómaczeniu,  przy  wydaniu  Papłońskiego  kroniki  Hel- 
molda  r.  1862. 

»)     Thietmar.  V,  6. 

^^)     Teraz  Zehden  z  prawej  strony  Odry. 
I^Ht  ")     Actum  est  bellum  cum  Polanis,    dux    eorum    Misico  arte  vicit,    humiliata 

F^^*Theutonum  magnanimitas  terram  lambit,   Hodo  pugnax  marchio  laceris  vexillis   terga 
vertit.     Bruno.    Vita     S.    Adalbert!,    w  Bielowskiego    M.   P.    I,   s.    194;    Thietmar 
I",    19. 


i 


-    3i«    - 

wyrozumienia   zajścia  tego,    wydobywamy  ze  spraw  ówczesnych 
następne  objaśnienie. 

Granice  marki  Wschodniej,  pod  zarządem  Hodona,  który 
dozorował  caJy  kraj  od  Nordturyngii  na  wschód  aż  do  Warty, 
sa  niepewne.  Nie  wiemy  nawet  czy  dotykały  gdziekolwiek  do 
r.  Odry,'^j  ale  pewno,  że  na  prawy  brzeg  jej  nie  rozszerzały  sie. 
Mieszko,  korzystając  z  bezpieczeństwa,  jakie  mu  przyjaźń  cesar- 
ska zapewniała,  przeprowadzał  do  skutku  dawniejsze  zamiary 
połączenia  pod  władza  swą  drobnych  ludów  Pomorza.  W  tym 
celu  wojował  on,  jeszcze  przed  r.  965,  jakiś  lud  pomorski,  pra- 
wdopodobnie Kaszubów,'^)  w  tymże  celu  zostawał  w  dobrych 
stosunkach  z  Wikingami  Sigwaldem  i  Sweinem,  którzy  osiadłszy 
w  twierdzy  Jomsburgu,  przy  ujściu  Odry,  ujście  to  w  swych  re- 
kach trzymali.  Ci  Wikingi  byli  zagorzałymi  poganami,  co  je- 
dnak nie  przeszkadzało  Mieszkowi  wydać  za  nich  swe  córki, 
zrodzone  zapewno  z  żon  poganek,  jeszcze  przed  ożenieniem  się  jego 
z  Dubrawką.^*)  Podobne  powinowactwo  ułatwiło  Mieszkowi  zbli- 
żenie się  do  ujścia  Odry,  a  przynajmniej  swobodną  po  niej  że- 
glugę, aż  do  morza,  co  dla  powstającego  państwa  Polskiego  nad- 
zwyczaj ważne  miało  znaczenie.  Dla  zapewnienia  swobodnej  po 
Odrze  drogi,   wypadało  Mieszkowi    najprzód  drobne  ludy  z  pra- 


^-)     Wyżej,    §  48,  przyp.  41,  s.   278. 

isj  Wydawcy  pism  araba  Al-bekri,  pod  nazwą  Awbaba  podrozumiewają 
Kaszubów.    Kunik.  A.i6eKpii,  s.  75. 

'*)  Według  sagi  iślandskiej  Swein  królewicz  duński  i  Sigwaldi  żonaci  byli 
z  rodzonemi  siostrami,  córkami  Buryslawa  (t.  j.  Młesika  I).  Sigwaldi  miał  za 
żonę  Astryde,  siedział  w  Jomsburgu  jeszcze  w  r.  980,  a  w  końcu  X  w.  znowu 
dowodził  Jomsburgskimi  Wikingami.  (Granowski,  o  Winecle  i  Jomsburgu,  roz- 
prawa przy  wydaniu  Papłońskiego  tłómaczenia  kroniki  Helmolda,  str.  286,  294, 
321).  Że  pod  Buryslawem  wypada  pojmywać  Mieszka,  którego  sagi  pomieszały 
z  Bolesławem  Chr.,  to  widać  z  Thietmara  (VII,  28),  który  mówi,  źe  Swein  miał  za 
żonę  córkę  Mieszka  I,  siostrę  Bolesława,  a  z  niej  dwóch  synów:  Haralda  i  Kanuta. 
Niewiadoma  ta  córka  po  imieniu,  zwała  się  Sigirdą,  którą  po  śmierci  Eryka 
króla  szwedzkiego  pojął  Swein.  (Szajnocha.  Lechicki  początek  Polski,  w  zbiorze 
dziel  jego.  T.  IV,  s.  115),  a  według  Geyer'a,  Sigirda,  pierwsza  żona  Eryka,  ko- 
bieta dumna,  porzucona  przez  męża,  utrzymała  znaczenie  swe  i  wyszła  za  Sweina, 
Histoite  de  Suede,  1839,  s.  52. 


■^   319   -^ 

wej  strony  rzeki  tej  pod  w)adze  swą  ująć,  ale  w  owym  czasie 
najsłabsze  nawet  ludy  słowiańskie,  przenosząc  pierwotną  swo- 
bodę nad  wszystko,  nie  cłiciały  łączyć  sie  w  większe  organizmy 
państwowe.  Orężem  wiec  wypadało  Mieszkowi  otworzyć  sobie 
do  ujścia  Odry  drogę  i  być  może,  że  z  tego  powodu  Woli  nianie, 
z  Wichmanem  na  czele,  przeciw  niemu  w  r.  967  wystepywali. 
Toż  samo  zapewne  było  powodem  do  zawiści  i  gniewu  mark- 
grafa  Hodona.  Nie  Mieszko  wojnę  rozpoczął,  lecz  Hodo,  który 
sie  oparł  u  Cedna,  co  wskazuje,  że  wprzód  musiał  przebyć  Odrę 
i  wtargnąć  do  kraju  nie  należącego  do  markgrafstwa  Wscłio- 
dniego.  Mieszko  oczekiwał  go  u  Cedna,  broniąc  swej  posiadło- 
ści, której,  mu  nikt  później  nie  zaprzeczał.  Jeżeliby  Mieszko 
wtargnął  do  posiadłości  markgrafa,  narobiłoby  to  krzyku  takie- 
go pomiędzy  Niemcami,  że  nie  zaniedbaliby  o  tern  zapisać.  Tym- 
czasem świadek  współczesny  Titmar  w^yraźnie  powiada,  że  na- 
jazd począł  ^przezacny"  Hodo,  a  zatem  łatwo  pojąć,  że  przebywszy 
Odrę,  naruszył  cudze  granice  i  tem  obraził  Mieszka,  rozciągają- 
cego widoki  swe  na  cały  prawy  brzeg  Odry  aż  do  morza. 

Bawiący  podówczas  we  Włoszecli,  Otto  I  ze  smutkiem  przy- 
jął wiadomość  o  zajściu  pomiędzy  Mieszkiem  a  Hodonem.  Wnet 
wysłał  do  Saksonii  gońców,  rozkazując,  aby  obaj  przeciwnicy, 
pod  utratą  laski  cesarskiej,  wstrzymali  sie  od  wszelkicli  nieprzy- 
jacielskicli  kroków  aż  do  jego  przybycia,  albowiem  cłiciał  spór 
między  nimi  osobiście  rozstrzygnąć.  Przeciwnicy  zachowali  się 
spokojnie. ^^)  W  r.  973  Otto  I  powrócił  do  Magdeburga,  gdzie 
przepędziwszy  święta  wielkanocne,  udał  się  do  Kwedlinburga. 
Tam  na  jego  wezwanie  przybyli:  Mieszko  polski,  Bolesław  II 
czeski,  posłowie  greccy,  bółgarscy,  węgierscy,  duńscy  i  słowiań- 
scy, a  niezawodnie  musiał  być  i  markgraf  Hodo.  Mieszko  obda- 
rowany i  wesoły  wrócił  do  ojczyzny,^*')  z  czego  wnieść  wypada, 
że  sprawę  z  Hodonem    cesarz   rozstrzygnął   na  korzyść  Mieszka. 


^*)     Thietmar,  II,   19. 

>")     Thietmar,  II,  20.     Podobnie   i   Annal.  Hildesheimens,   s.  a.  973.     Pertz, 
G.  V,  62. 


—      3źO      — 

Tym  sposobem  prawy  brzeg  Odry  został  obroniony  od  wdzierst\V 
markgrafów  i  aż  do  śmierci  Mieszka,  żaden  z  nich  nie  śmiał  po- 
kusić sie  nawet  na  przebycie' Odry.  Młodzieńcze  ludy  prawego 
brzegu  rzeki  tej  uzyskały  czas  do  spokojnego  rozwijania  się  i  zle- 
wania w  jedno  ciało  społeczne,  które  pod  nazwa  Polski  na  świat 
występowało.  Ogromna  ta  zasługa  Mieszki  była  skutkiem  roz- 
ważnój  polityki  jego. 

3.    Zachowanie  się  Mieszka  za  panowania  Ottona  II  (973 — 983). 

W  parę  tygodni  po  odjeździe  Mieszka  z  Kwedlinburga,  ce- 
sarz Otto  I  życie  skończył  w  Meminlewie^')  (7  Maja  r.  973).  Na- 
stępca jego  Otto  II,  za  życia  ojca  wybrany  i  namaszczony,  mło- 
dzieniec płocliy  i  swawolny,  ożeniony  z  greczynka  Teofaniją,  nie 
wzbudzał  ku  sobie  zaufania  publicznego.  Znaleźli  się  stronnicy 
Henryka  kłótliwego,  księcia  bawarskiego,  którego  na  tron  wy- 
nieść usiłowali.  Bolesław  czeski  i  Mieszko  polski  oświadczyli  się 
za  Henrykiem.,  a  gdy  się  za  nim  oświadczył  jeszcze  król  duński 
Harald  Blaatand,  Otto  II  znalazł  się  w  konieczności  prowadzić 
wojnę  jednoczasowo  z  Danija,  Czecłiami  i  stronnictwem  Henryka 
w  Germanii.  Harald,  posiłkowany  przez  silna  flotę  Hakona  jarła 
norwegskiego,  wpadł  na  pogranicze  niemieckie  ze  Szlezwikiem, 
niszczył  miejsca  warowne,  lecz  gdy  wodzom  niemieckim  udało 
się  pograniczne  warownie  duńskie  i  pograniczne  przekopy  znisz- 
czyć,'^) z  pomocą  Słowian,'**)  Harald  zmuszony  został  do  zawar- 


li)    Pogrzebiony  w  Magdeburgu.    Thietmar,  II,  27. 

'*)     Thietmar,  III,  4.     Wzmiankowane  przekopy  są  późniejsze  Danewirke. 

*9)  W  północnych  sagach  zachowało  się  podanie,  że  podczas  wojny  Haralda 
z  Ottonem  II,  ostatniemu,  przy  zdobyciu  pogranicznych  warowni  duńskich,  pomagali 
Słowianie,  pod  wodzą  króla  Buryslawa.  (Wigger.  Mekl.  Annal.  s.  40),  Któż  jest 
ten  Burysław?  Historyk  duński  Suhm  (III,  s.  172,  188)  domyślał  sie,  że  podania 
pomieszały  Mieszka  polskiego  z  Bolesławem  Chr.  i  że  wzmiankowany  Burysław  może 
być  Mieszkiem.  Podobne  zdanie  podzielał  Barthold  (Gesch.  v.  Rugen,  t.  I,  s.  292), 
po  części  i  Szajnocha  (Lechicki  początek  Polski,  w  ogólnym  zbiorze  dziel  jego, 
r.  IV,  s,  189).  Giesebrecht  (Wend.  Gesch.  I,  213)  odrzuciał  zupełnie  Buryslawa, 
jako  osobistość  wymyśloną.     Pawiński  (JIo-iaóCKie  Cjiasaue,  s.  102)   przypuszcza,  że 


■Z2  1 


cia  pokoju  i  skłonił  się  do  szerzenia  chrześciaństwa  w  swym 
kraju-*')  (975).  Trudniej  szła  sprawa  z  Henrykiem  bawarskim, 
który,  umknąwszy  z  pod  mocnej  straży  (r.  976),  znalazł  obrońcę 
w  księciu  czeskim  Bolesławie  IT.-')  Ścigając  Henryka,  Otto  II 
wpadł  do  Czech,  niszczył  kraj,  lecz  gdy  nadciągające  mu  posiłki 
bawarskie  Czecliowie  w  pień  wycieli  pod  Pilznem,  Otton  II  spie- 
sznie cofnął  sie  do  Bawaryi  niższej--)  i  dopiero  w  następnym 
roku  udało  mu  się  schwytać  Henryka  w  Pasowie.--')  Wojna 
z  Czechami  tem  się  jednak  nie  skończyła.  Otton  II  powtórnie 
napadł  na  Czechy  (r.  977)-^)  i  dopiero  w  r.  978  nastąpiło  między 
nim  a  Bolesławem  II  pojednanie.--^) 

W  ciągu  tej  długiej  sprawy  Mieszko  nie  występuje  otwar- 
cie: działa  on  tylko  przez  swych  sprzymierzeńców.  Dla  niego 
wreszcie  było  obojętne  kto  zostanie  cesarzem:  Henryk  czy  Otto  II, 
bo  obaj  byli  Niemcy,  Słowianom  nie  życzliwi.  AYażniejsze  było 
zaburzenie  pomiędzy  Niemcami,  bo  to  przeszkadzało  im  szkodzić 
Słowianom.  Mieszko  korzystał  z  położenia  swego  i  jako  członek 
cesarstwa  wystawił  kandydata,  który  mu  się  zdawał  być  lepszym, 
a  gdy  się  kandydat  ten  nie  utrzymał,  miał  możność  na  równi 
z  innymi  członkami  cesarstwa  złożyć  hołd  Ottonowi  II,  łaski  któ- 


ten  Buryslaw  mógł  być  królem  Rano  w,    którzy    jeszcze    za   Ottona  I  byli  sprzymie- 
rzeńcami Niemców. 

-")     Dahlman.    Gescb.  von  Danemark,  s.  83. 

-1)  A.  976  Heinricus  dux  Bawariorum,  honore  et  communione  privatus,  Boe- 
miam  fugit.  Thietmar,  III,  5.  —  W  Annal.  Hildesh,  a.  976  Heinricus  dux  Baiowa- 
riorum,  sua  potestate  depositus  et  excommunicatus,  degit  cum  Sclavis.  —  Wtedy  od 
Bawaryi  oderwana  została  Karyntyja,  która  odtąd  stanowiła  osobne  księstwo  choru- 
tańskie  (karyntyjskie),  a  uszczuplona  i  osłabiona  Bawarya  oddana  została  Ottonowi 
szwabskiemu. 

22)  Thietmar,  III,  3,  5.  Annal.  Weisenburg.  a.  975  imperator  Bekeimos 
vastavit  et  concremavit.     Pertz.  V.  63. 

-^)     Thietmar,  tamże. 

-■*■)  Annal.  Lambertii.  a.  977  Otto  imperator  cum  magno  esercitu  perrexit  ad 
Beheim  et  raaximam  partem  de  terrae  illius  concremavit.     Pertz,  V,  63. 

25)  Annal.  Lambertii,  a.  978  ad  imperatorem  Ottonem  venit  in  pascha  Bo- 
Iłzlawo,  qui  honorifice  susceptus  magnisque  muneribus  ab  imperatora  oneratus  rediit 
domum.     Pertz.  V.  63. 

Tom  III.  2t 


—       322       — 

tego  nie  stracił.  Zostawał  na  stronie,  oczekując  wypadków, 
w  które  tak  obfite  było  krótkie  panowanie  Ottona  II.  Ledwo  sie 
bowiem  sprawił  Otto  II  ze  stronnictwem  Henryka  bawarskiego, 
a  już  musiał  spieszyć  na  wyprawę  do  Francyi,  stolicę  której  Pa- 
ryż oblegał  w  r,  978.  Wkrótce  potem,  zajęty  myślą  podniesienia 
świetności  dworu  cesarskiego,  na  wzór  dawnych  imperatorów 
rzymskicłi,  Otto  II  przejąwszy  się  ideami  rzymskiemi  i  zamierza- 
jąc całą  politykę  skoncentrować  w  Rzymie,  udał  się  w  r.  980  do 
Włocli  i  więcej  już  do  ojczystej  Saksonii  nie  wrócił.  Sprawy 
słowiańskie  tak  pilnie  strzeżone  przez  Ottona  I,  szły  teraz  w  za- 
pomnienie. Sprawy  te  cesarz  zostawił  markgrafom  i  biskupom, 
którzy  według  własnej  woli  poczęli  Słowiańszczyzną  rozrządzać. 
Mieszko  stał  w  odwodzie. 

§  51. 

Powstanie  Słowian  zaodrzańskicli  w  r.  983. 
Niepodległość. 

I.    Wielkorządcy  Słowian  nadłabsicich  (980—982).    Sprawa  biskupa 
Wagona  z  księciem  Mściwojem  obodryckim. 

Słynny  niszczyciel  Słowian  dolnej  Łaby,  książę  saski  Her- 
man Billing,  na  kilka  tygodni  przed  śmiercią  cesarza  Ottona  I, 
umarł  i  Kwietnia  r.  973,  w  klątwie  biskupa  werdeńskiego  da- 
wniej rzuconej.^)  Po  nim  nastąpił  syn  jego  Benno,  niepo- 
mierny zdzierca  Słowian,^)  Był  to  mąż,  według  zdania  Niem- 
ców, dobry,  silny,  wyjąwszy  tylko,  że  wyrodziwszy  się  od  ojca, 
dręczył  lud  swój  zdzierstwami.^)  Sąsiad  jego  markgraf  pół- 
nocny Tiadryk  słynął  z  niepomiernej  dumy,  zdzierstw  i  okru- 
cieństw.^)   Trzeci  kolega    icli,    markgraf   wschodni    „czcigodny" 


1)  Thietmar,  II,  20. 

2)  Według  Thietmara  (II.  20)  synem  Hermana  Billinga  byt  Bernard,    a  we- 
dług Helmolda  (f.   13)  Benno,  synem  którego  był  Bernard  I.  16, 

»;     Helmold,  I,  13. 

*)     Thietmar,  III,   10;  Helmold,  I,  16. 


—        ^2 


ó^^ó 


Hodo,  wiadomy  już  ze  sprawy  z  księciem  Mieszkiem,  nie  mniej 
od  innych  chciwy  zdobyczy  i  bogactwa.  Pasterzem  metropolii 
Magdeburgskiej,  po  arcybiskupie  Adalbercie  (f  981),  został  Gizi- 
ler,  podejściem  i  oszukaństwem  dobiwszy  się  wysokiej  godności. 
Znany  on  w  dziejach  ze  zniszczenia  biskupstwa  Merzeburgskiego 
(r.  981),  przez  chciwość  zabrania  dóbr  onego  na  własne  rozporzą- 
dzenie;-^) nabyciem  dochodów  z  kupców  i  obrzezańców  żydów, 
tudzież  faciendą  tych  dochodów  na  inne  pożytki  dla  siebie.**) 
Tacy  to  wielkorządcy  mieli  nawracać  i  cywilizować  podbitych 
poganów.  Nieobecność  Ottona  II  w  Germanii,  podniosła  władzę 
ich  na  stopień  udzielnych  panów,  absolutnie  rządzących  w  powie- 
rzonych im  krajach,  bez  najmniejszego  ograniczenia  namiętności 
i  nałogów  swych. 

Biskupem  starogardzkim  po  Egwardzie  został  Wago,  ma- 
jący j.piękną"  siostrę,  której  książę  obodrycki  Mściwoj,  Billugiem 
przezwany,')  w  cześć  ojca  chrzestnego  Hermana  Billinga,  zażądał 
W"  zamęście.  Przyjaciele  biskupa  radzili  mu,  że  nie  warto  tak 
piękną  pannę  wydawać  za  nieokrzesanego  i  dzikiego  człowieka. 
Mściwoj  zaś,  nie  zważając  na  obelgi,  nie  przestawał  proźb  swoich 
ponawiać,  a  biskup,  obawiając  się,  ażeby  ztąd  jaka  szkoda  dla 
kościoła  nie  wynikła,  siostrę  mu  sw^oją  oddał  w  zamęście  (r.  973). 
Z  małżeństwa  tego  zrodzoną  Hodikę  wuj  biskup  oddał  do  kla- 
sztoru, a  gdy  tam  wyćwiczyła  sie  w  piśmie  świętem,  uczynił  ją 
ksienią  klasztoru  panien  w  ^likilinburgu,  chociaż  na  to  lat  po- 
trzebnych nie  miała.  Brat  jej  starszy  Mieczysław,  z  innej  matki, 
chociaż  pozornie  chrześcianin,  ale  w  duszy  poganin,  z  przykro- 
ścią patrząc  na  to,  obwiniał  ojca,  że  za  nowostkami  się  uganiał 
i  nie  bojąc  się  praw  ojczystych  odstępy wać,  najprzód  ożenił  się 
z  Niemką,    a  potem  jeszcze  córkę  do  klasztornej    klauzury  oddał. 


6)     Thietmar,  III,  q. 

«)     Thietmar,  VI,   I2. 

*)     Helmold  nazywa  go  Billugiem,  nie  wymieniając  imienia,  ale  u  Widukinda 
(lir,  c.  68),  pod  r.  966  wzmiankuje  sie  ksiaże  obodrycki  Mściwoj,  który  nie  innym 
iak  tym  samym  Billugiem  być  musi. 


—     324     - 

Często  drażniony  przez  syna,  Mściwoj  chwiać  się  począł  i  zamy- 
ślał o  odepchnięciu  pojętej  małżonki,  ale  z  obawy  Sasów,  zwle- 
l<ał  swój  zamiar.  Raz  gdy  bislcup,  zwiedzając  swą  dyecezyę, 
przyjechał  do  Mikilinburga,  książę,  udając  dla  Wagona  wielką 
przyjaźń,  dziękował  mu  za  dobrodziejstwa  i  pośrednictwo  u  ksią- 
żąt saskich,  prosił  jednak,  aby  należny  biskupowi  podatek  w  ziemi 
Obodrytów,*j  pozwolił  wybierać  na  utrzymanie  siostrzenicy  bi- 
skupiej Hodłki.  Lecz  żeby  biskup  nie  poniósł  przez  to  straty, 
prosił  go  książę  wybrać  sobie  włości  oprócz  tych,  które  z  nada- 
nia cesarskiego,  w  ziemi  Obodrytów  posiadał.  Biskup,  nie  spo- 
strzegając podstępu,  który  ten  „najchytrzejszy  człowiek"  pięknemi 
słowami  osłonił,  bez  zwłoki  na  proźbę  przystał.  Wybrał  sobie 
najobszerniejsze  wsie,  rozdał  osadnikom  ziemie  do  uprawy  i  po- 
wrócił do  ziemi  Wągrów,  gdzie  miał  dwa  dwory:  jeden  w  Bo- 
żowie,^)  drugi  nad  r.  Trawną  w  miejscu  Nezenna,^")  z  kaplicą 
i  domem  murowanym.  Tymczasem  Mściwoj  z  synem  podstępne 
zamiary  poczęli  do  skutku  przyprowadzać.  Mściwoj  podsyłał  sługi 
swoje  kraść  konie  i  tajemnemi  rozbojami  niszczyć  mienie  osa- 
dników, przez  co  zamierzał  pozbawić  biskupa  praw  i  do  dzie- 
sięciny i  do  posiadłości,  a  uszczuplając  dochody  jego,  przyprowa- 
dzić kościół  do  upadku.  Biskup,  przybywszy  do  ziemi  Obodry- 
tów, z  przerażeniem  dowiedział  się  o  wszystkiem.  Starał  się 
zmiękczyć  szwagra  swego  podchlebstwami,  dodając,  że  jeśli  się 
nie  opamięta,  ściągnie  na  siebie  gniew  nie  tylko  boży,  ale  i  ma- 
jestatu cesarskiego.  Mściwoj  obłudnie  zarzuty  odpierał,  składa- 
jąc całą  winę  na  łotrów,  którzy  przychodząc  z  ziemi  Ranów,  lub 
Weletów,    nawet   jego    posiadłości  nie  oszczędzali,    dla  powstrzy- 


8)  Od  każdego  pługa,  t.  j.  od  dwóeli  wołów  lub  jednego  konia,  miarę  zboża, 
40  motków  lnu  i  12  sztuk  pieniędzy  drobnej  monety,  oprócz  tego  jeden  pieniądz 
należał  się  temu,  kto  podatek  wybierał.     Helmold,  I,   14. 

9)  B  u  z  u  wieś  w  Holsztynie,  nad  jeziorem  Btońskiem  (Plona)  i  dziś  jeszcze 
nazywa  się  Bozow,  w  słowiańskiej  formie  Bożo  w.  W  tej  wsi  przy  kościele  ś.  Pio- 
tra, kronikarz  Helmold  w  XII  w,  proboszczem  był. 

lOj  U  Helmolda  N  e  z  e  n  n  a  ,  dziś  G  n  i  s  a  u.  Widocznie  w  tekście  opusz- 
czona głoska   G,  z  dodatkiem  której  otr/.ymalibyśmy:  Gnezenna  =  Gniezno. 


—     325     — 

mania  zaś  ich  obiecał  dać  pomoc  i  rade.  Gdy  zaś  biskup  odje- 
chał w  przekonaniu,  że  spór  załatwił,  po  włościach  jego  rozpo- 
częły sie  pożary,  a  osadnikom  pogrożono  śmiercią,  jeśliby  jak 
najspieszniej  siedlisk  swych  nie  opuścili.  Zamieniwszy  tym  spo- 
sobem włości  biskupie  w  pustynie,  Mściwoj  odpędził  od  siebie 
siostrę  biskupa,  nie  obawiając  się  zemsty  Sasów,  zaprzątniętych 
całkiem  sprawami  Ottona  II  we  Włoszech  i  nic  przeciw  Słowia- 
nom nie  mogącym  przedsięwziąć.  Jeden  tylko  książę  saski 
Benno^^)  zachował  ,.słaby  cień  władzy"  nad  Słowianami. 

Zwrot  polityki  książąt  obodryckich  do  dawniejszego  po- 
rządku rzeczy  podnosił  stronnictwo  ludowe,  pogańskie.  Mściwoj 
Billug,  choć  żył  jeszcze,  stracił  znaczenie:  synowie  jego  Mieczy- 
sław^-) i  Mściwoj  syn  przewodniczyli  ludowi.  Po  niejakim  cza- 
sie Mściwoj  syn,  idąc  za  przykładem  ojca,  zażądał  dla  siebie  ręki 
Niemki,  synowicy  księcia  saskiego  Bernarda,  a  dla  okazania  się 
godnym  jej,  udał  się  z  księciem  do  Włoch  z  tysiącem  wojo- 
wników.^^) Wiodąc  rodaków  swych  ginąć  za  obcą  sprawę  w  da- 
lekich krajach,  Mściwoj  nie  podejrzywał,  że  czynił  to  w  wigiliją 
prawie  narodowego  powstania. 

2.    Powstanie  Słowian  w  r.  983. 

Ucisk,  okrucieństwa  i  zdzierstwa  markgrafa  Tiadryka 
i  księcia  saskiego  Bernarda,  a  przytem  nierozsądek  obu,  przymu- 
siły Słowian  do  powstania.  ^*)  A  gdy  Bernard  z  wojskiem  wypra- 
wił się  do  Włoch,  Słowianie  jednomyślnie  postanowili  wziąć  się 
do  oręża.  W  tem  dochodzi  do  nich  wieść  o  poniesionej  przez 
Ottona  II  strasznej  klęsce  pod  Basentelo  w  Kalabryi  (13  Lipca 
r.  982).  Zginął  tam  cały  kwiat  rycerstwa  niemieckiego  i  „nie- 
wypowiedziane mnóstwo  komesów,  których  imiona  Bogu  są  tyl- 
ko znane."      Tysiąc    wojowników    słowiańskich  Mściwoja,    także 


'j  Helmold  I.   14. 

2)  Według  Helmolda  (I,   16)  Mizzudrag. 

»)  Helmold,  I,  16, 

1)  Thietmar,  III,  10;  Helmold  I.   16. 


—     326     — 

polegli.  Sam  cesarz  Otton  II  dostał  sie  do  niewoli  kupcom  grec- 
kim i  zawdzięczając  jedynie  poświeceniu  sie  żołnierza  słowiań- 
skiego Żelenty,  nie  został  jeńcem  cesarza  wschodniego.^^) 

Wieść  o  tej  klgsce  dodała  Słowianom  nadziei  do  uwolnienia 
sie  z  pod  przemocy  niemieckiej.  „Zbrodnicza  sprawa  w  dniu 
29  Czerwca  r.  983  poczęła  się  od  wycięcia  załogi  w  Hawelbergu 
i  zburzenia  tamże  stolicy  biskupiej.  W  trzy  dni  potem,  o  go- 
dzinie porannej,  gdy  na  prymaryję  dzwoniono,  uderzył  spikniony 
tłum  Słowian  na  biskupstwo  Brandenburgskie,  przed  którym 
trzeci  z  rzędu  biskup  tej  katedry  Wolkmer  wcześniej,  obrońca 
zaś  jego  Tiadryk  z  rycerstwem,  w  dniu  napadu,  spieszna  rato- 
wali się  ucieczka.  Kler  cały  pojmany  został  a  Dodilo,  tejże  sto- 
licy pasterz  z  rzędu  drugi  od  swych  poddanych  zaduszony  i  od 
trzech  lat  złożony  w  grobie,  dobyty  z  trumny  i  z  szat  kapłań- 
skich, przez  psy  zajadłe  odarty,  poczem  do  grobu  ciśnięty  na  po- 
wrót; cały  skarbiec  kościelny  poszedł  na  pastwę  rabusiów  i  krew 
wielu  niewinnych  polała  się  okrutnie.  W  miejsce  Chrystusa  ry- 
bitwy  czcigodnego  Piotra,  znowu  rozliczne  bożyszcza  z  diabel- 
skiem  odszczepieństwem  czczone  być  poczęły,  a  przewrót  ten 
opłakany  nietylko  wśród  pogan,  lecz  i  w  chrześcianach  znalazł 
poparcie."  ^") 

Powstanie  rozlało  się  szerokim  potokiem  od  Laby  do, Odry. 
Powrócił  i  Mściwoj  syn  z  Włoch,  lecz  synowicy  Bernarda  nie 
dostał. ^'^)     Sprawa  narodowa  trafiła  do  przekonania  jego:   stanął 


!■■>)  Thietmar,  III,  12,  powiada,  że  żołnierz  ten  zwal  sie  Henrykiem,  a  po 
slowiańsku  Zolunta. 

i'>)     Thietmar,  III,   10. 

'')  Według  Helmolda,  Mściwoj  powróciwszy  z  Włocli,  żądał  pielcnej  Icsie- 
żniczki  stosownie  do  obietnicy,  ale  markgraf  Tiadrylc  udaremnił  ten  zamiar,  mówiąc, 
że  polcrewna  księcia  za  psa  wydaną  być  nie  może.  Potem  opamiętawszy  się  marlc- 
graf  posłał  za  Mściwojem  posłów,  aby  zawarł  małżeństwo,  łecz  ten  niby  odpowie- 
dział: „Wiellfiej  wdzięczności  za  nasze  usługi  doznaliśmy,  że  już  nas  nie  za  ludzi, 
lecz  za  psów  uważają.  A  jeżeli  pies  jest  silny,  to  i  ukąszenia  jego  będą  bolesne." 
Potem  ISIściwój  udawszy  się  do  Ratary,  oznajmił  Słowianom  o  doznanej  zniewadze 
i  powiedział,  że  Słowianie  w  języku  Sasów  psami  się  nazywają.  A  oni  rzekli: 
„według  zasług  swoich  cierpisz,  gardząc  bowiem   swymi  współplemiennikami,   umiło- 


—     327     — 

na  czele  powstania.  Tłum  Słowian  pomorslcicti,  ciągnąc  ku  Sta- 
rogardowi (w  Wagryi),  mordował  cłirześcian,  z  ziemią  równał 
kościoły.  Obodryci,  zająwszy  Starogard,  sześćdziesięciu  księży 
wymordowali  i  na  widok  publiczny  wystawili.  Innych  wielu 
chrześcian  (Niemców),  jak  bydło  pomordowano.  Rozszalały  tłum 
nie  znał  granic:  palił,  niszczył  wszystko,  co  było  clirześciańskie, 
niemieckie,  zburzył  wszystkie  co  do  jednego  kościoły,  księży 
i  sługi  kościelne  wymordował,^**)  A  gdy  na  ziemi  ojczystej  wro- 
gów nie  stało,  tłum  rzucił  się  na  Nordalbingije,  którą  spusto- 
szywszy mieczem  i  ogniem,  pod  wodzą  Mściwoja  napadł  na  Ham- 
burg.'^)  Tymczasem  brat  Mściwoja  Mieczysław  Bogu  poświęconą 
siostrę  swą  Hodikę  porwał  z  klasztoru  panien  w  Mikilinburgu 
i  „wszetecznym  związkiem  małżeńskim"  połączył  ją  z  niejakim 
Bolesławem.  Inne  dziewice,  które  tamże  znalazł,  albo  za  żołnie- 
rzy swoich  powydawał,  albo  do  ziemi  Lutyków  lub  Ranów  roze- 
słał. Klasztor  Mikilinburgski  pustką  pozostał.-*^)  Na  wschód  od 
Łaby  chrześciaństwa  śladu  nie  zostało. 

Trwoga  krwawego  powstania  Słowian  przeraża  Niemców 
i  zwiększa  się  jeszcze  napadem  Czechów,  pod  wodzą  grafa  sa- 
skiego Dedi  z  Wetinu  do  Serbska,  pomiędzy  Solawą  a  Modłą 
(Muldą)  r.  983.  Powstanie  wybuchneło  na  zachód  od  Łaby  i  aż 
do  Turyngii  sięgnęło.    Markgraf  misznieński  Rikdag  uciekł,  wła- 


%\  aleś  ród  Sasów  wiarołomny  i  chciwy.  Przysiąż  nam,  że  ich  opuścisz,  a  my  z  tobą 
staniemy.  I  przysiąg!  im.  Poczem  Słowianie  powstali.  —  Legenda  ta  we  dwa  wieki 
prawie  po  zaszłych  wypadkach,  opowiedziana  przez  Helroolda,  tchnie  więcej  poe- 
zyją,  aniżeli  rzeczywistością.  Mściwoj  książę  obodrycki  idzie  do  Lutyków  i  w  Ka- 
tarze skarży  się  na  wyrządzoną  mu  zniewagę.  Czemuż  nie  udał  się  wprost  do  swego 
kraju,  gdzie  brat  jego  Mieczysław,  zapalony  poganin,  mógł  go  wesprzyć?  Czy  pra 
wdopodobnie,  aby  Lutycy  rozpoczęli  wojnę  w  celu  pomszczenia  zniewagi  księcia 
obodryckiego,  w  obec  odwiecznej  nienawiści  między  rodzinami  książąt  lutyckich 
a  obodryckich.  Ubarwienie  w  poetyczne  formy  sprawy  tej,  widoczne.  A  jednak  nie- 
którzy dziejopisowie  powieść  Helmolda  przyjmują  za  czystą  prawdę. 

1^)     Helmold,  I,  16. 

")     Według  Helmolda  napad  na  Hamburg  uczynił  Mściwoj,  a  według  Thiet- 
mara  (IH,  11)  Mestwin  wódz  Obodrytów. 

-        TlelKold,  I,   15. 


—     328     — 

dze  rządowe  i  kościelne  wymordowane.  Pogaństwo  z  cala  mocą 
odżywszy,  szczekiem  oręża  napełniło  brzegi  Solawy,  która  już  od 
kilkudziesięciu  lat  osadzona  przez  niemieckie  warownie,  załogi 
i  kościoły,  zdawała  sie  płynąć  wśród  spokojnego  kraju  niemiec- 
kiego. Okazało  się  jednak,  że  i  tam  duch  zemsty  głęboko  w  ma- 
sacli  ludności  miejscowej  nurtował.  Wnet  stolica  biskupstwa  Ży- 
czańskiego  złupiona,  pierwszy  biskup  tego  kościoła  Hugo  szukał 
ocalenia  w  ucieczce,  klasztory  i  kościoły  z  ziemią  zrównane.  Po- 
wstańcy gnali  Niemców  przed  sobą  „jak  płoche  jelenie  roz- 
pierzchłe", a  wpadłszy  do  Kalwe  nad  Solawą,  splądrowali  tam 
słynny  klasztor  ś.  Wawrzyńca,-^)  w  którym  znajdowała  się  córka 
markgrafa  Tiadryka  Oda,  później  żona  księcia  polskiego  Mie- 
szka 1.-^)  Panowanie  Niemców  upadło  i  z  lewej  strony  Łaby, 
aż  do  Solawy. 

3.    Bitwa  nad  r.  Tongerą  (983)  i  skutki  jej. 

Gdy  nareszcie  wszystko,  co  było  niemieckie  zburzone  zo- 
stało, a  szał  pierwotny  przeszedł,  miejscowe  powstania  Słowian 
zlewają  się  w  jedną  masę,  organizują  się  do  walki  z  siłami  ce- 
sarstwa, zgromadzonemi  w  Saksonii.  Słowianie  teraz  nie  cze- 
kają, jak  dawniej,  nim  Niemcy  zbiorą  się  z  siłami  i  do  ich  ziemi 
wkroczą,  lecz  zgromadziwszy  więcej  30  legijonów  pieszych  i  kon- 
nych wojów,  składających  z  górą  sześćdziesiąt  tysięcy  ludzi,  pod 


21)     Thietmar,  III,   ii. 

22j  Czy  w  tym  czasie  porwana  była  z  klasztoru  Oda  i  do  Polski  zawieziona 
na  żonę  Mieszkowi  I,  jak  mniema  Bartoszewicz  (Hist.  Pierwotna  Polski,  I,  364),  czy 
później  —  nie  wiadomo.  Thietmar,  wzmiankując  o  pojęciu  przez  Mieszka  Ody  „bez 
udzielenia  sobie  kanonicznego  na  to  zezwolenia",  zamilczą  jakim  sposobem  z  kla- 
sztoru wydobył  Mieszko  Odę.  „Wielka  jćj  była  złość  przenosząc  rycerskiego  męża 
nad  oblubieńca  niebieskiego,  nie  podobało  się  to  wszystkim  zwierzchnikom  ko- 
ścioła... Ale  przez  wzgląd  na  dobro  ojczyzny  i  niezamącenie  pokoju 
upragnionego,  nie  przyszło  z  tego  powodu  do  zerwania  z  księciem 
polskim,  posłużyło  raczej  do  utwierdzenia  z  nim  na  nowo  pod  ten  czas  zachwia- 
nych stosunków.  Przez  Odę  bowiem  zwiększył  się  poczet  zwolenników  wiary  Chry- 
stusa, mnóstwo  jeńców  wojennych  do  ojczyzny  wróciło,  spadły  pęta  z  nóg  wię- 
źniów",..    (Thietmar,  IV,  36). 


—     329     — 

przewodnictwem  swych  bożków  i  grajków,  śmiało  ciągną  do 
kraju  Sasów,  przy  odgłosie  trąb  przechodzą  Łabę  i  po  lewej 
stronie  jej,  w  pobliżu  r.  Tongery,  gotują  sie  do  boju.  Opodal 
Niemcy  zgromadzili  wojska  pod  wodzą  arcybiskupa  magdeburg- 
skiego  Gizilera,  biskupa  halbersztadzkiego  Hilliwarda,  markgrafa 
Tiadryka,  komesów  Rikdaga,  Hodona,  Binizona,  Fryderyka,  Du- 
dona,  Zygfryda  ojca  kronikarza  Titmara  i  wielu  innych.  Z  roz- 
świtem  dnia  sobotniego,  Niemcy  wysłuchawszy  mszy  świętej 
i  pokrzepiwszy  dusze  niebiańskim  sakramentem,  ruszyli  na  wro- 
gów przeciw  nim  postępującym.  Szczegółów  bitwy  Niemcy  nie 
opisali,  ograniczając  się  wzmianką,  że  „tylko  garstce  Słowian  do- 
zwolili schronić  się  na  poblizką  wyżynę,"  -*)  ale  ich  nie  ścigali, 
a  za  nadejściem  nocy  Niemcy  „opodal  od  nich  położyli  się  obo- 
zem." Nazajutrz  wojsko  niemieckie  odeszło  do  domu  „z  wyjąt- 
kiem trzech  tylko  brakujących  do  liczby."  -*)  Widocznie,  że  bi- 
twa była  nierozstrzygnioną,  a  niemieccy  pisarze  woleli  zamilczyć 
o  tem.  Słowianie  wprawdzie  nie  zdołali  opanować  niemieckich 
warowni  nad  Labą,  ale  widocznie  mieli  w  boju  powodzenie,  bo 
Niemcy  ścigać  ich  nie  śmieli,  ani  przejść  za  Łabę,  coby  nieza- 
wodnie nastąpiło,  gdyby  Niemcy  odnieśli  zwycięztwo.  Wszak 
zdziercy  Słowian  Tiadrykowi  i  kolegom  jego  markgrafom:  Ho- 
donowi  wschodniemu  i  Rikdagowi  misznieńskiemu  chciałoby  się 
prędzej  wrócić  do  władzy  i  dóbr  swoich,  a  jednak  o  tem  po  bi- 
twie nad  Tongerą  pomyślić  nawet  nie  śmieli.  Panowanie  nie- 
mieckie w  Słowiańszczyźnie  pomiędzy  Łabą  a  Odrą  runęło,  chrze- 
ściaństwo  znikło,  cześć  dawnych  bogów  odżyła  z  taką  mocą,  że 
nawet  sam  Mściwoj  obodrycki  zmuszony  został  uciec  do  Niemców 
za  Łabę.-'^) 


pO! 

1 


-^)     Thietraar,  III,   u.    Annal.  Saxo  s.  a.  983  in  loco  qui  Belxem  dicitur, 
porów.:    Raumer,    Regesta,    s.  61;    Wigger,  Meklem.  Annalen,    s.  42.     Pod  nazwa 
elxa  wypada  podrozumiewać:  Białą  ziemię.    AVyżej.   T.  II,  s.    148,  176. 
")     Thietmar,  in,  u. 

**)     Adam  Bremeński.  II,  31.     Helmold  I,  16.     Uciekł   do   Bardów,  t.  j.  do 
rdengau. 


Wiedzieli  współcześni  Niemcy,  że  jak  książę  saski  Bernard, 
tak  równie  i  markgraf  Tiadryk,  odznaczając  się  niepomierną 
chciwością,  dręczyli  Słowian  zdzierstwem  i  różnemi  okrucieństwa- 
mi,"**) a  jednak  dopiero  w  skutek  powstania  Słowian  (r.  983)  ce- 
sarz Otto  II  pozbawił  markgrafa  godności  i  całego  dziedzictwa. 
Cesarz  zamierzał  poprawić  stan  rzeczy,  zwołał  sejm  w  Weronie, 
na  którym  Henryk  bawarski  uwolniony  z  więzienia  i  do  rządów 
Bawaryi  przywrócony  został.  Na  tymże  sejmie  cesarz  wymógł, 
że  syna  jego  małoletniego  Ottona  III  na  przyszłego  cesarza  wy- 
brano, ale  więcej  niczego  zrobić  nie  mógł.  Zmarł  on  w  Rzymie 
7  Grudnia  r.  983  właśnie  w  tym  samym  czasie,  gdy  Słowiań- 
szczyznę stracił.  W  jednem  tylko  Misznie  załoga  niemiecka  bro- 
niła się  jeszcze.  Pozbawiony  godności  i  dochodów  markgraf  Tia- 
dryk, został  prebendarzem  w  Magdeburgu  i  tam  wkrótce  potem 
umarł,  złą  śmiercią  (r.  985),  jak  na  to  zasłużył.-') 

§52. 

Obodryci    i   Lutycy    bronią    niepodległości    swej    do 
końca  w.  X.    Niemcy  trzymają  się  w  Misznie. 

I.    Usiłowania  Niemców  do  odzyskania  straconej  Słowiańszczyzny.     Zdo- 
bycie przez  Czechów  Miszna  (r.  985)  i  ustąpienie  go  Niemcom. 

Dwa  wieki  Niemcy  wytężali  siły  swe  w  celu  opanowania 
ziem  słowiańskich  pomiędzy  Łabą  a  Odrą;  misyonarze  niemiecko- 
łacińscy  nie  szczędzili  pracy  ku  zespoleniu  Słowian  przez  kościół 
z  cesarstwem;  zdawało  się  nawet,  że  już  utrwalili  chrześciaństwo 
i  ustanowili  kościół,    sługi  którego  liczyli  z  pomiędzy  siebie  tylu 


28)     Thietmar,  III,   lo;  Helmold,  I,   i6. 

-')  Theodericus  dux  et  marchio  dignitatem  perdidit,  sucedente  sibi  Lothario, 
parte  Werinliarii,  postąuam  Slavi  ecclesias  in  Branneburch  et  Havelbergam  destru- 
xerunt  et  relapsi  sunt  deauo  ad  paganismum.    Annal.  Saxo. 

Theodericus    marchio    Slavorum   depulsus   ab   honore  et  hereditate    prebenda- 
rius  apud  Magdeburg  mała  morte,  ut  dignus  fuit,  vitam  finivit.    Adam  Brem.  II,  31 
Helmold,  I,  16.    Data   śmierci  Tiadryka   w    annałach   kwedlinburgskich  i  t.  d,  zapi- 
sana pod  r.  985.    Raumer,  Regesta,  s.  63. 


—     33^     — 

już  męczenników,  że  według  słów  kronikarzy,  na  spisanie  icli 
ledwoby  cała  księga  wystarczyła;  ^)  cesarze  i  papieże  pozatwier- 
dzali  niemało  biskupstw,  pobudowali  wiele  klasztorów,  hojnie 
opatrzonych  w  dochody  i  wygody  życia,  lecz  wszystko  to  za  je- 
dnem  poruszeniem  się  ludów  słowiańskich  w  r.  983  znikło,  jakby 
sen.  Dawna  cześć  bogów  i  swoboda  gminna  zakwitły  znowu  od 
Solawy  aż  do  Odry.  Czyż  cesarz  i  kościół  mogli  na  to  oboję- 
tnie patrzyć?  Godność  ich  cierpiała  na  tern  wiele,  ale  stracenie 
daniny,  kontyngensów  wojennych,  licznych  dóbr  duchownych 
i  świeckich,  rozmaitych  podatków  i  poborów  w  pieniędzach 
i  w  naturze  stokroć  boleśniejsze  były.  Niechby  wreszcie  biskup- 
stwa założone  dla  Słowian  i  nie  istniały  czas  jakiś,  byłoby  to 
jeszcze  znośne,  lecz  arcybiskupstwa  Magdeburgskie  i  Hamburg- 
skie  bez  środków,  które  na  ich  utrzymanie  dostarczali  Słowia- 
nie, istnieć  nie  mogły.  Niepodobieństwem  było  dla  cesarstwa 
i  administracyi  kościelnej  wyrzec  się  tego,  co  im  z  rak  wypadło. 
Przemyśli  wali  więc  Niemcy  nad  odzyskaniem  straty:  czas  jednak 
nie  był  dogodny  ku  temu. 

Następca  Ottona  II,  małoletni  Otton  III,  zostawał  pod  opieka 
Henryka  księcia  bawarskiego,  który  zamierzając  sam  usiąść  na 
tronie,  robił  sobie  stronników.  Wsparł  go  dawny  przyjaciel  książę 
czeski  Bolesław  II,  a  Mieszko  polski,  życząc  sobie  zachować  z  cesa- 
rzem dobre  stosunki,  przychylał  się  do  wyniesienia  na  tron  Hen- 
ryka, tem  bardziej,  że  ostatni  mając  przeciw  sobie  silne  stronni- 
ctwo Ottona  III,  musiał  dla  Słowian  być  powolnym.  Na  zjeździe 
w  Kwedlinburgu  r.  984,  podczas  świąt  wielkanocnych  książęta 
Mieszko,  Bolesław  II  i  Mściwoj  obodrycki  wspólnie  z  innymi  du- 
kami  państwa  Niemieckiego,  złożyli  Henrykowi  przysięgę  wier- 
ności.-) Tymczasem  stronnictwo  Ottona  III  pod  przewodnictwem 
księcia  saskiego  Bernarda  i  markgrafa  Tiadryka,   domagając  się 


>)     Helmold,  I,  16. 

-)  An,  984.  Heinricus  pascha  Quidilingeburg  festivis  peregit  gaudiis . . .  Hue 
Miseco  et  Mistui  et  Bolizlovo  duces  cum  caeteris  ineftabilibus  confluebant,  auxilium 
sibi  deinceps  ut  regi  et  domino  cum  juramentis  affirmantes.    Thietmar,  IV,  2, 


wydania  mu  małoletniego  Ottona  111,  przycisnęło  Henryka  tak, 
że  on  musiał  ratować  się  ucieczką  do  sprzymierzeńca  swego  Bo- 
lesława II.  Z  Czech,  pod  zasłoną  wojska  danego  przez  Bolesła- 
wa II,  Henryk  przez  krainy  Niżanów  i  Głomaczów  przeprowa- 
dzony został  do  Mogilna,  zkąd  z  przybyłymi  do  niego  Niemcami 
pociągnął  dalej  do  Magdeburga.  Rycerz  bolesławowski  Wagio, 
który  przeprowadzał  Henryka,  wracając  do  Czecłi,  stanął  pod 
Misznem,  a  porozumiawszy  sie  z  mieszkańcami,  wezwał  Fryde- 
ryka wassala  markgrafa  Rikdaga,  który  wówczas  sprawował 
rządy  w  Magdeburgu,  aby  dla  porozumienia  się  wyszedł  do  ko- 
ścioła za  miastem  położonego.  Wyszedł  z  miasta  burggraf  Rik- 
dag,^)  „rycerz  wyborny",  lecz  zdradziecko  przez  Czecliów  schwy- 
tany u  rzeki  Trłebaczy,  ufność  swą  zbytnią  życiem  przypłacił. 
Miszno  przez  załogę  czeską  zajęte,  stało  się  posiadłością  i  miej- 
scem pobytu  Bolesława  11^)  (r.  985).  Oswobodziwszy  się  od  Niem- 
ców Misznianie  wygnali  od  siebie  miejscowego  biskupa  Wolkol- 
da,  który  w  Moguncyi  szukał  przytułku,^)  a  potem  czas  niejakiś 
sprawował  w  Pradze  urząd  biskupa,  zamiast  Wojciecha,  gdy  ten 
do  Rzymu  odjechał.^) 

Opanowanie  przez  Henryka  kłótliwego  władzy  najwyższej 
w  Germanii  było  na  rękę  Słowianom,  lecz  Henryk  niedługo  cie- 
szył się  tą  władzą.  Stronnictwo  małoletniego  Ottona  III  wzięło 
przewagę.  Matka  jego  Teofanija  energiczna  i  stanowcza,  rządy 
państwa  w  imieniu  czteroletniego  syna  objęła.  Książętom  sło- 
wiańskim wypadało  zmienić  politykę.  Jakoż  na  święta  wielka- 
nocne w  r.  985  do  Kwedlinburga  z  dworami  swymi  przybyli  Bo- 
lesław II  i  Mieszko,    a   po  odbyciu  całego  obchodu,    według  da- 


*)  Wezwany  byl  Fryderyk,  a  zabity  Rigdag;  widocznie  jakieś  pomieszanie 
imion  u  Thietmara  (IV,  4).  Komentatorowie  jego  zauważali,  że  było  dwóch  Rikda- 
gów,  jeden:  marchio  in  Merseburg  commorans,  drugi  civitatis 
Miśni  custos.  Porów,  kronika  Titmara,  przekład  polski  Komarnickiego.  Zy- 
tomirz,   1861,  s.  98. 

*)     Thietmar,  IV,  4. 

B)     Thietmar,  IV,  5. 

«}     Wyżćj  s,  303. 


'ł  -ł  -ł 


nego  przepisu,  hojnie  obdarowani  do  domu  wrócili.  „W  dniach 
onych,  Mieszko  składając  hołd  uległości  Ottonowi  III,  podarował 
mu  wielbłąda,"  ")  poczem  dwie  wyprawy  pod  jego  rozkazami  od- 
był,^)  przeciw  Słowianom  ,.zamieszkałym  na  wschodzie,"  ^)  t.  j. 
Lutykom,  sąsiadom  państwa  Mieszka  w  latach  986  i  987.*") 

Pojednawszy  sie  z  Ottonem  III,  książę  czeski  Bolesław  II 
w  Kwedlinburgu  (985),  musiał  opuścić  niezadługo  przedtem  zdo- 
byty gród  Miszno.  Urząd  markgrafa  misznieńskiego,  z  powodu 
śmierci  Rikdaga,  zajął  Ekhard  (r.  985).  Wkrótce  potem  i  wy- 
gnany z  Miszna  Wolkold  powrócił  do  swej  dyecezyi.") 

2.    Zwada    pomiędzy   książętami    Bolesławem  II,   a   Mieszkiem  I   r.  990. 
Tymczasem  Niemcy  ujarzmiają  Milczanów. 

Do  zjazdu  w  Kwedlinburgu  r.  985  Mieszko  i  Bolesław  II, 
wspierając  stronnictwo  Henryka  bawarskiego,  trzymali  sie  jedna- 
kowej polityki  i  żyli  z  sobą  w  zgodzie.  Później  poczyna  sie  po- 
między nimi  nieporozumienie,  którego  powodów  bliżej  nie  zna- 
my. Być  może  Mieszko,  biorąc  udział  w  wyprawach  Ottona  III 
w  roku  986  i  987  przeciw  Lutykom,  którzy  od  dawna  zostawali 
z  Czechami  w  przyjaznych  stosunkach,  obraził  tem  Bolesława, 
być  może  widoki  obu  książąt  na  rozszerzenie  swej  władzy  w  Slą- 


')  Thietmar,  IV,  7,  AYedlug  uwagi  Lelewela,  Mieszko  podarował  Otto- 
nowi III  wielbłąda  dopiero  w  r,  986.  Polska  wiek.  średn.  T.  II,  VI,  9.  Porów, 
niżej  cytatę  9. 

8)     Thietmar,  IV,  7. 

®)  Ibid.  IV,  8.  Annal.  Quedlinb.  a.  985.  Sasones  Sclaviam  invaserunt,  qui- 
bus  ad  supplementum  Misaco  cum  magno  exercitu  venit.  An.  986.  Otto  rex  cum 
magno  exercitu  Saxonum  perre.\it  in  Sclaviam,  ibiąue  ad  eum  venit  Misaco  cum  mul- 
titudine  nimia,  obtulitque  ei  unum  camelum  et  alia  xenia  multa,  se  ipsum  etiara  subdit 
potestati  illius.  —  Wzmianki  o  Mieszku  powtarzają  sie  dosłownie  w  Annales  Hildes- 
heimens.   s,  a.  986.     Pertz,  M.  G.  V,   67. 

1")  Annal.  Quedlinb.  a.  987.  Saxones  Sclaviam  iterum  invaserent  et  ad  ulti- 
mum  ipsi  Slavi  regis  ditioni  subduntur,  et  castella  juxta  Albiam  fiumen  denuo  re- 
staurata  sunt.  Różnice  dat  dwóch  wypraw  Mieszka  przeciw  Lutykom  pogodzić  tru- 
dno.    Zdaje  sie,  że  odbyły  sie  w  latach  986  i  987. 

1')  Thietmar,  IV,  5.  Hok  śmierci  Rikdaga  985  oznaczają  annały  kwedlin- 
burgskie,  Saxo  i  nekrolog  fuldeński.    Wigger,  Mekl.  Annal.  43. 


—     334     — 

sku  i  Łużycach  postawiły  ich  przeciw  sobie  tak,  że  z  przyjaciół 
wrogami  się  stali.  Bądź  co  bądź  zwadę  rozpoczął  Bolesław  II, 
najecliawszy  należące  do  Mieszka  kraje  na  pograniczu  Śląska 
i  Łużyc.  Oba  przeciwnicy  szukali  sprzymierzeńców.  Bolesław 
łatwo  ich  znalazł  w  Lutykach,  a  Mieszko  u  cesarzowej  Teofanii, 
z  rozkazu  której  arcybiskup  magdeburgski  Giziler,  wziąwszy  z  so- 
bą ledwo  cztery  chorągwie  wojowników,  pośpieszył  do  kraju  Słu- 
pianów  ^*)  i  stanął  obozem  nad  rozlewem  wód,  przez  który  most 
długi  prowadził.  Ze  świtem  dnia  następnego  (13  Lipca  r.  ggo) 
Niemcy,  oświadomieni  o  zbliżeniu  się  Czechów,  ruszyli  naprzód. 
Wkrótce  potem  ukazał  się  i  Bolesław,  który  rotę  za  rotą  wypro- 
wadzał w  pole;  poczem  obie  strony  wyprawiły  posłów  na  zwiady. 
Wojownicy  czescy  nalegali  na  Bolesława,  aby  żywej  nodze  Niem- 
ców ujść  nie  pozwolił,  ale  wysłany  na  zwiady  rycerz  Slopan  po- 
wściągał ich,  mówiąc,  że  chociaż  wojsko  niemieckie  nieliczne, 
ale  siła  jego  wielka,  albowiem  od  stóp  do  głowy  w  żelazo  za- 
kute. Potykać  się  z  niem  wolno  księciu,  lecz  choćby  i  odnieść 
zwycięztwo,  zawsze  byłoby  to  klęską,  ponieważ  siła  czeska  osłabi 
się,  a  wtedy  ścigającemu  Mieszkowi  trudno  się  będzie  opierać, 
a  może  i  nie  uda  się  umknąć.  Sasi  w  każdym  razie  staliby  się 
nieprzyjaciółmi,  a  jeśli  Czesi  przegrają  bitwę,  na  ówczas  księciu 
i  państwu  jego  grozi  biada,  nie  zostanie  nadziei  oparcia  się  nie- 
pr?yjacielowi  nawet  na  własnej  ziemi,  którą  on  wałem  dokoła 
opasze.  Na  takie  słowa  nie  znalazło  się  odpowiedzi.  Bolesław 
pragnął  pogodzić  się  z  Mieszkiem,  za  pośrednictwem  wcdzów 
niemieckich,  żądając,  aby  mu  pomagali  drogą  układów  odzyskać 
utracone  kraje.  Niemcy  pochwalili  ten  zamiar,  poczem  arcybi- 
skup Giziler,  tudzież  komesowie:  Ekhard,  Eziko  i  Binizo  udali 
się  do  Bolesława  na  układy,  odprawiwszy  swe  wojskc.  Nastąpił 
zmrok  wieczorny,  Bolesław  polecił  przybyłym  oddać  broń  i  roz- 
kazał nie  zwracać    jej,    póki    nie    stwierdzą    przysięgą    zawartej 


1-)     Thietmar,  IV,  9,    krainę    tę    zwie   Selpuli.     Porównaj   dzieła  tego  T.  II, 
s.  59.  343. 


umowy.  Przybywszy  razem  z  pośrednikami  nad  Odrę,  Bolesław 
posłał  do  Mieszka  z  oznajmieniem,  iż  pomocnicy,  na  których  ra- 
cliował,  w  jego  znajdują  się  rękach.  Jeżeli  więc  zwróci  krainę, 
którą  zabrał  Czechom,  bez  sz^yanku  odejdą,  w  przeciwnym  razie 
będą  zgubieni.  Zastraszenie  to  jednak  do  niczego  nie  posłużyło. 
Mieszko  rozumiał  dobrze  położenie  swe  i  słabość  sił  księcia  cze- 
skiego, dla  czego  dał  mu  odpowiedź,  że  jeśli  król  (Otto  III)  ze- 
chce jeńców  swych  wyzwolić,  lub  za  zabitych  się  pomścić,  uczyni 
to  pewno,  lecz  gdyby  tego  i  nie  uczynił,  nie  wypada  ztąd,  aby 
on,  Mieszko,  miał  kraje  swe  tracić  dobrowolnie.  ^'')  Stateczna  od- 
powiedź Mieszka  przekonała  księcia  czeskiego,  że  z  nim  nie  da 
sobie  rady,  nawet  przy  pomocy  Niemców.  Puścił  więc  Bole- 
sław^  II  na  wolność  arcybiskupa  i  komesów,  a  sam  z  nad  r.  Słu- 
piej  ustępując  na  południe,  ku  granicom  czeskim,  pustoszył  oko- 
licę, widocznie  dla  tego,  iż  nie  miał  nadziei  zatrzymać  ją  dla  sie- 
bie.    Po  drodze    zajął   jakiś    gród,*^)    bez    oporu  ze  strony  m.ie- 


^')     Thietmar,  IV,  9. 

^*)  W  kronice  Thietmara  zostawione  jest  próżne  miejsce,  na  którem  miało 
być  napisane  nazwisko  jakiegoś  grodu  polskiego,  który  Bolesław  II  dostał  w  moc 
swoją  r.  990.  Komentatorowie  kroniki  Thietmara  mniemają,  źe  miastem,  którego 
nazwa  opuszczona  jest.  ma  być  Niemcza  na  Śląsku.  Bezimienny  mnich  sazawski  po- 
wiada pod  r.  990:  Eodem  anno  Nemci  perdita  est.  Pertz,  M.  G.  IX,  s.  149.  Porów. 
Bielowski,  M.  P.  I,  s.  256.  Ale  oprócz  Niemczy  na  Śląsku  jest  jeszcze  inna 
Niemcza  w  Łużycach  nad  r.  Nisą.  Otton  III,  czyniąc  w  r.  lOOO  nadanie  kościo- 
łowi Nienburgskiemu  nad  Solawą  dóbr  różnych,  dodał:  dedimus  civitatem  Niempsi 
dictam,  in  comitatu  Geronis  marchionis  in  ripa  fluminis  Niza  nominati  sitara.  Atque 
illud  burgwardium  cum  omnibus  villulis  ad  illud  pertinentibus  Pozdietin,  Gotheiuua, 
Bezdiez,  Gozeuua,  Zepi,  Tamarini.  Heinemann'a  Codex  Anhaltinus,  T.  I,  Nr.  90. 
Jeżeli  więc  Bolesław  II  zdobył  rzeczywiście  Niemczę,  to  prawdopodobniej,  że  Niem- 
czę nad  Nisą.  położoną  w  pobliżu  Ifrainy  Słupianów,  w  której  obozowali  Niemcy 
i  Czesi  w  r.  990,  niż  oddaloną  bardzo  od  tego  miejsca  Niemczę  na  Śląsku,  nad 
r.  Ślęzą  (dziś  Lohe),  która  za  czasów  Bolesława  Chr.  do  Polski  należała  (Thietmar, 
VII,  44).  Tymczasem  Niemcza  nad  Nisą  pozostała  w  reku  Niemców.  Jakim  spo- 
sobem to  stać  się  mogło?  Panowanie  Mieszka  rozciągało  się  na  południe  do  Wro- 
cławia, a  na  zachód  do  Bobry  i  Kwiazi.  Dalej  były  już  Łużyce,  ujarzmione  przez 
Gerona  w  r.  963.  Od  tego  czasu  i  Mieszko  został  wassalem  cesarstwa,  ale  to  nie 
przeszkadzało  mu  zdobywać  sąsiednie  kraje  pogańskie,  do  cesarstwa  nie  należące. 
Przypomnijmy  ogólne  powstanie  Słowian  między  Łabą  a  Odrą  w  r.  983  i  wygnanie 
Niemców  za  Łabę,  a  znajdziemy  czas,  w  którym  Mieszko  mógł  zająć  Niemczę  nad 
Nisą,   później   zdobytą   przez   Bolesława  II  w  r.  990  i  dla  Mieczysława   straconą,  je- 


-     336     - 

szkańców,  a  jednak  rządcę  grodu  tego,  ująwszy  w  moc  swoją,  od- 
dał sprzymierzeńcom  swym  Lutykom,  „z  którego  oni  niezwło- 
cznie ofiarę  bogom  swym  opiekuńczym  uczynili."  Przewidując, 
że  Lutycy  nie  dozwolą  Niemcom  swobodnego  powrotu  do  Ma-; 
gdeburga,  Bolesław  upominał  icłi,  aby  się  zachowali  spokojnie, 
grożąc,  że  się  pomści,  jeśliby  jaką  krzywdę  uczynili  Niemcom, 
którycłi  pod  swoją  ocłironę  przyjął.  ,.Znam  ja  dobrze,  mówił  do 
Lutyków  Bolesław,  że  między  wami  a  nimi  wielka  nieprzyjaźń 
panuje,  lecz  dla  wywarcia  zemsty  stosowniejsza  od  teraźniejszej 
znajdzie  się  pora."  Nie  zważając  na  taką  przestrogę,  Lutycy  oka- 
zywali chęć  do  napadu  na  Niemców,  co  pobudziło  Bolesława  po- 
wrót ich  na  dwa  dni  wstrzymać.  Dopiero  po  wzajemnych  zape- 
wnieniach życzliwości  i  odnowieniu  dawnego  przymierza  odejść 
im  pozwolił.  Znalazło  się  jednak  200  jeźdźców,  którzy  puścili  się 
w  pogoń  za  Niemcami,  lecz  ci  ostrzeżeni  przez  pewnego  lennika 
komesa  Hodona,  w  największym  pośpiechu  ruszyli  dalej  i  pomi- 
mo pędzących  za  nimi  wrogów,  pomyślnie  do  Magdeburga  przy- 
byli, co  niezmiernie  cesarzowę  Teofaniję  uradowało.  ^^) 

Zwada  pomiędzy  Bolesławem  II  a  Mieszkiem  posłużyła  tylko 
na  korzyść  Niemcom.  Jakoż  markgraf  misznieński  Ekhard,  roz- 
począwszy  rządy  swe  w  r.  985,  skorzystał  z  nierozwagi  książąt 
słowiańskich  i  swobodnych  dotąd  Milczanów^")  ujarzmił  (r.  990).'') 
Podczas  tejże  zwady  Saksonowie  rozpoczęli  wojnę  z  Obod ryta- 
mi,   dwa    razy    kraj  ich  pustoszyli   i   ze   zwycięztwa    się    chwalili 


żeli  przywilej  klasztorowi  Nienburgskiemu  pisany  rzeczywiście  w  tym  roku  (looo), 
a   nie  w  XII  w.,  jak  się  domyślał  Ledebur. 

Jeżeliby  zaś  przypuścić,  że  Niemcza,  którą  zdobył  Bolesław  II  w  r.  990,  jest 
Niemczą  śląską  nad  r.  Ślęzą,  w  takim  razie  wypadałoby  przyznać,  że  granice  pań- 
stwa Mieszka  posuwały  się  na  południe  w  Śl.ąsku  aż  za  Wrocław,  co  byłoby  sprze- 
czne z  wiadomościami,  według  których  Śląsk  do  Polski  przyłączony  został  dopiero 
za   Bolesława  Chr.  w   r.  999. 

i"')     Thietmar,   IV,  9,   10. 

!•*)  Im  Jahre  968  waren  die  Milzener  der  deutschen  Herrschaft  noch  gar 
nicht  einverleibt.     Posse.    Codex  Saxoniae.    T.  I,  s.   174. 

1')  Thietmar,  V,  5.  Milzientos  a  libertate  inolita  servitutis  jugo 
constrinxit. 


OJ/ 


I 


(r.  990) J'^)  Gotował  się  przeciw  Słow^ianom  szereg  wypraw  Niem- 
ców, którzy  przypuścić  nawet  nie  chcieli,  aby  Słowiańszczyzna 
mogła  być  dla  nich  straconą,  Słowianie  zac  przenosząc  swobodę 
nad  wszystko,  gotowi  byli  dla  jej  obrony  na  wszelkie  ofiary. 


3.    Walka  o  Branibor  (991—993).   Wyprawy  Ottona  Mi  (995—997). 
Słowianie  w  odwet  do  Saksonii  wpadają  (998—1000). 

Jeszcze  za  rządów  markgrafa  Tiadryka,  złożonego  z  urzędu 
przez  Ottona  II  w  r.  983,  w  okolicy  Magdeburga  był  rycerz  „zna- 
komity" Kizo,  który,  czując  się  obrażonym  przez  markgrafa  i  nie 
znajdując  sposobu  zemścić  się  nad  nim,  poszedł  do  Słowian,  zje- 
dnał ich  sobie  i  taką  ufność  pozyskał,  że  mu  powierzyli  Brani- 
bor, aby  z  dogodnego  stanowiska  mógł  szkodzić  Niemcom.  Po 
upływie  lat  kilku  Kizo,  poddawszy  się  namowom  Niem.ców,  po- 
wierzony mu  gród  w  moc  królewską  wydał.  Lutycy,  oburzeni 
tym  postępkiem  do  wściekłości,  ze  wszystkiemi  siłami,  jakie  na 
prędce  zebrali,  uderzyli  na  Branibor.  Na  wieść  o  tem  bawiący 
w  Magdeburgu  małoletni  cesarz  Otton  III  kazał  wysłać  posiłki 
dla  Kizy.  Ruszyli  więc  na  wyprawę:  markgraf  misznieński  Ek- 
hard,  trzej  wujowie  kronikarza  Titmarara,  grafy:  Henryk,  Udo, 
Zygfryd,  tudzież  stryj  jego  Luitariusz  i  komes  palatyna  Fryde- 
ryk. A  gdy  prowadzone  przez  nich  wojska  zbliżały  się  do  Bra- 
nibora,  Słowianie  porzuciwszy  oblężenie  grodu,  z  taką  natarczy- 
wością uderzyli  na  Niemców,  że  tylko  część  ich  zdołała  wtargnąć 
do  Branibora,  a  inni  po  znacznej  stracie  ustąpili  na  powrót. ^^) 
Na  pomoc  Ottonowi  III  pospieszył  Mieszko  polski  (r.  991),  ale 
czy  uczestniczył  w  napadzie  na  Branibor  wiadomości  nie  posia- 
damy.-*')    W  następnym  r.  992  Otton  III  sam  prowadził  wojsko 


1'')  Annal.  Hildesheim.  an.  990.  Sasones  Abotritos  bis  grandi  irruptione  va- 
stabant.  Multi  quoque  illorum  et  penitus  nominatissimi  interempti  sunt,  alii  in  flu- 
mine  necati.  Saxones  Dei  gratia  cum  pace  et  victoria  redierunt.  Misacho  et  Bolizlavo, 
duces  Sclavorum,  gravibus  inimiciis  inter  se  conflixerant. 

i»j     Thietmar,  IV,   15. 

20)  Annal.  Hildesh.  a.  991.  Otto  rex  cum  magno  esercitu  Saxonum  ac  sup* 
plemento  Misaconis  Brennaburg  obsedit  et  vicit. 

Tom  III.  ,  22 


przeciw  Braniborzanom,  z  posiłkami  bawarskiemi  i  czeskiemi  pod 
wodza  książąt  Henryka  Kłótliwego  i  Bolesława  II.  Polski  zaś 
ksiaże  Bolesław,  syn  Mieszka,  w  rozporządzenie  króla  kontyn- 
gens  wojenny  dostarczył,-^)  Słowianie  mocno  już  dociskali  za- 
łogę niemiecką  w  Braniborze,  ale  na  widok  zbliżającego  się  woj- 
ska królewskiego  pierzchnęli.  Dopiero  po  odstąpieniu  Słowian, 
oblężeni  w  Braniborze  Niemcy,  wyśpiewując  radośnie  kyrie-elei- 
son,  wybiegli  na  spotkanie  odsieczy,  która  im  takąż  pieśnią  je- 
dnogłośnie odpow^iedziała.  Zająwszy  gród  Otton  III  osadził  go 
swoją  załogą,  a  Kizo  rządził  grodem.-'-)  Później  Kizo,  udawszy 
się  do  Magdeburga,  żonę  swą  i  czeladź  powierzył  opiece  jedne- 
go z  rycerzy  swoicli  Bolibuta,-^)  ale  ten  widocznie  zbieg  sło- 
wiański w  służbie  niemieckiej,  mając  przed  oczami  przewrotność 
Kiza  i  sam  pragnąc  spróbować  szczęścia,  władzę  nad  grodem 
przy  sobie  zatrzymał.  Pobiegł  „niepośledni  rycerz"  Kizo  pod 
Branibor,  ocalił  żonę  z  czeladzią,  ale  gdy  tajemne  jego  zabiegi  do 
opanowania  Branibora,  spełzły  na  niczem,  stoczył  bitwę  i  poległ.-*) 
Braniborzanie  zacłiowali  niepodległość  jeszcze  na  półtora  wieku. 
Wypadki  w  Braniborze  zapalały  Słowian  i  Niemców  do 
wznowienia  pogranicznej  walki.  Wojna  podjazdowa  toczyła  się 
w  różnycli  miejscowościach,  bez